— Wspaniała przemowa, doktorze Snape. Jestem przekonana, że ludzie będą o niej dyskutować podczas kolacji.
Gdy schodził z podwyższenia, żywiołowa absolwentka uśmiechała się do niego promiennie, przywodząc na myśl dumną z pociechy matkę. Severus mimowolnie się zastanowił, czy te różowe chemikalia, które nałożyła sobie na głowę w formie farby do włosów, pozostawiły trwałe ślady na umyśle. Odkąd to archeologia była oblężona przez młodych, równie energicznych ludzi z tendencjami samobójczymi, którzy na każdym kroku przewracają rzeczy lub wpadają na innych ludzi? Cokolwiek się tutaj nie działo, stanowczo odmawiał brania w tym udziału. Całkowicie zignorował więc dziewczynę i skierował się ku tylnym drzwiom audytorium. Chciał w spokoju wrócić do swojego pokoju i uniknąć niekończących się pytań rówieśników, którzy woleli usłyszeć szczegółowe odpowiedzi, zamiast samodzielnie zagłębić się w lekturze opublikowanych przezeń artykułów.
Z ledwo słyszalnym westchnieniem ulgi wyszedł na korytarz. Na szczęście zarezerwował sobie pokój w tym hotelu, w którym odbywała się konferencja, dlatego też od razu ruszył do windy. Zdecydowanie potrzebował błogosławionej izolacji i chwili spokoju.
— O Boże, doktorze Lupin! — Usłyszał z tyłu głos należący do różowowłosej dziewczyny. Z jakiegoś powodu poczuł się zirytowany tym podekscytowanym brzmieniem. — Nie wiedziałam, że pan również uczestniczy w zjeździe. Szkoda, że się wcześniej nie zorientowałam, bo bardzo chciałam zapytać o kilka nurtujących mnie kwestii. Może moglibyśmy się spotkać i o tym porozmawiać? — zapytała z nadzieją.
— Przykro mi, panienko, ale mam inne plany. — Chociaż Lupin zachowywał się uprzejmie, brzmiał na rozkojarzonego. — Wstrzymaj windę, doktorze Snape!
Severus prawie wbiegł do kabiny i szybko wcisnął przycisk zamykania drzwi. Niestety nie dopisało mu szczęście, bo mężczyzna w ostatnim momencie wskoczył do środka, a potem się doń uśmiechnął, zupełnie jakby wiedział, że pokrzyżował mu szyki.
— Muszę przyznać, że bardzo mi się podobało twoje wystąpienie — zagaił. — Jak zwykle, podzieliłeś się z kworum kilkoma fascynującymi spostrzeżeniami.
Nie odpowiedział i w zamian rzucił natrętowi mało przychylne spojrzenie. Skrzyżowawszy ręce na piersi, zapatrzył się przed siebie z zaparciem godnym kamiennego sfinksa i udawał, że nie ma towarzystwa. Lupin był nie do zniesienia, a zapach, jaki wokół roztaczał, tylko drażnił zmysły.
— Na które jedziesz piętro? — zapytał niezrażony blondyn, wyciągając rękę ku panelowi z przyciskami. — Może wolisz po prostu złożyć mi wizytę?
Jasne, twoje piętro, twój pokój, podpowiedziało Severusowi zdradzieckie libido. Uzmysłowiwszy sobie własną głupotę, zmarszczył brwi i napiął mięśnie.
Lupin czekał przez moment, a potem wzruszył ramionami i wcisnął jeden z przycisków, wprawiając windę w ruch.
— Cóż, w takim razie pojedziemy do mnie — podsumował zbyt swobodnym tonem, wsunąwszy dłonie do kieszeni pogniecionej marynarki. Milczał wystarczająco długo, aby Severus odetchnął z ulgą i ucieszył się z uspokajającej ciszy, a potem zabrał głos, niszcząc wszystkiego jego nadzieje. — Chcę pewnej klaryfikacji. Nie obchodzi mnie skandal związany z twoją rodziną. Nie wierzę, że miałeś cokolwiek wspólnego z działaniami swojego ojca.
Nie spodziewał się podobnej deklaracji, dlatego też wbił w niego kontemplacyjne spojrzenie. Nie odwrócił głowy, zastanawiając się, czy to jakaś sztuczka, aby wrobić go w bagno, którego potem będzie okropnie żałował. Prawda była taka, że naprawdę niewielu ludzi zdobyło się na odwagę, żeby zwerbalizować w ten sposób swe myśli, co z kolei sprawiło, że słowa zniszczyły sukcesywnie wznoszoną tarczę, którą od popołudnia tworzył w swoim umyśle.
— W istocie. Nie przyłożyłem nawet palca do tej afery — wyznał z niewiadomego dla siebie powodu. — Gdy przyszło co do czego, powiedziałem wszystko, co wiedziałem, więc w gruncie rzeczy sprzedałem własnego ojca. Ludzie jednak wciąż myślą, że sprytnie zatuszowałem własne uczestnictwo w projekcie, dając światu całkiem niezłego kozła ofiarnego. — To właśnie było najgorszą częścią całego nieszczęścia. Tobiasz nazwał go zdrajcą, podczas gdy tylko garstka wtajemniczonych wiedziała, jaką cenę zapłacił za zrobienie tego, co należało. Wyrwany z zamyślenia, spojrzał z powrotem na Lupina. — Ludzie to idioci — dodał, pozostawiając mężczyźnie wyciągnięcie własnych wniosków.
— Albus Dumbledore za ciebie poręczył. — Jasnowłosy oparł się plecami o ścianę windy, żeby móc spojrzeć mu prosto w twarz. — To wstawiennictwo stanowi ważną część w mojej książce, aczkolwiek jeszcze ważniejsze jest to, czego się o tobie dowiedziałem. Szczególną uwagę zwróciłem na publikowane przez ciebie artykuły, raporty z prac terenowych, udzielane wywiady — ogólnie rzecz biorąc, skupiłem się na twojej karierze naukowej. Nigdy nie zachowywałeś się jak człowiek, który ma coś do ukrycia. Nie sprawiałeś wrażenia uwikłanego w skandal. Łatwo jest wierzyć w oskarżenia, a rzucanie ich i podkopywanie reputacji jest jeszcze łatwiejsze. Zwracanie uwagi na prawdziwe dowody to sztuka, którą opanowali zaledwie nieliczni. Wykopywanie rzeczy i składanie ich w całość jest tym, czym zajmuje się archeologia, prawda?
Severus nie mógł uwierzyć w to, co właśnie usłyszał.
— Naprawdę tak sądzisz? — zapytał z niedowierzaniem. — To pułapka, czy też wymyślna forma tortur? — dodał ostrzejszym tonem. — Jeżeli tak, to ostrzegam cię, że nie będę się bawił w twoje gierki. Fakt, że nie popełniłem w przeszłości żadnego przestępstwa, nie oznacza, że teraz się powstrzymam, jeśli zostanę odpowiednio sprowokowany.
Lupin wyglądał, jakby był w szoku. Gwałtownym ruchem wcisnął przycisk zatrzymujący windę, przez co utknęli pomiędzy dwoma piętrami.
— Zdaję sobie sprawę, że masz swoje powody, aby uznać naszą rozmowę za próbę manipulacji i chęci wykorzystania twoich kontaktów w kręgach archeologicznych, ale chciałbym, żebyś uwierzył, że nie potrzebuję twoich wpływów i jestem w stanie samodzielnie przeprowadzić własne badania — powiedział z miną, która jasno wskazywała na szczerość. — Niczego od ciebie nie potrzebuję. To żadna pułapka.
— Czego więc pragniesz? — spytał, nagle wytrącony z równowagi. — Strasznie mnie denerwuje, że zupełnie cię nie rozumiem.
Lupin odepchnął się od ściany i zrobił kilka kroków naprzód. Sprawiał wrażenie gotowego do ataku drapieżnika.
— Zależy mi, abyś zjadł ze mną kolację — powiedział niskim głosem.
Severus nie lubił czuć się niczym zaszczute zwierzę. Nagle ciężko mu było złapać oddech i chyba dorobił się arytmii, bo serce waliło mu niczym młotem.
— Zapraszasz mnie na kolację? — zapytał i uderzył plecami o ścianę windy. Nawet nie zauważył, że rzeczywiście zaczął się cofać. Wziął głęboki oddech na otrzeźwienie i spróbował zebrać do kupy rozproszone myśli. Spojrzał na rozmówcę, niezadowolony z faktu, że został zapędzony w kozi róg. Jak na ironię, tylko się tym podniecił. — W porządku — burknął. — Jeżeli wspólny posiłek sprawi, że przestaniesz mnie wreszcie prześladować, mogę się poświęcić. — Uniósł dumnie podbródek. — Stawiasz.
Lupin szczerze się uśmiechnął, a następnie cofnął i nacisnął przycisk wznawiający pracę windy.
— Oczywiście, zapłacę za kolację — powiedział pogodnie. — Jeśli będziesz się kiepsko bawił, nie namówię cię na kolejną randkę.
Ostatnie zdanie sprawiło, że Severus zamrugał.
— Randkę…? — powtórzył zduszonym tonem, zastanawiając się, czy z windy uszło całe powietrze, czy może coś innego sprawiło, że zakręciło mu się w głowie. — Żywiłem przekonanie, że chciałeś porozmawiać o pracy, Lupin.
— Możemy skupić się nawet na gadce szmatce — stwierdził, wzruszając ramionami. — Owszem, chcę zjeść z tobą kolację w ramach randki, a nie spotkania naukowego.
Wstrzymał oddech, niepewny odpowiedzi na pytanie, które zamierzał zadać.
— Czemu pomyślałeś, że jestem gejem?
— Szczerze mówiąc, zostałem wyposażony przez naturę w całkiem dobry gej–radar. — Uśmiechnął się zawadiacko Lupin. — Zwróciłem po prostu uwagę na to, że pożerałeś mnie wzrokiem, kiedy podszedłem do Billa.
— Och. — Severus gwałtownie się zarumienił, co tylko go zirytowało. Aby zatuszować swą wpadkę, uniósł arogancko podbródek i wydał z siebie pogardliwe prychnięcie. — Masz o sobie duże mniemanie.
Facet znów się uśmiechnął.
— Czyżbym się pomylił? Nadal idziemy na randkę?
— Hm, w porządku — burknął, w duchu zadowolony z rozwoju sytuacji. — Nie wiem, czemu się właściwie zgodziłem, ale najprawdopodobniej dlatego, żebyś przestał mnie dręczyć. — Spojrzał na Remusa. — Wciąż uważam, że twoje pomysły odnośnie grobowca Imhotepa są niedorzeczne i nadają się wyłącznie do szmatławców, a nie poważnych czasopism naukowych. Jeżeli chodzi ci jednak o przygotowanie gruntu, tłumaczeniowa bajka nijak zmiękczy moje serce.
Lupin spoważniał, aczkolwiek w niebieskich oczach dało się dojrzeć bliżej niezidentyfikowany błysk.
— Odnotowane. Chciałbyś zjeść w hotelu, czy wolałbyś bardziej ustronne miejsce?
Severus rozważył opcje. Główną wadą jedzenia w hotelu było to, że wszyscy ich znali, zaś zaletą fakt, że gdyby coś poszło nie tak, obecność osób postronnych mogłaby się przydać i rozluźnić ewentualne napięcie. Oczywiście, nie należał do osób nieśmiałych i miał gdzieś, co Lupin o nim pomyśli — a przynajmniej tak sobie wmawiał. Gdziekolwiek by się nie znajdowali, zawsze mógł po prostu wstać od stolika i opuścić restaurację. Wciąż wierzył, że facet ma ukryty motyw, pomimo jego gorących zaprzeczeń. Cóż, nigdy nie był łatwo ufnym typem, a sytuacji nie pomagało, że Remus nieustannie zbijał go z tropu.
— Wyjdziemy na miasto. Nie obchodzi mnie, jaką restaurację wybierzesz, chociaż możesz być pewien, że wyśmieję cię za kiepski gust — stwierdził, podjąwszy decyzję. — Jeżeli nie masz nic przeciwko, chciałbym teraz odpocząć w swoim pokoju. Zostałem dziś przebodźcowany.
— Zdobędę kilka godnych rekomendacji — zapewnił Lupin, gdy winda się zatrzymała. Wyszedł na korytarz i się odwrócił, przytrzymawszy zamykające się drzwi. — Spotkamy się w holu o dziewiętnastej? Normalnie zaproponowałbym, że po ciebie podejdę, ale nie wiem, na którym piętrze pomieszkujesz.
Severus skinął głową, powstrzymując szalony impuls, aby powiedzieć mu nawet numer zajmowanego pokoju.
— Zgoda, o siódmej w holu — potwierdził. — Jeżeli nie stawisz się punktualnie, wrócę się do swojego pokoju i będę cię trzymał za słowo, że zostawisz mnie w spokoju.
— Nic mnie nie powstrzyma. — Uśmiechnął się rozbrajająco Lupin. — W takim razie do zobaczenia o dziewiętnastej. — To powiedziawszy, pozwolił drzwiom się zamknąć i zniknął z pola widzenia.
Severus przez chwilę patrzył w metal, zastanawiając się, jakim cudem dał się wmanewrować w tę chorą sytuację. To dziwaczne, bo nikomu nigdy wcześniej nie udało się go do czegoś przymusić, a teraz idzie na randkę z mężczyzną, którego samo istnienie było dlań zniewagą.
Westchnął pod nosem i wcisnął przycisk swojego piętra. Nawet gdyby chciał się wycofać, duma by mu na to nie pozwoliła. Cóż, zawsze może mieć nadzieję, że Lupin zmieni zdanie i nie pojawi się o umówionej godzinie. Wtedy bez najmniejszego problemu pozbędzie się potencjalnego adoratora i jego dziwacznych, podchodzących pod podchody zalotów. To zdecydowanie byłoby najlepsze rozwiązanie. Nie ufał temu facetowi za grosz i nie chciał, aby wchodził mu z butami w poukładane życie. Nikogo nie potrzebował i z pewnością nie pragnął związku.
Chociaż powtarzał to sobie przez całą drogę do pokoju, nie poczuł się przekonany.
Restauracja, do której zabrał go Lupin, wydawała się mniej elegancka, aniżeli się spodziewał, a mimo to wiedział, że dania z menu będą swoje kosztować. Niechętnie przyznał więc adoratorowi punkt za dobry gust. Nie był zachwycony tą randką, ale przynajmniej przyzwoicie się naje.
Oczywiście, jeżeli motylki w brzuchu pozwolą mu coś przełknąć.
Na kilka chwil przed umówioną godziną zszedł do holu. Po drodze zastanawiał się, co byłoby gorsze — gdyby Lupin go wystawił i tym samym udowodnił, że Severus miał całkowitą rację, stosując zasadę ograniczonego zaufania, czy gdyby mężczyzna rzeczywiście się pojawił, a przez to musiał spędzić wieczór na rozmowie z nieznajomym o nie wiadomo czym. Prawdę powiedziawszy, nigdy nie był szczególnie towarzyski i nie wdawał się w nonsensowne pogaduszki. Zupełnie nie wiedział, co powinno się robić na „randce” i po cichu rozważał o zahaczenie najpierw o porządnego psychologa.
Mimo wszystkich zastrzeżeń udał się na spotkanie, a krótki spacer przez miasto nie dawał im wielu okazji do rozmów. Najgorsze, że wkrótce mieli zasiąść do stołu, tylko we dwoje, i musiał wykombinować, od czego właściwie zacząć konwersację.
Stolik, do którego ich zaprowadzono, mieścił się pod ścianą na końcu rzędu i był częściowo osłonięty przez ogromną palmę w doniczce. Odosobnienie było zbawienne dla Severusa i zaspokajało potrzebę niebycia czujnie obserwowanym, aczkolwiek stwarzało kilka potencjalnych problemów. Nie znalazłszy dobrego rozwiązania sytuacji, postanowił się doń dostosować i poradzić sobie najlepiej, jak tylko potrafił. Gdy się przygotowywał do ranki, brał prysznic i się ubierał, poświęcił trochę czasu na rozmowę sam ze sobą, dzięki czemu zyskał kontrolę nad tym dziwacznym przyciąganiem do Lupina. Bez względu na wszystko, nie mógł pozwolić, aby facet znów zaszedł mu za skórę.
— Kelner za moment do panów podejdzie — powiedział kierownik sali, po czym się oddalił.
Remus mruknął pod nosem ciche podziękowania i z uśmiechem zwrócił uwagę na Severusa.
— Myślę, że możemy pominąć podstawowe pytania typu „czym się zajmujesz?” — zagaił konwersacyjnie. — Trochę odwrócę kota ogonem. Co porabiasz, gdy nie siedzisz po kolana w piasku i nie prowadzisz wykopalisk?
Snape spojrzał nań z uniesioną brwią, całkowicie ignorując fakt, że niebieski sweter pasował Lupinowi do oczu, a spodnie khaki przyjemnie przylegały mu do bioder. Nie był przyzwyczajony do równie przyziemnych pogawędek zapoznawczych, ale alternatywę widział wyłącznie w ignorowaniu mężczyzny przez resztę nocy, a to nijak wchodziło w grę. Gdy sytuacja tego wymagała, potrafił być szorstkim, aroganckim draniem bez serca, ale Remus, jaki by nie był, nie zasłużył na podobne traktowanie — przynajmniej jeszcze nie teraz.
— Lubię czytać — odparł, wzruszając lekko ramionami. — Głównie czasopisma naukowe publikujące nowości w temacie egiptologii, ale zdarza mi się sięgać również po beletrystykę.
— Co dokładnie? — zapytał Lupin, sprawiając wrażenie szczerze zainteresowanego. — Osobiście preferuję science fiction, ale nie pogardzę też dobrymi tajemnicami.
To zaskoczyło Severusa.
— Jestem fanem Davida Webera — odpowiedział, zaintrygowany tym, że również był ciekawy, w czyich powieściach zaczytuje się blondyn. — Dzieła dotyczące przyszłości są doskonałą odskocznią od codzienności, kiedy to nurzam się w przeszłości.
Remus się zaśmiał i skinął aprobująco głową.
— Nigdy nie myślałem w ten sposób, ale zasadniczo masz całkowitą rację. To jakby przejście z jednego końca spektrum na drugi, ot przyjemny przerywnik pomiędzy mumiami, kurzem i dawno wymarłymi kulturami. — Zamilkł na moment, gdyż podszedł do nich kelner i podał menu. Zastanowiwszy się, poprosił również o kartę win. — Mimo wszystko mam nadzieję, że nie wyśmiejesz mnie za wybór restauracji. — Uśmiechnął się figlarnie. — Słyszałem, że serwują tu naprawdę wyborne steki.
Po kręgosłupie Severusa przebiegł przyjemny dreszcz. Żeby ukryć swe zakłopotanie, powoli sięgnął po przyniesione menu i przejrzał wszystkie pozycje, udając stonowane zainteresowanie.
— Restauracja wydaje się na odpowiednim poziomie — odparł beznamiętnie. — Zazwyczaj dobry stek można zjeść przyzwoitym lokalu.
— Starałem się spełnić twoje oczekiwania. Skrycie miałem nadzieję, że nie zapragniesz nagle surowego sushi. — Spoważniał i sięgnął przez stół, żeby wziąć towarzysza za rękę. — Bardzo mi zależy na udanym wieczorze. Jeżeli preferujesz inną kuchnię albo masz jakieś zastrzeżenia, powiedz mi, proszę, wprost. Wtedy zmienimy restaurację.
Ów delikatny, choć czuły dotyk sprawił, że Severus poczuł mrowienie nawet w ramieniu. Znów był zaskoczony, ponieważ ludzie zazwyczaj go nie dotykali, a jak już to robili, to tylko poprzez uścisk dłoni na powitanie lub podczas składania gratulacji. Nigdy wcześniej nie zareagował w ten sposób.
— Wszystko w porządku, dobrze wybrałeś — odpowiedział z czerwieniejącymi nawet pod opalenizną policzkami. Dopiero wtedy dotarły do niego ostatnie słowa Lupina, co sprawiło, że zmarszczył brwi. Motywy mężczyzny wciąż nie były dlań jasne, przez co jego instynkt samozachowawczy postanowił zabrać głos. — Zupełnie nie rozumiem, dlaczego tak ci zależy na udanym wieczorze. Jestem święcie przekonany, że masz wielu przyjaciół i znajomych. Nie jestem ci potrzebny do szczęścia.
Remus zrobił zaskoczoną minę, a potem mocniej ścisnął palce Severusa.
— Owszem, mam znajomych. — Uśmiechnął się łagodnie. — Widzę, że muszę doprecyzować pewne rzeczy. Nie szukam w tobie przyjaciela, a przynajmniej nie tylko. Mam wielką nadzieję, że uznasz naszą randkę za przyjemną i zgodzisz się na następną. Liczę, że zapragniesz znacznie więcej.
— Chcesz się ze mną umawiać — podsumował z niedowierzaniem. Zamrugał, szczerze zdezorientowany, patrząc na Lupina niczym na dziwaczne, nieznane i niebezpieczne stworzenie, które widzi po raz pierwszy w życiu. Nagle dłoń, która przykrywała jego własną, stała się o wiele cieplejsza, a odczuwane mrowienie bardziej natarczywe. Częściowo chciał wyrwać rękę i udzielić Remusowi ostrej reprymendy za zbyt oczywistą sztuczkę, aby zwabić go w pułapkę i wykorzystać dla własnego rozgłosu, a częściowo po dziesięcioleciach samotności, spragniony dotyku i uwagi drugiej osoby, chłonął te słowa i deklarację niczym gąbka. Wewnętrzny konflikt siał niemałe spustoszenie w jak dotąd niewzruszonej samokontroli Severusa. Nie było to najprzyjemniejsze uczucie w świecie, ale wystarczyło, aby przywrócić go do rzeczywistości. Ostatecznie zabrał rękę, co sprawiło mu niemal fizyczny ból. — Nie mam czasu na rozbudowane życie towarzyskie, a tym bardziej gierki z dużo młodszym mężczyzną — odpowiedział po dłuższej chwili milczenia. Dla podkreślenia wagi swoich słów zmarszczył brwi, żeby Lupin wreszcie zrozumiał, że te umizgi są nie na miejscu.
— Znacznie młodszym? — Niebieskie oczy rozszerzyły się ze zdziwienia. Chwilę później wybuchnął śmiechem. — Strasznie mi schlebiasz! Szczerze mówiąc, myślę, że jesteśmy w niej więcej podobnym wieku. W następne urodziny skończę czterdzieści lat. Nie jestem chłopcem do nastoletnich igraszek i zdecydowanie nie bawię się w żadne gierki.
Oczy Severusa najpierw rozszerzyły się ze zdumienia, a potem zmrużyły podejrzliwie. Normalnie nie mógł uwierzyć, że są w tym samym wieku. Lupin sprawiał wrażenie młodzieńca, zwłaszcza że jego twarz była pozbawiona zmarszczek. Co więcej, zachowywał się młodo — był zbyt otwarty i ufny wobec bezwzględnego świata. Z drugiej strony, został prawie wykluczony przez swoich rówieśników i wydawał się jednym z tych szczęśliwców, którzy są powszechnie lubiani i podziwiani bez względu na popełnione w przeszłości pomyłki.
— W porządku, mój błąd. Pominąwszy kwestię wieku, wciąż podtrzymuję pierwszą uwagę — powiedział z goryczą i potrząsnął głowę. — Czemu zainteresowałeś się akurat mną? Bez wątpienia jest masę studentek i studentów, którzy chętnie powalczyliby o twoje względy. Nie mam żadnych złudzeń odnośnie mojego wyglądu czy też osobowości i, szczerze mówiąc, czuję się ze sobą dobrze — kontynuował. — Musi być coś, czego ode mnie oczekujesz. Właśnie z tego powodu próbujesz… mnie uwieść. Cóż, odmawiam bycia obiektem podstępnych manipulacji. Skoro już sobie to wyjaśniliśmy, powiedz mi wreszcie, czego właściwie chcesz, albo uznam ten wieczór za zakończony w tej chwili.
— Od dawna śledziłem twoją karierę i czytałem publikowane prace, bo były po prostu fascynujące. Jesteś inteligentny i chociaż nie wyglądasz jak Brad Pitt, bardziej zależy mi na mózgu niż wyglądzie. — Głos Lupina był równie delikatny, co wcześniej jego ręka. — Poza tym zawsze miałem słabość do wysokich, szczupłych, ciemnowłosych mężczyzn. — Uśmiechnął się bezczelnie. — Pod wieloma względami jesteś dokładnie w moim typie i myślę, że naprawdę moglibyśmy do siebie pasować. Chciałbym się przekonać, czy mam rację. O ile, oczywiście, na to pozwolisz.
Severus oparł się pokusie rozejrzenia się po restauracji, żeby zobaczyć, czy nie wpadł przypadkiem do króliczej nory i nie znalazł się w zupełnie innym wymiarze. Ludzie, naturalnie, podziwiali jego umysł i pracę, ale nie myśleli, że jest dzięki temu atrakcyjny. Nie spodziewał się, że jest czyimś typie, a tym bardziej nie podejrzewał, że Lupin, przystojniak jakich mało, będzie nim rzeczywiście zainteresowany. To odkrycie sprawiło, że poczuł się niczym rozbitek na tratwie na środku niezmierzonego oceanu.
Chciał nazwać faceta kłamcą, wstać, potępić manipulacje i wyjść z restauracji z podniesioną głową. Całkiem prawdopodobne, że potem by tego żałował, bo jeszcze nikt go tak bardzo nie pociągał.
— Wyprzedzasz samego siebie — podsumował, postanowiwszy ochronić się trochę znajomą ciętością języka. — Najpierw zobaczymy, czy uda ci się nie zirytować mnie podczas posiłku.
— Cóż, niech to będzie mój priorytet — powiedział z pozorną powagą mężczyzna, aczkolwiek przeczył temu kpiący błysk w oku. — Uznam wieczór za udany, gdy wzbudzę twoje zainteresowanie i przeprowadzimy całkiem przyjemną konwersację.
— Skoro masz taki niski próg samozadowolenia, musisz być bardzo usatysfakcjonowany życiem, jakie prowadzisz — burknął, po czym podniósł menu i udał, że je studiuje. — Chociaż jestem ukontentowany moim, trudno sprostać oczekiwaniom, które stawiam. — Uniósł brwi. — Zobaczmy, czy w menu jest coś przyzwoitego do zjedzenia, dobrze? W przeciwnym razie ta kolacja zakończy się przedwcześnie.
— Mam ochotę na stek z antrykotu — odparł Lupin, zerknąwszy przelotnie na kartę dań. — Zamów cokolwiek zechcesz. Nie chciałbym jeść kolacji w pojedynkę, gdybyś poczuł się ograniczony w wyborach.
— Wezmę fileta. — Odłożył menu na stół i uniósł wzrok. — Na wstępie uprzedzam, że nie jestem dobry w pospolitym gawędzeniu i towarzyskich uprzejmościach. — Zmrużył lekko oczy. — Jedno mnie ciekawi. Dlaczego zainteresowałeś się akurat Egiptem, skoro miałeś wiele innych możliwości, biorąc pod uwagę twoje zdolności lingwistyczne? Z pewnością mógłbyś pracować nad wykopaliskami gdziekolwiek indziej na świecie. — Masz przechlapane, jeżeli podważysz moją pracę, dodał w myślach.
— Cóż, głównie z dwóch powodów. — Lupin spojrzał na kelnera, gdy ten podszedł do ich stolika, aby przynieść wino i przyjąć zamówienie. Gdy mężczyzna odszedł, wznowił swą wypowiedź. — Egipt fascynował mnie, odkąd tylko pamiętam. Nie tylko kulturowo, ale również historycznie. Chociaż nauczyliśmy się tak wiele, wciąż sporo przed nami do odkrycia — tyle tajemnic pozostało jeszcze nierozwiązanych. Mam wrażenie, że mógłbym spędzić całe życie na operowaniu dłutem, a zarysowałbym jedynie powierzchnię, jeżeli chodzi o archeologię.
To zdanie było bliskie uczuciom Severusa.
— Owszem — przyznał niechętnie, wciąż zaskoczony obrotem sytuacji. Egiptologia była całym jego życiem, dlatego też nie mógł się powstrzymać od rozwinięcia wypowiedzi. — Mimo że skupiłem się na Sakkarze, na odkopanie czekają jeszcze dziesiątki grobowców. Faraonów w gruncie rzeczy łatwo zidentyfikować, ale miejsca pochówku królowych, wyższych rangą urzędników państwowych, czy też kapłanów wciąż sprawiają mi wiele kłopotów. Najpierw znajduję elementy układanki, a potem spędzam długie godziny na porównywaniu i sprawdzaniu imion. Analizuję pozostawione z czasów starożytnych dokumentacje i próbuję się zorientować, czy wśród zapisków są elementy wspólne, mogące zidentyfikować daną osobę.
Lupin momentalnie się rozjaśnił.
— Dokładnie! — Energicznie pokiwał głową. — Każde nowe znalezisko, każda nowa informacja, do której się dokopiemy lub nowo odkryta postać historyczna skrywa w sobie ogromną głębię i bogactwo wiedzy. Osobiście uważam, że codzienne życie zwyczajnych ludzi jest tak samo fascynujące, jak królów, królowych i kapłanów, wraz z ich mitologią i obrzędami związanymi ze śmiercią oraz przejściem na drugą stronę.
— Niestety większość mastab i mumii prostego ludu została splądrowana przez złodziei w XIX wieku. — Severus zmarszczył brwi. — Wiktorianie najprawdopodobniej zbezcześcili więcej krypt w ciągu pięćdziesięciu lat, aniżeli rabusie grobowców przez ostatnie pięć tysięcy. Wykazali się największym poziomem bezmyślności i nie mieli za grosz szacunku dla historii. Całe szczęście, że co nieco nam pozostawili. — Potrząsnął głową, szczerze wzburzony. — Typowy brytyjski etnocentryzm.
— Owszem, to wielka strata, ale wciąż mamy wiele do odkopania i zbadania, a w dzisiejszych czasach o wiele lepiej dba się o starożytne dobra — zauważył łagodniejszym głosem Remus. — Może i sporo straciliśmy, ale nie wszystko, bo inaczej oboje bylibyśmy bez pracy! — dodał, mrugając doń figlarnie.
Automatycznie przyznał mu rację i spróbował zignorować sposób, w jaki podziałał na niego uśmiech mężczyzny.
— Co z drugim powodem? — zapytał, sięgnąwszy po kieliszek z winem. Aby ukryć rozbudzone libido, powoli upił łyka.
Lupin odchylił się na krześle i również uniósł szkliwo. Uśmiech, którym go obdarzył, stał się bardziej intymny.
— Szczerze mówiąc, właśnie rozmawiam z nim przy stoliku — odpowiedział z pożądliwym błyskiem w oku. — Jesteś równie fascynujący co Egipt i chciałem cię poznać od dłuższego czasu.
— Co takiego? — Severus prawie upuścił kieliszek. Przez chwilę po prostu się gapił, po czym siłą zebrał myśli i potrząsnął w niedowierzaniu głową. — Albo jesteś szalony, albo masz obsesję na moim punkcie — podsumował ostrzejszym tonem. — Może nawet jedno i drugie. — Zacisnął usta. — Wcześniej cię ostrzegałem, żebyś się mną nie bawił. Stanowczo odmawiam uwierzenia w te banialuki.
— Taka prawda. — Uśmiechnął się Lupin i wzruszył ramionami. — Zaintrygowałeś mnie swoimi pracami, a niedługo potem miałem okazję zobaczyć cię na fotografii. Cóż, można powiedzieć, że trochę się zadurzyłem. Od razu pomyślałem, że jeżeli będziemy skupieni na wspólnej dziedzinie nauki, wiele razem osiągniemy. Właśnie w ten sposób zacząłem interesować się Egiptem. To nie było trudne, ponieważ zawsze chciałem odwiedzić ten kraj z powodów, o których wcześniej wspominałem.
To było więcej, niż Severus mógł znieść. Uroczo przystojny facet, który wpadł mu w oko podczas pierwszego spotkania, chciał mu wmówić na randce, że zobaczył jego zdjęcie w czasopiśmie naukowym i zadurzył się w nim niczym nastolatek w gwieździe telewizyjnej albo występującym w filmach aktorze. Nie ma takiej możliwości. Lupin musiał się z niego naśmiewać z jakiegoś dziwacznego powodu, którego zupełnie nie pojmował.
Nie zamierzał dłużej tego znosić.
— Uważam ten wieczór za skończony — powiedział ostrym tonem i wstał od stolika, uprzednio odstawiwszy kieliszek. — Zabawiłeś się moim kosztem, Lupin. Byłem głupcem, że zgodziłem się wziąć udział w tym przedstawieniu. Nie życzę sobie dalszych kontaktów. Nigdy więcej się do mnie nie odzywaj. Nie zawaham się użyć wszystkich niezbędnych środków, włączając w to nakaz sądowy, żebyś zostawił mnie wreszcie w spokoju.
Rozeźlony, odwrócił się na pięcie i ruszył w stronę wyjścia, zamierzając uciec, zanim zupełnie straci nad sobą panowanie i podbije facetowi oko. Nim zdążył zrobić przynajmniej trzy kroki, został chwycony za ramię i wciągnięty z powrotem za palmę. W ten sposób zostali odizolowani od reszty klientów w restauracji. Lupin praktycznie popchnął go na ścianę, przez co znalazł się w potrzasku. Nie miał wielkiego pola do manewru, bo chwilę później położył mu dłonie na ramionach.
— To nie żart, a mnie nie jest do śmiechu — warknął blondyn, a następnie gwałtownie go pocałował.
Severusowi nigdy się nic podobnego nie przydarzyło, dlatego też przez chwilę po prostu stał zszokowany i nie mógł uwierzyć, że Lupin bierze jego usta we władanie, jakby miał doń pełne prawo. Jego zdradzieckie ciało ocknęło się pierwsze, a rozchodzące się ciepło podpowiadało, aby poddał się przyjemności, rozchylił wargi i zaprosił partnera do pogłębienia pieszczoty. W pewnym momencie jednak Lupin złagodził pocałunek, położył mu dłoń na policzku i rozpoczął powolną eksplorację. Wyglądał, jakby naprawdę czerpał z tego przyjemność.
Minęło dwadzieścia lat, odkąd był ostatni raz całowany, więc to normalne, że spragniona dotyku skóra błagała o więcej, nie zważając na późniejsze konsekwencje. To była lekkomyślna i jednocześnie przerażająca myśl. Całkiem możliwe, że właśnie dlatego do głosu doszedł instynkt samozachowawczy. Severus nagle znalazł siłę, żeby wycofać się z pocałunku i odsunąć mężczyznę na odległość ramion. Gdy spojrzał na Lupina, po raz pierwszy od dawna nie potrafił znaleźć języka w gębie.
Usta Remusa były zaróżowione, a policzki zarumienione. Gdyby nie wiedział lepiej, powiedziałby również, że patrzył się nań „cielęcym wzrokiem”.
— Widzisz? — zapytał łagodnym tonem blondyn, ponownie wyciągając ku niemu rękę. Kciukiem delikatnie pogładził go po policzku. — Nie bawię się tobą.
Nie wiadomo skąd, znalazł w sobie więcej siły, ale ponownie go odsunął. Niestety nie był przy tym tak stanowczy, jak by pragnął. Czuł się żałośnie słaby i zdradzony przez własne ciało. Mimo to pochylił trochę głowę i spojrzał na Lupina spode łba.
— Nie myśl, że zdobyłeś moje zaufanie — burknął wyniośle. — Jeden pocałunek niczego nie dowodzi.
— Po tym wszystkim, co dotąd przeszedłeś, to w pełni zrozumiałe. — Mężczyzna cofnął się o krok, dając Severusowi przestrzeni, której tak desperacko potrzebował. — Sprawię, że zmienisz zdanie. — Uśmiechnął się uspokajająco. — Udowodnię, że możesz mi zaufać.
Przez kilka chwil rozważał odmowę. Łatwo byłoby powiedzieć Lupinowi, żeby się odpieprzył i odejść, ale jego usta wciąż mrowiły od pocałunku. Niebezpiecznie było kręcić się wokół tego człowieka, ale Snape nie chciał żyć w strachu przed zagrożeniem.
— W porządku. Zaoferuję ci jedną szansę. I to tylko dlatego, że po prostu wiem, że nie spoczniesz, dopóki nie dam ci możliwości się wykazać. — Skrzyżował ręce na piersi. — Nie oczekuj niczego więcej.
— Spokojnie, to wystarczy. — Uśmiechnął się szczerze Lupin, a potem zachichotał. — Masz też całkowitą rację. Nie spocząłbym, ale tylko dlatego, że naprawdę jestem przekonany, że bylibyśmy razem kompatybilni na wiele, wiele różnych sposobów.
— Wymagam solidnego przekonania, a nie czczych słów — powiedział, powoli zaczynając odzyskiwać wewnętrzną równowagę. — Co więcej, nie dam się przekonać, jeżeli zostanę zagłodzony na śmierć.
Uśmiechając się szeroko, Remus odwrócił się w bok i wskazał dłonią na stolik.
— Wkrótce podadzą nam jedzenie. Zdecydowanie wolałbym nie zmarnować dobrego steku. — Mrugnął figlarnie do Severusa. — Chociaż przyznam, że w tym momencie mam ochotę na coś zupełnie innego.
— Hmm. — Nie odpowiedział, mile połechtany tokiem, jakim płynęły remusowe myśli. Aby poczuł się jednak prawdziwie przekonany, potrzebował twardych dowodów, a nie jednego pocałunki i garści pięknych słów.
Wrócił do stołu, zajmując miejsce z królewską wręcz elegancją. Cierpliwie poczekał, aż Lupin też usiądzie, po czym rzucił mu surowe spojrzenie.
— Wciąż uważam, że jesteś w błędzie odnośnie grobowca Imhotepa.
Mężczyzna uniósł swój kieliszek i powoli napił się wina. Spojrzał na Severusa raczej z zaciekawieniem, aniżeli z niechęcią czy antagonizmem.
— W porządku, rozumiem. Dlaczego tak sądzisz?
— Z prostego powodu. Odwiedziłem kompleks Sakkary wiele, wiele razy. Używałem urządzeń wyspecjalizowanych w przeszukiwaniu pustynnych obszarów i z pełną pewnością mogę stwierdzić, że tamto miejsce nie skrywa w sobie więcej podziemnych krypt. Prowadzenie wykopalisk na podstawie zaledwie przetłumaczonej tabliczki byłoby stratą czasu, zasobów i pieniędzy.
— Nieraz robiono więcej za mniej — odparł ugodowo Lupin. — Czy byłbyś skłonny obejrzeć ze mną to miejsce? Mówimy przecież o Imhotepie, jednym z największych geniuszy czasów starożytnych. Mógł wymyślić tysiąc sposobów, żeby ukryć lokalizację swego pochówku. Jego grobowiec jest trudny do wykrycia nawet przy użyciu nowoczesnego, specjalistycznego sprzętu badawczego. Uważam, że jako archeolodzy powinniśmy sprawdzać każdą możliwość i jestem gotów postawić na swoim. Jeżeli masz rację, opublikuję sprostowanie i publicznie przyznam, że moje tłumaczenie jest błędne. Jeśli jednak wszystko się zgadza, będziesz miał okazję uczestniczyć w jednym z największych znalezisk archeologicznych tego stulecia. Oczywiście, podzielę się również z tobą zasługami.
Z obiektywnego punktu widzenia temu rozumowaniu nie można było nic zarzucić, ale z subiektywnego owszem — Severus nie przeżyłby, gdyby Lupin był na właściwym tropie.
— Czego dokładnie ode mnie oczekujesz? — spytał w zamian. — Chcesz skorzystać z mojego sprzętu? Albo moich robotników? — drążył. — Jak długo zamierzasz gonić to dzikie zwierzę? Rozkopanie tak dużego obszaru zajmie lata, nawet jeżeli uzyskasz pozwolenie.
Do stolika, który zajmowali, podszedł kelner z zamówionym jedzeniem. Lupin najpierw powąchał swe danie, a potem skosztował steku. Zamruczał z uznaniem.
— Zależy mi na pełnoprawnym partnerstwie. Nie chcę, żebyś pomyślał, że pragnę cię wykorzystać, tak więc zapewnię połowę sprzętu i pracowników. W późniejszym czasie możemy ponegocjować co do konkretnych technologii. — Uniósł brew. — Mam również plan. Będę pracował przez sześć miesięcy, a potem, jeżeli rzeczywiście niczego nie znajdę, przyznam się do porażki. Co do pozwoleń, możemy zacząć wykopaliska od razu, bo zawczasu załatwiłem wszystkie formalności. Jestem całkiem zaradnym człowiekiem. Wolałem jednak poczekać do końca konferencji.
— Wystarałeś się o pozwolenie? — Severus przez moment się nań gapił, zastanawiając się, jakim cudem do tego doszło. Facet był sprytniejszy, niż wyglądał. To oczywiste, że powinien na niego uważać. Prawdę powiedziawszy, najlepszym sposobem na kontrolowanie sytuacji, będzie trzymanie się jak najbliżej winowajcy. — W porządku, zapewnię połowę zasobów. Mam też dobrego asystenta, który sprawdzi się w terenie i sporo nam pomoże. My zajmiemy się eksploracją terenu, podczas gdy Draco weźmie na sobie całą logistykę.
— Wspaniale! — Lupin był bardzo zadowolony. Skinął głową, szczerze usatysfakcjonowany. — Również zabiorę asystenta, Harry’ego. Jestem szczególnie rad, że będziemy mogli bardziej się skupić na eksploracji, niż papierkowej robocie. — Wyciągnął doń rękę. — Liczę na owocną współpracę, partnerze.
Severus momentalnie się zaniepokoił, co, naturalnie, było wręcz śmieszne. To przecież nie tak, że gdy tylko chwyci tę ciepłą dłoń, Lupin pociągnie go do siebie i zerżnie na restauracyjnym stoliku. Chociaż instynkt samozachowawczy krzyczał inaczej, wiedział, że nie wisi nad nim żadne niebezpieczeństwo. Z największą ostrożnością, jakby dłoń Remusa miała zaraz zamienić się w jadowitą kobrę, wyciągnął rękę i pozwolił na wymienienie energicznego uścisku. Jak się okazało, nawet krótkotrwały kontakt fizyczny sprawiał, że po kręgosłupie przechodziły mu dreszcze.
— Nie będę kłamał i przyznam, że nie mogę się doczekać — powiedział i przez moment pozwolił Lupinowi pomyśleć, że wygrał. — Skoro wkraczasz na mój teren, to najprawdopodobniej dobiłem właśnie najlepszego targu, żeby chronić swe interesy.
— Wolałbym, abyśmy sklasyfikowali to partnerstwo jako współpracę, a nie inwazję na teren strzeżony. — Mężczyzna spochmurniał. — Naprawdę liczę na współdziałanie i nie pragnę cię w żaden sposób zbałamucić. — Wtem uśmiechnął się drapieżnie, a lubieżny błysk w niebieskich oczach jasno mówił, że nie ma na myśli archeologii. — Oczywiście, przynajmniej na polu naukowym.
— Słyszałem już dziś coś podobnego — burknął, nie chcąc sobie nawet wyobrażać, co Lupin miał konkretnie na myśli. Na kilka chwil skupił się na swoim filecie, aby wytrącić faceta z równowagi, a samemu odzyskać odrobinę spokoju wewnętrznego. — Nie jestem skłonny się zgodzić, dopóki nie będę miał powodu, aby ci uwierzyć. — Mentalny głos wrzeszczał wniebogłosy, że jest paskudnym kłamcą, ale rozmyślnie go zignorował.
— W porządku, to zrozumiałe — odpowiedział łagodnie Remus, po czym skoncentrował się na swoim posiłku. — Mamy aż sześć miesięcy. Myślę, że to wystarczająco dużo czasu, żeby udowodnić, że bez przeszkód możesz obdarzyć mnie zaufaniem i pokazać, że cholernie do siebie pasujemy, zarówno pod względem zawodowym, jak i osobistym.
— Jeszcze zobaczymy. — Uśmiechnął się złośliwie Severus. Teraz kiedy otrząsnął się z szoku i niedowierzania, spojrzał na sprawę z innej perspektywy. Fakt, że Lupin próbował się doń zbliżyć, oznaczał, że miał pełną kontrolę nad sytuacją, co sprawiało, że znalazł się w doskonałej pozycji. Oczywiście, nie zamierzał powściągnąć języka w wyrażaniu swoich myśli, gdy fasada Remusa zacznie się sypać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz