24. ZBYT PODZIELENI

Wrócił do świadomości pod wpływem przekleństwa. Przez chwilę nie otwierał oczu, balansując na krawędzi snu i rzeczywistości, ale później zazdrość wbiła weń swe pazury, przez co momentalnie otrzeźwiał. Niezbyt delikatnie przypomniała mu, że jeżeli nie będzie wystarczająco uważny, Weasley może spróbować zakraść się do sypialni Harry’ego.

Oczywiście, słyszał zapewnienia, jakoby rudzielec nocował u siebie w domu, ale im nie uwierzył, zwłaszcza że Harry nie wydawał się mieć do tego żadnych wątpliwości — czasem bywał tak łatwowierny, że to aż niemożliwe. Skoro mężczyzna, którym jest zainteresowany, daje się podejść byle zagrywce, sam musi czuwać nad jego bezpieczeństwem.

Zazdrość rozpłynęła się w okamgnieniu, podczas gdy Draco schował twarz w dłoniach i miarowo oddychał, dopóki nie poczuł, że się uspokoił.

Weasley ma żonę, którą wydaje się kochać. Czemu miałby posuwać się do zdrady i to jeszcze z najlepszym przyjacielem? Wiem, że Harry mnie pragnie, bo zdradzają go oczy.

Co więcej, doskonale wiedział, skąd się bierze ta zazdrość i towarzyszące jej paranoiczne fantazje. Mimo to nie mógł się powstrzymać przed wstaniem z łóżka, owinięciem się szlafrokiem i pójściem korytarzem w kierunku sypialni gospodarza.

Nawet gdyby nie znał drogi, poprowadziłyby go błyski zaklęć ochronnych. Z największą ostrożnością oparł się o ścianę poza granicą najmocniejszego, a potem wyściubił głowę i zajrzał przez otwarte drzwi.

Podczas snu Harry zrzucił z siebie kołdrę i leżał pod cieniutką narzutką, a jego koszula nocna była podwinięta, odsłaniając klatkę piersiową. Draco spróbował przełknąć ślinę, ale odkrył, że szybko produkuje nową. Niczym przyciągany, spojrzał na ciemniejsze, odstające sutki, a potem z trudem odwrócił wzrok.

Widok roznegliżowanego mężczyzny nie powinien budzić w nim podobnych uczuć. Ojciec powiedziałby, że jest słaby i podatny na pokusy.

Opinia kogoś, kto nie miał rozeznania w sytuacji, nie była szczególnie istotna, dlatego też natychmiast przestał myśleć o zdaniu Lucjusza. Zamiast tego, sterczał na korytarzu i gapił się, jak Harry śpi. Zacisnął usta w cienką linię i potrząsnął głową, a następnie odwrócił się, zadowolony, że Weasleya nie było obok.

Weasley nie leżał z Harrym w łóżku, bo stał naprzeciw niego, celując weń różdżką. Draco zatrzymał się wpół kroku, ale nie złapał się ściany dla podtrzymania równowagi, bo wyglądałby na osłabionego i przestraszonego, a tego właśnie po nim oczekiwano. Ograniczył się więc do spokojnego, zdystansowanego spojrzenia i czerpania satysfakcji z faktu, iż rudzielec zaczął zgrzytać zębami.

— Posłuchaj mnie uważnie, Malfoy. — Wyraz twarzy Weasleya jasno sugerował, że brzydzi się wypowiadaniem jego nazwiska. W takim razie powinien zrozumieć, dlaczego nazywam do Łasicem, pomyślał Draco i przesunął ciężar ciała, aby znaleźć się w dogodnej pozycji do unikania lecących klątw. — Harry z jakiegoś zupełnie niezrozumiałego powodu chce, żebyś z nim pomieszkiwał. Masz pewnego rodzaju swobodę, ale wiedz, że jeżeli przekroczysz granicę i go skrzywdzisz, odwzajemnię się z nawiązką. To mój najlepszy przyjaciel. Ugiął za ciebie karku po to, żebyś nie został oskarżony o zbrodnie, których się dopuściłeś. Kiwnij tylko niewłaściwie palcem, a cię aresztuję i doprowadzę przed wymiar sprawiedliwości.

Draco otworzył usta. Spodziewał się, że powie coś buntowniczego, ponieważ nie zamierzał przecież stać niczym słup soli i pozwalać na znieważanie, ale zamiast tego zaczął się po prostu śmiać. Przymknąwszy oczy, chociaż przez moment pozwolił sobie na swobodę. Ciężar niedowierzającego spojrzenia Weasleya był tego wart.

— Co? Nie wierzysz mi?

Najprawdopodobniej ugodził w męską dumę, dlatego też facet zareagował gniewem.

— Nie — odpowiedział. — Mimo to jesteś niewiarygodnie głupi, jeżeli naprawdę myślisz, że aresztowanie mnie coś zmieni. Harry już raz się poświęcił i dokonał niemożliwego. Czemu masz wątpliwości, że zdoła zrobić to ponownie?

— Cóż, bo… nie ma innych przysług do wykorzystania. — Ton głosu Weasleya zdradzał niedowierzanie i najprawdziwsza szczerość. — Nie może prosić Kingsleya o więcej. Drugi raz to nie przejdzie.

— To subiektywna opinia. — Draco uniósł powieki i odepchnął się od ściany, żeby podejść doń bliżej.

Weasley napiął mięśnie, ewidentnie przygotowany do odparcia jakiegoś ataku, co właściwie przypomniało mu, że ma do czynienia z człowiekiem, który niedawno przeszedł szkolenie aurorskie — co prawda, było ono nieskuteczne, gdy mierzył się z przeciwnikiem, który wiedział, co robi i nie biegał wokół niczym kurczak bez głowy, ale wciąż mądrze było zachować ostrożność.

Z drugiej strony, skonfiskowano mu różdżkę. Może jednak lepiej wziąć na wstrzymanie i zachować spokój, zamiast wszczynać burdę.

Zatrzymał się w połowie drogi i potrząsnął głową.

— W rzeczywistości Harry może skorzystać z przysług niezliczoną ilość razy. Może myśli inaczej, ale czarodziejski świat ma wobec niego ogromny dług, którego nigdy nie spłaci. Shacklebolt jest tego doskonale świadomy. Postawiony pod murem, zrobi wszystko, o co zostanie poproszony — naturalnie, w graniach rozsądku. Gdyby Harry zażyczył sobie kontynuacji złożonej wcześniej obietnicy, zwłaszcza że zostałbym aresztowany bez jego zgody, to znów puszczą mnie wolno.

Weasley zacisnął zęby, a potem odwrócił wzrok.

— Jesteś niebezpieczny, nawet jeżeli daleko ci do czarnoksiężnika — podsumował. — Zupełnie nad sobą nie panujesz.

— W takim razie może lepiej jest mnie nie prowokować — zasugerował. — Nie dotykaj Harry’ego. Skończ z podlizywaniem się i mówieniem w sposób sugerujący, że chciałbyś czegoś więcej.

Rudzielec zrobił zniesmaczoną minę.

— Nie chcę z nim sypiać. To się dzieje tylko w twojej paranoicznej, pokręconej łepetynie.

— Właśnie dlatego nie powinieneś mieć żadnego problemu z dostosowaniem się do moich zasad, o ile, naturalnie, mówisz prawdę. — Skinął głową. — Nie mów głośno, że go kochasz albo że jest ci bardzo bliski. Nie poklepuj go po ramieniu i zamknij gębę na kłódkę, kiedy masz ochotę powiedzieć, że chcesz go przytulić. — Zbulwersował się, a przez to podnosił głos. Nietrudno mu było wyobrazić sobie Weasleya z ramionami owiniętymi wokół Harry’ego, zwłaszcza że kilkukrotnie widział podobną scenę w Hogwarcie.

Wtedy miałeś to gdzieś, bo kimże były te ofermy.

Ta myśl sprawiła, że na sekundę wstrzymał oddech. Uświadomił sobie, że chociaż natknął się na Weasleya, nigdzie nie widział Granger. Musiał się koniecznie upewnić, że nie stanowi dlań konkurencji.

— To ty musisz się dostosować do sytuacji, nie ja. — W głosie rudzielca pobrzmiewało najprawdziwsze okrucieństwo. — Zostałeś przeklęty, a więc kierujesz się nienaturalnymi instynktami. Jestem przyjacielem Harry’ego. Mogę go dotykać, kiedy tylko zechcę, bo powinieneś trzymać nerwy na wodze. Zrozum, że on prędzej czy później cię opuści. Naprawdę myślisz, że będzie tolerował twoje napady i nadstawiał karku za każdym razem, gdy kogoś skrzywdzisz? W końcu nie wytrzyma i wybuchnie.

Draco się skrzywił, dotknięty przede wszystkim zazdrością i przekonaniem, że facet ma rację. Owszem, to całkiem możliwe, że po pewnym czasie Harry najzwyczajniej w świecie zmęczy się obserwowaniem i kontrolowaniem każdego jego ruchu. Udowodnił to, chodząc do szkoły, gdzie profesorowie, w gruncie rzeczy mający pełne prawo sprawowania nad nim władzy, nie byli w stanie go powstrzymać.

Mógłbym spróbować z innej strony. Wystarczy poprosić, żeby dla dobra naszej miłości trzymał się z daleka od Weasleya i Granger.

Najgorsze, że nie wiedział, czy Harry rzeczywiście go kocha, czy też jest z nim z litości i chęci niesienia pomocy. Czasem miał wrażenie, że w zielonych oczach widzi jedno i drugie, ale nigdy nie dopatrzył się szczerej reakcji, która rozwiałaby targające nim wątpliwości.

— Nic do ciebie nie dociera. Niczego nie rozumiesz, Malfoy. — Weasley zrobił krok naprzód i potrząsnął głową. — Zostałeś przeklęty, a Harry jedynie ci współczuje. To nie on powinien naginać zasady, aby się dostosowywać, a ty. Czemu miałby zmieniać swoje życie? Wkrótce się zmęczy i odsunie od ciebie.

Draco przymknął powieki i się zawahał. Te słowa stanowiły odzwierciedlenie jego najgorszych obaw i bez względu na to, ile razy powtarzał sobie, że mają na celu prowokację, aby wybuchnął gniewem lub zaczął tracić wiarę w siebie, to nijak pomagało.

Niektóre rzeczy są wszak niezmienne. Harry nie porzuci przyjaźni z Weasleyem i Granger. Będzie mi ustępował w wielu kwestiach, ale nie w tych fundamentalnych.

Jeżeli chciał osiągnąć sukces, musiał podejść do problemu w inny sposób.

— Przepraszam — powiedział.

Gościa zamurowało. Stał, zmrożony w miejscu, i gapił się nań, jakby wyrosła mu druga głowa. Cóż, to nawet zrozumiałe, biorąc pod uwagę fakt, że nie codziennie Malfoy prosił o czyjeś wybaczenie. Draco pozwolił Weasleyowi cieszyć się przez moment tą chwilą, a w duchu liczył, że nigdy się nie powtórzy.

— Przepraszasz po tym wszystkim, co powiedziałeś? — Mężczyzna odzyskał wreszcie głos. — Za co właściwie?

— Za rzucenie na ciebie klątwy. — Czuł wewnętrzny spokój i mimowolnie się zastanowił, czy Harry miał rację, że przeprosiny pomogą mu oczyścić duszę. Przynajmniej czuł się dobrze. — Straciłem nad sobą kontrolę… — tu potrzebował kilku sekund przerwy, żeby się opanować — …kiedy dotknąłeś Harry’ego w warsztacie.

— Och, tak. — Facet zmrużył oczy. — Mówisz o incydencie, za który nie mogę cię aresztować, chociaż każdy, kto macza palce w czarnej magii, powinien trafić prosto do Azkabanu. — Spojrzał nań wyzywająco, a Draco odwzajemnił gest, wybrawszy milczenie, zamiast obrony. To Weasley poruszył temat poświęcenia Harry’ego. To on powinien zdawać sobie sprawę, że zmiana paradygmatu nie jest najlepszym posunięciem, żeby pozostać w dobrych stosunkach z przyjacielem. — Kurwa mać, Malfoy. Co mam powiedzieć? — Rudzielec gwałtownie przeczesał dłonią włosy, a potem przyjął postawę bojową. Najprawdopodobniej zapomniał, że rozmawia z nieuzbrojonym człowiekiem. — Myślisz, że parę słów wystarczy, żeby wszystko naprawić?

— Biorąc pod uwagę, że byłem wówczas pod wpływem klątwy i nie miałem wpływu na to, co wyczyniam? — zapytał. — Owszem.

Weasley przewrócił oczami.

— Czyli rozumiem, że prosisz o przebaczenie z polecenia Harry’ego. Chcesz być blisko niego i właśnie dlatego nie uwierzę w to czcze gadanie.

Draco westchnął. Starał się zachować cierpliwość, co w gruncie rzeczy nie powinno być trudne, ale musiał pamiętać, że gdy jest pozbawiony różdżki, to Łasic kontroluje sytuację.

— W porządku, nie musisz niczego akceptować. Harry po prostu zasugerował, żebym znalazł sposób na odpokutowanie gafy, aby ruszyć naprzód. Nie korzę się dla ciebie, a dla własnego zdrowia psychicznego. Byłem przekonany, że to zrozumiesz, ale najwyraźniej się pomyliłem — burknął, po czym z wypisanym na twarzy obrzydzeniem zaczął omijać Weasleya. To jasne niczym słońce, że nie poruszyłby tego tematu z własnej i nieprzymuszonej woli, więc dlaczego facet zachowywał się, jakby musiał usłyszeć przeprosiny za przeprosiny?

— Zaczekaj, Malfoy.

Spojrzał przez ramię. Rudzielec wciąż stał w tym samym miejscu i zaciskał dłonie w pięści, co nie było niczym zaskakującym. Na wszelki wypadek Draco przesunął się bliżej ściany. Jeżeli doszłoby do fizycznej konfrontacji, najpierw powinien odebrać Weasleyowi różdżkę. Po oszacowaniu szans doszedł do wniosku, że dałby sobie z tym radę, nawet gdyby facet zmienił pozycję.

— Nie odejdziesz. Harry nie jest w stanie całkowicie zneutralizować tej klątwy, więc wciąż borykasz się z problemami. — Usłyszał.

Musiał ugryźć się w język, żeby czegoś nie odpyskować. Weasley zabrzmiał, jakby Harry po prostu zawiódł, bo brakowało mu wiedzy i umiejętności. To oczywiste, że nie miał na myśli czegoś równie okropnego, ale wrażenie pozostało.

— Jesteś zazdrosny, kiedy go dotykam, ale to nie twoja wina. Przeprosiłeś, nawet jeżeli nieszczerze i pod przymusem — kontynuował podsumowanie rudzielec.

— Zawsze tak długo wyciągasz podstawowe wnioski? — burknął, tracąc cierpliwość.

— Zamknij się, palancie. — Weasley zmarszczył brwi. — Właśnie próbuję trochę bardziej cię zaakceptować. Nie niwecz moich wysiłków.

Draco przewrócił oczami, ale zdołał zachować milczenie. To bardziej niż oczywiste, że nigdy nie obdarzy sympatią przyjaciół Harry’ego, ale wolał być przynajmniej tolerowany. Jakby nie patrzeć, to nie oni rzucali się na innych z różdżką w ręku, owładnięci przypadkowym napadem zazdrości.

Uświadomienie sobie podstawowych faktów sprawiło, że aż się zarumienił ze wstydu. Nawet się dobrze złożyło, bo to pozwoliło mu odwrócić uwagę od mentalnej katastrofy w postaci naburmuszonego Weasleya, próbującego nieporadnie znaleźć satysfakcjonujące obie strony rozwiązanie.

— Najprawdopodobniej nigdzie się nie wybierasz — kontynuował rudzielec tym samym niechętnym tonem, co poprzednio. — Merlin jeden wie, co Harry z tobą zrobi, skoro stanowisz zagrożenie dla innych ludzi.

— Nie jestem zagrożeniem, dopóki nie posiadam różdżki — odpowiedział i ugryzł się w język, ponieważ nawet on usłyszał wylewającą się z tych słów gorycz.

Mężczyzna prychnął i wskazał nań palcem.

— Wiem, że lubisz być niebezpieczny. I że posuniesz się do wszystkiego, aby uniemożliwić nam zacieśniania więzów z Harrym.

— Gdyby nie Nova Cupiditas, w ogóle by mnie tutaj nie było — odparł. — W obecnej sytuacji muszę zaakceptować kilka niedogodności i nauczyć się z nimi żyć, bo po prostu nie mam innego wyjścia.

— Chociaż spróbuj wrócić do swojej normalności! Wykorzystaj szansę i poproś kogoś innego o pomoc w zneutralizowaniu ostatniej części klątwy! Kiedy to się stanie, odejdź i nie oglądaj się za siebie! — Weasley gwałtownie pochylił się naprzód, podczas gdy jego głos nabrał ostrości. — Na Merlina, nie tego właśnie pragniesz? To byłoby dla ciebie najkorzystniejsze i najrozsądniejsze; pozwoliłoby ci uciec od nas i Harry’ego.

— Nie wiem, czy ktokolwiek jest w stanie zneutralizować tę klątwę. — Draco przewrócił oczami. — Harry jest jedynym czarodziejem, który zdołał częściowo przełamać Novę Cupiditas. Czemu miałbym się od niego oddalić?

— Możesz poszukać innego badacza, zwłaszcza że klątwa straciła na swojej mocy i możesz myśleć bardziej racjonalnie — upierał się Weasley. — Spróbuj i zostaw nas w spokoju.

— Nie. Jak sam wcześniej powiedziałeś, nigdzie się nie wybieram. — Pokręcił głową. — Musisz się z tym pogodzić. To z pewnością nie jest najtrudniejsza rzecz, jakiej dokonałeś w życiu — dodał, zastanawiając się, dlaczego facet zachowuje się tak dziecinnie, skoro był wojennym bohaterem. — Poszukiwanie sposobu na zlikwidowanie Czarnego Pana plasuje się na szczycie tej listy.

— Ha! — Weasley się wyprostował i przez moment nań gapił. — Żadnego podkradania się i wymuszania sprośności na Harrym. — Pogroził mu palcem.

— Stąd zabezpieczenia nałożone na sypialnię — odparł. Szczerze mówiąc, pragnął zaprotestować, bo te mroczne czasy już minęły, ale łatwiej mu było powiedzieć prawdę, aniżeli skłamać.

— Ha! — powtórzył rudzielec, rzuciwszy mu podejrzliwe spojrzenie, jakby myślał, że i tak spróbuje się przemknąć, a potem odszedł, nie zaszczyciwszy go nawet skinieniem głowy.

Draco chwilę za nim patrzył. Zastanawiał się, czy nie powinien zapytać, czy jego przeprosiny zostały przyjęte, ale ostatecznie zdecydował się na życie w niewiedzy.

Gdy wrócił do swojego pokoju i przyłożył twarz do poduszki, padł niemal natychmiast. Uspokojony, przespał całą noc.


— Siedź spokojnie, proszę.

Draco wyglądał, jakby chciał zaprotestować, ale po chwili opadł na wyczarowanym dlań krześle — zgodnie z obietnicą — pośrodku zaklętego kręgu i cierpliwie poczekał na rozwój wydarzeń. Ewidentnie znudzony, splótł dłonie w koszyczek. Gdyby Harry mniej skupił się na klątwie, a bardziej na jego dziecinnym zachowaniu, najprawdopodobniej wybuchnąłby śmiechem.

Spojrzał na Novę Cupiditas. W tej chwili oscylowała pomiędzy czarną mgiełką z czerwonawymi iskrami, oznaczającą zazdrość, a czerwoną chmurą z ciemnymi iskierkami, oznaczającą pożądanie. Draco, co prawda, nie pokazał dziś po sobie żadnej z tych emocji, chyba że liczyć ukradkowe spojrzenia, więc uznał, że stąpa po mniej więcej względnie stabilnym gruncie. Mgiełka co kilka chwil zmieniała swój kolor, podobnie jak iskry. Jedynym, co stanowiło punkt wspólny dla obu manifestacji, był sposób, w jaki błyski się „poruszały”, pulsując niczym bijące serce.

— Nie rozumiem powodu tych zmian — podsumował pod nosem i rzucił następne zaklęcie ujawniające. Zgodnie z przewidywaniami, nie podziałało. Zawodził, kiedy próbował silniejszego zaklęcia, aniżeli za pierwszym razem.

— Jak to? Mówisz o tej mgle, którą mi wcześniej opisywałeś? — Draco pochylił się naprzód, po raz pierwszy okazując dziś zainteresowanie. — Wygląda teraz inaczej?

Skinął głową. Uznał, że wtajemniczenie nie będzie żadnym problemem.

— Owszem, ale dlaczego? Czy to naturalny postęp ewolucji klątwy po nadszarpnięciu jej pierwotnej struktury, czy też połowiczna neutralizacja spowodowała coś zupełnie innego i nowego?

— Tak tylko przypomnę, że to liczy się jako jedna z twoich czterech prób.

Harry uniósł gwałtownie wzrok. Chociaż głos Draco był przepełniony uczuciem, a w szarych oczach odbijała się gama emocji, mgiełka wokół jego ramion oznakowana była wyłącznie czerwonymi iskierkami. To nie była niemożliwa do zniesienia żądza, a zwyczajne pożądanie.

Gdyby nie Tropiciele Sprawiedliwości i Nova Cupiditas, patrzyłby na mnie z chłodną obojętnością.

Momentalnie się skrzywił.

Musi stłamsić poczucie winy, bo w przeciwnym razie będzie się zadręczał aż do wieczora i niczego nie wykombinuje.

— Hmmm. — Draco pomaszerował na drugą stronę kręgu i spojrzał nań uważnie. Prawdę powiedziawszy, Harry nie miał nic przeciwko, bo trochę się tego spodziewał. Przeżycie Novy Cupiditas z każdego zrobiłoby paranoika. — Z rana przeprosiłem Weasleya.

Zamrugał, a potem odwrócił głowę, żeby lepiej go widzieć. Co prawda, powinien się skupić na neutralizowaniu klątwy, ale nie mógł puścić mimo uszu tak potężnej bomby.

— Co takiego? Kiedy?

— Gdy spałeś. Znalazł mnie stojącego przed barierą ochronną twojej sypialni i trochę mi pogroził. Przez brak różdżki w ręku zdołaliśmy porozmawiać. Z początku wydawał się niechętny, ale na koniec oświadczył, że spróbuje być bardziej wyrozumiały. — Usłyszał. — Myślałem, że dostanie zawału serca, kiedy go przeprosiłem.

Sądząc po zadowolonej minie Draco, taki scenariusz był całkiem prawdopodobny.

— To wspaniale — podsumował, chociaż te proste słowa nijak oddawały głębię jego zdumienia. — Cieszę się, że powoli się dogadujecie — dodał, gdyż facet przechylił głowę, jakby w oczekiwaniu na ciąg dalszy pochwały. — Czy poprawiło ci to samopoczucie?

Malfoy wzruszył ramionami.

— Resztę nocy przespałem spokojnie, więc przeprosiny okazały się mieć nieznane mi dotąd właściwości uspokajające.

— Tak to zazwyczaj działa — mruknął pod nosem Harry, a potem się uśmiechnął i rzucił następne zaklęcie ujawniające.

Wokół ramion mężczyzny migotały czerwone iskry. Zaciekawiony, zrobił kilka kroków naprzód, a kiedy znalazł się wystarczająco blisko kręgu, przystanął i zmarszczył lekko brwi. Jeżeli urok ujawniający rzeczywiście spowodował tę zmianę…

Nie, to nie to.

Z jakiegoś powodu drugie sposób zaklęcie połączyło się z pierwszym, co właściwie próbował osiągnąć od dobrych kilku godzin. Szczerze mówiąc, powoli zaczynał wierzyć, że polegnie na całej linii, dlatego też starał się bardziej i bardziej.

Wstrzymał oddech. Teraz miał lepszy widok na manifestację klątwy. Mgiełka tworzyła macki oplatające szyję mężczyzny, leniwymi ruchami wspinając się po jego twarzy w kierunku uszu, czyli miejsca, gdzie pierwotnie zakotwiczona była korona pożądania.

Szczęśliwie, były zaledwie w połowie drogi.

Harry przełknął ślinę. Musimy działać szybko, bo nie mamy żadnej pewności, że Tropiciele Sprawiedliwości nie spróbują dopiąć swego. Jeżeli ponownie rzucą Novę Cupiditas, Draco zupełnie straci rozum.

Wiedział, jak wygląda rytuał, więc przy potencjalnej powtórce zastosuje połączenie wszystkich potrzebnych zaklęć, aby zaoszczędzić ofierze rozdzierającego bólu.

Zrobił krok wstecz, chcąc sięgnąć po notatki i właśnie wtedy zobaczył coś, czego nie widział z poprzedniego miejsca.

Ciemne macki owinęły się wokół szyi Draco, tworząc coś na kształt dziwacznego naszyjnika spoczywającego nad tętnicą. Nie wbijały się w skórę, co w praktyce oznaczało, że nie przylgnęły doń jak wcześniej. Tyle dobrego, że tworzyły razem duży, brzydki węzeł, który trzeba będzie po prostu przeciąć.

Mniej więcej rozumiał, na co patrzył. Kiedy poprzednim razem zmniejszył siłę klątwy, odciął łeb wężowi, odsłoniwszy obecny wzór. Gdy przekleństwo się zregeneruje, odbuduje utracone kształty, których tak mozolnie się pozbywał.

To cenna informacja. Jeszcze nie do końca wiedział, jak ją wykorzystać, ale przynajmniej był w jej posiadaniu.

Wziął głęboki oddech i, pamiętając o wcześniejszej katastrofie, gdy działał zbyt pochopnie, przez moment obserwował ciemną mgiełkę. Potem przymknął powieki.

— Harry? — zapytał ostrzejszym tonem Draco. — Nie możesz tak stać, sprawiając wrażenie bliskiego omdlenia, odmawiając mi informacji.

Zdołał przełknąć ślinę i skupił się z powrotem na węźle.

— Niektóre macki są czerwone, a inne czarne. Symbolizują pożądanie i zazdrość. Część nici jest dwukolorowa — powiedział beznamiętnie. — Te dwie emocje się ze sobą mieszają. Mam nadzieję, że uda mi się je rozdzielić, ale jeszcze nie wykombinowałem w jaki sposób. Nie chciałbym sprawić ci takiego samego bólu, co ostatnim razem.

— Tak, zdecydowanie podziękuję. — Draco wyglądał na spanikowanego. — Wierzę jednak, że gdy się postarasz, osiągniesz niebywały sukces.

Harry znów się skrzywił. Ciężko mu było patrzeć facetowi w twarz i nie pokładać w sobie tak wielkiej nadziei, aniżeli on.

Najgorsze, że ta wiara wynikała, przynajmniej częściowo, z klątwy. Co by się stało, gdyby Nova Cupiditas została całkowicie zneutralizowana?

To priorytet, przypomniał sobie. Wolność Draco Malfoya była więcej warta niż przymusowa więź, wokół której egzystowali.

Jeśli stracę go, gdy rozproszę przekleństwo, to tak naprawdę nigdy nie był mi pisany.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz