20. PIĘTRZĄCE SIĘ PROBLEMY

— Wyraźnie potrzebujesz kilku dni na dojście do siebie.

Harry uśmiechnął się ze zmęczeniem do Hermiony znad krawędzi fiolki z eliksirem pieprzowym. Pomyślał, że najlepiej będzie, jeżeli się naszprycuje z rana, gdyż za kilka godzin był umówiony na spotkanie z Draco. Nie zamierzał się potykać o własne stopy, mieć zamglonych oczu i przyciemnionego od nieprzespanej nocy umysłu. Zdecydowanie nie chciał też zniszczyć tej delikatnej relacji, którą utkali na przestrzeni czasu, paroma nieodpowiednimi komentarzami.

Od kiedy przejmował się palnięciem gafy? To nie powinno mieć żadnego znaczenia, ponieważ i tak więcej się nie umówią. Równie dobrze mogą zwyzywać się od najgorszych niczym przygłupie nastolatki.

Potrząsnął głową i znów się napił. Chciał, żeby rozstali się przynajmniej jako przyjaciele, a tym samym pokazali światu, że po wszystkim, co ich spotkało, wciąż potrafią koegzystować. Miał też nieodparte wrażenie, że Draco również na tym zależało, nawet pomimo mieszanych uczuć, jakie wywoływała weń klątwa.

— Wiem, że mnie nie słuchasz, dlatego też powiem to wprost. — Hermiona wzięła go za ręce. — Odwołaj dzisiejsze spotkanie z Malfoyem i poświęć kilka dni na przemyślenie sprawy. Ochłoń, zanim spojrzysz mu w oczy z mętlikiem w głowie. Kto wie, co teraz powiesz, albo zrobisz? Wiele przeszedłeś. Wiele wycierpiałeś. Jeżeli nie uporządkujesz myśli, nie będziesz w stanie się bronić.

— Cóż, obrona nie będzie konieczna — odpowiedział ostrzej, aniżeli zamierzał. — Draco też jeszcze do siebie nie doszedł. Najprawdopodobniej wciąż jest gnębiony przez uczucia, które wywołała klątwa, a to z kolei oznacza, że zamiast mnie atakować, postawi na milczenie.

— Mógłbyś się chronić przed ponownym zranieniem — doprecyzowała Hermiona i złagodniała jeszcze bardziej. — Wiem, że ostatnio nie byłam najlepszą przyjaciółką i naprawdę cię za to przepraszam, ale Malfoy do ciebie nie wróci. Musisz zapomnieć o przeszłości, nauczyć się patrzeć w przyszłość i chronić swe serce.

Harry mruknął coś niezobowiązująco. Gdzieś w środku przypuszczał, że miała rację. W przeciwnym razie Draco nadal czułby doń znacznie więcej, aniżeli powinien.

W rzeczywistości nic, co ich łączyło, nie było prawdziwe.

Dla mnie było.

Musiał zachować ten głupi i dziecinny sekret w tajemnicy przed Draco, bo tylko pogorszyłby sprawę i opóźniłby jego rekonwalescencję. Najgorsze, że z biegiem czasu zaczął czuć doń coś, czego klątwa nie mogła ani usprawiedliwić, ani wytłumaczyć — nie miała na niego żadnego wpływu, a mimo to był szalenie bliski ulegnięcia i wplątania się w romans. Wiedział, że miłość, którą został obdarzony, była fałszywa, ale pragnął, aby okazało się inaczej, zwłaszcza po zneutralizowaniu klątwy.

Właśnie dlatego musiał stłumić swe uczucia. Poddanie się własnemu pragnieniu byłoby niesprawiedliwe wobec prawdziwego Draco, któremu również będzie przez pewien czas ciężko.

Wykorzystałbym go.

Westchnął pod nosem i upił następnego łyka eliksiru. Zdawał sobie sprawę z niebezpieczeństwa, ale w pełni rozumiał, że odkładanie sprawy w nieskończoność nie jest żadnym rozwiązaniem problemu. Im dłużej będzie zwlekał ze stawieniem czoła rzeczywistości, tym większe będzie ryzyko, że przekona się o realności tej miłości. To wykluczone, bo nie pragnął bezwolnego mężczyzny. Tropiciele Sprawiedliwości chcieli odebrać Malfoyowi dosłownie wszystko, co czyniło go człowiekiem, a on nie zamierzał podążać ich śladem.

— Słuchasz mnie, Harry?

— Mniej więcej — odpowiedział i uścisnął dłoń Hermiony. Jakby nie umrzeć, nie umrze z powodu złamanego serca, ponieważ jest to fizycznie niemożliwe; co najwyżej trochę pocierpi i będzie żył dalej, bo ma wsparcie przyjaciół.

Walczyłem z Voldemortem, więc wytrzymam wszystko.


— Chciałbym, żebyś wreszcie przysiadł do sprawy, Draco.

Z tonu ojca wywnioskował, że zaraz usłyszy długą listę warunków związanych z małżeństwem, ale przyjemnie się rozczarował, kiedy Lucjusz podał mu zwój i kilka fotografii. Zamrugawszy, rozłożył zdjęcia na stole i zaczął się im przyglądać. Przedstawiały różnorakiej urody czarownice czystej krwi, a parę twarzy kojarzył nawet z Hogwartu.

— To potencjalne kandydatki na żony — podsumował, chociaż było to oczywiste. Usta miał wyschnięte na wiór. Zwilżył wargi i spróbował wymyślić coś mądrego do powiedzenia, ale niczym na złość nic nie przychodziło mu do głowy. Nie miał prawa odmowy ożenku, więc przynajmniej tyle dobrego, że ojciec zapewnił mu możliwość wyboru kobiety.

— Zdecyduj się wyłącznie na jedną. — Ojciec usiadł naprzeciwko niego i się uśmiechnął, zupełnie jakby opowiedział wyborny żart.

Skinął głową i nie podniósł wzroku, ponieważ obawiał się, że Lucjusz ujrzy w nich jego przerażenie i obrzydzenie. Zamiast tego, zrobił zaintrygowaną minę i zajął się przeglądaniem fotografii. Jego uwagę przyciągnęła jasnowłosa Astoria Greengrass, ponieważ miała szmaragdowe oczy, odcieniem podobne do tych Harry’ego.

Chociaż wydawała się ładna i sympatyczna, nigdy nie zaryzykowała dlań własnego życia i nie zrobiła nic romantycznie niemożliwego. Draco zdusił w sobie westchnięcie, po czym odłożył zdjęcie na stół. Wszystkie te dziewczęta charakteryzowały się wysublimowaną urodą, nienagannym pochodzeniem i ogromną rodzinną fortuną, co będzie najważniejsze dla Lucjusza.

Mimo to…

Jedna część umysłu podpowiadała mu, że najrozsądniej będzie rozważyć siłę powyższych argumentów, nawet jeżeli nie był zaangażowany emocjonalnie w sprawę. Druga z kolei niespokojnie marzyła o bliskości Harry’ego i podsycała jego pożądanie w całkowicie losowych momentach, z uporem go przekonując, że facet nie będzie szukał swej miłości, nawet jeżeli Draco rzeczywiście się ożeni.

Nie wiem, czy kiedykolwiek dojrzeję do podjęcia samodzielnej decyzji, pomyślał, gdy zdusił w sobie zazdrość. Szkoda, że Harry nie zdołał przywrócić mi normalnego życia.

Chwilę później się uśmiechnął. Gdyby wszystko się udało, co zrobiłby ze wspomnieniami klątwy, która go prześladowała? Całkiem prawdopodobne, że z czasem by się zamazały, ale wciąż musiałby się z nimi zmierzyć. Odkładanie tej konfrontacji nie przyniosłoby mu niczego dobrego.

— Chcę, żebyś szybko podjął decyzję — powiedział konwersacyjnym tonem Lucjusz, dmuchając na gorącą herbatę. — To ważne, aby pan Potter zrozumiał, że choć jesteśmy mu bardzo wdzięczni, nie ma żadnych szans, aby stał się częścią naszej rodziny.

Draco zamarł, a gdy się otrząsnął, ponownie sięgnął po fotografię Astorii Greengrass. Wyćwiczonym ruchem udał, że jej się przygląda.

W rzeczywistości skoncentrował się na czymś zgoła odmiennym. To jasne niczym słońce, że ojciec nie oczekuje wkrótce wnucząt, ani też nie martwi się o odwrócenie uwagi od seksualnego aspektu klątwy, chociaż wcześniej twierdził coś innego — od samego początku chciał pokazać Harry’emu, że nie jest mile widziany na rodzinnych portretach.

Mimowolnie warknął pod nosem. Owszem, rozumiał ten punkt widzenia, aczkolwiek nie oznaczało to, że go podzielał. Zbyt dobrze wiedział, że Harry nie zażądałby małżeństwa w zamian za ocalenie mu skóry, nawet zakładając, że wyzdrowiałby całkowicie, a nie tylko częściowo oraz zakładając, że poczułby doń miętę.

Nie chcę, żeby poślubił kogokolwiek innego. Nie zniósłbym tego.

— Nadal potrzebuję trochę czasu na przemyślenie sytuacji, ojcze — powiedział. — Chcę kogoś więcej, niż kobietę, która może mi urodzić zdrowe dzieci. Musi być wystarczająco piękna i mieć ponętną osobowość, bo spędzimy razem całe życie — kontynuował bez zająknięcia. — Odnalazłeś z matką szczęście. W zaistniałych okolicznościach liczyłbym na przynajmniej namiastkę.

— To prawda, Narcyza jest rzadkim skarbem — przyznał Lucjusz z zadowolonym siebie uśmiechem, który sprawił, że Draco miał ochotę mu przywalić. — Nie trać jednak nadziei — dodał przymilnym tonem, zupełnie jakby miał go zaraz obdarować słodyczami. — Nie zwlekaj zbyt długo i nie rozmawiaj z panem Potterem. To wszystko, o co proszę.

Burknął coś pod nosem i wstał, zabrawszy ze sobą zwój i fotografie. Na pergaminie spisane były historie rodzinne kandydatek, czas, jaki minął od ich ostatniego małżeństwa z dziedzicem rodu Malfoyów oraz wysokość majątku, co nie stanowiło dlań większego zaskoczenia.

Chociaż przygotowywał się do wypicia herbaty w bibliotece i przestudiowania kobiecych akt niczym posłuszny syn, dobrze wiedział, że za niedługo się zbuntuje.

Najpierw się zastanowi, a potem spotka z Harrym. Nie ulega wątpliwościom, że dokona wyboru, ale może niekoniecznie takiego, który spotkałby się z aprobatą ojca.


— Na pewno nie chcesz towarzystwa? — Ron wybałuszył nań zatroskane oczy, zupełnie jakby Harry miał zaraz skoczyć z klifu.

— Na pewno. — Energicznie potrząsnął głową dla podkreślenia swoich słów. Ten z pozoru jasny gest pozwolił mu również uniknąć skrzyżowania spojrzenia z Hermioną, która patrzyła nań ze zmarszczonymi brwiami. Sprawdziwszy swe odbicie w lustrze, upewnił się, że wygląda na spokojnego i nie jest przeraźliwie blady. Tyle dobrego, bo w żołądku czuł zaciskający się supeł na myśl, że gdzieś w środeczku chciałby odzyskać Draco. Zaraz wyjdzie z domu z nadzieją, że wszystko pójdzie dobrze i tym samym zignoruje przeczące temu serce. — Lepiej nam będzie samym.

— Właśnie tego się obawiam — burknął pod nosem przyjaciel.

Harry udał, że niczego nie usłyszał i ucałował zatroskaną Hermionę w policzek.

— Nie czekaj na mnie — poprosił cicho. — To nie zajmie zbyt długo.

— Wiesz, że nie pójdę do łóżka, dopóki nie wrócisz. — Wzrok kobiety mówił, że najchętniej wyciągnęłaby różdżkę i rzuciła nań zaklęcie wiążące.

Aby uniknąć starcia, szybkim krokiem podszedł do kominka. Draco wysłał mu przed południem sowę z prośbą o spotkanie niedaleko posiadłości Malfoyów. Nie zapominając o możliwości bycia śledzonym przez dziennikarzy, postanowił najpierw skoczyć przez Fiuu na Pokątną, a dopiero potem aportować się we wskazane miejsce.

Wolał też uniknąć ingerencji Narcyzy i Lucjusza.

— Uważaj na siebie, stary — powiedział mu na odchodne Ron, który musiał wrócić do pracy, dlatego też nie będzie czekał na jego powrót.

Harry przytaknął, po czym cisnął proszkiem w ogień. Kiedy wyszedł w Dziurawym Kotle, spotkał się z kilkoma tradycyjnie pełnymi uznania spojrzeniami, ale większość klientów była skupiona na własnych kuflach. Uśmiechnął się w myślach. Chociaż nie on wybrał porę spotkania, cieszył się, że Draco poprosił o popołudnie, bo po drodze mijał tylko i wyłącznie alkoholików, którzy byli zbyt pochłonięci najróżniejszymi trunkami, żeby zwracać uwagę na przechód bohatera.

Daleko ci do herosa. Jesteś bohaterem tylko w ludzkich wyobrażeniach.

Skrzywił się i skinął głową Tomowi, po czym wyszedł na ulicę i skierował się w stronę odizolowanych punktów aportacyjnych. Takich myśli też musiał się wystrzegać. Jeżeli zbyt obrośnie w piórka, może pomyśleć, że Draco jest mu coś winien i poprosić o przysługę…

Zgrzytnął zębami. Co się z nim działo? Zawsze ratował innych i nigdy nie oczekiwał żadnej zapłaty.

Innych nie widziałeś nago, podszepnął mu zdradziecki umysł. No tak, zagadka rozwiązana. Kierował się pożądaniem, a nie miłością.

Westchnął, przymknął powieki, wyciągnął różdżkę i obrócił się wokół własnej osi. Chociaż liczył, że to nieprawda, gdzieś w środku obawiał się, że część jego uczuć wyrastała z litości.


Spacerujący po polu w pobliżu posiadłości Draco przystanął, kiedy Harry się przed nim zmaterializował.

Jak dotąd, żył w przekonaniu, że nie zdoła kontrolować swych emocji podczas spotkania, że będzie popełniał błędy i będzie wycofany, kiedy powinien być otwarty, i na odwrót. Czuł, że będzie się złościł na faceta za rzeczy, za które wcale nie był odpowiedzialny oraz że będzie próbował schować się za murem oziębłości, wzorując się na wyniosłej i chłodnej postawie ojca. Był pewien, że gdy dojdzie do konfrontacji, zostanie oceniony za brak odwagi do wyrażania własnych przekonań.

Nawet w najśmielszych wyobrażeniach nie spodziewał się szaleńczo bijącego serca, szumu w uszach, zagłuszającego wszystko inne, śliny w ustach, przez którą nie będzie w stanie się odezwać, zaciśniętych z nerwów dłoni wzdłuż tułowia oraz natłoku emocji.

— Cześć, Draco. — Harry spojrzał nań uważnie. Stał z lekko pochyloną głową, jakby przygotowany na atak w każdym momencie. — Czy wszystko w porządku? Znaczy się, fizyczne. Chciałem zapytać tuż po osłabieniu klątwy, ale nie wydawało się to na miejscu.

— Jest dobrze — wyszeptał. — Skutki uboczne dotyczą głównie psychiki i odczuwanych emocji.

Mężczyzna się skrzywił i w nerwowym geście przeczesał dłonią włosy. Nie powinien się obwiniać, pomyślał Draco.

— Właśnie tego się obawiałem… — Harry przestał mówić i się nań zapatrzył. Właśnie wtedy blondyn zdał sobie sprawę z tego, co bezmyślnie uczynił. Zanim się zorientował, wyciągnął doń rękę, więc bez słowa ją opuścił. Cóż, do przewidzenia, podsumował i wzruszył ramionami. Potter odchrząknął. — W pełni zrozumiałe — podsumował. — Chciałem ci powiedzieć, że nie musisz się martwić prześladowaniami ze strony Ministerstwa Magii. Umówiłem się na spotkanie z Kingsleyem przez Fiuu i trochę pokombinowałem. W zamian za twoją nietykalność przekazałem mu przepis na półlekarstwo na Novę Cupiditas. Nigdy wcześniej nie powoływałem się na swoją sławę i w sumie nic dziwnego, że Kinglsey był zdenerwowany… Ostatecznie zgodził się zatuszować to, co się wydarzyło. Jedyną osobą, która mogłaby mieć jakieś obiekcje, jest twój ojciec, ale szczerze wątpię, aby było mu spieszno do Azkabanu.

— Nie, wręcz przeciwnie — odpowiedział Draco i przez chwilę szukał w głowie jakiegoś tematu do rozmowy. W końcu, zrezygnowany, dodał: — Ojciec chce… żebym się ożenił.


To było niczym cios w brzuch — tak silny, że Harry musiał przymknąć powieki.

Współczucie i pożądanie, nic więcej, przypomniał sobie. Nigdy nie połączy nas prawdziwa miłość, bo zostaliśmy rozdzieleni. To nie byłoby sprawiedliwe.

— Może to rzeczywiście najlepsze rozwiązanie — burknął, nie potrafiąc brzmieć na zadowolonego. Liczył jednak, że Draco uzna, że zmarkotniał przez szok, a nie gniew. — Jeśli dotąd nie spłodziłeś dziecka, a twój ojciec oczekuje następnego dziedzica, powinieneś się postarać, zanim ktoś inny spróbuje cię skrzywdzić.

Malfoy momentalnie zmrużył oczy i nań warknął.

— Rozumiem, że to jedyny powód, dla którego ci zależy — wytknął pospiesznie, przez co Harry miał problem ze zrozumieniem co poniektórych słów i potrzebował czasu, żeby je przetrawić. — Bo gdybym się ożenił, trzymałbym się z daleka od wszystkich kłopotów i zaoszczędziłbym ci konieczności podejmowania tak wielu niedocenianych heroicznych czynów?

Zamrugał, szczerze zdziwiony. Nie wiedział, dlaczego Draco zareagował złością i złośliwościami, bo przecież powiedział samą prawdę. Ta reakcja rozbudziła w nim jednak płomień nadziei, który powinien natychmiast zgasić, ale tego nie zrobił.

— O czym ty mówisz?

— Wiem, że masz gdzieś los mojego rodu i całą resztę. — Malfoy pochylił się naprzód i wyglądał na tak rozeźlonego, jakby za chwilę miał się nań rzucić i po mugolsku stłuc go na kwaśne jabłko. Harry napiął mięśnie w oczekiwaniu na odparcie pierwszego ciosu, ale po sekundzie się opamiętał, rozluźnił i potrząsnął w niedowierzaniu głową. W międzyczasie głos blondyna nabrał na ostrości. — Najzwyczajniej w świecie zakładasz, że moje małżeństwo zapewni ci chwilę wytchnienia.

— W ogóle o tym nie pomyślałem. — Także zaczął się denerwować. Wiedza, że w gruncie rzeczy facet wciąż cierpi z powodu natury klątwy i że jego zachowanie jest całkowicie uzasadnione, nie pozwoliła mu złagodzić nerwów. Zdecydował się na to spotkanie, ponieważ chciał się delikatnie pożegnać, a nie kłócić o coś, co nie miało najmniejszego znaczenia. — Nie miałem niczego złego na myśli. Miałem nadzieję, że będziesz mógł normalnie kontynuować swoje życie, a jeżeli małżeństwo rzeczywiście ma ci w tym pomóc, to dlaczego by nie skorzystać?

Draco potrząsnął głową.

— Że niby jak „kontynuować swoje życie”?

Harry zacisnął dłonie w pięści. Trafił w sedno, pomyślał. W duchu cieszył się ze sprzeczki, bo oznaczała krok w stronę normalności, ale też ulewał nad jej powodem.

— Wkrótce zapomnisz o klątwie. Tropiciele Sprawiedliwości zawiedli, ponieważ przeżyłeś. Za niedługo zostaną wyłapani przez Ministerstwo i aurorów, zwłaszcza że przekazałem im wszystkie informacje, które zgromadziliśmy. Jeżeli jeszcze raz oberwiesz Novą Cupiditas, bez problemu to powstrzymamy — argumentował. — Wiem, że wydaje ci się to trudne, a może nawet niemożliwe, ale prędzej czy później zapomnisz o przekleństwie i zostawisz ten bałagan za sobą.

— Jesteś najprawdziwszym idiotą. — W chłodnym głosie Malfoya pobrzmiewał zarówno ból, jak i gniew. — To wręcz nieprawdopodobne, że tak po prostu założyłeś, że łatwo jest puścić w niepamięć niedoszły gwałt.

— Jako alternatywę masz przeżywanie wszystkiego w koło — odparł. Odsuń się od niego, głąbie. Może nie może się skupić przez to, że stoisz zbyt blisko, podpowiadała mu racjonalna część umysłu. Ma naprawdę ładne wargi, dodała ta opętana przez pożądanie. Wystarczy. To tylko złudzenie. Zacisnął usta w cienką linię. — Uwierz, że to najgorsze, na co możesz się zdecydować.

— Wybieram jeszcze inną opcję — pogodzenie się z przeszłością i prawdziwe zrozumienie wszystkiego, co się pomiędzy nami wydarzyło. Nie chcę zatruć sobie życia.

— Cóż, małżeństwo może pomóc ci oczyścić umysł — stwierdził. — Uczucia, którymi obdarzysz żonę, nie mogą być podobne do tych, którymi obdarzyłeś mnie pod wpływem klątwy.

Draco zrobił kilka kroków naprzód, podczas gdy Harry się cofnął, pragnąc zachować bezpieczną odległość i nie wyjść przy tym na strachliwego tchórza. Prawdę powiedziawszy, nie bardzo wiedział, dlaczego się właściwie kłócili, ale pojmował, że nie może popuścić, bo Malfoy najwyraźniej odzyskał już swą formę (a przynajmniej na poziomie w miarę akceptowalnym) i z pewnością czuł niechęć wobec obcych uczuć, których nie potrafił zrozumieć.

— Znowu to robisz. — Mężczyzna spojrzał nań z ukosa. — Zachowujesz się, jakbyś mnie znał i praktycznie czytał mi z twarzy, co jest niemożliwe. Chociaż nie chcesz tego przyznać, po prostu wygodnie dopasowujesz sobie elementy do luk układanki, albo, jak wolisz, zgrabnego obrazka, jaki o mnie stworzyłeś. — Westchnął przeciągle. — Przestań, a może do czegoś dojdziemy.

Harry się skrzywił, ale uparcie trwał przy swoim.

— To niewykonalne — podsumował, potrząsnąwszy głową. — Wciąż żyjesz w emocjonalnym bałaganie. Nie jesteś w stanie dokładnie powiedzieć, co czujesz. To całkowicie normalne, ponieważ Nova Cupiditas nadal na ciebie oddziałuje — spróbował ponownie wyłożyć swe argumenty. — Nade wszystko powinniśmy zwiększyć nasz dystans. Przyszedłem na to spotkanie, tylko żeby cię poinformować o umowie, jaką zawarłem z Kingsleyem. Skoro już sobie porozmawialiśmy, powinienem się zbierać.


Zazdrość, którą zwalczał od samego rana, znów nim zawładnęła. Poddał się również pożądaniu, które roznieciło się na widok gotowego do walki Harry’ego. W zielonych oczach widział upór i agresywną stanowczość, która przewiercała go na wskroś.

Jak on śmiał to powiedzieć…?

Jak śmiał się tak zachowywać…?

Jasne, nie mógł zdefiniować wszystkich swoich uczuć, ale wciąż był rozwścieczony i doskonale rozumiał z jakiego powodu. Wbrew temu, co się Harry’emu wydawało, mógł podejmować własne decyzje i ponosić za nie odpowiedzialność.

Stracił nad sobą panowanie.

W okamgnieniu pokonał dzielącą ich odległość, chwycił faceta za ramiona i unieruchomił mu dłonie, a potem odwrócił go plecami do siebie. Chcąc stwarzać przynajmniej pozory spokoju, pochylił głowę i wyszeptał kilka prawd, jednocześnie rozkoszując się uczuciem bliskości i drażniącym nozdrza znajomym zapachem.

— Nie zamierzam dłużej słuchać tych bzdur. Nie masz najmniejszego pojęcia, co właściwie czuję, i zdecydowanie mi teraz nie uciekniesz.

Harry zareagował inaczej, aniżeliby się spodziewał. Oczywiście, na tę sytuację przygotowały go bardziej niebezpieczne z przeszłości, ponieważ, jakby nie patrzeć, przeżywał znacznie gorsze rzeczy. Miał czas, żeby się przyzwyczaić do zagrożenia.

— Nie próbuję ignorować twoich uczuć, a jedynie ci pomóc. — Mężczyzna nie próbował się wyrwać. — Jak możesz być pewien, co jest prawdziwe, a co nie, skoro nadal jesteś częściowo pod wpływem klątwy? Jedyne, co nam teraz pomoże, to zachowanie dystansu, a w późniejszym czasie całkowite odseparowanie.

Draco się roześmiał. Zabrzmiał dość histerycznie, dlatego też szybko się zamknął.

— Skąd wiesz, że to najlepsze rozwiązanie? — zapytał mu wprost do ucha. Słodki Merlinie, prawie ciekła mu ślinka. Chciał przygryźć tę kuszącą małżowinę, a potem przesunąć po niej językiem w oczekiwaniu na pierwszy jęk rozkoszy. — Jaką masz pewność, że nie będę za tobą tęsknił, a te emocje rzeczywiście kiedyś znikną? Zneutralizowałeś zaledwie połowę przekleństwa. Muszę żyć z resztą, co znacząco zmienia wszystkie moje plany.

Ostatnią rzeczą, jakiej się spodziewał po tej przemowie, było to, że Harry westchnie i przymknie na chwilę oczy.

— Wybacz mi, Draco. — Usłyszał. — Powinienem był bardziej się postarać. Może wtedy wykombinowałbym sposób na przełamanie Novy Cupiditas.

Mocno nim potrząsnął. W momencie ogarnęła go wściekłość wynikająca głównie z rozpaczy i dezorientacji. Czuł się bezradny i to tylko pogłębiało jego złość. Zupełnie mnie nie słucha!, warknął w myślach. Nie dociera do niego nic, co mówię!

— Skończ się skupiać na sobie, półgłówku — syknął. Wydawało mu się, że Harry aż otworzył oczy ze zdumienia, ale nie miał stu procentowej pewności. — Jednak niewiele się zmieniłeś od czasów szkolnych. Wciąż wykorzystujesz każdą okazję, żeby wstrzelić się w rolę największego męczennika i jesteś ogromnym masochistą. Chociaż na mnie patrzysz, nie widzisz prawdziwego mnie. Nie chowaj się za murem własnej wyimaginowanej winy i staw czoła rzeczywistości.

Mężczyzna się odwrócił i skrzyżował z nim spojrzenie. Draco zastanowił się, co widziały te zielone oczy, obecnie szeroko otwarte ze strachu lub bólu — może nawet z tych dwóch powodów.

Okazało się, że niewiele, bo nim minęło dziesięć sekund, Harry opuścił głowę i nią potrząsnął. Na twarzy miał wypisaną pogardę dla własnej słabości.

— Nie możesz brać za pewnik tego, co teraz czujesz. Klątwa wystarczająco długo manipulowała twoimi emocjami — mruknął. — Jakby nie patrzeć, nadal ma na ciebie ogromny wpływ…

— Jeżeli to prawda, to nie mam inne wyjścia, jak się doń dostosować — podsumował ostrzej, aniżeli z początku zamierzał. — Wedle powyższych argumentów muszę zmierzyć się z każdym uczuciem i analizować każdą myśl. Nie powinienem ukrywać się z moimi zamiarami ani udawać, że przekleństwo nie istnieje. Uwierz, że nie zamierzam spędzić reszty życia na kwestionowaniu własnych osądów i mierzeniu się z nieufnością wobec własnego serca — kontynuował z zapałem. — Czasem będę miał tę pewność, czasami podejmę jakieś działania. Obecnie zaś wiem tylko, że bez względu na wszystko, ten konflikt pozostanie nierozstrzygnięty.

To powiedziawszy, wpił się w usta Harry’ego, który wydał z siebie cichy, zduszony dźwięk i wytrzeszczył oczy, zamiast przymknąć powieki. Zakończywszy pocałunek, Draco uśmiechnął się złośliwie, wypuścił faceta z objęć i cofnął się o krok, ciężko dysząc.

— Całkiem przyjemne — podsumował.

Brunet dotknął swych ust, a potem potrząsnął w niedowierzaniu głową.

— Znów poddałeś się klątwie — stwierdził tonem znawcy.

— Nieszczególnie. Wciąż na ciebie reaguję, niezależnie od klątwy — odparł stanowczym tonem. — Widzę, że chciałbyś powtórki — dodał, podczas gdy Harry otworzył usta, żeby zaprotestować. — Nie zamierzasz wmówić mi teraz, że Nova Cupiditas oddziałuje także na ciebie, prawda?

— W pewnym sensie odczuwam wpływ jej istnienia. — Czarodziej zmarszczył w odpowiedzi brwi. — Oczywiście, że tak.

Draco skinął głową.

— Nadal jesteśmy ze sobą związani — podsumował. — To jeszcze nie koniec, ale wyświadczę ci przysługę i wrócę do dworu. W spokoju wszystko przemyślę. Ty z kolei postarasz się przezwyciężyć poczucie winy. W przeciwnym razie obiecuję, że mnie popamiętasz — dodał swobodnie, w duchu ciesząc się z błysku paniki w zielonych oczach. Odwrócił się, aby ruszyć w stronę posiadłości, ale chwilę później się zatrzymał. — Martwiłeś się, że klątwa wpłynie na moją integralność i wolność. Cóż, tak czy inaczej będę podejmował różne decyzje — powiedział przez ramię. — Jeżeli chodzi o decyzje dotyczące nas obu, również masz prawo głosu — dodał hojnie. — Niemniej jednak nie możesz mnie ograniczać wyłącznie z powodu swoich obaw, czasem nawet bezpodstawnych. Właśnie w ten sposób postąpili Tropiciele Sprawiedliwości.

Harry wydawał się porażony tymi słowami i bardzo szybko spuścił głowę. To sprawiło, że Draco się uśmiechnął. Właśnie odkrył całkiem przydatny sposób na wykorzystanie poczucia winy.

Odszedł, czując się, jakby po raz pierwszy od tygodni z przyjemnością spacerował w słońcu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz