Mając dwadzieścia sześć lat, Draco wciąż był smukły i elegancki, zwłaszcza w czarnych szatach. Jego gładkie blond włosy kręciły się za uszami, a przez to wpadały zabłąkanymi pasmami do oczu. Wieczorem był bardzo zmęczony, a radość z wygranej została zastąpiona zaniepokojeniem związanym ze zniknięciem córki. Tylko Harry widział, że jego opanowanie zaczyna znikać.
Draco był zmęczony i z przyzwyczajenia sięgnął po różdżkę.
— Bez różdżki — powiedział Snape, pojawiając się na portrecie.
Chłopak znów stracił na swej pozornej obojętności i posłał chrzestnemu lodowate spojrzenie. Miał ogromną ochotę podrzeć ten cholerny portret na kawałki.
— Severus ma rację... — powiedział Harry.
— Spróbuj jeszcze raz — przerwał mu Snape.
Kiwnął głową i spróbował się zrelaksować. W poszukiwaniu pomocy udali się do Hogwartu, a obecnie stali w biurze pani dyrektor. McGonagall, oczywiście, również była obecna. Ron stał pod ścianą dla moralnego wsparcia, a Hermiona siedziała na krześle. Na godzinę przyszedł nawet Minister Magii, ale potem wyszedł, gdyż spieszył się na ważne spotkanie. Albus Dumbledore z ponurą miną przyglądał się ich poczynaniom z portretu. Swoim niecodziennym pesymizmem niepokoił praktycznie wszystkich. Snape co rusz wykrzywiał wargi, ciągle przypominając wszem wobec o nieszczęściu.
Harry ze skrzyżowanymi rękami opierał się o najdalszą ścianę. Niecierpliwie bębnił palcami o biceps, przygryzając wargę i obserwując próby w niemałym napięciu.
Draco zamknął oczy i wyciągnął ręce. Zamigotało światło, a okna zadrżały, wybudzając ze snu Fawkesa, ale to wszystko.
— Jasna cholera. To nie działa — syknął, łapiąc się za głowę. — Może jednak zawinił eliksir…
— Eliksir nie jest istotny. — Tym razem Severus poskąpił sobie szyderstwa. Najprawdopodobniej i on zauważył, że jego chrześniak wydaje się pokonany. — Omawialiśmy to już trzy razy. To nie była wina eliksiru. Cokolwiek się stało, za wypadek odpowiada twoja magia.
Usłyszawszy uwagę, mężczyzna się skulił.
— Musisz się tylko odprężyć, Draco — powiedziała delikatnie McGonagall. — W obecnym stanie niczego nie osiągniesz.
— Próbowałem! Nie mogę powtórzyć zaklęcia! Merlinie, a co jeśli...
— Nie zabiłeś jej! — przerwał mu Harry.
— Co w takim razie się stało? Nie czuję już więzi! — argumentował, rozdygotany, patrząc swojemu mężowi prosto w oczy.
— Już o tym rozmawialiśmy, Draco — powiedział współczująco Dumbledore. — Niemal niemożliwością jest zabicie kogoś przy pomocy magii bezróżdżkowej. Bardziej prawdopodobne jest to, że przypadkowo wysłałeś ją do innego wymiaru...
— Co wcale nie jest lepsze…
— Nie mów tak! — Harry podniósł głos, natychmiastowo obniżając temperaturę w pomieszczeniu. Nie rozluźniając ramion, zrobił krok do przodu. — Zgubiłeś dziecko, Draco. Nic więcej. Nie zabiłeś naszej córki, więc skończ się obwiniać — dodał zdecydowanym tonem.
Obaj mężczyźni natychmiast sięgnęli po różdżki, sprawiając wrażenie szykujących się do walki przeciwników. Gdy tak piorunowali się wzrokiem, powietrze w biurze zgęstniało i znacząco się oziębiło. Dopiero gdy blondyn zaczął się trząść z zimna, Harry zrozumiał, że to odpowiedni czas na uspokojenie nerwów.
Wtem poczuł czyjąś dłoń na ramieniu.
— Jest już późno — wtrąciła się Hermiona. — Wszyscy jesteśmy wyczerpani, więc najlepiej nam zrobi odpoczynek. Jutro wszystko naprawimy i zaczniemy z samego rana.
W gabinecie zapadła cisza, a temperatura dopiero po chwili wróciła do normy. Kiedy Draco opuścił różdżkę i wyszedł, brunet ukrył twarz w dłoniach.
— Harry. — Hermiona nie zabrała ręki, a po sekundzie i Ron zaoferował swe wsparcie w formie braterskiego uścisku.
— Wszystko w porządku — powiedział, przesuwając dłońmi po twarzy. — Muszę… iść sprawdzić, co z nim — dodał, zmuszając się do uśmiechu. Gdy wychodził, czuł na plecach palące i jednocześnie zmartwione spojrzenia swoich przyjaciół.
Skierował się do kwatery nauczycielskiej, którą przygotowała dla nich McGonagall. Nie był w ogóle pewny czy uda mu się jakkolwiek odpocząć. Szczerze mówiąc, bliżej było do poranku, aniżeli nocy, a dodatkowo wątpił, czy zaśnie z wiedzą, że Molly zaginęła.
To Draco potrzebował odpoczynku, zwłaszcza jeśli będzie musiał powtórzyć tamto zaklęcie, które spowodowało zniknięcie ich córki. Harry wsunął rękę do kieszeni i wymacał szklaną fiolkę, którą dał mu wcześniej Slughorn.
Kiedy dotarł do przydzielonej im komnaty, zastał widok, którego w gruncie rzeczy się spodziewał. Jego mąż osunął się na biurku i ukrył twarz w ramionach.
Zdeterminowany, aby go pocieszyć, usiadł na łóżku.
— Kwatera spełnia wyższe standardy — stwierdził miękko, przyciskając dłonie do materaca. — Jeśli się już zestarzejemy i będziemy chcieli zostać nauczycielami, będziemy wiedzieć, że jest tu całkiem przyzwoicie.
Blondyn nawet się nie poruszył. Harry wstał i doń podszedł, po czym położył mi dłoń na odsłoniętym karku.
— Draco?
Nie dostał odpowiedzi. Z cichym westchnieniem owinął wokół niego ręce i na wpół–ciągnąć i wpół–niosąc, przytaszczył go do łóżka. Draco ugiął lekko kolana i popatrzył w sufit pustym wzrokiem.
— Trzymaj — powiedział Harry, oferując mu eliksir, ale został całkowicie zignorowany.
Westchnąwszy ponownie, odłożył fiolkę na szafkę nocną, a następnie usiadł obok męża i posadził go na swoich kolanach. Chcąc go pocieszyć, zaczął składać delikatne, aczkolwiek czułe pocałunki na jego czole i policzkach, a potem musnął ustami odsłonięty kawałek ramienia. Ostatecznie pochylił się naprzód i namiętnie wbił się w te kuszące, różowe usta.
Gdy mężczyzna oddał pocałunek, serce Harry’ego zabiło z nieskrywanej radości. Wzmocnił swój uścisk, pozwalając na większy kontakt, a następnie przeniósł swe usta na gładką, ponętną szyję. Skóra Draco była bardzo wrażliwa, tak więc szybko została naznaczona czerwonymi punkcikami.
Nie wiedział, czy robią to ze złości, czy żeby na chwilę uciec od rzeczywistości, ale już po chwili obaj się rozbierali. Zanim się zorientował, ściskał biodra mężczyzny tak mocno, że zostawiał po sobie ślady.
W szarych oczach iskrzyło pożądanie i poczucie winy.
— Kocham cię — wymamrotał, całując męża, zanim ten zdążył zaprotestować. Draco wsunął mu dłoń we włosy, podczas gdy Harry, posługując się różdżką, zgasił światło w pokoju.
Chłopcy zostali od siebie odciągnięci.
— Ojciec i tata wdali się w bójkę! — powiedziała podekscytowana Molly. — A potem się nawet nie pocałowali!
Pansy wybuchnęła śmiechem, zaś Harry i Draco gwałtownie się zaczerwienili. Wszyscy zaczęli chichotać, a ślizgonem nagle targnęły mdłości.
— Czemu nie rzucali zaklęciami? — zapytała zdezorientowana Molly, ciągnąc Hermionę za szatę.
— Odpieprz się, Potter! — warknął Draco, wciąż w żelaznym uścisku Crabbe’a i Goyle’a. Harry'ego powstrzymywał Ron i Seamus.
— Ojciec powiedział brzydkie słowo! — Dziewczynka podskoczyła w powietrze. — Ojciec powiedział odpie... — Nie skończyła, bowiem Granger zakryła jej dłonią usta.
— Słyszałem, że doszło między nimi do starcia przed Wielką Salą!
— Tak, Malfoy powiedział, że chce pieprzyć się z Potterem na korytarzu!
— Wręcz przeciwnie, zerwali ze sobą. Malfoy nie odebrał tego dobrze.
— Nie słyszałeś, że Malfoy jest wilą? Potter z pewnością uległ jego urokowi!
— Nie! Przecież Potter jest w ciąży! Ta dziewczynka jest ich przyszłą córką. Nazywa się Amethyst Xanthia Dragonheart Potter–Malfoy.
Złote Trio uciekło z Wielkiej Sali razem z Molly do pustej klasy. Hermiona nałożyła na drzwi zaklęcie blokujące.
Harry chrząknął, gdy Ron popchnął go w kierunku biurka.
— Słuchajcie, naprawdę nie wiem, co mu odbiło. Rozmawialiśmy o Molly, a on po prostu się na mnie rzucił.
— Dlaczego w ogóle do niego poszedłeś? — zapytał przyjaciel a, Hermiona stanęła obok niego ze wciąż uczepioną jej szaty dziewczynką.
— No... chciałem wiedzieć co z Molly — powiedział lekko zarumieniony, a przyjaciele wymienili sceptyczne spojrzenia.
— Niech się trochę uspokoi, stary — powiedział tonem znawcy charakterów Ron. — Malfoy jest głupkiem. I ewidentnie mu nie zależy.
— Cóż, z pewnością będzie — burknął wyzywająco i od razu pożałował wypowiedzianych w gniewie słów. Na jego policzkach można by teraz usmażyć jajecznicę.
Hermiona spojrzała na niego ze zdumieniem.
— Nie wiedziałam, że jesteś gejem — powiedziała, wyczarowując dziewczynce kartkę i kilka kredek.
— Dla mnie to też nowość — wyznał, niesamowicie zmęczony. — Zostałem uświadomiony dzięki obecności Molly. Mówię serio. Nagle poczułem się stuprocentowym gejem. — Zacisnął usta, tak naprawdę nie wiedząc, dlaczego zaczął się chętnie spowiadać.
— Tak po prostu wychodzisz z szafy, stary? — Ron rzucił Harry’emu tak przeszywające spojrzenie, że ten miał ochotę zapaść się w krzesło, na którym siedział. — Nie bredzisz przypadkiem? Czy… Malfoy ci się podoba?
— Jest całkiem całkiem, prawda? — Uśmiechnęła się zachęcająco Hermiona, a jej chłopak momentalnie spochmurniał.
— Nie mam pojęcia, stary. To wszystko jest pogmatwane. Powinien wzbudzać moje zainteresowanie, prawda? — zapytał z mocno bijącym sercem. No przecież nie powie, że dostrzegł coś ujmującego w tym, że Malfoy spróbował udusić go gołymi rękoma. — Nigdy wcześniej nie myślałem o nim w tych kategoriach, chociaż nie czułem się zbyt komfortowo w pobliżu czarownic. Nawet z Ginny. — Skinął głową w kierunku Hermiony. — Malfoy... to głupek, jakich mało... Nie mogę go znieść, ale tak między nami… podoba mi się pomysł posiadania prawdziwej rodziny. To może być po prostu to. — Westchnął. — I bardzo lubię Molly.
Usłyszawszy swe imię, dziewczynka podniosła głowę i uśmiechnęła się promiennie. Zanim ktokolwiek zareagował, rzuciła mu się w ramiona.
— Wiesz o tym, prawda? — zapytał, gdy usadowiła się na jego kolanach. — Z pewnością często mówię, co czuję.
Mała przechyliła główkę i zrobiła zamyśloną minę.
— Jesteś innym tatą.
— Jesteś też mądra. — Uśmiechnął się łagodnie.
— Czemu nosisz okulary? — spytała, ewidentnie zaciekawiona.
— Normalnie ich nie noszę? — zapytał, sadzając córcię na blacie biurka.
Dziewczynka pokręciła głową, po czym zdjęła mu okulary.
— Ojciec mówił, że wyglądasz w nich jak nerd.
Harry prawie się zaśmiał. Ot, następna ciekawostka z przyszłości.
— Czyli mam rozumieć, że ja i twój ojciec… dużo ze sobą rozmawiamy? — spytał ostrożnie, zakładając z powrotem bryle. Chciał też zapytać, czy dużo się całują, bo wbrew rozsądkowi wcale nie zapomniał o wcześniejszej wzmiance na temat sposobów zakańczania sprzeczek.
Malutka pokiwała gwałtownie głową.
— Wiesz co? Ojciec ma rację. Wyglądasz teraz jak nerd! — skrytykowała go.
Z trudem powstrzymał się od uderzenia głową w blat stołu.
— Nie ma wątpliwości, kto jest twoim ulubionym rodzicem — mruknął pod nosem.
— Ojciec — powiedziała mała bez wahania, a całej trójce opadły szczęki.
— Jak możesz…? To znaczy, że dlaczego? Czy Mal... Czy ojciec jest milszy ode mnie?
— Och nie, ojciec jest wredny — wyznała ponuro.
— Czy częściej ci towarzyszy?
— Zawsze jest zajęty. — Molly zmarszczyła brwi.
— Czy daje ci lepsze prezenty?
— Prezenty są wspólne — podsumowała dziewczynka, wyciągając z kieszeni kredkę. Nagle zapragnęła pokolorować tacie rękaw szaty.
Gryfon zabrał jej materiał.
— Więc dlaczego?
— No nie wiem. — Molly wzruszyła ramionami, zaczynając w zamian malować po biurku.
Harry spojrzał z przerażeniem na przyjaciół, ale oni wydawali się równie zdekoncentrowani. Chwilę później Ron również wzruszył ramionami, zupełnie jakby chciał dodać coś w guście „Następna zagadka, stary”.
Siedząc w pokoju wspólnym Slytherinu Draco wciąż wytrzeszczał oczy. Dzięki niespodziewanemu pojawieniu się w szkole Molly wyciągnął kilka (najprawdopodobniej stuprocentowo prawidłowych) wniosków odnośnie swojej przyszłości i natury związku z Potterem.
Jak dotąd, uważał, że była to jednonocna przygoda.
Był w wielkim błędzie. Najwyraźniej z własnej i nieprzymuszonej woli weźmie z nim ślub, przyjmie jego nazwisko i urodzi ich cholerne dziecko.
Czy naprawdę był zdrowy na umyśle?
— W porządku, Malfoy? — zadrwił Nott.
— Oczywiście — warknął, zamykając podręcznik do transmutacji i idąc do swojego dormitorium. Miał już serdecznie dość tych wszystkich spojrzeń i chichotów. W duchu liczył, że zostanie oszczędzony przez współdomowników, ale gorzko się zawiódł.
Siedząc na swoim łóżku, wyciągnął z kieszeni szaty zmiętego Proroka Codziennego. Wziął głęboki wdech, myśląc o tym, że większość powypisywanych rzeczy jest wyssanymi z palca pomówieniami i plotkami; że większość z tych absurdów może być łatwo obalona chociażby przez Weasleyów. Wygładził gazetę na udzie, a potem z niemałym dyskomfortem zmusił się, aby ją otworzyć. Dla swojego dobra psychicznego starał się nie zagłębiać w artykuły, tylko przelatywać hasła wzrokiem.
„AUROR POTTER REGENERUJE SIŁY PO URAZACH NABYTYCH PODCZAS OSTATNIEJ MISJI” — więc Potter jednak naprawdę został aurorem. To miało sens. W pamięci przywołał obraz stojącego na trybunach przystojniaka i natychmiast spróbował wyrzucić go z głowy.
„PAMIĘCI TYCH, KTÓRZY POLEGLI PODCZAS II WOJNY”. Wytrzeszczył oczy na widok nazwiska Vincenta Crabbe’a na liście ofiar, a potem musiał to zamaskować, gdyż jego dwaj nieodłączni przyjaciele właśnie weszli do dormitorium i zaczęli szykować się do snu. Pobieżnie omiótł wzrokiem wypunktowaną listę, żeby dowiedzieć się, kogo jeszcze przyjdzie mu opłakiwać, ale była tak długa, że uznał, iż wysiłek jest daremny.
On sam przeżyje wojnę, a Potter pokona Czarnego Pana.
Draco przez długi czas trenował, żeby na jego twarzy zawsze widniała obojętna maska, ale teraz nie był w stanie jej utrzymać, choćby bardzo tego pragnął. Głowę zaprzątało mu masę myśli.
„HARRY POTTER DOSTRZEŻONY Z PODEJRZANYM SINIAKIEM NA SZYI. AUROR TWIERDZI, ŻE TO WYNIK KOLEJNEJ BITWY Z MROCZNYM CZARODZIEJEM!”. Nie, nie! Zdecydowanie nie! Może obyć się bez podobnych informacji, dziękuję bardzo.
Szybko przewrócił stronę, mrucząc do siebie pod nosem. Gdy podniósł wzrok, zobaczył, że teraz do dormitorium wchodzą Blaise i Nott. Natychmiast zasłonił więc kotary swojego łóżka, z nieufnością podchodząc do obecności szemranych współdomowników.
„GRANGER–WEASLEY NA CZELE MINISTERSTWA MAGII”. Zmarszczył z niesmakiem nos. Ewidentnie ziściły się wszystkiego jego koszmary. I pomyśleć, że jego dzieci będą dorastały w świecie, w którym rządzi zmutowana Wiem–To–Wszystko.
„W POSZUKIWANIU CIĄŻY DRACO POTTERA”. Aż się popluł z wrażenia. Tę sekcję ozdabiały fotografie, przedstawiające urywki z życia, które przyjdzie mu wieść. Zobaczył siebie wchodzącego do Gringotta, jak również wychodzącego na spacer z... kotem? Widział siebie i Molly oraz siebie i Pottera. Na jednym zdjęciu był w mugolskiej koszulce i po prostu wiedział, że należała ona do Pottera. Ten palant zaś stał obok niego i przyciągał go bliżej, żeby… Grr, prawie się teraz udławił.
Czasem Draco z przyszłości zauważał paparazzi i rzucał mu miażdżące spojrzenie, jednakże przeważnie wydawał się nieświadomy pstrykanych zdjęć. Fotografie zazwyczaj starały się uwidaczniać jego brzuch — to śmieszne, gdyż był równie szczupły, co zawsze. Oczywiście, raz czy dwa razy widział zdjęcie, na którym jego szaty były dziwnie pomarszczone lub odrobinę rozciągnięte, ale to zdecydowanie dlatego, że był w ruchu.
Na jednej fotografii wyglądał bardzo… bezbronnie — stał przed dużym domem, mając na sobie ciemnozieloną szatę i nietypowo rozczochrane włosy. Najwidoczniej został uchwycony o wczesnej porze i był zmęczony. Na rękach trzymał małego, czarnego, puchatego kotka, którego opisałby jako „nieprzyjemnego sierściucha”.
Z jakiegoś dziwnego powodu ślizgon spuścił wzrok na brzuch swojego przyszłego odpowiednika i przystąpił do analizy. Przechylił głowę i zaczął spekulować, przyglądając się guzikom i fałdkom materiału szaty, próbując wychwycić jakiekolwiek wybrzuszenie. Otrzeźwiał dopiero po trzech minutach i miał ochotę kopnąć się w tyłek, gdy uświadomił sobie, co przed momentem wyprawiał. Oto nadeszła wiekopomna chwila — zrównał się poziomem z plotkarską i wścibską gospodynią domową… Zamrugał wściekle i rzucił zdjęciu ostatnie spojrzenie. Dorosły Draco patrzył wprost w obiektyw i pokazywał fotografowi środkowy palec.
Gwałtownie się zarumienił i z irytacją przewrócił stronę, gdzie znów został oślepiony urywkami z życia swojego przyszłego odpowiednika. Jego oczom ukazała się fotografia, na której Potter siedział razem z nim w Brews & Stews — dzielili pocałunek. Obaj byli uśmiechnięci i zdecydowanie wyglądali na szczęśliwych. Ten widok sprawił, że gazeta stanęła w płomieniach. Draco krzyknął i odsunął od siebie papier. Następnie zrzucił spalone kawałki na ziemię obok łóżka. Nie był szczególnie biegły w magii bezróżdżkowej i używał jej zwykle pod wpływem impulsu. No cóż, to koniec, pomyślał jadowicie. Z łóżek obok słyszał chrapanie Goyla i cichy jęk Blaise'a, dlatego też, uspokojony, że nikogo nie obudził, opadł na swoje posłanie, włożył ręce pod głowę i spróbował ukoić nerwy.
Przygryzł wargę i zaczął się nad tym wszystkim zastanawiać. On… i Potter. Och, Merlinie, równie dobrze mógł po prostu zginąć na wojnie.
Naprawdę był z Potterem. Chyba jednak wolałby umrzeć.
Nie. Lepiej wyjdzie, jeżeli go zawczasu zamorduje. Co więcej, Potter nigdy się nie dowie, jaka pisana im przyszłość. Nie będzie wiedział o pieprzonym małżeństwie, kocie czy pieprzonym domu. Co najważniejsze, nie będzie wiedział, że to Draco nosił Molly.
Całkiem prawdopodobne, że uda mu się wykorzystać nabytą właśnie wiedzę, żeby uniknąć całego bałaganu. No przecież nie mógł układać sobie przyszłości z Potterem, czy też znieść myśli o takiej możliwości.
Z drugiej strony — mieli córkę. To był jedyny element przyszłości, którego by nie chciał zmienić.
Draco zmarszczył brwi. Wciąż nie mógł rozgryźć jakim cudem w ciągu jakichś najbliższych pięciu lat jego wrogość z stosunku do Pottera zmaleje, dzięki czemu ten związek będzie miał rację bytu. Bez wątpienia wojna okaże się kluczowa.
Nagle w ciemnościach rozległ się jakiś dziwny dźwięk. Draco usiadł, odsłonił lekko zasłonę i zaczął nasłuchiwać.
— Blaise? — wyszeptał.
— Blaise? — odpowiedział mu urażony głos, przez co momentalnie zesztywniał.
— Potter…?
— Ciii.
Draco został niemal odepchnięty na bok, gdy niewidzialna osoba wlazła mu na łóżko. Potem Potter pojawił się znikąd, zrzucając z siebie dziwny, połyskujący srebrny płaszcz. Ślizgon był zbyt oszołomiony, żeby to wszystko przetworzyć. Otrzeźwienie przyszło, dopiero kiedy chłopak zasłonił kotary.
— Trzymaj się ode mnie z dala, półgłówku!
Ten spojrzał na niego z zakłopotaniem.
— Malfoy — przywitał się i wyciągnął różdżkę. Draco momentalnie się spiął, oczekując rzucenia zaklęcia wyciszającego, ale się przeliczył, bo Potter po prostu wyszczerzył zęby. — Powiedziała, że za tobą tęskni — stwierdził z goryczą.
Dopiero wtedy blondyn zauważył, że w ramionach trzymał śpiącą dziewczynkę. Potter mruknął bliżej niezidentyfikowane zaklęcie i znikąd pojawiło się koło nich niewielkie łóżeczko. Dźwięk, który temu towarzyszył albo nikogo nie obudził, albo sprawił, że wszyscy udawali, że wciąż śpią.
Odrobinę się rozluźnił.
— Przepraszam — powiedział nagle gryfon, ale jasne było, że nie wie, co ma być mu dokładnie wybaczone. Z jakiegoś powodu Draco poczuł się zirytowany. Chłopak najwidoczniej próbował go do siebie przywiązać już teraz, ale poprzysiągł, że nie pozwoli sobie na pokazanie tyłka i opadnięcie na czworaka. Gdy wciąż się na niego tylko patrzył, Potter westchnął i zaczął zachwycać się Molly. — Możesz w to uwierzyć? — zapytał cicho. — Naprawdę się pobraliśmy!
— Kto powiedział, że się pobraliśmy? — zapytał defensywnie, wiedząc jednak, że drugi chłopak ma całkowitą rację.
— Założyłem to pewne rzeczy. — Potter wzruszył ramionami.
— Byłoby znacznie lepiej, gdybyś nie wybiegał w swoich oczekiwaniach — powiedział chłodnym tonem.
— Co jest z tobą nie tak? — zapytał prosto gryfon. Molly we śnie poruszyła się cicho i mruknęła, zwracając na siebie uwagę obu chłopców. — Czemu ona mnie nie lubi? — burknął.
Draco powstrzymał się przed przewróceniem oczami.
— Lubi cię.
— Jesteś szalony.
— Po prostu lubi się nad tobą znęcać — uzupełnił.
— Co? Dlaczego?
— To zabawne — odpowiedział.
Harry prychnął.
— Wygląda mi na ślizgonkę.
— Mhm… — Blondyn nie mógł powstrzymać rozchodzącego się po jego ciele ciepła. Uśmiechnął się odrobinę. — Myślę, że najzwyczajniej w świecie mniej przypominasz ojca, którego znała, a ja bardziej — wytłumaczył, mając w głowie zamieszczoną w Proroku Codziennym fotografię, na której się całowali. Obecny Potter był niczym w stosunku do przyszłego siebie.
— Dlaczego tak sądzisz? — Brunet zmrużył oczy.
— Eee, to luźne przypuszczenia. Czy istnieje powód, dla którego nadal tu jesteś? — zapytał wyniośle.
Potter nieco spochmurniał.
— Wyznała mi, że bardziej woli ciebie — uchylił rąbka tajemnicy, a Draco poczuł kolejny przypływ dumy. — Chyba jestem gównianym tatą…
— Jestem przekonany, że mam z Molly wyjątkową więź — stwierdził, nie wdając się w niepotrzebne szczegóły.
— Dlaczego?
Nie odpowiedział. Nie wiedział nawet, dlaczego w pierwszej kolejności zaczął paplać. Próbował zachować bezpieczną odległość, ale z pewnym zdziwieniem zauważył, że sam przysunął się bliżej Molly, dotykając jej twarzy. Gryfon przez moment mu się przyglądał, po czym również się przybliżył. Draco natychmiast napiął mięśnie.
— Czemu się mnie boisz? — Usłyszał.
— Dlaczego, u licha, miałbym się ciebie obawiać, Potter? — zapytał, zmuszając się do rozluźnienia.
Harry eksperymentalnie wyciągnął dłoń i z uśmiechem na twarz dotknął jego ramienia. Malfoy zmusił się do bezruchu i najprawdopodobniej przez to brunet zrobił zrzędliwą minę; sprawiał teraz wrażenie głęboko zamyślonego. W roztargnieniu pogładził go lekko — chłodnymi palcami delikatnie przesunął po odsłoniętej skórze.
— No to do zobaczenia później… Draco… — powiedział Potter, a ślizgona zalała fala gorąca. To jakieś chore nieporozumienie.
Po chwili gryfon wziął Molly na ręce, nałożył na siebie i dziewczynkę ten migoczący płaszcz, po czym rozpłynął się w powietrzu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz