4. ROZDZIAŁ CZWARTY

Dwudziestosześcioletni Harry podrapał się po szyi, czując pierwsze objawy podniecenia. Nie daj się ponieść, pomyślał z przekąsem.

Przez chwilę wpatrywał się w wysoki sufit, próbując rozkoszować się tym, co zostało mu z wcześniejszego zadowolenia. Zgodnie z oczekiwaniami z czasem poziom satysfakcji spadł, zostawiwszy po sobie wyłącznie uczucie chłodu w żołądku, niemożliwego do załagodzenia. Odwrócił głowę w lewo i zobaczył, że miejsce obok niego było puste, a mąż siedział przy biurku po drugiej stronie pokoju.

Hogwart nadal nieco go niepokoił. Niektóre widoki sprawiały, że przechodził go dreszcz i przywoływał wspomnienia — i te najszczęśliwsze, i te najgorsze. Zastanawiał się, czy Draco czuje się podobnie. Harry w duchu liczył, że pewnego dnia obaj od nowa nauczą się kochać to miejsce.

Z cichym westchnieniem wstał i podszedł do sekretarzyka. Mąż miał na sobie tylko bokserki i znów siedział z twarzą ukrytą w ramionach; nie wiedział, od jak dawna. Zapomniałem, jakie ma długie włosy, pomyślał z czułością, podziwiając luźne loki zwisające swobodnie i okalające mu policzki. Z roztargnieniem pogładził plecy mężczyzny, wyczuwając lekkie drżenie.

— Płaczesz? — zapytał, nieco oszołomiony.

Harry'ego uderzyła myśl, że Draco wyglądał, jakby stracił nadzieję. Odpychając swój niepokój, znowu go pogłaskał. Jak dotąd, dokładał wszelkich starań, aby nie myśleć o tej innej rzeczywistości, nieobecności ich córki oraz braku jakiegokolwiek postępu w jej poszukiwaniach.

Pochylił się naprzód i objął męża od tyłu, opierając się o jego kark. Przymknął oczy, z przyjemnością wdychając znajomy zapach. Uwielbiał czuć ciepło drugiego ciała.

Przez chwilę Draco się nie ruszał, ale potem położył mu dłoń na ramieniu i się wyprostował. Miał suche, aczkolwiek lekko zaróżowione policzki.

— Nie płaczę — mruknął nieprzekonująco i pospiesznie przetarł oczy. Harry nigdy nie widział go tak odsłoniętego. Draco skrzywił się, widząc jego czujne spojrzenie. — Nic na to nie poradzę. Zaginęła mi córka — powiedział, odwracając głowę. — Wierz mi lub nie, ale cholernie mi na niej zależy — dodał, a następnie wstał od biurka i przepchnął się obok, żeby się wreszcie odziać.

— Wiem — odpowiedział prosto. — Nie mam do ciebie żadnych pretensji. Obiecuję, że odzyskamy Molly. Chciałbym cię jednak prosić o odrobinę nadziei.

Draco przytaknął gwałtownie i zaczął zapinać swoją koszulę, podczas gdy Harry patrzył nań ze zmartwieniem. To magia męża odesłała Molly. Aby dodać mu wsparcia, podszedł doń i objął go w talii, opierając się klatką piersiową o jego plecy. Wiedziony instynktem, wsunął mu dłonie pod koszulę i pogłaskał płaski brzuch.

Wtem ktoś zapukał do drzwi.

— Już idziemy — powiedział blondyn i odsunął się od męża. Ten przez moment obserwował ukochanego, a potem sam zaczął się ubierać.

Dwadzieścia minut później znów stali się w gabinecie dyrektorki. Dzisiaj Draco nie prezentował się już tak nienagannie. Włosy miał roztrzepane, a nie starannie ułożone, a na jego twarzy odbijało się poczucie winy i frustracja. Głowę miał zwieszoną i był o wiele bledszy, aniżeli wczoraj. Trzęsące się lekko dłonie zdradzały niepokój.

Harry przygryzł wargę i przeszedł przez pokój, stając pod ścianą. McGonagall podała blondynowi eliksir pieprzowy, który ten wypił po uprzedniej inspekcji. Wymienił jeszcze kilka zdań z Minerwą, a potem przestał drżeć. Trochę uspokojony, spojrzał na Harry’ego, który uśmiechnął się zachęcająco. Draco spoważniał i napiął w skupieniu mięśnie. Z szat wyciągnął różdżkę i ustawił się w odpowiednim miejscu. Gdy portret Snape’a dał mu znać skinięciem głowy, mężczyzna zamknął oczy i uniósł ręce.


Nastoletni Draco przemierzał korytarz z Molly uczepioną rękawa jego szaty. Uznał to za dziwny zwyczaj, lecz kiedy dawał małej odrobinę swobody, ta wpadała na wszystko, co stawało jej na drodze. Obawy, które nim targały, zyskały na pewności, kiedy w bibliotece dziewczynka mrużyła oczy, patrząc w rozłożone na stole podręczniki. Wcześniej przypisywał to braku znajomości liter, ale teraz gdy poddał się dłuższej obserwacji i zauważył, że Potter niepotrzebnie pochylał się nad swoim pergaminem, doszedł do wniosku, że jego odziedziczyła po tacie wadę wzroku.

Posadził małą na stole.

— Ile palców trzymam w górze? — zapytał, unosząc dwa palce.

— Sześć — odpowiedziała Molly.

Natychmiast opadła mu szczęka i w akcie zemsty spiorunował Pottera wzrokiem. Ten, zauważając nienawistne spojrzenie, podszedł do nich ze zmarszczonymi brwiami.

— Myślę, że potrzebujesz okularów. Jak widać, oczy masz całkowicie po mnie — powiedział, zakładając małej na nos własne. — Masz, przymierz.

Draco sapnął z przerażenia.

— Jest lepiej? — zapytał brunet.

Molly zamrugała kilka razy, ewidentnie zakłopotana, a potem jej twarz rozjaśniła się.

— Wszystko jest takie piękne! — zaszczebiotała ze szczęścia, po czym zerknęła na urażoną twarz ojca. — Wyglądam jak nerd? — wyszeptała i zwiesiła głowę.

Z niewyjaśnionych powodów Potter paskudnie się skrzywił i rzucił mu oburzone spojrzenie. Draco przed moment milczał, przyglądając się dziecku. Oczywiście, był niezadowolony, że jego córka miała problemy ze wzrokiem, ale obiektywnie rzecz ujmując, wyglądała słodko.

— Nie, Molly. Wyglądasz naprawdę fajnie — powiedział zwięźle i z rozchodzącym się po ciele ciepłem obserwował, jak twarz dziewczynki natychmiast się rozpogadza.

Co interesujące i zupełnie niezrozumiałe, Potter także wyglądał na zadowolonego. Wyszczerzył zęby i odwrócił się, po czym jęknął przeciągle. Cudownie, teraz on na wszystko wpadał.

Słysząc syknięcie, odgłos wpadnięcia na filar i głośne sapnięcie dochodzące zza regałów z książkami, Draco stracił cierpliwość. Bezceremonialnie posadził Molly na stoliku obok Granger i Weasleya, ignorując ich zbiorowe „Ej!”, po czym podążył za chłopakiem.

Gryfon mrużył oczy, przeglądając jakieś detektywistyczne teksty, gdy chwycił go za ramię i przygwoździł do jednego z regału. Potter machnął niezgrabnie ręką i to stanowiło podpowiedź, jakoby nie rozpoznawał swojego napastnika. Draco westchnął cierpiętniczo i zwrócił mu wolność.

— Kto tam?

Nie fatygował się odpowiedzią — po prostu wyciągnął różdżkę i stuknął czubeczkiem w czoło bruneta, sprawiając, że zielone oczy rozszerzyły się w szoku.


Nagle wszystko stało się wyraźniejsze i żywsze. Zamrugał, szczerze zaskoczony, patrząc wprost w jasnoszare oczy.

— Wow! Jak ty...?

— Zaklęcie ezoteryczne — burknął nonszalancko. — Istniała tylko maleńka szansa, że cię oślepię.

— No dzięki — powiedział ponuro.

— Wyświadczyłem ci przysługę, żeby oszczędzić sobie widoku, jak obijasz się o meble niczym pierwsza lepsza niezdara — wytłumaczył jakby od niechcenia i podniósł z ziemi kilka książek, które upadły w trakcie akcji.

Harry wziął głęboki oddech, starając się przyzwyczaić do nowych widoków. Opanowanie zajęło mu chwilę.

Draco nie był łatwy w obsłudze. Co więcej, dzięki korekcie wzroku wyglądał trochę inaczej niż zazwyczaj. Jak się okazało, miał dłuższe rzęst oraz bardziej różowe i delikatniejsze usta.

— Gdzie poznałeś to zaklęcie? — zapytał z roztargnieniem, po czym wciągnął ze świstem powietrze, kiedy Malfoy się zawstydził i zarumienił. Gdyby miał na nosie stare okulary, z pewnością przeoczyłby ten szczegół. Wtem doznał olśnienia.— Nauczyłeś się go specjalnie dla mnie? — zapytał nerwowo. — Hm, inwestujesz... w... naszą przyszłość?

Draco wytrzeszczył oczy.

— Mam gdzieś twoją kiepską zdolność widzenia, ale jak zostaniesz pożarty przez testrala, Molly będzie smutno. Nie inwestuję w nic, co nie jest nią. Gdybyście nie byli ze sobą związani, z największą przyjemnością obserwowałbym, jak próbujesz skończyć edukację na ślepo, a potem twoja kandydatura zostaje odrzucona przez Biuro Aurorów.

Harry zamrugał.

— O czym ty mó...?

— Czy wiesz, jak trudno jest pokonać mrocznych czarodziejów, będąc ślepym jak nietoperz? — kontynuował, podchodząc bliżej. — Miałeś odwagę przekazać swój defekt Molly, jaskiniowy trollu. Może jednak powinienem był zostawić cię ślepym i w ten sposób zainwestować w nowy porządek świata? Nie miałbyś pracy ani dziecka. Czarodziejski świat pochłonąłby mrok, a ty najprawdopodobniej skończyłbyś w jakimś rowie.

Potter spojrzał na niego dziwnie.

— Eee, jesteś świadomy, że mógłbym po prostu kupić sobie nowe okulary, prawda?

— Oczywiście, ale zapewne nabyłbyś słabą i kompletnie pozbawioną stylu parę. Obecne łamały ci się za każdym razem, gdy ktoś w pobliżu kichał — zadrwił. — Czy naprawdę chcesz, żeby przyszłość czarodziejskiego świata zależała od tego, czy na polu bitwy spadną ci okulary? Jedynym powodem, dla którego nie naprawię wzroku Molly, jest to, że jej pasują okulary.

— Czyli bez nich wyglądam lepiej? — zapytał, mile połechtany.

— No raczej. Masz przecież pieprzone szmaragdowe oczy, Potter. — parsknął.

W bibliotece zapadła niezręczna cisza. Ślizgon uświadomił sobie, co powiedział i przymknął zirytowany oczy.

— Więc wolisz mnie bez nich — podsumował Harry, teraz czerwony niczym pomidor.


Oczy Pottera pociemniały, gdy zrobił krok naprzód, zmniejszając między nimi dystans. Draco chyba był chory, bo poczuł rozchodzące się po ciele dziwaczne ciepło, spływające przede wszystkim w dół brzucha. Najgorsze, że chłopak żył w kompletnej nieświadomości, że przypomina teraz szykującego się do skoku drapieżnika.

Pod wpływem impulsu dobył różdżki i wycelował w klatkę piersiową gryfona. Ten zamrugał, szczerze zdezorientowany i w momencie utracił swój wcześniejszy seksapil.

Draco przełknął ślinę.

— Ostrożnie, Potter — ostrzegł go, widząc, jak Granger zachodzi ich od tyłu.

— Cieszę się, że się dogadujecie. — Uśmiechnęła się porozumiewawczo.

— Chyba w snach — odpowiedzieli jednocześnie, rozchodząc się w przeciwnych kierunkach.

Następnego dnia Draco ignorował Harry’ego. Uznał, że to będzie najzdrowsze dla jego zdrowia psychicznego.

Wieczorem, razem z Blaise’em i Pansy, pisali kilkunastocalowy esej na eliksiry. Co trzydzieści sekund jednak coś rozpraszało ich uwagę. Molly biegała wokół kanapy, którą we trójkę okupowali i krzyczała w trakcie zabawy. Od czasu do czasu zatrzymywała się również, żeby zerknąć, co właściwie robią. Śmiesznie okrągły okulary Pottera, które miała na nosie, były strasznie rozpraszające. Pod tym czujnym spojrzeniem nawet Zabini zaczął się wiercić na krześle.

Draco z trudem powstrzymał jęk, gdy Molly znowu zaczęła buczeć. Zdecydowanie była zbyt energiczna.

— Pozwolisz? — zapytała Pansy, posyłając mu paskudne spojrzenie.

— Na co? — uśmiechnął się drwiąco.

Molly podbiegła do nich, trzymając palec pod nosem.

— A, a, apsik! — Kichnęła i zachichotała.

— Chcemy na spokojnie odrobić pracę domową — powiedział Blaise.

— To dziecko, a nie zwierzątko. Nie mogę tak po prostu wystawić jej na zewnątrz — zaoponował.

— To zrób coś innego — odpowiedziała Pansy. — Jesteś jej ojcem, więc zachowuj się jak ojciec. Czy nie powinieneś jej wychowywać, bawić się z nią lub przynajmniej przyzwoicie ubierać?

Draco spojrzał na coś, co stanowiło prowizoryczną szafę dziewczynki. Wypełniona była szatami dla pierwszoroczniaków (osobiście skompletował zestaw — naturalnie przy pomocy gróźb), w których malutka i tak niemal pływała. Wyglądała też na bardziej rozczochraną niż wcześniej. W rzeczywistości to przypominała wyzwolonego skrzata domowego, co oczywiście było winą pieprzonego Pottera. To jasne niczym słońce, że jego geny stworzyły Molly tak pozbawioną ciała. Chociaż była nijaka, wciąż darzył ją ogromną sympatią.

— Posłuchaj, Pansy. Nie jestem jej ojcem, a przynajmniej jeszcze nie. I jako tako jestem odpowiedzialny...

— Apsik! — Kichnęła Molly. Kanapa, na której siedzieli, w okamgnieniu się odwróciła, przez co Draco uderzył plecami o ścianę, a wszystkie notatki i zwoje wylądowały na podłodze. Jęknąwszy, podniósł się do siadu i spojrzał na przyjaciół, którzy leżeli obok niego. Parkinson spróbowała wstać, ale nogi odmówiły jej posłuszeństwa i upadła z powrotem na tyłek.

Otrząsnąwszy się z potężnego pokazu przypadkowej magii, chwiejnie się podniósł. Nigdy wcześniej nie widział czegoś podobnego. Molly, ot niewinna mała dziewczyneczka, stała dokładnie tam, gdzie wcześniej i pocierała palcem cieknący nos. Gdy się upewnił, że nie upadnie, potarł dłonią obolałe ramię. Nie jestem do tego stworzony, pomyślał, przedzierając się przez tłum równie oszołomionych ślizgonów.

— Jesteś przeziębiona? — zapytał, a gdy mała wzruszyła ramionami, poprawił jej okulary. Nawet nie wiedząc czemu, automatycznie wziął ją na ręce. Kiedy dziewczynka automatycznie doń przylgnęła, sprawdził jej czoło i odetchnął z ulgą, gdyż nie miała gorączki. Westchnął, uświadomiwszy sobie, że nieświadomie dziecko rozpieszczał.

Draco obrócił się i zobaczył, że Pansy i Blaise po prostu się na niego gapią. W rzeczywistości przyglądał mu się cały pokój wspólny.

Zarumienił się nieznacznie i postawił małą na ziemi.

— Ee, jakoś to załatwię — powiedział i złapał Molly za rękę. Sekundę później wyszli z wężowiska.

Czuł dziwny impuls zaprowadzenia córki do skrzydła szpitalnego, ale zdołał go zwalczyć. To było śmieszne, bo najprawdopodobniej tylko się przeziębiła. Idąc, spróbował się ponownie skupić na niedokończonym zadaniu z eliksirów i tym, co mógłby napisać.

Im dłużej przebywał w towarzystwie Molly, tym bardziej ich więź — rodzinna więź — się pogłębiała. Nie było to szczególnie niepokojące, ale... pod wieloma względami wygodne.

Wiedział, w jaki korytarz należy skręcić. Jak dotąd, przydupasy Pottera okazywały się przydatne, ponieważ gdy przychodziło co do czego, były całkiem kompetentnymi opiekunami. W ciągu ostatnich kilku dni praktycznie zaczął zabiegać o ich czas i pomoc.

Granger i Weasleya znalazł tuż obok portretów, niestety w trakcie lżejszych igraszek. Niewzruszony, rzucił przelotne spojrzenie na przerażonych dyrektorów, a potem zakrył dziewczynce oczy. Odchrząknął, aby zwrócić na siebie uwagę i uśmiechnął się sarkastycznie, gdy para od siebie odskoczyła, cała czerwona i zawstydzona przyłapaniem na gorącym uczynku.

— Musicie popilnować Molly — powiedział, szykując się do odmaszerowania. — Może być lekko przeziębiona...

— Pięćdziesiąt galeonów.

Draco zamarł w miejscu, spoglądając na Weasleya.

— Od Pottera nie żądasz pieniędzy — wytknął.

— Nie jesteś Potterem — odpowiedział hardo chłopak. — Och, czekaj. Właściwie to chyba jesteś — dodał i wybuchnął śmiechem. Tak chichotał, że w pewnym momencie złapał się za bolący brzuch. Molly również się zaśmiała, idąc przykładem innych, ale w rzeczywistości zupełnie nie wiedziała, o co się rozchodzi.

Rzucił rudemu idiocie rozzłoszczone spojrzenie, mając nadzieje, że nie wygląda na zaniepokojonego.

— Co za różnica, Molly też jest jego córką — wycedził przez zęby.

— Och, to robi sporą różnicę, ale to ty prosisz nas o przysługę — stwierdził Weasley. — Wciskasz córkę najlepszemu kumplowi jej taty. Jak już powiedziałem, mój czas jest cenny.

— Och, bo na pewno jesteś bardzo zajęty — prychnął, a gryfoni mieli na tyle przyzwoitości, żeby się zarumienić.

— Zazdrosny, Malfoy? — zapytał agresywnie buc.

— O nią? — zadrwił, głową kiwając na Granger.

— O, interesujący dobór słownictwa — zaszydził Weasley. — Nigdy wcześniej nie widziałem cię z nikim tak na poważnie.

Draco zacisnął zęby i postanowił zmienić taktykę.

— Molly, chciałabyś zostać z wujkiem Ronem i ciocią Hermioną? — zapytał słodko, wewnętrznie krwawiąc na myśl o „wujku Ronie” i „cioci Hermionie”. Mimowolnie zadrżał. Mówiąc to, popchnął delikatnie dziewczynkę w kierunku gryfonów. Wiedział, że ot tak nie odrzucą słodkiego dziecka.

Molly postanowiła pokrzyżować mu plany. Zaparła się nogami i odwróciła do niego, będąc uosobieniem niewinności.

— Chcę zostać z tobą, ojcze!

Cały plan spektakularnie legł w gruzach i to jeszcze na oczach publiczności. Osiągnąwszy porażkę, nie miał innego wyjścia — musiał się wycofać.

— W porządku — warknął, całkowicie pokonany przez urocze spojrzenie dziewczynki.

— Tak! — Mała podskoczyła, a Draco poczuł się wyczerpany posiadaniem dziecka. Czyj to był właściwie pomysł? Dopiero po chwili zauważył, że Molly już nie podskakuje, tylko coś mu tłumaczy. — ...a we wtorkowe wieczory ojciec gotuje, a tata uczy mnie latać!

Zbladł, gdy Weasley parsknął. To był chyba największy problem. Wszystkie anegdoty dziecka obrazowały ich cudowną, sielankową przyszłość życia domowego.

— Dziś wieczorem będziemy się uczyć — powiedział stanowczo, powodując, że dziewczynka zmarszczyła brwi.

— Nie złość się na nią — powiedział nerwowo rudzielec.

Granger głośno westchnęła.

— Dlaczego po prostu nie spotkasz się z Harrym? Chodzi o bliskość — powiedziała tonem znawcy. — Ten świat całkowicie zmienił jej rutynę. Sama podróż w przeszłość jest dla niej trudna, a teraz dodatkowo musi sobie poradzić z separacją rodziców.

— Separacja oznacza, że było się w związku. My jesteśmy sobie zupełnie obcy — odparł naprędce.

— Molly tego nie wie!

Draco zacisnął usta.

— Harry jest teraz nad jeziorem i chętnie zaopiekuje się małą. Wystarczy do niego podejść — dodała miękko Granger.

— Chodź, Molly. Pouczymy się trochę — stwierdził stanowczo, po czym wziął córkę za rękę i odciągnął od gryfonów.


Ostatnio ciągle żył w strachu, że się przywiązuje. Sytuacji nie poprawiał fakt, że ten sposób myślenia z pewnością nie spodobałby się prawdziwym rodzicom Molly. Wciąż miał w głowie te wszystkie zamieszczone w Proroku zdjęcia.

Myślenie o przyszłości było oznaką obłąkania. Czy Molly zasługiwała na poświęcenie, którego musiałby się dopuścić, aby zapewnić jej egzystencję? Potter wydaje się dość chętny, pomyślał i się skrzywił.

Czemu właściwie myślał o ich przyszłym odpowiednikach jako o oddzielnych osobach? Jakby nie patrzeć, to byli oni — jedynie o kilka lat starsi i mądrzejsi. To zaś oznaczało, że najbardziej produktywne decyzje, które mógłby podjąć, podążały tropem jego przyszłej jaźni...

— Tata! — zawołała Molly, gdy wypatrzyła Pottera.

Chłopak od razu wziął dziewczynkę w ramiona.

— Cześć, kochanie — powiedział, całując jej jasne włosy.

Draco zignorował dziwaczny ból w okolicach serca. Wszystko wskazywało na to, że Potter naprawdę kochał Molly. Od kiedy się tak dobrze dogadują?

— Ron i Hermiona zaproponowali, że wezmą Molly jutro na mecz — zagaił gryfon.

— Co? — Natychmiast się zezłościł.

— Myślę też, że musimy się wreszcie dogadać. — dodał chłopak, najprawdopodobniej cytując Granger. — Ze względu na Molly.

Draco prychnął. Cokolwiek chcesz, Potter. Żywił ogromną nadzieję, że dziewczynce przeszkadzała bliskość rodziców. Postąpię całkowicie odwrotnie, pomyślał z zadowoleniem.

Mała przystąpiła do ataku. Chwyciła ich dłonie, stając się żywym łącznikiem. Brunet wyglądał na niesamowicie dumnego, przez co nawet Draco poczuł się mile połechtany. Gryfon z wielką chęcią przejął inicjatywę i pociągnął ich do jednej z klas.

Był tak sparaliżowany, że po prostu bezmyślnie podążył za tłumem.


Gdy weszli na zajęcia, Snape zagapił się na nich zza swojego biurka.

— Ee, przyszła córka. — wyjaśnił krótko Draco.

— Pochodzi z przyszłości — dodał Potter, ewidentnie rozczulony.

— Zostałem poinformowany. — Severus spojrzał na dziecko, dłużej zatrzymując się na zielonych oczach i okrągłych okularach. To straszne, ale z dnia na dzień Molly coraz to bardziej przypominała Harry’ego. Snape ostatecznie zacisnął usta i zerknął na Draco z nieskrywaną dezaprobatą. W odpowiedzi chłopak posłał mu rozwścieczone spojrzenie. — Nie chcę rozbijać tak szczęśliwej rodziny, ale będzie pan dzisiaj pracował z panną Potter, panie Malfoy. Nie mam zaufania do naszego Wybrańca w kwestii warzenia mikstur, zwłaszcza tych niebezpiecznych. Nie będzie jednocześnie zajmował się kociołkiem i dzieckiem. Najlepszym rozwiązaniem problemu będzie odseparowanie od siebie tej dwójki.

Potter skrzywił się i puścił dłoń Molly, zaś Draco zamknął z irytacji oczy.

— Chodź — mruknął, ciągnąć dziewczynkę do swojego stanowiska. W drodze był świadomy, iż brunet patrzył za nimi tęsknym wzrokiem.

O dziwo, mógł pracować całkiem swobodnie. Molly siedziała obok, grzeczna i skupiona jak nigdy dotąd. Zachowywała się, jakby niejednokrotnie obserwowała go podczas warzenia eliksirów. Spodziewał się, że będzie biegać po pracowni i powodować wszechobecny chaos, więc był mile zaskoczony.

— Wszystko w porządku? — zapytał, zaskakując sam siebie.

Molly wydęła swoją dolną wargę w iście potterowskim stylu.

— Nie chcę cię rozpraszać.

— Ten eliksir jest na tyle prosty, że mógłbym go warzyć we śnie — powiedział pewnie, ale dziewczynka tylko się uśmiechnęła. Sprawiała wrażenie zmartwionej. — Na pewno dobrze się czujesz? — zapytał, próbując zdusić w sobie chęć ponownego zbadania jej czoła. Malutka entuzjastycznie pokiwała głową, ale ewidentnie coś było na rzeczy. — Więc o co chodzi?

Dziewczynka się zawahała, po czym rzuciła dyskretne spojrzenie Potterowi.

— Złościsz się na tatę? — spytała.

— Ee, oczywiście, że nie — powiedział, szczerze zaskoczony i zmusił się do uśmiechu. — Oboje jesteśmy teraz trochę zajęci, ale… nie pogniewałem się na niego.

Molly pokręciła się niepewnie na krześle, patrząc nań co najmniej podejrzliwie.

— Wkrótce porobimy coś razem — obiecał z nadzieją, że mała zazna spokoju. Miał całkowitą rację, bo uśmiechnęła się promiennie.

— Czy mogę zadać ci jeszcze jedno pytanie? — wyszeptała, patrząc teraz na Snape'a, który spacerował po klasie, co rusz odejmując punkty Gryffindorowi.

Draco zamrugał, uświadomiwszy sobie, że Molly rzeczywiście zachowywała się dziwnie względem nauczyciela. To oczywiste, że przynajmniej kilka razy się spotkali w przyszłości, bo przecież Severus był jego ojcem chrzestnym.

Skinął głową.

Dziewczynka wtuliła się w niego, co spowodowało, że napiął mięśnie, po czym stanęła na paluszkach.

— Dlaczego wujek Snape wyszedł ze swojego portretu? — wyszeptała mu do ucha nerwowym tonem.

— Ehm… — Draco westchnął i schował głowę w ramionach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz