Pewnego dnia będą dla siebie kimś więcej. Na pewno? Może. Draco wciąż starał się wymyślić, jak najlepiej zrównoważyć ich obecny związek z sennymi przebłyskami z przyszłości. Czuł pragmatyczny impuls, żeby zaplanować i modelować ich przyszłość w oparciu o wizje, których doświadcza. Naprzemiennie zachwycał się nieruchomościami, a potem wpadał w panikę. Nie radził sobie z racjonalizacją myśli, że Potter faktycznie był jego rodziną.
To było niepokojące i absurdalne. Żeby nie poddawać się tym beznadziejnym rozmyślaniom, kompulsywnie przeglądał domy z nadzieją, że nie zobaczy tego, do którego się już przyzwyczaił.
Wtem drzwi do przedziału, który dzielił z przyjaciółmi, się rozsunęły, a w progu stanął Potter.
— Mogę cię prosić na słówko? — zapytał grzecznie.
Blaise zrobił szyderczą minę, Crabbe spojrzał nań gniewnie, Pansy zmarszczyła nos z obrzydzeniem, zaś Goyle uśmiechnął się przyjaźnie.
— Szkoła się kończyła, kutas Draco jest teraz miękki — parsknęła nieprzyjemnie Parkinson.
Potter zaczerwienił się gwałtownie i zacisnął z gniewu usta.
— Wynoś się Potter, śmierdzisz nieudolnością — dodał Zabini.
Malfoy nonszalancko schował twarz za magazynem z nieruchomościami.
— Cokolwiek masz do powiedzenia Draco, możesz to powiedzieć przy nas. — powiedział Crabbe.
Goyle przyłożył palec do ust, jakby w zamyśleniu, a następnie się przesunął, żeby zrobić chłopakowi trochę miejsca. Potter stał nieruchomo w drzwiach przedziału, sprawiając wrażenie urażonego. Gdy zrobił minę, jakby chciał rzucić tym wszystkim w czorty i wrócić do swoich przyjaciół, Draco wychylił się znad magazynu i omiótł współdomowników ostrym wzrokiem.
— Wynocha! — powiedział, pomagając sobie różdżką. — Wynocha!
Gdy ślizgoni rzeczywiście wyszli (jeden z nich popłakiwał od klątwy, którą oberwał), Harry uśmiechnął się, ewidentnie usatysfakcjonowany. Draco niemal przepędził ich też z korytarza, ale brunet chwycił go za ramię i wciągnął z powrotem na kanapę.
— Irytujesz się dla mnie. Dosłownie.
Przewracając oczami, Malfoy wepchnął różdżkę z powrotem do kieszeni szaty i usiadł wygodniej. Gryfon zamknął drzwi przedziału, po czym rzucił zaklęcie wyciszające; potem usiadł obok, kładąc mu rękę na kolanie.
— Chciałem... — zaczął, ale Draco przyciągnął go do pocałunku. Harry złapał go za ramiona i stanowczo odsunął, zanim się niebezpiecznie rozpędzili. — ...porozmawiać.
Twarz Ślizgona pociemniała. Gdyby wiedział, że chłopak chce tylko powalczyć, nie kłopotałby się wywalaniem przyjaciół z przedziału.
— No proszę.
— Nie możesz mnie o nic prosić — odpowiedział, kładąc mu rękę na udzie w dość strategicznym miejscu. Chciał jasno wyrazić swe zamiary.
— Po prostu nie wysłuchaj — powiedział z nerwowym uśmiechem Potter. Zaczerwienił się gwałtownie i odsunął delikatnie. — Chcę, żebyśmy wypełnili naszą przyszłość — kontynuował pewniejszym tonem. W jakiś dziwny sposób wiedział, że ma partnera w garści. — To dla mnie szalenie ważne. Ty również. — Spojrzał mu prosto w oczy, dlatego też Draco odwrócił się w stronę okna i wymruczał jakiś mało zobowiązujący pomruk. — Dumbledore powiedział, co prawda, że mamy możliwość zmiany biegu wydarzeń i w ogóle, ale... nie chcę niczego zmieniać... Chcę ciebie, Teddy'ego, Molly... Pragnę naszej rodziny. Mam nadzieję, że ty też... Nie jestem w błędzie, prawda?
Malfoy zerknął na mijane lasy. Miał wrażenie, że został właśnie poproszony o głębokie zaangażowanie i zrezygnowanie z pozostałej mu w życiu wolności. Pojawienie się Molly wszystko skomplikowało. Z roztargnieniem przejechał palcami po lewym przedramieniu. Mogło być gorzej, pomyślał.
— Draco...
Czy naprawdę miał wybór? Taki, który odmieni losy wszechświata?
Słowa Pottera miały sens. Żałował, że tak jest. Harry chciał tylko zabezpieczyć ich przyszłość. Chciał rodziny — pragnął Draco. Chciał wszystkiego, czego się dowiedzieli o przyszłości. Owszem, dawał mu gwarancję, ale dlaczego akurat teraz?
— Tęsknisz za nią? — zapytał.
— Oczywiście, że tak — odpowiedział natychmiast brunet.
Potter był jedyną osobą, z którą mógł porozmawiać na temat Molly. Czasami czuł się aż chory — tak bardzo brakowało mu towarzystwa i miłości córki. Sporo też myślał o Teddym, nie tylko podczas sennych wizji. Sprawa z przypadkową podróżą w czasie okazała się niezłym bałaganem, była niebezpieczna i niesamowicie wyczerpująca. Czemu rzeczy nie mogły być takimi, jak udawali? Niczym?
— Z pewnością wiele się wydarzy, ale nie chcę, żebyśmy wszystko zaprzepaścili, Draco.
Żebyśmy zaprzepaścili nas, dopowiedział sobie ze zmarszczonymi brwiami.
— Czy mamy umowę?
W końcu Draco odwrócił się od okna. Harry na twarzy miał wyraz najwyższej determinacji i upartości. Wyglądał przystojnie i jednocześnie bezbronnie. Oczywiście, nie odpowiedział — po prostu siedział i mu się przyglądał.
Po chwili Potter głośno westchnął i zacisnął swoje dłonie na swoich udach.
— Na pewno chcesz wrócić do domu? — zapytał, ponawiając propozycję wspólnego mieszkania. — Chcę, żebyś był bezpieczny. Na Grimmuald Place jest naprawdę dużo miejsca... — stwierdził cicho. — Nie jedź, proszę.
Pomiędzy nimi zapadła cisza. Powieki Draco drgały, gdy magia chłopaka unosiła się w powietrzu. W przeciwieństwie do poprzedniej propozycji ta nie dotyczyła kwestii wyboru.
Dłonie Pottera opadły na kolana Draco. Sekundę później wziął go za rękę i leniwym ruchem pogładził wierzch.
— Zaloty do ciebie są istnym piekłem — podsumował cicho gryfon. — Nie niwecz przynajmniej mojej ciężkiej pracy. Nie mogę spadać z miotły za każdym razem, gdy mnie dręczysz. Dla ciebie to zabawne. — Pocałował chłopaka w rękę. — Myślę, że możemy być razem. Naprawdę do siebie pasujemy. Wygodnie nam razem. To znaczy… Ukradłem twoje notatki z eliksirów — próbuję ci powiedzieć. W zeszłym tygodniu jak ten Fruwokwiat* wybuchł ci w twarz… to byłem ja. Nie wiem, chyba się nudziłem. Musisz przyznać, że wyszło zabawnie. Kradłem też twoje szaty i chowałem je w szafie Neville'a. Biedny Neville myśli, że mu się trochę przytyło. Zastanawiałem się tylko, ile razy zamówisz nowe, zanim zauważysz brak tych starych. To było naprawdę dziwne. Wyglądało to tak, jakbyś mógł kupować cały czas nowe, jak jakiś szaleniec. — Uśmiechnął się łagodnie. — W każdym razie, pocałunki powinny być bezpłatne — kontynuował po chwili milczenia, wiercąc się na swoim siedzeniu. Pociąg zwalniał. — Jesteś mój, wiesz? I kocham cię. — powiedział, nie odrywając wzroku od dłoni Draco. Przegapił przez to moment, gdy policzki chłopaka zrobiły się całe czerwone. — Obiecuję, że wszystko… wszystko będzie w porządku.
Ekspres zatrzymał się i brunet skradł mu trzy pocałunki. Ostatni smakował rozstaniem. Potem wstał i wyszedł, trąc oczy.
I tak wszystko się skończyło.
W ciągu kilku następnych miesięcy życie Draco zmieniło się zdecydowanie na nędzniejsze.
Był rozproszony przez nieustannie towarzyszący mu stres i wojnę, podczas której stał po złej stronie.
Szósty rok nauki w szkole wydawał mu się teraz odległym snem. Nic nie było takie same. Czuł, jakby minęły dziesięciolecia od poznania Molly. To już nie miało jednak znaczenia. On przeżył, a Czarny Pan zginął. Potter z kolei…
Minął rok. Wojna się skończyła. Dziwacznie było wracać do domu bez towarzyszącego uczucia niepokoju, wspomnień tortur i kontroli, śmierci Crabbe'a. Kurwa.
Kurwa.
Zwymiotował żółcią do pobliskiej doniczki, a potem wczołgał się do łóżka, drżąc niczym w febrze.
Merlinie, czuł się taki stary, taki znużony życiem. Nie mógł uwierzyć, że ma osiemnaście lat.
Pottera widywał przelotnie. W czasie wojny nie mógł sobie pozwolić na rozproszenie, a po zakończeniu konfliktu postawił na obojętność.
Wszędzie latały klątwy, a trawniki Hogwartu pełne były trupów.
Potter zginął. Na moment.
Ciało Draco zaczęło drżeć jeszcze bardziej.
Potter… Chodziło tylko o seks i ucieczkę od ponurej rzeczywistości. Dziecinny romans. Draco wcale nie czekał na coś tak niepoważnego. To był długi rok.
Molly była po prostu jedną z nieskończonych możliwości dla ich przyszłości. Miło było poznać potencjalną córkę, ale teraz stanowiła tylko i wyłącznie fantazję. Co za głupota. Po tym wszystkim chciał po prostu normalnie oddychać, delektować się samotnością i próbować złożyć to, co z niego zostało.
I to właśnie robił — ledwo co dychał.
Z łóżka wyczołgał się dopiero tydzień później. Posprzątał po sobie i zgarnął nieświeżego tosta, którego skrzaty zostawiły wczoraj wieczorem na stoliku nocnym. Potem podniósł dwa listy, które leżały obok. Idąc na tył domu, ze wszystkich starał się nie wpaść na rodziców. Nie umiałby im odpowiedzieć, jak teraz się czuje. Przez moment wpatrywał się w doskonale utrzymane ogrody, choć tak naprawdę to ich nie widział.
Po kilku minutach spuścił wzrok na trzymane w dłoniach listy.
Jeden z nich okazał się akceptacją stażu z eliksirów, o który ubiegał się w jakimś maniakalnym stanie nadproduktywności. Severus gorąco polecał mu ten staż, a teraz leżał złożony w grobie…
Drugi list zawierał — o zgrozo! — ofertę dołączenia do drużyny Armat z Chudley. Najwyraźniej wysłali swojego przedstawiciela na ten feralny mecz w Hogwarcie i byli pod wrażeniem jego umiejętności. Nie było to znaczące — Armaty były jedną z najgorszych drużyn. I wybrali Draco. Jakie to żenujące.
W alternatywnym świecie jednak przyjął ich ofertę. Czy to wojna sprawiła, że tak postąpił? A może… coś innego?
Wiedział, że jego przyszłość związana będzie z Armatami, a drużyna wzniesie się z popiołów. Niedługo potem wygra Puchar Ligii.
Nie tego obecnie pragnął. Jego oczy rozbłysły, a list stanął w płomieniach. Draco nie był do końca pewien, czy było to zamierzone.
Przez jego klatkę piersiową przebiegło bardzo nieprzyjemne uczucie. Wojna się skończyła. Wszystko w porządku. Swoją uwagę skupił na pawiu, który dreptał nieopodal. W oczach zwierzęcia zobaczył jakąś czarną plamkę. Gdy potarł oczy, plama się powiększyła.
Zamrugał, czując, że zaczyna otaczać go znajome uczucie.
— Cholera — syknął, nie mogąc opanować opadania powiek.
W wizji zobaczył Molly.
Dziewczynka miała już jedenaście lat i stała na peronie 9 i 3/4.
Miała na sobie żółto–czarną sukienkę, ot w puchońskich barwach. Jej blond włosy wciąż były splątane, ale sięgały do dolnej części pleców. Wyglądała na niepokojąco bezbronną. Jej zielone oczy błyszczały z podniecenia — była zdecydowanie zbyt ładna.
Draco poczuł, że jego prawa ręka jest ściskana przez drugą, ale nie widział czyją.
Obok Molly stał nastoletni Teddy, dziś w granatowych włosach. Musiał mieć około czternastu lat i wydawał się małomówny. Nie zwracał uwagi na swoją rodzinę — jego oczy wędrowały po grupie dziewcząt przechodzących obok.
— Ty z nami, Teddy? — zapytał stojący obok Harry. W dłoniach trzymał ropuchę, którą ostrożnie podał Molly. Dziewczynka natychmiast wepchnęła ją do kieszeni i uśmiechnęła się złośliwie.
— Będę za wami tęsknić. — powiedziała nieszczęśliwie, na co Draco przewrócił oczami. Molly rzuciła się w ramiona taty, który podniósł ją i obrócił w powietrzu, rzucając przy tym szeroki uśmiech do swojego męża.
— Też będę za tobą tęsknił, mały diabełku — powiedział z miłością. — Bądź łagodna dla nauczycieli, dobrze?
Potem dziewczynka niemal zgniotła talię Draco. Nie miała w sobie nic z charakterystycznej dla Malfoyów elegancji. Musiał jednak przyznać, że miała mocny uścisk. Odwzajemnił gest, ale tylko jedną ręką, bowiem w drugiej wciąż znajdowała się inna — jakaś mniejsza.
Molly uklęknęła przy kimś, kto stał po prawej stronie, podczas gdy Draco wymienił znaczące spojrzenie z Harrym. Brunet przyglądał się tej scenie z ulgą i melancholią w oczach.
— Będziesz się nią opiekować, prawda? — zapytał, patrząc na Teddy'ego.
— No pewnie, że będę — odpowiedział chłopiec, wreszcie odrywając wzrok od dziewcząt. Chwilę później mocno uściskał obu mężczyzn. Potem pochylił się i poklepał to dziwne coś, co stało obok Draco, po czym popędził w kierunku bliżej niezidentyfikowanej rudej uczennicy.
Molly została wreszcie odciągnięta przez jakąś dziewczynę o ciemnych włosach. Zaczęły rozmawiać na temat znalezienia dobrego miejsca w pociągu.
Serce Draco tonęło, gdy patrzył, jak dwójka z jego dzieci znika w tłumie. Ta ruda czarownica obejrzała się na nich, po czym pobiegła za swoimi koleżankami.
Obok nich pojawiła się Pansy, ubrana w ołówkową spódnicę z perfekcyjnym podszyciem. Wyglądała jak jakaś zdziczała bibliotekarka.
Blondyn wzruszył ramionami.
— Zostaną przyjaciółmi — powiedział nieprzekonująco.
— Zależy, jak bardzo tego chcą — powiedział Ron, stając obok nich. Następnie dał Harry’emu kuksańca. — Jestem przekonany, że Rose będzie krukonką! Ma łeb na karku.
— Jak myślisz? — zapytał Potter, zwracając się do Draco. — Jak bardzo rozczarowana będzie Molly, gdy zostanie przydzielona do Slytherinu?
Draco uśmiechnął się złośliwie, zachowując odpowiedź dla siebie.
Kiedy wrócił do rzeczywistości, serce waliło mu niczym młotem i z ledwością łapał oddech. Nie sądził, że jeszcze kiedyś zobaczy Molly. Tak właściwie to nie miał żadnej wizji od ponad roku. Wiedziony impulsem chwycił się mocno za klatkę piersiową, próbując uspokoić rozszalałe serce i wtedy poczuł otaczającą go znajomą magię.
Po kręgosłupie przebiegł mu dreszcz przyjemności, a nozdrza wypełnił słodki zapach, gdy chłopak usiadł obok niego.
— Potter.
* „Fruwokwiat" — w oryginale „Fellikweed” — szukałam wszędzie i nie znalazłam takiego ziółka, nawet po angielsku. Nie znalazłam też żadnej wybuchającej rośliny. Podejrzewam, że po prostu wynalazła ją autorka. Żeby jednak to się trzymało kupy, zastąpiłam ją „Fruwokwiatem" (ang. Flitterbloom). W uniwersum HP jest to roślina spokrewniona z diabelskimi sidłami, ale w przeciwieństwie do nich, nie jest groźna. Nie wybucha, ale pozwólmy działać naszej wyobraźni — skoro w nazwie ma „fruwa” od „fruwać” to mogła w magiczny sposób podlecieć do Draco i eksplodować. Z racji tego, że nie jest niebezpieczna, to nasz bohater nie skończył w bandażach. Jeśli ktoś natknął się na magiczną roślinę, która potrafi wybuchnąć, to dajcie znać w komentarzu
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz