Gdy tylko zapukał do drzwi komnat Harry’ego, został wciągnięty do środka przez spragnione dotyku ręce. Usłyszał charakterystyczny dźwięk zamykanych drzwi, ale nie zarejestrował nic więcej, bo został do nich przyciśnięty. Draco, całkiem zadowolony z agresywnego zawłaszczenia, zachichotał, a potem jęknął, gdyż został namiętnie pocałowany. Odwzajemnił pieszczotę z równą żarliwością i przyciągnął mężczyznę jeszcze bliżej.
Prawdę powiedziawszy, mógłby się przyzwyczaić do bycia przyszpilonym i branym w posiadanie; rozkoszowałby się uczuciem przylegającej doń szerokiej klatki piersiowej, ocierającego się o niego twardego fiuta i cholernie miękkich ust, pochłaniających go kawałek po kawałku.
Chwilę później Harry się odsunął, a Draco wciąż był nieusatysfakcjonowany. Szczęśliwie, pełen pożądania uśmiech wiele mu wynagradzał, gdyż sam w sobie był cholernie podniecający.
— Cześć — przywitał się nauczyciel.
— Dobry wieczór — odparł filuternie. — Widzę, że od razu przechodzisz do rzeczy. Nawet nie zaproponujesz mi dziś drinka?
— Skoro chcesz… — Harry zaczął się odsuwać, ale Draco mu na to nie pozwolił, złapawszy go za nadgarstek.
— Nie, miałem podziękować. To, co zrobiłeś, bardzo mi odpowiada.
Mężczyzna przygryzł wargę.
— To świetnie, bo od naszego ostatniego razu nie myślę o niczym innym.
Draco z najprawdziwszym zdziwieniem zarejestrował, że zareagował poniżej pasa. Kto by pomyślał, że tak podziała nań jedno wyznanie.
— Co w takim razie przygotowałeś dla mnie na dzisiejszy wieczór, profesorze? — spytał. — Następną lekcję na temat prawa tarcia, czy postanowiłeś wprowadzić nowy temat?
— Pomyślałem, że może chciałbyś zobaczyć mnie nago. — Uśmiechnął się Harry, przechodząc do konkretów.
Draco z trudem przełknął ślinę.
— Owszem — powiedział, będąc świadomy nagłej ochrypłości własnego głosu. — Cholernie chciałbym.
— Nie tutaj. — Mężczyzna się odsunął. — Chodź za mną. — Skierował się w stronę sypialni, bezdźwięcznie stąpając bosymi stopami po dywanie. Draco uznał ten widok za dziwacznie erotyczny, choć wcześniej nie był zainteresowany oglądaniem czyichś stóp. Z podekscytowaniem udał się do drugiego pokoju, próbując sprawiać wrażenie spokojnego.
Sypialnia charakteryzowała się zdecydowanie lepszym oświetleniem. Wyglądała tak, jakby Harry specjalnie pozapalał wszystkie lampy na potrzeby dzisiejszej lekcji.
Chciał być dobrze widziany, prawie sapnął, w duchu przyznając mu dodatkowe punkty za niezrównaną pewność siebie.
Przez chwilę stali w niecodziennej ciszy — Harry przy łóżku, zaś Draco kilka kroków od drzwi, patrząc na siebie.
— No i…? — Brunet uniósł brew.
— Hm…?
— Jeżeli chcesz zobaczyć, co jest w środku, musisz rozpakować paczkę. — Mężczyzna wydawał się zarówno rozbawiony, jak i wyzywający.
Uśmiechnąwszy się, podszedł bliżej. Z uwagą obserwował, czy postawa Harry’ego się zmienia, ale ten sprawiał wrażenie zrelaksowanego — nie miał skrzyżowanych ramion i prostował plecy, śledząc każdy jego krok. Kiedy Draco znalazł się wystarczająco blisko, poczuł przypływ mocy, która aż czekała, gdy weźmie się do działania.
— Zacząć od góry? — zapytał ściszonym głosem, sięgając do guzika śnieżnobiałej koszuli.
— Jak tylko chcesz.
Och, tak, pomyślał i odpiął pierwszy guzik, mimochodem zauważając, że jasne kolory idealnie podkreślają oliwkowy odcień opalonej skóry. Gdy uporał się z drugim, odsłonił bliznę w kształcie owalu, mniej więcej pośrodku klatki piersiowej, jakby pozostawioną przez zawieszkę naszyjnika. Musnął poparzenie opuszkami palców, ale nie zapytał o prawdziwą przyczynę. Zamiast tego, rozpiął koszulę jeszcze bardziej, aby mieć widok na górną partię umięśnionego brzucha. Kiedy odpiął ostatni guzik, wciągnął ze świstem powietrze i położył dłoń na ciepłej skórze. Kilka nocy temu miał okazję poczuć te mięśnie przez materiał zielonego swetra, ale to nijak się równało satysfakcji z bezpośredniego dotyku. Harry był dobrze zbudowany, nawet z małymi bliznami rozsianymi tu i ówdzie.
Chwilę później pociągnął za kołnierzyk koszuli i zsunął ją z oliwkowych ramion. Teraz miał przed sobą nagą klatkę piersiową, całą do swojej dyspozycji. Skorzystał więc z okazji i zrobił pierwsze, co przyszło mu do głowy. Z największą delikatnością przesunął dłonią po muskularnych ramionach, łuku szyi i sięgnął w dół, do ciemnych włosków w okolicach pępka. Czuł na sobie palące spojrzenie partnera, dlatego też podniósł nań wzrok.
— Kontynuuj. — Usłyszał. — Gdy zdejmiesz resztę, odkryjesz, co tylko zechcesz.
Draco nie trzeba było powtarzać dwa razy. Nade wszystko pragnął poznać tajemnice skrywane przez ciało Harry’ego Pottera i doświadczyć dosłownie wszystkiego. Poddając się instynktowi, pewnym ruchem chwycił za pasek z grubej, czarnej skóry i, nie odwróciwszy wzroku, zręcznie rozpiął klamrę. Brwi mężczyzny drgnęły w czymś, co można było uznać za gest uznania, a spojrzenie pociemniało z pożądania. Kiedy Malfoy sięgnął ku rozporkowi jeansów, natrafił na twardego członka. Delikatnie przesunął go na bok przez materiał spodni, a następnie z największą ostrożnością rozpiął zamek błyskawiczny, co spotkało się z cichym westchnieniem kochanka. Uśmiechnął się z zadowoleniem, a potem przesunął dłońmi wzdłuż skórzanego paska i pociągnął go w dół, przez co zsunął Harry’emu jeansy — zdjęta odzież tworzyła teraz kupkę na podłodze.
Brunet wyszedł z ubrań i niedbale kopnął je na bok. Stał teraz przed Draco wyłącznie w czarnych majtkach, które nie pozostawiały nic wyobraźni.
Ostatnia wstążeczka, pomyślał blondyn, niemal śliniąc się na widok napiętej ciemnej bielizny. W momencie zapragnął owinąć palce wokół tej kuszącej erekcji i wzmacniać uścisk, dopóki Harry nie zacząłby pieprzyć jego dłoni. Miał też ochotę na padnięcie na kolana, przyciśnięcie doń twarzy i ucałowanie wrażliwej główki. Aż zadrżał na samą myśl o dotknięciu ustami twardej erekcji.
Niestety musiał powściągnąć swe zapędy. Instrukcje Harry’ego, choć odrobinę niejednoznaczne i sugestywne, pozostawały wyraźne — miał całkowicie go rozebrać, a następnie poświęcić trochę czasu na zapoznanie się z nim. Po sposobie, w jaki brunet stał, absolutnie nieruchomo i cierpliwie, wyczuwał, że naprawdę nie chce, aby się spieszył.
Spojrzał więc nań uważnie.
— Rozumiem, że jesteś zadowolony z widoku. — Usłyszał. — Wręcz pożerasz mnie wzrokiem.
— Nie widziałem jeszcze wszystkiego, prawda? — odparł, choć nie była to do końca prawda. Wtedy, na korytarzu, miał okazję obejrzeć z całkiem bliska fiuta Harry’ego Pottera, i to w ustach innego mężczyzny. Oczywiście, wolał przemilczeć ten fakt.
— Nikt cię nie powstrzymuje. — Facet nawet nie próbował ukryć swej sugestii.
Draco uległ namowom, chwycił gumkę czarnych majtek i pociągnął; następnie przyklęknął, aby zsunąć je ze stóp. Gdy podniósł wzrok, zobaczył przed twarzą twardego członka, czerwonawego, cieknącego i z pulsującą żyłką.
Żeby pocałować lśniący od preejakulatu czubek, musiał się tylko pochylić o kilka centymetrów — zdołał się jednak powstrzymać. Zamiast tego, po prostu patrzył, chłonąc wszystkie szczegóły, których nie zauważył za pierwszym razem, a mianowicie mocniej zaczerwienioną główkę, pierścień ciemnych włosów wokół podstawy i ciężkie jądra.
Był tak podniecony, niemal zahipnotyzowany, zapatrzony niczym w obrazek i tylko cudem powstrzymał się od wyciągnięcia ręki i dotknięcia moszny. Wiedział, że jeżeli położy nań dłoń, szybko jej stamtąd nie zabierze. Z trudem podźwignął się więc na nogi i ponownie spojrzał Harry’emu w oczy; płonął w nich najprawdziwszy ogień.
— Czas na bliższe zapoznanie? — zapytał ściszonym głosem.
— Oczywiście.
Kontynuował od miejsca, w którym przerwał. Włoski, które pokrywały klatkę piersiową bruneta, były szorstkie, ale nieszczególnie gęste, dlatego też był zadowolony, kiedy przesunął po nich dłonią. Niedługo potem zahaczył palcem o sutek, który prawie natychmiast stwardniał.
Zachęcony, obrysował go opuszkiem palca, podczas gdy Harry wydał z siebie ciche westchnienie.
Usatysfakcjonowany, ponownie dotknął płaskiego brzucha, pokrytego mięśniami, które cholernie podziwiał. Znalazł też trochę krągłości po bokach, tuż nad biodrami i musiał przyznać, że strasznie mu się spodobały. Delikatnie ścisnął tę skórę, a potem zsunął dłoń niżej, do miejsca zgięcia stawu. Harry znów wypuścił oddech, tym razem bardziej drżący.
Znalazłem wrażliwe miejsce, podsumował. Nic dziwnego, bo podążając wzdłuż tej linii, w pewnym momencie dotknąłby moszny.
Wiedząc, że jest niebezpiecznie bliski utracenia samokontroli, Draco postanowił obejść partnera i stanąć za nim. Harry nie ruszył się nawet o milimetr i nie odwrócił głowy, aby nań spojrzeć, dając mu milczącą zgodę na swobodne podziwianie.
Och, zrobił to.
Z zapartym tchem przez moment patrzył na szerokie, umięśnione plecy, a potem zsunął spojrzenie w dół kręgosłupa. Chociaż oliwkową skórę zdobiło masę blizn — mniejsze i większe, niektóre bardziej wypukłe, niczym od uderzenia batem — te potęgowały tylko efekt, podkreślając męskość Harry’ego. Draco śledził linie wzrokiem, a potem posunął się o krok dalej i dotknął jednej opuszkiem. Nie mogąc się powstrzymać, prześledził wypukłość palcem aż do miejsca, gdzie tułów zwężał się w okolicy kości ogonowej.
Potter miał niesamowity tyłek. Z bliska wyglądał jeszcze lepiej, niż zapamiętał z przyciemnionego korytarza. Był nie tylko odpowiednio umięśniony i jędrny, ale krągły i kształtny. Idealnie nadawał się do obmacywania.
I klapsów, stwierdził z zachwytem, a potem szybko zignorował tę bezsensowną myśl. Może gdy lepiej się poznamy.
Obecnie musiał się zadowolić wyobrażeniem sobie, jakie byłoby to uczucie móc zanurzyć się w tej cudownej dziurce i uderzać jądrami w te pośladki. Jęknął pod nosem i zrobił krok naprzód, przylgnąwszy doń swą męskością. Chciał dać mężczyźnie do zrozumienia, o czym dokładnie myślał.
W odpowiedzi usłyszał ciche westchnienie. Zadowolony, przymknął powieki i zaczął składać delikatne pocałunki na karku Harry’ego, przesuwając ustami po pachnącej skórze, podczas gdy krótkie, ciemne włoski łaskotały go w nos. Objął go ramionami i sięgnął ku sutkom. Tym razem potraktował je brutalniej, podszczypując brodawki i drapiąc je paznokciami.
— Ach. — Kochanek natychmiast zareagował. Napiął mięśnie pośladków i odchylił lekko głowę do tyłu, dając do siebie lepszy dostęp.
Draco momentalnie zaczął się o niego mocniej ocierać. Materiał spodni nie ułatwiał mu sprawy i tylko podsycał ogień, którego nie mógł jeszcze ugasić.
Musiał dotknąć Harry’ego i przejść do następnego etapu. Długo już nie wytrzyma drażnienia bez satysfakcji.
Zsunął dłoń na brzuch mężczyzny i z lubością wsunął palce w ciemne włosy łonowe, czerpiąc przyjemność z ich miękkości. Ominął twardego członka i sięgnął ku jądrom. Ścisnął je delikatnie i się uśmiechnął, gdy kochanek rozłożył szerzej nogi, pragnąc więcej.
— Czy mogę dotknąć twojego fiuta, profesorze? — wyszeptał zmysłowo do ucha nauczyciela i prawie zamruczał, gdy ten zadrżał. — Muszę cię dotknąć. Powiedz, proszę, że mogę.
— Kurwa. — Harry brzmiał bardzo ochryple. — Tak, zrób to.
Otrzymawszy zgodę, zacisnął palce wokół członka, rozkoszując się miękką, delikatną skórą otaczającą twardy trzon. Z początku poruszał dłonią bardzo powoli i ostrożnie. Gdy został nagrodzony gardłowym jękiem, wzmocnił uścisk i skupił się na okrężnych ruchach wokół wrażliwej główki; zbierał pierwsze krople preejakulatu i rozprowadzał je po całej długości. Z częściowo zwilżonym fiutem i śliską dłonią, utrzymywał równomierne ruchy.
Harry naprawdę próbował stać nieruchomo, ale mimowolnie napinał mięśnie pośladków. Draco wyczuwał to przez materiał spodni, bo wciąż się o niego ocierał od tyłu, szukając własnej stymulacji. Prawdę powiedziawszy, był wystarczająco podniecony, żeby dojść w ten sposób, znów w ubraniach. Co więcej, wiedział, że Harry również byłby tym usatysfakcjonowany.
Chciał jednak więcej. Pragnął osiągnąć orgazm nago.
W momencie zabrał dłoń, podczas gdy brunet wydał z siebie sfrustrowane warczenie.
— Chcę, żebyś i ty mnie obejrzał, Harry — wyszeptał. — Chcesz tego?
Mężczyzna odwrócił się doń twarzą, dzięki czemu zobaczył zmysłowy błysk w zielonych oczach; potem został pocałowany. Przez chwilę walczyli o dominację, a następnie Potter się odsunął i wycofał w kierunku łóżka — ostatecznie oparł się plecami o wezgłowie.
— Rozbierz się dla mnie. Pozwól mi się dobrze przyjrzeć — poprosił głębokim, rozkazującym głosem. — Wkrótce doprowadzisz nas do orgazmu swoimi rękoma. Zrozumiałeś?
Draco przytaknął, czując nagłą suchość w ustach. Niczego bardziej nie pragnął, jak dać się poprowadzić instrukcjom.
Chwycił więc dół swetra i ściągnął go przez głowę, przy okazji zdjąwszy podkoszulek. Właśnie w ten sposób odsłonił swą klatkę piersiową przed pożądliwym spojrzeniem Harry’ego. Był od niego szczuplejszy i bledszy, ale daleko mu było do chucherka; miał mięśnie, którymi mógł się publicznie pochwalić oraz gładką i nieskazitelną skórę, poza szramą pozostawioną przez Sectumsemprę. Nigdzie się nie spiesząc, zdjął buty i skarpetki, a potem rozpiął spodnie i pozwolił im swobodnie opaść na podłogę. Był zdeterminowany, aby stanąć przed partnerem bez skrępowania, więc zachował pozorny spokój i nie drgnął, nawet kiedy pozbył się bokserek i odsłonił niezbity dowód swego podniecenia.
Harry go nie zawiódł i rozchylił usta, jakby w zachwycie. Ich spojrzenia się spotkały, więc zgodnie wymienili uśmiechy wzajemnego uznania.
— Chodź tutaj. — Usłyszał ochrypłą komendę.
Wspiął się na łóżko bez zbędnej zwłoki, podczas gdy Harry zsunął się odrobinę i położył się na plecach. Draco nie wypuścił z dłoni różdżki, bo wiedział, że będą jej potrzebować. Zamiast tego, ostrożnie odłożył ją na pościel, po czym usiadł okrakiem na biodrach kochanka, skupiwszy wzrok na jego kuszących ustach.
Kiedy ich penisy się zetknęły, przeszył go dreszcz przyjemności, przez co wydał z siebie zaskoczony, pełen pożądania dźwięk, na który Harry odpowiedział jękiem. Zaczęli się desperacko całować, zupełnie jakby jutro miało nie nadejść, angażując się całym sercem; ich języki przez dłuższą chwilę toczyły spór o dominację.
Sięgnął po różdżkę, wyczarował lubrykant i posmarował nim dłoń. Potem spojrzał na partnera, który skinął mu głową.
— Zaufaj swoim instynktom, Draco — powiedział. — Spraw, żeby było nam naprawdę dobrze.
Malfoy owinął dłoń wokół obu członków i z satysfakcją patrzył, jak Harry szarpie biodrami, przewraca oczami i otwiera szerzej usta, jakby miał zamiar jęczeć. Już przy pierwszym pociągnięciu, na sekundę wzmocnił uchwyt na główkach, co spotkało się z głośną aprobatą. Uczucie ocierających się o siebie cieknących członków było tak niesamowite, że brunet chwycił go za ramiona, aby dać upust swojej przyjemności.
To było cholernie intensywne, a dążenie do spełnienia przypominało szykujący się do erupcji wulkan — buchało od nich ciepło, narastająca ekscytacja i wzajemna potrzeba finiszu.
Draco ponownie pochylił się do pocałunku, starając się nie zaburzyć rytmu ruchów dłoni. Poruszał się powoli, stopniowo budując napięcie, ale sposób, w jaki palce Harry’ego wędrowały po jego ciele — po sutkach, plecach, a nawet po pośladkach — sprawiał, że aż drżał z rozkoszy. Co chwilę jęczał i sapał, a każde uszczypnięcie i pieszczota trafiała wprost do jego fiuta, podsycając żar.
Nie potrafił utrzymać podwójnej koncentracji na całowaniu partnera, jak i robieniu im obu dobrze. Opuścił trochę głowę i zaczął dyszeć mężczyźnie w szyję, czując, że jest naprawdę blisko.
— Harry. Ja zaraz… Boże, zaraz dojdę. Ty też…?
Facet z trudem łapał oddech.
— Jestem tak blisko. Wystarczy, że trochę przyspieszysz…
Dostosował się do tej prośby, wykorzystując całą swą siłę woli, żeby powstrzymać nadchodzący orgazm. Nade wszystko chciał zsynchronizować się z Harrym; po prostu musiał.
— Och, Draco! Właśnie tak. Nie przestawaj. Och, dokładnie tak. Kurwa mać!
Malfoy się uśmiechnął, trochę z zadowolenia, a trochę z ulgi, bo czuł, jak partner drży i wreszcie mógł się rozluźnić. W potężnym przypływie przyjemności doszedł, pokrywając spermą zarówno ich penisy, jak i swoją dłoń. Ich nasienie się zmieszało, co również było cholernie seksowne. Obaj dyszeli i się trzęśli, nie mogąc dojść do siebie.
— Słodki Merlinie! — sapnął pod nosem, po czym zszedł z kochanka i wylądował obok niego na łóżku.
— Yhym. — Uśmiechnął się ze zmęczeniem Harry. Leżeli przez dłuższą chwilę w milczeniu, a potem potrząsnął głową i nań spojrzał. — Wiesz, że masz do tego naturalny talent, prawda?
— Jestem ekspertem w dziedzinie masturbacji. — Błysnął zębami.
Brunet zachichotał, sprawiając wrażenie zarówno rozbawionego, jak i szczerze zadowolonego.
— Jak wszyscy mężczyźni, czyż nie?
Draco wyciągnął rękę po różdżkę, ale zdał sobie sprawę, że jego dłoń jest wciąż umazana w nasieniu.
— Oczyść nas, dobrze? — zagaił. — Skorzystaj z mojej różdżki.
Harry podniósł głogowy oręż i przez chwilę jakby go studiował, po czym delikatnie nim machnął, usuwając spermę, co do kropelki. Draco nie był w stanie powstrzymać cichego westchnienia, kiedy zaklęcie musnęło mu wrażliwą skórę zmiękczonego penisa. Odprężył się na jednej z większych poduszek, wciąż dochodząc do siebie po przeżytym orgazmie.
— To było niesamowite. O wiele lepsze, niż mogłoby być z tym fiutem, Rickiem — podsumował.
Harry parsknął śmiechem.
— Mogłeś być wybredny.
— Wtedy myślałem, że jestem. Na pierwszy rzut oka facet wydawał się całkiem w porządku. Skąd miałem wiedzieć, jaki jest naprawdę?
— Cóż, to jedna z pułapek związanych z podrywaniem nieznajomych. Zanim trafisz na kogoś rzeczywiście fajnego, zazwyczaj masz do czynienia z samymi nieudacznikami i palantami.
— Mogłeś mnie ostrzec.
— Jestem przekonany, że udzieliłem ci kilka życiowych rad. — Harry zmarszczył brwi. — Powiedziałem ci, żebyś postawił im drinka i chwilę pogawędził. Ty z kolei pominąłeś pierwszy krok i od razu przeszedłeś do tańca i flirtowania.
— Hmmm. — Draco nie miał na to dobrej odpowiedzi. — Całkiem możliwe, że rzeczywiście się pospieszyłem — przyznał w końcu.
— Z perspektywy czasu wiem, że powinienem był od razu się zaoferować. Oszczędziłbym ci wtedy wielu kłopotów i bólu.
Spojrzał nań z zaskoczeniem.
— Naprawdę to rozważałeś?
— Tak. Oczywiście, że tak. Nie miałem jednak pojęcia, czy się na to zdecydujesz. Myślałem, że moja propozycja spotkałaby się z co najmniej zniesmaczonym niedowierzaniem, biorąc pod uwagę naszą jakże barwną historię.
Draco zmarszczył brwi i poświęcił chwilę na przemyślenie tematu. Z początku ten pomysł rzeczywiście wydawał mu się dziwaczny, ale to uczucie dawno przeminęło. Bycie z Harrym okazało się zaskakująco łatwe, a nawet pokusiłby się o stwierdzenie, że naturalne. Najprawdopodobniej wynikało to z braku oczekiwań, że ten związek przerodzi się w poważną, trwałą relację — świadomość, że właściwie to stanowi biznesowy układ, zdejmowała z niego całą presję.
— Jako pierwszy pomyślałeś, że byłoby to dziwne — stwierdził.
— Owszem. — Harry skinął głową. — Niemniej jednak w pozytywnym sensie — dodał z jakby nieśmiałym uśmiechem na twarzy. — Kiedy zaproponowałeś mi hm… współpracę… tak, byłem zaskoczony, ale też podekscytowany. Strasznie chciałem zobaczyć tę stronę ciebie, której większość ludzi nigdy nie miała okazji ujrzeć i doświadczyć. Zazwyczaj jesteś opanowany i powściągliwy, dlatego też oglądanie cię bez tych wszystkich murów jest… szczerze mówiąc, całkiem podniecające.
Draco uniósł brew.
— Chyba masz rację. — Prawdę powiedziawszy, prawie w ogóle o tym nie myślał, bo zawsze sobie odpuszczał w obecności Harry’ego. Jakimś sposobem w jego towarzystwie naturalnie znosił swe bariery i był nieskrępowany.
Leżeli przez chwilę w ciszy, nasyceni i zadowoleni. W pewnym momencie brunet przykrył ich obu kołdrą, bardziej po to, aby się nie zaziębili, aniżeli aby ukryć ich nagość. To uświadomiło Draco, że naprawdę niewiele dzieli go od zaśnięcia.
— Chyba powinienem się zbierać — stwierdził.
Harry nań spojrzał.
— Wiesz, że możesz zostać na noc, prawda?
— Doceniam propozycję i chęci, ale obiecaliśmy sobie dyskrecję. Łatwiej mi będzie wymknąć się w nocy, kiedy przebywanie poza komnatą nie będzie budzić żadnych podejrzeń. Jeżeli wyjdę z rana, ktoś może mnie zauważyć. Wolałbym nie zwracać na siebie niepotrzebnej uwagi.
Mężczyzna oparł głowę na poduszce.
— To prawda. Nie mamy pewności, czy przemkniesz niezauważony.
— Ostrożności nigdy za wiele.
— Owszem, ale nie musisz wychodzić już teraz. Zostań jeszcze trochę. Napijmy się czegoś albo zjedzmy coś słodkiego.
— Czyżbyś miał ochotę na słodycze? — Uśmiechnął się z zaskoczeniem Draco.
— Głównie na lody. — Harry usiadł. — Nie wiem dlaczego, ale po seksie lubię jeść lody. Mam na nie wielką ochotę.
— Lody w łóżku? Się rozpieszczasz.
Brunet wzruszył ramionami.
— Czasem można sobie pofolgować — odpowiedział, co sprawiło, że Malfoy się roześmiał. — Mam więc przywołać skrzata domowego? Możesz wybrać taki smak, jaki lubisz.
— W porządku. — Draco uśmiechnął się szerzej. — W takim razie poproszę czekoladowe z karmelem.
Harry oblizał usta.
— Mmm, brzmi idealnie.
*
Kilka dni później podczas śniadania Draco miał ogromną nieprzyjemność dostać wyjca. W przypływie paniki automatycznie spojrzał na Harry’ego, który wybałuszył nań oczy, i pomyślał, że najprawdopodobniej pomyśleli dokładnie o tym samym.
Czy ktoś się dowiedział? Czy zaraz cała Wielka Sala pozna prawdę?
Kiedy list się przed nim otworzył, natychmiast rozpoznał charakter pisma i aż westchnął z ulgi. Nie mając innego wyjścia, w okamgnieniu przygotował się na nieuniknione. Chwilę później usłyszał donośny głos jednego ze swoich najdroższych przyjaciół.
Draconie Malfoyu! Lepiej odpowiedz na następny list, który ci napiszę, bo przysięgam na wszystko, co mi miłe i magiczne na tym świecie, że każdy kolejny dzień będziesz zaczynał od wysłuchania mojej tyrady i to publicznie! Ocknij się wreszcie, nadęty bucu!
Wyjec stanął w płomieniach, a Wielka Sala wybuchnęła śmiechem. Wszystkie oczy były skierowane na stół nauczycielski, gdzie siedział Draco. Chcąc zachować przynajmniej pozory kamiennej twarzy i spokoju, uniósł wyzywająco brew i spojrzał na swoich uczniów.
— Wracajcie do posiłku — powiedział na tyle głośno, aby większość go usłyszała.
Studenci znów wybuchnęli śmiechem, po którym nastąpiły szepty. Najprawdopodobniej zaczęli się wymieniać podejrzeniami, kto był na tyle odważny, aby wysłać profesorowi Malfoyowi wyjca.
Spojrzawszy na grono pedagogiczne, Draco zauważył, że i oni wyglądali na zainteresowanych. Zwrócił się więc do McGonagall.
— Najmocniej przepraszam, pani dyrektor — powiedział grzecznie. — Pansy nigdy nie była zbyt subtelna. Dołożę wszelkich starań, aby to się więcej nie powtórzyło — zapewnił.
Czarownica skinęła głową, choć uniosła lekko kąciki ust, co zdradzało jej rozbawienie. Trwało to zaledwie dwie sekundy, bo po chwili zrobiła niewzruszoną minę.
— Podpadłeś Pansy Parkinson? — zapytał Harry.
— Gwoli ścisłości, Pansy Nott — odpowiedział. — Niestety. Najwyraźniej poczuła się urażona, bo dawno do niej nie pisałem.
To stwierdzenie rozbawiło resztę nauczycieli. Usłyszawszy zdawkowe wyjaśnienie, personel również wrócił do śniadania.
Zaledwie kilka minut później do Wielkiej Sali wleciała następna sowa i upuściła mu na talerz drugą kopertę. Draco odetchnął z ulgą, że Pansy poszła po rozum do głowy i zdecydowała się wysłać mu normalny list. Nie wiedział, czy zniósłby drugiego wyjca. Nie chcąc wzbudzać zamieszania, dyskretnie schował go do wewnętrznej kieszeni szaty.
— Parkinson? — zapytał z uśmiechem Harry.
— Yhym.
— Nie zapomnij na niego odpowiedzieć.
To oczywiste, że Potter był ciekawy, ale nie zamierzał się wdawać w szczegóły. Od pewnego czasu unikał Pansy, ale z powodów, których nie zamierzał omawiać przy wszystkich.
— Zdecydowanie nie zapomnę — odparł. — Nie zamierzam zapewniać współpracownikom rozrywki podczas śniadania. Raz zdecydowanie wystarczyło.
— Cóż, dziewczyna wie, jak zwrócić twoją uwagę.
— Dobrze mnie zna — przyznał. Zawsze tak było.
List otworzył dopiero po zakończeniu lekcji. Wiedział, że powinien odpowiedzieć nań natychmiast, bo jego przyjaciółka nigdy nie rzucała gróźb bez pokrycia, ale i tak odłożył to w czasie, przynajmniej do momentu, kiedy był sam.
Z radością stwierdził, że notka nie była szczególnie długa. Pansy nigdy nie rozwodziła się nad sprawami, które nie miały większego znaczenia i zdecydowanie bardziej wolała od razu przejść do sedna problemu. Zawsze to w niej cenił.
Najdroższy Draco,
Chyba powinnam cię przeprosić za ucieknięcie się do agresywnych środków, więc… przepraszam. Na swoją obronę powiem, czego innego się spodziewałeś? Chciałam dać ci trochę przestrzeni, ale to zaczyna być absurdalne. Wiem, że zatrudniłeś się w Hogwarcie i szczerze uważam, że postąpiłeś słusznie. Wreszcie zebrałeś się na odwagę i ruszyłeś naprzód, a to oznacza, że jesteś gotów, aby zostawić przeszłość za sobą. Cieszę się z twojego sukcesu i chcę cię dalej wspierać.
Jedynym powodem, jaki przychodzi mi do głowy, dla którego mnie unikasz, jest to, że pomyślałeś, że opowiedziałam się po stronie Blaise’a, a nie twojej. Zapewniam cię, że to nieprawda. Prawdę powiedziawszy, nawet z nim nie rozmawiałam, poza tym, że wygarnęłam mu, co myślę o świństwie, które wywinął i że powinien się wstydzić. Jak możesz sobie wyobrazić, nie przyjął krytyki zbyt dobrze.
Nie przyzwyczajaj się do komplementów, ale wiedz, że jesteś moim najważniejszym przyjacielem. Nie chcę, żebyś odpychał od siebie wszystkich, którzy się o ciebie troszczą, tylko z powodu nieszczęścia, które cię spotkało. Razem z Teo bardzo za tobą tęsknimy.
Wiesz, co cię czeka, jeżeli mnie znowu zignorujesz!
Całuję mocno,
Pansy.
Skończywszy czytać list, Draco się uśmiechnął. Szczerze mówiąc, był zaskoczony swoją reakcją. Myślenie o Pansy było dlań bolesne przez ostatnie miesiące, ponieważ przypominała mu o przeszłości i wszystkim, co się wydarzyło — nie wspominając już o tym, że szczęśliwie wyszła za mąż z rozsądku i ma dziecko, które jest uwielbiane i rozpieszczane. Cholernie trudno mu było nie być zazdrosnym, skoro miała wszystko, o czym dotąd marzył, a nawet i więcej. To zaś sprawiało, że czuł się jak najgorsza kanalia, bo ostatnią rzeczą, której pragnął, było jej nieszczęście.
Może rzeczywiście był gotowy, aby ruszyć naprzód. Myślenie o miłości i wierności Pansy i Teo nie wywoływało już w nim żalu, podobnie jak wspominanie ich synka, czy po prostu szczęśliwej rodzinki. Był to krok we właściwym kierunku, znak, że się leczył, nawet jeżeli potrzebował sporo czasu.
Wyciągnął pergamin, pióro i zastanowił się, co właściwie chciałby napisać. Dotarł zaledwie do „Najdroższa Pansy”, kiedy papierowy smok na jego biurku zaryczał i zatrzepotał skrzydłami.
Żołądek skręcił mu się z nerwów, bo właśnie otrzymał wiadomość od Harry’ego.
Dotknął orgiami czubkiem różdżki i poczekał, aż pergamin się rozłoży.
Spotkamy się wkrótce? Pasuje mi każdy wieczór, oprócz niedzielnego, brzmiała wiadomość.
Uśmiechnął się i wyczyścił papier. Następnie odesłał własną odpowiedź.
Jutro wieczorem. Tym razem zapraszam do mnie na dwudziestą drugą.
Wysłał wiadomość, przemienił pergamin z powrotem w smoka, a następnie wrócił do skrobania listu do Pansy.
Oczywiście, nie mógł zwierzyć się jej ze wszystkich sekretów, ale z ciepłem w sercu zapewnił przyjaciółkę, że przynajmniej jest szczęśliwy i znalazł wiele wartościowych rzeczy, które nadały sens jego życiu w Hogwarcie.
O dziwo, napisanie listu poszło mu całkiem gładko.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz