Ron przeżywał wewnętrzny konflikt. Jego ukochane Armaty w końcu wygrały Mistrzostwa Świata w Quidditcha, ale przyczynił się do tego Draco Malfoy.
— Macie jakiś pomysł, kto może być matką? — zapytała Hermiona, przyglądając się Molly. We dwójkę leżeli na trawie nad jeziorem.
— Kto ma takie jasne włosy? — zapytał Ron.
— Lavender?
Ron się skrzywił.
— Nie jest naturalną blondynką.
— I jak? Coś zadziałało? — zapytał Harry, zsiadając z miotły. — Tym razem leciałem aż do Wieży Astronomicznej. — Już trzeci raz próbował zwabić tutaj matkę Molly przy pomocy tej dziwnej więzi. Hermiona rozejrzała się wokoło, ale nikogo nie zobaczyła. — Myślicie, że powinienem lecieć gdzieś dalej? Nad Lasem…
— Może po prostu nie chodzi do Hogwartu — powiedział w nagłym olśnieniu przyjaciel. — Wiele dziewczyn chodzi do Durmstrangu.
— Jest jeszcze jedna opcja, Harry — podsumowała logicznie Hermiona. — Dumbledore powiedział, że Molly ma stworzonych kilka takich więzi. Nie myślicie, że może mieć także ze mną lub z Ronem?
— Masz rację! — Twarz Harry'ego się rozjaśniła, a Molly rzuciła im wszystkim wątpiące spojrzenie. — Czyli po prostu wszyscy powinniśmy wskoczyć na miotły — stwierdził.
— Chcesz zostawić dziecko same? — zapytała oburzona przyjaciółka.
Molly się poruszyła, ewidentnie zaniepokojona toczonymi rozmowami.
— Tylko na chwilę... — odpowiedział brunet z rosnącym poczuciem winy.
— Chcesz zwabić tutaj jakąś niewinną dziewczynę?
— Nie mów tak, Miona. To brzmi strasznie…
— Oto cały ty, Harry — zachichotał Ron.
— Musisz natychmiast skończyć z tą obsesją na punkcie przyszłej żony. Nie zamierzam brać udziału w tym barbarzyńskim polowaniu. — Hermiona zmarszczyła gniewnie brwi. — Czemu nie chcesz się czegoś dowiedzieć o własnej córce? Na miłość boską, przecież ona tutaj siedzi!
— Niestety racja, stary. — Weasley odchrząknął nerwowo. — Zachowujesz się trochę jak dzieciak.
— No wiem, tylko…
— Ojcze! — zapłakała Molly.
Harry natychmiast się odwrócił i dopiero wtedy zauważył, że nie mówiła do niego. Dziewczynka skoczyła na równe nogi i popędziła biegiem ku grupie zbliżających się ślizgonów, po czym wskoczyła w ramiona Dracona Malfoya, który złapał ją z wyrazem kompletnego zaskoczenia. To z kolei uświadomiło brunetowi, że ta dwójka jest do siebie cholernie podobna.
— Tęskniłam za tobą, ojcze — zaszczebiotała Molly, przytulając się do niego. — Tata jest wredny — stwierdziła, zmarszczywszy brwi.
Harry stał jak słup soli, bezmyślnie gapiąc się na tę scenę. Miał wrażenie, że zaraz oszaleje.
Ron walnął się w czoło.
— O nie! — jęknął.
— To nie ma sensu... — burknął. — Czemu ona nazywa Malfoya...?
— Harry. — Hermiona miała nietęgą minę. — Molly nazywa go ojcem, ponieważ najprawdopodobniej nim jest. Potężni czarodzieje mogą... nosić dzieci, Harry. To znaczy, że za kilka lat...
Draco Malfoy go puknie...
Harry nie mógł w to uwierzyć. Ledwo zarejestrował fakt, że przyjaciele wciągnęli go do zamku.
— To mysi być… jakaś pomyłka...
— Wygląda na to, że nie jest. — Dumbledore sprawiał wrażenie zaniepokojonego. Machnął różdżką, dokładnie sprawdzając magiczne powiązania. Zadrapania na twarzy, będące wynikiem porannej bójki zniknęły, a sam dyrektor namiętnie ssał cytrynowego dropsa. Co interesujące, nie zaproponował cukierków pozostałym. — Molly ma bardzo silną więź z panem Malfoyem.
Draco, podobnie jak Harry, siedział na krześle z pustą twarzą.
— Coś nie w porządku, ojcze? — zaszczebiotała dziewczynka, szarpiąc jego szaty.
Malfoy spojrzał w dół i ku zaskoczeniu wszystkich zgromadzonych w gabinecie, uśmiechnął się delikatnie.
— Nic... Molly, tak? Czuję się dobrze...
Harry przewrócił oczami i parsknął zirytowany. Mała ewidentnie faworyzowała ślizgona. Cudownie.
— Nadal uważam, że to jakaś pomyłka — powiedział stanowczo, patrząc, jak fretka obserwuje dziewczynkę — wydawał się zakłopotany, ale nie niezadowolony. Mimowolnie skupił się na jej lekko spiczastym nosie.
— Wszędzie cię szukałam, ojcze. Tata oszalał! Powiedział, że mnie porzuci! — poskarżyła się malutka.
— NIEPRAWDA! — Harry skoczył na równe nogi, ale szybko usiadł, gdy został zgromiony wzrokiem. W przeciwieństwie do niego Malfoy sprawiał wrażenie rozbawionego. Prawdę powiedziawszy, nigdy wcześniej nie wyglądał tak łagodnie i przystępnie.
— Dobrze wiesz, że żaden z nas nigdy by cię nie porzucił — stwierdził miękko, zaś brunet poruszył się niespokojnie na krześle.
— Wiem. — Uśmiechnęła się złośliwie.
Malfoy po chwili podniósł głowę i popatrzył uważnie na Dumbledore'a.
— Jaki mamy plan? Wyślemy Molly... do domu… i nie będziemy o tym więcej myśleć…? — zapytał, z początku pewnie, a na końcu bełkotliwie.
— Obawiam się, że może to być poza naszym zasięgiem — odpowiedział dyrektor. — Nie wiemy, co takiego wywołało podróż w czasie. Nie znam żadnego przeciwzaklęcia. Wydaje mi się, że musimy po prostu poczekać i polegać na waszych przyszłych odpowiednikach. Nie wiem, ile może potrwać, zanim znajdą odpowiednie rozwiązanie problemu — może kilka dni, a może nawet tygodni.
— Draco? — zapytał Blaise, kiedy usiadł obok niego na kanapie w pokoju wspólnym ślizgonów.
— To twoja dziewczyna? — parsknęła śmiechem Pansy.
— Przyszła córka — odpowiedział stanowczo, leniwie przerzucając stronę w podręczniku. Molly siedziała obok, opierając się o jego bok. Unosiła się nad zapisanymi kartkami, mrużąc oczy nad tekstem, przez co Draco co chwilę odgarniał jej włosy z własnego pola widzenia. — Myślałaś o strzyżeniu? — sapnął z irytacją.
— To nie działa — burknęła lekceważącym tonem.
— Hm — mruknął, uświadamiając sobie, że włosy najprawdopodobniej odziedziczyła to po Potterze.
— Przyszła córka? — powtórzył po chwili osłupienia Blaise, strzelając oczami to na niego, to na małą.
— Z kim? — zapytała natychmiast Pansy.
Draco zacisnął zęby.
— Poznajcie Molly. Odbyła podróż w czasie. Będzie moją i ee… — wydukał.
— Pottera? — zapytała Pansy, przyglądając się zielonym oczom dziecka.
— Co? — zapytała dziewczynka.
— Żartujesz? Córką Pottera?!
— Co, co? — powtórzyła Molly.
Przy stoliku zapadła chwila ciszy, a Draco walczył z rumieńcami.
— Potter — powtórzyła powoli Parkinson. — Nazywasz się Molly Potter?
— No przecież — sapnęła dziewczynka, wyprowadzona z równowagi.
— Wziąłeś jego nazwisko? — Pansy znów skupiła się na Malfoyu, a Blaise wybuchnął głośnym śmiechem.
— Zamknij się, bałwanie — warknął, nie mogąc powstrzymać nerwów. — Oczywiście, że nie... Nikt nie powiedział, że jesteśmy małżeństwem... Z pewnością byliśmy pod wpływem jednorazowego upojenia alkoholowego i bez żadnych wątpliwości to Potter zaciążył — powiedział, w myślach czując się winnym.
— Całkiem ciekawy wniosek.
— To się nazywa dedukcja, Zabini.
Draco czuł się osaczony. To zdecydowanie nie było szczególnie komfortowe uczucie.
— Co tam masz? — zapytała Parkinson, klękając obok dziecka.
— Och, ciociu Pansy! To tylko… — zapiszczała dziewczynka, z wahaniem odsłaniając swoją gazetę. Zobaczywszy nagłówek, ślizgoni wydali z siebie zaskoczone sapnięcia.
— Zostałem zawodowym graczem Quidditcha? — zamrugał, zaskoczony, a potem wzdrygnął się, widząc pomarańczowy strój Armat.
— Jesteś seksowny jak cholera! — pochwaliła go przyjaciółka.
— Armaty? — Bullstrode parsknęła śmiechem.
— Poczekaj! Wygrali Puchar Ligii! — powiedział ze zdziwieniem Crabbe.
— Ej, dajcie mi też zobaczyć — poprosił siedzący nieopodal ślizgon.
Molly przyciągnęła gazetę do siebie. Nikt jej nie dotknął, widząc zimne spojrzenie Malfoya.
— To mój ojciec… — powiedziała blondynka, patrząc na zdjęcie z dumą. Po chwili zamrugała, po czym spojrzała podejrzliwie na Draco, jakby podejrzewając, że jest jakimś oszustem.
Chłopak z trudem powstrzymał zadowolenie pojawiające się na jego twarzy. Nie sposób zaprzeczyć, że miał przed sobą świetlaną przyszłość. Armaty z Chudley na chwilę obecną były średnim wyborem dla profesjonalnego gracza, ale wszystko wskazywało na to, że za kilka lat będzie inaczej. Oczywiście, jednonocna przygoda z Potterem była zbrodnią samą w sobie, ale przynajmniej wynikło z niej coś dobrego. Molly zdawała się go uwielbiać — cóż, z pewnością jego przyszłe wcielenie. Zastanawiał się, czy Potter kiedykolwiek próbował ich rozdzielić. Z gniewu zacisnął dłonie w pięści. Nikomu nie pozwoli odebrać sobie córki, zwłaszcza temu aroganckiemu palantowi.
— Czy mogę pożyczyć na moment gazetę, Molly? — zapytał, szczerze zaintrygowany tym, co nawypisywał Prorok. Gdy sięgnął po wydanie, okazało się, że dziewczynka jest bardzo silna.
Wszyscy wydawali się lubić Molly za jej słodycz. Gdziekolwiek by nie poszła, maszerował za nią tłum, gruchając i obiecując najróżniejsze prezenty. Przez ciągle otaczający ich wianuszek ludzi, Draco ledwo zauważył, kiedy córka mu się wymknęła.
— Wujku, wujku! — krzyknęła dziewczynka, szarpiąc za szaty Rona, podczas gdy grupa poszukiwawcza ślizgonów stanęła naprzeciwko ugrupowania gryfonów.
— Och, czy to nie Potter? — zadrwił Draco, wiedząc, że jest obserwowany przez innych.
— Uważaj, Malfoy — odpowiedział zimno chłopak, podnosząc Molly i sadzając ją sobie na biodrze.
— Jestem zaskoczony, że pokazujesz się publicznie, biorąc pod uwagę okoliczności.
— A jakie to okoliczności?
— Nie chcę być niegrzeczny, ale... to ty byłeś na dole.
Szczęka chłopaka opadła, a Granger gwałtownie poczerwieniała i zakryła małej uszy.
— Nie miałem pojęcia, że tak do mnie ciągniesz, a te wszystkie sprzeczki i tarzanie się po podłodze mają na celu rozładowanie twojego napięcia seksualnego — kontynuował.
Ślizgoni ryknęli śmiechem.
— Po prostu chciałeś, żebym cię zdominował, prawda? Merlinie, ty frajerze.
Potter stał przed nim cały czerwony, po czym odwrócił wzrok. Nie było ucieczki przed upokorzeniem.
— Ja… ja… — Gryfon zaczął się trząść.
— Nie mogłeś się doczekać, prawda? Schlałeś mnie i dopiąłeś swego — zaszydził oskarżycielskim tonem.
Wyglądało na to, że chłopak osiągnął limit słuchania bluzgów. Odwrócił się na pięcie i wypadł z Wielkiej Sali, wciąż mając Molly na rękach. Weasley i Granger przez chwilę gapili się na Draco, po czym pospieszyli za rozwścieczonym i upokorzonym przyjacielem.
Ślizgoni wciąż rechotali.
W tym całym zamieszaniu dziewczynka nawet nie zauważyła, że rozstała się ze swoim ukochanym Prorokiem Codziennym. Malfoy natychmiast go capnął, ale postanowił przestudiować nakład dopiero w pustym, cichym miejscu. Ostatecznie schował się za stojącą na wyludnionym korytarzu zbroją i zaczął wertować stronę za stroną. W międzyczasie z podekscytowania drżały mu ręce. Nie spodziewał się znaleźć o sobie żadnej informacji poza tą quidditchową.
„DZIESIĄTA ROCZNIKA KLĘSKI CZARNEGO PANA!”, głosił jeden nagłówek, zaś Draco sapnął z oszołomienia.
„HARRY POTTER DOSTRZEŻONY NA FINALE PUCHARU LIGII!”, brzmiał następny.
Temu artykułowi towarzyszyło zdjęcie. Facet wyglądał inaczej, niż teraz. Draco aż się wzdrygnął — jest najzwyczajniej w świecie prześladowany przez mężczyznę, któremu zrobił dziecko! W przyszłości Potter pozbył się okularów i z zainteresowaniem wlepiał wzrok w latających w powietrzu graczy. Miał na sobie aurorski płaszcz, a włosy bardziej roztrzepane, aniżeli zazwyczaj. Jego twarz nabrała męskości i twardych rysów, przez co sprawiał wrażenie potężniejszego czarodzieja. Był delikatnie umięśniony i wyższy niż teraz. Draco potrzebował dłuższej chwili, żeby się zorientować, że pożerał fotografię wzrokiem.
Harry Potter stał się… Merlinie!
„DRACO POTTER W CIĄŻY?”, sprawiło, że zbladł. „POTTEROWIE SPODZIEWAJĄ SIĘ DRUGIEGO DZIECKA?”.
W tym miejscu wstawiono nawet krótki wywiad.
„Nie wiem, co zrobi bez niego drużyna”, mówi anonimowe źródło, bliskie Armatom z Chudley. „Draco jest najlepszym kandydatem do reprezentacji Anglii na Mistrzostwach Świata w przyszłym roku. Na lato nie zatrudnił żadnego trenera, więc może rzeczywiście nie przewiduje swojego uczestnictwa w następnym sezonie”.
„Dobrze się dogadują. Ostatnio coraz to lepiej”, twierdzi Diane Fletcher. „Harry zjawił się niedawno na meczu. Plotki o rzekomym rozwodzie są jakimś nonsensem. Nie dziwota, że obaj mają napięty harmonogram. Wystarczy spojrzeć, że patrzą na siebie z miłością”.
„Jeśli Draco faktycznie jest w ciąży, to uczestnictwo w dalszych treningach i meczach jest skrajnie nieodpowiedzialne i zakrawa pod głupotę”, mówi Sora Seddwick, jego największy fan. „W pewnym momencie wyglądał, jakby miał spaść z miotły, a podczas trzeciej godziny gry z ledwością uniknął tłuczka! Przy lądowaniu też, na brodę Merlina, był bardzo lekkomyślny. Na miejscu Harry’ego nie wypuściłbym go nawet z domu!”.
„Och, tak. Draco jest okropnie blady, prawda? Ostatnio ma również wahania nastrojów”, dodaje Norman Motts, częsty klient w ulubionej restauracji Harry'ego Pottera. „To pewne, zasługują na szczęście. Mam nadzieję, że dziecko urodzi się zdrowe”.
Draco, chory jak nigdy dotąd, zmiął w dłoniach gazetę i z trudem przełknął żółć. Wszystkie te wywiady jasno sugerowały, że nosił w sobie dziecko, a wcześniej i Molly.
Wciągnął ze świstem powietrze.
— Malfoy?
Szybko wepchnął gazetę w kieszeń szaty i spojrzał w górę. Tuż przed nim stał obiekt jego nieszczęścia i patrzył nań podejrzliwie.
— Chcesz powtórki, Potter? — warknął.
— Po prostu… nie widziałem cię na obiedzie i...
Żołądek Draco podskoczył nerwowo. Po upokorzeniu, które właśnie chłopakowi zafundował, ten jeszcze przychodzi i się o niego martwi. Zachowuje się tak, jakby te wszystkie obelgi były zupełnie nieistotne.
Pod wpływem intensywnego spojrzenia Potter zaczął się wiercić w miejscu.
— Chciałem się też zapytać... czy Molly może spędzić noc w Wieży Gryffindoru? Chciałbym ją trochę oprowadzić. Naprawdę lubi Rona — kontynuował gryfon i dopiero wtedy Draco zauważył, że mają towarzystwo. Za nim stała cała trójka — Granger, Weasley i chichocząca Molly.
— Podoba jej się Weasley — powiedział, myśląc, że trzeba będzie to zmienić, a następnie uśmiechnął się prześmiewczo.
— To nie jest takie zaskakujące, skoro nazwaliśmy ją po jego mamie. — Brunet zmarszczył brwi, a Malfoyowi odpadła szczęka. Przez chwilę obaj milczeli. — Co myślisz na temat dzisiejszej nocy? — zapytał, nie dostawszy żadnej odpowiedzi.
Ślizgon zaniemówił. Nie dość, że Potter zmusił go do ślubu, zmusił go do przyjęcia swojego nazwiska, potem nań wskoczył i doprawił mu brzucha, to jeszcze ośmielił się nazwać ich córkę po matce Weasleya…?
Podczas gdy Draco czerwieniał ze złości, Granger uważnie mu się przyglądała.
Nie zastanawiając się za dużo, wystrzelił do przodu ręką i uderzył chłopaka z pięści. Chwilę później obaj leżeli na ziemi i się bili.
— Ojciec i tata walczą! — zaśmiała się Molly, klaskając w dłonie, zupełnie jakby obserwowała ulubiony występ.
— Normalnie cię zabiję! — syknął Draco, próbując sięgnąć do szyi znienawidzonego gryfona. Zanim jednak zdążył spełnić swą obietnicę, został przez kogoś powstrzymany.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz