— Musimy znaleźć sposób, aby stale widzieć klątwę. Częścią naszego problemu jest to, że Nova Cupitias jest sprytna i nieustannie się ukrywa, co z kolei oznacza, że ciągle muszę rzucać zaklęcia ujawniające; odciąga więc moją uwagę od notatek, które mógłbym robić.
Draco przytaknął. Ten warunek wydawał mu się sensowny.
— Zakładam, że badania będziemy przeprowadzać w warsztacie. — Kiedy Harry skinął głową, pochylił się naprzód i uśmiechnął czarująco. — Czy to oznacza, że będę mógł usiąść, zamiast ciągle stać?
Facet się zaśmiał. Odkąd zgodził się akceptować jego decyzje, sprawiał wrażenie tak poważnego, jakby stawiał czoła co najmniej Czarnemu Panu. Chciał go z tego wyrwać, przywołać do rzeczywistości, przypomnieć mu, że tym razem nie stanęli w obliczu beznadziejnej sytuacji.
— Naturalnie. — Usłyszał. — Niemniej jednak ja wyczaruję ci krzesło. Nie będziesz miał swojej różdżki.
Draco zastygł w bezruchu. Harry nie wspominał o tym wcześniej.
— Co masz na myśli? — zapytał ostrożnie.
— Zamierzam skonfiskować ci różdżkę, dopóki nie dowiemy się, czy klątwę rzeczywiście można przełamać, albo dopóki się nie poddamy — odpowiedział tonem, jakby kłótnia z nim była najprawdziwszą głupotą. — Nie chcę, żebyś skrzywdził moich przyjaciół lub samego siebie. To, że napadłeś na Rona, dowodzi, że Nova Cupiditas, nawet w połowie zneutralizowana, jest cholernie potężna. Już kilkakrotnie karciłem się za to, że nie mogłem zapobiec torturom i morderstwom, których się dopuściłeś. Gdybym wcześniej odebrał ci różdżkę, moglibyśmy wszystkiego uniknąć.
Uniósł brwi.
— W porządku, ale co, jeżeli zostanę zaatakowany i będę musiał się obronić?
— Obiecuję, że ochronię cię przed większością zagrożeń. Nie musisz się też obawiać Rona i Hermiony.
Chociaż Harry brzmiał na pewnego siebie, Draco miał wątpliwości, dlatego też pozwolił, aby w pokoju zapadła cisza.
Mężczyzna podniósł rękę, jakby w przygotowaniu do wygłoszenia jakiegoś wykładu, ale ostatecznie zmienił zdanie i po prostu w nerwowym geście przeczesał ciemną grzywkę, a następnie westchnął ze słyszalnym zmęczeniem. Prawdę powiedziawszy, ten z pozoru mało znaczący gest sprawił, że żołądek Draco zacisnął się w supeł. Najchętniej zrobiłby coś, żeby go pocieszyć, ale jedyna forma wsparcia, jaką mógł zaoferować, nie była obecnie czymś akceptowalnym. Siedział więc cicho i czekał, aż facet znajdzie odpowiednie słowa, aby wyrazić swe myśli — zajęło mu to dużo czasu, bo najprawdopodobniej nie chciał go niczym urazić.
— Nie poświęciłeś zbyt dużo czasu na rozważenie przestępstw, które popełniłeś pod wpływem klątwy? — Usłyszał. — Wiem, że uparcie twierdzisz, że nie pozwolisz, aby Tropiciele Sprawiedliwości mieli nad tobą władzę, ale chciałbym, żebyś się skupił na czymś innym. Pomyśl o przekleństwach, którymi potraktowałeś swojego ojca, Rona i tych mugolaków.
Draco przestąpił z nogi na nogę. W gruncie rzeczy unikał myślenia o popełnionych zbrodniach tak bardzo, jak to tylko możliwe. Wciąż czuł się dziwacznie rozdarty pomiędzy radością a przerażeniem, dlatego też wolał nie rozgrzebywać wspomnień.
— Nie mówię o długofalowych skutkach tych klątw. Tropiciele Sprawiedliwości wiedzieli, a przynajmniej tak im się wydawało, na co się pisali. Można też spekulować, że… poniekąd na to zasłużyli — kontynuował Harry, patrząc nań z powagą. — Martwię się o ciebie, Draco. Czy nie sprawia ci dyskomfortu myśl, że torturowałeś i zabijałeś?
— Powiedzmy. — Wiedział, że pozostałości klątwy zagnieździły mu się w umyśle, gotowe do przypomnienia o sobie w każdym momencie, dlatego też poruszył się niewygodnie i przełknął ślinę, kiedy Harry spojrzał nań z głębokim współczuciem.
To nieszczególnie dobry początek naszych badań.
— Skup się na tym, jak przeżyjesz resztę życia. To logiczne, że nijak wrócisz do tego, kim byłeś wcześniej i właśnie dlatego powinieneś bardziej skoncentrować się na konsekwencjach swoich czynów niż na seksie.
Draco nie odpowiedział. Oczywiście, doskonale wiedział, że to lepsze rozwiązanie. Ta krucha radość z ostatnich kilku dni, którą uważał za wyraz buntu przeciwko ojcu, mogła wynikać z potrzeby ukrycia się za murem, chroniącym go przed przerażającymi myślami.
Mimo to…
— Zaoszczędziłeś mi prześladowań — odparł po dłuższej chwili milczenia. — Teraz zaś sugerujesz, żebym się do ciebie upodobnił. Chcesz, żebym zaczął rozprawiać nad błędami przeszłości i nurzał się w poczuciu winy, bo nie mogę tego naprawić. Nie sądzisz, że to tylko spotęgowałoby beznadzieję mojej sytuacji?
Harry się skrzywił. Czy naprawdę w ten sposób wyglądało jego pragnienie, żeby wszystko potoczyło się inaczej? Zupełnie nie zdawał sobie z tego sprawy.
— To nie tak — powiedział, a potem się zawahał, bo nie potrafił doprecyzować swych myśli. Wkroczył właśnie na terytorium, którego nigdy samodzielnie nie eksplorował. Nie można było zrobić nic, aby naprawić wyrządzone w przeszłości błędy — doświadczył tego z pierwszej ręki. Przez długie lata nienawidził Severusa Snape’a, a potem zmagał się z wieloma koszmarami i niemożnością opanowania gniewu. Szczerze mówiąc, właśnie zalecał coś zgoła odmiennego.
Z drugiej strony, nie powinien rozpraszać się z własnymi problemami. Muszę pomyśleć, czego Draco w rzeczywistości potrzebuje. Jeżeli jestem hipokrytą, niechaj tak będzie. Wszystko dzieje się zbyt szybko. Zanim nadeszło kolejne uderzenie, zawsze miałem więcej czasu na regenerację.
— Nie tak — powtórzył tak spokojnie, jak tylko potrafił. — Możesz odnaleźć pozostałych Tropicieli Sprawiedliwości i doprowadzić ich przed wymiar sprawiedliwości, nie znęcając się nad nimi. To nam udowodni, że nie zachowujesz się irracjonalnie i agresywnie z różdżką w ręku.
— Nie muszę niczego udowadniać — burknął blondyn z błyskiem w oku, który upodobniał go do chłopaka, który przemierzał hogwardzkie korytarze z wysoko uniesioną głową; do chłopaka, który nigdy nie przyznawał się do swoich błędów i miał gdzieś przemyślenie konsekwencji własnych czynów.
— W tej chwili nie masz żadnej pewności, czy rzeczywiście byś się powstrzymał przed okrucieństwem i torturowaniem — argumentował. — Zabiłeś bez wahania. Wiem, że w normalnych okolicznościach nie posunąłbyś się tak daleko, nawet gdyby zakładnikami byli twoi rodzice, bo bezlitosne mordowanie nie jest zgodne z twoją naturą. Zbrodnie, których się dopuściłeś, trochę cię zmieniły i potrzebujesz czasu, żeby się z tym pogodzić.
Draco zmarszczył brwi.
— Co w takim razie sugerujesz w sprawie klątw, którymi potraktowałem mojego ojca i Weasleya?
— Myślę, że przeprosiny w zupełności wystarczą. I może rozmowa. — Harry wzruszył delikatnie ramionami, aczkolwiek nie sądził, aby którykolwiek z nich przyjął przeprosiny. Szczerze wątpił, aby Lucjusz Malfoy zadowolił się czczymi słowami, zaś Ron najprawdopodobniej będzie próbował się odegrać. — Nie musicie być wrogami na zawsze.
— Ojciec nie widzi we mnie nieprzyjaciela.
— Obecnie daleko wam do sojuszników, a przynajmniej tak będzie, gdy poinformujesz go o swoich planach związkowych — stwierdził. — Radzę ci to wszystko przemyśleć.
Draco burknął coś niezrozumiałego pod nosem i spuścił głowę. Harry przez chwilę czekał z nadzieją na odpowiedź, a potem, gdy nic podobnego nie miało miejsca, wrócił do studiowania sporządzonych notatek. Musiał być jakiś powód, dla którego facet stracił nad sobą panowanie, kiedy tylko zobaczył Rona. Najpierw powinni jednak skoncentrować się na uroku, który pozwalałby im stale widzieć klątwę.
Szkoda, że głowę zaprzątał mu inny dylemat. Czy pożądanie, które odczuwa Draco, jest równie silne, co napady zazdrości?
Spojrzał na Malfoya, wciąż wyglądającego na smętnego, po czym westchnął.
Zapytam go później.
Czemu Harry cholerny Potter zawsze sprawia, że myślę o wszystkim, co zrobiłem źle?
Chociaż go obwiniał, doskonale wiedział, że prędzej czy później musiałby stawić temu czoła. Prawdę powiedziawszy, powinien się cieszyć, że Harry nie wyrzucił go za próg, uprzednio nakazawszy porządną rozmowę z ojcem, bo naprawdę nie miał pojęcia, czy dziś starczyłoby mu na to siły.
Ostatecznie ustalili, że zostanie tu na noc, zjedzą razem kolację, a potem rozejdą się do swoich pokojów. Draco będzie spał w tej samej sypialni, co wcześniej, a Harry zabezpieczy swoją, ot na wszelki wypadek.
Z początku chciał się wykłócać i powiedzieć mu, że to niepotrzebny wysiłek, ale chwilę później pożądanie ścisnęło mu gardło i sprawiło, że sapnął, ponieważ wyobraził sobie bruneta na kolanach z szeroko otwartą buzią, gotowego do wzięcia go w usta.
— Wszystko w porządku? — Potter wstał, ewidentnie zaniepokojony. Musiał go uważnie obserwować, co zdecydowanie nie poprawiło mu samopoczucia, przynajmniej w tej chwili.
Umysł miał zamglony, więc wyciągnął rękę i niezdarnie pociągnął się za kołnierzyk szaty. Potrzebował świeżego powietrza i natychmiastowego zdarcia z siebie ubrania. Był sfrustrowany, bo, pozbawiony różdżki, musiał się obejść bez prostego zaklęcia.
Co więcej, Harry będzie musiał poczynić wszystkie przygotowania. Szczerze mówiąc, nie miał nic przeciwko. Sama myśl, że zobaczy go machającego różdżką, wypowiadającego inkantację pokrywającą palce gęstym, lśniącym lubrykantem, a potem obejrzy najprawdziwsze show, podczas którego facet będzie się dotykał, zbliżając do krawędzi…
Nie, nie tak. Sam pragnął to zrobić.
— Draco!
Gwałtownie otworzył oczy, które przymknął, nawet nie zdawszy sobie z tego sprawy. Harry klęczał przed nim, tak jak sobie wyobrażał, ale na tym podobieństwa się kończyły — zamiast psotnego i kuszącego spojrzenia, zielone oczy prezentowały światu powagę i zmartwienie.
— Musisz mi opowiedzieć o pożądaniu. — Usłyszał. — Co obecnie czujesz? Jak myślisz, dlaczego pojawiło się dopiero teraz? Jest słabsze czy silniejsze niż poprzednio?
Spróbował przełknąć ślinę i spojrzeć racjonalnie na sprawę. Jeżeli od czasu częściowego przełamania klątwy, miał rozdarty umysł, powinien umieć się powstrzymać.
— Tak, jest silniejsze — powiedział, bo tylko to przyszło mu do głowy. — Chcę cię zerżnąć.
Harry wyglądał, jakby te słowa wywarły nań olbrzymi wpływ, co z kolei wzbudziło ciekawość Draco. Czyżby gdzieś w zakamarkach gryfońskiego umysłu zrodziła się skryta fantazja? Być może Tropiciele Sprawiedliwości wyrządzili mu przysługę, ukierunkowując go na człowieka, który potrafił sprostać jego apetytowi w łóżku.
Uzmysłowienie sobie podobnej możliwości sprawiło, że krew mu zawrzała, a potem się ostudziła.
Opadł na najbliższe krzesło, czując się, jakby ktoś mieszał mu w głowie.
— Musisz ze mną porozmawiać. — W głosie Harry’ego pobrzmiewało opanowanie, więc wyciągnął doń rękę i złapał go za dłoń. Z pewnością zabolało, ale mężczyzna się nawet nie skrzywił. — Czy pożądanie jest silniejsze, bo jesteś blisko mnie?
Zadrżał i uniósł powieki.
— Najprawdopodobniej — odpowiedział ściszonym głosem. Jakim był głupcem, sądząc, że zapanuje nad swą żądzą?
Brunet westchnął.
— W takim razie powinieneś wrócić do domu. Zachowanie dystansu da ci czasu, żeby pomyśleć o czymś innym i może pogodzisz się z tym, co się właściwie wydarzyło…
— Wykluczone. Wiem, co się wówczas stanie — warknął, nagle zirytowany. — Twoi tak zwani przyjaciele wymyślą tuzin wymówek, żeby podtrzymać ten dystans, a mój ojciec znajdzie sposób, żeby mną manipulować i wmanewrować w to małżeństwo. Mam dziwaczne przeczucie, że może nawet posunąć się do rzucenia zaklęcia pamięciowego. — Pokręcił głową. — Poza tym, obiecałeś mi coś. — Spojrzał mu w oczy i próbował wywrzeć nań wpływ.
Harry niechętnie przytaknął.
— Owszem, obiecałem — mruknął. — Mimo to powinniśmy trzymać się faktów. Powiedz mi, kiedy następnym razem doświadczysz takiego napadu, zarówno pożądania, jak i zazdrości. Wtedy rzucę zaklęcie ujawniające.
Draco westchnął. Wygrał tę batalię łatwiej, aniżeli się spodziewał, więc mógł wykazać się hojnością.
— Wydawało mi się, że nie wiesz, czy ten urok zadziała — powiedział, zmieniwszy uścisk z mocnego na pieszczotliwy.
— To prawda, ale wyeliminowałem kilka zaklęć, które z pewnością nie przyniosłyby nam pożądanego rezultatu, bo ograniczają się do subtelnych śladów magicznych zmian. Chcę wypróbować pozostałe…
Harry zaczął szczegółowo tłumaczyć teorię dotyczącą magicznych sygnatur, ale to przerastało zrozumienie Draco. Nie miał jednak nic przeciwko wykładowi, dlatego też ograniczył się do przytakiwania i wydawania z siebie różnorakich dźwięków w odpowiednich momentach. W międzyczasie obserwował ruchy ust mężczyzny, błysk fascynacji w szmaragdowych oczach i gorącą gestykulację jego rąk.
Wiedział, że Nova Cupiditas wiele mu odebrała. W zamian ujawniła mu jednak piękno, którego wcześniej nie dostrzegał. Tyle dobrego, że ten fenomen będzie istniał niezależnie od tego, czy kiedykolwiek znajdą całkowite przeciwzaklęcie.
— Naprawdę nie widzisz żadnego problemu ze swoimi iście złotymi radami? — Draco był rozgniewany. — Z kim mam o tym porozmawiać? Nie z tobą, bo twierdzisz, że jesteś zbyt powiązany ze sprawą. Rodzice mnie nie wysłuchają, a większość licencjonowanych uzdrowicieli jest wobec mnie uprzedzona, potraktowałaby mnie jak interesujący i jednocześnie dziwaczny eksperyment, albo byłaby kompletnie przerażona, że nie zostałem aresztowany za akty przemocy. Kogo więc proponujesz do roli terapeuty?
Harry odchylił się na krześle i westchnął. Przez ostatnie kilka godzin próbowali znaleźć najlepszego kandydata, który pomógłby Malfoyowi uporać się z jego problemami. Jak już wspominał, wybór był mocno ograniczony.
Naturalnie, nie mógł przyłożyć do tego ręki. Jakby nie patrzeć, był obiektem klątwy i to przez niego Draco z zimną krwią zabił osiem osób. Zamiast wyciągnąć doń pomocną dłoń, usprawiedliwiłby jego działania lub naciskał, że powinien mieć większe wyrzuty sumienia, niż było to uzasadnione.
Najpierw powinienem spojrzeć na siebie, podsumował z niesmakiem. W trakcie wojny uciekałem się do użycia zaklęć niewybaczalnych, a potem unikałem przyznania się do winy.
— Chwileczkę. — Wyprostował się, przypomniawszy sobie coś istotnego. — Hermiona utrzymuje kontakt z kimś, kto specjalizuje się w słuchaniu opowieści o traumach wojennych i pomaganiu ocalałym w radzeniu sobie z popełnionymi zbrodniami.
— Jako tako nie brałem udziału w wojnie — odpowiedział zduszonym głosem Draco. Harry spojrzał nań uważnie i zobaczył, że ma twarz ukrytą w dłoniach. Chcąc nie chcąc, Malfoy nie mógł po prostu zignorować wszystkiego, co się w międzyczasie wydarzyło, zwłaszcza że zależało mu na akceptacji propozycji związku, a emocje go przytłaczały.
— Owszem, ale byłeś pod wpływem Novy Cupiditas, a większość ludzi widzi w tym okoliczność łagodzącą — odparł ze spokojem. — Hermiona korzystała z usług tego specjalisty, żeby poradzić sobie z faktem, że odebrała swoim rodzicom wspomnienia, aby Voldemort ich nie dopadł.
— Granger naprawdę to zrobiła? — zapytał z niedowierzaniem blondyn.
— Tak.
Hermionie pomogła rozmowa. Z każdej sesji terapeutycznej wychodziła o wiele spokojniejsza, chociaż blada skóra i ślady łez na policzkach jasno wskazywały, że swoje tam wycierpiała. Szczerze mówiąc, czasem się zastanawiał, czy sam nie powinien spróbować uporać się z traumatycznymi wydarzeniami, ale cena była zbyt wysoka. Poza tym, znając jego szczęście, ktoś odkryłby, że słynny Harry Potter spotyka się z terapeutą i poleciałby z sensacją do Proroka Codziennego.
— Zaczynam lubić tę dziewczynę — burknął Draco.
Brunet zmarszczył brwi.
— Czy to oznacza, że będziesz w stanie kontrolować swą zazdrość, będąc w jej towarzystwie?
— Nie powiedziałeś, kogo właściwie odwiedziła. — Mężczyzna uniósł dłoń do góry. — Zdradź, proszę, szczegóły.
— Kobietę o imieniu Sanguis–Mentis — odpowiedział, obserwując mimikę Draco bardzo uważnie. Facet sprawiał wrażenie szczerze zaskoczonego, więc kontynuował, nie chcąc przypadkiem zaognić sytuacji brakiem informacji. — Hermiona powiedziała, że była w stanie załagodzić ból, który odczuwała i sprawić, że przestała się zadręczać. Chwaliła sobie przede wszystkim jej profesjonalne podejście do problemu i spokój, którym emanowała. Nie wiem, czy do ciebie to również przemawia. Nie wiem również, czy w twoim przypadku zastosowałaby tę samą technikę, ale może warto przemyśleć sprawę.
— Co sprawiło, że ta kobieta była w stanie spojrzeć na wojnę z innej perspektywy? — zapytał podejrzliwie Draco. — Jeżeli jest mugolką i miała minimalną styczność z czarodziejskim światem, to nie rozumiem, jakim cudem Granger się przed nią tak otworzyła.
Harry się skrzywił. Mógł się spodziewać, że Malfoy szybko dostrzeże słaby punkt terapeutki. Mimowolnie się zastanowił, czy przyjaciółka potrząsnęłaby głową z politowaniem, gdyby się poskarżył.
— Cóż, Sanguis–Mentis nie jest człowiekiem i nie należy do rasy stworzeń na co dzień egzystujących z czarodziejami, jak na przykład skrzaty domowe — przyznał. — Zgodziła się pomóc Hermionie ze względu na niecodzienną zapłatę za usługi.
— Harry. — Draco zmrużył podejrzliwie oczy.
— Jest wampirzycą — powiedział, gdyż miał świadomość, iż jeżeli nadal będzie próbował to przeciągnąć, raz na zawsze straci swą szansę. — Mniej więcej, po prawdzie. Hermiona wiedziałaby lepiej, bo to dużo czytała o magicznych stworzeniach. Sanguis–Mentis jest spokrewniona z dementorami, ale w przeciwieństwie do nich, żywi się wyłącznie rozpaczą i emocjonalnym cierpieniem, a nie szczęściem. Była w stanie pomóc, bo dosłownie usunęła część traumy.
Mężczyzna powoli wypuścił wstrzymywane powietrze. Jego oczy błyszczały, ale nie było w nich nawet śladu gniewu, którego, prawdę powiedziawszy, od początku się spodziewał. Zamiast tego, Malfoy wyglądał na rozbawionego.
— Hm?
— Jestem zdumiony, że Granger uciekła się do tak drastycznego środka — podsumował blondyn. — Byłem przekonany, że niczym dobra, szlachetna gryfonka, zamierza cierpieć za swe występki do końca życia. Nawet w najśmielszych snach nie przypuszczałem, że zgodzi się zawrzeć pakt z magiczną istotą.
— Jak widać, nie znasz Hermiony zbyt dobrze. Wbrew temu, co ci się wydaje, nie widzi wartości w nurzaniu się w poczuciu winy. Wyrzuty sumienia same w sobie są nieprzydatne, dlatego też lepiej się ich pozbyć. — Uśmiechnął się Harry. — Hermiona po prostu nie widziała żadnego sposobu na zrekompensowanie swoich wojennych występków, więc ograniczyła się do uleczenia umysłu.
— W porządku, wróćmy na moment do mnie. — Draco westchnął. — Mówiłeś o poszukiwaniach Tropicieli Sprawiedliwości i przeprosinach. — Ostatnie słowo zaakcentował z wypisaną na twarzy niechęcią i rezygnacją. Wyglądał, jakby wziął na rękę jadowitego pająka.
Zamrugał, zdezorientowany.
— Owszem, wspominałem, ale też z góry założyłem, że zrezygnujesz z tego pomysłu — stwierdził zgodnie z prawdą. — A musisz jakoś pozbyć się tej udręki.
Malfoy potrząsnął głową.
— Wolałbym jeszcze trochę pożyć, niż powierzyć się kuzynce dementorów. Albo wampirzycy — stwierdził. — Może kiedyś, jeżeli inne metody okażą się nieskuteczne — dodał, zobaczywszy powątpiewające spojrzenie Harry’ego.
Przytaknął.
— Może zechcesz porozmawiać z Hermioną o terapeutce, na wypadek, gdybyś zmienił zdanie?
Draco się spiął, a potem otworzył usta, żeby odpowiedzieć, ale właśnie wtedy ktoś im przerwał, poruszywszy się w drzwiach salonu. Gdy Harry uniósł wzrok, zobaczył Rona.
— Hermiona chce tu przenocować, tak dla zachowania ostrożności — zagaił neutralnym tonem przyjaciel, a potem się skrzywił, chociaż unikał patrzenia blondynowi w oczy. To zrozumiałe, a jego prawdziwe zamiary pozostawały jasne. Zamiast spędzić tu noc, wolałby obudzić się we własnym łóżku.
— W porządku — odparł krótko. — Zakładam, że ty niekoniecznie.
— Ano, owszem. — Ron nie mógł się powstrzymać i zerknął w przelocie na Draco.
Harry poszedł za jego przykładem i prawie sapnął. Malfoy gapił się nań wzrokiem wygłodniałego tygrysa, a szare oczy przywodziły na myśl burzowe niebo. Z nadmiaru emocji zaciskał dłoń na oparciu krzesła, jakby nade wszystko pragnął rzucić nim w Weasleya. Mruczał pod nosem coś, co przypominało cichą inkantację zaklęcia przywołującego, więc najprawdopodobniej chciał przyzwać do siebie różdżkę.
To była szansa, na którą czekali. Zrozumiawszy powagę sytuacji, natychmiast dobył własnego oręża i rzucił zaklęcie, które — jak miał nadzieję — ujawni subtelne zmiany w umyśle Draco.
Urok zaiskrzył, przez chwilę jakby się wahał, a następnie przylgnął do ramion mężczyzny niczym ogień świętego Elma. Harry zmrużył oczy, żeby lepiej się przyjrzeć. Skoncentrowany na zadaniu, zobaczył coś, co przypominało ciemną mgiełkę zazdrości, przeszytą jasnymi iskierkami.
Z trudem przełknął ślinę. Teraz gdy częściowo zneutralizował klątwę, nie spodziewał się, że mgła będzie tak gęsta i dusząca. Nie wiedział też, co oznaczają migoczące iskierki, ani tego, dlaczego nagle rozbłysły, zabarwiwszy się na czerwono, kiedy Draco odwrócił głowę, aby nań spojrzeć. Bezpiecznie było założyć, że pożądanie brało go we władanie. Facet wstał z krzesła i doń podszedł tym samym wabiącym krokiem, co wcześniej.
— Harry — wyszeptał chrapliwie.
Brunet spróbował zignorować ukłucie rozczarowania, które momentalnie nim zawładnęło. Teraz zdobył dowód, iż żądza Malfoya wynikała z klątwy, a nie z rzeczywistego pragnienia. Mgła ciemniała z sekundy na sekundę, aż migoczące czerwone iskierki całkowicie zniknęły.
Ron odchrząknął.
— Bez urazy, stary, ale naprawdę chciałbym oszczędzić sobie widoku was dwóch tarzających się na podłodze.
— Lepiej nas niż was. — Draco się doń odwrócił, owładnięty gniewem. Ciemna mgła wiła się wokół jego ramion i gęstniała; po szkarłatnych błyskach nie było nawet śladu.
Jeżeli czerń symbolizowała zazdrość, a czerwień pożądanie…
Harry przełknął ślinę. Nie wiedział, jak i dlaczego sposób, w jaki postrzegał emocje, różnił się od pierwotnej klątwy, ale rozumiał wystarczająco dużo, żeby zdawać sobie sprawę z powagi problemu.
Spróbuje swych sił. Oczywiście, że spróbuje. Limit czterech prób nie jest też trudny do przekroczenia.
Najgorsze, że gdzieś w sercu obawiał się, że polegnie na całej linii i nie przełamie Novy Cupiditas.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz