HARRY POTTER
FANFICTION
[Post–Hogwart Times]
MINISTER SCRIMGEOUR NIE POCHWALA!
Przekład: Glenka, 2018
Korekta: Glenka, 2025
Oryginał: „Minister Scrimgeour Does Not Approve” Lomonaaeren
Pairing: Harry Potter/Draco Malfoy
Rodzaj: Miniatura
Zgoda: Jest
Uwagi: Tekst został napisany przed DH, więc jest to AU, gdzie Scrimgeour i Tonks przeżyli wojnę
Streszczenie: Prawo nie budzi żadnych wątpliwości — aurorzy, będący partnerami, nie mogą być ze sobą w związku. Minister Scrimgeour jest przekonany, że Potter i Malfoy są kochankami, ale żeby dopiąć swego, w pierwszej kolejności musi to udowodnić. Od jakiegoś czasu pragnie pozbyć się z Ministerstwa Chłopca, Który Przeżył, ale obaj aurorzy są nadzwyczaj sprytni
Disclaimer: This story is based on characters and situations created and owned by JK Rowling, various publishers including but not limited to Bloomsbury Books, Scholastic Books and Raincoast Books, and Warner Bros., Inc.
No money is being made and no copyright or trademark infringement is intended.
Alternative Universe Story.
MINISTER SCRIMGEOUR NIE POCHWALA!
Minister Rufus Scrimgeour nie był przyzwyczajony do tego, aby jego plany obracały się przeciwko niemu. Był człowiekiem sprytnym. Wojnę przetrwał dzięki umiejętnościom posługiwania się różdżką, jak również dzięki sprytowi i pomysłowości swoich ochroniarzy. Utrzymał kontrolę podczas burzliwego okresu przejściowego, w którym Korneliusz nie dawał sobie rady.
Jeśli cokolwiek szło źle, był w to zamieszany Harry Potter.
Rufus zdecydowanie nie pałał sympatią do Sam–Wiesz–Kogo, ale nie miał żadnych wątpliwości, że czarodziejski świat wiele by zyskał, gdyby Potter również zginął na wojnie, wypełniając swój święty obowiązek.
Oczywiście, niczym na przekór, chłopak przeżył, a potem śmiał prosić o wcielenie go do oddziału aurorów, najbardziej elitarnej jednostki w Wielkiej Brytanii. Rufus, wciąż zadowolony z odzyskanej wolności i zakończenia konfliktu, hojnie wyraził zgodę, mimo że dzieciakowi brakowało porządnie zdanych owutemów.
Niedługo potem Potter zaczął go męczyć, aby jego najlepszy przyjaciel, Ronald Weasley, też otrzymał ten zaszczyt. Próbował protestować, zdając się na zdrowy rozsądek, ale zagrożono mu ujawnieniem dziennikarzom szczegółów tejże pogawędki. Niestety, prasa bardzo się wtedy interesowała Harrym Potterem i nawet informację, że kichnął, rozdmuchiwała do rangi katastrofy narodowej. Gdyby przypadkiem zasugerował w wywiadzie, iż Rufus uwikłał się w coś skandalicznego, jego kariera polityczna zakończyłaby się szybciej, aniżeli zaczęła.
Nie mógł do tego dopuścić, bowiem czarodziejski świat potrzebował przecież odpowiedniego lidera. Utrata kontroli z powodu Weasleya zdecydowanie nie była warta świeczki.
To oczywiste, że się zemścił.
Jako że naprawdę nie mógł odmówić Potterowi i Weasleyowi, nie mógł również oddalić wniosku Dracona Malfoya, o czym poinformował natręta dokładnie miesiąc później, kiedy to został napadnięty na ministerialnych korytarzach z żądaniem odpowiedzi na pytanie, dlaczego śmierciożerca przechodzi właśnie szkolenie aurorskie.
Potter przez chwilę po prostu na niego patrzył, a potem bez słowa przeprosin wypadł z jego gabinetu. Mimo że czasem bywał irytujący i dziecinnie naiwny, miał wystarczająco dużo oleju w głowie, żeby zrozumieć, że został sromotnie pokonany. Cholernie usatysfakcjonowany utarciem chłopakowi nosa, Rufus zachichotał.
Gorzko się przeliczył.
W odwecie Potter zaczął głośno i wyraźnie kwestionować metody treningowe oraz nalegał, aby partnerować Weasleyowi, mimo że ten lepiej radził sobie z innymi. Co gorsza, wciąż nazywał się człowiekiem Dumbledore’a, nawet jeżeli dyrektor Hogwartu był martwy od wielu lat. Grupa, która powstała z tego tworu, najprawdopodobniej knuła przeciwko Ministerstwu. Chociaż uparcie twierdzili, że są nieformalnym stowarzyszeniem, które spotyka się raz w tygodniu, żeby „podyskutować” na tematy polityczne, Scrimgeour wiedział lepiej. Nawet jeżeli nazywali się „Czarodziejami Dumbledore’a” (albo raczej „Ludźmi Dumbledore’a, o co szumu narobiła Hermiona Granger), po prostu spiskowali, kiedy nikt nie patrzył.
Chcąc zdusić bunt w zarodku, podjął się następnej zemsty i przypisał Potterowi Malfoya, kiedy obaj skończyli szkolenie i zażądali partnera.
Niestety, to był dopiero początek kłopotów — potem nieustannie zmagał się z bólem głowy. Gdy ci dwaj wspólnie przystąpili do pracy, okazało się, że nawet przy utrudnianiu im życia niezwykle trudnymi śledztwami, w ekspresowym tempie znaleźli się na szczycie listy najskuteczniejszych aurorów Kinsleya Shacklebolta…
Kiedy nie skupiali się na sprawach zawodowych, kłócili się o dosłownie wszystko, począwszy od najlepszego gatunku herbaty po kwestię uwolnienia dawnych śmierciożerców, którzy współpracowali z Zakonem Feniksa. Nieustanne przekleństwa, krzyki i mrożąca krew w żyłach cisza sprawiały, że każdy auror w promieniu stu stóp od nich był bardzo nieszczęśliwy. Dyscyplinowanie ich nie przynosiło żadnych rezultatów, a ponieważ byli dobrzy w tym, co robili, Kingsley był temu niechętny. Zbyt miękki, podsumował Rufus.
Teraz wszystko się zmieniło.
Usiadł z powrotem na krześle za biurkiem, uśmiechając się słabo. Wciąż miał pięć minut do przybycia aurorów. Co prawda — Potter, nadużywając swojej nadzwyczajnie wysokiej pozycji, nigdy nie stawiał się punktualnie.
W głowie Rufusa zrodził się plan zemsty, o którym wcześniej nawet nie śnił. Wyglądało na to, że cienka jest granica między miłością a nienawiścią. Potter i Malfoy durzyli się w sobie, był tego pewien, a dzięki przepisowi wydanemu przez Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów, po niesławnym romansie Septimusa Prince'a i Elli Weasley prawie sto lat temu, aurorzy pozostający kochankami lub małżeństwem, nie mogli sobie partnerować.
Rufus zamierzał pozbyć się Pottera raz na zawsze.
Musiał tylko przyłapać parę na gorącym uczynku.
Dziesięć minut później usłyszał pukanie. Pokręcił głową, usiadł, poprawił dokumenty leżące na swoim biurku, rozejrzał się, by upewnić, że gabinet jest czysty i onieśmielający jak zawsze — oprawione zdjęcia wielu pojmanych czarnoksiężników wciąż wisiały na ścianach — i wtedy odwrócił się w stronę drzwi.
— Wejść.
Potter prezentował hardą postawę — uniósł wysoko podbródek i omiótł go twardym spojrzeniem. Efekt, który zawzięcie próbował osiągnąć, niweczyła jednak cienka linia zarostu wokół szczęki. Malfoy był zdecydowanie bardziej zadbany, dlatego też spojrzał nań z aprobatą. Chociaż wciąż nosił na przedramieniu Mroczny Znak, dobrze rozumiał swą pozycję w społeczeństwie. W trakcie wojny zmienił strony i od tego czasu trzymał się ubocza, cichy, ale skuteczny. Całe szczęście, że nie szafował wszędzie nazwiskiem, jak jego zmarły ojciec. Dopiero partnerowanie Potterowi sprawiło, że zaczął się głośno odzywać.
Już bez znaczenia, podsumował w myślach. Szala się przechyliła.
— Panowie. — Rufus pochylił głowę i cierpliwie poczekał, aż aurorzy przestaną rzucać sobie mordercze spojrzenia i raczą się skoncentrować. — Wezwałem was tutaj, ponieważ obserwacje przekonały mnie, że macie coś do powiedzenia na temat waszych... wzajemnych stosunków — urwał, patrząc na nich wyczekująco. Nawet gdyby Potter nie zrozumiał insynuacji, Malfoy z pewnością wykaże się większym rozsądkiem — był chłodny, a nie zuchwały.
Obaj mężczyźni tylko zmarszczyli brwi. Potem Potter podniósł rękę, by podrapać się po szczecinie i otworzył usta, jakby chciał coś powiedzieć. Malfoy jednak przerwał mu, zanim ten zdążył chociaż zaczerpnąć powietrza.
— Znowu drapiesz te pchły? — wyszeptał. — Śmiem twierdzić, że po spędzeniu jednej nocy w gnieździe Weasleyów musisz codziennie kąpać się w czepku przeciwwszawiczym.
Potter natychmiast się do niego odwrócił, tak czerwony, że odznaczały mu się tylko ciemne włosy. Rufus sam sobie przytaknął. Wszystko było jasne niczym słońce. Malfoy pochylił się naprzód, aby seksownym głosem wypowiedzieć te słowa; nie dziwota, że Potter poczuł się zażenowany insynuacjami dotyczącymi swej długoletniej znajomości z córką Artura Weasleya. Bez wątpienia stanowiła ona sprawę sporną, bowiem dziewczyna służyła Potterowi za doskonałą przykrywkę, jakoby był heteroseksualny — przez to często odwiedzał Norę.
— Uwierz mi, Malfoy. — powiedział brunet głębokim i pełnym złości głosem. — Jedynym powodem, dla którego mógłbym się wykąpać, byłoby posiadanie takiej skazy na swoim ciele, jaką masz ty.
Sprzeczka kochanków, pomyślał Minister, kaszląc delikatnie.
— Panowie...
Znów jestem nieistotny.
Zawsze miał takie odczucia, kiedy ci dwaj zaczynali te słynne słowne przepychanki; stał wówczas między przysłowiowym młotem a kowadłem. Gdy tak rozmyślał, mężczyźni się do siebie zbliżyli i toczyli z pozoru intensywny pojedynek na spojrzenia. Oddychali szybciej, niż przeciętny człowiek, a w powietrzu unosiła się magia (głównie należąca do Pottera), niczym rój much latający wokół głów. Zdeterminowany, aby osiągnąć cel, Rufus przygotował się do zebrania dowodów na ich potajemny związek.
— Wiesz, co uczyniłem, żeby ci pomóc wygrać wojnę — odszepnął Malfoy.
— Oczywiście. — Potter próbował udawać znudzonego. Wszystkiemu przeczyły roziskrzone oczy. — Raczej trudno przegapić fakt, że nie postawiłeś stopy na polu bitwy.
— Zaopatrywałem twój mały Zakon w niezbędne eliksiry.
— Dajże spokój, Draco!
Bez wątpienia miał doświadczenie w jęczeniu tego imienia w chwilach szczytowej namiętności, zauważył Rufus.
— Obaj wiemy, że uciekasz się tylko do zachodzenia wrogów od tyłu po wielu miesiącach skrupulatnych przygotowań! — kontynuował Potter z nikczemnym uśmiechem na ustach. — Raczej nie dokonasz tego samego na polu bitwy, prawda? Zwłaszcza że nie ma już z nami Snape’a, który ocaliłby twoją leniwą dupę.
Czy odnosiliby się do swoich tyłków, gdyby nie byli kochankami?
Malfoy zrobił jakby zrozpaczoną minę.
— Ile razy ocaliłem twoją dupę w terenie, Potter?
— Trzy — odpowiedział natychmiast pytany. — W innych przypadkach z góry zakładasz, że pełnię rolę Snape’a.
Rufus uciął ryk blondyna machnięciem ręki.
— Wystarczy — powiedział zdecydowanie, chcąc zaprowadzić w biurze należyty porządek. — Muszę was ostrzec, że jeśli nie będziecie w stanie powstrzymać się od kłótni, spędzicie kolejnych kilka tygodniu w zawieszeniu.
Potter ponownie skupił się na nim.
— Nie może pan tego zrobić! — zaprotestował.
Rufus odczekał chwilę, żeby mężczyzna przypomniał sobie, że rozmawia z przełożonym, ale gorzko się rozczarował. Ani krztyny szacunku, doprawdy.
— Jesteśmy najlepszymi aurorami i...
— Niestety regularnie zakłócacie funkcjonowanie całego departamentu tymi bezsensownymi walkami — przerwał mu ostrym tonem, a potem milczał przez minutę, udając, że zastanawia się nad czymś niezwykle ważnym. — Niemniej jednak nie można wam odmówić sumiennej pracy. Obaj staracie się podtrzymać dobre imię Ministerstwa — kontynuował, zaś Potter uśmiechnął się z zadowoleniem, w pełni przekonany, że Scrimgeour bardziej sobie ceni tę reputację, aniżeli święty spokój. Niedługo się na tym przejedzie. — Biorąc to pod uwagę, mogę się zgodzić na następny miesiąc próbny. — Zdecydowanie potrzebował czasu na zgromadzenie dowodów. Tyle mógł się jeszcze przemęczyć. Ostatecznie potem raz na zawsze pozbędzie się Harry’ego Pottera.
Chłopak zacisnął zęby, ale skinął posłusznie głową. Malfoy z kolei splótł ręce na piersi i wbił w partnera intensywne spojrzenie, zupełnie jakby chciał wypalić mu dziurę w boku.
— Możecie odejść, panowie — powiedział Rufus, wracając do pracy.
Gdy tylko zamknęli za sobą drzwi, do jego uszu dobiegł dźwięk kolejnej sprzeczki, tym razem dotyczącej winy za fiasko. Westchnąwszy pod nosem, pokręcił głową. Z tego, co się orientował w temacie, wiele par używa kłótni jako narzędzia do wyładowania nagromadzonego napięcia seksualnego. Myśl, że Potter i Malfoy potrzebują tego typu rozrywki, chociaż spędzają razem masę czasu poza pracą, była co najmniej niepokojąca.
Wzdrygnął się i skupił się na pozytywach. Wreszcie poczynił pierwsze kroki w kierunku upragnionej ciszy i spokoju. Nie zmarnuje danej od losu szansy, działając zbyt pochopnie.
Rufus bardzo ostrożnie przemierzał Biuro Aurorów. Rzucił na siebie zaklęcie wyciszające i kameleona, by nie zostać zauważonym, chociaż Potter miał niesamowitą umiejętność dostrzegania ukrywających się przestępców, której podobno nauczył się od Szalonookiego Moody'ego. Ostrożności jednak nigdy za wiele. Przezorny, zawsze ubezpieczony.
Oczywiście, zaklęcie śledzące, które rzucił na całe biuro, poinformowało go, że Potter i Malfoy wrócili do Ministerstwa o późnej godzinie, o której dawno powinni być w łóżkach. Rufus nie mógł się oprzeć pokusie. Gdyby tylko udało mu się ich sfotografować w kompromitującej sytuacji na korytarzu, nie musiałby czekać całego miesiąca. Z zadowoleniem poklepał dłonią owinięty wokół nadgarstka aparat.
Zatrzymał się przed wejściem i przekrzywił głowę, żeby lepiej słyszeć. Ku jego frustracji, mężczyźni tym razem na siebie nie krzyczeli, przez co ciężko było zrozumieć sens poszczególnych słów. Scrimgeour wyciągnął różdżkę i niezauważalnie przetestował czary na drzwiach. Przełamanie zabezpieczeń zajęłoby mu kilka dobrych minut, dlatego też postanowił sobie odpuścić i potrząsnął głową.
Właśnie wtedy usłyszał Malfoya mówiącego „szlama”, a po nim głośny trzask, sugerujące potencjalne kłopoty. Sekundę później na korytarzu zapadła przerażająca cisza.
Rufus uniósł brwi. Nie był pewien, co tam się właściwie stało, ale wiedział, że to doskonała wymówka, aby wkroczyć do akcji. Każdy, kto by tędy przypadkowo przechodził, interweniowałby.
Rzucił kilka Alohomor, a nałożone na drzwi bariery natychmiast się rozpłynęły. Zdeterminowany, wszedł do biura i z zaciekawieniem omiótł wzrokiem dwóch aurorów.
Uśmiechnął się triumfująco.
Obaj byli mocno zaczerwienieni, najprawdopodobniej zażenowani przyłapaniem na gorącym uczynku. Włosy Pottera były bardziej zmierzwione, niż zazwyczaj, co sugerowało, że Malfoy przeczesywał je palcami. Sam blondyn leżał na podłodze, tuż obok swojego biurka. Miał opuchniętą i zakrwawioną wargę. W normalnych okolicznościach, gdyby nie był świadomy prawdziwej natury ich związku, a Potter nie pochylał się nad partnerem, podejrzewałby bójkę.
Mieli wystarczająco dużo czasu, żeby się odziać. A może przerwałem im w trakcie, zanim przeszli do głównej atrakcji wieczoru. Pokręcił z dezaprobatą głową. Potter zdążył doprowadzić się do porządku, podczas gdy Malfoy niekoniecznie.
— Dobry wieczór, aurorze Potter, Malfoy. — powiedział, kiwając głową każdemu z nich. — Przechodziłem obok i usłyszałem odgłosy walki. Wszystko w porządku? Mam nadzieję, że nie będę musiał wam przypominać, dlaczego powinniście się powstrzymywać od bójek.
I tak wiedział, że nie tym się zajmowali.
Potter w momencie zesztywniał i rzucił spłoszone spojrzenie Malfoyowi, który powoli skinął głową i usiadł, masując kark. Scrimgeour z przerażeniem uświadomił sobie, że dostrzegł na jego szyi ślady palców. Z trudem stłumił lekki niesmak. Zdecydowanie mógłby żyć bez wiedzy, jakim to perwersyjnym praktykom oddają się jego najbardziej kłopotliwi pracownicy.
— Nie mamy żadnego problemu — powiedział ochrypłym głosem blondyn. — Nie walczyliśmy. To nie było nic, co nie może zostać rozwiązane przez parosekundowy dotyk dłoni.
Flirtują przede mną.
Żałował, że nie może przewrócić oczami i zakończyć tej farsy. Potter i Malfoy dokonali niedawno wielkiego aresztowania, pojmując Bellatriks Lestrange, ostatnią ukrywającą się śmierciożerczynię, więc jeszcze bardziej urośli w oczach społeczeństwa. Nie spadliby ze złotego piedestału, nawet na skutek podania do publicznej wiadomości orientacji Pottera i jego niewierności względem Weasleyówny.
— A, tak. — potwierdził Potter, nieokrzesanym głosem, prawdopodobnie będąc złym za przerwanie im zabawy. Rufus spojrzał nań z niesmakiem. Szczęśliwie, chłopak nie zdawał sobie z tego sprawy, zbyt zapatrzony w Malfoya, zupełnie jakby był ostatnim żyjącym na świecie człowiekiem. — Kilka minut, dosłownie.
Nie muszę znać szczegółów…
— Więcej samokontroli, panowie — mruknął i odszedł. Idąc korytarzem, smutno dotknął aparatu. Był pewien, że następna okazja nadarzy się całkiem szybko. Aurorzy zdążą jeszcze popieścić się w departamencie, bo w domu na Pottera czekała stęskniona narzeczona. To oczywiste, że niedługo spróbują czegoś śmielszego.
Wtedy ich złapie.
— Ministrze!
Rufus aż wstał z wrażenia. Nimfadora Tonks stała w drzwiach jego gabinetu, kołysząc się w przód i w tył z zakrwawionym nosem. Normalnie, biorąc pod uwagę jej niezdarność, nie byłoby to powodem do niepokoju, ale z jej włosów aż się kopciło, przez co wyglądały teraz jak czerwone kolce.
— Wszystko w porządku, aurorze Tonks? — zapytał.
— Tak — odpowiedziała szybko. — To znaczy... Potter i Malfoy, proszę pana. Spalili połowę naszej papierkowej roboty.
Rufus potrzebował jedynie chwili, by zaklęciem niewerbalnym przywołać do siebie aparat z szafki, zanim szybko wyszedł z biura.
— Wiesz, kto zaczął? — zapytał z nadzieją.
— Kłótnie zawsze prowokuje Malfoy — odpowiedziała kobieta, spiesząc tuż obok niego. Razem pędzili do Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów.
Rufus skinął z rezygnacją głową. Ma rację. Gdyby to Potter wszczynał niby to burdy, już dawno by go usadził. Chciał jednak zachować na stanowisku Malfoya, którego łatwiej było kontrolować, zwłaszcza biorąc pod uwagę jego przeszłość; Potter miał zbyt heroiczną reputację.
Biuro Aurorów przypominało pole bitwy — wszędzie kopcił się dym, powietrze aż trzeszczało od nagromadzonej wokół magii, a inni aurorzy pochylali się nad tymi, którzy zostali poparzeni bądź przypadkowo przeklęci oraz próbowali ratować płonące dokumenty. Minister wydał kilka ostrych rozkazów, które natychmiast zostały wypełnione. Gdyby nie był tak zaaferowany pełnieniem funkcji Ministra Magii, już dawno temu odebrałby Kinsleyowi zwierzchnictwo.
Policzył pod nosem do trzech, aby się uspokoić, po czym otworzył drzwi gabinetu. To był błąd. Chłopcy — nie, dorośli mężczyźni — tarzali się po podłodze, podczas gdy ich różdżki leżały daleko — zdecydowali się na pięści.
Rufus przez moment stał nieruchomo, a potem zbeształ się w myślach. Wszak tylko on znał prawdę o naturze ich relacji. Oczywiście, gdy tylko wszedł do środka, oderwali się od siebie, a namiętność, która stanowiła dlań siłę napędową, była w niczym w porównaniu z jego gniewem.
— Aurorzy! — ryknął, chcąc przywołać ich do porządku.
Malfoy, który aktualnie był na górze — co powiedziało mu więcej o ich życiu seksualnym, którego wcale nie chciał zgłębiać — zamarł w bezruchu; potem powoli odwrócił głowę, by spojrzeć na drzwi, zupełnie jakby Tonks i Scrimgeour byli intruzami. Nie zszedł, naturalnie, z Pottera. Minister się skrzywił, aczkolwiek w duchu odetchnął z ulgą. Gdyby się podniósł, z pewnością zobaczyłby jego dumnie sterczącą erekcję, nawet przez materiał spodni, dlatego też może nawet lepiej wyszło, że zdecydował się pozostać na czworakach.
Potter splunął krwią i odchylił głowę do tyłu, żeby spojrzeć na Rufusa.
— Tak? — zapytał spokojnym głosem.
— Co mówiłem wam o walce? — zapytał Minister.
— My, ach, nie walczyliśmy. — Usłyszał szybką odpowiedź.
Malfoy się nań zagapił, zaś Rufus o mało nie poszedł tym samym tropem. Czy Potter właśnie przygotowuje się do wyjścia z szafy?
— Uważam to za wyjątkowo nieprawdopodobne — stwierdził z zadowoleniem.
— Cóż, to prawda! — powiedział arogancko chłopak.
— W porządku. Co w takim razie właściwie robiliście? — Rufus zrobił krok do przodu, czując przypływ adrenaliny. Jak to dobrze, że zdecydował się wziąć aparat fotograficzny. Jeżeli facet się naprawdę przyzna, może nawet nie będzie potrzebny.
Upewnił się, że zmarszczył wystarczająco mocno brwi, a potem się skrzywił, żeby lepiej wypaść.
Potter wydał z siebie zduszony gardłowy dźwięk, po czym złapał Malfoya za ramiona i go pocałował. Ten sapnął, zaskoczony, co pozwoliło Potterowi wsunąć mu język do ust. Przez chwilę leżeli w ten sposób, całując się na podłodze, dopóki Rufus nie roześmiał się głośno.
Tonks wytrzeszczała oczy.
— Draco jest twoim… kochankiem, Harry? — szepnęła.
Potter odsunął się od drugiego mężczyzny, gwałtownie potrząsając głową.
— Nie! — powiedział niepewnym głosem. — To, co się stało, to to, że ja... ech, to znaczy Malfoy... Właściwie to powiedziałem mu, że… mi się podoba… a on nie przyjął tego zbyt dobrze, ponieważ... ma chłopaka. Trochę się zdenerwowałem… i moja magia wymknęła się spod kontroli... Włosy mi z nerwów stanęły w ogniu i tarzaliśmy się po podłodze, próbując ugasić pożar... Staraliśmy się uratować wszystkim życie. — Gdy wypowiadał ostatnie zdanie, jego głos stwardniał, zupełnie jakby właśnie nie wymyślił najbardziej niedorzecznego kłamstwa, jakie Rufus kiedykolwiek usłyszał — a trochę już lat przeżył. Gdy Potter się wreszcie odsunął, Malfoy wciąż sprawiał wrażenie lekko oszołomionego, ale posłusznie wszystkiemu przytaknął. Na zakończenie przedstawienia Potter poczochrał sobie włosy. — To wszystko moja wina, panie Ministrze. Najmocniej przepraszam za zamieszanie.
Scrimgeour zacisnął zęby.
Zasadniczy problem polegał na tym, że praktycznie wszyscy w departamencie wiedzieli, jak wyglądał, gdy kłamał. Oczy miał szeroko otwarte, a uśmiech zdecydowanie zbyt uroczy i figlarny — dokładnie tak, jak teraz. Nawet Tonks by nie kupiła tego oszustwa. Łatwiej byłoby przyjąć ich związek za próbę wyłgania się od zawieszenia od wykonywania obowiązków.
Gdyby ich teraz oskarżył o potajemne spółkowanie, zwłaszcza że Malfoy ograniczył się do gapienia i niezaprzeczania przedstawionej historii, Tonks chciałaby wiedzieć, czemu Rufus tak się upiera przy swoim. Udowadnianie swoich racji lepiej zostawić na inną okazję. Nie miał żadnych jednoznacznych dowodów, żeby przystąpić do dyscyplinarki. Co gorsza, cały departament w okamgnieniu dowiedziałby się o niechęci, jaką żywi do Harry’ego Pottera, a to zaś nadszarpnęłoby jego reputację.
Znowu się wykaraskali. Znowu.
Na szczęście mógł się poratować czym innym. Minister ma przywileje.
— Tygodniowy bezpłatny urlop, Potter — oznajmił chłodno. — I sesja z Psycho–Uzdrowicielem w Świętym Mungu. Musisz lepiej kontrolować swój temperament. Ktoś mógł zostać poważnie ranny.
Chłopak pokiwał usłużnie głową.
— Tak jest. Rozumiem, proszę pana. I jeszcze raz przepraszam.
— Myślę też, że powinieneś przeprosić swojego partnera — warknął.
Potter mruknął ciche przeprosiny, nie podnosząc wzroku z podłogi, po czym podniósł się i wybiegł z biura.
Malfoy wciąż się gapił. Najprawdopodobniej żałuje, że nie dane im było dokończyć, podsumował kwaśno Rufus, a następnie odwrócił się na pięcie z zamiarem uporządkowania, przynajmniej częściowego, na wpół spalonego, zaklętego i całkowicie straumatyzowanego departamentu.
Zaklęcie śledzące, które zawczasu rzucił, dało o sobie znać pewnego wieczoru, mniej więcej tydzień później, kiedy tylko skończył pisać przemówienie na jutrzejsze zebranie Wizengamotu. Bez zastanowienia rzucił na siebie odpowiednie czary i chwycił za aparat. W sumie mógł się spodziewać czegoś podobnego — był to pierwszy dzień Pottera po powrocie do pracy z przymusowego urlopu. Ewidentnie nie mogli dłużej wytrzymać. Choć nie chciał tego przyznać na głos, sam widział plusy spędzonego w domu tygodnia — Malfoy mógł w miarę bezpiecznie odwiedzać Pottera, głównie pod pretekstem nadrobienia zaległości ze śledztw, bowiem uparcie odmówił partnerowania komukolwiek innemu w zastępstwie. Jakby na sprawę nie patrzeć, jeden z nich miał ekshibicjonistyczne zapędy, lubił przebieranki lub cieszył się z zamiłowania do bycia przerzuconym przez biurko...
Włosy zjeżyły się Rufusowi na karku. Nie chciał aż tyle wiedzieć o życiu seksualnym swoich pracowników.
Tym razem złapał ich na korytarzu, praktycznie na widoku. Wstrzymawszy z podekscytowania oddech, rzucił niewerbalne zaklęcie, uniemożliwiające zdemaskowanie aparatu fotograficznego, nawet z bliskiej odległości. Nie wahając się ani sekundy dłużej, przyłożył aparat do twarzy i poczekał na odpowiedni moment.
On jednak nie nadszedł. Malfoy po prostu przyglądał się twarzy Pottera, który sprawiał wrażenie jednocześnie zdenerwowanego i wyzywającego. Scrimgeour zmarszczył brwi. Może właśnie zwalczał potrzebę natychmiastowego zrzucenia spodni i zbrukania ministerialnego biurka.
— Słuchaj. — Malfoy również wydawał się skrępowany. Rufus miał nadzieję, że nie będzie świadkiem momentu kulminacyjnego. Obawiał się, że nie włożył w urok wyciszający wystarczająco dużo mocy i zdradzi się przy pierwszej okazji. Zdecydowanie nie chciał, aby aurorzy zauważyli szelest jego szat bądź szuranie przesuwających się po posadzce butów. — Jeżeli chodzi o ten pocałunek w zeszłym tygodniu… — Malfoy pokręcił głową, a potem pochylił się do przodu, oparłszy jedną dłoń o pierś Pottera.
O Melinie, pomyślał z przerażeniem Scrimgeour. Oto chwila, w której się pochoruję. Błagam, niech nie zaczną kopulować...
— Nigdy wcześniej nie myślałem o tobie w ten sposób. — W głosie blondyna pobrzmiewała… nieśmiałość? Rufus musiał zweryfikować swoje przypuszczenia, kto w rzeczywistości był romantykiem w tym obrzydliwym związku. — Przyznam, że nie jestem przeciwny przemyśleniu sprawy… albo wprawieniu jej w ruch — dodał zdecydowanie niższym głosem.
Scrimgeour pokręcił głową. Gdyby nie wiedział lepiej, pomyślałby, że szpiegował parę, która dzieliła ze sobą jedynie jeden pocałunek, ale ponieważ daleko mu było naiwnego, tylko Merlin wiedział, w co ta dwójka teraz pogrywa. Może Potter rozważał zrzucenie szat.
— Ja… — Brunet przełknął ślinę, uniósł dłonie i przeczesał Malfoyowi włosy. Zrobił przy tym dziwaczną minę — jakby właśnie spełniły się jego marzenia. Rufus przewrócił oczami. — W pewnym momencie zacząłem się zastanawiać, dlaczego wybrałem akurat tę taktykę, spośród tylu innych — wyszeptał Potter. — Osiągnąłbym ten sam efekt, gdybym uciekł się do czegoś znacznie prostszego.
Yhym, chciałeś mu publicznie obciągnąć?, prychnął w myślach Minister.
— W pracy dobrze nam się układa, a sprzeczamy się tylko w Biurze — kontynuował Potter, niezrażony. — Zauważyłem, że… Cóż, zauważyłem…
— No dalej, Potty. — W głosie Malfoya słychać było dziwną łagodność.
Rufus znów pokręcił głową. No naprawdę, czy w łóżku też posługiwali się swoimi nazwiskami? Skoro tak bardzo lubią formalności, to zapewne któryś z nich lubi zabawiać się w niegrzecznego ucznia…
Stało się — wizualizował to sobie. Wybałuszył oczy i spróbował pomyśleć o czymś innym. Niestety nadaremnie.
— Zauważyłem, że wybucham złością, gdy zaczynasz opowiadać o swoim ostatnim pieprzeniu. Ty zaś bulwersujesz się i od razu przechodzisz do obrażania, kiedy wspominam Weasleyów — powiedział Potter. — I całe to napięcie — gówniane napięcie — musi gdzieś uchodzić, prawda? Może powinniśmy spróbować znaleźć dla niego inną drogę? — Przysunął się bliżej, ponownie przeczesał dłońmi blond kosmyki, a potem złączył ich usta w pocałunku. Chociaż Rufus stał od nich w pewnej odległości, mógłby przysiąc, że usłyszał dźwięk zderzenia się zębów.
Drżąc z podekscytowania, zrobił kilka zdjęć i rzucił zaklęcie nagrywające, aby mieć dowód również w postaci audio. Kiedy zaczęli się od siebie odsuwać, odwrócił się na pięcie i odszedł.
Niech myślą, że są nietykalni jeszcze przez jedną noc. Zdobył to, czego pragnął, a rano...
Rufus pozwolił sobie na prywatny uśmiech.
Rano Harry Potter przestanie być problemem.
Tym razem Malfoy przyszedł parę minut przed Potterem. Miał niecodziennie błyszczące oczy, a maska, którą zawsze przywdziewał, była krucha, jak nigdy przedtem. Scrimgeour, siedzący za biurkiem z kawałkiem pergaminu, który zakrywał te przeklęte zdjęcia, z niecierpliwością wpatrywał się drzwi, czekając na drugiego aurora. Gdy Potter przekroczył próg, z niemałym wstrząsem uświadomił sobie, że ma podbite oko. Chwilę później Malfoy dopadł do swego kochanka i przysłonił mu widok; był bardzo oburzony.
— Co ci się stało, Harry?
Odważni są. Nigdy nie używali swoich imion w czyjejś obecności.
— Och, przestań, Draco. Bywało gorzej, naprawdę. — Uśmiechnął się Potter. — Ginny nie zniosła najlepiej zerwania zaręczyn, ale szczęście w nieszczęściu, że z biegiem czasu bardziej polubiła wazony, niż Upiorogacka. Jestem przekonany, że w rzeczywistości nie chciała mnie uderzyć.
Blondyn zastygł w bezruchu, zaś Rufus przekrzywił głowę, aby być na bieżąco. Niemal sapnął z oburzenia. Malfoy złapał Pottera za podbródek, jakby zaskoczony, a nie rozgniewany. Chwilę później również się uśmiechnął i przesunął palcem po dolnej wardze partnera. Zachowywali się, jakby w biurze byli tylko we dwoje.
— Zerwałeś z nią — podsumował. — Dla mnie.
— Tak. Wiem, czego naprawdę pragnę.
— Dziękuję — szepnął Malfoy.
Musi interweniować, zanim zaczną się całować. Scrimgeour odchrząknął, aby przeczyścić gardło, czym zwrócił na siebie uwagę — przynajmniej częściową, bo tylko Potter nań spojrzał; Malfoy był zajęty głaskaniem go po włosach.
— Jesteście świadomi regulacji prawnych, panowie — zaczął, za wszelką cenę chcąc zamaskować swą radość. Szczerze mówiąc, nie był pewien, czy podołał zadaniu. — Aurorzy, będący partnerami, nie mogą być ze sobą w związku. Obawiam się, że dostarczono mi wystarczająco przekonujące dowody. Aurorze Potter, z przykrością muszę cię poinformować o…
— Opcji znalezienia nowego partnera? Oczywiście, proszę pana. — Chłopak wyciągnął z kieszeni szaty złożony na pół kawałek pergaminu (z niemałymi trudnościami, bowiem Malfoy nadal go nie puścił), a następnie przekazał go Ministrowi. — Dziś rano rozmawiałem z Kingsleyem. Od teraz partneruję Tonks.
Rufus się głupio zagapił. Potter, diabeł wcielony, wyglądał naprawdę niewinnie. Zachowywał się, jakby zupełnie nie rozumiał, w czym tkwił zasadniczy problem.
Dopiero po chwili odzyskał głos.
— Razem z Malfoyem przez wiele miesięcy sprzeciwiałeś się regulaminowi departamentu. — zaczął. — Regulacje prawne nie pozostawiają wątpliwości, że...
— Nie złamaliśmy regulaminu, Ministrze. — Zielone oczy zabłyszczały złowrogo. — Dopiero ostatniej nocy… nawiązaliśmy bliższą znajomość. — Rzucił Malfoyowi czułe spojrzenie i wreszcie się odsunął. — Jestem gotów potwierdzić to pod Veritaserum. Prawdę powiedziawszy, bardzo nam pan pomógł wszystko wyklarować, kiedy zostaliśmy wyrzuceni z biura, a potem musieliśmy nadrobić zaległości. Oczywiście, od razu podjęliśmy odpowiednie kroki, żeby odbębnić formalności. Chcieliśmy, aby nasz związek stał w zgodzie z obowiązującymi przepisami — wytłumaczył cierpliwym głosem. — Jestem też przekonany, że prasa będzie bardzo zainteresowana, dlaczego chce pan za wszelką cenę zwolnić Mężczyznę, Który Przeżył, Aby Pokonać Voldemorta. — Wyglądał na cholernie z siebie zadowolonego. Najprawdopodobniej fakt, iż Rufus się wzdrygnął, usłyszawszy imię czarnoksiężnika, sprawił mu wiele przyjemności.
— Mam dowody...
— Wręcz przeciwnie — Potter spojrzał nań ze spokojem. — Mogę złożyć zeznania pod Veritaserum — przypomniał.
— Blefujesz.
— Skąd ta pewność? Mogę podskoczyć do apteki.
— Kingsley nie pozwoli, żeby jego najlepsza drużyna została podzielona w ten sposób! — syknął Rufus. — Jestem pewien, że wolałby, abyś zachował celibat do końca życia, niż współpracował z kimś innym.
— Och, nie słyszał pan nowiny? — Potter udał zaskoczonego. — Kingsley postanowił zreorganizować Biuro Aurorów. Po tylu latach pracy w terenie doszedł do wniosku, że zespoły dwuosobowe nie są najefektywniejszym rozwiązaniem, zwłaszcza kiedy jedna para rozwiązuje o wiele więcej spraw, niż inne. Prorok Codzienny również dorzucił swoje trzy knuty, ponieważ nieustannie buntował tych wszystkich czarodziejów, którzy zostali niegdyś przeklęci, porwani lub kiedykolwiek oczekiwali ratunku od innej grupy, niż nasza. Od teraz będziemy pracować w zespole czteroosobowym, a termin „partner” zostanie wkrótce wycofany z użytku. — Uśmiechnął się Potter, a Rufus nabrał przekonania, że właśnie to zobaczył Sam–Wiesz–Kto w ostatnich chwilach życia. — Już mam przydzieloną grupę na pierwszą eskapadę: Tonks, Hestię Jones... — tu przerwał na chwilę dla zwiększenia efektu — i, naturalnie, Draco.
Scrimgeour obnażył zęby, ale zdołał powstrzymać się przed wybuchem. W tej sytuacji naprawdę niewiele mógł zrobić. Niemal gorsze od tłumionego śmiechu Pottera, było pełne zadowolenia z siebie spojrzenie Malfoya. Gdy szli do drzwi, obejmowali się ramionami.
Jeszcze mieli czelność pocałować się na korytarzu!
Minister Rufus Scrimgeour nie był przyzwyczajony do tego, aby jego plany obracały się przeciwko niemu. Wszystko miało swój początek jeszcze wtedy, gdy Dumbledore spacerował wśród żywych. Sprawy nabrały tempa podczas wojny, kiedy to planowane przez Ministerstwo ataki nie szły zgodnie z planem, a Stan Shunpike, oskarżony o działalność śmierciożerczą, został uniewinniony od Azkabanu z uwagi na bezpodstawne zarzuty. Wszystko diabli wzięli, gdy Harry Potter, zarówno Człowiek Dumbledore’a, jak i kochanek Dracona Malfoya, obrócił kota ogonem na oczach całego Ministerstwa Magii. W planie przechytrzenia Scrimgeoura pomógł mu bezczelnie Kingsley Shacklebolt, uciekając się do argumentu przestarzałej i nieodpowiedniej terminologii. Najgorsze, że po wprowadzeniu zmian, praca ich czteroosobowego zespołu jeszcze bardziej się poprawiła, zarówno w biurze, jak i w terenie.
Rufus jest cierpliwym mężczyzną. Jeżeli poczeka, Potter prędzej czy później popełni jakiś błąd. Wtedy postawi na swoim.
Tymczasem musiał sobie poradzić z niewygodnymi plotkami, jakoby Potter zamierzał kandydować w następnych wyborach. Oczywiście, sama idea była śmieszna. Gdyby wygrał, byłby najmłodszym Ministrem Magii w historii całego czarodziejskiego świata. Całe szczęście, że nigdy nie miał tak ogromnych politycznych aspiracji. Wystarczy, że był najmłodszym szukającym w historii Hogwartu i najmłodszym czarodziejem, który zdołał pokonać Czarnego Pana.
Potter zdecydowanie nie potrzebował politycznej samoświadomości, mając za plecami ambitnego, bogatego, żądnego władzy i cholernie przebiegłego Malfoya.
Dostawszy kopniaka od życia, Rufus Scrimgeour porzucił wszelkie knowanie.
Zamiast tego, zaczął się modlić.
* „Ludzie Dumbledore'a” (w oryginale „Dumbledore's Men”) — ogółem chodzi o męską formę. Hermiona próbowała przeforsować dogodny termin dla kobiet i mężczyzn; chodziło więc o równość płciową. Nie potrafiłam znaleźć dobrego odpowiednika, żeby to zaznaczyć w języku polskim, dlatego też po korekcie rozróżniłam ten termin na „Czarodzieje Dumbledore’a” i „Ludzie Dumbledore’a”, aby podkreślić tym razem równość czarodziejów i mugoli. Zawsze można też w tę stronę, zwłaszcza że z Zakonem współpracowali także charłacy
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz