28. CZTERY KWADRANSE

Harry w nerwowym geście zwilżył spierzchnięte usta, przygotowując się mentalnie na rozmowę w rezydencji Malfoyów. Nie wiedział, czy sieć Fiuu była dlań otwarta, ani czy Draco odpowie, ale miał nadzieję, że nie trafi na Narcyzę, a tym bardziej Lucjusza.

Skrzywił się, gdy w płomieniach zobaczył twarz Narcyzy. Chociaż była w większości zielona, nie straciła na swej dostojności i wyniosłości.

— Hm, pani Malfoy — powiedział na powitanie i znów się wykrzywił, bo zabrzmiał szczególnie nienaturalnie. Zdecydowanie wolał pozować na spokojnego i swobodnego, nie sprawiając przy tym wrażenia prostodusznego. — Tu Harry Potter. Chciałbym porozmawiać z pani synem, o ile jest w domu.

Kobieta przez chwilę studiowała go wzrokiem, a potem powoli przytaknęła.

— Jest w domu. — Nie uśmiechnęła się szczerze, ale też nie sięgnęła po różdżkę, co uznał za dobry znak. — Spodziewaliśmy się pańskiej sowy, ale rozmowa przez kominek też jest w porządku. Zawołam skrzata domowego, żeby go powiadomił. — Odwróciła na chwilę głowę, aby wydać polecenie służącemu.

Prawdę powiedziawszy, z jakiegoś powodu głupio liczył, że sama pójdzie po syna, co dałoby mu trochę czasu na zebranie myśli. Z nerwów przetarł lekko wilgotne dłonie o spodnie z nadzieją, że Narcyza niczego nie zauważy. Szczęśliwie, tym razem mu się upiekło. Zamiast tego, kobieta wciąż klęczała przy palenisku, patrząc nań przenikliwie, ale też ze spokojem. Nie uśmiechała się i nie wyglądała na zdenerwowaną.

— Hmm — burknął i natychmiast pożałował, że nie może przyłożyć sobie czubka różdżki do głowy. — Czy pani zachowanie oznacza aprobatę? Czy zaakceptowała pani to, co dzieje się pomiędzy mną a Draco? — zapytał z napięciem. — A może zaraz usłyszę, że pani syn przystał na propozycję małżeństwa i robię z siebie naiwnego głupca? — dodał, ugodzony nagłą rozpaczą, która utwierdziła go w przekonaniu, że podjął słuszną decyzję.

— Lucjusz był przeciwny — odpowiedziała z chłodnym uśmiechem. — Nie tego życzyliśmy naszemu synowi.

— Eee, wiem — burknął, uczepiwszy się promyczka nadziei, jakoby sprawa nie została jeszcze do końca przesądzona.

— Niemniej jednak Draco przypomniał nam, że rzeczywistość weryfikuje nasze pragnienia. W sposób bardziej uprzejmy niż przewidywałam, biorąc pod uwagę zaciekłość jego sprzeciwu — kontynuowała kobieta, zmieniając pozycję na wygodniejszą. Wyćwiczonym ruchem poprawiła swe szaty, aby wyglądem przypominały rozłożystą spódnicę. — Jako rodzice czasem musimy zaakceptować wybory, które podejmuje z taką samą uprzejmością, bo w przeciwnym razie ryzykujemy wyjście na źle wychowanych.

To chyba najgorszy los, jaki może spotkać ludzi z wyższych sfer, podsumował w myślach Harry z nadzieją, że nie uśmiechał się zbyt nieokrzesanie.

— Wspaniale — stwierdził, a potem powiercił się w pełnej napięcia ciszy, która pomiędzy nimi zapadła. To naturalnie, że nie czuł się swobodnie. — Naprawdę myślę, że go kocham, pani Malfoy.

— Jak miło, że najpierw informujesz o tym moją matkę, a nie mnie. — Usłyszał lodowaty głos dochodzący zza jej pleców i paskudnie się skrzywił.

Jasna cholera! Czemu zawsze coś knocił, kiedy się starał? W momencie poddał się fali wątpliwości, czy aby na pewno im się uda, ale potem zebrał się w sobie z mocnym postanowieniem, że dołoży wszelkich starań, aby tak właśnie było.

Potrząsnął głową. Obaj są zdeterminowani, a to w zupełności wystarczy. Całkiem możliwe, że porażka ich zdruzgocze, ale zaszli zdecydowanie za daleko, aby się wycofać.

— Wybacz — powiedział i odchylił głowę z nadzieją, że zobaczy Draco za Narcyzą. — Nie wiedziałem, że stoisz z tyłu.


— Naprawdę myślę, że go kocham, pani Malfoy.

Nie miał pretensji co do doboru słów, a tym bardziej uradowała go mieszanina zadowolenia i triumfu, która wzięła go w momencie we władanie, ale było mu przykro, że usłyszał tak ważne wyznanie jako drugorzędne. Nie tak to powinno wyglądać.

Harry nadal obawia się konfrontacji z własnymi uczuciami.

— Jak miło, że najpierw informujesz o tym moją matkę, a nie mnie — powiedział i wyminął rodzicielkę, która ustąpiła mu miejsca przy palenisku z lekkim, rozbawionym uśmiechem. Harry wtedy poderwał głowę, więc najprawdopodobniej rzeczywiście nie miał zielonego pojęcia, że zdążył podejść do bawialni.

To tylko spotęgowało wrażenie niewłaściwości tego, co się właśnie wydarzyło.

— Wybacz. — W głosie mężczyzny pobrzmiewało szczere zakłopotanie. Nie wiedziałem, że stoisz z tyłu.

— Zauważyłem — odparł i przyklęknął, zapatrzywszy się w wyrzeźbioną w ogniu twarz ukochanego. Ponownie poddał się intensywnej mieszaninie emocji — pożądania, irytacji, nienawiści, gniewu i palącej przyjemności, wcześniej dawkowanych w mniejszych ilościach. — Wątpię, abyś to powiedział, gdybyś wiedział.

Harry momentalnie się zjeżył, sprawiając wrażenie gotowego do ataku. Draco znieruchomiał, bo wcześniej mówił bardziej złośliwe rzeczy i nic podobnego nie miało miejsca.

— Myślałem o nas. — Usłyszał i, ot na wszelki wypadek, rozejrzał się po bawialni. Matka wyszła z pokoju, tak jak powinna, więc mogli swobodnie rozmawiać. — Nie chcę się poddać, kiedy mnie oskarżasz. Niektóre argumenty, które wysunąłeś, rzeczywiście miały podstawy bytu, ale nie wszystkie.

Skrzyżował ramiona, podczas gdy na żołądku osiadło mu coś nieprzyjemnie chłodnego.

— Och, naprawdę? — spytał. — Uważasz, że ujdzie ci na sucho wygadywanie tych samo usprawiedliwiających bzdur?

— Jak już powiedziałem, niektóre kwestie podniosłeś słusznie. — Harry sprawiał wrażenie nieugiętego. — Niemniej jednak nie zawsze będę się z tobą zgadzał i pochylał głowę w geście poddania. Nie obawiam się twojej dezaprobaty. Jeżeli myślisz, że w ten sposób będziesz kontrolował nasz związek, to jesteś w dużym błędzie.

Draco zwilżył usta.

— Skoro tak twierdzisz, to słucham, powiedz mi, jak nas dalej widzisz — poprosił.

— Najpierw sprawdzę, czy Nova Cupidita zniknęła raz na zawsze. To mój priorytet.

— No tak, oczywiście — odpowiedział pospiesznie ze smakiem goryczy na języku. — Czyli nadal chowasz się za klątwą i myślisz, że to jedyna rzecz, która może usprawiedliwić moje uczucia.

Harry przewrócił oczami.

— Nic podobnego, draniu. Chcę się po prostu upewnić, że to, co będziesz czuł podczas dawania tyłka, przyjdzie naturalnie, co w praktyce oznacza absolutny zakaz picia drinków dodających odwagi, czy faszerowania się afrodyzjakami.

Draco się wyprostował, nagle owładnięty pożądaniem.

— Nie potrzebuję żadnych wspomagaczy.

— Zostałem uświadomiony w kwestii twoich miłosnych podbojów z czasów przed przekleństwem. Ron przeprowadził gruntowne badania i dołożył wszelkich starań, żebym wszedł w ten związek z „otwartymi oczami”. Nietrudno było wyciągnąć poprawne wnioski. Nie znałem wcześniej żadnego czarodzieja, który umawiałby się na tyle schadzek tygodniowo i nie korzystał z pomocy różnego rodzaju medykamentów czy eliksirów.

Usłyszawszy te pomówienia, roześmiał się w głos. Właśnie o tym marzył — facet rzucił weń rękawicą, zamiast się poddać i przyjąć wszystko, co zgotował mu przekorny los; wreszcie próbował położyć dłonie na oferowanych mu skarbach, zamiast nieśmiało je odrzucać z obawy przed wyrządzeniem komuś krzywdy.

— Sporo założyłeś — podsumował. — Że wszystko, co usłyszałeś, jest prawdziwe. Że potrzebowałem wspomagaczy, aby uwodzić ludzi. Że to ty mnie przelecisz, a nie na odwrót — wytknął.

Nawet przez palenisko było widać, że Harry zacisnął dłonie w pięści, zupełnie jakby powstrzymywał się przed wyciągnięciem doń ręki. Draco otworzył usta, żeby go do tego zachęcić, ale nie miał szansy zabrania głosu, bowiem został wyprzedzony.

— W porządku. W takim razie alkohol. I eliksir, żeby mieć pewność, że staniesz na wysokości zadania, biorąc pod uwagę częstotliwość schadzek — kontynuował brunet. — Wybacz, ale to subtelna różnica.

Zdeterminowany, pochylił się naprzód, że prawie uderzył głową w okalający palenisko mur kominka.

— Skoro tak uważasz, to może powinieneś wpaść do mnie i spróbować co nieco. Masz teraz pewność, że jestem całkowicie trzeźwy.

Harry przez chwilę się nań zagapił, przez co Draco odniósł wrażenie, że podejmie wyzwanie i rzeczywiście to zrobi.

— Naprawdę? — Mężczyzna przewrócił oczami. — Masz mnie za tak wielkiego głupka? — zapytał z irytacją. — Wbrew temu, co sądzisz, nie jestem żałosnym, masochistycznym idiotą, który desperacko potrzebuje, aby ktoś inny podejmował za niego decyzje. Jeżeli się zgodzę na tę propozycję, tylko potwierdzę twoją opinię.

Momentalnie się skrzywił. Nawet nie przypuszczał, że to, co powie, zostanie kiedyś obrócone przeciwko niemu i to w tak dramatyczny, prawie niemożliwy sposób.

— Owszem, masz mnóstwo wad, ale wciąż cię pragnę.

— Naturalnie. — W głosie Harry’ego pobrzmiewała gorycz. — Ciało mam całkiem fajne, tylko umysł popaprany.

— Naprawdę sądzisz, że cię przelecę i dam ci kosza? — Uniósł jedną brew z pogardą. — Obaj posunęliśmy się za daleko, żeby poprzestać na jednej wspólnie spędzonej nocy.

— Jestem przekonany, że zostaniesz na powtórkę z rana, a może nawet popołudniowe obciąganko — parsknął brunet. — Jak możesz mi zaufać, skoro w twoim mniemaniu przekręcam wszystko, co mówisz? Jak możesz chcieć być ze mną, skoro masz wrażenie, że cię zostawię, kiedy znajdę następną duszyczkę, której należy pomóc? Jak możesz być dumny ze spotykania się z człowiekiem, który zmądrzał na przestrzeni czasu? — Harry westchnął. — Badania, którymi się zajmuję, są tylko moim hobby. Co więcej, nigdy nie zapomnisz o bólu, który ci sprawiłem i tym, że zneutralizowanie klątwy zajęło zdecydowanie zbyt długo.

Draco odchylił się na kolanach i zmrużył oczy. Ton rozmowy się zmienił i musiał zrozumieć dlaczego, zanim odpowie.

— Rozumiem, że czujesz się zraniony moimi słowami, ale też nie oczekiwałem, że uwierzysz w każde oskarżenie i po prostu się poddasz. Czemu mówisz takie rzeczy?

— Cóż, próbuję nad sobą popracować, niemniej jednak nie gwarantuję zmiany z dnia na dzień. Chcę wiedzieć, czego ode mnie oczekujesz i czy za każdym razem, gdy popełnię błąd, będziesz mnie atakował z taką samą niszczycielską wściekłością. Z początku z pewnością będę stawiał opór, ale po dłuższym czasie odpuszczę. Nie zniosę związku z mężczyzną, który nieustannie mnie krytykuje, choć w rzeczywistości pragnie, abym nabrał pewności siebie. Jeżeli przytaknę twoim argumentom, znów nazwiesz mnie masochistą, a potem powiesz, że się znudziłeś.

— Wywołanie mnie przez Fiuu jest podjęciem inicjatywy, a nie siedzeniem na tyłku. Widzę też, że jesteś mną romantycznie zainteresowany — odpowiedział powoli, sięgając ku rozwiązaniu, które się przed nim zmaterializowało. — Owszem, popełniłeś błąd, najpierw wychodząc z ukrycia do mojej matki, ale nie zacząłeś za to w kółko przepraszać, co uważam za sukces — wytłumaczył. — Niemniej jednak wciąż bardziej martwisz się tym, że mnie przypadkowo zranisz, a nie krzywdą, którą wyrządzisz samemu sobie.


Harry wiedział, że ostatni argument nie był prawdą, ale nie miał pojęcia, jak najlepiej zaprzeczyć temu oskarżeniu, nie wychodząc przy tym na samolubnego drania. Toczył nie dość, że wewnętrzną walkę, to jeszcze znosił ból skręconego w nerwowy supeł żołądka, bo rzeczywiście martwił się, że zabrzmiał zbyt ostro i będzie się musiał natrudzić, żeby załagodzić sprawę.

Wziął głęboki oddech i po raz kolejny powiedział sobie, że ma do czynienia z dorosłym mężczyzną, który potrafi się obronić — jeżeli cokolwiek z tego, co usłyszał, naprawdę go zabolało, przełknie gorycz, ale nie będzie znosił niepotrzebnego cierpienia i zrezygnuje z układu.

— Nie mam ogromnych wyrzutów sumienia, bo inaczej, jak sam mi wypomniałeś, natychmiast bym przeprosił — powiedział, odchrząknąwszy, aby przeczyścić gardło. — Oczywiście, nie zamierzam cię umyślnie ranić, ale też nie będę stąpał wokół ciebie na paluszkach — kontynuował. — Gdy w pewnym momencie przekroczysz granicę, sam od ciebie odejdę.

Draco zareagował instynktownie i wyciągnął doń rękę, zupełnie jakby zapomniał, że rozmawiają przez kominek. Uświadomiwszy sobie pomyłkę, opuścił dłoń i potrząsnął głowę, nawet na sekundę nie spuściwszy spojrzenia z Harry’ego.

— W porządku, to właśnie chciałem usłyszeć. Zależało mi, żebyś przemyślał sprawę i wziął się w garść.

— Gdy po raz pierwszy mnie sprowokowałeś, nie wpadłem na podobną możliwość — zauważył. Obecna przy konfrontacji w kuchni Hermiona nie dawała mu spokoju, zwracając jego uwagę na przepełniony złośliwością ton Draco. Próbowała też przekonać go, że facet po prostu chciał wymierzyć mu karę, ponieważ widział go poniżonego przez klątwę.

— To bardziej niż oczywiste. — Malfoy przewrócił oczami. — Byłem szczęśliwy, że zneutralizowaliśmy Novę Cupiditas i wreszcie mogłem swobodnie się wypowiedzieć. Cieszyłem się, że mnie wysłuchałeś, a nie zacząłeś obwiniać za niezrozumienie własnych emocji. — Spojrzał na niego przenikliwie. — Jednocześnie jestem rad, że postanowiłeś dać sobie drugą szansę i próbujesz się zmienić.

— W niektórych aspektach — wytknął. — Nie we wszystkich.

— Mam wrażenie, że przed kilkoma minutami to podkreśliłem. — Uśmiechnął się Draco. — Spotykanie się z kimś, kto ciągle mi przytakuje, nawet jeśli się nie zgadzamy, nie jest zabawne.

— Często miewałeś takie przypadki, prawda? — zapytał ściszonym tonem.

— Wystarczająco często, żeby zrozumieć, że wolę przekornego partnera — odpowiedział mężczyzna, odsłoniwszy drapieżnie zęby. Chociaż brzmiał na spokojnego, Harry wiedział, że to tylko złudzenie. W ciągu ostatnich wspólnie spędzonych tygodni całkiem dobrze go poznał — rozpoznawał, gdy szybciej biło mu serce, zauważał czerwieniejące policzki, a nawet, kiedy wyostrzał mu się wzrok. Teraz nie miał żadnych wątpliwości. Draco był podniecony. — Jeżeli chcesz mi coś zaoferować, serdecznie zapraszam. Weź sprawy we własne ręce.

Automatycznie się roześmiał. Coś zawróciło mu w głowie. Potrzebował chwili, żeby zinterpretować to uczucie, a gdy tego dokonał, aż sapnął ze zdumienia. Dawno nie poddał się tak gorącej, zawrotnej przyjemności.

— Naprawdę? — wymruczał. — Okazałbym uległość, przyjmując tak sugestywne zaproszenie.

— Widzę, że będę musiał zwrócić większą uwagę na to, co mówię. — Malfoy uniósł brew, zaś Harry uśmiechnął się z zadowoleniem. — W takim razie wpadnij na przysłowiową herbatkę. — Spoważniał, a przynajmniej na tyle, żeby pokazać, że jest poważny. Wyciągnął też rękę w zapraszającym geście, pozwalając swoim palcom unosić się tuż nad płomieniami. — Jeżeli mnie pamięć nie myli, obiecałeś sprawdzić, czy pozostałości po klątwie rzeczywiście zniknęły — przypomniał, ewidentnie usatysfakcjonowany przebiegiem rozmowy. Sprawiał wrażenie drapieżnika, który wypatrzył upragnioną od dawna zwierzynę.

Westchnął pod nosem i musiał zwalczyć pragnienie natychmiastowego wyrażenia zgody. Kilka razy przełknął ślinę, a kiedy wreszcie złapał oddech, był bardziej zdyszany, niż pragnął.

— Chodź tutaj — podsumował stanowczym tonem Draco i ponownie wyciągnął doń rękę, jakby naprawdę zamierzał go chwycić i wciągnąć w ogień.

Podjąwszy decyzję, Harry się uśmiechnął i przyjął oferowaną dłoń.

Spodziewał się tradycyjnego przejścia. Jak zawsze, opuściwszy kominek, chciał sprawdzić, czy ubabrał się sadzą i na wszelki wypadek przetrzeć okulary, ale nie miał ku temu sposobności, gdyż Draco w momencie przycisnął go do kominka i pocałował, przymykając oczy z pożądania.

Jęknął i uchylił usta, odpowiadając na pieszczotę drugiego języka. Ledwo mógł oddychać, ale przez kilka chwil nie miało to najmniejszego znaczenia, ponieważ poczuł zaciskające się na ramionach dłonie. Serce biło mu niczym młotem, zupełnie jakby biegł w wyścigu lub walczył o życie.

W pewnym sensie tak właśnie było. Wreszcie nastąpił kulminacyjny moment, na który czekał od dłuższego czasu.

Chociaż było mu bardzo przyjemnie, powinien wykorzystać tę chwilę i rzucić zaklęcie ujawniające, aby potwierdzić, czy Nova Cupiditas naprawdę zniknęła. Jeżeli powietrze wokół ramion mężczyzny byłoby czyste, zamiast czarnego lub czerwonego, przynajmniej by się uspokoił.

Draco odsunął się od niego z ciemniejącymi oczami, nadaremnie walcząc o zachowanie powagi. Nieustannie przesuwał dłonie z ramion kochanka na jego pośladki, podczas gdy ten przeczesywał mu włosy palcami. Harry go pociągnął i zobaczył, że szare oczy wydawały się rozgniewane, jakby miał ochotę coś zniszczyć.

— Tak to będzie wyglądało — podsumował ochrypłym tonem. — Zrobię, co zechcę, a ty mi na to pozwolisz.

— Nie chcesz takiej uległości — odpowiedział, opierając się plecami o kominek. Z trudem łapał oddech. Musiał odzyskać przytomność umysłu, bo inaczej facet połknąłby go całego i zostawił zaledwie pustą skorupę. — Zdecyduj się wreszcie.

Draco uderzył dłonią w kamienną część kominka — albo musiał się wyładować, albo czuł potrzebę odcięcia Harry’emu drogi ucieczki.

— Gwarantuję, że mi się poddasz. Jeżeli nie dobrowolnie, to znajdziemy inny sposób.

— Miewasz czasem partnerów, którzy stawiają ci opór? — zapytał, unosząc brwi. — Jakże perwersyjnie.

Oczy mężczyzny pociemniały z pożądania, co zaś sprawiło, że Harry się uśmiechnął, nie wiedząc dokładnie dlaczego. Tego typu drażnienie było mieczem obusiecznym, niebezpiecznym zarówno dla jednego, jak i drugiego. I balansowało na granicy kwestii, których lepiej nie poruszać, kiedy byli tak blisko uprawiania gorącego, namiętnego seksu.

Jeżeli miał do czynienia z prawdziwym Draco, wyzwolonym z okowów klątwy, to najprawdopodobniej odkrył swe prawdziwe ja, pragnące życia na krawędzi. Obaj musieli się nauczyć życia z kimś nieidealnym.

— Wiesz, o co mi chodzi. — Mężczyzna wplątał mu dłonie we włosy, ściskając je w zdecydowanie niekojący sposób. Harry z kolei musiał walczyć, aby nie przymknąć z przyjemności oczu. — I będę wdzięczny, jeżeli przestaniesz udawać, że jest inaczej. — Przechylił głowę i znów go pocałował, od razu przechodząc do konkretów. Używając ciężaru swego ciała, przycisnął go do kominka, przez co Harry odniósł wrażenie, że nie wróci do domu bez siniaków.

Spróbował odwdzięczyć się tym samym, ale pozycja, w której stał i siła, z jaką był trzymany w uścisku, wszystko mu utrudniały. Wtem los się doń uśmiechnął, ponieważ zdołał chwycić Draco za ramiona i się razem z nim odwrócić.

— Właśnie tak — syknął mu do ucha, trzymając kochanka w żelaznym ucisku. Z trudem powstrzymywał dyszenie. Był tak bliski hiperwentylacji, że to aż niewiarygodnie. Nie mogąc się powstrzymać, przesunął dłońmi wzdłuż kręgosłupa mężczyzny, aż do pośladków, które z przyjemnością ścisnął. — Wiem, czego pragniesz. Pytanie brzmi, czy spełnisz wszystkie swoje fantazje, czy tylko połowę — wyszeptał drażniącym tonem, a kiedy blondyn jęknął, przygryzł mu płatek ucha.

Draco musiał być na to przygotowany, ponieważ w momencie przechylił szalę zwycięstwa na swoją korzyść, przewróciwszy go na podłogę. Harry poddał się temu, rozbawiony i szczerze przekonany, że może wstać, kiedy tylko zechce. Okazało się jednak, że był w ogromnym błędzie, ponieważ gdy spróbował się podźwignąć, został z powrotem przygwożdżony do podłoża. To wręcz niewiarygodne, ale wyglądało na to, że facet zyskał jakąś nadnaturalną siłę.

— Skorzystam ze wszystkiego, co mi oferujesz — powiedział Malfoy. — I wezmę jeszcze więcej. — Pochylił się nad Harrym i odchylił mu głowę do tyłu, odsłoniwszy szyję.


Żądza doprowadzała go do szaleństwa.

Chciał skubać skórę Harry’ego, gryźć go i pieprzyć, aż obaj skończą wyczerpani i niezdolni do jakiegokolwiek ruchu. Pragnął popchnąć kochanka na skraj wytrzymałości, aby w trakcie potężnego orgazmu uwolnił swą magię. Wszystko w nim krzyczało, każda komórka ciała, każdy nerw. Jęczał, a że wstydził się własnych reakcji, rekompensował to sobie poprzez drażnienie odsłoniętej szyi.

Gdy Harry również stęknął, Draco nieco się uspokoił, że nie tylko z niego wychodziło teraz najprawdziwsze zwierzę. Odchylił się do tyłu, oblizał usta i, ot na wszelki wypadek, przytrzymał mężczyznę w miejscu, co sprawiło, że ten spojrzał nań szczerze zdezorientowany.

— Wezmę cię, ale nie tutaj — powiedział.

— Składasz zbyt wiele obietnic bez pokrycia. — Uśmiechnął się zadziornie brunet, dając mu do zrozumienia, że doskonale wie, jakie wyzwanie mu rzuca.

Draco musiał podnieść tę rękawicę.

Przejechał paznokciami po klatce piersiowej Harry’ego, przez co ten syknął z bólu, a potem ponownie skupił się na odsłoniętej szyi. Odkrył, że skubanie zębami w tym miejscu sprawia, że kochanek drży z przyjemności i staje się wiotki, a podrapanie go po boku głowy i przeczesanie palcami włosów — że wydawał z siebie cichy, trochę mrukliwy dźwięk, którego raczej nie był świadomy. Co interesujące, facet przeoczył nawet fakt, że Draco rzucił nań urok piórkowy, zręcznie odebrał mu różdżkę, a następnie go podniósł — a przynajmniej dopóki nie wylądował pośrodku dużego łóżka w sypialni na piętrze.

— Co…? — Harry rozejrzał się wokół, jeszcze nieprzytomny, zupełnie jakby nadal spodziewał się leżeć na podłodze w salonie z kominkiem. — Co właściwie robisz…?

— Zaraz cię wypieprzę — odparł zwięźle, porzuciwszy pomysł słownych gierek. Dla podkreślenia swoich intencji machnął różdżką i rozebrał ich zaklęciem.

Sposób, w jaki zielone oczy Harry’ego rozszerzyły się i pociemniały, był cholernie podniecający. Draco naprawdę miał na myśli to, co powiedział wcześniej — że skończył z zabawą i przyszedł czas na konkrety. Odrzucił różdżkę na bok, wszedł na łóżko i zawisnął nad kochankiem.

Ten wyciągnął doń rękę, dlatego też znów zaczął go kąsać, bardziej rozpalony niż wcześniej.

Jeszcze nigdy nie był tak podniecony.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz