Przepowiednie różniły się od podróżowania w czasie. Posiadanie wizji przyszłości nigdy nie zmieniało wyniku, nawet odrobinę.
Może zależało to od wizjonera? I ilości szacunku, jaką miał dla tej sztuki.
Mając dwadzieścia sześć lat, Draco zrobiłby wszystko, żeby to zmienić. Ujawniłby fakt, że widział Molly w swojej przyszłości, ale to było niespójne z obecnym stanem rzeczy.
— Wtedy była pierwsza kwarta księżyca — zauważył Ron Weasley. — Czy to mogło mieć jakiś wpływ na magię?
— W zasadzie — powiedział profesor Goyle, który opuścił prowadzone przez siebie zajęcia z mugoloznawstwa. — Przeszedł przez nią potężny strumień energii, zmieniając jej naturę.
— Przerabialiśmy to tyle razy — argumentowała Hermiona. — Nadal uważam, że powinniśmy skupić się na integralności mikstury. Na tym, jak ona mogła wpłynąć na Draco.
— Eliksir nie był istotny — warknął Snape. — Już to ustaliliśmy, Granger.
— Musimy zwrócić uwagę na okoliczności zdarzenia — wtrącił się ze swojego portretu Dumbledore. — Wiem, że wszyscy jesteście wyczerpani, ale wciąż uważam, że tu chodzi o nastawienie Draco.
— Słucham? — zapytał blondyn, podnosząc się z kolan Harry'ego. — Możesz powtórzyć?
— Wiem, że trudno jest odsłonić się przed światem, panie Potter, ale musi pan…
— Jasna cholera! W porządku, miałem jej dość! — warknął.
W gabinecie McGonagall zapadła grobowa cisza.
— Cholera — podsumował Ron.
Kiedy Draco uświadomił sobie, że wreszcie nie wytrzymał i wybuchł, poderwał się z miejsca i wypadł z pokoju. Gdy zaczął wspinać się po schodach, stojąca na korytarzu zbroja rozpadła się od nadmiaru jego emocji.
Harry, naturalnie, podążał za nim.
— Draco...
— Pieprzyć to! — krzyknął, próbując naprawić wyrządzone szkody. Zbroja rozgrzała się do czerwoności, zamiast złożyć się z powrotem w całość. Gargulec rzucił mu zaniepokojone spojrzenie.
Draco zaczął się wycofywać, ale Harry był szybszy i złapał go w pasie. W uspokajającym geście otoczył go ramionami, przycisnął swoją klatkę piersiową do jego pleców i zacisnął dłonie na brzuchu.
Od momentu zniknięcia Molly magia blondyna wciąż była niestabilna. Teraz czuł \ przepływającą przez niego moc męża.
— Naprawdę miałeś na myśli to, co powiedziałeś? — zapytał cicho brunet.
— Tak — wydusił. Kiedy tak stali przytuleni w milczeniu, zachodził w głowę, jakim cudem Harry wciąż jest spokojny.
— Tegoroczny sezon naprawdę się dłużył...
— Po prostu... potrzebowałem chwilę odsapnąć — powiedział Draco, przerywając mężowi w połowie zdania. Z zadowoleniem odnotował również, iż dotyk mężczyzny działał nań uspokajająco. — Molly jest coraz bardziej potrzebująca, zawsze mnie dręczy... Zawiniłem, bo nie spędzałem z nią wystarczająco dużo czasu… Kiedy wpadła wtedy do pracowni, chociaż wiedziała, że nie powinna...
Harry odwrócił go tak, że stali twarzą do siebie.
— Możesz mi wszystko powiedzieć — wyszeptał.
Draco spojrzał w zielone oczy, które odziedziczyła Molly. Ostatni tydzień spędził na różnorakich przesłuchaniach, badaniach i psychoanalizie. Odkąd zniknęła dziewczynka, przez dłuższy czas miał problemy ze zrozumieniem motywacji niezamierzonego czaru.
— Merlinie... Chyba chciałem po prostu odpocząć — powiedział na jednym oddechu. — W ostatnim sezonie było tyle presji ze strony Armat, ekipa z Anglii chciała się ze mną spotkać, rozmawialiśmy o kolejnym dziecku. Próbowałem to wszystko jakoś ogarnąć. Wiem, że robisz naprawdę dużo Harry — tak właściwie to wszystko i po prostu...
— W porządku. — Mąż uśmiechnął się delikatnie i z roztargnieniem pogłaskał go po policzku. — To zrozumiałe, że byłeś zmęczony.
Serce blondyna waliło mu jak szalone. Chociaż nie przewidywał inny scenariusz, zupełnie się nie pokłócili. Harry odmawiał wydania osądu. To był niemal próżny pokaz bezwarunkowej miłości, dziwaczny w swej naturalności. Jak mógł być tak wyrozumiałym człowiekiem?
Spuścił wzrok. Niczym na ironię, czuł się teraz dokładnie odwrotnie, niż wtedy, gdy przypadkowo spowodował zniknięcie ich córki. Koszmarny sezon quidditcha się skończył i nie musiał dłużej zawracać sobie nim głowy. Czuł się wspierany, bezpieczny, kochany i gotowy do przyjęcia większej odpowiedzialności, jeśli chodzi o dzieci. Gdy podniósł z powrotem wzrok, jego oczy zabłyszczały srebrem. Odsunął delikatnie Harry'ego i uniósł drżące ręce.
Zmaterializowała się znikąd. Ta sama blada skóra, te same blond włosy i te same piękne szmaragdowe oczy.
Niemal natychmiastowo padł na kolana i wziął córkę w objęcia. Harry zrobił dokładnie to samo z głośnym westchnieniem ulgi — zadrżał, zanurzywszy twarz we włosach dziewczynki. W całym tym zamieszaniu żaden z nich nie słyszał mamrotań portretów.
— Czy to Potterowie?
— Cholera. Myślę, że tak!
Kiedy się trochę uspokoili, Harry wstał i przetarł wilgotne oczy, w pełni świadomy obecności osób postronnych. Z uśmiechem na twarzy wziął córkę na ręce.
— Ty głuptaku — wyszeptał z miłością.
Dopiero wtedy do Draco dotarło, jak bardzo był wyczerpany. Niepewnie podniósł się z ziemi, ale stracił równowagę i upadłby z powrotem na kolana, gdyby mąż go nie podtrzymał. Chwilę postali w ten sposób — po momencie zawroty głowy minęły.
— To było naprawdę potężne zaklęcie.
Draco skinął głową i odczekał jeszcze kilka minut. W końcu poczuł się na tyle pewnie, że dłonią podziękował za pomoc i stanął samodzielnie. Uszczęśliwieni, skierowali się do biura McGonagall. Zgromadzeni w środku przyjaciele byli zaskoczeni, zaś portrety wyciągały szyje, żeby mieć lepszy widok. Nawet na twarzy Severusa widać było ewidentną ulgę.
— Udało mu się? — wydyszał Ron.
— Molly! — krzyknęła Hermiona.
W momencie zostali otoczeni. Będąc w centrum zamieszania, dziewczynka skupiła się na ojcu, który z cichym westchnieniem opadł na najbliższe krzesło.
— Wszystko w porządku, ojcze?
— Nic mi nie jest — odpowiedział, przyglądając się uważniej małej. Szukał ewentualnych zmian. Upewniwszy się, że z małą dobrze, z przyjemnością poddał się przekazowi mocy, który sprowokował Harry, kładąc mu dłoń na ramieniu. — Gdzie właściwie byłaś? — zapytał, biorąc córkę na kolana.
— Z ojcem i tatą! — Molly zmarszczyła w zamyśleniu brwi. — Z innymi rodzicami.
— Co? Nie było cię z nami. — Draco był zdezorientowany.
— Byli mili, ale też bałdzo, bałdzo szaleni — powiedziała ochoczo mała, kiwając przy tym gwałtownie głową. Mówiła z prędkością karabinu, więc przekręciła słowa, źle wymawiając literę „r”.
Nie mogąc zrozumieć sensu słów dziecka, zaczął się zastanawiać nad okularami na nosie córki.
— Dobrze przez nie widzisz?
— Yhym, teraz wszystko jest takie piękne!
Draco zmarszczył brwi. Nie wiedział, że Molly ma problemy ze wzrokiem.
— Wyglądają dość znajomo — mruknął.
Harry pochylił się i przyjrzał im bliżej.
— Są bardzo znajome — powiedział, brzmiąc na oszołomionego.
— Może pomoże wykorzystanie myślodsiewni — zasugerował Dumbledore ze swojego portretu.
Draco przytaknął niewyraźnie, czując wielką ulgę, że Molly wróciła. Dziecko uśmiechnęło się do niego szeroko i wzmocniło uścisk. Rozczulony, pocałował małą w czubek głowy.
Czasami tak bardzo angażował się w pracę, że tworzył dystans ze swoją rodziną. Zaległości nadrabiał poza sezonem, ale i to nie wystarczało. Szczerze mówiąc, to i tak łatwiejsze, aniżeli sposób, w jaki jego mąż łączył pracę z wychowywaniem dzieci. Po dziewięciu miesiącach noszenia Molly Draco stał się bardzo zawzięty co do kompromisów związanych z karierą sportową.
Harry z anielską cierpliwością i stoickim spokojem czekał na swoją kolej, żeby przytulić córkę. Czas nauczył go oczekiwania, ale dzieci… odczuwały brak ojca — stąd ogromne przywiązanie Molly, a być może i nieśmiałość Teddy’ego.
Do gabinetu weszła zaniepokojona pielęgniarka. Draco westchnął i przymknął powieki, widząc, że się doń zbliża.
— Poppy. — Uśmiechnął się uprzejmie Harry.
— Panie Potter. — Skinęła głową, podchodząc bliżej.
— Co z nią?
Pomfrey przyłożyła różdżkę do głowy dziewczynki, a ta zachichotała radośnie.
— Wszystko z nią w porządku — stwierdziła po chwili skrupulatnych badań, a potem zajęła się Draco. — A pan, panie Ma… Potter, jest magicznie wykończony. Potrzebuje pan przynajmniej kilka godzin solidnego odpoczynku. — powiedziała z roztargnieniem. — Zostań z nim do czasu, aż się zregeneruje... — dodała w kierunku Harry’ego.
Wszyscy obecni w gabinecie zrozumieli przekaz i zaczęli się ewakuować. Hermiona wyglądała, jakby z trudem powstrzymywała się od pochwycenia Molly w ramiona. Nawet Snape i Dumbledore opuścili swoje portrety.
— To, jak się czułem tamtego dnia... — powiedział Draco, gdy zostali we trójkę i starali się odzyskać równowagę emocjonalną. — Sporo się zmieniło.
— To normalne. — Harry pocałował go w czoło, a potem opadł na kolana, żeby przytulić ich oboje. Zgniatana pomiędzy nimi dziewczynka wydawała się nie mieć nic przeciwko. Tak wygląda raj, pomyślał.
— Chcę kolejne — powiedział Draco, zakopując twarz we włosach córki.
Harry odsunął się od nich. Był zaskoczony.
— Yy, pewnie. — Uśmiechnął się szeroko.
Dziewczynka zamrugała, zdezorientowana.
— I wyrzeknę się malucha, przez którego za pierwszym razem przechodziłem męki — stwierdził przekornie Draco, mrugnąwszy okiem.
— Ojcze! — Molly wydęła wargi. — Nie możesz tego zrobić! — krzyknęła i uciekła do Harry'ego. Być może pomyślała, że proces jest bolesny. Po chwili obrzuciła ich obu nieufnym spojrzeniem, a potem wybiegła z pokoju ze zmarszczonymi brwiami.
Brunet uśmiechnął się szeroko, usiadł na ziemi i oparł rękę o udo męża. Wolną dłonią splótł ich palce razem.
— Hm, odnoszę wrażenie, że już się tym zajęliśmy w naszych uroczych szkolnych kwaterach — powiedział miękko. — Najwyraźniej jesteś jeszcze rozproszony. Nie czujesz żadnej zmiany…?
— Co? — Draco był zszokowany. Automatycznie położył rękę na swoim brzuchu i spróbował wyczuć drzemiącą w nim magię. Czuł. Była podobna do jego własnej, ale o wiele słabsza, choć nie mniej wyraźna. Przełknął ślinę i przymknął na moment powieki. — Więc gdy McGonagall pogratulowała nam dziś rano...
— Chyba wyczuła ciążę — parsknął złośliwie Harry.
— To raczej... nagłe.
Draco ukrywał twarz w dłoniach, czując się poniekąd zdruzgotanym. Wyglądał, jakby bolała go głowa.
— Mhm. Chyba nasza magia wiedziała lepiej od nas — drażnił się gryfon.
— Armaty nie będą zadowolone. — Mężczyzna zachichotał pod nosem, czując rozprzestrzeniające się po ciele ciepło.
Mąż wybuchnął głośnym śmiechem.
— Jestem pewien, że jakoś to przeżyją.
Draco pochylił się, żeby go pocałować, ale wtedy Harry wciągnął go na swoje kolana.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz