Harry wpadł w kłopoty.
Nie mrugał, bo nie mógł oderwać wzroku od Draco, niezmiernie ciekawy, co uczyni dalej. Zupełnie bezsilny, ograniczył się więc do dyszenia, wicia się na prześcieradle i jęczenia. Malfoy usiadł nań okrakiem i przez dłuższą chwilę po prostu się w niego wpatrywał, zwiększając tym samym napięcie i palące oczekiwanie.
Mimowolnie wierzgnął, gdy mężczyzna przejechał mu palcem wskazującym pośrodku klatki piersiowej, dokładnie pomiędzy sutkami, i w momencie zapragnął czegoś więcej, aniżeli delikatnej pieszczoty. Zobaczywszy jego reakcję, Draco uśmiechnął się i potrząsnął przecząco głową.
— Oj, nie. Nie w ten sposób, Harry. Nie może być zbyt łatwo — powiedział. — Kiedy byłem pod wpływem klątwy, nieustannie mnie drażniłeś i kusiłeś. Praktycznie nie pozwalałeś mi się dotknąć — wytłumaczył. — Właśnie dlatego uważam, że powinieneś cierpieć równie mocno, co ja. To moja zemsta.
Mam to gdzieś, pomyślał. Nie mógł wszak ukryć reakcji swego ciała i, szczerze mówiąc, nawet nie próbował. Kiedy drgnął mu fiut, poruszył biodrami i otarł się o pośladki blondyna, czując przeszywającą przyjemność. W miejscu, gdzie został dotknięty, czuł ciepło, podczas gdy reszta pozostała chłodna. Opóźnienie orgazmu wydawało się niemożliwe, dlatego też postanowił nie dawać kochankowi dodatkowego czasu na zaspokojenie siebie.
Mimo to…
— Czemu targa mną tyle sprzecznych emocji? — wyszeptał. — Jednocześnie cię pragnę i wolałbym się wstrzymać. Czuję, że postępujemy słusznie, ale też mam wrażenie, że to niesprawiedliwe.
— Witaj w świecie moich uczuć z ostatniego tygodnia. — Uśmiechnął się złośliwie Draco, a potem przejechał językiem po jego policzku.
Harry się skrzywił, choć próbował pozostać nieruchomy. Och, to był przedsmak przyjemności, która miała dopiero nadejść.
— Obiecuję. — Oddech mężczyzny połaskotał go w policzek, a potem zszedł niżej, do wrażliwej szyi. Nie mogąc się powstrzymać, brunet znów odchylił głowę do tyłu. — Obiecuję, że dojdziesz, ale nie wiem dokładnie kiedy. Zniesiesz to?
Harry sapnął i wygiął się w łuk, gdy zręczne palce zacisnęły się na jego fiucie. Świadomość, że ponownie będzie musiał podjąć jakąś decyzję, rozpaliła go od środka. Draco nie może tak po prostu go obezwładnić i oczekiwać, że dostanie wszystko, czego tylko zapragnie, nawet niedobrowolnie.
Ostatnia myśl sprawiła, że się bardziej rozochocił.
Skinął głową i oparł policzek o poduszkę. Z ust wyrwał mu się cichutki jęk, którego — miał szczerą nadzieję — kochanek nie usłyszał.
Harry Potter — czarodziej, który ocalił magiczny świat, najlepszy badacz w swojej dziedzinie, chodzący ewenement, który znalazł sposób na zneutralizowanie Novy Cupiditas — leżał pod nim nagi, jak go natura stworzyła, doprowadzony do granic kontroli przez zaledwie kilka nieskomplikowanych słów.
Już wiedział, że nigdy z niego nie zrezygnuje.
Przez chwilę siedział mu na biodrach i zastanawiał się, gdzie najpierw powinien go dotknąć. Harry rumienił się coraz to mocniej i wiercił, chociaż wcześniej za kwestię honoru uważał pozostanie w całkowitym bezruchu — patrzył nań też błagalnym wzrokiem, prezentując sobą iście wspaniały widok; złączył też ze sobą dłonie, jakby wiedział, że odwzajemnienie jednej pieszczoty bez wyraźnego przyzwolenia jest niedozwolone.
Draco musiał przymknąć powieki. Był cholernie twardy, dlatego też obawiał się, że dojdzie w haniebny sposób, jeśli będzie się zbyt skupiał na Harrym.
— Jesteś taki… — urwał, ponieważ nie mógł znaleźć odpowiedniego określenia, aby dokończyć zdanie. Zamiast tego, pochylił się, zrobiwszy pierwszą rzecz, jaka przyszła mu do głowy, a mianowicie przejechał językiem po kusząco odsłoniętej szyi, a potem polizał wrażliwą małżowiną uszną.
Mężczyzna jęknął i spojrzał nań z płonącymi oczami. Jest całkowicie odsłonięty, podsumował z niemałym zdziwieniem Draco. Był to pierwszy raz, kiedy widział go tak otwartego i bezbronnego.
Najpierw zaczął od delikatnych, najsubtelniejszych pieszczot — z przyjemnością przesuwał opuszkami palców wzdłuż żeber, w dół ramienia, wzdłuż obojczyka, a nawet wokół ucha. Harry co rusz wydawał z siebie ciche westchnienia, które nie sposób nazwać skomleniem, zwłaszcza że dźwięk wychodził również przez nos.
Ciekawe, czy facet zauważył, że obaj byli przytłoczeni intensywnością doznań. Draco drżał, a przez to musiał robić przerwy pomiędzy badaniem każdego nowego rejonu, bo inaczej postradałby zmysły. W każdej sekundzie walczył, żeby powstrzymać się przed natychmiastowym wzięciem tego, co mu się należało.
Chciał doprowadzić Harry’ego do szaleństwa, gdyż sam był o mały włos od popadnięcia w obłęd od momentu zneutralizowania klątwy. Kochanek nie pozwalał mu wcześniej na żadne pieszczoty, zasłaniając się tymi pieprzonymi niebieskimi barierami.
Oczywiście, obiektywnie rzecz biorąc, w pełni rozumiał, z jakiego powodu zostały rzucone, ale emocjonalnie wciąż nie mógł przejść z tym do porządku dziennego.
Usiadł na piętach, a wspomnienie pozwoliło mu ostudzić umysł. Wziąwszy głęboki oddech, ponownie spojrzał na zaczerwienioną twarz Harry’ego. Następnie wyciągnął rękę i pogłaskał go po przymkniętych powiekach, zadowolony z uczucia cieniutkich rzęs pod palcami.
Uśmiechnął się, kiedy kochanek sapnął i ponownie go zasmakował. Tym razem skupił się na skórze kości biodrowej, a potem, usatysfakcjonowany, położył mu głowę na brzuchu. Od twardego fiuta dzieliło go zaledwie kilka centymetrów, ale zdołał oprzeć się pokusie.
To nijak pomogło, ponieważ wciąż pobudzał go zapach.
— Za chwilę ci obciągnę — wymruczał, gdyż dopiero teraz przyszło mu do głowy, aby trochę poświntuszyć. Zaraz się okaże, czy na niego też mają wpływ sugestywne słowa. — Chciałbyś tego? Chciałbyś dla mnie krzyczeć? Odchylisz do tyłu głowę i zaczniesz gwałtownie łapać powietrze, zupełnie jak teraz, prawda? W pełni oddasz się przyjemności.
Jedyną odpowiedzią, jaką otrzymał, było zduszone dławienie. Draco uśmiechnął się drapieżnie i wziął Harry’ego w usta, nie mogąc dłużej czekać, nawet w imię słodkiej zemsty.
Znalazł się w niebie.
Część umysłu podpowiadała mu, że to absurdalne, bo przecież nie ma zielonego pojęcia, jak w rzeczywistości wyglądają niebiosa oraz że żaden seks, bez względu na to, jak fenomenalny, nie może się z nimi równać. Nie był prawiczkiem i niejednokrotnie robiono mu loda. Niektóre z nich były dobre, inne średnio udane i po prostu niechlujne, ale, prawdę powiedziawszy, oral plasował się gdzieś po środku jego listy ulubionych zabaw.
Tym razem było inaczej. Otworzył oczy, spojrzał w dół i zobaczył najwspanialszy obraz w życiu. Draco z przymkniętymi powiekami brał go w usta w pełni skupiony na zadaniu. Blond kosmyki okalały mu twarz i opadały na czoło, zaś policzki miał zarumienione. Poruszał głową powoli, jakby jeszcze się nie mógł zdecydować, czy przyspieszyć tempa, czy też kontynuować to rozkoszne drażnienie. Oczywiście, nie zapomniał również o języku, poruszając nim z precyzją — początkowe delikatne pociągnięcia całkiem szybko zastąpił przemyślanymi ruchami skupiającymi na się na wrażliwej główce i trzonie.
Harry się poddał. Uniósł biodra i wydał z siebie stłumiony, pełen potrzeby spełnienia krzyk.
Draco wypuścił go z ust i nagrodził długim, powolnym liźnięciem. Wargi miał nabrzmiałe, czerwonawe od wysiłku, ale również wilgotne od śliny i preejakulatu. Gdy spojrzał nań intensywnie, mimowolnie powiercił się w miejscu i ugiął trochę nogi.
— Nie przypuszczałem, że mi przeszkodzisz, Harry — powiedział z niszczycielską delikatnością, ewidentnie go rugając, co tylko spotęgowało skumulowane napięcie. — Myślałem, że zrozumiałeś podstawowe zasady, ale najwidoczniej byłem w błędzie. — Uniósł brew, patrząc nań z półprzymkniętych powiek. — W porządku, dam ci drugą szansę. — To stwierdziwszy, ponownie się pochylił i polizał go po całej długości. Jednocześnie sięgnął dłonią niżej i przesunął dwoma palcami po szczelinie pomiędzy jego pośladkami.
To zbyt wiele, zbyt intensywnie, zbyt nagle. Harry całkowicie zgiął nogi w kolanach, a potem uniósł je ku górze, pragnąc poczuć jeszcze więcej. Nieświadomy ochrypłości własnego głosu, zaczął bełkotliwie błagać.
— Proszę, proszę, proszę…
Zanim Draco się odsunął, otoczył jego główkę ustami i chwilę possał.
— Słucham? — wyszeptał, owiewając mu fiuta gorącym oddechem. — Co powiedziałeś?
Harry przez dłuższą chwilę pozostał w słodkiej agonii, sapiąc i dysząc bez ładu i składu. Z początku miał zamiar pozostać nieruchomy, ale potem wszystkie jego plany poszły w łeb, bo Draco znów go otoczył ustami. Zamiast się jednak poruszyć głową, zastygł w całkowitym bezruchu, co w praktyce oznaczało, że decyzja należy do niego.
Poniekąd doceniał gest, ale w gruncie rzeczy płonął z upokorzenia. Motywy, dla których kochanek się powstrzymywał i jedynie go drażnił, przestały mieć większe znaczenie.
— Wygrałeś — wyszeptał z przymkniętymi powiekami. — Słyszałeś, draniu? — dodał. — Weź mnie wreszcie, proszę. — Ostatnie słowo zamieniło się w jęk, spowodowany nie przez ciepły język mężczyzny, a myśl, co może się stać, gdy będą dłużej zwlekać.
Cóż.
Odsunął się i zamrugał, żeby odegnać pot z czoła. Miał nadzieję, że kochanek wkrótce się złamie i zacznie błagać, ale nie zdawał sobie sprawy, że w taki cudowny sposób.
Harry był cały czerwony. Rumieniec rozprzestrzenił się szybko, pozostawiwszy blade miejsca tylko tam, gdzie Draco go dotykał. Kiedy się zorientował, że jest oglądany, ponownie wygiął się w łuk, zamknął oczy i wydał z siebie cichy szloch.
— Proszę.
Malfoy pochylił się i ponownie go pocałował, skupiając się na ciepłocie i wilgotności ust oraz przyjemnemu mrowieniu skóry, które doprowadzało go do desperacji. Tak, spełni tę prośbę, ponieważ sam doszedł do punktu, w którym zemsta stała się karą również dla niego.
— Lubrykant — wymamrotał tuż przy ustach mężczyzny.
— Skoro wystąpiłeś z propozycją, powinieneś być przygotowany — powiedział ostro Harry. Najprawdopodobniej odzyskał nieco samokontroli. — Jesteśmy w twojej sypialni.
Draco z największą ostrożnością objął ciężkie jądra kochanka, a potem zaczął je masować kolistymi, łagodnymi ruchami. Cholernie mu się podobało, że facet znów się zatracił w rosnącej przyjemności, a wkrótce znów zaczął bełkotać i wierzgać biodrami. Usatysfakcjonowany, odsunął rękę i poczekał.
— Tak, tak, proszę. — Harry się zawstydził i odwrócił wzrok.
— W porządku — odparł, w pełni świadomy, że szczerzy się od ucha do ucha, po czym sięgnął po różdżkę. — Accio lubrykant.
Tubka, którą zazwyczaj trzymał w szufladzie obok łóżka, natychmiast doń przyleciała. Zaklęciem otworzył zakrętkę, natłuścił swojego fiuta, a następnie sięgnął do upragnionej dziurki. Kiedy przycisnął doń opuszkę palca, zdał sobie sprawę, że Harry wstrzymuje w oczekiwaniu oddech, i uśmiechnął się z satysfakcją.
— Boże. Cholernie cię pragnę — powiedział brunet, patrząc nań szeroko otwartymi, roziskrzonymi oczami.
Draco miał wrażenie, że czuje wyłącznie pożądanie, które stłumiło nawet lekkie rozbawienie. Musiał się znaleźć w Harrym, zawisnąć nad nim, czuć jego nogi na swoich biodrach i robić mu w międzyczasie dobrze dłonią. Niemal drżąc z potrzeby, pocałował go namiętnie w tym samym momencie, co włożył weń palce.
Harry aż podskoczył z zaskoczenia.
— To nie było… — urwał i zamknął oczy. — Myślałem, że będziesz delikatniejszy.
— Nie mamy wystarczająco dużo czasu — odpowiedział i z niecierpliwością szturchnął go w kolana, żeby bardziej rozsunął nogi. Kiedy ten rzeczywiście to zrobił, wsunął palce głębiej i zaczął nimi poruszać w tempie, w jakim wyobrażał sobie porządną palcówkę. Był szalenie zadowolony, słysząc skomlące jęki.
— Och, tak.
Szczerze mówiąc, nie miał zielonego pojęcia, który z nich się odezwał. Całkiem prawdopodobne, że nie on, gdyż Harry napiął mięśnie i wygiął się w łuk, obezwładniony przyjemnością.
Chciał docenić tę chwilę, zwolnić na kilka minut tempo, wrócić do powolnego drażnienia, ale najzwyczajniej w świecie nie mógł — doszedł bowiem do punktu, w którym nie ma odwrotu. Kiedy się trochę odsunął i zobaczył rozanieloną twarz kochanka, upewnił się w przekonaniu, że dłużej nie wytrzyma.
Wyciągnął palce, jeszcze raz obficie nasmarował swego fiuta lubrykantem, a potem wszedł w Harry’ego.
Z ust Harry’ego wydobyło się ciche westchnięcie. Jego ciało momentalnie zareagowało na wtargnięcie.
Był rozpalony do granic możliwości.
Zacisnął dłonie na ramionach Draco i jęknął ponownie. W szarych oczach dojrzał zaskoczenie, co przyjął z ulgą, że nie tylko on był przytłoczony doznaniami. Chwilę później facet zarejestrował, że się odsłonił i zacisnął usta w cienką linię, a następnie pochylił głowę, żeby włosy zasłoniły mu twarz.
Harry powiedział pierwszą rzecz, jaka przyszła mu do głowy.
— Obawiasz się przejrzenia? — zapytał, a kochanek w odpowiedzi gwałtownie poruszył biodrami.
Sapnął, obezwładniony przyjemnością, podczas gdy Draco uśmiechnął się z zadowoleniem, bowiem doskonale wiedział, że trafił idealnie w prostatę. Potrząsnął głową, zaprzeczywszy reakcjom własnego ciała, bo przecież nie sposób ukryć cieknącego fiuta i drżenia mięśni, towarzyszącego skurczom w środku.
— Bywało lepiej — burknął, dążąc do prowokacji.
Draco pozostał niewzruszony. Najprawdopodobniej te słowa nie zrobiły na nim większego wrażenia, bo po prostu ponownie poruszył biodrami, tym razem troszkę mocniej niż poprzednio, i wymruczał:
— Zaraz zapomnisz o wcześniejszych kochankach. Wypierdolę ich wszystkich z twojej głowy.
Harry zawył. Po uśmieszku na twarzy blondyna wywnioskował, że ten rzeczywiście spełni swą obietnicę i przez myśl przemknęło mu, że zaprzepaścił swą szansę na ucieczkę.
Chwilę później to wszystko straciło na znaczeniu.
Draco, ten pieprzony drań, celował idealnie w punkt — gwałtownie, choć miarowo, poruszał biodrami, wchodząc w niego aż po same jądra.
Było mu tak dobrze, że zaczął się zastanawiać, dlaczego wcześniej nie doświadczył tak ogromnej przyjemności. To dziwne, bo przecież miał partnerów, którzy dobrze znali jego ciało, którzy spędzali z nim zdecydowanie więcej czasu. Czasem myślał, że to związek z Ginny był tym najdoskonalszym, bo znali się od wieków i dogadywali bez żadnych problemów.
Draco był po prostu inny.
Krzyknął, kiedy blondyn uszczypnął go w sutka i szarpnął biodrami, nabijając się na twardego fiuta z taką siłą, że mężczyzna zmrużył oczy i wydał z siebie chrapliwie westchnięcie — na moment zastygł w bezruchu, a potem spojrzał nań ostrożnie, jakby nie wiedział, co czynić.
— Jak możesz to robić? — wyszeptał. — Powinieneś tylko leżeć na plecach, tak przytłoczony, że nie byłbyś w stanie kiwnąć choćby palcem, a zamiast tego jesteś dość aktywny.
Harry się wstrzymał z odpowiedzią, przymknąwszy powieki przed gorącym oddech owiewającym mu twarz. Jego ciało poruszało się bezwiednie, raz za razem drażniąc prostatę. Z początku nabijał się powoli i z wyczuciem, ale potem stracił nad sobą panowanie i zaczął bezwstydnie poruszać biodrami, gwałtownie i gorączkowo. Draco jęknął i się doń przyłączył.
— Chcę ci… we wszystkim… dorównać — odparł wreszcie i choć wolał brzmieć pewniej i płynniej, doskonale wiedział, że na drodze stanęło mu sapanie i świszczący oddech, jakby miał przynajmniej dziewięćdziesiąt lat. Rozkosz wypełniała mu głowę, zalewając go falami.
Inaczej to sobie wyobrażał.
Harry odpowiadał mu pchnięciem na pchnięcie z oczami, w których płonęło wyzwanie; nieustannie poruszał biodrami, przez co wycofanie się było niemożliwe.
Przez napięte mięśnie bolał go kark, a usta miał wyschnięte na wiór, bowiem nie oddychał przez nos. Wystarczyło, żeby został obrzucony jednym intensywnym spojrzeniem, a znalazł się na krawędzi. Czuł, jakby spadał w próżnię, szybko i tak bez końca. Nie miał pojęcia, czy i kiedy wyląduje.
Z czasem stracił swój rytm i zaczął poruszać się chaotycznie. Czuł zbliżający się orgazm. Miał cholernie ciężkie jądra, dlatego też zwolnił tempa. Chciał zaczerpnąć trochę oddechu, ale Harry mu to uniemożliwił, nabijając się na jego fiuta z zadziwiającą siłą.
— Co…? — Nie potrafił sklecić sensownego zdania, zbyt pochłonięty własną przyjemnością. Czuł bezlitośnie nadchodzące spełnienie, przez co mimowolnie zaczął się trząść.
— Mam nadzieję, że nie zamierzasz po prostu skończyć i zostawić mnie tu leżącego, lepkiego i nade wszystko niezaspokojonego — wycedził chłodniejszym tonem Harry, piorunując go wzrokiem, co było cholernie irytujące, bo przecież obiecał wyruchać mu z głowy wszystkich poprzednich kochanków.
Chociaż był ociężały i miał problemy z poruszaniem się, zebrał się na siły, chwycił kochanka za ramiona i, skorzystawszy z nóg, które go oplatały w pasie, zmienił ich pozycję tak, że teraz leżał na plecach, podczas gdy Harry był na górze.
— Wygrałeś. Z zamian zapewnię ci najlepsze pieprzenie w życiu — powiedział, gdy przestał sapać. — Kiedy skończymy, będziesz błagał o powtórkę.
To obiecawszy, wziął się do roboty, włożywszy w seks całe swe serce. W trakcie z uwielbieniem patrzył w rozszerzone źrenice bruneta, którego spojrzenie było dzikie i rozbiegane. Facet od czasu do czasu również poruszał biodrami, ujeżdżając go w potrzebie spełnienia, jakby w momentach przypominał sobie, że chciał wychodzić mu naprzeciw, ale przez większość czasu tylko się nad nim unosił i pozwalał mu nadawać tempo. Gdy zbliżył się do krawędzi, odchylił do tyłu głowę i odsłonił zaczerwienione gardło, czemu Draco po prostu nie mógł się oprzeć. Usiadł w okamgnieniu, objął kochanka w pasie i wbił zęby w tę kuszącą, zroszoną potem skórę.
Harry krzyknął i doszedł, plamiąc mu brzuch i klatkę piersiową ciepłym nasieniem.
To zaś sprawiło, że sam osiągnął spełnienie. Zesztywniał, gdy poczuł zaciskające się na jego fiucie mięśnie, a przyjemność wzięła go we władanie. Na chwilę zanurzył się w mieszaninie światła i chaosu, a potem opadł z powrotem na posłanie, ciągnąc za sobą Harry’ego.
Wreszcie był nasycony.
Harry słyszał o seksie, po którym człowiek nie był się w stanie ruszyć z czystego zmęczenia, ale pierwszy raz tego doświadczył.
Kilka razy próbował się zsunąć z Draco, ale ten mu to uniemożliwiał, zacisnąwszy nań ręce. Najwidoczniej również był wyczerpany i lekko obolały.
— Dokąd się wybierasz? — Mężczyzna wzmocnił swój uścisk. — Nie pozwoliłem ci się ruszać.
Spojrzał nań i potrząsnął głową.
— Czy zawsze będzie tak intensywnie? — zapytał, chociaż myślał o wielu innych rzeczach. — Ciągle będziemy się wzajemnie ranić?
Draco zrobił zamyśloną minę. Po kilku chwilach, które wydawały się wiecznością, złapał go za włosy i przyciągnął go namiętnego pocałunku. Od razu wsunął mu język pomiędzy zęby, czym sprawił, że Harry niemal się zakrztusił niespodziewanym wtargnięciem. Momentalnie się wyrwał i potrząsnął głową, żałując, że nie zdołał się wcześniej odsunąć, bowiem jego fiut zaczynał się budzić do życia.
— To nie jest odpowiedź.
— Wręcz przeciwnie. — Blondyn uniósł brew. — Myślę, że tak, ale nic na to nie poradzimy. Tacy właśnie jesteśmy. Zawsze będziemy się ze sobą ścierać — nie tylko na towarzyskim gruncie, ale również sypialnianym. Mogę cię z tego miejsca zapewnić, że nie zamierzam zrezygnować z kłótni z twoimi przyjaciółmi. Ty z kolei nie przestaniesz narzekać na restrykcyjność moich rodziców i ich… fascynację czystością krwi. Z czasem zaczniesz się burzyć i domagać się uwagi, a co za tym idzie, będziesz chciał, żebym okazywał ci więcej uczuć, może bardziej otwarcie. Ja zaś pragnę stać się centrum twojego wszechświata, więc będę domagał się priorytetowego traktowania. Kiedy mi odmówisz lub przełożysz kogoś ponad mnie, zdecydowanie nie będę milczeć. — Uśmiechnął się wyzywająco. — Tak właśnie wygląda nasza przyszłość.
Harry otworzył usta, żeby zapytać, dlaczego w takim razie wciąż tkwią w tym związku, ale ostatecznie wziął sobie na wstrzymanie — doskonale wiedział czemu. Sam wyciągnął poprawne wnioski.
Zaszliśmy zbyt daleko, żeby przynajmniej nie spróbować.
Draco chwycił go za ramię i przyciągnął bliżej. Szare oczy przeszywały go na wylot, przez co się skrzywił. Miał wrażenie, że znalazł się pod ostrzałem.
— Na początku może być nam trudno się dogadać — kontynuował blondyn. — Niemniej jednak później staniemy się w tym lepsi. Gwarantuję ci to.
Brzmiał naprawdę przekonująco, podsumował, a potem uzmysłowił sobie, że to ich pierwsza wspólnie spędzona noc w łóżku, pod wieloma, wieloma względami. Mieli czas, aby się dotrzeć i poprawić. Jakby nie patrzeć, nie zawsze będą wyrządzać sobie krzywdę.
Teraz po prostu tego potrzebowali.
Harry oparł głowę na ramieniu Draco i westchnął, kiedy mężczyzna zaczął go gładzić dłonią po karku.
— Przyrzekam, że się postaram.
— Wiem — odpowiedział. — Też zrobię wszystko, co w mojej mocy. — Zmienił trochę pozycję, aby było mu wygodniej. — Teraz zaś chcę naprawić błąd, który wcześniej nieumyślnie popełniłem. — Jest piękny, pomyślał, kiedy blondyn uniósł brwi. Nawet z oklapniętymi włosami i śladami wyschniętego potu na policzkach. — Myślę, że cię kocham — dodał, spojrzawszy mu głęboko w oczy.
Draco się uśmiechnął i chociaż nie potrafił wyrazić swych uczuć słowami, Harry poprawnie odczytał gwałtowny pocałunek i popchnięcie go z powrotem na łóżko.
Tym sposobem razem rozpoczęli nowe życie.
Mieli wiele do przepracowania, ale wiedzieli, że będzie warto.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz