— Nie masz pewności, czy to rzeczywiście zadziała.
— Nie wiem, czy cokolwiek zadziała — doprecyzował Harry, patrząc na umoczoną w owsiance łyżkę, jakby była czymś naprawdę niesłychanie fascynującym. — Ale tak, można powiedzieć, że tym razem jestem szczególnie niepewny.
Draco usłyszał, jak przełyka z trudem ślinę.
— Mimo wszystko spróbuj. — Starał się nie brzmieć oskarżycielsko, ale wnioskując po zgarbionych ramionach rozmówcy, najprawdopodobniej zawiódł na całej linii.
Chociaż wrócił do jedzenia śniadania, ciągle uciekał myślami do wczorajszego dnia. Harry próbował raz przeciąć węzeł, który opisał jako naszyjnik przepasany wokół jego gardła, zawierający w sobie elementy zarówno pożądania, jak i zazdrości, ale nadaremnie. Jedyne, co poczuł, to jakby naderwanie struny w mózgu, zaś pragnienie, aby rzucić się na kochanka i przyszpilić go do podłogi, nijak się zmniejszyło. Co gorsza, mężczyzna odmówił dalszych prób, a także nie pozwolił się pocieszyć w sposób zadowalający obie strony — najzwyczajniej w świecie odwrócił się doń plecami i ponuro pochylił nad rozłożonymi na blacie księgami.
Szczerze mówiąc, z godziny na godzinę stawał się coraz to bardziej niecierpliwy. Czekał, aż coś się wydarzy — albo klątwa zostanie zneutralizowana albo Harry przyzna, że to przekracza jego możliwości i wreszcie podejmie decyzje w związku z życiem z niepewnością. Tak czy inaczej, musiało się to stać za niedługo.
— Skąd to wahanie? — zapytał, nie mając nic innego do roboty.
Brunet odchrząknął, wydając z siebie dźwięk przypominający zaskoczone parsknięcie, i zrobił dziwaczną minę, jakby nie mógł uwierzyć, dlaczego w pierwszej kolejności jest pytany o tak absurdalną rzecz.
— Cóż, to wymaga ode mnie dużej szybkości i niesamowitej precyzji. Muszę się upewnić, że przetnę węzeł w dwóch miejscach jednocześnie — odpowiedział, kręcąc głową. — Dam radę, ale najpierw wolałbym trochę poćwiczyć.
Chociaż brzmiało to rozsądnie, Draco i tak postanowił zakwestionować podniesiony argument.
— Ostatnim razem poległeś — stwierdził. — Dlaczego uważasz, że tym razem podołasz zadaniu?
Harry gwałtownie wstał od stołu, przez co krzesło, na którym siedział, odsunęło się z nieprzyjemnym dla uszu zgrzytliwym dźwiękiem, a następnie podszedł do zlewu z pustą miską w ręku. Odchyliwszy się na własnym siedzisku, Draco obserwował ze skrzyżowanymi na piersi rękoma, jak opłukuje talerz po owsiance. Gapił się intensywnie z nadzieją, że ten się odwróci. Mężczyzna, jakby wyczuwając jego intencje, postanowił zrobić na przekór — odmówił komentarza i pozostał zwrócony twarzą do kafelków ściennych.
Był tak samo uparty, jak w kwestii dotykania się i przyznania, że w rzeczywistości żaden z nich nie będzie miał nigdy stuprocentowej pewności do swoich uczuć.
Zaniepokojony, Draco zgrzytnął zębami. Niejasność nie przypominała pożądania czy zazdrości, dało się ją w pewnym sensie kontrolować, ale wciąż była silna i paląca.
Sięgnął po szklankę soku dyniowego i wypił ją duszkiem, chcąc ugasić przynajmniej cząstkę pragnienia. Byłoby naprawdę miło, gdyby Harry jednak zdecydował się doń odwrócić.
Oczywiście, to, czego chciał, nie mogło się urzeczywistnić, gdyż facet po prostu dalej obmywał brudne naczynia, jakby mierzył się właśnie z najważniejszym w świecie zadaniem.
Zanim Draco zdążył podjąć decyzję o konfrontacji, usłyszał za plecami czyjeś kroki. Spojrzał przez ramię i zobaczył stojącą w drzwiach Granger, rozglądającą się niepewnie po kuchni, jakby nieprzekonaną, czy może wejść do środka, czy powinna się trzymać z daleka. To wahanie wystarczyło, żeby skinął jej głową na znak przyzwolenia.
Kobieta przewróciła oczami, dobrze odczytując jego intencje, po czym przekroczyła próg.
— Harry — zagaiła. — Znalazłam coś na temat klątwy podobnej do Novy Cupiditas w jednej z ksiąg z biblioteki Blacków. Rzuć na to, proszę, okiem — dodała, spojrzawszy w przelocie na Draco. — Ty też, Malfoy.
Prychnął w odpowiedzi, ale wstał, ponieważ Harry wreszcie się doń odwrócił. Żeby to nie było coś, co powstrzymywałoby nas przed kontaktem, poprosił w myślach. Merlinie, żeby tylko nie zakazywało kontaktu.
Zerknął na Granger i w momencie zawładnęła nim zazdrość tak wielka, że z trudem powstrzymał się przed zaciśnięciem jej dłoni na szyi i wyciśnięciu zeń życia. W brązowych oczach dostrzegł zrozumienie, co tylko bardziej go zirytowało.
Zacisnąwszy usta w cienką linię, skoncentrował się z powrotem na Harrym, ale ten, niczym na złość, znów stanął do niego plecami.
— W tej chwili będę wdzięczny za każdą pomoc. — Uśmiechnął się brunet, kiedy zaczęli iść korytarzem.
Draco doszedł do wniosku, że Granger zostawiła tę księgę w swoim domu, a więc muszą skoczyć kominkiem. Najprawdopodobniej nie był tam mile widziany, ale nie mógł mieć o to żadnych pretensji. Szedł ze wzrokiem wbitym w podłogę, próbując uspokoić szalejące w nim emocje.
— To dziwne — podsumował Harry głosem, w którym pobrzmiewała niechęć do samego siebie. Szczerze mówiąc, to całkiem naturalne w zaistniałych okolicznościach — czasem nienawidził się z bardziej absurdalnych i błahych powodów. — Nigdy nie widziałem czegoś podobnego. Myślałem, że uciąłem wężowi łeb, a on odrasta. Ostatecznie to, co wykombinowałem ostatnim razem, nie przyniosło żadnego rezultatu.
Zmarnowałeś też pierwszą próbę, podsumował w głowie Draco, ale nie wypowiedział tych słów na głos. Chciał posłuchać tej rozmowy. Zawsze istniała możliwość, że dowie się czegoś, czego jeszcze nie wiedział o Harrym, a to z kolei dałoby mu wskazówkę, jak nakłonić go do rzeczy, którym z głupoty odmawia. Jeżeli będzie się dobrze zachowywał, może nawet go nie zauważą.
Cóż, przynajmniej jedno, dodał, wyłapawszy uniesioną brew dziewczyny, dającej mu jasno do zrozumienia, że wciąż ma go na oku. W tym momencie wolał być lekko ignorowany, aniżeli żeby którekolwiek z nich poświęcałoby mu więcej niechcianej uwagi.
— Nic dziwnego, to wprawdzie niecodzienna klątwa — odpowiedziała spokojnym głosem Granger. — Nova Cupiditas jest bardziej niż wyjątkowa przez sposób połączenia wymogów i magii, bo inaczej już dawno wynaleziono by przeciwzaklęcie. Urok, który wyszperałam, może dać ci dobre wyobrażenie o strukturze przekleństwa i jej słabych punktach w oparciu o podobne klątwy — wytłumaczyła. — Mam przynajmniej taką nadzieję — dodała szczerze.
Harry się skrzywił i potrząsnął głową, a Draco musiał zacisnąć zęby, aby powstrzymać się przed napadem zazdrości i pożądania, które sprawiało, że miękły mu nogi. Czemu facet zwracał uwagę na kogoś innego, skoro był tak beznadziejny? Powinien harować niczym wół, aby po ciężkim dniu pracy dać się ukochać, pozwolić się dotykać, całować i pieprzyć do utraty zmysłów — przynajmniej jeżeli naprawdę wierzył w brak możliwości rozwiązania problemu.
— W każdym razie możecie zerknąć na tę księgę i powiedzieć mi, co myślicie — kontynuowała dziewczyna, obrzucając ich zarozumiałym spojrzeniem, które zdecydowanie mu się nie podobało.
Zaprowadziła ich do biblioteki, ot pomieszczenia, w którym prawie w ogóle nie spędzał czasu — po pierwsze dlatego, że było to dlań obce terytorium, zajęte od dawna przez Granger, a po drugie dlatego, że Harry przechowywał swe zwoje z notatkami z badań na dole w warsztacie. Gdy kobieta pochyliła się nad rozłożoną na blacie księgą i przewróciła kilka kartek, Draco nie mógł powstrzymać pogardliwego parsknięcia. Mogła przynajmniej zostawić ją otwartą na właściwej stronie.
Został zrugany ostrzejszym spojrzeniem, ale tyle dobrego, że Granger zdołała się powstrzymać przed narobieniem zamieszania — zamiast tego znalazła odpowiednią stronę i podała tomiszcze Harry’emu. Jej ręce drżały pod ciężarem księgi, a skórzana oprawa była tak stara, że z wyglądu przypominała korę drzewną.
— Tutaj.
Harry skupił się na lekturze. Draco przesunął się na bok, aby mieć oko na przewracane strony, jak również na dłonie Granger, aby mieć pewność, że nie dotkną przypadkiem tego, co nie trzeba.
Nienawidził faktu, że reagował podejrzliwością, ale tak właśnie było i coraz mocniej pragnął, aby się skończyło. Być może rada, aby poszukać kogoś innego do przeprowadzenia badań, była bardziej życzliwa, aniżeli przypuszczał.
Harry czuł palącą obecność Draco obok siebie i wzdrygał się za każdym razem, gdy o niej pomyślał. Oczywiście, nade wszystko pragnął mu pomóc, ale nie wiedział, w jaki sposób zneutralizować klątwę, zwłaszcza że zobowiązał się do maksymalnie czterech prób, a przez to obawiał się popełnienia błędu. Technicznie rzecz biorąc, już raz spaprał sprawę i zostało mu to wypomniane.
Podejmowanie oczekiwanych decyzji jest czasem naprawdę trudne, stwierdził i wrócił do studiowania fragmentu, który wskazała mu Hermiona.
Skupiał się na Klątwie Wiązania Dusz, łączącej dwie niekochające się osoby i pozwalające zobaczyć im najgłębsze zakamarki swoich dusz, poznać dotąd nieznane i pilnie strzeżone sekrety oraz niszczyć innych jednym słowem.
Mimowolnie zadrżał. Nova Cupiditas była gorsza, ale rozumiał, dlaczego Hermiona dostrzegała doń podobieństwo.
Zanim dotarł do końca akapitu, zauważył, że przyjaciółka podkreśliła ostatnich kilka zdań.
Najgorszy jest mechanizm samonapędzający. Ból, gniew i strach spowodowane działaniem Klątwy Wiążącej odbijają się echem pomiędzy partnerami zaklęcia, zyskując na głębi i rezonansie w miarę rozwoju uroku. Kiedy jeden cykl dobiega końca, obaj partnerzy są zestresowani bardziej niż wcześniej, co potęguje wszystkie inne doznania. Jest to przygotowanie do rozpoczęcia następnego cyklu o większej bezwzględności.
Harry dwukrotnie przeczytał to podsumowanie, aby mieć pewność, że niczego nie przeoczył, a następnie spojrzał na Hermionę ze zmarszczonymi brwiami. Obserwowała go z zapartym tchem i z zaciśniętymi pięściami, jakby miała ochotę złapać księgę i cisnąć nią o ścianę, ale się powstrzymywała.
— Nie rozumiem — stwierdził. — To nie może być podobieństwo, o którym wspominałaś, ponieważ klątwa nie została rzucona na mnie.
— Uważam, że to niuans związany z Novą Cupiditas, którego nikt wcześniej nie odkrył — powiedziała i odepchnęła go, żeby przynieść pozostawiony na krześle tom. — Czytałam o kilku historycznych przypadkach. W większości sytuacji przeklęta osoba rzeczywiście nienawidziła obiektu swego pożądania, ale też opierała się wpływowi klątwy, wyrządzała krzywdę sobie i tej drugiej osobie, aż wreszcie następowało rozwiązanie sytuacji — zazwyczaj poprzez odseparowanie się od obiektu, skutkujące nieprzyjemnymi konsekwencjami albo poprzez śmierć obiektu.
— Jestem świadomy tych zależności — odparł, bo przecież przeprowadził własne badania, zanim zabrał się za rozwiązywanie tej sprawy.
— Im dalej w las, tym ofiary klątwy desperacko próbowały ujarzmić i zgwałcić obiekt swego pożądania. — Nawet się nie zająknęła przy słowie „zgwałcić”, aczkolwiek rzuciła nerwowe spojrzenie w kierunku Draco. Najprawdopodobniej zachowała się instynktownie i nawet nie zdawała sobie z tego sprawy. — Z drugiej strony, gdy obiekt sympatyzował z ofiarą i próbował jej ulżyć w cierpieniu, osiągał odwrotny skutek, ponieważ ofiara miała lepszą kontrolę nad sytuacją i łudziła się, że to wystarczy. W ostatecznym rozrachunku nie miało to większego znaczenia, bo każdy przypadek kończył się w ten sam sposób.
Harry zamrugał.
— Czyli twierdzisz, że emocje, które odczuwam, wpływają na Draco?
— To jedyne sensowne wytłumaczenie nawrotu klątwy. Gdybyś nie darzył Malfoya sympatią, a jednocześnie mu pomagał, jak do tej pory, pożądanie i zazdrość wygasłyby same z siebie, ponieważ nie wyczułby twojego zainteresowania. — Hermiona przytaknęła. — Problem w tym, że go lubisz, Harry. Jesteś zestresowany i zdenerwowany faktem, że nie możesz całkowicie zneutralizować przekleństwa. Właśnie dlatego siła Novy Cupiditas sukcesywnie się zwiększa. — Westchnęła pod nosem. — Klątwa ma ograniczone możliwości wyrażania emocji, gdyż została przez ciebie nadszarpnięta. Jestem jednak przekonana, że ta fałszywa miłość, która bardzo rzadko jest udokumentowana w księgach historycznych, pojawiła się, ponieważ zacząłeś lubić Malfoya, a potem go pożądać.
Automatycznie się wzdrygnął.
— Czyli to moja wina — podsumował ze zbolałym sercem.
— No oczywiście — powiedział Draco, zwracając na siebie uwagę. Harry nań spojrzał i zobaczył, że szare oczy ciskają błyskawice, a postawa mężczyzny sugeruje gotowość do ataku. Jednak dobrze zrobił, że zawczasu odebrał mu różdżkę. — Świat nie kręci się wokół ciebie. Może spróbuj w zamian pomyśleć o tym, czego ja potrzebuję.
— Ciągle o tym myślę — odparł i stanął pomiędzy Hermioną a potencjalnym niebezpieczeństwem. Wiedział, że zaraz zostanie słownie zaatakowana tylko po to, aby facet mógł przebić się dalej. Nie chciał, żeby musiała znosić niepotrzebne uwagi i obelgi. — Nie zajmowałbym się tą klątwą, gdyby było inaczej.
Blondyn spojrzał nań z pogardą.
— Jesteś po prostu beznadziejny. Nie pokładasz wystarczająco dużo wiary we własne możliwości przełamania klątwy, ale też nie zamierzasz się poddać. Chcesz tylko potrząsać głową i dalej pracować w ponurym nastroju. Jednocześnie mnie pragniesz. Nie próbuj nawet zaprzeczać, bo znam prawdę — stwierdził, gapiąc się nań wyzywająco. — Informacje od Granger posłużyły mi za wskazówkę, ale wiedziałem już wcześniej, gdzieś w głębi duszy. Wzajemnie na siebie oddziałujemy. Oczywiście, nie byłoby to żadnym problemem, gdybyś nie chciał się ze mną przespać…
Harry zwiesił ramiona.
— Właśnie dlatego powiedziałem, że to moja wina…
— Czy chociaż raz mnie wysłuchasz, zamiast przerywać w połowie? — Draco gwałtownie uderzył dłonią w stół. — Nie przeszkadza mi fakt, że jesteś mną zainteresowany, a to, że nie podejmujesz właściwych działań. Od dłuższego czasu siedzisz tylko na tyłku, wahasz się i burczysz, że nie możesz być pewien prawdziwości moich uczuć.
— Kiedy to prawda — odparł z naciskiem. — Co więcej, teraz pozyskaliśmy nowe informacje. Skąd możemy mieć pewność, że kiedykolwiek naprawdę mnie pożądałeś, skoro czułeś odzwierciedlenie moich emocji, a tym samym pragnień?
— Zneutralizuj klątwę, a będziemy mieć klarowność — powiedział zduszonym głosem Malfoy, brzmiąc, jakby mówił przez łzy, aczkolwiek policzki miał suche. — Wtedy zobaczymy.
— Nie wiem, jak to uczynić! — Nie wytrzymał i podniósł głos. — Strasznie się boję, że gdy spróbuję zbyt szybko, znów cię skrzywdzę!
— Jestem przygotowany na to ryzyko. — Draco podszedł bliżej, a Harry zdał sobie sprawę, że w jego wnętrzu tli się coś więcej, aniżeli wstyd i gniew — musiał stoczyć najprawdziwszą batalię, żeby nie przymknąć powiek i wytrzymać spojrzenie stalowych oczu. — Czasem pokazujesz, że jesteś kompletnym idiotą. To oczywiste, że nie uśmiecha mi się tarzanie na podłodze i cierpienie, ale liczę, że moje poświęcenie się opłaci, bo przełamiesz tę cholerną klątwę!
Harry się skrzywił.
— Przepraszam. Nie wiem, co powiedzieć — oświadczył, co było prawdą. W rzeczywistości byłby całkiem zadowolony z odkrycia Hermiony, gdyby nie fakt, że obarczyło go winą.
— Skończ wreszcie przepraszać. — Draco skrzyżował ręce na piersi. — Chcę, żebyś wykorzystał wszystkie zebrane dotąd informacje i spróbował całkowicie przełamać klątwę. Potem zobaczymy, co dalej — wyznał. — Jeżeli to cię nie satysfakcjonuje, to zawsze możesz mnie zerżnąć — dodał z psotnym błyskiem w oku. Ewidentnie próbował powstrzymać cisnący się na usta uśmiech.
— Wykluczone — odparł natychmiast, choć po kręgosłupie przebiegł mu zdradziecki dreszcz.
Blondyn zachichotał, ale nie był to nerwowy śmiech.
— Czuję co innego. Chociaż zaprzeczasz, czuję to aż na języku.
— To… niewłaściwe pragnienia — argumentował. — Absolutnie niedopuszczalne i nienormalnie — wybełkotał. W duszy próbował walczyć z własnym popędem, przestać się go wstydzić i zachować spokój. Nie chciał odczuwać tych rzeczy i oddziaływać na podniecenie lub zazdrość Draco.
Mężczyzna prychnął, po czym odwrócił się na pięcie i wyszedł z biblioteki. Harry miał ochotę przez chwilę stać w bezruchu i za nim patrzeć, ale potem uzmysłowił sobie, że to byłaby tylko strata czasu. Szczerze mówiąc, przynajmniej część tej tyrady trafiała w sedno. Nadszedł czas, żeby zakończyć impas, w którym się znaleźli.
— Klątwa Wiązania Dusz ma przeciwzaklęcie — zagaił Hermionę. — Czy myślisz, że zdołam je dostosować do Novy Cupiditas i zwrócić Draco wolność?
Przyjaciółka zmrużyła oczy, zastanawiając się nad tym rozwiązaniem. Zanim zabrała głos, musiała kilkukrotnie przełknąć ślinę.
— Hmmm, tak. Sposobem na zneutralizowanie uroku wiążącego jest osiągnięcie przez obu partnerów stanu absolutnego spokoju i wewnętrznej równowagi — jest na to kilku sposobów. W gruncie rzeczy chodzi o to, aby zatrzymać rezonans emocjonalny. Następnie ofiara klątwy musi wyrzec się więzi.
Harry zacisnął dłonie w pięści.
— Czyli wszystko zależy od Draco.
— Niekoniecznie. — W oczach dziewczyny malował się ból. — Moglibyśmy wymyślić odmianę przeciwzaklęcia, które wymagałoby zaangażowania obiektu.
Natychmiast przytaknął.
Nie było innego rozwiązania. Jeżeli naprawdę zadurzył się w Malfoyu, musiał być w stanie zwrócić mu wolną wolę. To pokazałoby, że tej miłości daleko do szczeniackiego zauroczenia i nie pochlebia mu myśl, że partner jest od niego całkowicie zależny.
Draco z pewnością miałby problem z wyrzeknięciem się łączącej ich więzi. Gdyby jednak jakimś cudem zdołał to zrobić, nigdy nie dowiedzieliby się, czy zrobił to dobrowolnie, czy też pod przymusem klątwy, którą ukierunkowałby Harry własnym pragnieniem.
Niepewność była najgorsza.
— Damy sobie radę — podsumował i pochylił się nad książką. Hermiona, zadowolona z rozwoju sytuacji, uśmiechnęła się promiennie.
— Jestem gotowy.
Draco spodziewał się tej zapowiedzi, gdyż przez ostatnich kilka godzin nie odczuwał żadnych zmian w poziomie swego pożądania i zazdrości. To oznaczało, że Harry był spokojny i nie targały nim burzliwe emocje, dzięki czemu i on nie reagował.
Spędził ten czas, siedząc z zamkniętymi oczami, uporządkowując i próbując zrozumieć własne uczucia. Odkrył, że był zniecierpliwiony i żywił odrazę wobec dylematów moralnych Harry’ego, ale również poddawał się pożądaniu, tęsknocie, a także głębszym uczuciom, które brunet natychmiast sklasyfikowałby jako miłość. Co sprawiało, że te emocje były bardziej uzasadnione, aniżeli inne? Można by argumentować, że po prostu rezonował, ale to sprowadziłoby jego egzystencję do odbijania nie swoich oczekiwań.
Tropiciele Sprawiedliwości naruszyli jego integralność bardziej, niż podejrzewał.
Odkrycie zaparło mu dech w piersiach, głównie ze strachu i wściekłości. Jeżeli miał rację co do głęboko sięgających pazurów klątwy — a zaklęcie, którym przeskanował sobie głowę, twierdziło, że owszem — to musiał zaakceptować następną niedogodność.
Mógł ją zignorować, skrycie nią gardzić i starać się, aby nie miała ogromnego wpływu na jego życie, ale przede wszystkim musiał ją zaakceptować.
Od niektórych rzeczy nie ma odwrotu.
Mimowolnie się zastanowił, czy ojciec by się z nim zgodził. Po dłuższym namyśle doszedł do wniosku, że nie, ponieważ Lucjusz zawsze wychodził z założenia, że choćby się paliło i waliło, musiał mieć nad ogniem kontrolę.
Gdybanie przerwało mu pojawienie się w kuchni Harry’ego. Usłyszawszy deklarację gotowości, Draco odwrócił się z wypisaną na twarzy obojętnością. Nie wiedział, czy wyglądał na przyjaznego, ale nie dokładał starań, aby stwarzać pozory.
Granger stała w drzwiach, podczas gdy Harry podszedł do stołu i pochylił się naprzód, patrząc mu w oczy. Odwzajemnił spojrzenie i bezmyślnie się zastanowił, dlaczego nigdy wcześniej nie zauważył intensywności tych zielonych tęczówek.
— Musimy zachować spokój. Znam zaklęcie, które pozwoli nam osiągnąć ten stan. — Usłyszał. — Czy pozwolisz, abym je rzucił?
— Zadajesz głupie pytanie — wyszeptał, nie ze złośliwością, a z ospałą zadumą. — Czy siedziałbym cierpliwie na krześle i pozwolił ci rzucić zaklęcie, gdybym nie pokładał w tobie zaufania?
— Raczej nie jestem najlepszą osobą do udzielenia ci odpowiedzi. — Harry się skrzywił i potrząsnął głową. Blondyn z kolei napiął mięśnie, zapatrzony w te różowe, poruszające się usta, czując biorące go we władanie pożądanie. Najprawdopodobniej był zbyt skupiony, bo facet szybko zdał sobie sprawę ze swojego błędu i natychmiast uniósł różdżkę. — Lente.
Kiedy zaklęcie opatuliło jego mózg lśniącymi mackami spokoju, Draco wziął głęboki oddech. Przymknąwszy oczy, widział pod powiekami migoczącego fioletowo–zielone światło, przywodzące wspomnienia z dzieciństwa. Rodzice rzucali nań ten urok, gdy był młodszy, i zawsze wywoływało ten sam efekt — było szybsze i skuteczniejsze, aniżeli eliksir uspokajający, oddziałujący wyłącznie na ciało.
Harry położył mu dłoń na ramieniu.
— Widzę w tym sens. Nova Cupiditas różni się od Wiązania Dusz, dlatego też przypuszczam, że to nie rozwiąże całkowicie naszego problemu, ale sporo pomoże — powiedział i wyszeptał drugi urok. — Wszystko, co zrobiłem, odkąd dowiedziałem się, że padłeś ofiarą Tropicieli Sprawiedliwości, znacząco nas do siebie zbliżyło. Musiałem przeprowadzić gruntowne badania, w których mi pomogłeś, pozostając w tym domu. Zachowałem spokój, kiedy mnie pocałowałeś, i chociaż na początku wykorzystywałem twoją słabość na rzecz posłuszeństwa — nie wiem, czy byłeś tego świadomy — ale potem sytuacja trochę się skomplikowała. Zacząłem odwzajemniać twoje uczucie i podobała mi się otrzymywana atencja. Uzależniłem się od twej bliskości, a to z kolei dało ci nadzieję, bo przecież nie byłeś ślepy. Stałeś się bardziej natarczywy, bo uznałeś, że możesz sobie pozwolić na więcej. Zmiana, która w tobie zaszła, sprawiła, że niekiedy byłem bardziej poruszony, jak na przykład, gdy próbowałem powstrzymać cię przed torturowaniem i zabijaniem. Uspokajałeś się, kiedy zdołałem pohamować własne emocje. Od tamtej pory wymyślałem wymówki, żeby się z tobą spotkać. Nie musiałem rozmawiać twarzą w twarz, ale i tak postanowiłem osobiście poinformować cię o układzie z Kingsleyem i immunitecie, jaki w zamian otrzymałeś.
— Doceniam twoją pomoc i, oczywiście, szczerość — odpowiedział, ponieważ nie chciał, aby Harry myślał, że jest niewdzięczny i ma to wszystko gdzieś. Na chwilę uniósł powieki i spojrzał nań z powagą. Uczestniczyli właśnie w czymś ważnym i właśnie dlatego pragnął pokazać, że mu zależy.
Mężczyzna zrobił zamyśloną minę, a potem skinął głową. Chociaż dzieliła ich pewna odległość, Draco słyszał jego głośno bijące serce. Wyciągnął więc rękę i położył mu dłoń na piersi, żeby mieć lepsze rozeznanie. Gdy nic się nie wydarzyło, poczuł się rozczarowany.
— Kiedyś byłem przekonany, że klątwę przełamie tylko i wyłącznie szczere odwzajemnienie uczuć. No wiesz, odpowiedzieć na fałszywą miłość prawdziwą — kontynuował cicho brunet. — To szalona myśl, prawda? W konsekwencji sprawiłaby, że nasz związek okazałby się ukartowany. — Zwiesił ze smutkiem głowę. — Powinienem był zdać sobie z tego sprawę już dawno temu.
— Harry.
W głosie Granger pobrzmiewało zaniepokojenie. Zamiast się doń odwrócić, Draco postanowił pozostać skupionym na Harrym.
— Chciałem mieć cię blisko, teraz mogę wyznać prawdę — dodał mężczyzna, uprzednio wziąwszy kilka uspokajających oddechów. — Próbowałem sobie wmówić, że mnie nie pociągasz, ale mijałem się z rzeczywistością. Lubiłem, gdy na mnie polegałeś. Chciałem podtrzymać naszą więź, żebyś mnie nie zostawił, kiedy zakończymy sprawę.
Malfoy potrząsnął głową. To, co słyszał, było po prostu niewłaściwe, ale nie rozumiał dlaczego. Chciał coś powiedzieć, ale powstrzymał go zdrowy rozsądek.
Zmusił się do zastygnięcia w bezruchu, kiedy Harry się doń przybliżył. Ich twarze dzieliło teraz dosłownie kilka centymetrów.
— Mogę pozwolić ci odejść — wyszeptał brunet.
— Z większym naciskiem! — syknęła jakby z oddali Granger.
— Mogę się wyrzec łączącej nas więzi.
— Zakończ to wreszcie!
— Nie wiem, czy cię kocham, ale uczucie, które mnie rozpiera, jest cholernie bliskie miłości.
— Dosadniej!
Harry, jakby w zwolnionym tempie, zanurzył dłoń w mętnej wodzie, która nie wiadomo kiedy się przed nim zmaterializowała. Draco patrzył nań z podziwem i strachem, a przynajmniej wyciszoną wersją tych emocji, uwięziony gdzieś za zasłoną zapewnioną przez zaklęcie uspokajające.
— Wyrzekam się naszej więzi. Ciesz się wolnością. — Usłyszał, zanim został otoczony wirem powietrza.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz