— Wszystko w porządku, Draco?
Aż podskoczył z zaskoczenia, a następnie odwrócił się w stronę głosu, który — jak się okazało — należał do Franceski, która usiadła obok niego. Uśmiechnął się doń bezmyślnie.
— Tak, w porządku.
— I właśnie dlatego dobierasz się do jajek łokciami?
Zdezorientowany, spojrzał w dół i zobaczył, że kobieta miała rację. Tak się zagubił w myślach, że oparł łokieć na stole i o mało nie ubrudził sobie szaty śniadaniem.
— Hm, troszkę odpłynąłem.
— O czym rozmyślałeś? — zapytała z zainteresowaniem.
— O dzisiejszej lekcji dla piątorocznych — skłamał naprędce.
Prawdę powiedziawszy, ciągle wspominał popijawę w Trzech Miotłach z Potterem. I to, jak się czuł następnego dnia.
Wtedy był zrelaksowany. Gdy zamówili sobie następną kolejkę, rozmowa zeszła na temat Hogwartu i kadry nauczycielskiej. Zanim się zorientowali, obaj chichotali z najnowszych plotek, a potem naturalnie przeszli do dyskusji dotyczącej zalet nauczania teorii w porównaniu z praktyką, o której facet wiedział naprawdę wiele. W jakiś niewyjaśniony sposób skupili się potem na quidditchu i szkolnych drużynach, co z kolei doprowadziło do gorącej debaty na temat tego, czy to Sokoły z Heidelbergu, czy Harpie z Holyhead są obecnie najlepsze w lidze.
Kiedy skończyli picie, wrócili razem do Hogwartu i rozstali się w holu wejściowym po krótkiej wymianie koleżeńskich pożegnań. Ostatecznie Draco poszedł spać lekko podchmielony i zadowolony. Szczerze mówiąc, dawno nie czuł się tak dobrze.
O świcie dopadły go wątpliwości. Spędził miły wieczór z Harrym Potterem, śmiał się, opowiadał o sobie i próbował faceta poznać — z naprawdę dużym zainteresowaniem i zaangażowaniem.
Co więcej, był przekonany, że w pewnym momencie zaczął z nim flirtować. Oczywiście, wtedy wydawało mu się, że rozmawiają całkiem normalnie, ale teraz, patrząc na to spotkanie z perspektywy czasu i na trzeźwo, doszedł do wniosku, że zdecydowanie go kokietował. Czerwienił się, uśmiechał wymownie i skromnie odwracał wzrok, podczas gdy jego głos stał się głębszy i bardziej sugestywny.
Potter mógł odnieść fałszywe wrażenie, że… Draco był nim zainteresowany.
Boże, oby nie. To byłoby po prostu upokarzające.
Uspokoił się, dopiero kiedy wrócił wspomnieniami do zakończenia wieczoru. Szczęśliwie, pominęli niezręczne stanie w holu i zastanawianie się, czy popijawa przeniesie się do ich prywatnych komnat. Zamiast tego, gdy tylko przekroczyli próg szkoły, Potter poklepał go po przyjacielsku po ramieniu, po czym powiedział: „Było fajnie, Malfoy. Powtórzmy to kiedyś, dobrze?”. Odparł mu wtedy: „Jasne, spokojnej nocy” i każdy poszedł w swoją stronę. Rozstali się w zgodzie i bez większego skrępowania.
Od wypadu do Trzech Mioteł facet zachowywał się przyjaźnie. Gdy tylko się gdzieś spotykali, uprzejmie się witał i pytał, jak się czuje. Kiedy przechodził obok pracowni eliksirów, zatrzymywał się na moment i chwilę z nim niezobowiązująco pogawędził. Nie wydawał się jednak próbować niczego niewłaściwego. Był po prostu sobą.
Cóż, może nie powinien być tak paranoiczny. Miał lepsze rzeczy do roboty niż doszukiwanie się drugiego dna zachowania Harry’ego Pottera, jak na przykład zwracanie większej uwagi na Franceskę, która aktualnie rozwodziła się nad ślizgońską drużyną quidditcha. Otrząsnąwszy się trochę, zdołał wywnioskować, że wreszcie znaleźli nowego szukającego.
— Trochę to trwało — zauważył. — Zastanawiałem się, dlaczego Flint nie obsadził tej pozycji podczas pierwszego naboru.
— Liczył, że Gaines wyzdrowieje po kontuzji, której doznał latem — odparła Bianchi, grzebiąc widelcem w jajkach. — Na początku semestru powiedziałam mu, że nie warto ryzykować, ale był bardzo uparty.
— Nie znam żadnego Gainesa. Najprawdopodobniej nie zdaje owutemów z eliksirów.
Franceska potrząsnęła głową z uśmiechem na twarzy.
— Raczej nie ma do tego… odpowiednich zdolności.
Draco zaśmiał się pod nosem i zobaczył, że lekko oliwkowe policzki czarownicy lekko się zarumieniły, a jej uśmiech znacząco złagodniał. To przypomniało mu o informacji, którą sprzedał mu Potter. Najwyraźniej Bianchi darzyła go sympatią.
To była następna rzecz, o której powinien myśleć, a nie o tym, czy technicznie rzecz biorąc, flirtował z Harrym Potterem przy ognistej whisky, czy też po prostu zachowywał się przyjaźnie.
*
Z racji tego, że regularnie się widywali, Potter wciąż zajmował myśli Draco. Za każdym razem, kiedy rozmawiali, niezależnie czy była to intensywna wymiana zdań podczas obiadu, czy też krótka pogawędka na szkolnym korytarzu pomiędzy zajęciami, wieczorami analizował każde powiedziane słowo.
Po prostu przyzwyczajam się do spędzania z nim czasu, próbował się przekonać. Gdy wreszcie przywyknę, przestanę nad wszystkim główkować. Yhym, dokładnie tak.
To naturalne, że przystosowanie się do nowej sytuacji wymaga czasu, dlatego też powinien zachować spokój i skoncentrować się na innych sprawach.
Łatwiej powiedzieć niż zrobić, westchnął w duchu w piątek po zakończonych lekcjach, kiedy to Potter się nań zaczaił.
— Dzień dobry, Malfoy.
— Potter. — Niemalże odwzajemnił uśmiech. — Co się tu sprowadza? Znów chcesz mnie wyciągnąć na drinka i próbować przekonać do polubienia Harpii? Nadal sądzisz, że zachwiejesz moją lojalnością?
Mężczyzna wyszczerzył się jeszcze bardziej.
— Wiem, kiedy sprawa jest przegrana. Poza tym mam zajęty ten weekend.
Draco lekko się rozczarował, a potem zirytował faktem, dlaczego w pierwszej kolejności się przejmował.
— Och.
— Ano, wieczorem mam patrol, a jutro randkę.
— No tak, prawie zapomniałem o twoim harmonogramie kochanków. Tym razem mugol czy czarodziej?
— Czarodziej.
— Znam go?
— Możliwe. Kojarzysz Calluma Fostera z Ravenclawu? Jest od nas o kilka lat młodszy.
— Nigdy o nim nie słyszałem — przyznał, przekopawszy pamięć.
Potter wzruszył ramionami.
— Spotykamy się od niedawna.
— Co właściwie robicie podczas tych randek? No wiesz, poza oczywistym. — Uśmiechnął się złośliwie, a współpracownik odwzajemnił gest.
— Cóż, w trakcie roku szkolnego zazwyczaj wychodzimy na kolację lub drinka. Latem bywa różnie. Czasem urządzamy sobie piknik, spotykamy się w kinie lub słuchamy muzyki na żywo.
— Organizujesz pikniki?
— Jasne, czemu nie? Znasz kogoś, kto pogardziłby leniuchowaniem na kocu? — Uśmiechnął się lekko Potter. — Co więcej, jeżeli rzucisz wystarczająco silne zaklęcie prywatności, możesz sobie pozwolić na naprawdę wiele, nawet w miejscu publicznym w same popołudnie.
Draco zastygł w bezruchu, zaatakowany przez serię obrazów. O dziwo, był bardziej zaintrygowany i rozbawiony tym, co usłyszał, aniżeli zniesmaczony.
— No proszę, kręci cię odrobina ekshibicjonizmu — podsumował. — I zapewne związane z nim ryzyko.
Facet wzruszył ramionami.
— Miewam kochanków, którym bardzo zależy — odparł nonszalanckim tonem. — Spotykam się z różnymi mężczyznami.
— Jakie ty masz preferencje? — zapytał z ciekawością i natychmiast pożałował swej dociekliwości. Nie powinien się interesować życiem seksualnym Harry’ego Pottera.
— Hm, przede wszystkim zależy mi na przyjemności moich kochanków. — Nauczyciel zmarszczył w zamyśleniu brwi. — Uwielbiam też słuchać, jak błagają mnie o więcej — dodał z niezaprzeczalnie zmysłowym uśmiechem.
Draco przełknął ślinę. Co dokładnie robisz, żeby błagali?
Nie. Absolutnie nie zamierzał zadawać tego pytania na głos. Nade wszystko wykluczone.
— Czy sprawiam, że czujesz się niekomfortowo? — Potter uniósł brew.
Odchrząknął tak delikatnie, jak tylko potrafił.
— Nieszczególnie.
— Niektórzy heteroseksualni mężczyźni czują się… nieswojo na myśl o parze homoseksualistów.
— Nie jestem homofobem — odpowiedział.
— Homofobia to mocne słowo. Mam na myśli raczej dyskomfort wynikający z nieznajomości…
— Wszystko w porządku — przerwał mu stanowczym tonem. — Sam zapytałem, prawda? Nie musisz chodzić wokół mnie na paluszkach.
— Dobrze. — Potter przytaknął, a popatrzył nań niezręcznie. W milczeniu i trąc kark, przyglądał się, jak Draco porządkuje dokumenty na biurku. — Jak wcześniej mówiłem, tym razem musimy sobie odpuścić wyjście na drinka. Jestem jednak pewien, że znajdziesz sobie godne za mnie zastępstwo.
— Yhym, zapewne.
— Możesz zapytać Franceskę. Założę się, że chętnie przyjmie twoje zaproszenie.
Malfoy rzucił mu zaciekawione spojrzenie. Czemu facet próbował go zmobilizować? Może Bianchi go o to poprosiła; może lubiła go bardziej, niż przypuszczał.
— Się zobaczy — odpowiedział neutralnym tonem.
Potter zachichotał.
— W porządku. Zrozumiałem przekaz i nie będę naciskał. — Uniósł ręce w geście poddania. — I bez mojej pomocy znajdziesz sobie dziewczynę.
Draco znów na niego spojrzał, szukając jakichkolwiek oznak ironii, ale facet wydawał się mówić szczerze.
— Zastanowię się, ale prawda jest taka, ale właśnie zebrałem eseje od trzeciorocznych, więc czeka mnie sporo pracy przy ich sprawdzaniu.
— Jasne.
— Masz dla mnie jeszcze jakieś złote rady? Może w sprawie portfela inwestycyjnego? — zapytał, unosząc brew. — Albo chciałeś zasugerować, co powinienem zjeść na kolację? Albo zapragnąłeś mi doradzić w sprawie koloru jutrzejszych skarpetek?
Potter się zaśmiał.
— Uroczyście przysięgam, że przestanę się wtrącać.
— Niemożliwe. Czyżbym miał przyjemność z gryfonem, który potrafi zrozumieć aluzję?
— Ślizgon z poczuciem humoru? Normalnie nieprawdopodobne — odparł mężczyzna, co sprawiło, że i Draco zachichotał.
— Coś jeszcze, Potter? — zapytał po kilku chwilach przedłużającego się milczenia.
— Nie. W takim razie… miłego sprawdzania wypracowań.
— Spokojnego patrolu — odpowiedział. — Masz późną czy wczesną zmianę?
Nocne obowiązki dzieliły się na dwie zmiany — jedną zaczynającą się tuż po kolacji i kończącą się dwie godziny po północy oraz drugą trwającą do ósmej, kiedy to zamek budzi się do życia. Ten podział miał na celu wyeliminowanie całonocnej warty, a tym samym zmniejszenie zmęczenia wśród nauczycieli.
— Na całe szczęście późniejszą. Zdecydowanie wolę posiedzieć dłużej niż zaczynać wcześniej.
— Ja też. — Skinął głową. — Mimo że właściwie wtedy uczniowie wałęsają się po korytarzach — dodał. — Miej więc oczy szeroko otwarte na bezmyślne psikusy i obmacywanki po kątach.
Potter się zaśmiał.
— Stała czujność — powiedział, co brzmiało dosyć znajomo, ale Draco nie potrafił pokojarzyć faktów. — Do zobaczenia później, Malfoy.
— Tak, do zobaczenia.
Dopiero gdy został sam, zdał sobie sprawę, że życzył mu tylko udanego patrolu, a nie mile spędzonej randki następnego wieczoru. Mimowolnie zmarszczył brwi. To było co najmniej… dziwaczne.
I naturalnie nie miało żadnego znaczenia.
*
W nocy nie mógł zmrużyć oka, chociaż rzeczywiście spędził cały wieczór na sprawdzaniu prac trzeciorocznych.
W pewnym momencie naprawdę rozważał zaproszenie Franceski na drinka. Ostatecznie zrezygnował, bo… hm, najprawdopodobniej dlatego, że był strasznie wyczerpany po całym tygodniu ciężkiej pracy.
Tak, właśnie tak.
Zaprosi ją w następny weekend.
A przynajmniej to rozważy.
Jeżeli będzie w nastroju, naturalnie.
Na Merlina!, upomniał się w duchu. Ładna kobieta darzy cię sympatią, więc na co właściwie czekasz? Druga taka okazja nie trafi się zbyt szybko.
Czemu zwlekał, zachowując się niczym nieśmiały uczniak? Był przecież dorosłym mężczyzną ze zdrowym libidem i dużym talentem łóżkowym.
Niegdyś.
Prawdę powiedziawszy, od czasu rozwodu miał problemy z popędem seksualnym. Fakt, że nie stanął na wysokości zadania i Astoria poszukała satysfakcji poza małżeństwem, mocno ubodło go w męską dumę, a sytuacji nie poprawił ojciec, który dodatkowo stwierdził, że niezaspokajanie żony jest niegodne Malfoya.
Chciałby zrzucić trochę napięcia, nawet jeżeli miałoby to przyjąć formę spokojnego masturbowania się w zaciszu swojej sypialni, ale od miesięcy za każdym razem, gdy przychodziła mu ochota na seks, wracał wspomnieniami do Astorii i miłości, którą uprawiali. Chociaż nie chciał, skupiał się na uczuciach, które nim wówczas targały — przyjemności płynącej ze stosunku, szczęściu, że zadowala żonę i wszechmocy, kiedy dowiedział się, że zaszła w ciążę.
Wszystko to okazało się fałszywe, a sprowadzenie na ziemię było tak bolesne, że poczuł się dosłownie bezsilny.
Muszę po prostu pomyśleć o kimś innym, stwierdził. Gdyby znalazł sposób, aby przestać wracać wspomnieniami do Astorii, z pewnością znów czerpałby przyjemność z seksu. Skup się na kobiecie, która jest jej całkowitym przeciwieństwem — kimś o ciemniejszej karnacji, bardziej krągłym i może egzotycznym. Niczym ulał, Franceska idealnie pasowała do tego opisu.
Lepiej być nie może.
Zrobienie sobie dobrze z myślą o Francesce pomoże mu rozbudzić seksualne zainteresowanie, a wtedy może wreszcie zdecyduje się zaprosić ją na randkę.
Sięgnąwszy do spodni od piżamy, spróbował pobudzić wyobraźnię. Gdy zaczął bawić się swoimi jądrami i dotykać fiuta, wyobrażał sobie opaloną, gładką skórę jej brzucha, zgrabne uda, pełne piersi ze sterczącymi ciemnymi sutkami, falujące pod jego dotykiem oraz lśniącą od soków cipkę z niewielką kępką czarnych skręconych włosów łonowych.
Uśmiechnął się z zadowoleniem, gdy rzeczywiście zaczął twardnieć.
Właśnie tak.
Jęknął i zaczął się mocniej dotykać. Chwilę później mógł cieszyć się pełną erekcją.
Chwała Merlinowi.
W porządku, co dalej? Najpierw użyłby ust. Chciał sprawić, że zacznie dlań mruczeć i wołać jego imię, sprawić, że osiągnie orgazm, mocząc pościel; potem weń wejdzie.
— O kurwa, tak — sapnął, zadowolony, że to naprawdę działało.
Wyciągnął różdżkę i wyczarował odrobinę lubrykantu, aby móc zacząć bawić się na poważnie.
Wyobraził sobie, że z początku drażni się, przesuwając językiem tuż poniżej pępka. Co rusz napinałaby mięśnie brzucha, pragnąc więcej, a on smakowałby jej skórę, specjalnie nie schodząc niżej. Łapałaby powietrze ustami, aż wreszcie zaczęłaby błagać. Wtedy zanurzyłby język w jej pępku, a potem skupił się na wyższych partiach ciała. Złapałby ją za piersi, począwszy od zewnętrznej części, gdzie skóra była delikatniejsza, a potem przesunąłby paznokciami po sutkach, co sprawiłoby, że wygięłaby się dlań w łuk. Powtarzałby tę czynność na tyle długo, że w końcu zaczęłaby krzyczeć z przyjemności.
— O tak — wyszeptał, czując narastające napięcie.
Oczami wyobraźni widział, jak zaczyna ssać jej sutek, a potem go lizać. W tym samym czasie powoli zsunąłby drugą rękę w dół, ku włosom łonowym. Z początku myślał, że poświęci trochę czasu na drażnienie, ale potem doszedł do wniosku, że lepiej wyjdzie, jeżeli się pospieszy. Chciał w nią wejść, poczuć ciasnotę jej mięśni i zanurzyć się w olbrzymiej przyjemności.
Wtem płaski brzuch dziwacznie mu się wybrzuszył pod dłonią, co nieco go przystopowało.
Co…?
Nie rozpraszaj się, Draco. Wróć do Franceski. Skup się na mokrej cipce, która tylko czeka na zerżnięcie.
Chociaż pragnął odegnać niechciany obraz, mimowolnie poświęcił więcej uwagi ciążowemu brzuchowi kochanki. Zanim się zorientował, z jej sutka zaczęło się sączyć mleko. Włosy Bianchi pojaśniały, przybrawszy blond kolor, a kiedy próbował zwizualizować sobie brunetkę, jedynie zamigotały i pozostały złociste.
Nie, nie, nie. Tylko nie ona.
Zaczął wiotczeć, dlatego też wzmocnił uścisk u podstawy członka.
Wróć do Franceski.
Niestety nie mógł. Zamiast tego znów górował nad Astorią, jak niezliczoną ilość razy wcześniej. Żona dyszała pod nim, otwierając swe małe, różowe usta i patrząc nań niewinnymi niebieskimi oczami. Niecierpliwie się o niego otarła, więc przymknął na moment oczy, czując jej ogromny brzuch.
To nie twoje dziecko, pamiętasz?
Całkowicie zmiękł, ale obraz pozostał żywy.
Spędził zdecydowanie zbyt wiele godzin, wielbiąc ciało Astorii, kiedy byli małżeństwem, nawet podczas ciąży. Znał każdy centymetr. Wszystko wskazywało na to, że bez względu na starania, nie był w stanie wyobrazić sobie kogoś innego.
Zrozpaczony, chwycił jedną z dodatkowych poduszek, przyłożył ją do twarzy i wrzasnął z gniewu.
*
Następnego ranka obudził się w ponurym nastroju. Chciał zrobić sobie dobrze, żeby się trochę rozluźnić, a osiągnął coś zupełnie przeciwnego i właśnie dlatego był teraz podenerwowany i wszystkim zirytowany.
Na szczęście była sobota i mógł zamknąć się w swojej kwaterze, aby uniknąć towarzystwa — szczególnie Franceski, na którą nie mógł nawet patrzeć.
Gdzieś w środku wiedział, że powinien być wytrwalszy i stawić czoła problemowi, co poparłby Lucjusz. Czy istnieje lepszy sposób na wymazanie Astorii z pamięci niż zastąpienie jej kimś innym? Całkiem prawdopodobne, że gdyby spędzał więcej czasu z Bianchi, a przy tym dobrze ją poznał, zapomniałby o byłej żonie.
Niestety podejrzewał, że to niewykonalne. Istniała szansa, że kiedy przyszłoby do skonsumowania związku, nie sprostałby zadaniu i piekielnie by się upokorzył.
Problem nie leżał wyłącznie w seksie. Martwił się, że nie będzie w stanie nawiązać z nią kontaktu i że nie sprosta jej oczekiwaniom, zarówno pod względem emocjonalnym, jak i fizycznym. Prawdę powiedziawszy, nie wiedział nawet, czy miał siłę próbować.
Franceska zasługuje na kogoś lepszego, westchnął w duchu. Właśnie dlatego sukcesywnie unikał czyjegokolwiek towarzystwa, kontynuując ocenianie prac trzeciorocznych uczniów i jedząc posiłki w swoich komnatach.
Tej nocy miał jednak wcześniejszy patrol, co w praktyce oznaczało, że powinien zjawić się na kolacji i zacząć obchód zamku punktualnie o ósmej. Cisza nocna rozpoczynała się dopiero o dziesiątej, ale uczniowie szybko zaczynali szwendać się po korytarzach i szukać miejsc do potajemnych schadzek. Nierzadko się zdarzało, że młode pary, zwłaszcza te z różnych domów, po posiłku szukały cichej wnęki, aby lepiej się poznać.
Właśnie skręcał w korytarz prowadzący do klasy obrony, kiedy usłyszał dźwięk dochodzący gdzieś z tyłu. Przystanął i zaczął nasłuchiwać. Po kilku sekundach stwierdził, że przypominał stłumiony ludzki głos.
To może być Filch, pomyślał. Woźny wciąż lubił szwendać się wieczorami po szkole razem ze swą kotką, panią Norris, z którą rozmawiał częściej niż z innymi ludźmi. Draco z początku chciał zignorować ten dźwięk, ale potem usłyszał czyjś śmiech, po którym nastąpiło pospieszne: „Ciii!”. Jednak nie Filch, podsumował. On nie chichocze.
Z cichym westchnieniem odwrócił się na pięcie i pomaszerował korytarzem, z którego przyszedł, w kierunku źródła hałasu. O ile się nie mylił, dobiegał z okolic wejścia do pokoju wspólnego Gryffindoru, więc z góry założył, że nakrył kilku uczniów na wykradaniu się z wieży. Na wszelki wypadek wyciągnął różdżkę, ale wstrzymał się przed oświetleniem sobie drogi, bo najzwyczajniej w świecie wolał nie zdradzać jeszcze swej obecności. Chciał wykorzystać element zaskoczenia.
— Cicho, zaraz będziemy na miejscu. — Usłyszał szept. Nie miał najmniejszego problemu z rozróżnieniem słów, tak więc uczniowie byli blisko.
Skręcił za róg i zamarł. Jak się okazało, nie nakrył podopiecznych, a dwóch dorosłych mężczyzn.
Jednym z nich był Harry Potter.
Potterowi towarzyszył brunet, którego nie znał. Był od niego o kilka centymetrów niższy i trochę szczuplejszy. Miał pociągłą twarz, przyklejony do ust szeroki, głupkowaty uśmiech i dawał się prowadzić za nadgarstek przyciemnionym korytarzem.
Draco momentalnie przylgnął plecami do ściany i przyczaił się w cieniu z nadzieją, że zostanie minięty niezauważony. W okamgnieniu zrozumiał, że był świadkiem końcówki randki Pottera. Mężczyzną, którego sobie przyprowadził, był Callum Foster, krukon, o którym wczoraj usłyszał. Najprawdopodobniej zmierzali ku kwaterom opiekuna Gryffindoru, znajdującym się w pobliżu portretu Grubej Damy. To bardziej niż oczywiste, że Potter zamierzał spędzić tę noc ze swoim kochankiem.
Też chciałbym nie mieć z tym problemu, pomyślał z goryczą Draco. Byłby naprawdę zadowolony, gdyby mógł po prostu wyskoczyć na miasto i spotkać kogoś, kto miałby ochotę na niezobowiązujący seks i nic więcej. Oczywiście, najpierw musiałby poczuć takową potrzebę.
Merlinie, był zbyt popieprzony. Ile by dał za odłożenie bagażu emocjonalnego przynajmniej na moment…
Co gorsza, z powodu chorobliwej ciekawości seksualnych wyczynów Pottera nie mógł nawet odwrócić wzroku.
Foster wydawał się szczerze zauroczony. Obecnie przyciskał Pottera do ściany i entuzjastycznie go całował, nie przejmując się możliwością nakrycia przez wędrującego ucznia lub patrolującego korytarze nauczyciela. W pewnym momencie omal nie przewrócił stojącej pod ścianą zbroi.
— Uważaj — syknął brunet, brzmiąc na lekko podirytowanego, co sprawiło, że Draco zdusił w sobie chichot. Foster wydawał się zbyt temperamentny, prawie absurdalne, a Potter momentami wyglądał na męczennika, który z trudem znosił to zachowanie, zamiast czerpać z niego przyjemność. Z drugiej strony mógł też chcieć zachować większą ostrożność, gdyż zaryzykował i przyprowadził kochanka do Hogwartu.
— Nie mogę się powstrzymać, Harry — sapnął Foster. — Cholernie cię pragnę.
Profesor się zaśmiał.
— Wiem — powiedział i chwycił drugiego czarodzieja za pośladki. — Niczym się nie martw. Zgodnie z obietnicą za niedługo będę posuwał ten piękny tyłek.
Krukon jęknął i wznowił natarcie. Mężczyźni całowali się jeszcze przez kilka minut, podczas gdy Draco patrzył nań z niemałą fascynacją.
— Najpierw pozwól mi na obciąganko — poprosił Foster, kiedy się rozdzielili. — Proszę — dodał, zaś Potter spojrzał nań kontemplacyjnie, jakby naprawdę to rozważał. — Proszę, Harry — powtórzył z desperacją. — Chcę mieć twojego fiuta w ustach. Myślałem o tym przez cały wieczór.
— Tylko wieczór? — Nauczyciel uniósł brew.
— Przez tydzień — poprawił się krukon.
Draco musiał zacisnąć zęby, żeby nie wybuchnąć śmiechem. Potter musiał faceta zaczarować, bo inaczej nie błagałby o możliwość zrobienia mu loda.
Najgorsze, że oprócz rozbawienia czuł również lekkie podniecenie. Foster zachowywał się niczym irytująca rozwiązła dziwka, ale gdyby był na miejscu Pottera, najprawdopodobniej sprawiałoby mu to przyjemność i łechtałoby ego.
Zapewne jest twardy w oczekiwaniu, stwierdził, a kiedy zaczął się nad tym rozwodzić, sam zaczął twardnieć.
Naprawdę muszę znaleźć sobie kobietę, dodał. Nie powinien zaspokajać swoich potrzeb w oparciu o życie seksualne innych ludzi. Zdecydowanie i niepodważalnie, zwłaszcza że właśnie przyglądał się namiętnej schadzce dwóch mężczyzn. To tylko bodziec wizualny, podsumował. Ot dwóch miłych dla oka ludzi, całkowicie normalne.
— Chcę ci tu obciągnąć — powiedział nagle Foster.
— Tutaj? — zapytał z pozoru niewinnie Potter. — Na korytarzu, gdzie każdy może nas przyłapać?
Mężczyzna natychmiast przytaknął.
— Cholernie pragnę opaść przed tobą na kolana, Harry. Nie mogę się doczekać. Zaryzykowałbym nawet nakrycie przez McGonagall.
Draco powstrzymał chęć głośnego parsknięcia. Potter rzeczywiście wspominał, że niektórzy z jego kochanków lubią ekshibicjonizm. Najwyraźniej Callum Foster był jednym z nich.
Potter wplótł mu dłoń w brązowe loki, po czym pociągnął go za włosy, odchyliwszy głowę do tyłu. Krukon jęknął i całkowicie mu się poddał, spoglądając nań niemalże z błaganiem. Nauczyciel z kolei obrzucił go… jakby oceniającym wzrokiem. W zielonych oczach odbijało się jednakże niemożliwe do pomylenia pragnienie.
— Naprawdę tego pragniesz, prawda? — zapytał miękkim, niebezpiecznym głosem. — Zrób to — dodał stanowczo, po czym się uśmiechnął, gdy mężczyzna przykucnął. — Obciągnij mi na korytarzu, gdzie możemy zostać przyłapani. — Pochylił się i zacisnął palce na brązowych lokach. — Może osoba, która zobaczy, jak się dławisz, postanowi do nas dołączyć. — Uniósł brew, podczas gdy Foster z cichym westchnieniem odpiął mu pasek. — Albo będzie zbyt nieśmiała. Może ograniczy się do patrzenia i potajemnego dotykania się. Może dojdziemy w tym samym momencie. — Jego oczy zamigotały. — Podobałoby ci się to?
Mężczyzna otworzył zachęcająco usta.
Jasna cholera, zdał sobie sprawę Draco. Naprawdę pozwoli sobie obciągnąć na korytarzu.
Szczerze mówiąc, był przekonany, że to tylko przedstawienie, ot sposób na podniecenie Fostera i gra wstępna, a tu proszę — Harry Potter postanowił podjąć to ryzyko.
Jakże się pomylił.
Wtem Draco zauważył, że Potter schował różdżkę za plecami, a potem niewerbalnie rzucił zaklęcie, o czym świadczył jaśniejący czubek. Wszystko odbyło się poza zasięgiem wzroku Fostera.
Urok prywatności w zupełności wystarczy. Dobrze, że facet jednak miał trochę oleju w głowie.
Chwila, moment.
Coś było nie w porządku. Chociaż nie powinien, wciąż słyszał ciężki oddech Fostera i widział, jak zsuwa Potterowi bokserki. Gdyby korytarz został zabezpieczony i wyciszony, mężczyźni powinni zniknąć mu z oczu.
Zaklęcia zawiodły, pomyślał z nutą paniki. Teraz będę oglądał, jak Harry Potter jest brany w usta. Mimowolnie zerknął na pokaźnego fiuta przed twarzą Fostera i przełknął ślinę, z fascynacją oglądając, jak krukon najpierw czule całuje główkę, a następnie ją liże, sprawiając, że Potter wciąga ze świstem powietrze.
Nie powinienem patrzeć, stwierdził, chociaż był twardy niczym skała i niezaprzeczalnie ciekawy. Potter nie bez powodu próbował zapewnić sobie trochę prywatności. Z pewnością nie chciał, aby ktokolwiek go podglądał.
Draco zmusił się, aby odwrócić wzrok i dopiero wtedy natrafił na barierę, której się w ogóle nie spodziewał. W duchu pogratulował sobie refleksu, że w porę zdołał zdusić okrzyk zaskoczenia.
Co na Merlina…?
Zamrugał, a potem doznał olśnienia. Potter nie rzucił uroku prywatności, a postawił magiczną barierę — zabezpieczył korytarz, żeby nikt nie mógł tędy przejść.
Całkiem sprytne, podsumował, czując, jak bariera nań naciskała, nakazując cofnięcie się pod ścianę. To rozwiązanie było bardziej skuteczne, aniżeli zaklęcie, które po pewnym czasie dało się przełamać. Owszem, ograniczały większy obszar, ale były też na tyle potężne, aby zatrzymały uzdolnionego czarodzieja.
Niestety, tworzyły również inny problem. Draco znajdował się wewnątrz pola, a więc został w nim uwięziony, przynajmniej dopóki Potter nie zneutralizuje bariery ochronnej. Gdyby spróbował się przedrzeć siłą albo obejść ścianę, facet najprawdopodobniej od razu by to wyczuł, wzmógł czujność i nakryłby go na podglądaniu. Och, zdecydowanie nie zamierzał ryzykować przyłapania.
Muszę po prostu poczekać. Dam radę. Nie będę ani patrzył, ani słuchał.
To pomyślawszy, prawie się wzdrygnął, gdy do jego uszu dobiegły charakterystyczne odgłosy obciągania — stłumione sapanie, gardłowe jęki i dźwięk dławienia się.
— Kochasz mojego fiuta, prawda? — zapytał Potter, podczas gdy Draco zacisnął zęby.
Nie będę patrzeć. Odpada.
Foster jęknął, a potem znów zabrał się do roboty.
Słodki Merlinie.
— Mm, wspaniale, Callum — kontynuował Potter swoim hipnotycznym głosem. — Boże. Rozluźnij się, a weźmiesz całego. — Jęknął, a po korytarzu poniósł się odgłos siorbania. — O kurwa. O kurwa, właśnie tak, złotko. Jaki z ciebie dobry chłopiec.
Draco nie wytrzymał i się odwrócił. Musiał wiedzieć, czy Callum Foster naprawdę robił świetną laskę.
Stłumił westchnienie i automatycznie sięgnął do boleśnie pulsującego członka.
Jak się okazało, Potter pieprzył Fostera w usta, trzymając go pewnie za włosy i kontrolując rytm. Nie robił tego mocno, ale zdecydowanie miał kontrolę. Poruszał biodrami w tył i w przód, napinając mięśnie kuszącego tyłka, podczas gdy krukon biernie się temu poddawał, z przyjemnością mrużąc oczy; w trakcie energicznie się masturbował.
To było cholernie podniecające.
Dojdzie w dosłownie kilka chwil, tylko od patrzenia.
Twarz Pottera…
Chwycił podstawę swego fiuta, ot na wszelki wypadek.
Facet… uśmiechał się złośliwie. Z błyskiem w oku obserwował, jak jego członek znika w chętnych ustach kochanka, i wyglądał na cholernie zadowolonego. Była to najbardziej arogancka i jednocześnie erotyczna mina, jaką Draco kiedykolwiek widział.
Potter wyglądał jak człowiek, który mógł wziąć wszystko, czego tylko zapragnie; wyglądał jak mężczyzna, który jest przyzwyczajony do tego, że uroczy chłopcy codziennie błagają go o możliwość obciągania; wyglądał na faceta, który potrafił kogoś uzależnić od siebie, pieprząc go bez opamiętania w usta.
Sprawiał wrażenie boga.
Draco też chciał się poczuć tak potężny.
Z drugiej zaś strony, gdzieś w środku zrodziło się w nim pragnienie bycia tym gościem na kolanach.
— Kurwa, dochodzę — powiedział Potter. — Jesteś gotowy, aby wylizać mnie do czysta?
— Mhmm…
Draco oblizał spierzchnięte wargi i z uwagą obserwował, jak Potter zwalnia tempo pchnięć, a Foster łapie go mocniej za biodra i robi minę, jakby jeszcze bardziej rozluźniał mięśnie gardła.
— Och, tak. — Potter odchylił na moment głowę. — O kurwa, Callum. — Uśmiech zniknął, zastąpiony przez otwarte z największej rozkoszy usta.
Malfoy zacisnął dłoń na podstawie swojej erekcji. Nie chciał dojść w spodniach, gapiąc się na przeżywającego orgazm Harry’ego Pottera. Nie zamierzał wypełnić przepowiedni, którą podniecony został Callum Foster.
Stanowczo odmawiał.
Wymagało to ogromnej samokontroli, gdyż kiedy Potter dochodził w ustach Fostera, ten zacisnął dłoń na jego pośladku, aby zachować równowagę; bez wątpienia wszystko przełknął. Na chwilę puścił swoją erekcję i zaczął masować nabrzmiałe jądra kochanka.
Potter oparł się plecami o ścianę.
— To było niesamowite, Callum — podsumował szeptem.
— Cała przyjemność po mojej stronie — powiedział skromnie Foster i wstał z klęczek. Chwilę później został złapany za klapy marynarki i przyciągnięty do namiętnego pocałunku. Potter z pewnością posmakował samego siebie, ale nie wyglądał, jakby mu to przeszkadzało. W zamian musnął dłonią wciąż cieknącego fiuta Calluma.
— Nie doszedłeś — stwierdził.
— Wolałem zaczekać. Chcę dojść, kiedy będziesz mnie szaleńczo pieprzył.
Nauczyciel zachichotał.
— Wiesz, że będziesz musiał znowu zrobić mi dobrze, prawda?
— Oczywiście. — Uśmiechnął się drapieżnie Foster. — Nie mogę się doczekać.
— Chodźmy. — Potter szybko podciągnął spodnie i zapiął rozporek, a krukon poszedł za jego przykładem. Potem wziął kochanka za rękę i poprowadził go korytarzem do swoich komnat.
Draco w momencie poczuł mrowienie sygnalizujące zneutralizowanie bariery ochronnej, ale zanim ruszył, postanowił poczekać, aż odgłos kroków zamieni się w odległe echo. Chociaż nie musiał już zachowywać największej ostrożności, stąpał prawie bezgłośnie.
Sprawdził godzinę. Jakąś chwilę temu powinien wrócić do pokoju nauczycielskiego, żeby przekazać wartę Sinistrze.
Szczęśliwie spóźnił się zaledwie kilka minut. Nauczycielka czekała nań na miejscu, ale nie wyglądała, jakby kazał jej długo czekać.
— Przepraszam — powiedział. — Straciłem poczucie czasu.
— To zdarzyło się chyba pierwszy raz. — Uśmiechnęła się w odpowiedzi. — Zazwyczaj odliczamy minuty do końca zmiany.
— Figiel losu — podsumował grzecznie.
— Czy jest coś, o czym powinnam wiedzieć? — zapytała, przechodząc do konkretów.
— Nieszczególnie. Mam nadzieję, że twój patrol też będzie spokojny.
— Na to właśnie liczę — odparła. — Śpij dobrze.
— Jasne, dziękuję.
Gdy się rozstali, Sinistra ruszyła na obchód zamku, a Draco skierował się do swoich kwater.
Strasznie się spieszył.
— Novus orsa — wyszeptał hasło, a drzwi otworzyły się przed nim ze skrzypieniem. Natychmiast wskoczył do środka, zatrzasnął za sobą wrota i je zaryglował.
Prysznic czy łóżko?, zastanawiał się, prawie zrywając z siebie szatę. Dzięki Merlinowi, że obszerny materiał skutecznie ukrył jego erekcję przed czujnym wzrokiem Sinistry. Sekundę później rozpiął guziki koszuli.
Łóżko, zdecydował. Wolał uniknąć niepotrzebnego czekania, aż w kabinie popłynie ciepła woda.
Naprędce zrzucił z nóg spodnie i bokserki, a potem wyczarował sobie odrobinę lubrykantu. Kilka kropel skapnęło mu na podłogę, ale nie poświęcił temu najmniejszej uwagi. Natychmiast sięgnął ku swojemu członkowi, który aż pulsował z potrzeby.
Wspiął się na posłanie, robiąc sobie dobrze. Złapał się wezgłowia, ot dla podtrzymania równowagi, i pozostał na kolanach.
Czuł najprawdziwszą rozkosz, dlatego też zaczął miarowo poruszać biodrami.
Wiedział, że nie wytrwa długo. Miał wszystko, czego potrzebował.
Oczami wyobraźni zobaczył Calluma Fostera na kolanach, z przyjemnością biorącego Harry’ego Pottera do buzi. Wzmógł uścisk na podstawie fiuta i wrócił wspomnieniami do zgrabnego tyłka współpracownika, napinającego się przy każdym pchnięciu.
Wtem przypomniał sobie słowa zachęty. „Rozluźnij się, a weźmiesz całego”. „Jaki z ciebie dobry chłopiec”.
Drgnął, czując zbliżający się orgazm.
Zwizualizował sobie twarz Pottera, ten jego złośliwy, pełen władzy uśmieszek, a przyjemność stała się nie do zniesienia. Krzyknął dokładnie tak samo, jak Harry na korytarzu.
— O kurwa!
Spuścił się na zagłówek, wyobrażając sobie, że jest Potterem bezlitośnie pieprzącym usta Fostera. Podtrzymywał ten obraz przez kilka dodatkowych sekund, a potem, wzorem krukona, zaczął masować swe jądra. Od miesięcy nie miał orgazmu, dlatego też teraz tryskał i tryskał.
Kiedy wreszcie rozładował napięcie, z ledwością łapał oddech. Spojrzał na swe dzieło i parsknął niepohamowanym śmiechem. Poplamił spermą prawie cały zagłówek. Zrobił to, myśląc o mężczyźnie robiącym loda drugiemu mężczyźnie.
Interesujące, doprawdy. Cholernie interesujące.
*
W niedzielę dużo rozmyślał.
Obudził się zrelaksowany i ospały, a więc czuł się zupełnie inaczej niż zazwyczaj. Spędził trochę czasu w łóżku, zastanawiając się nad wszystkim, co się wydarzyło wieczorem. Prawdę powiedziawszy, powinien się trząść z przerażenia lub nurzać w poczuciu winy, ale nie miał żadnych wyrzutów sumienia. Nie przemierzał przecież szkolnych korytarzy dla rozrywki, nie liczył na przyłapanie Harry’ego Pottera na schadzce i z pewnością nie zamierzał go szpiegować, ale… był raczej zadowolony, że tak się właśnie stało. Przedstawienie, które wczoraj ukradkiem obejrzał, zapewniło mu najlepsze trzepanie w życiu, nie wspominając już o okazji do rozładowania napięcia, na którą czekał tak długo.
Miał sporo do przemyślenia.
Czy to oznaczało, że był zainteresowany również mężczyznami? Seksualność nie jest czymś prostym do zdefiniowania. Od zawsze doceniał piękno i skłaniał się ku towarzystwu zarówno czarownic, jak i czarodziejów, którzy byli mili dla oka. Czy to równało się czerpaniu takiej samej przyjemności z seksu z mężczyznami, co z kobietami? Nie miał pojęcia, bo w gruncie rzeczy nigdy nie zastanawiał się nad podobną możliwością. Bycie czystokrwistym oznaczało podążanie za narzuconymi przez narodziny zobowiązaniami. Gdy osiągnął odpowiedni wiek, musiał się ożenić i spłodzić dziedzica, który kontynuowałby linię rodu. Rodzice i dalsi krewni wbijali mu to do głowy od najmłodszych lat, więc każda inna opcja wydawała mu się po prostu absurdalna, a że nie miał żadnych problemów z podnieceniem się w obecności ładnej dziewczyny, więc nawet tego nie kwestionował.
Jego zadaniem było stanąć na ślubnym kobiercu z odpowiednio szanowaną czystokrwistą czarownicą, wywiązywać się z obowiązków małżeńskich i spłodzić syna.
Zawiódł na całej linii.
Nie zrobił żonie dziecka i nie zaspokajał jej potrzeb, co sprawiło, że wplątała się w potajemny romans.
Astoria nie była też tak wspaniała, jak mu się z początku wydawało, bo dopuściła się zdrady i cudzołóstwa.
Był to pierwszy raz, kiedy poczuł się równie lekki od czasu rozwodu. Stoczył się na same dno i został przez wszystkich oceniony, więc co było niewłaściwego w całkowitym porzuceniu czystokrwistych oczekiwań i spróbowaniu zakazanego dotąd owocu?
Oczywiście, o ile naprawdę tego chciał, bo nie miał stuprocentowej pewności.
Był spragniony wrażeń i miał ogromną chcicę, której nie mógł zaspokoić, więc to całkiem naturalne, że podniecił się, oglądając najwyższych lotów ekshibicjonistyczne przestawienie. Właśnie tak, padł ofiarą skutku ubocznego niewyżycia i desperacji. Jakby nie patrzeć, wyobrażał sobie, że mu obciągano. Sama idea otrzymania takiej możliwości była kusząca, ale nie oznaczała, że miał ochotę uprawiać seks z mężczyzną.
Z drugiej strony, wizualizowanie sobie w głowie ponętnej kobiety, nawet całkowicie odmiennej od Astorii, nie było w stanie go podniecić po miesiącach najróżniejszych prób — ale dwóch mężczyzn to co innego.
Co, gdybym przed kimś uklęknął?, zapytał sam siebie. Czy chciałbym obciągnąć jakiemuś facetowi?
Oczami wyobraźni zobaczył, jak pada na kolana przed bliżej niezidentyfikowanym wysokim, umięśnionym mężczyzną z ładnie wyrzeźbionymi mięśniami brzucha i jędrnym tyłkiem, który aż się prosi o uściśnięcie. To nie Potter, przekonywał się raz za razem, ponieważ klęczenie przed kolegą z pracy byłoby po prostu… dziwaczne. Niestety, ten nieznajomy ze spuszczonymi do ud spodniami przypominał go pod wieloma względami.
Gdyby miał przed twarzą twardego, cieknącego fiuta, czy miałby ochotę wziąć go do ust?
Automatycznie sięgnął do na wpół wzwiedzionego członka.
*
Ostatecznie potrzebował kilku dni na zdecydowanie, co zamierza zrobić, aż wreszcie doszedł do odpowiednich wniosków.
Chciał spróbować gejowskiego seksu.
Robienie sobie dobrze było w porządku, ale były bardziej satysfakcjonujące sposoby na osiągnięcie orgazmu. Jeżeli naprawdę mógł czerpać przyjemność ze stosunku z innym mężczyzną, dlaczego miał sobie odmawiać? Potter nie miał większego problemu ze znalezieniem kilku chętnych kochanków, więc również zamierzał spróbować szczęścia.
Raczej nie powinien mieć z tym większego problemu, ale… nie miał najmniejszego pojęcia, od czego zacząć. Wiedział o istnieniu czegoś takiego jak gej kluby i przypuszczał, że mógłby po prostu wyskoczyć na miasto, ale nie znał środowiska i panujących w nim zasad; najzwyczajniej w świecie nie miał rozeznania, czego właściwie szukają homoseksualiści.
Logicznym wnioskiem było, iż potrzebował eksperta, mentora i nauczyciela. Niestety, znał tylko jedną osobę, która spełniała wyżej wymienione wymagania.
Ostatecznie potrzebował kilku dni na zaakceptowanie faktu, że rozmowa z Potterem będzie najlepszym rozwiązaniem problemu.
Sęk w tym, że powinien najpierw naszkicować facetowi sytuację, w której się znalazł. Potter musiał wiedzieć, że Draco jest nowicjuszem, co w praktyce prowadziło do pytań, dlaczego w wieku dwudziestu pięciu lat postanowił zrewidować swą seksualność, a to zaś skutkowało mało przyjemną pogawędką na temat niedawnego rozwodu i dźwiganego na ramionach ciężaru psychicznego.
Istniała szansa, choć minimalna, że Potter go wyśmieje. Nie ulegało wątpliwości, że zwracając się doń o pomoc, dawał (dawnemu?) rywalowi możliwość skorzystania z okazji i odwrócenia sytuacji na swoją korzyść.
Z drugiej strony Potter był typem szlachetnego bohatera, a więc całkiem możliwe, że potraktowałby go taktownie, rzeczywiście przychylił się do prośby i wprowadziłby go w gejowski świat, gdzie czas wolny wypełniłyby mu rzesze przystojnych mężczyzn.
Była to gra warta świeczki.
Zdeterminowany, zawędrował do klasy obrony, gdzie Potter sprawdzał eseje uczniów — był tak skupiony, że podniósł wzrok i zarejestrował towarzystwo, dopiero kiedy Draco zamknął drzwi i zabezpieczył je machnięciem różdżki.
— Malfoy. — Uśmiechnął się uprzejmie.
Nie odpowiedział, zbyt zajęty formułowaniem tego, co zamierzał powiedzieć. Wszedł głębiej do klasy, nie przejmując się zmieszaniem widniejącym na twarzy współpracownika. Oparł się rękoma o drewniane biurko, pochylił głowę i wziął głęboki oddech, postawiwszy wszystko na jedną kartę.
— Rozwiodłem się z Astorią, bo przez całe nasze małżeństwo dorabiała mi rogi z moim najlepszym przyjacielem. — Spojrzał na Pottera i zobaczył, że mężczyzna wytrzeszcza nań oczy, jakby nie mógł uwierzyć w to, co usłyszał. — Zamierzała spotykać się z nim w nieskończoność i była gotowa na życie w kłamstwie, ale dość niefortunnie się złożyło, że urodziła ciemnoskóre dziecko. To pokrzyżowało jej plany — urwał na moment, aby nauczyciel mógł na spokojnie przetrawić najważniejsze informacje.
Potter zamrugał, a potem wziął głęboki oddech.
— To popieprzone, Malfoy — podsumował.
Draco parsknął, nie mogąc się powstrzymać od ironicznego uśmieszku.
— Owszem, całkowicie popieprzone — przyznał. — Niemniej jednak chodzi mi o coś innego — a może nawet niekoniecznie. — Zauważył, że rozmówca przechylił głowę, ewidentnie czekając, aż będzie kontynuował. — Bo widzisz, mam pewien problem… — Zamilkł, poruszywszy się niespokojnie. Czemu w pierwszej kolejności uznał, że uzewnętrznienie się jest dobrym pomysłem? Sęk w tym, że kiedy już powiedział a, należy powiedzieć b. Nie miał innego wyjścia, jak wyrzucić z siebie dosłownie wszystko. — Cóż, Astoria całkiem skutecznie… obrzydziła mi pozostałe kobiety. Nie potrafię… Hm, nie jestem zainteresowany żadnymi czarownicami, nawet sympatycznymi czystokrwistymi ślizgonkami pokroju Franceski Bianchi, przy której powinienem się ślinić, nawiasem mówiąc. Mam ogromny problem z… popędem.
Potter odchylił się na krześle, gapiąc się nań intensywnie. Najważniejsze, że się nie zaśmiał.
— Nie jestem pewien, dlaczego postanowiłeś mi się zwierzyć, Malfoy — stwierdził, sprawiając wrażenie szalenie poważnego. — Może po prostu potrzebowałeś się wygadać, ale uwierz, że nie potrafię ci pomóc. Twoja była żona wydaje się trudną osobą i wygląda na to, że nie zasługiwała na ciebie. W moim mniemaniu… tylko czas i nabranie dystansu okaże się przydatne. Nie wiem, co jeszcze mogę ci doradzić.
— Nie przyszedłem tutaj po złote rady, Potter. Nie musisz mi nic tłumaczyć. Chciałem czegoś innego.
— To znaczy?
Draco wziął głęboki oddech.
— Żebyś pomógł mi zagadać do mężczyzn.
Potter ponownie wytrzeszczył nań oczy. Potem powoli zamrugał, pochylił się naprzód i chwilę postudiował go wzrokiem. Ostatecznie oparł się na krześle.
— Hm, chyba potrzebuję jaśniejszej klaryfikacji — powiedział po dłuższej chwili niezręcznego milczenia. — Czy mówisz o „zagadywaniu do mężczyzn” pod względem romantycznym?
— Właściwie to czysto seksualnym.
Brunet ponownie pochylił się do przodu.
— Interesują cię mężczyźni? — zapytał.
— Wszystko na to wskazuje — potwierdził ogólnikowo. Nie zamierzał przecież opowiadać, jakim cudem doznał takowego olśnienia, a tym bardziej że potem zafundował sobie najlepsze trzepanko w życiu. — Cóż, nie mam stu procentowej pewności, bo nigdy nie wylądowałem w łóżku z innym czarodziejem, ale myślę, że mogłoby mi się to spodobać. Zdecydowanie potrzebuję nieheteroseksualnego seksu z kimś, kto nie będzie mi nawet w najmniejszym stopniu przypominał byłej żony — wytłumaczył. — Czy będziesz w stanie mi pomóc?
— Czyli szukasz niezobowiązującego seksu — podsumował nauczyciel. — Gejowskiego seksu — dodał, gwoli ścisłości.
— Tak, ale nie mam pojęcia, w jaki sposób poderwać faceta. Pomyślałem, że skoro jesteś ekspertem, to możesz mi coś podpowiedzieć…
Potter wybuchnął śmiechem. W momencie zaczął rechotać, położywszy łokcie na stole i zakrywszy twarz dłońmi. Niemiłosiernie się trząsł, zupełnie jakby usłyszał najzabawniejszą rzecz w życiu. Draco automatycznie napiął mięśnie. Miał nadzieję, że wielki Harry Potter nie będzie małostkowy, ale najwyraźniej się pomylił. Już miał zacisnąć zęby i powiedzieć gościowi, żeby o wszystkim zapomniał, ale właśnie wtedy ten się odezwał.
— Przepraszam. — Trochę opanował chichot. — Wybacz, nie śmieję się z ciebie. No, może odrobinę, ale to przez pomysł, że potrzebujesz mojej pomocy… — Zaśmiał się pod nosem, a potem się uspokoił i spojrzał mu w oczy. — Mógłbyś wejść do klubu gejowskiego, obojętnie czy mugolskiego, czy magicznego, a tuzin mężczyzn ustawiłoby się w kolejce, żeby cię poderwać — stwierdził. — Spójże na siebie.
— Chyba nie rozumiem.
— Mówię, że jesteś cholernie przystojny — dziesięć na dziesięć. Wystarczy, że pstrykniesz palcami, a w ciągu kilku sekund znajdziesz sobie partnera do łóżka. Nie potrzebujesz mnie, a tym bardziej moich rad. Sam pomysł zasięgnięcia pomocy jest po prostu… absurdalny.
Draco spojrzał nań, zastanawiając się, czy jest obiektem drwin. Po chwili doszedł do wniosku, że nie, ale to nie oznaczało, że Potter był chętny do współpracy.
— W porządku, nieważne — stwierdził, po czym odwrócił się w kierunku drzwi, gotowy do powrotu do swoich komnat.
— Zaczekaj, Malfoy — poprosił łagodnym tonem brunet, zaś blondyn zatrzymał się, ale odmówił skrzyżowania z nim wzroku. — Przepraszam. Jestem po prostu idiotą. — Westchnął przeciągle. — Daj mi jeszcze moment.
Gdy Draco powoli się odwrócił, zobaczył, że Potter stoi przed biurkiem z rękoma schowanymi w kieszeniach. Byli teraz naprzeciw siebie.
— Wybacz, naprawdę nie pomyślałem — kontynuował facet. — To całkowicie zrozumiałe, że… Chcę powiedzieć, że rozumiem, dlaczego masz wątpliwości odnośnie samotnych wypadów na miasto, kiedy nie znasz ani ludzi ani otoczenia. To naturalne, że chciałbyś trochę wsparcia i kilku rad. To całkowicie zrozumiałe — dodał, podczas gdy Malfoy nieco się uspokoił. Potter brzmiał, jakby naprawdę miał na myśli to, co powiedział. Nie próbował go też zawstydzać. — Najzwyczajniej w świecie mnie zaskoczyłeś — kontynuował. — Nie spodziewałem się, że… Cóż, mówiłem na poważnie. Możesz mieć każdego mężczyznę, jakiego zechcesz. Natura nie poskąpiła ci prawa wyboru. — Skinął sobie głową. — Chętnie ci potowarzyszę i upewnię się, że będziesz przygotowany na praktycznie każdą ewentualność. Resztę z łatwością załatwisz samodzielnie. Czy taki układ ci odpowiada?
Draco potrzebował chwili do namysłu.
— Właśnie na to liczyłem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz