ŚLEDZTWO OKRASZONE NUTĄ RYWALIZACJI I ZAZDROŚCI [T] [Z]


HARRY POTTER

FANFICTION

[Post–Hogwart Times]


ŚLEDZTWO OKRASZONE NUTĄ RYWALIZACJI I ZAZDROŚCI

Przekład: Glenka, 2025

Oryginał: „The Partner, the Rival and the Very Big Case” Oceaxe, 2018

Pairing: Harry Potter/Draco Malfoy

Rodzaj: Oneshot

Zgoda: W oczekiwaniu (autorka nieaktywna w fanfikowie od 2022 r.)

Streszczenie: Kiedy Potter i Nott zostali wytypowani do udawania pary na poczet prowadzonego śledztwa, Draco był rozczarowany, że został pominięty. Oczywiście, był zdenerwowany wyłącznie przez zazdrość na tle zawodowym. Jakby nie patrzeć, był przecież zaręczony z Astorią Greengrass. Wszystko zmienia się, gdy nakrywa swoich współpracowników na igraszkach podczas „sesji treningowej” i pozwala swojej magii wymknąć się spod kontroli. Mimowolnie zaczyna myśleć, że diabeł tkwi w szczegółach. Czy Nott ma rację, twierdząc, że Draco jest homofonem…? Czy istnieje jakieś inne wytłumaczenie tej niepohamowanej zazdrości…?


Disclaimer: This story is based on characters and situations created and owned by JK Rowling, various publishers including but not limited to Bloomsbury Books, Scholastic Books and Raincoast Books, and Warner Bros., Inc.

No money is being made and no copyright or trademark infringement is intended.

Alternative Universe Story.


ŚLEDZTWO OKRASZONE NUTĄ RYWALIZACJI I ZAZDROŚCI


— Biorąc pod uwagę wszystkie zaistniałe okoliczności, najlepszym rozwiązaniem naszego problemu jest, aby para aurorów udawała będących w romantycznym związku partnerów. Działając pod przykrywką, aurorzy zinfiltrują krąg towarzyski Vosgesa. Musimy koniecznie poznać jego nowego męża. Giles jest znanym alkoholikiem i imprezowiczem, a informacje, których nam nieuważnie dostarczy, pomogą raz na zawsze rozwiązać ten ohydny gang narkotykowy.

Robards ze zmarszczonymi absurdalnie brwiami omiótł twarze podwładnych, zupełnie jakby naprawdę potrzebowali przypomnienia, jak ważna jest omawiana misja. Wszelki dalszy brak postępów w sprawie otworzy furtkę dla niewymownych, a tym samym podburzy ministerialne nastroje i pokaże, kto w rzeczywistości tutaj rządzi. Mając otwarte pole do popisu, goście będą zadzierać nosa jak nigdy przedtem.

— W porządku. Będę potrzebował samych najlepszych aurorów w zespole operacyjnym — kontynuował pompatycznym tonem.

Draco wyprostował się na krześle. Sprawa tej wielkości mogła zapewnić mu pozycję zastępcy szefa departamentu i, w dalszej perspektywie, znacząco go przybliżyć do posady Głównego Inspektora Magicznego, ot stanowiska, które upatrzył sobie już na samym początku kariery zawodowej. Aby lepiej się prezentować, wygładził twarz i przybrał minę mówiącą „jestem niewyobrażalnie skromnym człowiekiem i doskonale odnajduję się w zespole”. Najwyraźniej osiągnął sukces, bo Nott, oślizgły drań, rzucił mu skwaszone spojrzenie.

— Zajmiesz się śledztwem, aurorze Potter — oświadczył po dłuższej chwili milczenia Robards. — Twoja zeszłomiesięczna współpraca z Malfoyem jasno pokazuje, że masz duży talent do infiltracji tego typu karteli. Zawsze istnieje też prawdopodobieństwo, że niektórzy z twoich informatorów nawiążą trwalsze kontakty w kręgu Vosgesa.

Po sercu Draco rozlało się przyjemne ciepło. Miał niemal jak w banku dołączenie do zespołu.

Zerknął na Pottera, który uśmiechał się szeroko, wyraźnie ożywiony perspektywą rozszerzenia horyzontów i zmierzenia się z nowymi wyzwaniami. Gdy skrzyżowali ze sobą spojrzenie, facet doń mrugnął i uniósł kciuk w górę. Odwzajemnił uśmiech i z niecierpliwością poczekał na ogłoszenie reszty drużyny infiltracyjnej, w duchu przeklinając upodobanie Robardsa do dramatyzowania. Udawanie chłopaka Harry’ego Pottera rzeczywiście mogło być niezręczne, ale po dwóch latach wzajemnego partnerowania stali się całkiem dobrymi przyjaciółmi. Był wszak profesjonalistą. To oczywiste, że wiarygodnie odegra przypisaną mu rolę.

— Miałeś jedne z najlepszych wyników w swojej grupie szkoleniowej w zakresie czarów maskujących i iluzji, Nott. Mocno przyczyniłeś się do rozwiązania sprawy Sturgeona i stworzyłeś sobie wówczas doskonałą przykrywkę. Zostaniesz sparowany z Potterem.

Draco zamrugał, kompletnie zszokowany, a potem się ogarnął i przybrał beznamiętny wyraz twarzy. Teodor zdecydowanie nie był dobrym wyborem dla… no, nieważne, jednak widział w tym odrobinę sensu. Nott był wszak gejem, więc wiedział, jak grać rolę zakochanego chłopaka. Z drugiej strony, nie mógł przeżyć oświadczenia o szkoleniu z zakresu uroków maskujących — facetowi daleko było do najgorszego patałacha, ale wszyscy wiedzieli, kto w rzeczywistości był w nich najbieglejszy. Oczywiście, nie musiał się martwić. Był uzdolniony w niejednej dziedzinie magii, a grupa wykonawcza z pewnością potrzebowała kogoś władającego holenderskim. Odprężywszy się trochę, cierpliwie poczekał, aż Robards ogłosi nazwiska reszty zespołu. W pewnym momencie odpłynął, zastanawiając się nad własnym wkładem w rozwiązanie sprawy, dlatego też zupełnie przegapił zakończenie zebrania. Zanim się zorientował, z zadumy wyrwało go szuranie krzeseł i wszechobecne poruszenie. Czemu wszyscy się zbierali? Czy spotkanie naprawdę dobiegło końca? Nie został wybrany do drużyny?

— Wracasz do biura, Malfoy? — Gdy aurorzy wyszli, Potter zaczekał nań przy drzwiach.

Nott, uśmiechnięty od ucha do ucha i ewidentnie triumfujący, również się zatrzymał w progu. Z przesadną radością poklepał Harry’ego po ramieniu.

— Nie mogę się doczekać ponownej współpracy — zaszczebiotał, a potem omiótł go wzrokiem. — Od ostatniego razu minęło zdecydowanie zbyt dużo czasu. — To powiedziawszy, opuścił rękę i wyszedł na korytarz, pozostawiając po sobie zapach wody kolońskiej.

Draco potrząsnął w niedowierzaniu głową. Co tu się właściwie, do kurwy nędzy, odpierdoliło? Nie został uwzględniony w zespole wspomagającym? Tak w ogóle?

— Ano, tylko najpierw zrobię sobie kawę — odparł beznamiętnym tonem, aczkolwiek w środku aż się gotował ze złości.

Potter skinął ze zrozumieniem głową.

— Mnie też przynieś, dobrze? — Spojrzał przez ramię, idąc korytarzem. W zielonych oczach lśniła troska.

— Sam sobie przynieś kawę, ciulu! — odkrzyknął, a w odpowiedzi zobaczył środkowy palec.

W ekspresie nie było wody, więc wszystko przygotował i, biorąc głębokie, uspokajające wdechy, poczekał, aż napój się zaparzy. To tylko jedno śledztwo, powtarzał sobie w myślach, słuchając dźwięków wydawanych przez bulgoczącą maszynę. Jeden przypadek z wielu. Owszem, jednakże ta sprawa miała wagę priorytetową. To wstyd, że nie został wytypowany, chociaż partnerował Potterowi od dłuższego czasu. Niestety, nijak mógł temu zaradzić, więc pozostało mu zagryźć zęby. Po chwili namysłu doszedł do wniosku, że czuł również częściową ulgę, której przyczyny nie potrafił zidentyfikować.

Naprawdę wybrano Notta? Teodor był dlań niczym drzazga pod paznokciem, odkąd tylko wspólnie zaczęli aurorskie szkolenie. Łączyło ich wiele. Obaj byli o kilka lat starsi od swojej grupy, wychowali się na ślizgońskich wartościach i mieli niemałe doświadczenie z radzeniem sobie z Czarnym Panem. Nic dziwnego, że Draco bardzo szybko wytłumaczył ich rywalizację tymi podobieństwami oraz dziwaczną fiksacją Notta na punkcie ich szkolnych czasów.

Co gorsza, rozstanie z partnerem, było po prostu upokarzające. Tymczasowe rozdzielenie pary aurorów, chociaż nie będące niczym niezwykłym, kiedy prowadzona sprawa wymagała innej kombinacji umiejętności i wiedzy, z pewnością budziło powszechne zainteresowanie, gdyż jawiło się jako coś niecodziennego. Ekspres wydał z siebie ostatni cichy, bulgoczący dźwięk, więc Draco wziął dwa kubki — do jednego wlał naprawdę absurdalną ilość mleka i wrzucił kilka kostek cukru.

Idąc do biura, doszedł do wniosku, że Robards kierował się preferencjami seksualnymi swoich pracowników, bowiem Nott jest gejem, a Potter biseksualistą. Z pewnością dwóm mężczyznom z ciągotami ku innym mężczyznom łatwiej będzie udawać parę, aniżeli heteroseksualiście. Zacisnął usta, czując nieprzyjemny ucisk w żołądku. Najprawdopodobniej powinien był zjeść rano śniadanie, zamiast przyjść do pracy o pustym brzuchu.

Sięgnął ku klamce, żeby otworzyć sobie drzwi, ale właśnie wtedy usłyszał niski, gardłowy głos Notta.

— Chciałem tylko wyklarować pewne kwestie. Mówię, że Malfoy ma na swoim koncie historię homofobii. — Usłyszał i natychmiast zmierzył się z bólem głowy. Jak tak dalej pójdzie, zabije palanta.

— Jesteś pewien? — W głosie Harry’ego słychać było zwątpienie. — Rozmawialiśmy na temat mojej orientacji krótko po nawiązaniu współpracy. Wprost powiedziałem, że jestem biseksualistą. Stwierdził, że nie ma z tym żadnego problemu.

— Nie wiesz, co się działo w szkole…

Zdecydowanie wystarczy. Nie pozwoli, aby Nott dalej paplał jęzorem i rościł sobie prawo do pokątnego oczerniania niewinnych czarodziejów.

— Zrobiłem tę obrzydliwą papkę, o którą prosiłeś, Potter — powiedział stanowczym tonem i bez zbędnych ceregieli wszedł do biura, przywitany przez niezręczną ciszę. Zamrugał, zobaczywszy pozornie spokojną scenę. Harry siedział na swoim biurku, podczas gdy Teodor okupował drugie stanowisko.

— Och, Malfoy. — Chociaż Nott zachowywał się przyjaźnie, jego oczy pozostały chłodne i nieprzychylne. — Mi też przyniosłeś kawkę?

Draco miał ogromną ochotę na oblanie gościa wrzątkiem, zwłaszcza że tu i ówdzie pokazywał trochę gołej skóry, ale nie zamierzał potem czyścić sobie krzesła.

— Zgarnąłem tylko dwie. Liczę, że nie masz nic przeciwko — odparł w zamian i z trzaskiem odstawił kubki na stół.

— Wybacz, przeszkadzam? — Teodor rozsiadł się wygodniej. — Przepraszam też za aktywny udział w śledztwie. Jestem jednak pewien, że nawet ty rozumiesz, że tak jest lepiej.

— Owszem. — Zacisnął zęby i skinął głową.

— W porządku. — Nott wstał. — Będę jutro wcześniej, Harry. Od razu przejdziemy do rzeczy — dodał, wychodząc przez drzwi.

Pieprzony dupek, podsumował w myślach.

— Chciałem powiedzieć, że… — zaczął Potter, ale natychmiast mu przerwał.

— Nie musisz się wysilać. Nott ma rację — burknął.

— Właśnie chciałem powiedzieć, żebyś podał mi kawcię, kochaniutki.

Draco trochę się rozluźnił.

— Ruszyłbyś tę leniwą dupę. Masz dwa metry do kubka.

Harry zeskoczył z biurka i rzeczywiście podszedł bliżej. Wziął parującą filiżankę do ręki, upił łyka i zamruczał z zadowoleniem. Przez chwilę obaj siedzieli w milczeniu, a potem Malfoy podniósł akta sprawy, którą zaczynali przed porannym zebraniem. To oczywiste, że był zdany wyłącznie na siebie.

— Żebyś wiedział, wolałbym ciebie. — Potter nawet nie podniósł wzroku znad swojego kubka. — Utkniecie w Belgii z palantem, który nawet nie wie, jakiej kawy potrzebuję z rana, będzie najprawdziwszym koszmarem.

— Z pewnością. — Uśmiechnął się Draco, ale nie skrzyżował z facetem spojrzenia, chociaż czuł je na sobie. Z jakiegoś powodu zmagał się teraz z rozprzestrzeniającym się na twarzy rumieńcem. — Najprawdopodobniej mówisz to wszystkim swoim partnerom.

— Okej, to teraz na poważnie. Ostatnio się rozkręcamy, zwłaszcza że rozwiązałeś sprawę Arrant–Mies. Osiągnęliśmy sukces tylko dzięki strategii, którą stworzyłeś. — Upił następnego łyka i odchylił się na krześle. — Zasłużyłeś na udział w tym śledztwie.

— Wiem. — Wreszcie nań spojrzał. Wyglądał zdecydowanie zbyt poważnie jak na poranek. Zazwyczaj bywał szczery dopiero pod wieczór, mniej więcej około godziny dziewiętnastej i to jeszcze po kilku kuflach. — Wszystko w porządku. Żaden problem — dodał, gwoli zapewnienia. — Jesteście z Nottem dobrym wyborem.


Następny dzień wydawał się całkiem normalny. Jak dotąd, Draco nie zdawał sobie nawet sprawy, ile czasu spędzał z Potterem. Przyda mi się trochę przestrzeni, powtarzał sobie w myślach, skupiwszy się na bardziej przyziemnych sprawach, jak na przykład ciągła potrzeba reorganizacji przestrzeni biurowej. Harry miał tendencję do spędzania przy jego biurku tyle samo czasu, co przy swoim. Nie, żeby mu to przeszkadzało, ale… dobrze wyjdzie na tym dystansie.

Obudził się obok Astorii, co w gruncie rzeczy było dosyć dziwne. Nieczęsto spędzali razem noc, mimo długich zaręczyn — albo właśnie z ich powodu. Zeszłego wieczoru napisał do niej list, żeby wpadła porozmawiać i jak zazwyczaj przybyła po kilku minutach od otrzymania sowy. Cierpliwie wysłuchała wszystkiego, co mu leżało na sercu, a na końcu zapewniła go, że z pewnością będzie potrzebny, że robi niewyobrażalne wcześniej postępy i że jego przeszłość nijak się ma do sprawy Vosgesa, bo Nott również popełnił w młodości kilka błędów. Dziewczyna przyniosła butelkę skrzaciego wina z czarnego bzu, więc usnęli razem na łóżku, wypiwszy trochę więcej, niż powinni.

Mieli swoje rytuały. Zawsze budził się wcześniej, kiedy spał obok narzeczonej. Gdy wstawał, wciąż była zakopana w kołdrze, a brązowe loki zawłaszczały sobie obie poduszki. Na bosaka podszedł do stolika nocnego i naskrobał jej notkę z podziękowaniami.

W biurze było cicho. Szczerze mówiąc, lubił ciszę i swobodę mamrotania do siebie pod nosem, jak to miał w zwyczaju. Był w trakcie omawiania na głos złożoności zaklęcia kontrującego, kiedy drzwi się otworzyły i do gabinetu weszli Harry z Nottem, cali roześmiani.

— Jak właściwie będziesz wyglądał? Ja najwyraźniej muszę być rudy. — Potter zachichotał.

— Nie wiem. Masz swój typ? — zapytał zmysłowym głosem Teodor. — Lubisz długie czy krótkie włosy? Co z muskulaturą? — Uniósł brew. — Mogę wyglądać, jak tylko zechcesz.

— Niekoniecznie. Twoja waga musi oscylować w okolicach maksymalnie piętnastu procent zmiany — powiedział Draco, nie podnosząc wzroku znad dokumentów, nad którymi pracował w spokoju. — Kolor włosów masz ograniczony do brązu, ciemniejszego brązu i blondu, który zasadniczo wchodzi w jasnobrązowy.

— Nie wiedziałem, że zwracasz taką uwagę na szczegóły, Malfoy! — Nott przyłożył dłoń do serca, udając najszczerszy podziw.

Prychnął i wziął do ręki pióro, a następnie zaczął przyozdabiać raport. Nie sposób było zignorować przekomarzanek współpracowników.

— Trzeba będzie dopracować opowieść o naszych początkach, dopóki nie nauczymy się kończyć nawzajem zdań. — Nott wdrapał się na biurko Harry’ego i skrzyżował nogi. Wydawał się bardziej ponury, aniżeli zazwyczaj, ale wyszło mu to na dobre — sprawiał wrażenie bardziej przyjaznego i przystępnego człowieka, który odsłonił część swojej skrywanej osobowości. Draco odniósł wrażenie, że był teraz sobą bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Potter również zauważył tę zmianę, bo uniósł brew, wyraźnie zaintrygowany.

— W porządku. Jak się poznaliśmy? — Harry pochylił się konspiracyjnie do Teodora.

Obaj wyglądali, jakby świetnie się bawili, podczas gdy Malfoy szybko zirytował się tym pokazem. To on powinien wymyślać tę historię i dopracowywać wszystkie szczegóły — był doskonały w naginaniu faktów i budowaniu fantastycznych światów. Lepiej radził sobie z zaklęciami maskującymi od Notta, a więc mógł się stać mężczyzną, którego Potter skrycie pragnął; mógł spełnić zepchnięte nawet do podświadomości fantazje.

W momencie się opanował. Śledztwo nie wymagało od niego ucieleśniania seksualnych fantazji swojego (a nawet tymczasowo nie!) partnera. Co, u licha, podsunęło mu podobne myśli?

— Giles jest nałogowym imprezowiczem, zapalonym na punkcie każdej możliwej zabawy. Myślę, że powinniśmy iść tym tropem i wybrać strategiczne miejsce, może nawet trochę obskurne — stwierdził ze śmiechem Nott.

Harry przytaknął entuzjastycznie.

— Może zwróciliśmy na siebie uwagę w klubie, bo mieliśmy tę samą koszulkę? I skończyliśmy pieprząc się w kiblu, bo…

— Postanowiliśmy sprawdzić, czy mamy ten sam krój spodni? Zwłaszcza że seksownie opinały twój tyłek i po prostu nie mogłem się oprzeć?

Draco zignorował fakt, że nagle poczerwieniał. Zwyczajnie nieprzyzwyczajony do podobnego rodzaju rozmów, poruszył się niewygodnie na krześle. Czy Nott rzeczywiście podrywał Pottera? Niewiarygodnie nieprofesjonalne, podsumował. Ktoś powinien zareagować.

Harry rzucił Teodorowi małe, jakby nieśmiałe, aprobujące spojrzenie, które sprawiło, że Malfoy znieruchomiał. Nie miał pojęcia dlaczego, ale gwałtownie podniósł się z siedzenia oraz z łoskotem rzucił plik przeglądanych dokumentów i pióro na blat.

— Możesz łaskawie wrócić do swojego biura, Nott? Niektórzy z nas próbują skoncentrować się na pracy, a nie bzykaniu naszego… — urwał, gdyż słowo „partner” nie wydawało mu się odpowiednie. Jakby nie patrzeć, Harry tylko tymczasowo został przydzielony Teodorowi. Usiadł z różowiejącymi policzkami, zacisnąwszy usta w cienką linię.

— Właśnie pracujemy, Malfoy — powiedział Potter tonem, jakby uspokajał rozszalałego hipogryfa. — Tworzymy historię dla naszej przykrywki.

Draco targnęły mdłości. Co, do jasnej cholery, było z nim nie tak? Minęło naprawdę sporo czasu, odkąd Nott wyprowadził go z równowagi, a przecież właściwie nawet nie rozmawiali. Szczerze mówiąc, facet zachowywał się tak, jakby go tutaj nie było.

Właśnie, po prostu zazdrości mu zawodowo. To normalne, że nie lubił być ignorowany.

— Jesteście za głośni — odpowiedział przez zaciśnięte zęby, podnosząc upuszczone sprawozdania, zdeterminowany, żeby mieć zajęte ręce. — Bądźcie ciszej.

Nott rzucił Potterowi spojrzenie mówiące „A nie mówiłem?” i zeskoczył z biurka.

— Chodź do mnie, Harry — poprosił. — Julia jest bardziej wyluzowana. Może nawet będzie miała coś ciekawego do dodania.

— Wybacz, że cię rozpraszaliśmy. — Mężczyzna wstał i podszedł do biurka Draco. — Czy to sprawozdanie ze sprawy Gershewitza? Jeżeli chcesz, mogę go dokończyć, kiedy tu wrócę.

Malfoy uniósł głowę i prawie sapnął, zobaczywszy prawdziwie skruszoną minę partnera.

— Nie ma potrzeby. Prawie skończyłem. Przepraszam, że jestem drażliwy, ale kiepsko w nocy spałem.

— W takim razie przyniosę ci kawy. — Harry pochylił się i strzepnął coś z jego szaty. — Jakiś kłaczek — rzucił, gwoli wytłumaczenia. — Raz dwa wrócę.

Teodor zmarszczył lekko brwi i zapatrzył się w Draco, który nagle poczuł się zdecydowanie lepiej i trochę się rozpogodził.

— Zmykaj, Nott. Harry dołączy do ciebie, kiedy przyniesie mi kawkę — powiedział. Było w tym coś głęboko satysfakcjonującego. Najprawdopodobniej chodziło o pokazanie facetowi, że wciąż jest niżej na liście priorytetów Pottera — do tego stopnia, że został sprowadzony do roli postaci marginesowej. Wiedział, że to małostkowe, ale niejednokrotnie największe radości wynikają z najdrobniejszych motywacji.

— Tobie też przyniosę, Teo — dodał Harry, podchodząc do drzwi. — W porządku?

— Jasne. Poproszę białą i słodzoną czterema kostkami cukru. — Nott nawet na sekundę nie spuścił spojrzenia z Draco. — Och, no właśnie — kontynuował, zupełnie jakby nagle coś sobie przypomniał. W międzyczasie szedł razem z Potterem w kierunku kuchenki. — Powinniśmy przedyskutować jeszcze jedną podstawową kwestię. Wolisz być na górze, czy na dole? — To powiedziawszy, obejrzał się przez ramię i rzucił blondynowi złośliwy uśmieszek.

Znów zdenerwowany, zatrzasnął za nimi drzwi.

Oczywiście, że ten parszywy drań pił taką samą kawę, co Harry. Mógł się wcześniej domyśleć.

Tej nocy również źle spał, co poskutkowało kiepskim nastrojem rano. Jak widać, Malfoyom także zdarzało się popadać we wściekłość.

Wcześnie dotarł na miejsce. Na biurku przywitała go notatka od Robardsa, że jego znajomość holenderskiego będzie kluczowa dla sprawy Vosgesów. Jak się okazało, nie miał być integralną częścią zespołu, a służyć głównie „dostępnością”.

Z jednej strony czuł ulgę, że o nim pamiętano, że będzie miał pełny wgląd w robotę swojego partnera i miał pewność, że postępuje zgodnie z protokołem. Harry miał niepokojącą tendencję do narażania się na niewyobrażalne niebezpieczeństwo tylko dla kaprysu. Nott nie byłby w stanie go ochronić, bo najzwyczajniej w świecie był zbyt w siebie zapatrzony. Robards dał Draco możliwość trzymania ręki na pulsie.

Z drugiej strony nie był zadowolony ze zredukowania do roli personelu pomocniczego. No cóż, stwierdził, wzruszywszy ramionami. Świata nie zwojuję. Do rozpoczęcia misji został mu mniej więcej tydzień, więc powinien poświęcić ten czas na odświeżenie sobie holenderskiego. W pierwszej kolejności wysłał Astorii wiadomość, że przez wzgląd na natłok obowiązków w pracy musi odwołać ich cotygodniową randkę. Wiedział, że nie wyskoczy doń z pretensjami, ponieważ zawsze miała mnóstwo okazji do spotkań towarzyskich. Dzięki Merlinowi, że mógł odłożyć w czasie myślenie o przyszłości, w której będzie musiał towarzyszyć jej we wszystkich zobowiązaniach.

 Im było bliżej południa, tym bardziej zerkał na korytarz, oczekując nadejścia Harry’ego. Niestety, dochodziła dziesiąta, a potem jedenasta, a po nim nie było nawet śladu. O dwunastej, kiedy Draco miał zamiar zawędrować do stołówki, żeby zgarnąć niezbyt smaczną, ale cholernie drogą kanapkę, Potter wreszcie zawitał do biura. Nott szurał za nim nogami, wyglądając co najmniej na wymiętoszonego.

— Ciężka noc? — zapytał zdawkowo, uparcie pragnąc pozbyć się narastającej irytacji. Logicznie rzecz biorąc, nie było żadnego powodu, dla którego miałby mieć to zadanie przeciwko Harry’emu. To przecież nie tak, że ponosił odpowiedzialność za decyzję Robardsa. Szczerze mówiąc, widział w tym nawet odrobinę sensu. Kto wie, jak sam by się zachował, gdyby został wytypowany do udawania homoseksualisty.

Potter opadł z westchnieniem na krzesło, a potem zasłonił oczy przed ostrym światłem ministerialnych generatorów.

— Yhym. Wyszliśmy z Teo na miasto i trochę przedobrzyliśmy z alkoholem — powiedział ze słyszalnym w głosie żalem. — Okazało się, że Teo ma niezłą głowę. Ostatecznie piliśmy tak długo, że praktycznie znalazłem się pod stołem.

— Och, mam niezłą nie tylko głowę. Nawet nie wyobrażasz sobie, jakie rzeczy potrafię robić pod stołem — stwierdził zadziornie Nott, po czym sam z jękiem usiadł na biurku. — Czuję się po prostu okropnie — dodał cierpiętniczo, podczas gdy Draco zacisnął zęby. — Zdecydowanie było warto, bo zrobiliśmy mnóstwo świetnych zdjęć, uwieczniających naszą imprezową naturę. Giles posługuje się najnowszymi magicznymi technologiami i najprawdopodobniej nie chciałby się zadawać z ludźmi, którzy mają gdzieś dobrą muzykę i wódkę. Gdy się spotkamy, będzie oczekiwał telefonów z masą wspólnych fotografii.

— Masz całkowitą rację — podsumował wywód Harry, a potem zaśmiał się pod nosem. Malfoy naprawdę nie pojmował, jakim cudem pozostaje tak spokojny, skoro Nott był chodzącą zagadką niosącą za sobą migrenę.

— Cóż, tak czy inaczej, idę do stołówki na lunch — zakomunikował, brzmiąc na trochę naburmuszonego. Co zaskakujące, dobrze wiedział, że mocno przypomina teraz swą matkę mierzącą się z nowo zasłyszanym skandalem. — Masz na coś ochotę, Potter? — dodał. Jednocześnie starał się pokazywać po sobie, że miał gdzieś potencjalny głód Notta.

— Dzięki, ale pewnie miną godziny, zanim mój żołądek się uspokoi. Możesz zgasić światło, kiedy będziesz wychodził? Zamierzam trochę tu posiedzieć w ciemności i pognębić się wszystkimi złymi decyzjami, które doprowadziły mnie do ruiny, w tym również słuchaniem niedorzecznych planów Teodora. — Uśmiechnął się do Notta, po czym ponownie jęknął i przymknął oczy. Sekundę później całkowicie rozwalił się na krześle.

— Zajrzę do ciebie później, kochanie. — Mrugnął do bruneta Teo. — Zdrzemnij się i przygotuj na popołudniowy wypad. Na potrzeby misji musimy skompletować nową garderobę. Uwierz, że będzie bajecznie. Choć raz pokażesz światu swoją figurę.

 Wychodząc za Nottem, Draco miał wrażenie, że zaraz się rozchoruje. Facet zachowywał się po prostu bezwstydnie, próbując wkupić się w łaski. To było obrzydliwe. Niestety, miał rację — sam niejednokrotnie miał wielką ochotę zabrać Pottera na porządne zakupy, bo ciągle nosił workowate spodnie i czasem przetarte swetry.

— Masz jakiś problem, Malfoy? — zagaił niezobowiązującym tonem Nott, gdy kierowali się do windy. — Zmagasz się z wrażeniem, że coś cię omija?

— Właściwie to jestem w waszej drużynie — odpowiedział stanowczo. — Będę na bieżąco monitorował przebieg śledztwa i oferował pomoc zdalną.

— Owszem, słyszałem coś o lingwistyce — odparł z przesadnym politowaniem mężczyzna. — Nieszczególnie duży wkład w rozwiązanie sprawy, prawda? Raczej w żaden sposób nie przybliży cię do awansu. Wielka szkoda, naprawdę. Omija cię sporo dobrej zabawy. Razem z Harrym wreszcie mamy okazję się wyszaleć. Jestem pewien, że zauważyłeś.

Draco przystanął i spojrzał na Notta. Do czego właściwie gościu zmierzał?

— Ano, wydajesz się równie szczęśliwy, co świnia tarzająca się w błocie.

— Myślę, że powinieneś zachować swoje zacofane nastawienie dla siebie. — Uśmiechnął się szyderczo mężczyzna. — Wiesz, że Ministerstwo źle patrzy na przestarzałe i nienawistne uprzedzenia. To źle świadczy o naszej nowej, inkluzywnej agendzie.

— Nie mam najmniejszego pojęcia, o czym bredzisz — odparł z chłodem w głosie, czując przebiegający po kręgosłupie dreszcz przerażenia.

— Pozdrów ode mnie mamusię i tatusia! — Nott strzelił na odchodne palcami, po czym zrobił dramatyczny zwrot i ruszył w kierunku swojego biura.

Pieprzona księżniczka, podsumował z niesmakiem ze wciąż ściśniętym z nerwów żołądkiem.

— Idę do stołówki, idioto, a nie wracam do dworu! — zawołał za nim, a potem poczuł się absurdalnie nie na miejscu. Nott był tylko złośliwym, manipulującym, zgorzkniałym pacanem. Najlepiej go zignorować i nie przejmować się uszczypliwymi uwagami.

Kiedy wrócił do gabinetu, Harry’emu się poprawiło i zajmował się tworzeniem jakiejś skomplikowanej listy. Całkiem prawdopodobne, że gdy się trochę otrząsnął, zrobił nalot na gromadzone przez Agatę zapasy eliksirów na czarną godzinę — pewnego dnia gorzko pożałuje swej zuchwałości.

— Nad czym siedzisz? — zapytał, pochyliwszy się nad partnerem. Nieświadomie też zarejestrował, że pomimo całonocnego picia, wciąż pachniał całkiem przyjemnie.

— Och, to lista miejsc, w których niby byliśmy na randkach i wakacjach. Tu zaś mam listę naszych ulubionych piosenek, tam z kolei potraw.

Draco naprędce omiótł wzrokiem notatki i parsknął, zanim zdążył się powstrzymać. Jakimś niewyobrażalnym cudem ulubione dania Notta pokrywały się z potrawami Harry’ego.

— Naprawdę musicie wchodzić w takie szczegóły? — zapytał, aby zatuszować wpadkę i nie hamował swej pogardy.

Otrzymawszy zaintrygowane spojrzenie, dopiero wtedy zauważył, że ma przekrzywione okulary. Wyuczonym gestem wyciągnął rękę i poprawił je z lewej strony.

— Według pomysłu Teo, powinniśmy być sobą zauroczeni, bo w ten sposób Vosges nie poczuje się zagrożony zaprzyjaźnieniem się z nami. Nie spróbuje nas odsunąć z zazdrości — wytłumaczył ze spokojem brunet.

Draco, chociaż pragnął, nie mógł zaprzeczyć tej logice. Z jakiegoś niewytłumaczalnego powodu było to denerwujące.

— Hmm — mruknął niezobowiązująco, wróciwszy do biurka. — Czekaj, myślałem, że w sprawie mamy do czynienia ze swingersami. Czy Vosges i Giles nie będą bardziej zainteresowani…? — urwał, zanim zdążył dobrze rozwinąć temat.

— Owszem, są. — Harry uniósł brew. — Geje również bywają zazdrośni, nawet ci wyuzdani seksualnie.

— Najprawdopodobniej masz rację — powiedział ugodowo, chcąc skupić się na czymś innym. Nie podobał mu się kierunek, w którym zmierzała ta rozmowa.

— Jesteś pewien, że nie masz nic przeciwko temu, że nie zostałeś przydzielony do drużyny?

— Właściwie to zostałem, głównie do tłumaczenia. — Machnął lekceważąco dłonią. Unikając wzroku towarzysza, skoncentrował się na leżącej na biurku książce. Holenderskie słowo „godverdomme” oznaczało „cholera”, zaś „stront” „gówno”.

— Wiesz, co mam na myśli.

— Tak. — Uniósł głowę, a następnie uciekł wzrokiem w bok. — Jak już mówiłem wcześniej, wszystko w porządku. Szczerze mówiąc, nawet dobrze to wyszło. Śledztwo mogłoby pokrzyżować plany ślubne.

Harry momentalnie przysunął się bliżej.

— To znaczy?

— Nie ustaliliśmy daty — zaczął, stłumiwszy wzdrygnięcie. Wszyscy w całym departamencie plotkowali, głównie przy ekspresie do kawy, dlaczego tak się wstrzymuje z ożenkiem. Westchnął pod nosem, podczas gdy Potter skinął głową. — Cóż, zwlekałem, bo chciałem poczynić większe postępy w karierze zawodowej. To niesprawiedliwe, przywiązywać Astorię do człowieka pozbawionego pozycji w społeczeństwie. Już wystarczająco źle się stanie, że zostanie obciążona paskudnym dziedzictwem mojej rodziny.

— Jesteś jednym z najlepszych aurorów, Malfoy. — W zielonych oczach błyszczała powaga, co sprawiło, że Draco miał wielką ochotę ukryć twarz w dłoniach. Niejednokrotnie się zdarzało, że Harry prawił mu komplementy, aby go niezłośliwie podbudować, ale wciąż działało mu to na nerwy. — Cały szkopuł tkwi w naszych orientacjach seksualnych. Nott po prostu jest gejem... To jedyny powód, dla którego został wybrany zamiast ciebie. Robards nie powiedział tego na głos, ale wszyscy wiedzą — dodał, a blondyn wypuścił długo wstrzymywane powietrze. — Co do twojej pozycji społecznej i czekania ze ślubem… Ty się zafiksowałeś, czy narzeczona?

Przez chwilę milczał, świadomy swojej wymówki, aby opóźnić nieuniknione. Nie chodziło o to, że nie zależało mu na Astorii — po prostu widział ich ślub jako pewnego rodzaju abstrakcję.

— To moje postanowienie.

— Czyli mam rozumieć, że chcesz rozwiązać bardzo głośną sprawę i awansować, bo gdy zdobędziesz odpowiednią pozycję, ustalisz datę? — upewnił się Harry, a Draco mu przytaknął. — Jakie macie preferencje odnośnie ceremonii?

Co za nieoczekiwane pytanie.

— Co takiego?

— Zaplanowaliście sobie tradycyjną czarodziejską uroczystość, czy może coś bardziej stonowanego?

— Zdecydowanie odmawiam osiemnastogodzinnej ceremonii, na którą zostanie zaproszony każdy żyjący krewny z obu stron. Nikt już nie ucieka się do takiego szaleństwa, Potter.

— Cóż, byłem przekonany, że twoi rodzice…

— Moi rodzice nie mają nic do powiedzenia w kwestii tego, kiedy i jak się ożenię.

Harry spojrzał nań z powątpiewaniem.

— Czyli to nie oni stoją za zaręczynami?

Draco przechylił głowę. Chciał zaprzeczyć, ale nie mógł.

— Zostały zaaranżowane tuż po narodzinach Astorii, więc tak, można powiedzieć, że to oni stanowią główną siłę napędową. Uwierz jednak, że to nic nadzwyczajnego w starych rodzinach czystej krwi. Mam pełną kontrolę nad tym, czy i kiedy się pobierzemy. Astoria, oczywiście, również.

— To jakiego rodzaju ceremonii pragnie Astoria?

Zamrugał. Absurdem było twierdzić, że nie wiedział, bo byli zaręczeni od wielu, wielu lat, ale taka właśnie była prawda.

— Właściwie to nigdy na ten temat nie rozmawialiśmy.

Harry zamrugał, ewidentnie zaskoczony.

— Naprawdę? Nie snuliście żadnych planów ślubnych?

— Nie miałem pojęcia, że jesteś równie zainteresowany tematem małżeństwa — podsumował, dbając o żartobliwy ton. Wiedział jednak, że brzmi na zirytowanego, bo w rzeczywistości był wyprowadzony z równowagi. Miał serdecznie dość wałkowania tematu ślubu.

— Tak tylko zauważę, że wasz związek teraz świetnie funkcjonuje — ośmielił się powiedzieć brunet, a potem uniósł dłonie w obronnym geście. — Od dłuższego czasu nie wspomniałeś o żadnej sprzeczce.

— Ano, lepiej się dogadujemy — przyznał, zadowolony, że może powiedzieć prawdę. Odkąd Astoria zrozumiała, że nie był tak zainteresowany seksem, jak ona, ich relacje uległy znacznej poprawie. Jej bliższa znajomość z Millie również pomogła rozładować trochę napięcia. — Właściwie to… zacieśniliśmy więzy. Jest najbliższą przyjaciółką, jaką kiedykolwiek miałem.

— Wspaniale słyszeć. — Uśmiechnął się Harry i skinął głową, ale sprawiał wrażenie mocno rozkojarzonego.

Właśnie ten moment wybrał sobie Nott, aby wejść do biura.

— Gotowy, skarbie? — zapytał przesłodzonym tonem.

— Ciągle ci powtarzam, że nasze pieszczotliwe słówka powinny być obelgami. Mamy udawać beztroskich playboyów, a nie cukierkowe cioty. — Potter przewrócił oczami, wstał z krzesła i wyszedł za Teodorem, kłócąc się z nim niczym stare, dobre małżeństwo.

Draco z trudem zwalczył mdłości.


— Malfoy!

Instynktownie się skulił, a potem zastanowił, czy schowanie się pod biurko zadziała na rozwścieczoną Agatę. Niestety, nie zdążył nawet się schylić, kiedy czarownica wpadła do jego biura.

— Twój Złoty Chłopiec znów podbiera mi eliksiry! Nie mówiłam ci ostatnio, żebyś mu zabronił?

Draco sapnął, zdumiony pokazanym tupetem.

— Jak możesz…? Jestem jego partnerem, a nie opiekunką. Nie mam żadnego wpływu na to, co wyczynia w czasie wolnym.

— Wierutna bzdura! Niejednokrotnie widziałam, jak krótko go trzymasz na smyczy — praktycznie jada ci z dłoni. Jest wierny niczym pies.

— Co takiego…?

— To mugolskie powiedzenie. Aa, zresztą zapomnij. Szarpnij czasem tą smyczą albo zacieśnij mu obrożę — kontynuowała bez opamiętania. — Trzymaj go z daleka od moich zapasów, bo nie mogę wydawać wszystkich nędznych knutów, które mi tutaj płacą na eliksiry dla okolicznych pijaczków.

— Sama mu to powiedz — burknął i pokręcił w niedowierzaniu głową. Jasne, Potter z pewnością pokiwa mu posłusznie głową i momentalnie się dostosuje. — Kiedykolwiek.

Szydercze parsknięcie Agaty natychmiast sprowadziło go na ziemię. Uniósł głowę, szczerze zaskoczony jej reakcją.

— Wątpię, aby chciał, aby mu teraz przeszkadzano. Razem z Nottem właśnie… hm, może nie powinnam zdradzać pikantniejszych szczegółów. Jak to mówią, ładnie bawią się swoimi kredkami.

Uśmiech na twarzy kobiety mówił wszystko. Draco zesztywniał, a potem warknął, że ma mnóstwo pracy i preferowałby samotność. Gdy stara jędza wychodziła, chichocząc pod nosem, wciąż siedział zmrożony na krześle.

Chwilę później był już na nogach, pędząc w kierunku gabinetu Notta. W połowie drogi zwolnił kroku, aby dać sobie trochę czasu do namysłu. Naturalnie, nie potrzebował racjonalizować własnych działań, a wykminić dobry i zasadny powód dla swojego nalotu.

W głowie miał dziwaczną pustkę. Wiedział, że ma czerwone z gniewu policzki, ale nijak mógł temu przeciwdziałać. Szumiało mu w uszach, a serce waliło niczym młotem.

Kiedy dotarł do właściwych drzwi, po prostu pchnął je bez żadnego ostrzeżenia.

Nott przyciskał Harry’ego do szafki z aktami. Co gorsza, Potter nie wyglądał, jakby mu to przeszkadzało — z odrzuconą do tyłu głową i przymkniętymi powiekami obejmował gnidę w pasie. Sekundę później sapnął, gdy poczuł wilgotne usta na szyi.

Harry jest w siódmym niebie.

Uświadomiwszy sobie prawdę, Draco nie wytrzymał. Supeł w żołądku, który zaciskał mu się w trakcie drogi, teraz praktycznie wył z napięcia.

— Co jest, do kurwy nędzy? — warknął i mgliście zarejestrował, że coś się w pokoju rozbiło w drobny mak.

Obie głowy natychmiast się ku niemu odwróciły. Nott wyglądał na wzburzonego, zaś Harry na zszokowanego.

— Co tutaj robisz, Malfoy?

— Wpadłem, bo… zresztą nieważne. Co wy, do chuja, wyprawiacie?

— To raczej dość oczywiste — powiedział Teo, robiąc przy tym szyderczo–wyniosłą minę, podczas gdy Potter burknął: „Ćwiczymy do misji”.

— No raczej, że oczywiste. Molestujesz mojego partnera… — zaczął, ale mu przerwano.

— Co masz z tym wspólnego? — Nottowi puściły wszelkie hamulce. — Kogo obchodzi, co taka homofobiczna kupna gówna ma do powiedzenia na temat tego, co robimy? Wypierdalaj z mojego biura albo doniosę na ciebie Robardsowi.

— Źle nas zrozumiałeś, Malfoy — wtrącił Potter, ale został zupełnie zignorowany.

Draco nie usłyszał ani słowa z wytłumaczenia. W uszach mu dzwoniło i chyba się hiperwentylował, ponieważ miał niemałe trudności ze wzięciem oddechu. Miał wrażenie, że zaraz zwymiotuje, zwłaszcza że ręka Teo wciąż była na ramieniu nadal osaczonego Harry’ego.

— Zamierzasz na mnie donieść, ty… — Zacisnął usta i zmusił się do zduszenia obelgi w zarodku. — Pieprz się, Nott.

— Nie tknąłbym cię nawet sztucznym kutasem, pierdolony bigocie. — Teo przepchnął się obok Pottera i ruszył w jego kierunku, ewidentnie skory do rękoczynów.

Malfoy odwrócił się na pięcie i czmychnął korytarzem. Jedna z wind akurat się otworzyła, więc skorzystał z okazji i wskoczył do środka. Nacisnąwszy przycisk parteru, wiedział, że musi stąd spieprzyć.

Drzwi zamknęły się na widok biegnącego ku niemu Harry’ego, krzyczącego: „Zaczekaj, Draco!”.


Gdy wypił kilka shotów whisky, wziął gorący prysznic, rzucił łagodny czar rozweselający i uraczył się następną porcją shotów, wcale nie czuł się lepiej. Ledwo tłumił strach, który z minuty na minutę rósł mu w piersi. To jasne niczym słońce, że coś z nim było nie w porządku.

Najważniejsze, że Nott się mylił.

Draco leżał bezwładnie na kanapie przed słabnącym w kominku ogniem, rzuconym najzwyczajniejszym w świecie Incendio, rozmyślając o wszystkim, co się wydarzyło w biurze. Wiedział, że powinien coś przekąsić, bo burczenie w brzuchu nie dawało mu wytchnienia, ale nawet ślinę przełykał z trudem.

Drgnął, usłyszawszy stukanie w okno. To dziwne, bo zazwyczaj nie dostawał poczty. Podszedł do okna, wpuścił sowę i poczuł ulgę, ale nie zdziwił się, kiedy zobaczył Mellifluę, chowańca Harry’ego, wystawiającą ku niemu nóżkę. Gdy odwiązywał przymocowany list, ptak zahukał śpiewnie.

Trzęsące się ręce przypisał wypitemu na pusty żołądek alkoholowi.

 

Nott zachował się jak dupek. Nie miał prawa wygadywać takich rzeczy. Wiem, że nie jesteś homofobem.

~ H.

 

Treść wiadomości była do przewidzenia. To niestety tylko go wzburzyło, chociaż w gruncie rzeczy nie wiedział, czemu właściwie się złości — może dlatego, że Potter próbował zminimalizować szkody i umniejszyć sprawie.

Skąd wiesz?, odpisał naprędce i przywiązał notkę do sowiej nóżki, zanim poszedł po rozum do głowy i wstrzymał się z odpowiedzią. Melliflua z hukiem odleciała w noc.

Gdy tylko zniknęła mu z oczu, wrócił do zmysłów. Co sobie, do kurwy nędzy, myślał? Teraz Harry pomyśli, że Nott powiedział prawdę. Zdenerwowany, zaczął krążyć po pokoju, aż wreszcie chwycił pióro i poszukał czystego kawałka pergaminu. Ledwo jednak przyłożył dudkę do papieru, usłyszał charakterystyczne stukanie w szybę.

 

Znam cię, Draco. Nigdy nie miałeś problemu z moją orientacją. Wyszedłem przed tobą z szafy, a ty nawet nie mrugnąłeś. Czy pamiętasz te wszystkie rozmowy o ludziach, z którymi się umawiałem? Słuchałeś mnie i żartowałeś bez docinków, nawet gdy mówiłem o mężczyznach. Nie wspominając już o tym, że czujesz się dobrze w towarzystwie Seamusa i Deana oraz Ginny i Luny. Naprawdę daleko ci do homofoba, to jasne niczym słońce. Nott ma jakiś problem, nie ty. Coś mu leży na sercu. Żebyś wiedział, zrugałem go za bycie chujem. Stanowczo odmawia przeprosin, więc masz moje pozwolenie, aby wymierzyć mu kopniaka prosto w jaja, gdy tylko się znów zobaczycie w biurze.

 

Gapił się na wiadomość, dopóki Melliflua nie wfrunęła mu na ramię i nie skubnęła mu ucha, ot na opamiętanie. Z roztargnieniem przekupił ją smakołykiem i odesłał bez odpowiedzi.

Nawet jeżeli widział w nim dobrego człowieka, przeczył swoim zachowaniem.

Chociaż nie okazał żadnych oznak obrzydzenia, kiedy Harry wyznał mu, że jest biseksualistą, skłamałby, gdyby powiedział, że przyjął tę wiadomość kompletnie beznamiętnie. Mimo że minęło trochę czasu, wciąż doskonale pamiętał to bolesne ukłucie w piersi i rozprzestrzeniający się po żołądku chłód, a także to dziwaczne uczucie, które zżerało go od środka po zakończonej rozmowie. Wszelkie niedogodności zwalił na karb niestrawności i problemów trawiennych, ale teraz z perspektywy czasu mógł stwierdzić, że była to reakcja emocjonalna.

Sęk w tym, że wyćwiczył sobie ignorować własną labilność, kiedy Malfoyowie gościli Lorda Voldemorta pod swoim dachem. Była wówczas słabością i nie mógł sobie nań pozwolić. W powojennych latach, podczas okresu próbnego, do perfekcji opanował tłumienie uczuć i emocji, głównie dzięki zepchnięciu ich w dalszą, ciemniejszą część umysłu. Nie zaryzykowałby nawrzeszczenia bądź ataku paniki na każdą osobę, która krzywo na niego spojrzała, albo ośmieliła się go znieważyć, zamknąć drzwi przed nosem, czy też opluć na ulicy.

Zamknięty umysł ciężko odpieczętować.

Oczywiście, że nie przejmował się opowieściami Harry’ego o nieudanych randkach z mężczyznami, zarówno czarodziejami, jak i mugolami. Razem się z nich śmiali, diagnozowali możliwe zaburzenia osobowości i powody zaniedbań w higienie osobistej. Nigdy nie spotkał tych trolli, nie miał z nimi żadnej styczności. Zobaczenie swojego partnera w intymnej sytuacji, ujrzenie, jak odchyla z przyjemności głowę, gdy jest obłapiany i całowany po szyi, to zupełnie inna sytuacja i jednocześnie szokujące doświadczenie. Nie potrafił poprawnie zidentyfikować emocji, które go wówczas zalały, ale wiedział, że nie świadczą o niczym dobrym. I tak zachował się w miarę przyzwoicie, bo w rzeczywistości mocno nienawidził tego, co się wydarzyło.

Zacisnął powieki, gdy sformułował tę myśl.

Wziął głęboki, uspokajający oddech i pozwolił na jej zwerbalizowanie. Czy Nott ma rację?

— Jestem homofobem…?

W następnej chwili musiał zwalczyć atak paniki. Instynktownie padł na kolana przed paleniskiem i wywołał Astorię, mając nadzieję, że jeszcze nie położyła się spać.

— Co się dzieje, Draco? — zapytała i przetarła dłonią oczy.

— Nic takiego, może poczekać do jutra — stwierdził, naburmuszony, że jednak obudził dziewczynę.

— Nie, nie. — Astoria się zreflektowała. — To zdecydowanie nie „nic takiego”. — Spojrzała nań uważnie i przechyliła głowę. — Zaraz dostaniesz ataku paniki — podsumowała tonem eksperta, na co zwiesił ramiona i się zgarbił. — Coś w pracy?

Automatycznie przytaknął. W międzyczasie próbował wymyślić sposób na powiedzenie „Czy zamieniam się w Lucjusza?” z mniejszą dosadnością. Gdyby zdecydował się na bezpośrednie podejście, zwymiotowałby na miejscu.

— Odsuń się, przechodzę.

Odsunął się od kominka, usiadł na kanapie i przeczesał włosy dłonią. Chwilę później wpadła z wizytą.

— Merlinie! Uprzątnij to palenisko, Draco!

Naturalnie, pomógł jej z popiołem na ubraniach. Ciągle wypadało mu to z głowy, chociaż nieustannie przypominała.

— Przepraszam. Dzięki za…

— Sza, kochanie. — Uśmiechnęła się i popchnęła go z powrotem na sofę. — Wszystko mi opowiedz. — Usiadła i podciągnęła kolana pod brodę; potem objęła się ramionami.

— Zapewne wspominałem ci o śledztwie, którego nie dostałem — zaczął i westchnął, kiedy skinęła głową. — Cóż, dotyczy homoseksualisty. Aby się do niego zbliżyć, Robards postanowił wysłać w teren dwóch aurorów, którzy będą udawać parę. Ostatecznym celem misji jest zaprzyjaźnienie się z jego narzeczonym.

— Rozumiem. Co dalej?

— Robards zaprzągł Pottera, głównie przez wzgląd na nasz wielki sukces z poprzednim kręgiem narkotykowym.

— Mhm. Czemu ty nie zostałeś przydzielony?

— Bo zdecydował się na Notta. Można powiedzieć, że ma… pewne predyspozycje — urwał na moment. — Wiesz, że Harry jest biseksualny. Czytałaś gazety.

— Szczerze mówiąc, nie widzę w tym problemu. Wiem, że jesteś zdenerwowany, ponieważ chciałeś następnej głośnej sprawy, ale to oczywiste, że zostałeś pominięty nie przez wzgląd na swą przeszłość czy umiejętności. To tylko kwestia czasu, zanim naprawdę cię docenią. — Uśmiechnęła się pocieszająco. — Czyżbyś wolał jednak udawać chłopaka Harry’ego Pottera? — zapytała z najprawdziwszą ciekawością, jakby spodziewała się nieśmiałego potwierdzenia.

— Cóż, to skomplikowane.

Astoria wybałuszyła oczy.

— Mam rozumieć, że byłbyś chętny…?

— Niedorzeczność. Nie chcę odgrywać żadnego przedstawienia dla wygłodniałej publiczności — zaprzeczył. — W rzeczywistości ledwo co mogę przebywać w tym samym pomieszczeniu co Potter i Nott.

— Dlaczego? — spytała, znów przechyliwszy głowę w bok.

Draco schował twarz w dłoniach.

— Najprawdopodobniej jestem homofobem — wyznał przez palce.

— Co takiego? W żadnym wypadku! — Astoria podniosła głos. — Kto tak stwierdził?

— To też skomplikowane. — Wyciągnął rękę, aby powstrzymać jej protest. — Wiem, co chcesz powiedzieć, ale powoli zaczynam myśleć, że to prawda. Czuję się… Kurwa! Nie sposób opisać tego, co czuję, kiedy udają, że są razem. Gdy muszę ich obserwować, jest mi po prostu niedobrze.

Astoria zakryła usta dłonią. Była ewidentnie przerażona.

Chwila, moment. Coś się nie zgadza…

Cała się trzęsła. Zaczęła płakać…? Merlinie, jest gorzej, niż podejrzewał…

Zamrugał, kiedy wreszcie opuściła rękę. Ta jędza otwarcie się z niego śmiała!

— Wybacz, zaraz się uspokoję… — Potrzebowała dłuższej chwili, żeby przestać rechotać. Draco w międzyczasie skupił się na ćwiczeniach oddechowych, aby zwalczyć narastającą irytację. — Już w porządku — podsumowała po dobrych kilku minutach. — Naprawdę przepraszam. Po prostu dobrze cię znam i mam stuprocentową pewność, że nie jesteś homofobem.

— Wobec powyższego wytłumacz mi, dlaczego się tak wściekam za każdym razem, gdy muszę wysłuchiwać o imionach wyimaginowanych zwierząt domowych lub ich preferencjach seksualnych? — zapytał, zirytowany.

— Och, miewasz napady złości? Hm, brzmi okropnie. Zwyzywałeś ich może? Albo czymś rzuciłeś o ścianę?

— Niekoniecznie. — Uśmiechnął się krzywo. — Jedyne, czym cisnąłem, to piórem na biurko.

Astoria parsknęła, znów rozbawiona, ale zdołała się powstrzymać przed prawdziwym wybuchem.

— Znam cię praktycznie od urodzenia, Draco. Nigdy nie zachowywałeś się tak dziecinnie. Co innego, gdybyś transmutował Notta w ślimaka…

— Uwierz, że chciałem. Szczerze mówiąc, sam widok jego paskudnej gęby doprowadza mnie do szału.

— Nigdy nie darzyłeś go sympatią.

— Owszem, ale teraz ta niechęć weszła na zupełnie inny poziom. — Westchnął przeciągle, a potem przetarł twarz dłońmi. — Dziś nakryłem ich w biurze Notta. — Przez chwilę zastanawiał się, jak najlepiej będzie to sformułować. — Gnida całowała Harry’ego po szyi… a mnie poniosło.

— Czyżbyś rzucił następnym piórem? — parsknęła, za co pacnął ją w kolano, ot na opamiętanie.

— Skończ się wygłupiać. To poważna sprawa — poprosił. — Magia wymknęła mi się spod kontroli — w dorosłym wieku przeżyłem przypadkowy wybuch. Coś zdecydowanie się tam roztrzaskało.

W momencie otrzeźwiała.

— Interesujące.

— Czemu tak twierdzisz?

— Jeszcze sekundkę — powiedziała. — Czy Potter rozmawiał z tobą o swoich randkach z mężczyznami? — zapytała, więc przytaknął. — Jak się wtedy czułeś? Byłeś może zdegustowany?

— Nie, ale wyłącznie dlatego, że mówił w czasie przeszłym i w gruncie rzeczy omawialiśmy abstrakcyjne tematy. Nie spotkałem żadnego z tych facetów, byli beztwarzowi i bezimienni. — Zacisnął usta w cienką linię. — Kiedy zobaczyłem go wtedy w biurze na własne oczy… przypuszczam, że byłem obrzydzony. Momentalnie zrobiło mi się gorąco, rozbolał mnie brzuch i poczułem przemożną potrzebę zarzygania podłogi. Zdecydowanie nie podobał mi się ten widok.

— W takim razie zignoruj ich gierkę. Wychodź, gdy zaczynają te niezręczne umizgi. I tak nie zachowują się szczerze. Wątpię, żeby Potter cieszył się z otrzymywanej uwagi. Nott zawsze miał nieświeży oddech. — Skrzywiła się i zmarszczyła z niesmakiem nos.

— Uwierz, że myślałabyś inaczej, gdybyś go wtedy zobaczyła w biurze. — Coś nieprzyjemnie ukłuło go w piersi. — Odkąd ich nakryłem, nie mogę wyrzucić tego obrazu z głowy.

— W porządku. Jakiego konkretnie? Świntuszącego Pottera?

— Ciągle się zastanawiam, jakie jeszcze rzeczy robił. Gdy pomyślę, że był obłapiany przez innych mężczyzn, robi mi się niedobrze…

— Mówisz ogólnikowo? Masz na myśli facetów pokroju Teodora Notta? — zapytała powoli, jakby badając grunt. — Czy po prostu mężczyzn innych od ciebie?

— Co takiego…? Nigdy nie łączyły nas takie relacje. — Spojrzał zdezorientowany na narzeczoną. — Nie jestem pewien, czy dobrze cię rozumiem, Astorio.

— Czy kiedykolwiek snułeś jakieś fantazje?

— Nawiązujesz do…

— Tak, uprawianiu seksu z Harrym Potterem.

Sapnął, podczas gdy jego serce zabiło radośniej.

— Dlaczego, u licha, miałbym o tym fantazjować?

— Mam dla ciebie zadanie, mój drogi. Chcę, żebyś spędził trochę czasu w samotności na zastanowieniu się, co w rzeczywistości was łączy.

Draco zaśmiał się histerycznie.

— Jaki masz w tym interes?

Narzeczona rzuciła mu sondujące spojrzenie. Chociaż miała nieodgadnioną minę, sprawiała wrażenie troskliwej.

— Wykonaj zadanie i zdaj mi potem raport.

— W porządku, nieważne. — Uśmiechnął się wymuszenie. — Niemniej jednak nasz pakt wciąż obowiązuje. Jeżeli kiedykolwiek zobaczysz, że zamieniam się w mojego ojca, albo kiedykolwiek zobaczysz, że robię coś, co on by zrobił lub powiedział, masz pełne prawo…

— Ano, przekląć cię czyrakami i spalić wszystkie szaty, jakie posiadasz w garderobie — dokończyła uroczystym tonem.

— Yhym, dokładnie. — Wyszczerzył się, tym razem szczerze. To niesamowite, jak się rozumieli.

Ostatecznie Astoria została na noc, a jej obecność w łóżku okazała się kojąca i sprzyjająca wypoczynkowi. Przez chwilę rozważał nawet położenie jej ręki na biodrze, ich bezsłownym sygnale, że jest zainteresowany seksem, ale zrezygnował, bo co chciałby tym udowodnić? Nie musiał się tłumaczyć, bo dziewczyna wiedziała, na czym stoją sprawy. Co więcej, potrzeba wykazania się była naprawdę okropnym powodem do namiętności. Zdecydowanie wolałby się kochać z innych pobudek — z pasją, z uczuciem, a nawet miłością, ot wszystkimi rzeczami, które ma nadzieję z czasem obdarzyć Astorię.

Weekend planowała spędzić z Millicentą Bulstrode, zwiedzając Norfolk Broads, Blaise rozpieszczał nową kochankę, zaś Greg wciąż szwendał się po Ameryce, podpatrując szkoły kulinarne. Chcąc nie chcąc, Draco był pozostawiony sam sobie.

Sobotę spędził na zastanawianiu się nad dyrektywą Astorii. W niedzielę, w porze podwieczorku, postanowił podejść do sprawy poważniej. Usiadłszy na kanapie, wrócił wspomnieniami do prośby narzeczonej.

Chcę, żebyś spędził trochę czasu w samotności na zastanowieniu się, co w rzeczywistości was łączy.

Zamknął oczy i zaczął rozmyślać o kochaniu się z Harrym. Zacisnąwszy usta, natrafił na kamienną ścianę, bowiem nie zwizualizował sobie żadnych obrazów. Sromotnie pokonany, uniósł powieki i przeciągle westchnął. To było całkowicie pozbawione sensu, ale Astoria się uparła i oczekiwała sprawozdania. Zdeterminowany, ponownie zamknął oczy.

Wyobraził sobie twarzy Harry’ego, jego mocny podbródek i kości policzkowe, pełne usta i gładką, ciemniejszą skórę. Chociaż bardzo się starał, nie mógł zmusić swojego mózgu do współpracy. Wyimaginowany pocałunek okazał się poza zasięgiem. Facet oddalił się od niego, gdy tylko spróbował się doń zbliżyć. Ewidentnie nie kupował tego nawet podświadomie.

Co zaskakujące, był trochę zbulwersowany tą myślą, a to z kolei oznaczało, że najprawdopodobniej Nott się mylił, bo nie był homofobem. Czuł, że powinien lepiej wybadać teren, bo być może ta mentalna blokada przesłaniała jakiś ogromny repertuar wstrętu.

Przymknął powieki i spróbował ponownie, ale nie wykombinował ostatecznie przekonującego scenariusza. Zastygł w bezruchu, gdy tylko zwizuazlizował sobie twarz Harry’ego, który gapił się nań w najprawdziwszym szoku.

Zirytowany do granic możliwości, zwlókł się z kanapy i fiuknął do Astorii.

— Naprawdę próbowałem, ale nie jestem w stanie wyobrazić sobie seksu z Harrym.

Spojrzała na niego powątpiewająco.

— Draco, widziałam, jak na przestrzeni lat majstrowałeś wiele bardziej niewyobrażalnych scenariuszów z udziałem Pottera.

— No wiem, ale nie potrafię się przemóc.

— Może potrzebujesz oprawy graficznej — stwierdziła, w jej oczach pojawił się jakiś bliżej niezidentyfikowany błysk. Z drugiej strony równie dobrze mogła być to sztuczka płomieni w kominku. — Pornhub jest darmowy.

Zmarszczył brwi.

— Chcesz mnie zmusić do oglądania gejowskiego porno? W Internecie?

Astoria wzruszyła nonszalancko ramionami.

— Czemu się tak zaperzasz? Cała rzesza ludzi lubuje się w filmach pornograficznych, dodam, że różnego rodzaju. Internet daje masę możliwości. Nie ma w tym nic złego.

— Nawet nie posiadam ko… komputera — przypomniał narzeczonej, nie będąc pewnym wypowiadanej nazwy. Szczerze mówiąc, nie poznałby tego mugolskiego wynalazku, gdyby nie Millicenta, która okazała się genialnym programistą zarabiającym miliony w niemagicznym świecie. Draco był święcie przekonany, że używa algorytmów arytmetycznych, żeby zyskać przewagę nad konkurentami na rynku pracy, ale nie zamierzał być donosicielem i publicznie podkopać jej autorytetu. — I zgubiłem ten celofon, który mi dałaś. Nie potrafiłem się nim posługiwać.

— W porządku, zrobię ci przysługę. Mam kilka świetnych filmików zapisanych na dysku laptopa, który sprezentowała mi Millie. — Odsunęła się od ognia, a po chwili wróciła i przerzuciła przez płomienie w miarę płaski prostokąt w formacie książki. — Został odpowiednio zaczarowany, więc współgra z magią. Millie jest po prostu geniuszem informatycznym.

Draco przytaknął, trochę nieobecny myślami. Yhym, Millicenta była cudownym dzieckiem mugolskich technologii, Astoria najprawdopodobniej masturbowała się do gejowskiego porno, a Harry nie miał najmniejszego problemu z byciem molestowanym przez podłych i złośliwych ślizgonów. Ostatnie dni były naprawdę przełomowe. Kto wie, czego się jeszcze dowie o swoich przyjaciołach.

Komputer był srebrny i bardzo elegancki. Instynktownie go polubił.

— Filmiki są zapisane na pulpicie. Laptop nie jest chroniony hasłem, więc wystarczy, że go uruchomisz. Myślę, że nie będziesz miał problemu z logowaniem.

— Zdajesz sobie sprawę, że to, co właśnie powiedziałaś, jest jakimś niezrozumiałym bełkotem, prawda?

Astoria zamrugała, a następnie spędziła dobrą godzinę, tłumacząc mu podstawy funkcjonowania komputerów. Kiedy się upewniła, że potrafi go uruchomić, zlokalizować pliki, odtworzyć wideo, ustawić sobie odpowiednią głośność, nacisnąć czerwony krzyżyk i zamknąć laptopa, zapytała, czy chciałby również nauczyć się korzystać z wyszukiwarki Google.

— To brzmi okropnie — przyznał. — Czy proces jest bolesny?

Greengrass zostawiła go samego pół godziny później z pocałunkiem w czoło i instrukcjami, żeby rano zdał jej sprawozdanie.

Co interesujące, utwierdzenie się w przekonaniu, że jego narzeczona była wielką miłośniczką gejowskiego porno, nie było tak ciężkie, jak odtworzenie pierwszego filmiku zatytułowanego prosto, ale i dobitnie, a mianowicie „gay_porn_1.mp4”.

Jasnowłosy mężczyzna podchodzi do ciemnowłosego, niższego partnera. Obaj mają na sobie tylko spodnie, a ich ciała są smukłe i ładnie wyrzeźbione. Wyższy facet przyciska drugiego do ściany i unieruchamia mu nadgarstki nad głową, wiążąc go w ciasnej pułapce — przesuwa mu dłonią po policzku, niby to delikatnie, a potem zaciska palce na szczęce i gwałtownie go całuje. Mężczyźni zaczynają ocierać się o siebie biodrami, jęcząc po cichutku. Jasnowłosy wyznacza ręką drogę w dół odsłoniętego torsu, zahaczając paznokciami o sutek kochanka, aż wreszcie bez zbędnych ceregieli łapie go za wybrzuszenie w spodniach. Chwilę później wsuwa dłoń pod materiał i chwyta twardego kutasa.

Draco patrzył w ekran, chociaż wideo się skończyło. Nie mógł uwierzyć, że ten klip trwał zaledwie trzydzieści sekund. Odtworzył go ponownie, skupiwszy się na ruchach bioder jasnowłosego faceta, a hipnotyzujący, miarowy ruch sprawił, że jego fiut zaczął pulsować. Zanim filmik dobiegł końca, dyszał i się trząsł.

Zapomniawszy o wcześniejszym wahaniu, kliknął następne wideo.

Muskularny mężczyzna leży na stole, twarzą do dołu, ze związanymi na plecach rękoma. Jego mięśnie są uwypuklone, twarde i napięte, zaś twarz wykrzywia się z nieziemskiej przyjemności, podczas gdy stojący za nim facet funduje mu szaloną palcówkę, jednocześnie zaciskając drugą dłoń u podstawy jego kutasa. Gdy dodaje następny palec, zaczyna mu obciągać. Nim mija dłuższa chwila, zabiera ręce, odsłaniając rozciągniętą, gotową, pulsującą, cholernie kuszącą, lśniącą od lubrykantu dziurkę, a związany mężczyzna dochodzi, tryskając spermą na stół.

Ciężko oddychając, Draco natychmiast zamknął laptopa. Ukrył twarz w dłoniach i zaśmiał się histerycznie. Uspokoiwszy się trochę, otworzył komputer i zacisnął dłoń na własnym wybrzuszeniu. Czy tak właśnie działała na ludzi pornografia? Rozgorączkowany, szybko odgonił od siebie tę myśl.

Zanim zdąży się zastanowić, odtworzył następny filmik, tym razem zatytułowany „gay_porn_3.mp4”.

Jędrny, okrągły tyłek unosi się w powietrzu, zakryty cienkimi, bawełnianymi spodniami. Stojący za nim mężczyzna wyciąga ręce i odsłania nagie pośladki, a potem zaczyna ugniatać sprężyste półkule. Gdy kończy, wymierza kochankowi klapsa, a ten nieprzyzwoicie sapie. Scena się zmienia i teraz pomarszczona, cudownie kusząca dziurka jest pieszczona przez różowy, wilgotny język. Mężczyzna z wypiętym tyłkiem jęczy, mruczy pod nosem i od czasu do czasu wypina mocniej pośladki, pragnąć wyjść naprzeciw pieszczocie. Scena ponownie się zmienia i teraz leży na plecach z szeroko rozłożonymi nogami, pomiędzy którymi siedzi inny facet i porusza się miarowo. Gruby kutas co chwilę zagłębia się w dziurce, podczas gdy kochanek odrzuca głowę do tyłu i błaga o więcej.

Draco wpadł w trans. Jeszcze nigdy nie widział czegoś równie podniecającego; nigdy nie czuł tak wielkiej potrzeby spełnienia.

Resztę nocy spędził na Googlach, przeszukując najskrytsze zakamarki Internetu, pragnąc zobaczyć znacznie więcej, niż to, co Astoria zostawiła mu na początek. Jego fiut pulsował, ale nie dotknął go, dopóki prawie nie oszalał z pożądania. Skończywszy, zamknął laptopa i opuścił rękę na kolana. Nigdy wcześnie nie doszedł równie mocno, co dziś — prawdę powiedziawszy, prawie stracił przytomność z przyjemności.

Kiedy wrócił do rzeczywistości i trochę oprzytomniał, była trzecia nad ranem, a rękę i spodnie miał pobrudzone zaschniętą spermą. Jęknął, zdegustowany, rzucił szybkie Chłoszczyść i, zataczając się, pomaszerował do łóżka. Erotyczne pobudzenie, czy też nie, musiał iść z rana do pracy, więc rzucił na siebie łagodny urok usypiający. Gdy tylko przymknął oczy, natychmiast odleciał.


Obudził się z trudem, bo resztki snu wciąż kołatały mu się w głowie. Oczami wyobraźni nadal widział tonącego w przyjemności Harry’ego, leżącego płasko na plecach, z szeroko rozrzuconymi nogami, i swojego fiuta zanurzonego w nim po same jądra. Nie miał najmniejszego problemu z wizualizacją tej sceny i z pewnego rodzaju przerażeniem odkrył, że podświadomie rejestrował niektóre szczegóły dotyczące mężczyzny, o którym (powiedzmy sobie szczerze, bo to najlepsze określenie) fantazjował. Wszystkie wspomnienia, które dotąd przechowywał w mentalnych szufladach umysłu, wypłynęły na wierzch. Nie mógł odmówić sobie widoku ust Harry’ego wcześniej zaciśniętych wokół pióra, którym pisał sprawozdanie ze śledztwa, a teraz zaciśniętych wokół główki jego cieknącego fiuta, delikatnie odsuwające napletek i muskające wrażliwe wędzidełko.

Westchnął i położył dłoń na twardniejącym członku, wciąż noszącym ślady nocnych igraszek. Wymamrotał zaklęcie czyszczące, potem Lubricus i wzmocnił uścisk. Podczas masturbacji skupił się na zebranych przez lata drobnych wspominkach dotyczących Harry’ego — na sposobie, w jaki ręcznik ledwo zakrywał mu biodra po potreningowym prysznicu, na spływającej mu po szyi kropli wody, na nagłym, pełnym przyjemności sapnięciu, gdy upił łyka przesłodzonej i kremowej latte, którą mu przyniósł w nagrodę za przestrzeganie protokołu, na sposobie, w jaki napinał mięśnie przedramienia, gdy pisał raport, na poplamionych atramentem palcach, przekopujących kolejne sterty dokumentów, na naciągniętej na ramiona koszuli, ładnie go opinającej, na wgłębieniu u podstawy gardła, a nawet na kilku ciemnych włoskach wystających zza kołnierzyka.

Chociaż wszystko działo się w jego głowie, słyszał jęki i westchnięcia, kiedy weń wchodził, raz za razem, mocno i płytko, wolno i głęboko, w swoim własnym tempie. Warknął pod nosem, wyobrażając sobie, jak jego fiut co rusz znika w ciasnym tyłku, a jego ręce namiętnie ugniatają dwie półkule, które seksownie podskakują przy każdym pchnięciu. Kiedy dochodził, ściskając swoje jądra, krople potu spływały mu po klatce piersiowej.

Orgazm nie ukrócił dalszych wizji. Oczami wyobraźni widział siebie i Harry’ego robiących każdą z rzeczy, którą w nocy zobaczył na Pornhubie. W ogóle nie był tym obrzydzony.

Wybuchnął śmiechem.

Żaden z niego homofob. Wręcz przeciwnie — był homofilem.

Był homoseksualistą

Był gejem.

Leżał w łóżku przez dłuższą chwilę, aż zauważył, że zbliża się ósma, a to godzina, o której powinien zbierać się do pracy. Co ważniejsze, koniecznie musiał napisać do Astorii i złożyć sprawozdanie.

 

A,

Obejrzałem twoje filmy. Mam silne przeczucie, że dokładnie wiedziałaś, do czego mnie przekonujesz. Z tego miejsca pragnę potwierdzić twoje przypuszczenia.

Wygląda na to, że jestem gejem.

I przypadkiem (a może nie) pociąga mnie Harry Potter.

 

Gdy wysłał sowę, zawładnęło nim poczucie oszałamiającej wolności, nie do końca przyjemne. Astoria odpowiedziała akurat, kiedy wciągał spodnie, ale natychmiast rzucił się ku pergaminowi.

 

Najdroższy Draco,

Wybacz, że nie zdołałam ukryć moich podejrzeń. Zawsze możesz podziękować mi za orgazmy, które przeżyłeś dzięki uprzejmości Pornhuba, genialnego mózgu Millicenty oraz mej zaradności i spostrzegawczości. Porozmawiamy o tym w czwartek, ale bądź spokojny — to niczego pomiędzy nami nie zmienia, chyba że tego właśnie chcesz.

 

Ostatnie zdanie wstrząsnęło nim do głębi. Wzruszony, z wilgotnymi oczami, przycisnął zwitek papieru do piersi. Zdecydowanie nie zasługiwał na tak oddaną przyjaciółkę.

Opadł na podłogę, z koszulą w dłoniach i ze wciąż rozpiętymi spodniami. Wreszcie zrozumiał wszystkie implikacje nocnego odkrycia. Był homoseksualistą… przez całe swoje życie?

No właśnie, praktycznie od urodzenia. Wtem wszystko wskoczyło na właściwe miejsce, niczym układanka z puzzli przy pomocy odpowiedniego zaklęcia — dotychczasowy chaos wreszcie się uporządkował. Wszelkiego rodzaju wspomnienia, bezimienne uczucia, nagle podejmowane decyzje i mętne odmowy zaczęły nabierać wyraźnego sensu.

Nie miał małego popędu seksualnego. Nie interesował się kobietami, bo był homoseksualistą.

Daleko mu było do niedbałego o potrzeby narzeczonej buca. Był gejem.

Nie był zniesmaczony flirtami Harry’ego z mężczyznami, bo przecież sam takowych preferował. Najzwyczajniej w świecie był zazdrosny, piekielnie zazdrosny i może trochę podniecony.

Jak długo Astoria podejrzewała? Prawdę powiedziawszy, gdzieś w środeczku czuł, że jest zakochana w Millie i to ze wzajemnością. To było jasne niczym słońce, a przynajmniej dla każdego, kto nie spędził wieczności na tłumieniu świadomości możliwości satysfakcjonującego, szczęśliwego związku osób tej samej płci.

Opadł z powrotem na łóżko i przykrył się wymiętoszoną kołdrą. Życie przelatywało mu przed oczami.

Zobaczył szyderczo wykrzywioną twarz Lucjusza rzucającego klątwę na mugola w tęczowej koszulce, obściskującego się ze swoim partnerem na londyńskiej ulicy. Plugawe cioty, powiedział wówczas pod nosem, a potem dodał: Czarodzieje nie akceptują takiego zwyrodnienia. Musimy wytępić to robactwo.

Matka wyglądała na smutną, kiedy opowiadała mu o swoim kuzynie, usuniętym z drzewa genealogicznego za spotykanie się w szkole z innym chłopakiem — stracił cały spadek, który w normalnych okolicznościach by otrzymał oraz rodzinną ochronę. Gdy został wydziedziczony, nigdy więcej się do niego nie odezwała. Odmieńcy zasługują na naszą litość, stwierdziła, ale nie możemy się z nimi zadawać.

Kiedy raz się upili z Blaise’em, alkohol rozwiązał mu język i dlatego też lekkomyślnie zapytał o plotki otaczające panią Zabini. Matka jest ekspertem w wyszukiwaniu ludzkich słabości. Skupia się głównie na mężczyznach, którzy mają coś do ukrycia, coś, co może wykorzystać na swoją korzyść. Homoseksualni czarodzieje są pod tym względem najlepsi, bo żenią się na pokaz, aby ukryć przed światem swe zboczenie. Są cholernie żałośni i zasługują na wszystko, co dostają, wytłumaczył mu z jawną pogardą w głosie Blaise, a potem roześmiał się w głos. Odrzuciwszy rodzącą się w sercu niepewność, Draco doń dołączył.

W pewnym momencie Nott spróbował szczęścia i zaczął się wokół niego kręcić — podchodził bliżej, niż powinien, uśmiechał się, rozpoczynał rozmowy i kokietował. Gdy go wreszcie pocałował, Malfoy przez chwilę poddał się tej pieszczocie, a potem spanikował i mocno go odepchnął. W amoku nie zauważył, że stali na szczycie schodów, a odgłos uderzającej o beton głowy długo śnił mu się po nocach. Nienawiść, a co gorsza, nieszczęście wypisane na twarzy Teodora, gdy się obudził w skrzydle szpitalnym, było niemożliwe do zniesienia i druzgoczące. Oczywiście, nawet go nie przeprosił za wypadek, ponieważ to oznaczałoby przyznanie się do odpowiedzenia na pocałunek, nawet jeżeli tylko przez dwie sekundy, i potajemnych ciągot ku chłopakom.

Jęknął żałośnie i zarzucił kołdrę na głowę. Szloch uwiązł mu w gardle. Wszystkie te wspomnienia, przez lata czekające na swoją okazję, wypełzły na powierzchnię, aby go podręczyć, gdy przyszło zrozumienie. Nigdy wcześniej nie pozwolił sobie na rozpracowywanie szczegółów, zepchnąwszy niewygody do podświadomości. Co to o nim świadczyło? Jakim był człowiekiem?

Nie mógł w tym stanie iść do pracy.

Machnięciem różdżki przywołał do siebie pióro, pergamin i sowę, a następnie naprędce naskrobał zwięzłą wiadomość wyjaśniającą nieobecność.

 

Jestem przeziębiony i nie czuję się dobrze. Coś mnie złapało przez weekend. Wykorzystuję dzień urlopu.

 

Wysławszy notkę do działu administracji, mocniej zakopał się w pościeli. Gdy próbował oczyścić umysł i uspokoić oddech, łzy zasychały mu na policzkach. Wtem jego wzrok przyciągnęła jasna, jakby świetlista plama pod przeciwległą ścianą pokoju. Jeleń Harry’ego delikatnie stąpał po osłonach, sprawiając, że się iskrzyły.

 

Czy potrzebujesz czegoś? Mogę zaopatrzyć cię w zupę lub poprosić Agatę o pomocne eliksiry. Daj znać, jak się czujesz.

 

Troska sprawiła, że zagubił się we własnych emocjach. Nie, pomyślał stanowczo, gdy znów zaczął się rozklejać. Najwyższy czas, żeby dojść ze sobą do porozumienia i porządku. Fałszywa ignorancja, z którą się dotąd odnosił, była zniewagą dla ludzi, których naprawdę cenił. Był im winien coś zdecydowanie lepszego, niż dawał.

W pierwszej kolejności powinien zakończyć tę farsę zwaną zaręczynami. Sabotował życie miłosne Astorii za długo, ale tyle dobrego, że to nie powstrzymywała się przed romansem z Millicentą. Wtem zrozumiał coś istotnego — podtrzymywała iluzję prawdziwych zaręczyn, żeby pomóc mu naprawić reputację i odzyskać dobre imię w oczach czarodziejskiego społeczeństwa. Westchnął, przytłoczony poczuciem winy pomieszanym z niewyobrażalną wdzięcznością, smutkiem i wstydem.

 

Najdroższa A,

Twoje zapewnienie wiele dla mnie znaczy, ale oboje wiemy, że nie ułożymy sobie razem przyszłości. Nasze zaręczyny powinny zostać rozwiązane już wiele lat temu, ale byłem zbyt ślepy, aby to dostrzec.

Wybacz mi, proszę, i pozdrów Millie.

D.

 

Kiedy sowa odleciała, przez chwilę stał w oknie, a potem znów się położył. Miał wrażenie, że nie spał od przeszło stulecia, a przecież spędził większość nocy w łóżku. W pewnym momencie musiał odlecieć, bo do rzeczywistości wrócił go dźwięk powracającego posłańca i stukanie dziobem w szybę. Machnął leniwie różdżką i otworzył okno na oścież. Sowa natychmiast doń podleciała.

 

Kochany Draco,

Nie ma czego wybaczać. Życzę ci nade wszystko szczęścia, a ponieważ wiem, że masz z nim problemy, pragnę ci przypomnieć, że mój kominek jest zawsze otwarty, bez względu na godzinę (tradycyjnie, kretynie!).

Spotkanie w czwartek jest aktualne. Nie chcę odwoływać naszej cotygodniowej randki, dlatego też do zobaczenia za kilka dni.

Z miłością,

A.

 

Uśmiechnął się ckliwie. Jakim cudem właściwie awansowali z początku niechętnych narzeczonych, którzy ledwo co ze sobą rozmawiali, do najlepszych przyjaciół pod słońcem, jakich widziała matka ziemia? Astoria była dlań wielkim darem od losu — był cholernie uradowany, że zapoczątkowała jego objawienie i pomogła mu odkryć preferencje seksualne. Gdyby na jej miejscu pojawił się ktoś inny, z całą pewnością prędko stałby się obiektem malfoyowskiego gniewu.

Ukontentowany, wrócił myślami do Harry’ego. Był mu winien porządne wytłumaczenie i wyznanie prawdy odnośnie własnej orientacji — to sprawiedliwe rozwiązanie problemu, który powstał z nieświadomości. Niejednokrotnie słyszał, że bycie biseksualnym jest niemałym problemem i milczał, udając, że nie ma nic do dodania. W głębi duszy o tym wiedział, ale brakowało mu odwagi, żeby się zrozumieć. I pomyśleć, że cholerny Pornhub, ze wszystkich możliwych rzeczy, uświadomił mu najważniejsze, a tym samym uniemożliwił mu dalsze podtrzymywanie fasady. Mimowolnie zachichotał pod nosem. Jeżeli spojrzało się na sprawę z pewnej perspektywy, jego oświecenie było nawet zabawne. Urojenia, które ostatnio nim zawładnęły, były konsekwencją zbyt długo tłumionego popędu seksualnego.

Uznał, że wyzna Harry’emu prawdę, gdy tylko się zobaczą na neutralnym gruncie — najlepiej, kiedy śledztwo się skończy. To da mu wystarczająco dużo czasu, aby uporządkować myśli i zebrać się na odwagę. Wyjście z szafy przed Astorią to jedno, ale oświadczenie swojemu parterowi w pracy, który jednocześnie jest jego dawnym szkolnym rywalem, powodem, dla którego nie trafił do więzienia po wojnie, zbawcą czarodziejskiego świata oraz… pierwszym mężczyzną, o którym kiedykolwiek fantazjował… było dalekie do prostego. Musiał dokładnie przemyśleć, co właściwie mu powie.

Wstał z łóżka, wciąż oszołomiony i zdezorientowany, i poszedł do łazienki, gdzie napełnił wannę wodą. Odkręciwszy kurek, zdjął spodnie i majtki, złożył wszystko w kostkę i odwrócił się do pełnowymiarowego lustra przy umywalce. Spojrzał na siebie krytycznym okiem. Obiektywnie rzecz biorąc, miał ładny tors, szczupły brzuch, trochę mięśni, głównie dzięki regularnym aurorskim treningom, długie nogi, lekko kościste kolana, zgrabne uda oraz trochę słabo umięśnione łydki. Jego powodem do dumy zawsze były szerokie ramiona, jędrne i silne, wyraźnie zarysowane. Skorzystawszy ze swych wdzięków, rozciągnął ręce i zrobił uwodzicielską pozę, po czym wybuchnął śmiechem.

Jakimś trafem widok własnej roześmianej twarzy go otrzeźwił. Nie uważał się za szczęśliwego człowieka, ale ostatnie lata były bardzo udane — można śmiało powiedzieć, że poukładał sobie życie po wojnie. Odwzajemniała to jego twarz, ozdobiona delikatnymi zmarszczkami wokół kącików ust i oczu, ot pierwsze oznaki starzejącego się organizmu. Co interesujące, nie miał nic przeciwko kurzym łapkom.

Znów się obejrzał w lustrze. Na klatce piersiowej miał cienkie, blade, srebrzyste blizny, ale w gruncie rzeczy teraz mu się podobały — były symbolem tego, że nawet najbardziej katastrofalne okoliczności i bolesne rany mogą z czasem się zagoić i odejść w zapomnienie, a skrzywdzony człowiek może się zmienić. Niżej, pomiędzy nogami, zwisał jego penis, długi i smukły, obecnie twardniejący, ponieważ gdy tylko pomyślał o swoich bliznach, wrócił wspomnieniami do Harry’ego.

Wszedł do wanny, a woda sięgnęła mu do piersi. Oparł głowę na krawędzi i pozwolił unosić się swoim kończynom, podczas gdy przed oczami przelatywały mu obrazy z porannych fantazji. Harry był naprawdę przystojny — ulgą było móc to otwarcie przyznać, a nie dusić się od nadmiaru niejasnych emocji. Im dalej się rozwodził, tym bardziej był podniecony. W kąpieli skupił się przede wszystkim na karku mężczyzny, jego szerokich ramionach i dużych, jakże sprawnych dłoniach.

W momencie stał się twardy. Gdy się pieścił, po raz pierwszy zastanowił się, jak wygląda fiut Harry’ego. Czy jest trochę zakrzywiony? Czy jest grubszy, ciemniejszy lub różowy? Czy wyciekała z niego przedwczesna ejakulacja, kiedy był podniecony?

Sapnął, porażony tokiem własnych myśli. Zastanowił się, jak zareagowałby kochanek, gdyby jęknął mu do ucha. Szybciej poruszył ręką po swojej erekcji, od trzonu do samego czubka, aż zaczął dyszeć z wysiłku. Osiągnął orgazm, mając przed oczami obraz mocno dochodzącego Harry’ego.

Uspokoiwszy oddech, opadł na brzeg wanny, chwilowo nasycony i cholernie zadowolony. Namydlił się mydłem, opłukał wodą, wyszedł na dywan i wytarł się ręcznikiem. Euforia minęła, stopniowa zastąpiona przez niepokój. Kiedy się ubierał w miękkie, bawełniane spodnie i tunikę, umysł ponownie spowiły mu ciemne chmury.

Chociaż czuł ogromną ulgę z odkrycia własnej seksualności, uznania jej i zaakceptowania swojego zauroczenia Harrym Potterem, dopiero teraz zdał sobie sprawę, jak wielki może to stanowić problem. Harry, owszem, był biseksualny, ale od dawna z nikim się nie umawiał, ani z kobietami, ani z mężczyznami. Całkiem prawdopodobne, że po tylu wpadkach najzwyczajniej w świecie stracił zainteresowanie randkowaniem — a nawet jeżeli nie, to dlaczego miałby zacząć się z nim spotykać? Miał naprawdę małe szanse na związek. Z wniosków, które dotąd wyciągnął, jasno wynikało, że Potter preferował randki z mugolami i wydawał się mieć słabość do głupków i okropnych nudziarzy.

Co więcej, odnośnie kwestii związanych z pracą… Robards nigdy by nie pozwolił na takie spoufalenie na gruncie zawodowym. Nie było najmniejszej możliwości, aby pozostali partnerami, kiedy rzeczywiście zaangażują się emocjonalnie. Prawdę powiedziawszy, bardzo lubił współpracę, którą pieczołowicie wypracowali na przestrzeni lat. Nigdy wcześniej nikomu tak nie zaufał i o nikogo się tak nie troszczył. Łączyła ich naprawdę wyjątkowa więź. Jak mógłby narazić to na szwank, wiedząc, że średnio może liczyć na swe szczęście?

Dobrze, że dziś zgłosił nieobecność. Ostatnie, czego pragnął, to być gnębionym przez te wszystkie zbereźne myśli i niepewności w obecności Harry’ego. Zastanowił się, czy nie powinien wziąć wolnego na kilka następnych dni, aby przynajmniej trochę uporządkować mętlik w głowie i w sercu. Śledztwo miało się zacząć dopiero w weekend, więc choć raz mógł sobie odpuścić.

Usiadł na krześle, chcąc naskrobać następną wiadomość, ale zanim sięgnął po czysty zwitek pergaminu, usłyszał charakterystyczne stukanie w okno.

 

Sprawa została przyspieszona. Jutro o ósmej jest spotkanie w sali konferencyjnej. Obecność obowiązkowa. Zażyj eliksir pieprzowy.

 

Robards był najprawdziwszym dupkiem, nawet się nie podpisał. W żołądku Draco zawiązał się nerwowy supeł związany z koniecznością spotkania się z Harrym. Nie dość, że był w emocjonalnej rozsypce, to jeszcze pobudził do życia dawno uśpione libido. Z drugiej strony konfrontacja z Nottem sprawi mu niemałą przyjemność, bo wreszcie będzie mógł udowodnić, że daleko mu do bigota — o ile, naturalnie, wykombinuje wiarygodny sposób na udowodnienie, że jest homoseksualistą.

Cholera, kurwa mać. Był winien gadowi przeprosiny.

Jutrzejszy dzień będzie piekłem.


Spojrzał w swoje odbicie w lustrze, szukając jakichkolwiek oznak swojej nowo odkrytej samoświadomości. Nie zauważył niczego niepokojącego, poza fioletowymi sińcami pod oczami, będącymi konsekwencją nieprzespanej nocy. Merlinie, zachowywał się po prostu absurdalnie.

Wbrew sobie, starannie się dziś ubrał. Wybrał miękką, przyjemną w dotyku koszulę w kolorze błękitu, która elegancko podkreślała niewielkie plamki na jego szarych spodniach i kamizelce. Srebrny wzór Uroborosa na krawacie pasował zarówno do wężowej klamry na pasku, jak i sygnetu, który zdecydował się założyć. Obiektywnie rzecz biorąc, wyglądał naprawdę dobrze — może nie tak perfekcyjnie, jak planował, ale wciąż świetnie. Z trudem przełknął ślinę i się wyprostował. Przybrawszy odpowiednią postawę, udał się do atrium Ministerstwa Magii.

Gdy tylko dotknął stopami zielonych, wypolerowanych płytek rządowej podłogi, odniósł nieprzyjemne wrażenie, że połknął złotego znicza i teraz stoi mu w gardle oraz utrudnia normalne oddychanie. Zdecydowanie powinien był zaplanować, co dokładnie powie Harry’emu, zamiast zdać się na instynkt. W momencie zrozumiał, że nie będzie w stanie z nim normalnie na spokojnie porozmawiać, a głupio się łudził, że przeprosi za swoje zachowanie i jednocześnie niezobowiązująco wspomni, że niedawno odkrył, że jest gejem. W stanie zamroczenia wszedł do biura Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów, próbując naprędce wykombinować jakiś sensowny plan działania mający rację bytu, ale poległ spektakularnie, nie mogąc zebrać spójnych myśli.

Spotkanie miało się zacząć za dziesięć minut, więc postanowił w pełni wykorzystać ten czas i poszedł do aneksu kuchennego zrobić sobie kawę. W duchu liczył, że ktoś przed nim uruchomił już ekspres.

Jego prośby zostały szyderczo wysłuchane, bo przy maszynie stał Harry Potter. Gwałtownie wciągnął powietrze, zupełnie nieprzygotowany na konfrontację, i spróbował się wycofać, ale właśnie wtedy mężczyzna się odwrócił i go zauważył.

— Och, Malfoy! — Omiótł go wzrokiem od stóp do głów. — Wyglądasz… lepiej? Czekaj, nie to miałem na myśli. Wcześniej nie wyglądałeś przecież źle. Teraz jednak… nieźle się odwaliłeś.

— Dziękuję — odpowiedział sztywno. Harry najwidoczniej był święcie przekonany, że udawał chorobę, zbyt zawstydzony incydentem w biurze Notta. Cóż, jakby nie patrzeć, nie był daleki od prawdy.

— Wybacz, że wczoraj nie sprawdziłem, czy na pewno wszystko w porządku. Otrzymaliśmy wiadomość o Vosgesie, a potem zakopaliśmy się w robocie. Pozwól, że się zrehabilituję. — Uśmiechnął się przepraszająco brunet. — Czy czujesz się trochę lepiej?

— Ano, nawet dobrze — burknął, po czym odchrząknął. Harry wciąż stał obok ekspresu, więc podszedł bliżej, licząc na odrobinę miejsca, które pozwoli mu się ogarnąć podczas czekania na upragnioną kawę, ale nic podobnego się nie wydarzyło. Facet wciąż nie ruszył się nawet o minimetr, gapiąc się nań z kubkiem w dłoni. — Jeżeli byłbyś na tyle miły… — urwał, wskazawszy na ekspres i dopiero to dało mu do zrozumienia.

— Jasne, przepraszam. Zrób sobie kawcię. — Oparł się o blat i upił łyka ze swojego „Wszechmocnego Bohatera”, ot żartobliwego prezentu, który Draco mu podarował w pierwszym roku aurorskiej współpracy. Jak się okazało, trafił w dziesiątkę.

Nalał sobie kawy i wypił przynajmniej połowę jednym haustem. Chciał jak najszybciej uciec z aneksu, ale zmusił się do zachowania pozornego spokoju. Oczywiście, byłoby mu prościej, gdyby tylko Harry też czegoś nie odpierniczał. Odmawiając zagłębiania się w szczegóły, zrzucił jego zdenerwowanie na zbliżającą się wielkimi krokami misję.

— Mam rozumieć, że wyjeżdżasz po dzisiejszym spotkaniu, tak? — zagaił i wymierzył sobie mentalnego kopniaka w tyłek. Jeżeli gościu naprawdę stresował się śledztwem, nie powinien go nim zadręczać. Istniała też inna możliwość — wcale nie był zdenerwowany sprawą, a czymś zgoła innym, czymś, co wydarzyło się wczoraj po południu lub wieczorem. W najgorszym wypadku Nott przekonał Pottera, że Draco jednak jest homofobem.

Harry skinął głową, wciąż patrząc w swój kubek.

— Owszem, świstoklik przeniesie nas do hotelu w Lizbonie, gdzie niespodziewanie organizują jakąś wielką uroczystość. Wywiad sugeruje, że to tylko odwrócenie uwagi od nawiązywania współpracy z nowym dostawcą. Robards chce, żebyśmy zinfiltrowali tę imprezę. Szczerze mówiąc, nie jestem nawet pewien, w jaki sposób to zrobimy. — Uniósł wzrok i uśmiechnął się z pewnego rodzaju żalem, co sprawiło, że serce Draco mocniej zabiło.

Był zakochany w Harrym Potterze.

Stał niczym słup soli i po prostu się nań gapił. Dopiero po chwili zdał sobie sprawę, że przegapił okazję, aby ukryć zakłopotanie.

— Cóż, lepiej pójdę przebrać się w odpowiedniejsze dla przykrywki ubrania — kontynuował po minucie niezręcznego milczenia mężczyzna. — Robards chce przeprowadzić kilka wywiadów i testów bezpośrednio po zebraniu, tuż przed naszym wyjazdem. Zobaczymy się w sali konferencyjnej?

Z ledwością zdołał przytaknąć, przerażony do cna. Gdy facet wyszedł z kuchenki, bezradnie patrzył na jego oddalające się plecy, a potem skoncentrował się na tyłku. Automatycznie rzucił na siebie szybkie Muffliato i jęknął przeciągle.

— Co jest, do kurwy nędzy? — wymruczał pod nosem z nieskrywaną rozpaczą. — Co, do jasnej cholery, zamierzasz zrobić?

To było znacznie gorsze, aniżeli zwyczajne zauroczenie, a sytuacji nie poprawiał fakt, że nie wiedział, jak najlepiej poradzić sobie z pociągiem seksualnym. Jak, na siedem piekieł Dantego, miał normalnie funkcjonować, będąc zakochanym we własnym partnerze?

Najprawdopodobniej cholernie ciężko.

Zanim się ogarnął i dotarł do sali konferencyjnej, spotkanie już się rozpoczęło. Robards rzucił mu surowe spojrzenie, ale nie zrugał go za spóźnienie, a Nott uśmiechnął się szyderczo, po czym wrócił do pożerania Harry’ego wzrokiem, co z jakiegoś dziwacznego powodu nie przeszkadzało mu tak bardzo, jak wcześniej.

Wiedział, że jest przystojniejszy od Notta, mądrzejszy, bardziej dowcipny i po prostu o niebo lepszy. Harry zdecydowanie nie widział w tym gościu kandydata na chłopaka. Zachowywał się nader uprzejmie, bo misja wymagała od niego pewnego rodzaju zażyłości — w rzeczywistości zaledwie toleruje to zainteresowanie.

Ta przyjemna chwila samooceny uczuć obiektu swych westchnień rozsypała się w drobny mak, gdy Nott położył rękę na dłoni Pottera.

Draco wyczarował notes i pióro, ponieważ w gruncie rzeczy przyszedł na zebranie zupełnie nieprzygotowany i po drodze pominął biuro. Zobaczywszy tę zuchwałość, całkowicie się skoncentrował na kciuku Teo, który delikatnie i czule pocierał wierzch dłoni Harry’ego, leżącej nieruchomo, a tym samym akceptującej takowy stan rzeczy. Spotkanie ciągnęło się w nieskończoność, a on, zamiast skrzętnie notować przekazywane informacje, bawił się piórem, nieświadomie rysując szlaczki na pergaminie. Nie przetworzył też w głowie niczego, co powiedział na zebraniu Robards.

W pewnym momencie został wywołany po nazwisku, co przywołało go do rzeczywistości. Zamrugał i skupił się na przełożonym. Gawain zapytał, czy opanował zaklęcie alarmowe, aby w razie potrzeby natychmiast się dostroić do zespołu i na bieżąco tłumaczyć holenderski. Naturalnie, potwierdził gotowość do zadania i sukces wszystkich przeprowadzonych testów. Uzgodniono, że podczas misji pozostanie w domu, gdyż będzie pełnił całodobowy dyżur. Gdy usłyszał wystarczająco, znów się wyłączył, ponieważ było to o niebo łatwiejsze, aniżeli skrupulatne ukrywanie swoich reakcji na drobne, drażniące dotknięcia, którymi Nott nieustannie katował Harry’ego.

— W porządku. Zobaczmy ostateczną wersję przebrań. Wstań, Potter.

Mężczyzna podniósł się z krzesła i pokój nagle niesamowicie się rozjaśnił. Draco zamrugał, zdezorientowany, a potem prawie się zdradził i sapnął, kiedy zobaczył, co właściwie ma na sobie. Na jedwabisty, jasnobrązowy kardigan włożył białą, lnianą, idealnie dopasowaną marynarkę, z artystycznie podwiniętymi rękawami, dzięki czemu prezentował światu swoje ładnie umięśnione przedramiona.

— No dalej. — Uśmiechnął się złowrogo Nott.

Harry spojrzał na siebie, a następnie z wyraźną niechęcią rozpiął dwa pierwsze guziki swetra i jeden dolny, odsłoniwszy ślicznie wyrzeźbioną klatkę piersiową i hipnotyzujący kawałek brzucha.

Nott wykonał gest „obrotu” ręką, ledwo kontrolując swoje zadowolenie z zaistniałej sytuacji. Brunet zarumienił się i spełnił nieme polecenie, pokazując światu obcisłe spodnie z garnituru, opinające pośladki w zmysłowy, pobudzający wyobraźnię sposób.

 Draco odwrócił wzrok tak szybko, że prawie uszkodził sobie oczy. Fiut sztywniał mu w spodniach, a policzki czerwieniały w zastraszającym tempie. Czuł na sobie oceniające spojrzenie Teodora i wiedział, że sprawia wrażenie bardzo skrępowanego. Wyprostował się i spróbował zerknąć nań beznamiętnie, ale właśnie wtedy Nott aktywował zaklęcie maskujące.

Lśniąca mgiełka na moment zniekształciła twarz Harry’ego, a potem odsłoniła przystojnego czarodzieja. W gruncie rzeczy był bardzo podobny do oryginału, choć miał mniejszy, smuklejszy nos, idealnie proste zęby, zmysłowe ciemne oczy i perfekcyjnie ułożone włosy. Obiektywnie był bardziej pociągający, ale Draco pozostał obojętny. Wolał swojego partnera takim, jaki był w rzeczywistości, z lekko krzywymi zębami, śladami po trądziku na twarzy i niewielkim guzkiem na grzbiecie nosa.

Harry skrzyżował z nim spojrzenie. Najprawdopodobniej nie zdołał przestać marszczyć brwi, a potem zirytował się, bo pod tą maską nie mógł odczytać wyrazu jego twarzy. Robards w międzyczasie mówił o specyfikacji zaklęcia maskującego i wysiłku, ile trzeba włożyć w podtrzymanie go. Sekundę później poprosił Valencię o informacje, jak długo można wytrzymać pod tym czarem.

— Trzy godziny, proszę pana, chociaż magia aurora Notta jest wyczerpana po tak długim wysiłku, więc powinien odpocząć przez co najmniej sześć godzin po zakończeniu uroku — odpowiedziała wywołana kobieta.

Draco miał wielką ochotę wyśmiać gościa za małą wytrzymałość, ale zdołał się powstrzymać. Gdy próbował podczas treningu, osiągnął dwukrotnie wyższy wynik.

— Hmm, to powinno wystarczyć. Twoja kolej, Nott.

Mężczyzna wstał, wyglądając na szalenie z siebie zadowolonego. Był ubrany w cienki czarny sweter z dekoltem w serek, wykonanym najprawdopodobniej z kaszmiru. Opinał jego klatkę piersiową w nieprzyzwoity sposób, a efekt potęgowała tylko głębokość wycięcia, absurdalnie niskiego, na którym zawieszone były okulary przeciwsłoneczne typu aviator. Spodnie miał w ciemnoszarym kolorze, uszyte na miarę z jeansowego materiału, osadzone na biodrach, odważnie podkreślonych brązowym skórzanym paskiem. Chociaż Draco naprawdę nie chciał tego przyznać, Nott wyglądał dobrze. Szczęśliwie, Harry nie poświęcił mu większej uwagi.

Robarts poprosił Teo, żeby zaprezentował swój kamuflaż, a ten natychmiast spełnił polecenie. Machnąwszy różdżką, zmienił wygląd. Jego włosy się wydłużyły, stały się jaśniejsze i mniej kręcone. Mógł się teraz pochwalić bladą karnacją, bardziej arystokratycznym nosem i wysokimi kośćmi policzkowymi. Prawdę powiedziawszy, wyglądał… kurwa mać, praktycznie skopiował twarz Malfoya. Podobieństwo między nimi było niezaprzeczalne.

Draco się zapowietrzył, ale nie odezwał się nawet słowem, gdy Nott rzucił mu pełne wyższości i wyzywające spojrzenie, którego efekt spotęgowały absurdalnie pełne i zmysłowe usta, tak niepodobne do oryginału. W szyderczym uśmieszku zawierała się nienawistna, ale i uwodzicielska nuta. Takiego efektu Teodor nie byłby w stanie nigdy osiągnąć swoimi cienkimi, nędznymi wargami. Ogólny efekt budził niepokój, ale i oddawał pewnego rodzaju hołd, będący jednocześnie miażdżącą krytyką. Draco miał ogromną ochotą udusić go na miejscu.

Robards wszystkim pogratulował i zakończył spotkanie. Aurorzy wstali i zaczęli się rozchodzić do swoich biur, podczas gdy Potter i Nott skierowali się do pomieszczenia, gdzie czekał na nich świstoklik, mający ich przetransportować do Lizbony.

Zanim stanął na nogach, Malfoy trochę się opanował. Większość czarodziejów i czarownic maszerowała korytarzem, ale główni wykonawcy misji przystanęli przy drzwiach. W progu wdali się w rozmowę z Valencią, Nodoguro i Robardsem. Kiedy Draco wychodził, Harry dotknął jego ramienia i wymruczał ciche „Hej”.

Zatrzymał się i odwrócił, mimochodem zauważając, że Nott dyskretnie ich obserwuje.

— Powodzenia, Potter — powiedział ze ściśniętym z nerwów gardłem. — Jestem przekonany, że wszystko pójdzie zgodnie z planem.

Mężczyzna skinął głową, jakby rozkojarzony.

— Ustawiłeś powiadomienie potrzeby tłumaczenia? Nie mieliśmy okazji tego przećwiczyć, ale robiłeś to już wcześniej, prawda?

— Owszem. — Lekko się zirytował. — Uwierz, że wszystko będzie dobrze.

— W porządku, w porządku. — Harry sprawiał wrażenie zawstydzonego i jednocześnie roztargnionego. — Wkrótce usłyszę twój głos.

Draco zamrugał. To było przynajmniej dziwaczne sformułowanie.

— Całkiem możliwe — wychrypiał. — Udanej podróży.

— Nawzajem — powiedział bez namysłu brunet, po czym, uzmysłowiwszy sobie palniętą gafę, zaczerwienił się po czubki uszu. Sytuacji nie poprawił fakt, że wciąż miał odpięty kardigan. — To znaczy… wiesz, o co mi chodzi.

— Ano, rozumiem. — Uśmiechnął się bezczelnie. — Uważaj na siebie.

— Jasne.

Harry spojrzał nań tak intensywnie, że Draco zaparło dech. Miał niejasne wrażenie, że partner próbuje mu coś przekazać, coś cholernie ważnego, ale zupełnie nie mógł tego rozgryźć.

Gdy tylko Potter i Nott wyszli, wrócił do domu, gdzie miał pozostać do momentu zakończenia misji w terenie. Nie było możliwości dowiedzieć się wcześniej, kiedy i gdzie zespół nawiąże kontakt z Vosgesem i resztą ekipy, więc musiał być przygotowany na każdą ewentualność.

Skierował czubek różdżki na ucho, aktywując kanał słuchowy po swojej stronie. Kiedy otrzyma sygnał, włączy również kanał głosowy, którym będzie filtrować informacje wprost do ucha wewnętrznego Harry’ego i Teodora. Co prawda, było bardzo nieprawdopodobne, że natkną się na swoje cele przed jutrzejszym wieczorem, ale lepiej dmuchać na zimne.

Chociaż minęło południe, nie miał apetytu. Usiadł na otomanie i rozłożył na stole przyniesione z biura dokumenty. Musiał zająć się jakąś pracą, bo ostatnie, czego potrzebował, to pogrążenie się w początku kryzysu wieku średniego.

Odłożył na bok sprawozdanie dotyczące Hobarta i sięgnął po akta Sabahiego, gdy usłyszał powiadomienie translatorskie.

— Miło cię poznać, Justin. Ciebie również, Brian* — zagaił łagodny, tenorowy głos, najprawdopodobniej należący do Gilesa. — Co tutaj robicie?

— Świętujemy nasze zaręczyny — wymruczał Nott. — Wreszcie udało mi się go przekonać — dodał, a po ciele Draco rozszedł się nieprzyjemny chłód. Nie rozmawiali o udawaniu narzeczonych, prawda? Był święcie przekonany, że nikt nie poruszył tego tematu na żadnym spotkaniu.

— Yhym, kochanie. Jesteś wspaniały, że zabrałeś mnie do Lizbony. — Głos Harry’ego był przepełniony ciepłem i brzmiał naprawdę naturalnie. Malfoy zacisnął usta w cienką linię, czując zbliżającą się migrenę. — Zawsze marzyłem, żeby zwiedzić to miasto, a Brian… — tu usłyszał ciche plaśnięcie, jakby Nott został właśnie żartobliwie uderzony — …uparcie twierdzi, że uwielbia spełniać moje zachcianki. Jak mogłem odmówić, kiedy zaproponował mi tę wycieczkę?

— Słodkie. Nieprawdaż, kochanie?

— Ja, erg zoet. — Ten głos był głęboki i elegancki. Wydawał się rozbawiony, ale i nie szczędził sobie sarkastycznej nuty. To zdecydowanie Vosges. Draco aktywował kanał głosowy i powiedział „No, bardzo słodkie”.

— Och, nie zwracajcie na niego uwagi. Szczerze mówiąc, ma serce z kamienia. Jest tu tylko dlatego, że całkiem szybko uzależnił się od mojego tyłka. — Giles wybuchnął donośnym śmiechem, a aurorzy mu wesoło zawtórowali. Wtem Draco usłyszał plusk wody, więc założył, że spotkali się przy hotelowym basenie.

— Co was tutaj sprowadza? Interesy czy przyjemności? — zapytał Nott. Na Merlina, już chyba bardziej oczywisty nie mógł być, psia krew. Czemu po prostu nie powie im wprost, że jest tajnym agentem i zamierza zaraz rozpocząć formalne przesłuchanie?

— Och, mój olbrzym jest właścicielem hotelu — odpowiedział beztrosko Giles, a Draco wywnioskował z tonu jego głosu, że ten fakt napawa go gigantyczną dumą. Oczywiście, próbował to ukryć nonszalancją. Całkiem możliwe, że wzruszył też ramionami. — Organizujemy imprezę, żeby uczcić fuzję jednej z jego firm, dosyć nudną, dlatego też nie warto zagłębiać się w szczegóły. Kochanie, obaj powinni wpaść!

— Ze zouden helemaal over je borst moeten komen — odparł beznamiętnie Vosges.

— Raczej dojść na twoją pierś — przetłumaczył z czerwonymi policzkami Malfoy, a Harry stłumił chichot.

— Hmm, tak myślisz? — zaświergotał zalotnie Giles. — Cóż, chłopcy. Mój mąż zgadza się, żebyście przyszli na przyjęcie. Jesteście mile widziani. Odbędzie się w piątkowy wieczór, czyli za kilka dni! Nadal będziecie w okolicy?

— Jasne, chętnie wpadniemy. — Uśmiechnął się Nott. O Morgano, chociaż się starał, wciąż brzmiał mędrkowato. — Imprezy to specjalność Justina.

Giles wybuchnął śmiechem, a Harry dołączył do niej z sekundowym opóźnieniem.

— Ty dupku! — powiedział z pozoru żartobliwie, ale Draco wiedział lepiej. Chichot sprawiał wrażenie wymuszonego, zaś przezwisko miało szczery wydźwięk.

Mimowolnie się uśmiechnął, a nadchodząca migrena odeszła w niepamięć. Pomyśleć, jak niewiele wystarczyło, żeby wydobrzał. Tyle dobrego, że Potter również zdaje sobie sprawę, że Nott jest skończonym kretynem.

— Zarzucasz mi kłamstwo, kochanie? — kontynuował Teo.

— Ano, owszem — odpowiedział podejrzanie ochryple Harry. Wtem Draco wciągnął ze świstem powietrze, usłyszawszy charakterystyczne mlaskanie. Tylko profesjonalizm i poczucie misji sprawiło, że cudem powstrzymał się przed zakończeniem zaklęcia translatorskiego i złożeniem w trybie natychmiastowym wypowiedzenia z dwutygodniowym wyprzedzeniem.

— No, no, jestem pewien, że możesz sprawić, aby dochodził przez całą noc — wymruczał Giles tylko częściowo udawanym głosem. Wszystko wskazywało na to, że po prostu miał ochotę na Notta. Z drugiej strony, skoro był z Vosgesem, miał wyraźnie spaczone gusta.

— Je zou morgen allemaal moeten gaan dansen. Plezier hebben met de sletten.

— Powinieneś ich zabrać na jutrzejsze tańce. Baw się dobrze z tymi młodymi dziwkami — przetłumaczył beznamiętnie Draco.

— Wspaniały pomysł, kochanie. Co robicie jutro wieczorem?

— Chyba nie mamy żadnych planów, prawda, skarbie? — powiedział bez wyrazu Harry, a Malfoy doszedł do wniosku, że nie lubi tego całego Justina, którego udaje. Zbyt dobrze pamiętał zażyłość, towarzyszącą pochlebstwom.

— Nie chcielibyście wybrać się ze mną i kilkoma przyjaciółmi na potańcówkę? Niedaleko jest niesamowity klub Music Box, gdzie DJem jest mój dobry znajomy, aczkolwiek tylko w środowe wieczory. Założę się, że razem wymiatacie na parkiecie.

— Justin uwielbia dla mnie tańczyć, prawda, kochanie? No dalej, odwróć się i pokaż im swoją boską dupcię.

Draco usłyszał świst, świadczący o gwałtownie wciąganym powietrzu i poczuł mdłości, chociaż nie mógł ich winić. Fakt pozostawał faktem — Potter mógł się pochwalić niesamowitym tyłkiem. Jego ból głowy powrócił z niespodziewaną siłą, razem z twardniejącym członkiem. Wściekłe podniecenie było dlań nowym doznaniem, delikatnie mówiąc, i nie bardzo wiedział, jak sobie z poradzić z tym problemem.

— Erg fijn. Delen ze?

— Śliczny. Są w otartym związku? — przetłumaczył, zacisnąwszy dłonie w pięści. Tyle z nadziei, że Vosges będzie przeciwny dzieleniu się partnerami.

Giles zachichotał.

— Jij hond. Mąż chciałby wiedzieć, czy czasem się dzielicie.

Nastąpiła krótka chwila ciszy, którą przerwał Nott.

— Jesteśmy otwarci na wszelkiego rodzaju doświadczenia — powiedział, zaś Draco zauważył, że Harry zdecydował się na taktowne milczenie.

— Mieszkamy w penthausie. Wpadnijcie, kiedy będziecie mieli ochotę. Zazwyczaj wychodzę na miasto około jedenastej, ale jeżeli przyjdziecie o dziewiątej, to zdążymy się jeszcze czegoś napić. — W głosie Gilesa pobrzmiewała nieskrywana lubieżność i Malfoy miał ogromną nadzieję, że Potter zapobiegnie najgorszemu i nie skończy uwięziony w pokoju z tymi dziwkami.

Usłyszał jeszcze kilka mlaśnięć, świadczących o wymienianych pocałunkach i uściskach, parę słów na pożegnanie, a potem zaklęcie translatorskie zostało dezaktywowane. W wewnętrzne ucho Draco uderzyła dziwaczna, niczym niezmącona cisza. Aby zamaskować to odczucie, włączył radio, a następnie podniósł plik dokumentów, które trzymał w rękach przed uruchomieniem się alarmu tłumaczeniowego. Chociaż próbował się przymusić do pracy, sprawozdania nie wzbudziły jego zainteresowania. Ostatecznie odłożył pergaminy z powrotem na stół. Niestety, zbyt energicznie.

Cholerny Nott. Cholerny Giles. Cholerny Vosges, napalony, niewyżyty dziad. No, kurwa mać, rzeczywiście. W nerwach zaczął chodzić po mieszkaniu, wmawiając sobie, że wcale nie pała zazdrością, ale po kilku nieudolnych minutach zaprzestał tej czynności.

Nigdy wcześniej nie czuł czegoś podobnego. Szczerze powiedziawszy, od dawna znał naturę „przyjaźni” Astorii i Millie, ale nijak mu to przeszkadzało. Cóż, odpowiedź dlaczego była aż nazbyt oczywista, choć odkrył to dosyć późno. Mimo to… tak nagłe obciążenie bagażem emocjonalnym oraz bezradnością wobec losu… było przytłaczające i robiło mu z mózgu sieczkę. Zupełnie nie wiedział, jak ugryźć temat.

Najprawdopodobniej nadmierne rozgrzebywanie sprawy mijało się z celem. Sięgnął po książkę, którą wcześniej czytał i zagłębił się weń na dosłownie kilka stron, zanim zdał sobie sprawę, że nie zapamiętał ani jednego słowa, które przeleciało mu przed oczami. Zamknął lekturę z irytacją i postanowił iść na spacer, bo była ładna pogoda, a świeże powietrze rzeczywiście mogło mu pomóc ostudzić nerwy.

Wziął głęboki, uspokajający wdech, włożył swój drugi najlepszy mugolski wełniany płaszcz, z lenistwa aportował się do przedpokoju, a następnie wyszedł na ulicę. Zdecydował się na tradycyjną popołudniową trasę, po drodze mijając ulicznego sprzedawcę kwiatów, sklep spożywczy na rogu i lutnika (z pewnością ostatniego w całym mieście) oraz co poniektórych sąsiadów, którzy również postanowili skorzystać ze słońca. Chociaż spacerował, był niesamowicie skupiony na brzmieniu głosu Pottera podczas dzisiejszej rozmowy inwigilacyjnej i tym, czy był mile połechtany zainteresowaniem Notta.

Teodor sprawiał wrażenie pewnego siebie, zaś Harry zachowywał się co najmniej… bezbarwnie — nie słabo, nie ulegle, ale było coś specyficznego w sposobie, w jakim dostosował się do drugiego aurora, co uświadomiło Draco, że miał tendencję do podążania za nim w wielu, wielu interakcjach. Mimo że potrafił być nieobliczalny i niekonwencjonalny na polu zawodowym, gdy wydawał mu bezpośredni rozkaz lub się na coś uparł, natychmiast się poddawał i zawsze ustępował w rozmowie.

Oczywiście, nijak był mu podporządkowany — wręcz przeciwnie. Nieustannie się kłócili i przekomarzali, czasem dla żartu, czasem na poważnie, jednakże, kiedy przychodziło co do czego, Harry wyraźnie pokazywał, że bezgranicznie mu ufał… i stawał się uległy.

Ciekawe, czy w sypialni też lubi dawać sobą rządzić.

Gdy sformułował tę myśl, gwałtownie się zatrzymał. Kobieta, która za nim szła, nie spodziewała się przystanku i nań wpadła; potem zwyzywała go od najgorszego.

— Wiem, najmocniej przepraszam — wymruczał pod nosem, niczym najprawdziwszy inferius, po czym smętnym krokiem pomaszerował do domu.

W mieszkaniu chwycił szkliwo i butelkę ognistej whisky. Usiadł na kanapie i zaczął powoli sączyć alkohol, starając się nie myśleć o niczym konkretnym i trochę mu się to udało. Gdy odsapnął, poszedł do kuchni i przygotował sobie makaron, niestrudzenie pracując nad wyciszeniem natrętnych myśli. Skończywszy posiłek, umył brudne naczynia, położył je na suszarce i wyjrzał przez okno. Zapatrzony w krajobraz, opuścił gardę, przez co znów poddał się pragnieniu.

Zdecydowanie wolałby, żeby te odkrycia tak nim nie wstrząsały. Zbyt wiele, pomyślał, szczerze zrozpaczony. Nie dość, że był zakochanym po uszy gejem, to jeszcze preferował… dominować w łóżku, wyznaczać granice i mieć rzeczy pod kontrolą.

Nade wszystko pragnął… zdominować Harry’ego. Zamknął oczy i wyobraził sobie tę scenę. Jego fiut momentalnie zareagował.

Wrócił wspomnieniami do obejrzanych filmów pornograficznych, skupiwszy się na najdrobniejszych szczegółach — mężczyzna przyciskający drugiego mężczyznę do ściany, krępujący mu ręce; przywiązany do stołu przystojniak, całkowicie zdany na łaskę swojego partnera.

Poddał się nieuniknionemu i wszedł do sypialni, gdzie rozebrał się do majtek i opadł na łóżko.

Drugi alarm translatorski uruchomił się następnego wieczoru. Draco spędził pół dnia, opierając się pokusie skorzystania z laptopa Astorii, Niestety, przegrał tę walkę mniej więcej o godzinie szesnastej i odpalił komputer, głównie dzięki uprzejmości kilku przypadkowo wypowiedzianych słów przez Lee Jordana, którego wspaniały baryton, niemal identyczny pod względem barwy i głębi do głosu Harry’ego, nadał im erotyczny wydźwięk — a przynajmniej tak je odebrał.

Zerwał się na równe nogi, pobiegł do drugiego pokoju, chwycił sprzęt i usiadł na kanapie. Instrukcje Astorii dotyczące wyszukiwania stron internetowych były zaskakująco proste i przejrzyste, dlatego też szybko zabrał się do pracy. Google również okazało się pomocne, ponieważ nim minęła minuta, znalazł masę materiałów obejmujących przede wszystkim „męską dominację”. Pech chciał, żeby większość z tych źródeł obejmowała nadzwyczaj umięśnionych mężczyzn w czarnych szatach, kapturach i różnego rodzaju skórzanych maskach.

Nie poddał się i dalej przeszukiwał Internet, aż wreszcie znalazł fotografię, które mu odpowiadała — przedstawiało wysokiego, przystojnego mężczyznę w garniturze, ściągającego dresowe spodnie ze swojego partnera, odsłaniając tym samym zgrabny, kuszący tyłek. Gdy kliknął w miniaturę, przeszedł do następnej strony, pełnej czegoś zatytułowanego „D/S”. Na szczęście los oszczędził mu dziwacznych masek, dużej ilości czarnej skóry i wyglądających na bolesne praktyk, dając w zamian wideo, na których obie strony były wyraźnie usatysfakcjonowane rzeczami, które wyrabiały, topiąc się w ogromnej przyjemności.

Zaklęcie alarmujące uaktywniło się, kiedy był na dwudziestym lub trzydziestym filmiku, trzymał lekko swędzącą od uroku czyszczącego dłoń zaciśniętą na podstawie swojego wciąż twardego fiuta.

— Wciąż nie mogę uwierzyć, że zdołałeś mnie przekonać, abym to założył — powiedział niespodziewanie Harry, podczas gdy Nott zachichotał w sugestywny sposób, który z kolei sprawił, że Draco momentalnie zrobił się miękki. Zdecydowanym ruchem skoczył na równe nogi, podciągnął majtki i spodnie, wziął głęboki uspokajający oddech i spróbował oczyścić umysł. Zawiódł spektakularnie, bo ciągle się zastanawiał, co Teodor nawyczyniał i o czym była właściwie mowa. W głowie natychmiast pojawiło mu się kilka myśli. Skórzane, idealnie dopasowane spodnie? Siateczkowa koszulka, więcej odkrywająca, aniżeli zakrywająca? Koronkowa, pobudzająca zmysły bielizna?

— Wyglądasz olśniewająco, skarbie. — Usłyszał odpowiedź Notta, a potem pukanie do drzwi. Najprawdopodobniej dotarli do penthouse’a Vosgesa.

— No proszę, któż to przyszedł! Kochanie, nasi nowi przyjaciele! — Giles brzmiał na przynajmniej naćpanego. Gdyby zaproponował im coś zakazanego przez Wydział Substancji Odurzających, aurorzy mieliby pełne prawo aresztować go na miejscu, co z pewnością pomogłoby prowadzonemu śledztwu, ale znając życie, nie będą mieli na tyle szczęścia. — Zapraszam, wejdźcie! — kontynuował wesołym głosem Giles. — Wyglądasz niesamowicie, Justin. Mmm, spójrz, kochanie! — Mężczyzna zachichotał. — Jest cholernie uroczy, prawda?

— Ik wil kijken hoe je hem opeet — odpowiedział Vosges, ten sprośny stary piernik.

— Chcę patrzeć, jak liżesz mu dziurkę — przetłumaczył zniesmaczony Draco, całkowicie przeciwny temu pomysłowi. Sposób, w jaki wypowiadał się podejrzany, był po prostu obrzydliwy.

— Czytasz w moich myślach! — zaśmiał się Giles. — Chodźcie za mną, chłopcy. Mamy tu mnóstwo dobrego towaru.

— O mój Boże! — Harry z trudem łapał oddech, a Draco mimowolnie poczuł się podniecony. — Co tutaj zgromadziliście? — zapytał, brzmiąc odpowiednio naiwnie i entuzjastycznie, a nie niczym auror próbujący nakłonić podejrzanych do wkopania się w następną aferę.

— Och, tam jest kokainy i ecstasy, a tam zaś urocze żelki CBD. Jeżeli jednak nie jesteście palaczami, powinniście zjeść jedynie połowę na raz.

— Czy to jest…? — spytał Nott. Najwyraźniej zupełnie nie wiedział, na co obecnie patrzył i miał nadzieję, że któryś z mężczyzn wszystko mu wytłumaczy.

— Szczerze mówiąc, zapomniałem. Co to jest, kochanie?

— Nectar van de goden — odpowiedział znudzonym głosem Vosges. Całkiem prawdopodobne, że był już na haju, ale ciężko było jednoznacznie stwierdzić.

— Nektar bogów — przetłumaczył natychmiast Draco, zastanawiając się, czy to nowy towar, wokół którego kręci się śledztwo. Szukali sproszkowanego eliksiru pożądania, przypominającego w pewnym stopniu mugolski narkotyk ecstasy. Zawierał on w sobie ingrediencję, która działała niczym słabszy Imperius, wpływając na siłę woli zażywającego. Stosowanie go było wysoce nielegalne, głównie dzięki reformom prawa przeprowadzonym przez Granger związanych z magią kontrolującą umysł.

— Jakiś halucynogen, który lubi mój mąż. Szczerze mówiąc, nigdy go nie próbowałem — odpowiedział Giles lekceważącym tonem.

Draco westchnął z rozczarowaniem. Jeżeli facet nie namawiał ich do spróbowania, to oznaczało, że najprawdopodobniej nie tego specyfiku poszukiwali. Giles i Vosges byli też ludźmi innego kalibru — bez wątpienia podawali narkotyki, a potem do upadłego pieprzyli ładnych, niczego niespodziewających się młodzieńców. Oczywiście, całkiem możliwe, że nie mieliby na wierzchu zakazanego towaru.

— W takim razie poproszę… trochę koki — powiedział Harry, zaś Malfoyowi opadła szczęka. W najprawdziwszym szoku słuchał, jak Giles gorączkowo robi coś hałaśliwego, a potem odgłos trzykrotnego wciągania proszku.

Gdzie, do jasnej cholery, podziewał się Nott? Czemu pozwalał Potterowi zażywać mugolskie substancje psychoaktywne? To oburzająca lekkomyślność!

— Jeżeli nie macie nic przeciwko, poprzestanę na dobrej whisky — zagaił Teodor, a w jego głosie dało się wyczuć nutę… oczekiwania?

Giles napełnił kieliszki. Następnie wciągnął drugą porcję kokainy i zaproponował Harry’emu.

— Nie, nie. Za wcześnie, ale muszę przyznać, że to świetna rzecz. Macie gdzieś fajki? Naprawdę muszę zapalić.

Sprawiał wrażenie podekscytowanego szczeniaczka, dlatego też Draco poczuł się rozdarty pomiędzy troską o jego bezpieczeństwo, złością na Notta, że zezwolił mu na taką swobodę, a ciekawością wywołaną wyobrażeniem sobie partnera korzystającego z zapalniczki. Wiedział, że czasem wychodzi na dymka, ale nigdy nie widział go z papierosem pomiędzy wargami.

— Jedziemy do Music Box, kochanie! — zawołał po dłuższej chwili bezsensownej paplaniny Giles. — Nie czekaj na nas i nie zdziw się, jeżeli o czwartej nad ranem wszyscy się na ciebie rzucimy.

— Ik zal bij de haven zijn om 4 uur, mijn liefste. De monsters moeten worden geëscorteerd en ik zal uiteindelijk de fabrikant persoonlijk ontmoeten.

— O tej godzinie będę w porcie. Osobiście nadzoruję wysyłkę próbek, bo dzięki temu spotkam się z samym producentem — przetłumaczył Draco z mocno bijącym sercem.

Oto szansa, której potrzebowali.

Niech to szlag! Harry i Nott musieli dotrzeć do portu do czwartej, ale najprawdopodobniej nie uda im się wykręcić Gilesowi, który będzie ich oczekiwał na parkiecie, a o ile nie w swojej sypialni. Obaj zostaną zatrzymani na dobrych kilka godzin, podczas których będą pili alkohol, zażywali narkotyki i znosili głupie umizgi gospodarza. Ostatnia myśl przyprawiła Draco o mdłości. Tyle dobrego, że teraz wiedział, że to uczucie wynikało nie z uprzedzenia, a z zazdrości.

— Och, nie jesteście zabawni — jęknął Giles, ewidentnie zirytowany. — Chodźcie, moje przystojniaczki. Na dole czeka samochód.

Gdy tylko we trójkę wyszli z pokoju, zaklęcie translatorskie zostało dezaktywowane, a Draco warknął z irytacji. Powinni byli pozostać z nim w kontakcie — jeżeli mieli problemy, aby dotrzeć do portu, aby zrobić rozeznanie, zawsze mógł powiadomić biuro i wysłać im świstoklikiem wsparcie w postaci zespołu ratunkowego.

Zacisnął z rozdrażnieniem usta i przeprowadził gruntową mentalną debatę, czy dobrze postąpi, jeśli wykroczy poza swoje kompetencje. Był dosłownie o krok od wysłania patronusa do przełożonego, kiedy znów usłyszał alarm.

— Jesteś tam, Malfoy?

Natychmiast uruchomił urok tłumaczeniowy. Harry brzmiał, jakby szeptał mu wprost do ucha, więc nic dziwnego, że jego serce zabiło mocniej, a ciałem wstrząsnął przyjemny dreszcz.

— Owszem. Wszystko w porządku? Czy potrzebujesz, żebym…?

— Zdecydowanie. Słyszałeś, co powiedział Vosges. Musimy dostać się do doków, ale Giles jest cholernie natrętny i nie daje mi choćby chwili spokoju. Teo nie pójdzie w teren, bo uparł się, abym miał towarzystwo. Szczerze mówiąc, jestem w kropce i nie wiem, co robić.

Draco odetchnął z ulgą, ponieważ Nott zachował przynajmniej odrobinę zdrowego rozsądku i postanowił nie zostawiać towarzysza samego sobie. Zmarszczył nos, gdy zrozumiał, że facet najprawdopodobniej sam wolałby wsadzić ręce w spodnie Harry’ego, aniżeli pozwolić na to puszczalskiemu Gilesowi.

— Właśnie miałem posłać patronusa do Robardsa z prośbą o zespół ratunkowy, który dopilnowałby sytuacji.

— Zrób to, świetny pomysł. Wspaniale, że ogarnąłeś temat. — Harry wydawał się uspokojony. — Jestem teraz zbyt naćpany, żeby skupiać się na stworzeniu patronusa. To, że go wyślesz za mnie, jest doskonałym rozwiązaniem! — Brzmiał na cholernie podekscytowanego, więc Draco założył, że Giles namówił go na drugą dawkę kokainy. Zacisnął usta, nienawidząc tego, że siedział na dupie w domu, podczas gdy jego partner się narażał w terenie.

— O wszystko zadbam. Niczym się nie martw — powiedział uspokajającym tonem. — I uważaj na siebie. Skończ z używkami. Upewnij się, że Nott przestanie chlać. Jeżeli potrzebujesz, wymyśl jakąś sensowną wymówkę, dlaczego musisz wyjść wcześniej, niż wcześniej zakładałeś.

— Yhym, na pewno tak zrobię. Zawsze masz dobre pomysły. Wiesz, że jesteś dobrym partnerem, prawda? Najlepszym, jakiego kiedykolwiek miałem…

— Dzięki, Potter. Wiem — przerwał mu, zanim się skompromituje i powie coś, od czego w normalnych okolicznościach by się wstrzymał. To była kwestia zwyczajnej ludzkiej przyzwoitości. Nie chciał słuchać intymnych wyznań pod wpływem mugolskich narkotyków. — Idź do Notta i powiedz mu, że mamy plan.

— W porządku — powiedział naprędce Harry i przerwał połączenie.


Draco zasnął w okolicach trzeciej nad ranem, jakiś czas po tym, jak powiadomił Robardsa i dołożył wszelkich starań, aby podróż Vosgesa do portu była stale monitorowana. W nocy dręczyły go koszmary, w których Harry był krzywdzony — albo wpadał w ramiona Notta, albo Giles przymuszał go do seksu. Obudził się zlany potem i z upierdliwą migreną. Ze wciąż sklejonymi oczami pomaszerował do łazienki po eliksir przeciwbólowy, a w drodze zerknął na wiszący na ścianie zegar. Ze zgrozą zauważył, że dochodziła godzina dziesiąta. Rzucił się biegiem do szafki z zaopatrzeniem, duszkiem wypił miksturę, a następnie popędził do żerdzi, na której siedziała jego sowa. Na stoliku leżała wiadomość od szefa.

 

Dobra robota, Malfoy. Zidentyfikowaliśmy producenta i mamy wielu świadków, którzy widzieli go z próbkami. Sprawa niedługo się zakończy.

 

Odetchnął z ulgą. Wszystko się udało, niech Merlinowi będą dzięki. Może gdyby reszta zespołu również wykazała się sprytem i zaradnością, Harry nie musiałby spędzać aż tyle czasu w parszywym towarzystwie Notta i, co gorsza, tego szmaciarza, Gilesa.

Aby się porządnie zrelaksować, wziął długą kąpiel z pianą, racząc się też parującą kawą na specjalnej łazienkowej tacce. Gdy trochę opanował nerwy i złagodził stres, koszmary nocne przerodziły się w fantazje, w których to on tańczył razem z Harrym, oczywiście, trzeźwym i w pełni świadomym swoich działań, w klubie. W zielonych oczach płonęło pożądanie, gdy ściszonym głosem szeptał mu do ucha wszystkie te sprośne rzeczy, które zamierzał mu zrobić po powrocie do mieszkania.

Po cholernie udanej kąpieli usiadł z książką na kanapie, ale zupełnie nie mógł się skoncentrować. Laptop go kusił, chociaż specjalnie odłożył go wczoraj na wyższą półkę z myślą, że może to go powstrzyma od zanurzenia się w czeluściach Internetu. Najlepszym rozwiązaniem problemu jest najprawdopodobniej oddanie sprzętu Astorii. Niemniej jednak komputer wciąż stał na szafce, pełen krótszych i dłuższych filmików, ciekawych fotografii, pełen wiedzy i możliwości, bezsłownie oferując to, czego odmawiał sobie zbyt długo. Nadrobienie zaległości, bazując głównie na Googlach i Pornhubie jest rozsądne i sprawiedliwe, podsumował, po czym podszedł do regału i wyciągnął rękę po laptopa.

Właśnie wtedy usłyszał powiadomienie alarmu i głos Notta.

— Otrzymaliśmy wiadomość runiczną z Walencji, że zidentyfikowali dostawcę. Zaszyfrowaną informację wyślą przez sowę i na wszelki wypadek dołączą do niej zdjęcie, żebyśmy mieli na niego oko podczas jutrzejszej imprezy. Gdy nikt nie będzie patrzył, rzucimy na gościa zaklęcie śledzące. Biorąc to wszystko pod uwagę, z całą pewnością stwierdzam, że do czasu zabawy jesteśmy wolni.

Draco zmarszczył brwi. Zaklęcie translatorskie zostało aktywowane, ale jego współpracownicy najwidoczniej nie byli w pobliżu ani Gilesa, ani Vosgesa. Cmoknąwszy, odpowiedział na alarm.

— Nott? Potter? Czy jest jakiś powód, dla którego mnie wezwaliście? Czegoś potrzebujecie?

— Czuję się po prostu okropnie — jęknął Harry, jakby nieświadomy zadanego pytania. Hm, dziwaczne.

— Halo? Potter?

— Czemu pozwoliłeś mi wciągnąć tyle kokainy?

Malfoy chciał odpowiedzieć, ale uzmysłowił sobie, że z jakiegoś powodu aktywacja głosu nie zadziałała poprawnie i zupełnie nie było go słychać. Oznaczało to, że alarm został wzniesiony przez przypadek i żaden z aurorów nie zamierzał aktywować zaklęcia komunikacyjnego, a więc nie powinien uczestniczyć w tej rozmowie.

— Jesteś uroczy, kiedy się naćpasz. I wyuzdany. Wielki Merlinie, byłem przekonany, że Giles spuści się w spodnie, gdy zacząłeś się o niego ocierać.

Draco zgrzytnął zębami. Nott brzmiał jednocześnie tak zmysłowo, jak i pobłażliwie, że oczami wyobraźni widział, jak się pochyla od tyłu nad Harrym, odgarnia mu włosy z czoła, a może nawet masuje ramiona. Cholerny zboczeniec. Czy Potter był tego świadomy? Czy cieszył się tym zainteresowaniem?

— Cóż, następnym razem, gdy wpadnę na genialny pomysł zażycia mugolskich narkotyków, przypomnij mi o dzisiejszym dniu i… po prostu mi zabroń, dobrze? Ugh, podasz wodę?

— Avec plaisir — odpowiedział Nott. Odrażające. Facet nie miał za grosz akcentu, a próbował się pokazać.

— Dzięki, normalnie ratujesz mi życie.

— Czy przynieść ci coś jeszcze? Wyglądasz okropnie. Cudownie, ale okropnie.

— Woda wystarczy. Chyba.

— Nie wszyscy robią takie wrażenie. — Draco usłyszał Notta z bliższej odległości, a więc najprawdopodobniej podszedł do Pottera. — A propos wrażenia…

Harry się zaśmiał, ale bez większych emocji, raczej nerwowo. Tej niezręczności towarzyszył podejrzany szelest.

— Co robisz…?

— Wyglądasz, jakby było ci gorąco. Masz na sobie zbyt dużo ubrań. Zrzuć z siebie koszulę.

— Teo — zaczął ostrożnie mężczyzna, a krew Draco najpierw zamarzła w żyłach, a potem rozgrzała się do czerwoności. Jasna cholera, pomyślał przerażony możliwościami. Czy był to głos „delikatnego odrzucenia”, czy „niechętnego ulegnięcia”? Jeżeli będzie musiał tu stać i słuchać, jak oni…

— Jeżeli nie zrobisz tego, co mówię, będę zmuszony wymierzyć ci klapsa — powiedział żartobliwie Nott.

Harry znów się roześmiał, tym razem ewidentnie skrępowany. W tle znów rozległy się szelesty.

— Mówię poważnie, poczekaj. Mamy misję do wykonania. Nie sądzę, żeby…

— Sza. Czego oczy nie widzą, tego nie zaboli. Wiem, że lubisz się podporządkowywać — wymruczał zmysłowym tonem Nott, podczas gdy Draco wbił paznokcie w zaciśnięte pięści. — Oddaj mi kontrolę i pozwól, abym sprawił ci przyjemność. Wczoraj wieczorem prawie doprowadziłeś mnie do szaleństwa odgłosami, które z siebie wydawałeś, gdy tańczyłeś z Gilesem…

— Wczułem się w rolę dla dobra naszego śledztwa. — Harry zmienił podejście, przyjmując stanowczą postawę. — Puść mnie, Nott. Źle interpretujesz sytuację. Nie zachowuję się tak na co dzień — to była tylko przykrywka. Nic więcej.

— Czy źle odczytuję również fakt, że lubisz przyjmować polecenia? Nie jestem ślepy. W sypialni chętnie dajesz się zdominować. Lubisz, kiedy mówię ci, co masz zrobić.

— Wszystko pokręciłeś. Natychmiast mnie zostaw! — Draco usłyszał ciężkie oddechu i łomot. Harry wydawał się bardziej rozdrażniony, aniżeli kiedykolwiek wcześniej. — Nie dam ci dupy, Nott. Ani teraz, ani nigdy. Jesteś moim kolegą z pracy i, prawdę powiedziawszy, powinienem cię zgłosić do przełożonego za zachowanie niegodne aurora i molestowanie seksualne. Poza tym jestem zakochany w kimś innym.

Draco wstrzymał oddech, wsłuchawszy się w głośne bicie własnego serca. W momencie stracił słuch i przytępiły mu się zmysły. Gdy ponownie nabrał powietrza, czuł się otumaniony.

Harry darzył kogoś uczuciem.

Jak to…?

Na minutę odłożył tę sprawę na bok, bo martwił się reakcją Notta. Czy się zdenerwuje? Czy ucieknie się do zastosowania przemocy fizycznej?

Wtem zdał sobie sprawę, że zaczyna na poważnie panikować i zmusił się do uspokojenia nerwów, przynajmniej na tyle, żeby skupić się na dźwiękach dochodzących z zaklęcia komunikacyjnego.

Po chwili kompletnej ciszy Nott westchnął.

— Coś tak czułem. Miałem tylko nadzieję, że jest inaczej.

— W normalnych okolicznościach nie poruszyłbym tego tematu, ale naciskałeś — odpowiedział chłodno Harry, zapewne zachowując bezpieczny dystans. — Nie mogę uwierzyć, że nie przestałeś, kiedy zaprotestowałem.

Facet parsknął.

— Lubisz być na dole, prawda?

— Nie zamierzam z tobą rozmawiać na temat moich preferencji seksualnych, Nott. Jesteśmy zaledwie współpracownikami. Lubię cię, kiedy się nie narzucasz, ale to jest nie do przyjęcia. Jeżeli jeszcze raz się tak zachowasz, przyrzekam, że cisnę w ciebie klątwą, a następnie wyślę patronusa do Robardsa.

— Chodzi o Malfoya, prawda? — W głosie Teodora słychać było zrezygnowanie i smutek. Co więcej, był jakby oddalony, co w praktyce oznaczało, że odsunął się od Harry’ego.

Draco trochę się rozluźnił. Dopiero po chwili zrozumiał, co właściwie powiedział Nott i natychmiast nadstawił uszu, zaintrygowany.

— Wybacz, to nie jest temat, na który chciałbym teraz rozmawiać.

— Wkrótce tego pożałujesz.

Co, do jasnej cholery? Czy to była groźba? Skoczył na równe nogi, gotowy na aportowanie się do… czego właściwie, aportowania się do Portugalii…?

— Słucham?

— Daj spokój, Potter! — Nott wybuchł, najprawdopodobniej doprowadzony do granicy wytrzymałości. — Sam dobrze wiesz, jakim człowiekiem jest Malfoy.

— Masz na myśli faceta, który praktycznie samodzielnie uratował naszą misję tuż po tym, jak zostaliśmy wykolejeni przez pijanego, naćpanego imprezowicza?

— Malfoy przekroczył swoje uprawnienia. Robards nie będzie zadowolony.

— Zrobił to, co konieczne. Tylko dzięki niemu misja zakończyła się sukcesem. Całkowicie skupił się na prowadzonej sprawie, w przeciwieństwie do niektórych osób, o których mógłbym wspomnieć.

Nott sprawiał wrażenie szczerze oburzonego.

— Naprawdę nie widzisz, co Malfoy próbuje osiągnąć? Chce przedstawić nas światu jako niekompetentnych patałachów, aby się wybić. Zaufaj mi, że gość nie zmienił się od czasów szkolnych. Jestem o tym przekonany. — Zabrzmiał ponuro, a Draco pomyślał, że czas zacząć przedstawienie. Jak nic rzuci mnie pod rozpędzonego Błędnego Rycerza, podsumował z goryczą. Cholera, powinienem był go przeprosić przed misją terenową.

— Malfoy bardzo się zmienił, Nott.

— Tylko podtrzymuje pozory. W głębi duszy wciąż jest tym samym przebiegłym bigotem, zadzierającym wysoko głowę. Nie wierzę, że naprawdę tego nie widzisz.

— Mam wrażenie, że już rozmawialiśmy na temat nieużywania tego konkretnego słowa. — Głos Harry’ego był niski i szalenie niebezpieczny, ale to nie powstrzymało rozjuszonego Teodora.

— Cóż, jest też coś, co pominęliśmy milczeniem. Myślę, że powinieneś wiedzieć, że w szkole… hm, z braku lepszego określenia, napadł mnie.

— Witaj w klubie. — Potter parsknął szyderczym śmiechem. — W szkole ścięliśmy się więcej niż dwadzieścia razy. Jeżeli zaatakował się tylko raz, to uważam, że miałeś naprawdę dużo szczęścia i los cię łaskawie oszczędził.

Draco się zirytował. Z pewnością nie skoczyli do siebie z dwadzieścia razy. Hm, z drugiej strony, aby to doprecyzować, należałoby wyodrębnić definicję słowa „napaść” i „atak”.

— To bardziej skomplikowane. — Nott westchnął. — Od małego wiedziałem, że jestem gejem, jeszcze zanim zacząłem manifestować przypadkową magię. Nigdy też nie ukrywałem mojej orientacji w szkole.

— Yhym, pamiętam.

Co to, kurwa mać, miało znaczyć…? Jakim cudem Harry wcześniej wiedział, że Nott jest homoseksualistą? Czyżby coś ich łączyło?

Draco ukrył twarz w dłoniach. Może powinien jednak spróbować dezaktywować zaklęcie komunikacyjne? Zacisnął usta, stanąwszy przed niemałym dylematem. Nie mógł ich teraz przecież zostawić tylko we dwoje, zwłaszcza po tak rzuconej bombie.

— Widzisz, Malfoy wysyłał mi pewne sygnały. Wreszcie uwierzyłem, że jest zainteresowany. Oczywiście, od samego początku byłem do tego sceptycznie nastawiony, bo dobrze wiedziałem, jak bardzo potrafią być homofobiczni czarodzieje czystej krwi — sam wychowałem się w takim otoczeniu. To było trochę pozbawione sensu, żeby ktoś na jego pozycji, to znaczy nie tylko spadkobiercy fortuny Malfoyów, ale także jedyny syn prawej ręki Czarnego Pana, ryzykował uznanie za pedała. Och, przestań tak na mnie patrzeć. Czystokrwiści nie nazywają nas inaczej. W każdym razie rzucał mi ukradkowe spojrzenia po kątach, przygryzał wargi, jakby zaczerwieniony na twarzy i… cóż, było jasne niczym słońce, że czegoś ode mnie chce. Jako Nott byłem zdecydowanie niżej w hierarchii, więc nie miałem mu nic do zaoferowania pod względem społecznym. Jak to wszystko przeanalizowałem, zauważyłem tylko jedną możliwość. Obiektywnie rzecz biorąc, jest i był bardzo przystojny, więc wyczekałem okazji, kiedy będziemy sami na pustej przestrzeni i… go pocałowałem. — Zrobił dramatyczną pauzę.

— Kontynuuj — poprosił po dłuższej chwili milczenia Harry.

— W odpowiedzi zepchnął mnie ze schodów prowadzących do pokoju wspólnego. Złamałem wtedy trzy żebra i musieli mi zespolić kilka kręgów.

W pokoju zapadła cisza. Nott nie brzmiał ani zgorzkniale, ani histerycznie, a wręcz przeciwnie — na spokojnie rozegrał swoją partię, wyłożywszy wszystkie argumenty, niczym kawę na ławę. Jednocześnie podał wystarczająco szczegółów, żeby Draco wyszedł na bezdusznego drania, a więc sprytnie zabezpieczył swój interes. Oczywiście, nawet się słowem nie zająknął, że zanim uderzył głową o podłogę, został otulony zaklęciem amortyzującym, dzięki któremu nie otrzymał poważniejszych obrażeń. Naturalnie, milczeniem pominął również fakt, że Malfoy zareagował na pocałunek, przynajmniej przez kilka sekund.

— Może był to wypadek?

— Zdecydowanie nie.

— Wciąż to, że spadłeś ze schodów, nie musiało wynikać z homofobii. Czy kiedykolwiek ci mówił, że nienawidzi „pedałów” lub że geje są obrzydliwi?

— Och, nie musiał. — Nott parsknął pod nosem. — Słuchaj. Wiem, że był dla ciebie miły i zachowywał się w miarę przyzwoicie. Byłby najprawdziwszym głupcem i całkowicie stracił rozum, gdyby postąpił inaczej — parsknął. — Sęk w tym, że nie dzieliłeś z nim dormitorium przez siedem lat. Chcę po prostu powiedzieć, że nie znasz go zbyt dobrze.

— Ty również, Nott. Może i rzeczywiście znałeś go lepiej w czasach szkolnych, ale teraz jest dorosłym człowiekiem, nie rozpieszczonym bachorem. — Harry się zirytował. — W pełni rozumiem, dlaczego tkwisz w przekonaniu, że tylko się podlizuje, ale jest moim partnerem od dwóch lat. Spędziliśmy razem całe tygodnie i z czasem staliśmy się przyjaciółmi, naprawdę dobrymi przyjaciółmi. Szczerze mówiąc, bezgranicznie sobie ufamy. Powierzyłbym mu swoje życie. Do jasnej cholery, bez zająknięcia powierzyłbym mu twoje życie, czy czyjekolwiek inne. Draco niejednokrotnie udowodnił, że jest nie tylko jednym z najlepszych aurorów w naszym departamencie, ale również odważnym, kreatywnym i pełnym współczucia mężczyzną. W szkole był zaledwie kłopotliwym dzieciakiem, ale dorósł, skończywszy edukację, i obecnie dokonuje samych dobrych wyborów oraz daje z siebie wszystko, nawet w niezwykle trudnych sytuacjach. W głębi serca wiem, że… a zresztą, doskonale wiesz, co myślę, więc najlepiej zrobimy, jeżeli porzucimy ten temat i porozmawiamy o czymś neutralnym.

— W porządku, skoro dajesz mu się omamić na swoje własne życzenie. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że pewnego dnia zaufanie, którym go obdarzyłeś, obróci się przeciwko tobie. Malfoy naprawdę nie jest tego wart, Harry.

— Wybacz, ale podziękuję za troskę. Wydawałaby się nawet szczera, gdybyś trzymał ręce przy sobie. — Potter westchnął, jakby zmęczony kłótnią, która w pierwszej kolejności nie powinna mieć miejsca, podczas gdy Draco spojrzał na swoje ręce i ze zdumieniem odkrył, że niemiłosiernie drżą. Chociaż Nott próbował dosłownie wszystkiego, Harry wciąż w niego wierzył i czuł, że dobrze go zna.

Połączenie zostało przerwane i niespodziewanie wpadł w odrętwienie. Nie miał zielonego pojęcia, dlaczego zaklęcie komunikacyjne się aktywowało, ale wszystko wskazywało na kompletny przypadek. Uroki bazujące na odległości często bywały problematyczne i zawodne.

Zaburczało mu w brzuchu i zdał sobie sprawę, że właściwie to chodzi na głodniaka. Pomaszerował do kuchni, gdzie przygotował sobie tosta i zjadł go bez zastanowienia, wciąż skupiony wyłącznie na tym, co powiedział Harry. Wyobrażenie makabrycznej śmierci Notta mogły poczekać, ponieważ zmieniły mu się priorytety.

Jak dotąd zawsze zakładał, że partner chwalił go lub dodawał mu otuchy, ponieważ próbował podnieść go na duchu pustymi frazesami. Oczywiście, wiedział, że na co poniektóre w pełni zasłużył, ale też pojmował, że Potter wykazywał wręcz chorobliwą tendencję do bycia koleżeńskim i mówienia ludziom samych miłych rzeczy. Draco zaś uwielbiał słuchać pochwał.

Kto by się spodziewał, że tym przypadku Harry nie kłamał i naprawdę go lubił. Co więcej, miał o nim nawet wysokie mniemanie!

Uśmiechnął się niczym głupek i z radością przywitał rozchodzące się po ciele ciepło. Doznanie było nie tylko przyjemne, ale i przerażające w swej intensywności.

Wtem poczuł się sprowadzony do poziomu. Zdruzgotany odkryciem i owładnięty strachem, zmierzył się z wieścią, która nie dawała mu spokoju. Harry darzył uczuciem kogoś innego.

Jedno było jasne. Kiedy misja terenowa się zakończy i Draco stanie z nim twarzą w twarz, nawet nie będzie próbował tłumić świadomości rzeczy, których się dowiedział. Najważniejsze pytanie brzmiało jednak — co zamierzał z tym zrobić.

Cóż, odpowiedź była oczywista — to, co zazwyczaj, czyli zafiukać do Astorii z prośbą o radę.


Astoria nie była szczególnie pomocna, poza tym, że zabrała mu laptopa, zakańczając jakże soczystą rozrywkę. Oczywiście, uprzednio obraźliwie sprawdziła, czy komputer nie nosi żadnych białawych śladów, a na koniec dodała coś o chusteczkach dezynfekujących. Ostatecznie Draco znalazł się w przysłowiowej kropce. Nie wiedział, jakim cudem mugole są w stanie normalnie funkcjonować na co dzień, mając możliwości, które daje pornografia.

Trochę dziewczynie umniejszam, pomyślał, wybierając sobie strój do biura. Zgodziła się z nim, że powinien porozmawiać z Harrym, bo ukrywanie swoich preferencji seksualnych i uczuć tylko pogorszy sprawę. Zawsze istniała też szansa, chociażby minimalna, że…

Spojrzał z pogardą na swoje oblicze w lustrze. Jakbyś naprawdę mógł mieć Wybrańca podanego na tacy, podsumował z goryczą. Gdyby wszechświat był osobą, najprawdopodobniej kopnąłby go w goleń w akcie zemsty za okrutną ironię, jaką było obdarzenie Harry’ego biseksualną naturą. Już dawno temu nauczył się, że nadzieja, nawet nikła, jest najprawdziwszym wrogiem. Momentalnie przywołał wspomnienia z czasów szkolnych, gdy skrycie pragnął, aby Czarny Pan został pokonany.

Tamto marzenie się spełniło, podpowiedział mu zdradziecki umysł.

Spodnie, które miał na biodrach, były zbyt luźne, bo przez ostatnie dwa dni praktycznie głodował. Harry i Nott na piątkowej imprezie zatrzymali zarówno producenta narkotyków, jak i Vosgesa, który rozprowadzał wówczas próbkę wśród bardziej zaufanych znajomych. W weekend wrócili do Londynu i uczestniczyli we wstępnej odprawie z Robardsem i Valencią, podczas gdy rzeczywiste zebranie odbędzie się za… jasna cholera, czterdzieści pięć minut!

Mimowolnie zaczął szybciej oddychać i się denerwować. Jak miał stawić czoła Harry’emu? Co miał mu właściwie powiedzieć? Kiedy nadejdzie odpowiedni moment na rozmowę od serca? Nawet nie potrafił sobie zwizualizować jej przebiegu.

Usłyszał stukanie w szybę. Zostawiwszy dwa krawaty, które rozważał, wpuścił sowę do mieszkania.

 

Kochany Draco,

Nie trać odwagi. Wiem, że dasz radę.

Mocno ściskam,

A.

 

Zbolały, uśmiechnął się krzywo i zgniótł liścik w dłoni. Astoria zawsze była cholerną manipulantką. Niejednokrotnie przeklinał ją za okazywane wsparcie i zrozumienie, bo doskonale zdawał sobie sprawę, że wysłała mu tę sowę, ponieważ dobrze wiedziała, że spróbuje się wykręcić i przemilczeć odkrycie, którego z jej pomocą dokonał. Co więcej, ewidentnie oczekiwała informacji zwrotnej, a więc będzie musiał stawić czoła rzeczywistości. Cwana jędza.

Zanim zdążył sięgnąć po różdżkę, aby przywołać do siebie pióro i pergamin, na jego parapecie wylądowała inna sowa, tym razem mniejsza i brązowa, ot płomykówka z biura.

 

Odprawa odroczona. Auror Nott został zawieszony w obowiązkach do czasu zakończenia dochodzenia w sprawie niewłaściwego postępowania podczas prowadzonego śledztwa. Obecność na porannym spotkaniu o 8:00 obowiązkowa.

 

Serce momentalnie zabiło mu szybciej. Prawdę powiedziawszy, rozegrał to po mistrzowsku. Chciał być uczciwy, więc przelał wspomnienie do szklanej fiolki i wysłał ją Harry’emu do pół godziny po zakończeniu połączenia z notką informującą o zgodzie na zniszczenie lub przesłaniu do Robardsa z odpowiednim zawiadomieniem. Najwyraźniej Potter skorzystał z oferty i zgłosił Notta do szefa. Westchnął z ulgą, wiedząc, że postąpił słusznie. Chociaż partner zapewnił go, że nie jest zły, że podsłuchał prywatną rozmowę, wciąż się obawiał, że po prostu pragnie tylko zachować twarz.

 Cholerny Nott, ten skończony dupek. Draco ostatecznie zdecydował się na krawat w strzałki, mniejsze i większe, symbolizujące chęć rozstrzelania współpracownika na miejscu.

Spojrzał na swoje odbicie w lustrze i się skrzywił. Żałował, że natura poskąpiła mu urody. Mógł zostać obdarzony zgrabniejszym nosem, mniej cienkimi i niesfornymi włosami oraz bardziej umięśnionymi nogami.

Nie mogąc znieść oczekiwania, udał się do Ministerstwa Magii.

Sala konferencyjna świeciła pustkami, dlatego też sprawdził zegarek. Była 7:40, więc miał mnóstwo czasu, aby zrobić sobie porządnej kawy. Gdy dotarł do kuchenki, ze zdumieniem odkrył, że ekspres jest włączony i przygotowany do użycia, zaś ktoś już siorbie z pierwszej filiżanki.

Odchrząknął niezręcznie, a Harry na chwilę zamarł; potem odwrócił się i zapytał całkowicie normalnym tonem:

— Zaparzyć ci kawy?

— Tylko jeżeli będę mógł się napić z twojego kubka — odpowiedział mimo tremy i zachichotał z własnego żartu. — Chciałbym „Wszechmocnego Bohatera” — dodał głupio.

Mężczyzna przekręcił głowę, a Draco zaparło dech. Był bardziej opalony, aniżeli zapamiętał, a czarne włosy, które ostatnio zapuścił, związał w ponętną, choć z pozoru niedbałą kitkę, obecnie muskającą mu szyję.

— Jasne. — Wyciągnął rękę, w której trzymał swój kubek. — Jeżeli nie masz nic przeciwko piciu po kimś.

— Nie wiem, w jaki sposób podziękować za zaszczyt — burknął, po czym zajrzał do środka. — Fuj, znów raczysz się białą — dodał, po czym oddał mu prezent.

— No proszę, jakiś wybredny. Skoro mi odmawiasz, sam zrób sobie kawy.

Draco otworzył szafkę i wyciągnął losową filiżankę. Miał gdzieś wzór i kolor porcelany, gdyż był zbyt skupiony na obecności i bliskości Harry’ego. Serce biło mu niczym młotem i miał naprawdę ogromną nadzieję, że nie padnie tu zaraz trupem na przedwczesny zawał. Uruchomił ekspres i nalał sobie kawy, szturchając Harry’ego biodrem. Odetchnął z ulgą, że pomimo początkowej niezręczności, jest w stanie zachowywać się normalnie i nie wzbudzać żadnych podejrzeń. Gdzieś w środku był również rozczarowany, że partner nie spojrzał nań z powagą i nie powiedział czegoś w guście: „Tak na marginesie, to w tobie się zakochałem. Marzę, żebyś przerzucił mnie przez pierwszy lepszy mebel i zerżnął do nieprzytomności”.

— Chciałem ci podziękować za przesłane wspomnienie — zagaił brunet. — Szczerze mówiąc, bardzo się wahałem, czy zgłosić niestosowne zachowanie Notta, zwłaszcza że podpadł mi już wcześniej tym, że na ciebie naskoczył, praktycznie bez żadnego powodu, ale kiedy przekroczył granicę cielesności…

— Nazywajmy, proszę, rzeczy po imieniu. Mówisz o molestowaniu seksualnym. — Draco uniósł brew, chociaż miał ochotę potrząsnąć Harrym, ot tak na otrzeźwienie. — Nie sądzę, żeby jego zachowanie względem mnie miało jakieś znaczenie, biorąc pod uwagę to, co chciał wymusić na tobie.

— Wolałbym, żebyś tego nie usłyszał.

— Cieszę się, że stało się inaczej — odpowiedział, aczkolwiek podsłuchanie tej rozmowy, przeanalizowanie jej i wyciągnięcie wniosków było dlań najprawdziwszą torturą. Tyle dobrego, że pomógł partnerowi pociągnąć Notta do odpowiedzialności. — Nadal nie rozumiem tylko, dlaczego zaklęcie komunikacyjne się aktywowało.

— Całkiem prawdopodobne, że zrobiłem to podświadomie. — Facet się zarumienił. — Najwyraźniej podejrzewałem, w którą stronę zmierza Nott.

Draco także się zawstydził, ale dołożył wszelkich starań, żeby powstrzymać czerwieniejące policzki. Matka natura obdarzyła go jasną karnacją i tego rodzaju róż po prostu mu nie pasował.

— Wiesz… — Odchrząknął niezręcznie, a potem spróbował ponownie: — Nie popchnąłem wtedy Notta, bo… Nie zrobiłem tego z nienawiści, czy uprzedzenia.

— Nie musisz się tłumaczyć. Wiem, że daleko ci do typka spod ciemnej gwiazdy, za jakiego uważa cię Teodor.

— To bardziej skomplikowana sprawa. Jak się okazało, jestem trochę inny, niż dotąd myślałem — przyznał, po czym, aby rozładować napięcie, upił dużego łyka ciepłej kawy. — Niedawno dokonałem przełomowego odkrycia i zdałem sobie sprawę, że błądziłem niczym dziecko we mgle.

— To znaczy? — Harry z ciekawością przechylił głowę w bok.

— Kuchnia nie jest zbyt odpowiednim miejscem na podobne rozmowy. Czy możemy się przenieść do naszego biura?

Jak zaproponował, tak właśnie zrobili. Gdy znaleźli się w gabinecie, zamknął i zabezpieczył zaklęciem drzwi, a następnie odwrócił się twarzą do Pottera, czując się chorym na myśl, co zamierza uczynić. W zielonych oczach błyszczało zaintrygowanie i oczekiwanie, dlatego też wziął głęboki oddech i stanął na wysokości zadania.

— Jak już usłyszałeś, Nott mnie pocałował. Nie powiedział ci jednak, że odwzajemniłem ten pocałunek — zaczął, chcąc usystematyzować fakty, podczas gdy Harry otworzył ze zdziwienia usta. — Żeby wyłożyć wszystko czarno na białym, musimy się trochę cofnąć w czasie. Przez ostatnich kilka tygodni bałem się, że Nott miał co do mnie rację, ponieważ w gruncie rzeczy dużo się zgadzało — nienawidziłem patrzeć, jak ze sobą przebywacie, flirtujecie, rozmawiacie o pieszczotliwych przezwiskach. To w jego biurze… było nie do zniesienia. Cholernie mi się to nie podobało. Jak na was patrzyłem… czułem się źle, jakbym miał zaraz zwymiotować. W pewnym momencie byłem przekonany, że Nott ma rację; że jednak jestem homofobem.

Harry złagodniał i spróbował temu zaprzeczyć.

— Wstrzymaj się, proszę. Dobrze wiem, co chcesz powiedzieć. Owszem, żaden ze mnie homofob — to nie jest jednak zasługa ludzi, którzy mnie wychowali, ani otoczenia, w którym dorastałem. Czystokrwista społeczność jest… hm, mocno zacofana. Niedawno zdałem sobie sprawę, że przez lata tłumiłem świadomość czegoś ważnego właśnie z powodu tego, czego nauczono mnie o homoseksualizmie. — Skrzywił się nieznacznie. — Zrozum mnie, Harry. Tam, skąd pochodzę, geje są wynaturzeniem, w najlepszym wypadku skazanym na litość, a w gorszym na pogardę, obrzydzenie i, oczywiście, odrzucenie przez rodzinę i krąg społeczny. Z moich informacji wynika, że zazwyczaj prowadzili życie w półmroku, otwarcie zaprzeczając swoim preferencjom. Nigdy nie mogli być prawdziwie sobą. U czystokrwistych homoseksualizm był praktycznie wyrokiem śmierci dla wszystkich nadziei na udane i szczęśliwe życie — urwał na moment i zapatrzył się w kubek ze wciąż parującą kawą. Wreszcie zmusił się na podniesienie wzroku i skonfrontowanie się z rzeczywistością. — Jestem gejem, Harry. Zawsze nim byłem, ale stłamsiłem się, bo po prostu chciałem zaznać odrobinę szczęścia. Marzyłem o rodzinie i nade wszystko pragnąłem, aby moi rodzice byli ze mnie dumni. Od dziecka wiedziałem, że, będąc homoseksualistą, jestem na straconej pozycji. Stąd większość moich problemów. Za każdym razem, gdy sprostałem oczekiwaniom, gdy zwróciłem uwagę na jakąś dziewczynę, czy też zmusiłem się do spędzenia z nią nocy, wtapiałem się w otoczenie. I chociaż nie było to szczególnie przyjemne, wyszedłem ludziom naprzeciw. Kiedy sformalizowałem swoje zaręczyny z Astorią, ojciec był bardzo zadowolony, a matka dawno nie uśmiechała się równie promiennie, co dodatkowo mnie motywowało. — Zamilkł i wziął głęboki oddech, a do oczu napłynęły mu łzy. — Miałem wszelkie prawo negować własną seksualność. Nie miałem też żadnego powodu, aby „wyjść z ukrycia”, nawet przed samym sobą. Wybacz, inaczej nie potrafię tego wytłumaczyć. Można śmiało powiedzieć, że do niedawna żyłem w zupełnej nieświadomości. — Wziął drugi głęboki oddech i spróbował uspokoić szaleńczo bijące serce. — Jestem gejem. Nott zaś… cóż, może myśleć, co tylko chce. Odwzajemniłem tamten pocałunek, a potem spanikowałem. To wszystko. Żałuję, że go popchnąłem i wiem, że powinienem był przeprosić. Szczerze mówiąc, chyba powinienem wyprostować tę sprawę, ale pieprzyć dziada.

Zacisnął usta, nagle zdenerwowany, czy Harry rzeczywiście zrozumiał przekaz, zwłaszcza że jedynie patrzył na swoje dłonie, pozornie skupiony na kubku z kawą — sprawiał wrażenie zamyślonego.

— Co się zmieniło?

— Słucham?

— Co cię skłoniło do ujrzenia prawdy? — Uniósł głowę.

— To proste — odpowiedział, postawiwszy wszystko na jedną kartę. — Właściwie to ty — wyznał na wydechu, a potem patrzył, jak na twarzy Harry’ego pojawia się nieśmiały uśmiech.

— W jaki sposób?

Draco otworzył usta, ale wtedy zdał sobie sprawę, że żadne słowa nie oddadzą tego, co czuje. Zamiast się tłumaczyć, przeszedł od razu do działania, poddając się pragnieniu, które zżerało go od dawna.

Zmniejszył dystans i podszedł bliżej.

Pocałunek był bardzo ostrożny — delikatne muśnięcie ust, zmieszanie się oddechów, ciepło drugiego ciała, ot wystarczający, żeby pobudzić zmysły. Nie spanikował, nawet kiedy Harry przejął inicjatywę i pogłębił pieszczotę. Zamruczał z zadowoleniem, po czym przechylił głowę i otworzył szerzej usta, wpuszczając do środka zwinny język. Im dłużej się całowali, tym bardziej rozkwitał, z sekundy na sekundę otwierając się bardziej na nowe możliwości.

— Teraz już wiesz — wyszeptał mu do ucha.

— Cóż, w takim razie również powinienem ci coś wyznać.

Draco się odsunął, czując rozprzestrzeniający się po ciele chłód i zaciskający się w żołądku supeł. Nagle bardzo ważne stało się uzyskanie odpowiedzi na pytanie, które nurtowało go od czasu przypadkowego podsłuchania rozmowy.

— Czy naprawdę miałeś na myśli wszystko, co powiedziałeś Nottowi?

— Owszem.

— Czyli… żywisz do kogoś uczucia.

Harry wybuchnął śmiechem.

— Ano, do ciebie, dupku — burknął, po czym położył mu dłonie na biodrach i przyciągnął bliżej.

Draco momentalnie zanurzył się w mieszaninie pożądania i radości. A mówili, że cioty nie mogą być szczęśliwe, pomyślał sarkastycznie, namiętnie skubiąc dolną wargę swojego partnera. Jasna cholera, dodał, kiedy ten cichutko jęknął, ewidentnie pobudzony.

Nieświadomie błądził dłońmi po jego ciele, począwszy od kuszącej klatki piersiowej, przez umięśnione ramiona, aż po smukłe biodra. Harry również się nie powstrzymywał, dotykając go dosłownie wszędzie. Z czasem ich pocałunki straciły na staranności, która została zastąpiona desperacją i palącą potrzebą. W pewnym momencie Malfoy zorientował się, że kołysze biodrami, ocierając się o krocze partnera i z pewnego rodzaju zdumieniem zarejestrował, że obaj są pobudzeni. Jęknął i przytrzymał w miejscu nadgarstki mężczyzny. Działał zupełnie instynktownie.

Harry spróbował się wyszarpnąć, ale spektakularnie zawiódł. Ostatecznie mu się poddał, dlatego też Draco kontynuował natarcie. Pochylił się naprzód i przyssał do odsłoniętego kawałka szyi, na przemian liżąc i skubiąc wrażliwą skórę. Szczerze mówiąc, równie dobrze mógłby zaraz dojść w spodnie.

— Jesteś pewien, że nigdy wcześniej tego nie robiłeś? — zapytał brunet, a potem zaśmiał się pod nosem.

— Ano, jednakże przeprowadziłem badania na Pornhubie — odpowiedział zaczepnym tonem, a Harry znów zachichotał; sekundę później przeciągle jęknął, gdyż znów zaczęli kołysać biodrami.

— Czego jeszcze nauczył cię Internet?

— Że podoba mi się dominacja — odparł zgodnie z prawdą i zmysłowo przygryzł płatek ucha partnera. W odpowiedzi kochanek sapnął i wygiął się w łuk.

— Jakoś nie jestem zdziwiony. Zawsze byłeś cholernie apodyktyczny.

— Cii. — Uśmiechnął się Draco. — Lubisz, kiedy trochę się rządzę.

Zamiast odpowiedzieć, Harry zaczął dyszeć.

— Wszyscy aurorzy są proszeni do sali konferencyjnej! — Usłyszeli głos Agaty, która przechodziła obok ich biura. Natychmiast od siebie odskoczyli, cali zarumienieni i uśmiechami na twarzach. Obaj mieli też opuchnięte usta.

— Masz podrapaną brodę. — Potter przesunął mu dłonią po policzku. Wyszeptał zaklęcie lecznicze, a skaleczenie zniknęło w okamgnieniu. — Wyeliminowałem problem.

— Musimy iść na zebranie — podsumował z roztargnieniem Draco. Strasznie go kusiło, żeby zignorować polecenie służbowe i rzucić tym wszystkim w cholerę, tylko po to, żeby zaciągnąć faceta do sypialni i porządnie go wypieprzyć, ale zdołał się opanować. To nie byłoby najrozsądniejsze z wielu, wielu powodów, których obecnie nie potrafił doprecyzować.

Harry skinął głową, po czym złożył na jego ustach pospieszny pocałunek.

— Niedługo — obiecał, jakby czytając mu w myślach.

Jak się okazało, spóźnili się aż dziesięć minut na umówioną odprawę. Draco niczym przez mgłę mógł powiedzieć, jakie sprawy, prócz naczelnej, poruszano. Zamiast się skoncentrować na pracy, dryfował myślami wokół jedynego tematu, który go obecnie interesował, a mianowicie Harry’ego. Jego umysł był wypełniony najróżniejszymi scenariuszami, przepełnionymi głównie pożądaniem, rozpustnymi obrazami i najsprośniejszymi fantazjami seksualnymi. W połowie odprawy musiał rzucić niewerbalne Disengorgio na swojego fiuta z nadzieją, że nikt niczego nie zauważy. Oczywiście, los bywa okrutny i Harry dobrze wiedział, co uczynił — mrugnął mu przez stół i zrobił dokładnie to samo.

Spuścił głowę i stłumił wesoły rechot, którym o mały włos wszystkich by zaskoczył. Nie odważył się spojrzeć na partnera przez resztę spotkania, które jakby złośliwie ciągnęło się w nieskończoność.

— W porządku, możecie się rozejść! — krzyknął wreszcie Robards, przywracając go do rzeczywistości. — Potter, do mojego gabinetu — dodał stanowczym tonem. — Jesteś następny, Malfoy.

Cholera.

Skrzyżował spojrzenie z Harrym i wewnętrznie westchnął z rozczarowaniem, zwłaszcza że ten zrobił zbolałą minę, wzruszył ramionami, a potem bezgłośnie mu wyszeptał „Wkrótce”.

Wkrótce.

Niedługo się spotkają.

Harry był w biurze Robardsa przez niezmierzoną wieczność. Imperia powstawały i upadały, podczas gdy Draco niecierpliwie czekał na swoją kolej. W jego wnętrzu szalała najprawdziwsza burza emocji. Mieszanina euforii, przerażenia i niecierpliwości doprowadzała go niemal do szaleństwa. Gdy Potter wreszcie wyszedł na korytarz, rzucił mu rozgorączkowane spojrzenie, pełne pragnienia i obietnicy, więc dołożył wszelkich starań, żeby nie zacząć uśmiechać się jak głupek.

Robards przesłuchał go w sprawie niestosowanego zachowania Notta — chciał przede wszystkim wiedzieć, dlaczego od razu nie wysłał wspomnienia do szefa całego departamentu. Zachowawszy spokój, cierpliwie wytłumaczył, że nie chciał naruszać prywatności swojego partnera, ani nadszarpnąć jego zaufania. Zgodnie z protokołem to Harry powinien podjąć ostateczną decyzję, dlatego też zostawił mu wolną rękę. Chociaż w środku był szczęśliwy, zadowoliłby się każdą podjętą decyzją.

Robards przez chwilę patrzył nań ze zmarszczonymi brwiami, a potem skinął głową, najwyraźniej akceptując przedstawione argumenty.

— Zasady, na podstawie których funkcjonuje Biuro Aurorów, zabraniają otwartej zażyłości pomiędzy partnerami, Malfoy — powiedział bez zbędnych ceregieli, a Draco opadła szczęka.

Jakim cudem…? Facet był zdecydowanie sprytniejszy, niż wyglądał. Całkiem prawdopodobne, że wspomnienie, które poświadczyło jako dowód w sprawie, zawierało w sobie coś, co Millie nazwałaby metadanymi, czyli dało się z nich wyciągnąć również towarzyszące uczucia.

Jasny gwint.

— Jestem tego świadomy — odparł po chwili milczenia.

— To, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami, jest waszą prywatną sprawą. Jeżeli będziecie postępować zgodnie z przyjętym w biurze regulaminem i zasadą wzajemnej zgody, macie wolną rękę poza gmachem Ministerstwa Magii i po godzinach pracy — kontynuował Robards. — Możesz odejść — dodał, zwolniwszy podwładnego.

O słodka Kirke, Morgano i wielki Merlinie. Właśnie dostał błogosławieństwo na drogę!

W oszołomieniu wrócił do biura. Nie spodziewał się jednak zastać pustego pomieszczenia.

Rozejrzał się wokół, a potem zerknął pod biurko. Chwilę później zorientował się, że to po prostu absurdalne i poszedł po rozum do głowy. Harry najprawdopodobniej skoczył do toalety. Momentalnie się zestresował, więc wyczarował lustro, aby sprawdzić swoją fryzurę i właśnie wtedy w odbiciu dostrzegł dziwnie zniekształcony przedmiot unoszący się w powietrzu w okolicach jego biurka. Odwrócił się i zobaczył fruwające origami w kształcie ptaszka, dokładnie takiego samego, jakiego stworzył w czwartej klasie. Wybuchnął śmiechem. Zbyt dobrze pamiętał, że sporo się namęczył, żeby wyszedł poprawnie.

 

Znajdź wymówkę, żeby wyjść wcześniej z pracy. Wpadnij do mnie. Gdybyś zapomniał, to mieszkam na Grimmauld Place 12.

Nie mogę się doczekać naszego spotkania.

 

Musiał się przytrzymać blatu, bo targnęły nim zawroty głowy. Gorączkowo, ale z podekscytowaniem, którego nie czuł od dawna, przemyślał wszystkie opcje i oszacował szanse. Ostatecznie zdecydował, że jeżeli zostanie zwolniony za wymiganie się od roboty, aby wypieprzyć Harry’ego Pottera, bohatera czarodziejskiego świata, bezrobocie będzie tego warte.

 Nigdy wcześniej nie wyczarował tak łatwo patronusa. Wysłał Robardsowi wiadomość, twierdząc, że cała ta sprawa wywołała u niego bardzo silną migrenę, a potem opuścił biuro. Był szczerze przekonany, że po wielkim sukcesie, jakim było rozbicie gangu narkotykowego, nie zostanie zwolniony.

Po wyjściu z Ministerstwa Magii siłą woli powstrzymał się przed puszczeniem sprintem do najbliższego punktu aportacji. Machnął różdżką i zwizualizował sobie ponurą, rozpadającą się fasadę rezydencji Blacków, po czym obrócił się wokół własnej osi.

Zmaterializował się przed samymi drzwiami domu z szaleńczo bijącym sercem i szumem w uszach. Wrota się otworzyły, gdy tylko dotknął ich dłonią, zapraszając go do środka. Odrzuciwszy wahanie, wszedł do pustego korytarza.

— Harry? — zawołał, ale nie otrzymał żadnej odpowiedzi. Wtedy zobaczył następnego fruwającego w powietrzu papierowego ptaszka, a jego serce aż podskoczyło z radości. Origami poprowadziło go na trzecie piętro i zatrzymało się przed drzwiami naprzeciwko schodów, jakby w oczekiwaniu.

Otworzył wrota i ujrzał widok, którego już nigdy nie wyrzuci z głowy — nawet nie zamierzał. Harry stał przed nim nagi z wysoko podniesioną głową. Wyglądał po prostu przepięknie.

Sekundę później mężczyzna spoważniał. Przez chwilę obaj mierzyli się wzrokiem, chłonąc obecność kochanka i tego, co zaraz nastąpi.

— Mam cię rozebrać? — zapytał brunet, zrobiwszy krok naprzód.

Draco przytaknął, wciąż oszołomiony niespodzianką. Nie poruszył się nawet o minimetr, jakby w obawie, że miraż zniknie w okamgnieniu. Nic nie mogło go na to przygotować. Spodziewał się niezdarnego tarzania się na dywanie, niczym nabuzowane hormonami piętnastolatki, bezmyślnego dotykania i gorączkowego seksu. Jak się okazało, był w błędzie, bo obaj byli dorośli. Co gorsza, gdzieś w środku czuł, że zmarnował pół życia z powodu braku doświadczenia. Teraz mężczyzna, o którym marzył, stał na wyciągnięcie ręki. Nie ma innej opcji — zamierzał go wziąć i porządnie przelecieć, dając w zamian wszystko.

Harry się uśmiechnął z widoczną na twarzy ulgą, a potem doń podszedł. Jedną rękę położył mu na ramieniu, gruntując pozycję, a drugą przesunął mu po piersi w zaborczym geście. Wypuścił z ust ciche westchnienie, zupełnie jakby wreszcie mógł dotknąć tego, czego pragnął od bardzo, bardzo dawna.

Każde miejsce, którego dotknął, budziło się do życia. Zadowolony z reakcji, Harry zaczął powoli odpinać mu guziki. Gdy tylko odsłonił nowy kawałek skóry, pieścił go delikatnie palcami. Nie mogąc znieść wrażliwej pieszczoty, Draco zadrżał.

— Tak — syknął, kiedy mężczyzna sięgnął ku jego paskowi, a potem został skonfrontowany z przebiegłym, triumfalnym uśmieszkiem. Zanim się zorientował, klamra kliknęła, a spodnie opadły z brzękiem na podłogę, odsłoniwszy odzianą w bawełniane majtki erekcję z małą, ciemną plamą na przedzie materiału.

— Czy mogę cię dotknąć? — zapytał Harry, a Draco przewrócił oczami — nie ufał własnemu głosowi, więc tylko skinął głową. Kochanek spojrzał mu prosto w oczy i potarł wrażliwą główkę przez majtki, przez co mokra plama zwiększyła swój rozmiar.

Westchnął. Tak niewinne dotknięcie sprawiło, że prawie doszedł, zwłaszcza że znalazł się pod czujną obserwacją. Jego fiut drgnął, a Potter zamruczał z zadowoleniem.

— Jesteś usatysfakcjonowany widokiem? — spytał, a kochanek przytaknął i kontynuował drażnienie przez materiał, sprawiając wrażenie równie przytłoczonego. Chwilę później zsunął bokserki, upadł na kolana i spojrzał w górę, położywszy mu dłonie na udach. Wyglądał cudownie, jak zdeprawowany anioł z rozwichrzonymi czarnymi włosami, przepełnionymi pożądaniem oczami i rozchylonymi z obietnicą ustami.

Draco odchylił do tyłu głowę i jęknął, przytłoczony przyjemnością fundowaną mu przez mokry język, obecnie muskający wrażliwy napletek. Wciągnął gwałtownie powietrze, kiedy Harry wziął go całego do ust i wywrócił oczami, gdy zaczął pracować głową. Nim minęła dłuższa chwila, zmusił się, żeby unieść powieki i obserwować spektakl, chłonąc każdy, nawet najmniejszy ruch. Wyglądało na to, że robienie loda również kochankowi sprawiało niemałą przyjemność. Wtem napięcie w jądrach podpowiedziało mu, że dużymi krokami zbliżał się do punktu bez możliwości powrotu. Wiedziony instynktem, położył mężczyźnie dłoń na policzku.

— Mmm, przestań, przestań.

Harry rzeczywiście usłuchał i się trochę odsunął. Usiadł na piętach i rzucił mu wyczekujące spojrzenie. Jego gruby, ciemny fiut sterczał pomiędzy rozłożonymi nogami. Żołądź błyszczała, a napletek był prawie całkowicie cofnięty. Draco aż zaschło w ustach. Wziął głęboki, uspokajający oddech, czując potrzebę spróbowania smaku.

— Wejdź na łóżko — powiedział i zdecydowanie nie była to prośba. Po tym, jak kochanek zamrugał, zrozumiał, że to odpowiedni sposób, aby się z nim obchodzić.

Mężczyzna wstał i powoli, bardzo powoli się odwrócił, prezentując swój tyłek z dosłownie każdej strony. To żadna tajemnica, że był jednym z jego największych atutów. Na widok pięknych, jędrnych, cholernie zgrabnych pośladków fiut Draco zapulsował.

— Na czworaka, Harry — zażądał władczym tonem, ledwo rozpoznając własny głos. Nie był tak zdenerwowany, jak się spodziewał. Szczerze mówiąc, zawsze radził sobie lepiej, gdy miał pełną kontrolę nad własnym życiem, bo nie lubił wykonywać rozkazów i się podporządkowywać. Wyglądało na to, że sytuacja, w której się znalazł, niczym nie różniła się od reszty. Miał wrażenie, że jest predysponowany do roli dominującego partnera i wiedział, że kochanek również to rozumiał.

Harry rzeczywiście usadowił się na czworakach na dużym, solidnie wyglądającym łóżku. Jego fiut zwisał pomiędzy nogami, mocząc prześcieradło preejakulatem. Draco natychmiast wyskoczył z kupki swoich ubrań i zsunął z ramion rozpiętą koszulę. Gdy zbliżał się do łoża, kochanek patrzył na niego szeroko otwartymi oczami, wyglądając na prawdziwie zahipnotyzowanego. Kiedy się wreszcie zatrzymał, przesunął delikatnie dłonią po wygiętych plecach, podczas gdy Harry przycisnął się doń niczym kot do właściciela. Momentalnie oblała go fala czułości i z przyjemnością się jej poddał. Uległość, którą mu pokazano, uznał za ogromny dar i nade wszystko pragnął ją uhonorować. Chciał całkowicie przejąć kontrolę nad partnerem i uczynić go swoim.

 — Jesteś cudowny — wymruczał gardłowym tonem, a kochanek zadrżał. Przesunął dłonią po jego kręgosłupie, popieścił jędrne pośladki, a potem wymierzył mu delikatnego klapsa. — Nadzwyczajnie piękny — dodał i wspiął się na łóżko i usadowił za nim od tyłu.

Sapnął, kiedy zobaczył, że Harry miał w sobie zatyczkę analną. Najdroższy Merlinie! Lśniąca, czarna gałka, lśniąca od lubrykantu, odznaczała się pomiędzy jasnymi pośladkami. Zagubiony po raz pierwszy od przekroczenia progu tego domu, rozchylił mleczne półkule. Chciał mieć lepszy widok. Zatyczka jakby go przyciągała, więc poddał się pragnieniu i nacisnął gałkę, zaś kochanek sapnął.

— Genialne — podsumował pod nosem i ponownie poruszył korkiem, uważnie obserwując reakcję mężczyzny; ten znów jęknął i naparł nań tyłkiem. Malfoy poczuł zawroty głowy z pożądania. Podniecony do granic możliwości, zaczął się nim bawić — raz za razem go wysuwał i wsuwał, zamglonym wzrokiem patrząc na tę kuszącą dziurkę.

— Proszę cię, Draco. Proszę! — Harry niekontrolowanie drżał. W pewnym momencie opadł na łokcie i schował pomiędzy nimi głowę, wystawiwszy tym samym jeszcze wyżej tyłek.

— Chcę, żeby było ci naprawdę dobrze — odpowiedział zgodnie z prawdą, aczkolwiek nie wiedział, czy stanie na wysokości zadania, bo był po prostu niedoświadczony. Ostatecznie postanowił zdać się na instynkt i obserwować reakcje partnera. Musiał zaufać sygnałom, które otrzymywał.

— Czy możesz… czy możesz mnie wreszcie zerżnąć? Przysięgam, że jestem gotowy. — Harry zaczął błagać, a potem zaśmiał się bez szczególnego powodu. — Jestem tak cholernie gotowy, Draco. Proszę, zerżnij mnie wreszcie.

Malfoy się pochylił i ugryzł go w pośladek, mocno ściskając drugi. Następnie chwycił pewnie za korek i powoli go wyciągnął, zostawiając otwór otwarty, luźny i śliski od lubrykantu. Wsunął w niego palce i poszukał punktu, który sprawiał niewyobrażalnie dużo przyjemności — wiedział o tym z własnego doświadczenia, ponieważ wypróbował masaż prostaty po obejrzeniu jednego bardzo porywającego filmu. Gdy go znalazł, Harry jęknął przeciągle, potrząsnął gwałtownie głową i mocniej wypiął biodra.

— Kurwa mać, Draco! Kurwa, potrzebuję twojego fiuta! — wymamrotał, a członek Draco aż zapulsował z potrzeby.

Wysłuchawszy błagania, wyciągnął palce, owinął dłoń wokół swojego przyrodzenia i rozsmarował nań lubrykant z kuszącej dziurki. Nadszedł czas.

Wtem zastygł w bezruchu. Nie mógł wypieprzyć Harry’ego w ten sposób; nie za pierwszym razem. Musiał zobaczyć przyjemność wypisaną na twarzy mężczyzny, któremu oddał serce.

— Na plecy, kochanie — powiedział, a brunet zadrżał i bez słowa sprzeciwu spełnił polecenie — momentalnie się przewrócił i rozłożył szeroko nogi, przyciskając kolana do klatki piersiowej.

— Czy tego właśnie pragniesz?

Draco zajął miejsce pomiędzy nogami Harry’ego, przyciągnął mężczyznę bliżej i pozwolił, aby owinęły mu się wokół talii.

— Właśnie tak — wymruczał, podziwiając emocje odbijające się w zielonych oczach. — Czy również tego chcesz?

Facet zamrugał i przytaknął.

— Owszem, od bardzo dawna. Cholernie cię pragnę, Draco.

Usatysfakcjonowany, pochylił się do pocałunku. Zupełnie stracił dlań głowę. Nigdy nie zdawał sobie sprawy, że potrzebował być obiektem czyjegoś zainteresowania, ale teraz, gdy usłyszał tę deklarację, zrozumienie uderzyło w niego z niespodziewaną siłą. Harry sprawiał, że był silny i dobry, o wiele lepszy, niż w rzeczywistości. Zakochanie się było najlepszym, co go w życiu spotkało.

Przez chwilę po prostu się całowali, ocierając się o siebie członkami. Gdy obaj byli już mokrzy, trochę się cofnął, aby poprawić pozycję. Chwycił uda kochanka i wygodniej się usytuował. Z czcią popieścił zapraszające wejście, a potem przyłożył doń główkę swego fiuta. Naparł z jak największą delikatnością i po sekundzie znalazł się w środku. Napotkał opór, co było zaskakujące, bo przecież Harry był rozluźniony i odpowiednio przygotowany, ale uczucie okazało się niesamowite. Spojrzał na kochanka i zobaczył, że ten przymknął z rozkoszy oczy i uchylił usta. Gdy wsunął się głębiej, mężczyzna westchnął i wygiął plecy — ot sprawił, że znalazł się w nim praktyczni cały. Wypuściwszy ze świstem powietrze, cofnął się, a potem pchnął, bezgranicznie zachwycony ekstazą wypisaną na twarzy Harry’ego i sposobem, w jaki jego ciało go przyjmowało.

— Wreszcie — podsumował ze zmysłowym uśmiechem brunet, kiedy poczuł uderzające o swoje pośladki jądra. — Jesteś tam, gdzie twoje miejsce — dodał.

To zdanie sprawiło, że w Draco coś pękło. Znalazł się w transie. Zaczął wychodzić i wchodzić w kochanka, podczas gdy czas stracił na znaczeniu. Liczyła się tylko ta chwila i właśnie dlatego musiał sprawić, aby trwała jak najdłużej. Czuł się potężny niczym bóg i pokorny niczym penitent. Kochał Harry’ego każdą cząstką siebie, był nim zachwycony i wręcz go czcił. Gdy chciał powiedzieć coś więcej, brakłoby mu słów.

Wtem poczuł zaciskające się na swoich pośladkach dłonie, przyciągające go jeszcze bliżej, nakazujące przyspieszyć tempo. Naturalnie, posłusznie się podporządkował i zaczął mocniej poruszać biodrami. Obaj dyszeli, zupełnie nie panując nad oddechem, jęczeli i krzyczeli. W końcu doszli — Harry na swoim brzuchu, a Draco w nim. Gdy szczytował, przez głowę przeleciała mu jedna myśl. Znalazł osobę, która również go pokochała.

 Świat przestał wirować i ze zdumieniem odkrył, że opadł na kochanka i trochę go przygniótł, ale ten nie wydawał się mieć coś przeciwko. Był spełniony, ale i przerażony, głównie intensywnością wszystkiego, co się wydarzyło. Uspokoiwszy oddech, przetoczył się na bok i przymknął oczy. Obawiał się tego, bo będzie dalej.

Leżał tak przez moment, a kiedy Harry złapał go za rękę i ścisnął, pomyślał, że zaraz pęknie mu serce. Prawdziwie wzruszony, obrócił się twarzą do partnera. Przez kilka dłużących się sekund po prostu patrzyli na siebie w milczeniu.

— Nie mogę uwierzyć, że samodzielnie nauczyłeś się robienia tych ptaszków — wyszeptał, a mężczyzna uniósł rękę i pogłaskał go czule po policzku. — Całe dormitorium mnie za nie nienawidziło.

— Tak? — Uśmiechnął się delikatnie Harry, odgarniając mu włosy z szyi. — Skąd się wzięła ta obsesja?

— Wierz albo nie, ale po cichu nauczyłem się kilku mugolskich sztuczek zręcznościowych — powiedział. — Wcześniej ktoś mi napomknął, że powinienem nauczyć się składać origami, ponieważ zwiększało to sprawność i wrażliwość palców. Gdy zostałem przyłapany przez współdomowników, naprędce im nakłamałem, że chcę zaczarować ptaka, żeby latał w powietrzu niczym prawdziwy. Skończyło się na tym, że organizowaliśmy zawody w pokoju wspólnym. — Zamilkł, pogrążony w myślach.

— Myślę, że kiedy po raz pierwszy wysłałeś mi papierowego ptaszka, uznałem cię za atrakcyjnego.

Draco spojrzał nań uważnie.

— Byłeś mną zainteresowany od tak dawna…?

Harry skinął głową, sprawiając wrażenie zawstydzonego.

— Cóż, uchodziłeś za hetero. Po jakimś czasie doszedłem nawet do wniosku, że mi przeszło.

— Yhym — mruknął niezobowiązująco. — Coś się raczej zmieniło.

— Cóż, szczenięce zauroczenie powróciło ze zdwojoną mocą. Szczerze mówiąc, jest gorzej niż kiedykolwiek wcześniej. Powoli zaczynałem się martwić, że powinienem złożyć podanie o przydzielenie nowego partnera w pracy, bo zupełnie nie mogłem oderwać od ciebie wzroku.

— Czy to właśnie dlatego od dawna się z nikim nie umawiałeś? — zapytał z szaleńczo bijącym sercem.

— Owszem. — Uśmiechnął się rozbrajająco Harry. — Jesteś świetnym detektywem.

W odpowiedzi Draco objął go w pasie, a następnie zacisnął dłonie na miękkich, kuszących pośladkach i wpił się w czerwonawe, opuchnięte od wcześniejszych pocałunków usta. Mógłby tak już zawsze.

— Wspaniale, że wreszcie potwierdziliśmy, że nie jesteś homofobem — podsumował brunet, a potem wyszczerzył się głupio, gdy Malfoy uniósł się na jednym ramieniu i pochylił się nad nim.

— Cóż, wychodzi na to, że nie mam żadnego problemu z tym, że jesteś obłapiany przez mężczyznę — oczywiście, o ile tym mężczyzną jestem ja — stwierdził zarozumiale, po czym ponownie go pocałował.

 

* Ciekawy dobór zmyślonych imion. „Queer as Folk” anyone? Jeżeli nie znacie serialu, szalenie polecam ten w wersji amerykańskiej z Haroldem i Harrisonem ; )

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz