Harry powoli wracał do rzeczywistości. Miał wrażenie, że jest zanurzony w wodzie i teraz wypływa na powierzchnię — było to podobne do przebudzenia po spotkaniu z Voldemortem w Zakazanym Lesie. W życiu nie powiedziałby, że otwierał oczy, bo rzucono nań zaklęcie usypiające.
Jasny gwint!
W pełni rozbudzony, spróbował skoczyć na równe nogi, ale znieruchomiał, czując na sobie coś miękkiego i jedwabistego. Kiedy się obejrzał, zauważył, że został przebrany w trakcie snu. Obecnie był odziany w białą szatę, praktycznie przezroczystą, o wydłużonych rękawach i dole — materiał straszliwie się wił, uniemożliwiając mu normalne poruszanie się po posłaniu. Nic dziwnego, ale szata owinęła mu się wokół nadgarstków i kostek. Chociaż nie był przywiązany do wezgłowia i nóg łoża, doskonale wiedział, że daleko nie zajdzie w tym stroju.
— Wreszcie się obudziłeś.
Natychmiast poderwał głowę i z największą ostrożnością wycofał się na sam środek materaca. W oczach Draco płonęło najprawdziwsze niczym nieskrywane pożądanie i właśnie dlatego wolał unikać wszelkiego kontaktu fizycznego. Nova Cupiditas jak nic przejęła nad nim kontrolę.
Momentalnie wrócił wspomnieniami do chwili sprzed utraty świadomości. Malfoy zachowywał się podejrzanie i w magiczny sposób zakazał mu uprawiania seksu z kimkolwiek innym. Naturalnie, nie miał żadnego powodu, aby to robić, ale najprawdopodobniej dopatrzył się gdzieś nikłych podstaw.
Blondyn stał w drzwiach małej, przyciemnionej sypialni, którą mu odstąpił, podczas gdy jego twarz była ledwo widoczna w świetle słabo świecącego się w kominku ognia. Harry i tak miał wyschnięte usta. Gdyby klątwa nie istniała, mógłby normalnie i z czystym sumieniem powiedzieć, że nie ma rywala, bo żaden inny mężczyzna nie mógł się z nim równać.
Draco był piękny. Miękkie, świeżo wysuszone włosy delikatnie okalały mu twarz i otaczały jasne policzki, a w szarych oczach płonął płomień, którego nigdy wcześniej nie doświadczył. Gdy wcześniej spotykał się z mężczyznami, ci patrzyli nań z nieszczerym zainteresowaniem, albo mdłym i mocno nijakim, dlatego też nie czuł się prawdziwie pożądany. Teraz sprawa wyglądała zupełnie inaczej.
Malfoy również miał na sobie białą szatę, jednakże z nieprzezroczystego materiału. Co więcej, nie ograniczała mu w żaden sposób ruchów. Harry bez przeszkód widział jego biodra i uwypukloną erekcję, nieskrępowaną przez ciasne bokserki. Seksownie stawiał kroki, najprawdopodobniej chcąc, aby nacieszył swe oczy kuszącym widokiem.
— Jestem gotowy, Harry. Ciekawe, kiedy ty się dla mnie rozgrzejesz.
Opuścił powieki, z pozoru sprawiając wrażenie zawstydzonego jawnym flirtem, a w rzeczywistości przeskanował pokój w poszukiwaniu różdżki. Nigdzie jej nie dostrzegł. Zagryzł wargę ze świadomością, że mógłby przywołać sobie oręż przy pomocy magii bezróżdżkowej, ale nie był pewien, czy było to obecnie najrozsądniejsze posunięcie. Powinien raczej poczekać, aż Draco straci czujność.
— Zabrałem cię z polany — kontynuował ściszonym głosem blondyn, wchodząc do sypialni. W drodze rozpiął guziki szaty i niedbałym ruchem zrzucił ją na ziemię. Harry gwałtownie odwrócił głowę, zawstydzony i zaczerwieniony z powodu myśli o naruszeniu prywatności i godności mężczyzny — gorzej, że gdzieś w środku wiedział, że pewnego dnia ujrzy go nagiego. — Wcześniej byłeś zażenowany widownią, ale teraz jesteśmy tutaj tylko we dwoje. Mam nadzieję, że ufasz mi na tyle, żeby wreszcie pozwolić mi na więcej. Nie musisz się martwić potencjalnymi podglądaczami, ponieważ nic podobnego się nie wydarzy. Czy chcesz się ze mną kochać?
Brzmi niczym zdobywca przemawiający do podbitej nacji, podsumował, celowo skupiwszy się na tej absurdalnej myśli. Malfoy powiedział to wszystko miękkim, chrapliwym głosem, który podpowiedział mu, że koniecznie powinien się zdystansować od emocji. Co więcej, nieuważnie przekazał mu istotną informację, a mianowicie że byli w tym domu sami, co w praktyce oznaczało, że nie mógł liczyć na szybką pomoc ze strony przyjaciół. Wszystkie znaki na niebie i ziemi jasno wskazywały, że utknęli w mieszkaniu na odludziu, o którym nikt nie wiedział.
Jeżeli ktoś mógł odkryć ich lokalizację, to tylko Hermiona. Z pewnością jednak potrzebowałaby trochę czasu na rozeznanie się w sytuacji, a zanim przybyłoby wsparcie, zostałby zgwałcony.
I Draco, dodał, po czym odwrócił głowę, żeby skrzyżować z nim spojrzenie. Nade wszystko pragnął się oprzeć, ale miał dziwaczne wrażenie, że znalazł się w potrzasku, z którego ciężko uciec.
Malfoy stał przed nim z dumnie naprężonym fiutem, pokrytym czerwono–fioletowymi siniakami, wyglądającymi na bolesne. Miał szeroko otwarte oczy, a jego klatkę piersiową zdobiła sieć cieniutkich posrebrzanych blizn; reszta skóry wyglądała na nieskazitelną, oświetlona przez płonący w kominku ogień. Wyciągnął do przodu ręce i odchylił głowę, ukazując wszem wobec blade gardło, a następnie się uśmiechnął.
— To wszystko należy do ciebie. — Brzmiał na zadowolonego z siebie i poważnego, co samo w sobie było nietypowym połączeniem emocji. — Kiedy tylko zechcesz, Harry. Wystarczy, że mnie dotkniesz, a spełnię twe najskrytsze fantazje. — Obniżył głos, co sprawiło, że Potter poczuł pulsowanie w kroczu. — Zrób to, proszę. Czekałem na ciebie praktycznie całe życie. Żyłem niczym w bajce, dopóki nie otrzeźwiałem i nie zrozumiałem, czego tak naprawdę pragnę.
Harry wziął głęboki, uspokajający oddech. Musiał odeprzeć Draco, dopóki nie wykombinuje realnego planu. Całe szczęście, że zabezpieczył się przed własnym podnieceniem dzięki Chłodnemu Prysznicowi. W praktyce oznaczało to, że patrzenie na Malfoya albo udawanie, że nie ma innego wyboru, było niczym innym jak pobłażaniem sobie.
— To klątwa — powiedział. — Najprawdopodobniej interesuje cię zupełnie inny typ urody. — Naprędce skupił się na dawnych związkach blondyna, ale w tym momencie niczego sobie nie przypomniał. W sumie nic dziwnego, bo najzwyczajniej w świecie nie zwracał większej uwagi na miłostki dawnego rywala ze szkolnych lat. — Jestem przekonany, że chcesz poślubić czystokrwistą czarownicę, która zapewne nie będzie do mnie podobna. Stawiam na wysoką blondynkę o delikatnej urodzie. Na pewno pragniesz kogoś równie pięknego.
W normalnych okolicznościach Draco zaśmiałby się z niedorzecznych przekonań ukochanego, ale teraz miał ochotę po prostu zapłakać.
Harry nie uważał się za przystojnego? Naprawdę nie dostrzegał własnego piękna? Nigdy nie zauważał swego uroku, nawet kiedy poruszał zachęcającymi ustami? Ani gdy w zielonych oczach odbijało się światło dnia? Prawdę powiedziawszy, przez lata niejednokrotnie słyszał, że ktoś — zazwyczaj jakaś głupia czarownica — wzdychała nad przenikliwymi oczami słynnego Harry’ego Pottera, ale ten pozostawał obojętny na wszelkie względy i starania zainteresowanych. Oczywiście, te beznadziejne idiotki wyobrażały sobie nie wiadomo co, bo był bohaterem wojennym; nie widziały w nim zwyczajnego, choć niesamowicie przystojnego faceta.
Teraz zaś…
Draco przełknął zazdrość, która wzięła go we władanie na myśl o potencjalnych rywalkach. Najważniejsze, że żadna z nich nie widziała go w takim stanie — klęczącego na łóżku, ubranego na biało niczym dziewica, spoglądającego nań nieśmiało.
Jak mógł dożyć tego wieku, nie wiedząc, że jest najpiękniejszą istotą, jaka kiedykolwiek stąpała do ziemi? Jakim cudem żył w nieświadomości, skoro otaczali go ludzie chętni do śpiewania mu peanów?
Automatycznie odrzucił to pytanie. Fakt pozostawał faktem, że mężczyzna, o którym marzyły miliony, był światowej sławy ignorantem.
Mógł z tego skorzystać.
— Miałeś okazję się przyjrzeć — powiedział i podszedł kilka kroków do przodu, wyginając się tak, żeby Harry miał doskonały widok na jego twarz i twardego członka. Szczerze mówiąc, bolał go fiut. Stracił rachubę czasu, kiedy dokładnie stwardniał w oczekiwaniu. Zaklęcie usypiające, które zastosował, nie przestało działać przez dłuższy czas, a i przesłuchanie więźniów trochę się ciągnęło. Najważniejsze, że wiedział, czego teraz potrzebuje. Byłby szalenie zadowolony, gdyby ukochany domagał się najpierw gry wstępnej, ot pieszczot, do których powinien być przyzwyczajony, ale potem musiał znaleźć się w środku. — Czas na następny krok.
Jednym ruchem różdżki usunął niewidoczną osłonę rozpostartą wokół łóżka, a potem wspiął się na posłanie. Wspaniałomyślnie postanowił zignorować protest, który najprawdopodobniej chciał podnieść brunet.
Był zmęczony odsuwaniem na bok. Oczywiście, nie zamierzał zakneblować kochanka, bo ogromną przyjemność sprawiłoby mu słuchanie jego jęków i cicho szeptanych próśb o więcej, ale też nie zamierzał mu pozwolić na kolejny sprzeciw. Koniec z wycofywaniem się w połowie drogi, odwracaniem uwagi błahostkami i kłamstwami.
Uciszył Harry’ego pocałunkiem i od razu skorzystał z okazji, wsuwając mu język do rozchylonych w zapraszającym geście ust.
Uczucie było o niebo lepsze od poprzedniego, gorętsze i słodsze, ponieważ teraz znał smak ukochanego i nie był nim zaskoczony. To niestety nie wystarczyło. Naparł na mężczyznę i popchnął go z powrotem na miękkie poduszki, a potem pogłębił pieszczotę. Usatysfakcjonowany, jednym zaklęciem usunął im szaty, dzięki czemu obaj stali się nadzy.
Sapnął, rozanielony doznaniem, które porównałby do najsłodszego kawałka owocu na czubku swego języka. Jego skóra momentalnie pokryła się potem i pozostawało mu mieć jedynie nadzieję, że Harry nie uzna tego za obrzydliwe, bo nijak mógł powstrzymać reakcje swego organizmu. Zacisnął zęby na wardze ukochanego, a potem się uśmiechnął, kiedy ten zareagował.
Liczył, że odbierze ten gest za komplement, bo nie miał czasu na uspokajające słowa. Machnął różdżką i przywołał do siebie fiolkę z lubrykantem.
Nadszedł czas na skonsumowanie związku. Dziś da Harry’emu to, czego pragnął.
Doszło do najgorszego.
Harry zadrżał. Jak to dobrze, że był chroniony przez Chłodny Prysznic, bo inaczej oszalałby z pożądania i tęsknoty na widok spragnionego męskiego ciała, idealnego w każdym calu. Chociaż to niewłaściwe pod praktycznie każdym względem, gdzieś w środeczku chciał zobaczyć, co będzie dalej.
Fakt, iż Draco natłuścił sobie dłoń i sięgnął w stronę jego tyłka, przeważył szalę. Zdecydowanie wystarczy tych podchodów.
Wyciągnął dłoń w kierunku różdżki. Był to jedyny oręż w zasięgu wzroku, a z czasów wojny wiedział, że będzie mu posłuszny i nie sprawi żadnych większych kłopotów. Miał w głowie plan. Najpierw rzuci zaklęcie, które przełamie potencjalne osłony wokół domu i pozwoli mu na deportowanie się w bezpieczne miejsce, potem zlokalizuje własną różdżkę i się uzbroi, aż wreszcie wyśle patronusa do Rona i Hermiony, aby wykombinowali dobry sposób na ponowne uwięzienie Draco.
Niestety, facet przewidział ten ruch. W momencie się odwrócił, odepchnął go i z powrotem przygwoździł do materaca. Zawisł nad nim, dysząc przez otwarte usta, podczas gdy jego fiut niemal dotykał mu pośladków. Harry wstrzymał oddech i utrzymał spokojne spojrzenie, nie chcąc poddać się narastającej rozpaczy.
— Powinienem był się domyślić — wyszeptał blondyn. — Nie chciałem się odkryć, ale znam zaklęcie, które usuwa skutki Chłodnego Prysznica. Mogłem je wcześniej zastosować. Nie zrobiłem tego, ponieważ neutralizowanie uroku jest bolesne. Teraz rozumiem, że nie mogę dłużej czekać. Wybacz mi, kochanie. Cupiditatem refero.
Harry odniósł wrażenie, że został wrzucony do wanny z wrzątkiem. Wygiął się w łuk i wrzasnął, ponieważ czar parzył mu skórę, przenikał przez warstwę mięśni i sięgał do kości.
Wtem żar ustał, pozostawiwszy po sobie wrażenie niewiarygodności. Brunet zamrugał i spojrzał na swe ciało, całe i zdrowe, bez śladów poparzeń, czy piekących bąbli. Draco wykorzystał ten moment, wyciągnął rękę i przesunął mu palcem wskazującym po penisie.
Fiut drgnął, reagując na delikatną pieszczotę, zaś Harry poczuł rozchodzące się po podbrzuszu ciepło. Wydał z siebie zduszony okrzyk, ponieważ w okamgnieniu zrozumiał, że zaklęcie, które nań rzucono, rzeczywiście zneutralizowało obojętność, którą zapewnił mu Chłodny Prysznic.
Właśnie stracił swą jedyną ochronę.
Szare oczy uważnie śledziły każdy jego ruch. Wydawało się, że Draco ma przynajmniej trzy ręce, sądząc po tym, jak go dotykał i drażnił — przesuwał dłońmi po jego plecach, muskał opuszkami palców pomarszczoną skórę pomiędzy pośladkami i zataczał koła u podstawy kręgosłupa. Harry odchylił głowę do tyłu, zamroczony przyjemnością i poddał się tęsknocie, która lizała mu skórę. Momentalnie stwardniał i sapnął, gotów całkowicie się poddać tym zręcznym rękom.
W duchu wiedział, że nie może. Nawet gdy kochanek go całował, pieścił wrażliwe sutki i delikatnie rozsuwał mu nogi, wiedział, że istnieje powod, dla którego nie powinien na to pozwalać.
Najgorsze, że zupełnie nie pamiętał dlaczego.
Umierał ze szczęścia.
W zielonych oczach płonęło najprawdziwsze, najszczersze pragnienie. Harry reagował na wszystko, co robił, otwierał w niemym krzyku usta, wił się pod nim z przyjemności i wzdychał, kiedy dotykał go w okolicach brzucha i bioder. Sam rozkładał nogi, z sekundy na sekundę coraz to szerzej, całkiem możliwe, że nieświadomie, zupełnie jakby chciał, aby się pomiędzy nimi usadowił.
Draco przymknął na chwilę powieki i wziął głęboki, uspokajający oddech. Och, zdecydowanie tego pragnął. Wkrótce, obiecał sobie ze świadomością, że w pierwszej kolejności powinien się skupić na czymś zgoła innym.
Chciał sprawić ukochanemu więcej przyjemności, więc pochylił się naprzód i zaczął kąsać go po odsłoniętej szyi. W międzyczasie wciąż dotykał erogennych rejonów, takich jak okolice jąder, klatki piersiowej, brzucha i pleców, nie pominąwszy najważniejszego, a mianowicie szczeliny pomiędzy pośladkami i zapraszająco zaciskającej się dziurki. Nade wszystko pragnął, aby Harry zatracił się w morzu doznań i emocji, aby całkowicie mu się poddał. Liczył, że swoimi zabiegami raz na zawsze wybije mu z głowy wszelkie wątpliwości i tendencję do proszenia o zaprzestanie działań.
Miał odpowiednio nawilżone palce i wystarczająco dużo miejsca, żeby usadowić się pomiędzy chętnymi nogami, dlatego też wymamrotał zaklęcie, które uniosło kochankowi łóżko pod tyłkiem, a następnie pieszczotliwie pogłaskał pomarszczoną dziurkę.
Uśmiechnął się, kiedy Harry zadrżał. Miał już kochanków, którzy byli wrażliwi na dotyk w okolicy pośladków, ale żaden nie mógł się równać z tym.
Mamy się na wyłączność.
Ta myśl przyniosła mu satysfakcję, a nie smutek. Monogamia była kluczowa, jeżeli zależało mu na wierności ukochanego.
Usatysfakcjonowany, wsunął do środka pierwszy palec. Harry na moment przestał oddychać, a potem zaczął się wiercić. Zielone oczy były szeroko otwarte i lśniące gamą emocji niczym wspaniałe klejnoty. Draco musiał się pochylić i ucałować mu powieki, ponieważ obawiał się, że jeszcze chwilę, a dojdzie od tego intensywnego spojrzenia. Owszem, orgazm byłby ulgą dla erekcji, ale wciąż był zdeterminowany, aby poczuć ciepłotę i ciasnotę mięśni wokół siebie. Wiedział, że wrażenie będzie powalające, bo przecież miłość również odgrywała tutaj istotną rolę.
— Draco. — Ukochanemu załamał się głos w połowie, więc musiał powtórzyć to słowo, żeby dało się je normalnie zrozumieć.
Uśmiechnął się i wsunął palec głębiej, szukając punktu, który sprawi, że Harry odejdzie od zmysłów.
— Tak, kochanie? — zapytał i zmarszczył brwi. Szczerze mówiąc, był całkiem głęboko, a nie mógł znaleźć prostaty. Przez chwilę rozważał tę absurdalną możliwość, jakoby została w zmyślny sposób ukryta, może zawczasu rzuconym urokiem, zwłaszcza biorąc pod uwagę wcześniejszą niewrażliwość kochanka na pieszczoty seksualne oraz częste używanie Chłodnego Prysznica. Jak bardzo było prawdopodobne, że facet się wycwanił i zabezpieczył na możliwość przypadkowego obmacania tyłka?
— Muszę… — Harry sapnął, znów przerwawszy zdanie w połowie.
Draco pochylił się i znów ucałował mu powieki. W międzyczasie wsunął weń drugiego palca.
— Tak? — wyszeptał z napięciem. — Cokolwiek potrzebujesz, skarbie. Wystarczy, że poprosisz. Wyrucham cię jak nigdy dotąd. Obciągnę ci jak nikt wcześniej. Jeżeli chcesz, możemy się potem zmienić i ty wypieprzysz mnie. Zostaniemy w łóżku, aż będziemy całkowicie wyczerpani.
Czuł niesamowite ciepło w podbrzuszu. Wibrowało, wysyłając ostre impulsy pod skórą, a on był bezwolny w obliczu rosnącej przyjemności; mógł jedynie drżeć i rzucać głową po poduszce, pragnąc się przyzwyczaić do nowych realiów.
Świat był czerwony. Miał wrażenie, że utknął w rubinie, słuchając komplementów i gorączkowych szeptów, aż wreszcie eksploduje. Albo obaj eksplodują. Uniósł powieki i chwycił Draco za ramiona. Czuł w sobie dwa rytmicznie poruszające się palce i wiedział, że zanim się zorientuje, facet weń wejdzie.
To było złe. Absolutnie niedopuszczalne.
Nie pamiętał tylko dlaczego.
Nigdy wcześniej nie czuł tak ogromnego pożądania — zupełnie jakby zneutralizowanie efektów uroku Chłodnego Prysznica coś w nim odblokowało, a dotąd tłumione napięcie z ostatnich kilku dni spadło nań z pełną mocy.
No właśnie, zaklęcie.
Gdy tylko sformułował tę myśl, z bólu, przyjemności, upokorzenia i żądzy, zebrał siły.
— Draco — powiedział. — Muszę… Czegoś potrzebuję.
Malfoy ponownie się pochylił. Oddychał tak szybko, że praktycznie nie czuł wydychanego powietrza na swojej twarzy.
— Istnieję tylko dla twojej przyjemności, Harry. Czego pragniesz?
Smutek w momencie rozproszył resztki pożądania. Nie powinien słyszeć takich rzeczy. Nawet bez klątwy wiszącej nad głową, zniekształcającej umysł i postrzeganie rzeczywistości, nikt nie powinien mówić podobnych rzeczy.
Uniósł powieki, mając wrażenie, że są wyjątkowo ciężkie, i skupił się na Draco. Ten odwzajemnił spojrzenie, mrugając powoli i leniwie. Była to swoistego rodzaju walka, aby nie zagubić się w tych oczach. Zebrawszy się w sobie, wyciągnął rękę i pogłaskał go po policzku.
— Czy możesz się odsunąć? — wyszeptał. — Nie jestem jeszcze gotowy.
Mężczyzna westchnął, ale nie przestał poruszać dłonią, czy też kołysać zachęcająco biodrami, co groziło nawrotem obezwładnienia. Harry zacisnął zęby i przypomniał sobie, że Malfoy niczym nie zawinił. Był też zaskoczony własną niechęcią do zranienia gościa. Najwyraźniej będzie musiał użyć innych metod, aby powstrzymać go na tyle długo, by znaleźć przeciwzaklęcie.
— Tylko ci się wydaje. — Usłyszał w odpowiedzi. — Obiecuję, że zmienisz zdanie, kiedy poczujesz mojego fiuta. — Odchylił się od tyłu i pociągnął go za ramiona, ustawiwszy się w odpowiedniej pozycji do penetracji.
Znów musiał zwalczyć pokusę. Czy to naprawdę byłoby takie złe, gdyby pozwolił na jednorazowy numerek? W gruncie rzeczy był chętny, więc nie sposób nazwać tego gwałtem. Facet zaspokoiłby potrzebę, dzięki czemu mogliby wiele skorzystać na jego krótkotrwałej jasności umysłu…
Nie, to wciąż gwałt, bo skrzywdzony zostałby Draco.
To niewiarygodne, że zasłaniał się dobrem sprawy, w rzeczywistości chcąc zaspokoić własną żądzę.
Malfoy zakołysał biodrami, wykonując płytki ruch, dzięki czemu otarł się o szczelinę pomiędzy jego pośladkami. Brunet mimowolnie jęknął. Uczucie było po prostu niesamowite, ciepłe i mokre, cholernie podniecające i rozkoszne. Z łatwością mógł sobie wyobrazić tego członka wsuwającego i wysuwającego się z niego.
— Tak!
Gdy Draco spojrzał w dół, ciemnymi burzowymi oczami, aby poobserwować przedstawienie, Harry zacisnął dłoń na różdżce, którą ten w roztargnieniu pozostawił na łóżku.
Natychmiast rzucił zaklęcie, które odepchnęło blondyna na skraj posłania tak, że prawie wylądował na podłodze — mężczyzna zaczął machać rękami i nogami, żeby utrzymać równowagę i o to właśnie chodziło. Zadowolony z rezultatu, przetoczył się na bok, zeskoczył z łóżka i rzucił w kierunku drzwi.
— Accio różdżka Harry’ego Pottera! — krzyknął, ponieważ naprawdę nie miał czasu do stracenia, bo zaraz z pewnością zostanie dogoniony.
Nie spodziewał się, że Draco szybko odzyska rezon, złapie go w biegu, powali na podłogę i przytrzyma w miejscu. Prawdę powiedziawszy, ledwo utrzymał oręż w dłoni.
Draco był wściekły.
Za kogo się Harry uważał? Najpierw udaje, że wszystko mu pasuje, a potem ucieka i postanawia grać trudnego do zdobycia. Cóż, nie tym razem. Zdecydowanie nie.
Był w idealnej pozycji, żeby w niego wejść. Po aprobujących reakcjach kochanka wywnioskował, że również tego chce, więc dlaczego znów został odepchnięty? W całym ferworze przyjemności zupełnie też zapomniał, że nie usłyszał kluczowej kwestii, a mianowicie skromnego „kocham cię”.
Nigdy więcej.
Nigdy, przenigdy.
Najpierw sobie ulży, a dopiero potem będzie się martwił potrzebami kochanka. Najwyższy czas postawić się na pierwszym miejscu.
Użył więcej siły, aniżeli powinien. Stanowczym ruchem rozsunął ukochanemu nogi i usadowił się pomiędzy, ale właśnie wtedy Harry poderwał do góry głowę i go uderzył. Skrzywił się, otumaniony przez chwilę bólem i mimowolnie rozluźnił uchwyt. Moment słabości słono go kosztował, bo facet nie tracił czasu i natychmiast się podźwignął, a następnie wybiegł na korytarz.
Obaj jesteśmy nadzy, pomyślał, owładnięty straszliwą frustracją. Seks nie powinien być tak skomplikowany, a jednak… facet okazał się mistrzem w utrudnianiu sytuacji.
Pieprzony Harry Potter.
Nie zna układu mieszkania. To punkt dla Draco. Co więcej, bieganie z erekcją nie należy do najprzyjemniejszych rzeczy — wiedział o tym z doświadczenia.
Dopóki lokalizacja domu i rozkład pomieszczeń pozostawał dla Harry’ego nieznany, miał znaczną przewagę, nawet jeżeli przez własną nieuwagę został pozbawiony różdżki. W ruchu rozważył wszystkie możliwości. Aportacja nago z pewnością odpada, zwłaszcza że nie wiedział, jak daleko jest od swojej rezydencji — nie będzie niepotrzebnie ryzykował rozszczepienia.
Ukochany rzucił się za róg i to sprawiło, że w głowie Draco zrodziło się straszliwe podejrzenie. Wyciągnął rękę, ukierunkował swoje pożądanie pomieszane z gniewem i wypchnął emocje poza siebie, tak jak wcześniej, kiedy uwolnił się z bańki ochronnej.
Sapnął, gdy się zorientował, że w ich kierunku leci różdżka. Harry krzyknął, całkiem możliwe, że z bólu, gdy drewno uderzyło go w palce, ale osiągnął swój cel. Trudno, nic wielkiego — wszelkie obrażenia wkrótce się zagoją. Niedługo go zwiąże i będzie miał wyłącznie dla siebie.
Niestety, ukochany stał się teraz uzbrojony, a tym samym bardziej niebezpieczny. W zielonych oczach widział dokładnie to samo przepotężne, pewne zwycięstwa spojrzenie, którym niegdyś uraczył Voldemorta. Fakt, że był teraz nagi i wciąż podniecony, nijak mu umniejszało.
Zawahał się, pochłonięty podziwem dla równie wspaniałego ciała i sposobu, w jaki się poruszało, a przez to stracił kilka cennych sekund.
— Mam nadzieję, że to zadziała — powiedział niespodziewanie Harry, a potem wycelował weń różdżką. — Wybacz, Draco. Finite amorem.
Z krzykiem upadł na kolana, owładnięty okropnym bólem. Płonął, chociaż nie mógł zobaczyć płomieni. Mimo to skulił się na podłodze i spróbował ugasić gołymi dłońmi niewidzialny ogień, uderzając się w losowych miejscach i wydając z siebie ciche, paskudnie żałosne dźwięki.
Wtem wszystko minęło. Uniósł głowę i rozejrzał się podejrzliwie, zupełnie nie rozumiejąc, co się właściwie wydarzyło.
Zrozumienie przyszło, dopiero kiedy spojrzał na Harry’ego. Wciąż go pragnął i czuł zazdrość, że ktoś inny może skorzystać z okazji, ale miłość, którą go darzył, wyparowała, a wraz z nią dzika niezdolność do panowania nad sobą.
— Wybacz — powtórzył mężczyzna, a potem uklęknął obok. Chociaż nie próbował go dotknąć, Draco był wdzięczny za okazaną troskę, na tyle, na ile było to możliwe. — Tak mi przykro.
Zamknął oczy, odetchnął głęboko i odwrócił głowę, zawstydzony tym, co prawie uczynił. Przez moment po prostu obok siebie klęczeli, a potem Harry odchrząknął. Naprawdę nie potrafił wyrazić słowami tego, co czuł, więc po prostu spojrzał nań załzawionymi oczami. Właśnie wtedy usłyszał coś niesamowitego.
— Myślę, że… mniej więcej wiem, jak przełamać klątwę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz