16. SZCZĘŚLIWA LICZBA

Zdecydowanie miał rację. Prawdę powiedziawszy, nie mógł postąpić lepiej, rzuciwszy zaklęcie, które położyło kres tej nienaturalnej miłości. Już wcześniej zastanawiał się nad emocjami, które sprawiały, że Draco trzymał się go tak kurczowo i doszedł do wniosku, że klątwa nie kieruje się wyłącznie żądzą, bo w przeciwnym wypadku zostałby zgwałcony na miejscu, bez żadnych podchodów i przebieranek. Nie mogło to być też tylko pragnienie pomieszane z zazdrością, ponieważ wtedy ofiara zachowywałaby się bardziej racjonalnie i żądałaby ciągłego zapewnienia, że obiekt nie jest zainteresowany nikim innym. Argumentem przeważającym za tą teorią był więc fakt, iż Malfoy z uporem maniaka twierdził, że go pokochał w ciągu kilku dni.

Użył zaklęcia, które sam skonstruował, będącego odmianą popularnego uroku zakańczającego inkantacje, mającego pewnego rodzaju moc łagodzenia eliksirów miłosnych. Stosował go niegdyś na ludziach, którzy zostali dotknięci jednym z gadżetów George’a, wywołującego zauroczenie.

Szczęśliwie, zadziałało.

Draco siedział teraz w grubszej nieprzezroczystej szacie na kanapie przy kominku w salonie i nijak zareagował, kiedy Harry zajął miejsce obok.

— W porządku. Tak się sprawy mają — zagaił i upił łyka gorącej czekolady, którą sobie wcześniej przygotował w kuchni. Naturalnie, zapytał towarzysza, czy też chce, ale ten odmówił, potrząsnąwszy głową. — Nova Cupiditas składa się przynajmniej z trzech elementów. Nie wiem, czy trzecia część jest nowa, czy też od początku była zakorzeniona w dwóch pozostałych i po prostu jej nie zauważyłem, ale najważniejsze, że dowiedzieliśmy się o jej istnieniu. Wszystko sprowadza się do pożądania, zazdrości i miłości.

Mężczyzna się spiął, ale nie odpowiedział. Oczywiście, to w pełni zrozumiałe. Sam prosił się o ból głowy, gdy myślał o tym, co przeszli razem w ciągu ostatnich kilku dni oraz potrzebował trochę czasu, żeby wyleczyć powstałe blizny. Wyobrażenie sobie tego, co musiał czuć Malfoy, było nadzwyczaj trudne.

— W pewnym momencie doszedłem do wniosku, że miłość zastąpiła pożądanie i zazdrość, ponieważ zachowywałeś się inaczej — kontynuował. — Użyłem zaklęcia, które w teorii powinno na krótki czas zneutralizować tę konkretną część klątwy. Cieszę się, że zadziałało fenomenalnie.

Draco wreszcie nań spojrzał. Do piersi przyciskał poduszkę, najprawdopodobniej w formie wsparcia, a w szarych oczach lśniło wewnętrzne rozdarcie, które Harry zapamiętał z czasów, kiedy sam próbował przeciwstawić się Dudleyowi. Znów się skrzywił i wziął głęboki oddech. Był to winien Malfoyowi, gdyż straszliwie się rozpraszał, zamiast skupiać na szybkim znalezieniu rozwiązania problemu i nie podjął wszelkich środków ostrożności. Jakby nie patrzeć, bawił się i wahał, zamiast zrobić to, co należało.

— Nawet przez sekundę nie uwierzyłeś, że cię kocham — wyszeptał blondyn.

Potrząsnął głową. Jeżeli naprawdę mieli zacząć wszystko od nowa, równie dobrze mogli postawić na całkowitą szczerość.

— Nie wtedy, gdy klątwa nabrała rozpędu. Wiedziałem, że w rzeczywistości darzysz mnie zupełnie innymi uczuciami. Najgorsze, że… chciałem, aby to była prawda — powiedział z wahaniem i zaśmiał się, aby rozładować napięcie. — Wiem, jak to musi wyglądać. Kto chce być kochany przez człowieka, któremu próbuje pomóc, który potrzebuje opieki i jest godzien współczucia? To czysty egoizm, ale tak się właśnie czułem. — Westchnął przeciągle. — Chciałem, żeby twoja miłość była prawdziwa i właśnie dlatego wiedziałem, że jest na odwrót.


Draco się zagapił. Czuł w sobie wielką pustkę, choć wcześniej przepełniała go miłość. Był też cholernie sfrustrowany.

Pomylił się w ocenie Harry’ego Pottera. W rzeczywistości nie lubił znajdować się w centrum uwagi w szkole i nie był zarozumiałym bohaterem. Jest raczej typem masochistycznego małego gnojka, który jest święcie przekonany, że nie zasłużył na nic dobrego i nieszczególne ufa swoim własnym pragnieniom.

Racjonalnie rzecz biorąc, powinien być wdzięczny za te cechy, bo oznaczały, że facet całym swym jestestwem przeciwstawi się gwałtowi, ale również to, że jeżeli zdoła przełamać klątwę, skończy z jednym złym wspomnieniem mniej.

Czuł się rozdarty. Żałował, że Harry zaprzepaścił dobrą okazję na satysfakcjonujący seks. Żałował, że nie było mu dane poczuć, jak to jest być w środku i rozkoszować się ciasnotą, o której tak intensywnie marzył. Chciałby zyskać to, czego pragnął dzięki klątwie, a mianowicie lojalność i pełne oddanie Harry’ego w zamian za swoje. Jednocześnie dążył do uwolnienia się od przekleństwa i możliwości kierowania własnymi działaniami.

Ano, był zdrowo popieprzony, a kłębiące się w nim uczucia nie miały najmniejszego sensu. Dobrze wiedział, czego pragnie i musiał powiedzieć, że zdecydowanie nie była to propozycja kompromisu.

Harry miał na sobie przetransmutowane ubrania z szat, którymi go wcześniej odział. Szczerze mówiąc, rozumiał, dlaczego tak się opatulił, chociaż w domku nie było chłodno. Odzież stanowiła swojego rodzaju barierę, której teraz wydawał się potrzebować.

— Jak ta wiedza ma nam pomóc? — zapytał, żeby nie zgrzytać zębami z frustracji.

— Cóż, zacząłem się zastanawiać nad wyglądem klątwy — odpowiedział brunet, opuszczając kubek z gorącą czekoladą na kolana, aby móc gestykulować jedną ręką. Draco w momencie zapragnął wziąć tę dłoń w swoją, spleść ich palce razem, a potem possać opuszki, dopóki Harry nie zacznie błagać, aby przestał. Cierpiał z powodu odmowy, więc nie powinien być w tym osamotniony. — Te pnącza na twoich ramionach, jakby postrzępione, moim zdaniem symbolizują zazdrość i wyglądają na element układanki. Pomiędzy mackami pożądania, które oplatają twoją głowę niczym korona, są luki, takie puste przestrzenie, gdzie gnieździ się fałszywa miłość — wytłumaczył. — Jestem przekonany, że mogę stworzyć zaklęcie, które skorzysta z tych luk i rozerwie je na strzępy.

— Czyli chcesz jakby wypełnić te przestrzenie i stworzyć pełną układankę — podsumował beznamiętnym tonem. Zmusił się, żeby wysłuchać koncepcji rozwiązania problemu, ale mierzwiło go, że okazała się cholernie nieromantyczna. Szczerze mówiąc, było mu to bardzo nie w smak. Wyobrażał sobie, że przełamuje klątwę, przekonując Harry’ego, że jednak naprawdę go kocha.

Miłość, co prawda, zniknęła, ale gniew pozostał, a razem z nim nadzieja, która bez fałszywego uczucia sprawiała wrażenie kruchej i żałosnej.

— Dokładnie! — Uśmiechnął się z zadowoleniem mężczyzna. — Myślę, że będę potrzebował więcej niż jednej próby i całą masę eksperymentów, głównie ze statystycznymi polami i różnymi kombinacjami zaklęć, ale wreszcie nam się uda, Draco. — Zawahał się, po czym wyciągnął rękę i położył mu dłoń na kolanie. — Byłeś naprawdę dzielny — dodał ściszonym głosem, jakby przemawiał do starego psidwaka z kontuzjowaną łapą. — Niedługo to wszystko się skończy.

— Wolałbym nie — odpowiedział.

Harry wbił weń pełen niezrozumienia wzrok, podczas gdy jego twarz zastygła w wyrazie bezbrzeżnego niedowierzania.

— Co…?

— Wolałbym, żebyś patrzył na mnie tak, jak ja patrzyłem na ciebie, żebyś wił się pode mną i jęczał moje imię, zatopiony w nieziemskiej rozkoszy i żebyś trzymał innych na dystans, mając czas wyłącznie dla mnie — wyznał. — Rozumiesz?

Harry spuścił wzrok i skinął głową. Wyglądał nieswojo i cholernie żałośnie, przez co Draco w momencie nabrał ochoty, żeby mu przyłożyć.

— Yhym, rozumiem. Te trzy elementy składowe są pewnikiem i mogę śmiało założyć, że…

— Właśnie wyklarowałem ci moje uczucia — przerwał mu, po czym wyciągnął rękę i złapał go za nadgarstek. — Nie obchodzi mnie, czy są fałszywe. Mam gdzieś, że są wywołane przez klątwę — dodał stanowczym tonem. — Chcę, żebyś to uszanował.


Harry wziął głęboki oddech, pełen sprzeczności. Nie… cóż, poniekąd rozumiał, co Draco miał na myśli, ale nie wiedział, co odpowiedzieć na takie wyznanie.

Nie sposób udawać, że klątwa jest nieprawdziwa, a miłość, którą roznieciła, czymś pięknym i naturalnym, zamiast uciążliwym problemem. Zaklęcie, którego użył, było tymczasowe i zadziałało wyłącznie dlatego, że fałszywe uczucie było wówczas emocją dominującą, a nie pożądanie czy też zazdrość. To, że Malfoy się natychmiast opamiętał i trochę otrzeźwiał, dodatkowo utwierdziło go w przekonaniu, że ta „miłość” jest zasługą Novy Cupiditas.

Chcę, żeby wrócił do zmysłów. W tej chwili jest przekonany, że naprawdę jest we mnie zakochany, ale wszystko zrozumie, kiedy przełamiemy przekleństwo.

— Czy to oznacza, że nie pozwolisz mi poeksperymentować z magią? — zapytał z największą ostrożnością i delikatnie wyjął rękę z uścisku. Nie odzyskał jednak wolności, bowiem dłoń Draco momentalnie za nim podążyła, a co się z tym wiązało, mężczyzna przysunął się bliżej.

Musiał przymknąć powieki. Nigdy wcześniej nie rozkoszował się zapachem Malfoya, gdyż zazwyczaj był pochłonięty reakcjami własnego ciała i dodatkowo chroniony przez Chłodny Prysznic. Teraz nic go nie stopowało, więc wciągnął do nozdrzy ciężki zapach róż, który sprawił, że zacisnął usta, bowiem prawie zaczął się ślinić.

— Nie. — Usłyszał. — Pozwolę ci na eksperymenty. — Oddech Draco owiał płatek ucha Harry’ego, co było jednocześnie oszałamiające, jak i straszliwie głupie. Nie mógł zrozumieć, dlaczego tak bardzo go pragnął, skoro wiedział, z czym w rzeczywistości się mierzy — przecież doskonale pojmował, że uczucia, którymi został obdarzony, nie są prawdziwe. — W międzyczasie chcę, żebyś traktował mnie jak dorosłego, a nie dziecko.

— Muszę cię chronić — odpowiedział, zmusiwszy się do otwarcia oczu. Odsunął się również, ot dla bezpieczeństwa. Tyle był w stanie zrobić. — Nie możesz… Nie odmawiaj mi, Draco.

— Teraz wiesz, jak to jest. — Uśmiechnął się zarozumiale Malfoy, chociaż z początku sprawiał wrażenie zaskoczonego. — Frustracja potrafi być wykańczająca.

Harry westchnął i tym razem z większą siłą oswobodził swą rękę.

— Posłuchaj mnie uważnie — poprosił. — Musisz pamiętać, że Nova Cupiditas nie jest zwyczajnym przekleństwem i znacząco wpływa na twoją osobowość. Szczerze wątpię, żebyś kiedykolwiek mnie pożądał, nawet kiedy byłeś przy zdrowych zmysłach i gdybyś zobaczył mnie nago — wytłumaczył cierpliwie. — Czy przypominasz sobie wcześniejsze kochanki? Nie wiem, czy kogoś miałeś, czy nie.

— Od pewnego czasu z nikim się nie spotykałem. — Spojrzenie Draco było nieugięte. — Wciąż nie robisz tego, o co proszę — zauważył. — Traktuj mnie tak, jakby to uczucie było prawdziwe.

— W takim razie muszę odmówić — odpowiedział, dołożywszy wszelkich starań, żeby wyglądać na oazę spokoju. — Wybacz, ale w pierwszej kolejności myślę o klątwie, a dopiero potem o twoim komforcie. — Machnął dłonią, chcąc podkreślić swoje zdanie. — To właśnie myślenie o twoim dobrym samopoczuciu przed zneutralizowaniem przekleństwa wpędziło nas w ten bałagan.


Draco gwałtownie wstał z kanapy i zaczął spacerować po pokoju, chociaż skóra go świerzbiła, żeby znów złapać Harry’ego za rękę. Facet obserwował go z miną wyrażającą niezachwianą pewność siebie i sprawiedliwość przekonań — strasznie mu tym działał na nerwy.

Wziąwszy głęboki oddech, zatrzymał się w miejscu i wypowiedział słowa, które i tak zamierzał, niezależnie od tego, czy rzeczywiście miały znaczenie, czy były bezsensowne.

— Gadasz bzdury, Harry. Ilu ludzi na tysiąc, a nawet milion, podzielałoby twój sposób myślenia? Nie ufasz niczemu, co mówię. Chcesz, żebym znów stał się „idealnym” Draco Malfoyem, a więc mężczyzną, którego właściwie nie znasz. Jesteś tak samo zdeprawowany, jak ci ludzie, którzy na mnie napadli, tylko na zupełnie inny, równie pokręcony sposób. — Wspomnienie o Tropicielach Sprawiedliwości przypomniało mu o pojmanych, śpiących na łące czarodziejach, co zdecydowanie nie poprawiło mu i tak parszywego humoru. — Nic, co mnie dotyczy, nie ma wartości, dopóki tego nie przetrawisz.

Harry wziął drżący oddech i odwrócił wzrok. Draco nie spuszczał zeń spojrzenia, jednocześnie nienawidząc tego oblicza całym sercem i pragnąc nań patrzeć aż do śmierci.

— Zrozum. — Złożył dłonie w koszyczek, a Malfoy uważnie wsłuchał się w ton jego głosu. Nie potrafił stwierdzić, czy będzie musiał znieść następne głupie zaprzeczenie, dlatego też pozwolił mu kontynuować. — Naprawdę nie wiem, co z tego wszystkiego, płynie z głębi twego serca. Ciężko mi odróżnić, co jest prawdą, a co iluzją. Najzwyczajniej w świecie nie chcę się potem dowiedzieć, że cię zraniłem, bo niewystarczająco poszanowałem twoją godność lub byłem świadkiem jakiegoś upokorzenia.

— Właśnie teraz mnie ranisz.

Harry wplątał dłonie we włosy.

— Kurwa mać! — syknął. — Nie jesteśmy w stanie się dogadać. — Zaczął wstawać z kanapy w ten charakterystyczny, gwałtowny sposób oznaczający, że zaraz podda się emocjom i wypadnie na korytarz.

Draco zapobiegawczo zrobił krok w kierunku drzwi, ale nie stanął na drodze. Po prostu upewnił się, że facet będzie musiał przejść obok niego przy wychodzeniu.

— Wysłuchaj mnie, Harry. Jest na to sposób — powiedział. — Będę z tobą współpracował przy przełamaniu klątwy, jeżeli przestaniesz się skupiać na przyszłości i spojrzysz na teraźniejszość. Wciąż uważam, że dla nas obu będzie lepiej i zdecydowanie łatwiej, gdy podejdziesz do tematu z odwrotnej perspektywy. Musisz skończyć z pesymistycznym myśleniem. Jeżeli nie możesz tego zrozumieć, to po prostu załóż, że obaj jesteśmy na równi, bo żaden z nas nie jest panem doskonałym oraz odetnij się od dawnego mnie, bo obecnie daleko mi do pogardzania człowiekiem, który stara się pomóc.

Brunet zatrzymał się wpół kroku i nań spojrzał.

— Mówisz poważnie — stwierdził z niemałym zdziwieniem. — Wciąż jesteś pod wpływem klątwy, ale naprawdę tak uważasz…

— Owszem. — Draco stoczył wewnętrzny bój, żeby nie przewrócić oczami. Zamiast tego, zdecydował się na inne podejście. Wyciągnął rękę i pogładził mężczyznę po policzku. W głębi duszy pragnął zrobić znacznie więcej, ale zdołał się powstrzymać, bo więcej na tym zyska. — Muszę wiedzieć, czy wspomożesz mój pomysł, czy nadal będziesz się kurczowo trzymał głupiej idei, którą wbiłeś sobie do głowy.


Harry potarł kark, próbując się przeciwstawić delikatnej pieszczocie i jednocześnie otrząsnąć się z oszołomienia, które powoli zaczynało brać go we władanie.

Wiedział, że Draco ma rację. Wcześniej podjął decyzję, że będzie robił coś zupełnie przeciwnego do tego, czego facet się domagał, ale nie zdołał dotrzymać tej obietnicy, ponieważ wysłuchał wszystkich zastrzeżeń i potraktował je poważnie.

Nie mógł znieść myśli, że zrani człowieka, którego ostatnio naprawdę dobrze poznał. Musiał po prostu pamiętać, że kiedy przekleństwo zostanie zneutralizowane, postawa Malfoya ulegnie zmianie i bez względu na bolesność tego doświadczenia, będzie musiał pozwolić mu odejść i wrócić do normalnego życia.

— W porządku — powiedział po dłuższej chwili milczenia. — Wracajmy do domu. Ron i Hermiona z pewnością są już wściekli, więc najlepiej zrobimy, jeśli skorzystamy z warsztatu i zakopiemy się w notatkach — dodał z niemałym trudem. — Co właściwie zrobiłeś z fanatykami, którzy cię przeklęli?

Draco się uśmiechnął, zaś szare oczy zabłyszczały z uciechy, niczym słońce rzucające promienie na taflę wody. Harry potrząsnął głową i spróbował się przekonać, że wcale nie zabrzmiał poetycko. Gdy czarodziej ponownie pogładził go po policzku i się odsunął, doszedł do wniosku, że poruszał się zdecydowanie bardziej swobodnie, aniżeli wcześniej. Najprawdopodobniej nie miało to żadnego związki z wypitym wcześniej eliksirem uspokajającym, a wynikało z pewności, że jednak mogą zachowywać się na miarę cywilizowanych ludzi.

Przygryzł dolną wargę. W duchu miał cichą nadzieję, że blondyn naprawdę doceni jego poświęcenie, zamiast złorzeczyć, że dostał szansę na zwiększenie dystansu i ją zmarnował.

— Hmm. — Draco odwrócił głowę. — Zostawiłem ich na łące związanych, uśpionych i niewidzialnych. Wkrótce powinienem odnowić urok usypiający, chyba że wolisz po prostu wrócić tam, żeby dokończyć przesłuchanie.

Harry zmarszczył brwi.

— Czy nie sądzisz, że ktoś podniesie larum, bo ich bliscy nie zameldowali się w domach o określonej godzinie?

Malfoy prychnął.

— Jeżeli ci fanatycy rzeczywiście są mugolakami, to ich krewni w dużej mierze zamieszkują mugolski świat, a co za tym idzie, nie zorientują się w sytuacji przez najbliższych kilka dni. Zanim ktokolwiek ruszy na poszukiwania, minie sporo czasu. Co więcej, przypuszczam, że ich przyjaciele będą na tyle rozsądni, aby milczeć, bo, jakby nie patrzeć, popełnili lub wiedzieli o niejednym przestępstwie. — Uniósł brwi. — Jeżeli nie, to będzie dla nas następny trop, dzięki któremu namierzymy resztę grupy.

Skinął głową.

— W takim razie odnów, proszę, zaklęcie usypiające. Jako pierwszy wrócę do domu.

— Upewnij się, że zawsze będziesz w towarzystwie Granger lub Weasleya — odpowiedział blondyn, wyciągnąwszy różdżkę.

— Czyżbyś się obawiał, że znów spróbują mnie porwać? — zapytał. — Mam nadzieję, że pozostali członkowie grupy nie mają zielonego pojęcia, co się wydarzyło na łące.

— Myślałem o czymś trochę innym. — Szare oczy przybrały ciemniejszą barwę. — Jeżeli będziecie we trójkę, raczej zrezygnujecie z seksu.

Harry ponownie skinął głową, zostawiwszy dla siebie wszelkie zastrzeżenia, jakie mógłby potencjalnie zgłosić. Cóż, jak widać klątwa nadal robiła swoje.


Draco zmaterializował się na łące i od razu rzucił zaklęcie, które ujawniło mu więźniów. Niektórzy z nich już odzyskiwali przytomność i zaczynali narzekać, zaś inni wciąż drzemali. Szczerze mówiąc, miał to głęboko gdzieś. Dobrze, że zawczasu pomyślał i zarekwirował wszystkim różdżki, żeby nie mogli uciec, ani się bronić.

Naturalnie, nie będą się również cieszyć towarzystwem Harry’ego.

Wyszczerzył zęby. Gdy sięgał pamięcią do życia sprzed klątwy, wiedział, że nie znalazłby w sobie równie ogromnych pokładów okrucieństwa. Och, oczywiście, czasami pragnął mocy, żeby skrzywdzić swych wrogów, tak jak każdy inny człowiek, ale nigdy nie zdecydowałby się na wprowadzenie planów w życie. Ograniczył się po prostu do czytania ksiąg traktujących o czarnej magii i bezcelowych marzeniach.

Dziś użył tych zaklęć, w wielu przypadkach po raz pierwszy.

Teraz chodził pomiędzy schwytanymi czarodziejami, odnawiając uroki usypiające i kontrolując swój gniew i nienawiść, nakłaniające go do dokończenia sprawy w wyjątkowo okrutny sposób. Harry, co prawda, był zrozpaczony, kiedy zobaczył rezultat walki, ale nawet nie zauważyłby, gdyby jeden z więźniów zniknął w tajemniczych okolicznościach. Na tę myśl aż zacisnął dłoń na uchwycie różdżki, która zdawała się kierować w stronę Kitchen.

Nie, pomyślał. Wtedy przestanie traktować mnie poważnie. Uzna, że moja prośba jest podyktowana klątwą, która ewoluowała na następny poziom, o ile to właściwie możliwe. Gdy stracę samokontrolę, już nigdy mnie nie wysłucha.

Skończywszy pracę, aportował się przed dom. Kiedy przemknął przez ochrony, wciąż odrobinę osłabione, i wszedł do środka, usłyszał podniesione głosy. Z irytacji przewrócił oczami. Tylko Granger i Weasley mogliby naskoczyć na Harry’ego za to, że został porwany.

Kiedy tylko przekroczył próg bawialni, zostały weń wycelowane dwie różdżki. Harry z kolei, w którego oczach płonął najprawdziwszy ogień, wyciągnął do niego rękę w rozkazującym geście.

— Oddaj mi, proszę, różdżkę, Draco.

— Może najpierw mi wytłumaczysz, co tu się najlepszego wyprawia? — zapytał w zamian, oparłszy się o framugę drzwi, czekając na rozwój wydarzeń.


— On jest szalony i niebezpieczny.

— Nie możesz pozwolić, żeby znów cię skrzywdzić, stary. Szczerze mówiąc, jestem strasznie zaskoczony, że tyle uchodzi mu na sucho. Podchodzisz do niego zbyt wyrozumiale.

— Nadal uważam, że najlepszym rozwiązaniem jest przekazanie go w ręce uzdrowicieli ze Świętego Munga. — Hermiona zmarszczyła z powagą brwi. — Jeżeli wciąż chcesz się nim zajmować, przynajmniej skonfiskuj mu różdżkę, żeby przynajmniej na nikogo się nie rzucił podczas testów.

Ron nic nie dodał, ale skinął tak gwałtownie głową, że potem musiał rozmasować obolały kark.

Harry niechętnie zgodził się na sugestie przyjaciół i obiecał, że poprosi Draco o różdżkę, gdy tylko wróci. W trakcie oczekiwania opowiedział im o Tropicielach Sprawiedliwości i mniej więcej streścił wydarzenia z rezydencji Malfoyów.

Oczywiście nie wszystkie, bowiem pominął co najważniejsze. Nie wspomniał o zastosowanych torturach i prawie gwałcie w domku o nieznanej lokalizacji.

To naturalne, że pewnych rzeczy nie mógł powiedzieć. Jakby nie patrzeć, niektórych granic się nie przekracza, dlatego też liczył na zrozumienie w kwestii prywatności. Było mu przykro, że musiał odebrać Draco różdżkę, chociaż odpowiedzialność za wszystko, co się dzieje, spoczywa na barkach tych szurniętych fanatyków. Ron i Hermiona uparcie namawiali go, aby zrobił coś więcej, ale wreszcie zadowolili się milczeniem i wymierzeniem w Malfoya.

— Może najpierw mi wytłumaczysz, co tu się najlepszego wyprawia? — Chociaż głos mężczyzny był zwodniczo łagodny, a oczy wyrażały spokój i jasność umysłu, Harry wiedział lepiej, bowiem zwrócił uwagę na luźno trzymaną w dłoni różdżkę. Gdy Ron zrobił krok naprzód, wzmocnił uścisk, przygotowany do odparcia potencjalnego ataku.

— Trzeba cię mocniej trzymać w ryzach. — Weasley zmarszczył brwi. — Wiem, że coś wykombinowałeś, choć Harry uparcie twierdzi, że po prostu się pokłóciliście.

— Rozumiem. — Draco spojrzał na Pottera. — Zgodziłeś się na to?

— Ograniczenia okażą się zbędne, jeżeli zachowasz zdrowy rozsądek — odparł. — Niemniej jednak potrzebuję twojej różdżki, a dodatkowo będę musiał cię unieruchomić, gdy zaczniesz tracić zmysły lub cierpliwość. Całkiem prawdopodobne, że nawet cię zwiążę. — Nie mówił tego, aby sprawić facetowi ból, a dlatego, że naprawdę wierzył, że obecne zabezpieczenia są wystarczające. Starał się wyrażać myśli stanowczym, niepodlegającym sprzeciwu tonem, żeby wszyscy wiedzieli, iż rozważa te możliwości.

— Hmmm, to bardziej obiecujące, aniżeli się po tobie spodziewałem. — Malfoy najzwyczajniej w świecie odrzucił różdżkę, przez co Harry się zachwiał, próbując ją złapać. Zupełnie się tego nie spodziewał i był absolutnie zszokowany. Ron wyglądał na równie zaskoczonego, zaś Hermiona zmarszczyła w zamyśleniu brwi.

— W jaki sposób? — zapytał z niezrozumieniem. — Zakładasz, że po prostu nie będę się bronił?

Draco się zaśmiał.

— Nie. — Szare oczy rozjaśniły się z radości. — Uważam, że może to oznaczać, że w przyszłości, gdy klątwa zostanie przełamana, będziesz bardziej otwarty na nowe możliwości.

Harry wstrzymał oddech, a potem wymierzył sobie mentalnego kopniaka w tyłek. Był niewiarygodnie głupi. To przecież logiczne, że po zneutralizowaniu przekleństwa Malfoy zmieni zdanie. Całkiem możliwe, że znów wróci do darzenia go nienawiścią i z pewnością będzie się trzymał z daleka od gościa, przed którym niejednokrotnie się ośmieszył. Co więcej, było jasne niczym słońce, że seks również przestanie być możliwością.

Skończ myśleć fiutem, skarcił się chwilę później. Draco jest pod wpływem Novy Cupiditas. Ciebie nic nie trzasnęło.

Szczerze mówiąc, w głębi duszy czuł, że nie potrzebuje żadnej wymówki. Wystarczył mu sposób, w jaki blond włosy błyszczały w świetle słonecznym oraz zawadiacki uśmieszek przyklejony do rozanielonej twarzy.

— Czas na pracę w warsztacie — powiedział nieco szorstko, po czym rzucił kilka zaklęć na drugą różdżkę, aby przypadkiem nie została mu odebrana, nawet w przypadku przywołania.


W drodze do pracowni Draco bezwstydnie gapił się na tyłek Harry’ego i marzył. Nikt nie miał prawa zabronić mu fantazjowania.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz