21. AROGANCJA

Czy impulsy w głowie są wynikiem klątwy, czy też po prostu pochodzą z wewnątrz?

Zastanawiając się nad powyższym pytaniem, Draco narysował różdżką linię na podłodze — przez moment świeciła się na czerwono, a potem zbladła do matowego szkarłatnego koloru. Patrzył nań przez bitą minutę. Księga, którą studiował wieczorem, nie wspominała, aby krąg ochronny zachowywał się w ten sposób.

Z drugiej strony, twierdziła, że krąg może wyglądać nieco inaczej, jeżeli jego twórca znajduje się pod wpływem uroku kontrolującego umysł.

Zdegustowany, prychnął pod nosem. Jeżeli wcześniej miał jakieś wątpliwości, właśnie utwierdził się w przekonaniu, że Nova Cupiditas, przynajmniej częściowo, wciąż jest w mocy.

Usiadł na podłodze wewnątrz narysowanego kręgu, ponieważ nie wiedział, ile dokładnie czasu zajmie mu rzucenie serii zaklęć. Na wszelki wypadek sprawdził drzwi. Zanim zabrał się do pracy, wzmocnił zabezpieczenia w swoim pokoju, ponieważ głównym celem kręgu ochronnego było niedopuszczenie do ingerencji obcej magii — mimo to oczami wyobraźni nadal widział, jak matka lub ojciec się włamują, żądając mało istotnych wyjaśnień.

Zamierzał zachować to w tajemnicy.

Rozluźniwszy napięte mięśnie, przymknął powieki i spróbował oczyścić umysł. Momentalnie pożałował, że zostawił księgę w bibliotece, bo przecież mógł ją zabrać ze sobą, ale uniósł się wówczas dumą, że zdołał wszystko zapamiętać. Wątpił też, żeby Harry wspomagał się instrukcjami — notatki, które studiował w warsztacie, służyły zupełnie innemu celowi.

W sercu zatrzepotała mu zazdrość. Co Harry dziś robi? Czy ma towarzystwo?

Z trudem powstrzymał impuls, żeby zerwać się na równe nogi, zniszczyć przygotowany krąg i pójść sprawdzić, czy wszystko jest w porządku. Gdy opanował nerwy, zaczął intonować zaklęcia. Księga sugerowała, żeby zaczął rzucać uroki, kiedy pojawi się manifestacja czaru kontrolującego umysł, a nie mógł wymyślić lepszego momentu poza czekaniem na napad żądzy.

Zaklęcia były skomplikowane, ot długie ciągi łacińskich słów, połączone ze sobą niczym najprawdziwszy żelazny łańcuch. Draco musiał się nań mocno skoncentrować, bo zdarzyło mu się błądzić myślami.

Widział Harry’ego z szeroko otwartymi oczami i rękoma bezskutecznie chwytającymi powietrze, zupełnie jakby chciał sięgnąć po różdżkę, ale nie wiedział, czy to na pewno właściwa reakcja. Jego niepewność jest moim największym sprzymierzeńcem, pomyślał. Gdyby zdecydował, że coś jest słuszne, poruszyłby niebo i ziemię, aby to urzeczywistnić. Wahanie sprzyja sprawie.

Sam też musiał zyskać pewność.

Widział Harry’ego rozłożonego na łóżku, drżącego, będącego na granicy poddania się, rozemocjonowanego i cholernie seksownego. Wróciwszy wspomnieniami do swojej letniej posiadłości, Draco spróbował na chłodno i z dystansem zinterpretować swe emocje i rozważyć, co by się wydarzyło, gdyby wtedy mu uległ, ale nie mógł tego uczynić, głównie przez wzgląd na rosnące pożądanie i twardniejącą erekcję.

Stracił wątek zaklęcia? Na szczęście nie.

Wziął głęboki oddech i ponownie się skoncentrował. Nie chciał zaprzepaścić wysiłków i stracić równowagi. Zdecydowanie wolał nie powtarzać całej serii zaklęć.

Zwizualizował sobie Harry’ego, który prosił go o zaprzestanie krzywdzenia Lucjusza, a potem błagającego go o oszczędzenie Tropicieli Sprawiedliwości. Widział mnie w gorszych momentach, podsumował i mentalnie się skrzywił. Choć nie zamierzał tego przyznawać na głos, chociaż wówczas był niepokonany, teraz czuł się słaby oraz obezwładniony paniką i odrazą.

Mimo to nie żałował tego, co uczynił, aby ochronić Harry’ego.

Uważając, aby nie wypaść z rytmu, lekko potrząsnął głową i kontynuował intonowanie. Zrobiłby wszystko, co w jego mocy, aby opanować te dzikie impulsy, ale najpierw musiał zrozumieć, jak głęboko są zakorzenione w umyśle.

Gdy wypowiedział ostatnią sylabę, coś trzasnęło w powietrzu. Mimowolnie się wzdrygnął, ale nie otworzył oczu. Jeżeli teraz spojrzy na swe dzieło, najprawdopodobniej będzie musiał zacząć od nowa, bo najzwyczajniej w świecie się rozproszy.

Powietrze wokół niego zgęstniało i zrobiło się ciepłe. Pod powiekami widział tańczące światło, trochę przypominające wpadające przez zasłony promienie słoneczne. Wiedział, że to niemożliwe, bo miał zaczarowane kotary, aby pokazywały to, czego aktualnie pragnął. Nie poruszył się nawet o milimetr i po prostu kontynuował miarowe oddychanie.

W końcu usłyszał dźwięk, na który miał zwrócić uwagę zgodnie z instrukcją w księdze — głośny, przenikliwy gwizd, mający swe źródło jakby gdzieś poza kręgiem, szybko przechodzący w westchnienie. Kiedy wreszcie otworzył oczy, ujrzał przed sobą lśniący obraz, na widok którego wypuścił przez moment wstrzymywane powietrze. Był pod ogromnym wrażeniem własnej koncentracji, bo właśnie stworzył miraż bez żadnego wcześniejszego przeszkolenia.

Obraz był niemal idealny, przeplatany smugami czerwieni i bieli. Szkarłat reprezentował wpływ zaklęcia kontrolującego umysł na jego mózg, a biel sam urok. Prawdę powiedziawszy, spodziewał się zobaczyć miraż przepełniony oboma kolorami.

Zamiast tego spojrzał na białe nici zgromadzone wokół przedniej części mózgu. Musiał więcej poczytać, aby lepiej zorientować się w temacie. Czerwone smugi z kolei rozciągały się dosłownie wszędzie — robiąc się miejscami wręcz brunatne.

Draco uśmiechnął się z goryczą. W gruncie rzeczy powinien był to przewidzieć. Owszem, pozostałości Novy Cupiditas miały nań wpływ, ale w subtelny, delikatny sposób, przez który nie można stwierdzić, czy podejmował decyzje pod wpływem klątwy, czy też z własnej nieprzymuszonej woli.

Czy to oznaczało, że zanim cokolwiek zrobi, będzie musiał się zatrzymać w miejscu i zastanowić?

Harry najprawdopodobniej powiedziałby mu, że „tak” i zacząłby się martwić, czy przypadkowo go zrani, ograniczy wolę lub go po prostu zgwałci. Gdy się żegnaliśmy, wydawał się zdystansowany, pomyślał sarkastycznie Draco.

Jeżeli miał rację — a żeby się upewnić, musiałby rzucić więcej zaklęć — zostały mu wyłącznie dwie możliwości.

Jedną z nich było spędzenie reszty życia w obsesji i paraliżu decyzyjnym. Czy był wolny? Czy można go nazwać niewolnikiem? Czy swoim zachowaniem krzywdził innych, samego siebie, kalał rodzinną reputację lub to, co mógł jeszcze zyskać?

Drugą opcją było zaakceptowanie faktu, że przed każdym podjęciem ważnej decyzji potrzebowałby dłuższej chwili do namysłu. Tyle wystarczyłoby, żeby przestał się nieustannie zamartwiać. Jeżeli nigdy nie będzie miał stu procentowej pewności niezależnego osądu, cóż, z czasem nauczy się z tym żyć, tak jak z bliznami po samookaleczeniach spowodowanych w wyniku klątwy.

Zasadnicze pytanie brzmi: czy Harry również udźwignie ten ciężar?

Draco wzruszył ramionami. W tej chwili nie znał odpowiedzi na powyższe pytania, ale wiedział, że nie mógł pozwolić, aby jego wyborami rządziły spekulacje.

Nova Cupiditas go zmieniła. To naturalne. Byłoby głupotą oczekiwać, że wydostanie się spod jej wpływu bez szwanku.

Oczekiwał o wiele gorszych konsekwencji. W porównaniu z innymi cena niepewności naprawdę nie była taka zła.


— Wszystko w porządku? — zapytała Hermiona, jak tylko wrócił do domu.

Mruknął coś niezobowiązującego pod nosem i skierował się prosto do kuchni. Musiał zapomnieć o spotkaniu z Draco. Najproduktywniej mógłby to zrobić szukając informacji, rzucając zaklęcia lub po prostu przeglądając dawne notatki, wśród których z pewnością odnalazłby jakiś fascynujący urok, który zapisał wiele lat temu, i skupiłby się rozłożeniu go na czynniki pierwsze. Niestety, w obecnym lekko wzburzonym i rozchwianym emocjonalnie stanie, nie był to najlepszy pomysł, bo przypadkowo mógłby zniszczyć swoją pracownię, a tego wolałby uniknąć. Warzenie eliksirów nawet nie wchodziło w rachubę, ponieważ nigdy sobie z nimi nie radził.

Był jednak dobrym kucharzem, a gotowanie nie powodowało różnej maści wybuchów. Wyciągnął kilka przypadkowych warzyw i rzucił na nie zaklęcie rozmrażające. Skupiony na zadaniu, zabrał się za krojenie i siekanie korzeni. Oczywiście, mógł to zrobić przy pomocy magii, ale zdecydował się na mugolski sposób — różdżkę odłożył na bok, żeby go nie kusiła.

— Aż tak źle? — zapytała przyjaciółka, stanąwszy w progu.

Harry wziął głęboki oddech i zastanowił się, czy można dać jaśniej do zrozumienia, że po prostu nie chce rozmawiać. Ron by to zrozumiał, pomyślał. Remus również, bo czasem wystarczyło, że był obok i milczał, aby poprawić mu humor.

No i Draco.

Hermiona była jednak Hermioną, dlatego też Harry przyspieszył swe ruchy, bo wiedział, że nie będzie chciała przeszkadzać komuś, kto rzeczywiście był zajęty. Wydawało mu się, że usłyszał, jak wzdycha pod nosem, ale potem odwróciła się na pięcie i pomaszerowała z powrotem do salonu, pozostawiwszy go samemu sobie.

Kiedy skończył przygotowywać sałatkę, spojrzał na intensywnie kontrastujące kolory i doszedł do wniosku, że nie jest głodny. Rzucił na miskę zaklęcie zamrażające, ale po chwili zmienił zdanie i zamiast tego wymamrotał zaledwie urok chłodzący, dzięki czemu składniki nie stracą swych wartości odżywczych, a sałatka dłużej utrzyma świeżość.

Gdy skończył pracę, nie miał innego wyjścia, jak wrócić do salonu i stawić czoła inkwizycji. Otrzepał dłonie i powłóczył nogami, po drodze zastanawiając się, czy będzie w stanie wyrazić swoje uczucia słowami. Tyle dobrego, że przynajmniej przez kilka minut mógł nie myśleć o całym tym zamieszaniu.

— Czy planujesz następne spotkanie? — Uśmiechnęła się wymuszenie Hermiona.

Harry zamrugał, szczerze zaskoczony pytaniem. Zupełnie się go nie spodziewał. Usiadł na kanapie i spojrzał na przyjaciółkę, bladą i wyraźnie poruszoną.

— Ciężko stwierdzić — powiedział po dłuższej chwili milczenia. — Nie sądzę, żeby było to dobre rozwiązanie, bo klątwa wciąż jest w mocy, aczkolwiek on twierdzi, że wątpiąc w jego poczytalność, zadaję mu taki sam ból, co Tropiciele Sprawiedliwości. — Skrzywił się, gdy o tym pomyślał. To oskarżenie dotknęło go do głębi i osiadło na najskrytszych zakamarkach umysłu niczym lepka pajęczyna. Jednocześnie utwierdził się w przekonaniu, że musi zrobić wszystko, co w jego mocy, aby było dobrze.

— Och, Harry. To przecież nieprawda. Zachowanie ostrożności to najrozsądniejsze rozwiązanie, dopóki klątwa nie zostanie całkowicie zneutralizowana.

Uniósł głowę.

— Myślisz, że mógłbym sobie odpuścić, gdybym znalazł sposób na przełamanie przekleństwa?

— Oczywiście. — Hermiona zamrugała, jakby wcześniej o tym nie pomyślała. — Wciąż uważam, że to niemożliwe i że powinieneś przestać się zadręczać. Możesz to przezwyciężyć, o ile zachowasz spokój i będziesz działał powoli. Trzymaj się z daleka od Malfoya, a wtedy z pewnością go nie skrzywdzisz, a tym bardziej nie będziesz mu dyktował, co ma robić.

Harry westchnął.

— Nie jestem pewien, czy to możliwe — przyznał. Przyjaciółka zdawała się rozumieć go lepiej, aniżeli przypuszczał. — Ciężko też stwierdzić, czy byłbym w stanie zachować dystans, nawet jeżeli bym chciał.

Kobieta zmarszczyła brwi.

— Musisz zrobić to, co najważniejsze dla twojego zdrowia psychicznego — powiedziała z powątpiewaniem. — Jestem jednak przekonana, że nie postrzegasz w ten sposób dystansu.

— Rozwiń, proszę, temat. — Był naprawdę ciekawy, co usłyszy. Tyle razy analizował argumenty we własnej głowie, że wydawały mu się nudne i niekiedy na siłę wynalezione.

— Zacznijmy od postaw. — Hermiona wykonała szeroki gest ręką, który najprawdopodobniej symbolizował te wszystkie powody, których nie potrafiła wyrazić słowami. — Malfoy prawie cię zgwałcił. Czy możesz puścić to w niepamięć?

— Mogę, ale nie chcę — odpowiedział zgodnie z prawdą. — Zamierzam przepracować tę traumę i uważam, że najlepiej będzie to zrobić, przebywając w towarzystwie niedoszłego gwałciciela.

— W porządku. — Przyjaciółka westchnęła i rozłożyła ręce. — Źle się wyraziłam. — W innej sytuacji Harry nawet by się zaśmiał, ale teraz ledwo co się uśmiechnął, czekając na dalszy ciąg przesłuchania. — Czy możesz wybaczyć Malfoyowi? Jeżeli nie jesteś w stanie, to próba nawiązania z nim relacji okaże się gorsza niż autodestrukcja. Uważam również, że niektórych zbrodni nie należy przebaczać. Jeżeli rzeczywiście rzucił czarnomagiczną klątwę na Rona…

— Nie możesz mieć wszystkiego, Hermiono — burknął niecierpliwie. — Gubisz się we własnych radach i rozważaniach. Albo powinienem trzymać się od niego z daleka, bo mogę zostać skrzywdzony, a on nadal nie kontroluje swoich działań, albo od początku był świadomy tego, co wyczyniał i jest w pełni odpowiedzialny za swe przewinienia, co zaś w praktyce oznacza, że jeżeli chce, może się powstrzymywać.

— Tak czy inaczej, w każdym z tych przypadków powinieneś zachować dystans. — Czarownica miała na tyle taktu, aby się zaczerwienić ze wstydu. — Naprawdę nie wiem, czy Malfoya należy obarczyć odpowiedzialnością za rzucenie klątwy na Rona i próbę gwałtu na tobie, ale to nie zmienia faktu, iż dopuścił się poważnych przestępstw. Niezależnie od tego, czy stanie przed Wizengamotem w roli oskarżonego, czy też jakimś cudem mu się upiecze, należy się zastanowić, czy potrafisz na niego spojrzeć, wiedząc, co zrobił, i nie pozwolić, aby zdominowały cię wspomnienia? Być może lepiej będzie zrobić kilka kroków wstecz i zapewnić mu możliwie jak największy dystans, a tym samym swobodę działań, niż obiecać niemożliwą do zapewnienia przyszłość.

Harry przymknął powieki. W jednej kwestii miała całkowitą rację — wciąż widział przed oczami Rona i Lucjusza wijących się na podłodze pod wpływem czarnomagicznej klątwy. Chociaż zaakceptował fakt, iż Draco kierowała wówczas Nova Cupiditas, która oczyszczała go ze wszelkiej odpowiedzialności, ukierunkowywał się na siebie.

Czuł się piekielnie winny. Nic z tego nie miałoby miejsca, gdyby zawczasu pozbawił faceta różdżki. Wystarczyłoby, żeby się bardziej wysilił, a poradziłby sobie z wrogością Rona wobec Draco i próbą rozwiązania problemu przez Lucjusza.

Westchnął.

Czasem mu się wydawało, że jest zakochany w Malfoyu, a czasem, że zaledwie mu współczuje. Nie potrafił dokładnie zdefiniować swych emocji, a mając mętlik, w głowie nie poprawiał jego sytuacji.

— Zrobię, co w mojej mocy, Hermiono, ale też nie mogę się tak po prostu od niego odsunąć.

— Ogranicz się więc do wysyłania sów lub rozmów przez kominek — zasugerowała łagodnym tonem przyjaciółka, co brzmiało dość rozsądnie. — Nade wszystko powinieneś uporządkować swe uczucia i zrozumieć powagę sytuacji, w której się znalazłeś. Zrób to na odległość, ponieważ przebywanie w obecności Malfoya tylko zmąci ci umysł.

Harry zadrżał. Chociaż nie wiedział, czy wynikało to z prawdziwej miłości, czy też ze zwyczajnej obawy, ale zdecydowanie nie chciał zostawiać Draco samego.

Ciężka sprawa.

Nie miał też pojęcia, czy zdoła zaakceptować tę niepewność.

Wstał z kanapy i potrząsnął głową. Hermiona również stanęła na nogach, jakby chciała podreptać za nim, ale uśmiechnął się doń w wymuszony sposób, dając jej tym samym do zrozumienia, że potrzebował czasu do namysłu.

— Przepraszam — powiedział ochrypłym tonem, na który uniosła w oczekiwaniu brwi. — Nie jestem teraz najlepszym towarzyszem, ale też cię nie wypraszam. Muszę po prostu pomyśleć.

— Ze sposobu, w jaki przygotowałeś sałatkę, wnioskuję, że rozważenie sprawy jest ostatnią rzeczą, jaką dziś zrobisz — podsumowała z ciemniejącą twarzą. — Uciekniesz od problemu i zakopiesz się w czymś zgoła innym, co zaabsorbuje cię do reszty.

Harry zwiesił ramiona i się odwrócił doń plecami. W duchu cieszył się, że nie podjęła tematu i przestała prawić mu morały. Całkiem prawdopodobne, że miała przynajmniej częściową rację, ale najzwyczajniej w świecie nie widział innego wyjścia. Potrzebował pomocy, żeby uporać się z tą sytuacją, ale nie miał nikogo, komu mógłby zaufać, naturalnie, z wyjątkiem Draco, którego pomoc z kolei była ostatnią rzeczą, na jaką mógł liczyć.

Jak rozwiać wątpliwości? Nie wytrzymam w niepewności.

Uchwycił się tych myśli, zdeterminowany, aby uzyskać jednoznaczną odpowiedź. Musiał się na czymś oprzeć. Nie chciał skrzywdzić Draco, ale pragnął go znów zobaczyć. Nie zdzierżyłby, gdyby tylko się emocjonalnie zwodził i uczuciowo samookaleczał.

Ostatecznie postanowił, że kiedy następnym razem się zobaczą, zapyta, czy blondyn zna sposób na odróżnienie własnych myśli od tych podszeptywanych przez częściowo przełamaną klątwę, które miałyby szansę pojawić się naturalnie.

Gdzieś w środku podejrzewał, że zna odpowiedź.


— Za niedługo musisz się określić w sprawie małżeństwa, synu.

Uniósł głowę i spojrzał na siedzącego po drugiej stronie stołu ojca. Lucjusz uśmiechał się uprzejmie, aczkolwiek długo nie będzie zadowolony. Zbyt zawzięcie zajął się wczoraj porządkowaniem ksiąg, z których skorzystał Draco.

— Już podjąłem decyzję — powiedział i, skończywszy śniadanie, z gracją otarł usta z pozostałości jajka na miękko. Odsunął od siebie talerz i cierpliwie poczekał, aż pojawi się skrzat domowy i zabierze zastawę.

— Wydajesz się bardziej pewny siebie — zauważył ojciec, pochyliwszy się trochę do przodu.

— Owszem. — Wrócił wspomnieniami do czerwono–białego mirażu. Jestem pod wpływem, stwierdził w myślach. Podejmuję decyzje, które niekoniecznie są mojego autorstwa. Zawsze będę kwestionował swój osąd i zastanawiał się, ile z tego, co robię, myślę, czuję i mówię, jest prawdziwe.

Najważniejsze, że był świadomy sedna problemu. Wiedział, że istniało ryzyko, iż postanowi zadowolić rodziców, aby uniknąć konfrontacji z powodów pokręconych ideałów, które Czarny Pan próbował zaszczepić swoim zwolennikom, lub dlatego, że nie posiadał wszystkich informacji dotyczących okoliczności potrzebnych do podjęcia bezstronnej decyzji. Nova Cupiditas była na swój sposób wyjątkowa i zmieniła go, zastąpiwszy całkowitą wolność iluzją.

Ciekawe, czy Harry’emu łatwiej przyszła akceptacja. Facet żył w przekonaniu, że może wpłynąć na cały świat i zmienić go na lepsze — całkiem możliwe, że po prostu myślał, że gryfoni i ich przyjaciele kierowali się wyłącznie dobrocią serca.

Czasem bywał w błędzie, pomyślał z lekkim uśmiechem.

— Powiedziałeś, że podjąłeś decyzję, synu.

Zamrugał i uniósł wzrok, wyrwany z zamyślenia. Lucjusz pochylał się naprzód, przez co przypominał wstającego od stołu człowieka. Draco nie zdawał sobie sprawy, że ojcu tak bardzo zależy na usłyszeniu werdyktu, że zirytuje się kilkusekundowym milczeniem.

— Owszem — potwierdził, zebrawszy się na odwagę. — Po dłuższym zastanowieniu doszedłem do wniosku, że nie poślubię teraz żadnej z tych kobiet — może w przyszłości. — Zawsze istniała możliwość, że jego związek z Harrym po prostu nie wypali, albo że mężczyzna nie zniesie na dłuższą metę niepewności, którą Draco zaakceptował. Nie wykluczał również opcji, że pokłócą się o coś ze wspólnej, gorzej wyjaśnionej przeszłości i odejdą każdy w swoją stronę. Ciężko było przewidzieć wszystkie możliwe scenariusze, a mógł żyć tylko z tym, co uznał za akceptowalne.

Lucjusz zamarł w bezruchu, co jasno wskazywało, że nie spodobała mu się odpowiedź, którą usłyszał. Draco był na to przygotowany, ale nie zamierzał pozwolić ojcu wpłynąć na siebie bardziej, aniżeli to absolutnie konieczne. Wyciągnął rękę, a skrzat domowy podał mu szklankę wody. Upił łyka, delektując się dźwiękiem lodu uderzającego o szkliwo.

— Musisz dokonać wyboru. — Lucjusz zmienił taktykę i ton głosu. Przemówił łagodnie, gdyż z góry założył, że perswazja jest najlepszym rozwiązaniem.

— Dlaczego? — zapytał, unosząc wzrok. — Nazwisko Malfoy niedawno znów zaczęło pojawiać się w gazetach, głównie w artykułach związanych z Novą Cupiditas. Nikt nie spodziewa się żadnego cudownego ozdrowienia, a tym bardziej oświadczyn na światową skalę. Nie ma żadnego powodu, dla którego nie mógłbym się wstrzymać i poczekać na rozwój sytuacji. Być może niektóre rodziny, z którymi chciałeś zawrzeć przymierze, pokażą swą prawdziwą twarz.

— Nie ma rzeczy, o której bym o nich nie wiedział. — Lucjusz zacisnął zęby, ale Draco pozostał niewzruszony. — To samo się tyczy Pottera.

Skinął głową, ale nie był zaskoczony. Byłby znacznie bardziej zdenerwowany, gdyby kiedykolwiek się dowiedział, że ojcem kierowało coś innego niż czyste interesy i inwestycje.

— Ach, więc bycie uznanym przez czarodziejskie społeczeństwo bohaterem wojennym, sprytnym badaczem magii i mężczyzną, który uratował życie twego syna, nie wystarczy, żebyś uznał go za potencjalnego kandydata na zięcia.

Ojciec momentalnie spochmurniał.

— Niczego nie rozumiesz, Draco. Rodzina jest ważniejsza niż wszystko inne. Potter, jak sam zauważyłeś, jest mężczyzną i nie może dać ci dzieci. Nie wniesie też żadnego posagu do naszego majątku.

— Szczerze mówiąc, wniesie całe bogactwo swego ciała i duszy — zripostował ze spokojem.

— To, co mówisz, jest bardzo interesujące, zwłaszcza że nie masz pewności, czy przypadkiem nie reagujesz na niego ze względu na klątwę — powiedział ojciec tonem człowieka, który próbuje przekonać do swoich racji osobę chorą psychicznie. — Dlaczego miałbyś chcieć sypiać z kimś tylko po to, aby zadowolić magię, która aktualnie cię ogranicza?

Draco zareagował na wzmiankę o dzieleniu łoża, ale spróbował tego nie okazać. Miał nadzieję, że jego twarz pozostała niewzruszona.

— W porządku. Wyjaśnij mi więc, dlaczego miałbym uprawiać seks z panną z wyższych sfer, żeby zadowolić ciebie?

— Zabraniam ci rozważać tego związku na poważnie — powiedział stanowczo Lucjusz, całkowicie zmieniwszy podejście do sprawy.

— Jeżeli obawiasz się donosu do Biura Aurorów, nie musisz się nim przejmować — kontynuował znudzonym tonem, wstając z krzesła. Nie zamierzał dłużej słuchać nacisków ojca. Chciał spotkać się z Harrym i dowiedzieć się, jaką podjął decyzję. — Uwierz, że ma trochę rozumu w głowie i już poniósł pewne ofiary, pragnąc zapewnić mi ochronę przed prześladowcami za to, czego się dopuściłem pod wpływem klątwy. Nasza rodzina jest bezpieczna.

— Nie sądzisz więc, że powinieneś zostawić go w spokoju? — zapytał patriarcha rodu, ewidentnie łapiąc się brzytwy.

Draco przystanął i uśmiechnął się okrutnie. Lucjusz nie podniósł się z siedzenia, chociaż wzmocnił uścisk na swojej lasce.

— Mam nowe postanowienie, ojcze. Nie zrezygnuję z mężczyzny, którego pragnę, dopóki wyraźnie nie poprosi mnie o zaprzestanie zalotów — wyznał. — Harry na razie nie złożył podobnej prośby. Ogranicza go poczucie winy, że zbyt długo zwlekał z przełamaniem klątwy. Przedstawiłem mu swoje zdanie i nie wyraził sprzeciwu. Zamierzam się więc dowiedzieć, co postanowił.

Wyszedł z jadalni, a Lucjusz nie podniósł nań głosu, ponieważ nie byłoby to zachowanie godne Malfoya.

Mimo to wiedział, że prędzej czy później będzie musiał stoczyć z ojcem najprawdziwszą batalię.

Uśmiechnął się i pokręcił głową. W porównaniu z walką, którą przyjdzie mu stoczyć z Harrym, wątpił, aby ta była warta odnotowania.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz