14. PECHOWA LICZBA

— Chcę wiedzieć, jak się nazywasz. — W głosie Harry’ego pobrzmiewała frustracja, a także swego rodzaju zaniepokojenie.

Draco zupełnie nie pojmował, dlaczego ograniczali się do rozmowy, zamiast po prostu przymusić więźniów do wyśpiewania wszystkich potrzebnych informacji przy pomocy starych sprawdzonych tortur. Jakby nie patrzeć, skrzywdzili ich obu, a to oznaczało, że w pełni zasłużyli na status ofiar. Najzwyczajniej w świecie tracili czas na spokojne przesłuchania, podczas gdy więźniowie albo odwracali wymownie głowę, albo nań pluli.

Cóż, widzę jedno rozwiązanie, podsumował i cisnął klątwą w kobietę, która miała czelność zbrukać szaty Harry’ego własną śliną. Kiedy zaczęła wymiotować krwią, brunet się zapowietrzył i odwrócił doń gwałtownie ze łzami w oczach, zupełnie jakby sam rzucił zaklęcie.

— Nie możesz tak postępować, Draco!

Zakończył urok, ale nie rozumiał skąd to spanikowanie. Harry z kolei nie zadał sobie trudu wytłumaczenia mu swojego rozumowania — po prostu zwiesił ramiona i się wzdrygnął, gdy spróbował go dotknąć. Najbardziej boli odrzucenie, podsumował z goryczą, aczkolwiek obecnie cierpiał na wiele różnych sposobów. Coraz trudniej przychodziło mu uporządkowanie tych pogmatwanych uczuć.

Zgodnie z przewidywaniami, więźniowie znów odmówili odpowiedzi. Tylko ból zmusiłby ich do otworzenia paszczy.

Pochylił się naprzód i dotknął ramienia Harry’ego. Mężczyzna odwrócił się do niego z zarumienionymi policzkami i falującą ze złości klatką piersiową. Draco nie mógł się napatrzeć, gdyż przedstawiał sobą naprawdę cudowny widok.

— Co? — Usłyszał niegrzeczne burknięcie.

— Mówiłem, że samo zadawanie pytań nie wystarczy — wymruczał. — Chciałbym czegoś spróbować. Czy mi pozwolisz? — dodał uspokajającym tonem, ponieważ aż zbyt dobrze odczytał kategoryczną odmowę, która cisnęła się ukochanemu na usta. Żeby coś ugrać, musiał najpierw nie wzbudzać nieufności.

Harry westchnął.

— Nie dam ci wolnej ręki, Draco. Ci ludzie nie zasługują na cierpienie, tylko dlatego, że…

— Że przysporzyli nam mnóstwo bólu? — zasugerował. — Jestem szalenie zainteresowany twoimi standardami dotyczącymi osób zasługujących na cierpienie, skoro zbrodnia, której się niejednokrotnie dopuścili, nie jest wystarczająca — kontynuował ze zmarszczonymi brwiami. Znów zawładnęła nim zazdrość, zwłaszcza że Harry myślał o tych barbarzyńcach w kategoriach ludzi godnych swojej ochrony. Uspokoił się, dopiero kiedy zrozumiał, że ukochany traktuje własny ból, jak również jego ból, za nieistotny w świetle bieżącej sprawy. W ten sposób byli sobie równi, co dla Draco było cholernie ważne. Wcześniej czy później będzie musiał zachowywać się rozsądniej.

Potter wbił wzrok w ziemię.

— Nikt nie powinien być poddawany torturom — wyszeptał i przełknął ślinę. — Miałem nadzieję, że dowiemy się przynajmniej, jak się zwą i co nimi właściwie kieruje. Niestety wychodzi na to, że jedyne, co możemy zrobić, to przekazać więźniów w ręce aurorów.

— Naprawdę? — zapytał ostrym tonem. Harry musiał dostrzec prawdę, nawet jeżeli oznaczało to podniesienie głosu. W ostatecznym rozrachunku podziękuje mu za przejrzenie na oczy. — Co, jeżeli mają sympatyków w gronie szacownych aurorów? Albo, jeśli „przez pomyłkę” pozwolą im zbiec bądź ci dranie „odmówią złożenia zeznań”? Posiadanie sojuszników w Ministerstwie Magii tłumaczyłoby przedłużające się poszukiwania tej grupy.

Facet zapatrzył się nań z otwartymi ustami. Draco uśmiechnął się ze smutkiem, a potem uniósł palec wskazujący i delikatnie zamknął mu buzię.

— Gapisz się, Harry — wymruczał. — Wybacz, ale nie mogę wytrzymać, kiedy wyglądasz tak pociągająco.

Brunet odsunął głowę i gwałtownie się zarumienił — chwilę później zmarszczył brwi. To poniekąd zrozumiałe, że wolał się wstrzymać od pieszczot w miejscu publicznym, ot na widoku. Draco nade wszystko pragnął się pochwalić wrogom uwiedzeniem słynnego Chłopca, Który Przeżył, osoby w gruncie rzeczy postrzeganej przez nich jako żywe przekleństwo, partnera, którym w normalnych okolicznościach by nie został, ale z drugiej strony równie dobrze mógłby się obejść bez ciekawskich, budzących zazdrość spojrzeń.

— Ciężko mi uwierzyć, że wszyscy aurorzy są skorumpowani.

— Och, to raczej niemożliwe. Niemniej jednak, żeby narobić masę kłopotów, wystarczy jedna skorumpowana osoba — odpowiedział. — Kilka lat temu mieli kreta, prawda? Odkrycie i zdemaskowanie go zajęło wszystkim niewiarygodnie dużo czasu — właściwie to kilka dobrych miesięcy.

Harry przetarł dłonią wargi, pogrążywszy się w zadumie. Draco złapał go za rękę i delikatnym ruchem rozczapierzył mu palce, co tylko sprawiło, że mocniej się zaczerwienił. To bardziej niż oczywiste, że jest zawstydzony, a nie odpowiada na pieszczotę, co zapewnił wcześniej rzucony Chłodny Prysznic. Mimo to nadal wyglądał naprawdę uroczo.

— Co z Ronem? Zaufałbyś mu? Jest aurorem i moim najlepszym przyjacielem. Zrobiłby dla mnie wszystko.

— Z wyjątkiem niesienia mi pomocy — doprecyzował z uniesioną brwią. — Wiem o waszych kłótniach dotyczących przeniesienia mnie do Świętego Munga. Gdy Weasley złapie przestępców, pomyśli, że może zakończyć tę sprawę. Kiedy stanie się jasne, że nikt nie padnie następną ofiarą klątwy, poświęcenie mnie nie będzie dla niego trudne. — Wykorzystał uścisk dłoni ukochanego, żeby przyciągnąć go bliżej. Harry pozwolił mu na to, pogrążony w myślach. W momencie obrócił go plecami do siebie i objął od tyłu. Cholernie podobała mu się ta pozycja, bo w jakiś sposób czuł, że otacza miłość swego życia przed wszelką krzywdą.

— Ufam Ronowi, ale rozumiem, dlaczego masz obawy. — Mężczyzna potrząsnął głową. — Wciąż nie mogę wydać zezwolenia na tortury naszych jeńców. Jeżeli nie oddamy ich aurorom, niczego się nie dowiemy.

Draco pogłaskał go po włosach, a Harry drgnął, kiedy zdał sobie sprawę, że stoją naprawdę blisko siebie i spróbował się wyrwać; naturalnie, szybko przestał się szamotać, ponieważ uścisk był zbyt silny. To oczywiste, że nie mógł pozwolić mu na odsunięcie, ponieważ nie zniósłby wszechogarniającego poczucia pustki. Nie zamierzał pozostać bez odrobiny ciepła, dlatego też natychmiast uniósł różdżkę.

— Znam legilimencję — przyznał. — Jeżeli nie będziesz miał nic przeciwko, zagłębię się w ich umysłach.

— Czemu czekasz na moją zgodę? — Ukochany spojrzał nań z niezadowoleniem. — Wcześniej ciskałeś klątwami bez mojego przyzwolenia czy aprobaty.

— Nie potrzebuję zgody, żeby cię bronić — odpowiedział zgodnie z prawdą. — To coś innego — coś, co budzi silne emocje. Czy pozwolisz mi pobuszować w umysłach naszych przeciwników?

Harry przełknął ślinę.

— Nienawidzę mieć władzy nad ludźmi. Merlinie, nienawidzę tej klątwy.

— Najprawdziwszy nonsens. — Draco skupił się na kobiecie, z którą wcześniej walczył. Była wysoką czarownicą o uderzającej urodzie i kasztanowych włosach. Z pewnością by ją zapamiętał, gdyby wcześniej się spotkali. Patrzyła nań z nienawiścią w oczach i sprawiała wrażenie przygotowanej do splądrowania umysłu. Nie wzniosła jednak żadnych osłon oklumencyjnych, co sugerowało, że nie posiadała doń drygu. Naturalnie, nie miało to żadnego znaczenia. — Masz władzę dzięki wiedzy, którą posiadłeś i swojemu nazwisku. Powinieneś stawić czoła rzeczywistości, zamiast jej zaprzeczać. Jestem pewien, że wtedy płynniej przechodziłbyś przez życie.

Harry wymamrotał coś, czego nie usłyszał, więc przyciągnął go bliżej i przycisnął doń biodra, aby poczuł jego erekcję. W międzyczasie wymierzył różdżką w upatrzoną czarownicę.

Legilimens.

Chociaż wtargnął do czyjegoś umysłu, był przede wszystkim skupiony na smutnym fakcie, że ukochany nadal zachowywał się tak, jakby nie dostrzegał jego podniecenia. Trzeba było coś z tym zrobić i to szybko. Draco chciał, aby Harry również czerpał z tego przyjemność, a to oznaczało bierne oczekiwanie, aż urok, którym się potraktował, przestanie działać. Był jednak pewien, że w międzyczasie nie zostanie pozostawiony na lodzie, a Potter będzie wystarczająco hojny, aby zapewnić mu przynajmniej chwilową ulgę.


Harry zamknął oczy. Wreszcie wydostał się z odrętwienia, a szok spowodowany masakrą ustąpił, dlatego też znów stanął na nogach.

Zadawanie pytań ludziom, którzy przyczynili się do ich nieszczęścia, wydawało się rozsądnym i naturalnym posunięciem. Wydanie więźniów aurorom również było oczywiste, ale fakt pozostaje faktem, że ministerialni urzędnicy są nieskorzy do ujawniania zebranych informacji. Jeżeli będą uczestniczyć w ofiarnym śledztwie, najprawdopodobniej nie usłyszą ani nazwiska, ani motywów napastników, a przecież na to zasługują.

Nie spodziewał się muru milczenia, na które natrafił, zwłaszcza biorąc pod uwagę skorą do paplania przywódczynię grupy.

Właśnie ten opór sprawił, że spojrzał na sprawę z perspektywy jeńców.

Stracili ośmiu współpracowników, a może nawet przyjaciół w chaotyczny, krwawy sposób i teraz najzwyczajniej w świecie obawiali się o własne dobro. Czarodziej, którego uważali za „odhaczonego na liście”, pojawił się znikąd, aby dokonać zemsty. Ich „wrogowie” wciąż byli umazani krwią poległych towarzyszy, a dodatkowo żądali natychmiastowych odpowiedzi. W takiej sytuacji to normalne, że nienawiść przeważyła nad strachem i objawiła się milczeniem.

Rzucił na siebie i Draco zaklęcie czyszczące, ale wrażenie pozostało. Wszystko wskazywało na to, że fanatycy zamierzali dopiąć swego, a mianowicie w akcie ostatniej zemsty pozbawić ich kluczowych informacji, bo głupio pokazali, że są dlań ważne. Gdyby przystąpili do przesłuchania, założywszy na twarze pełne obojętności i nonszalancji maski, może któryś chwyciłby przynętę i wysprzęglił się z odpowiedzi.

Z markotną miną patrzył, jak Draco przeszukuje umysł kobiety, która sprawiała bezradne wrażenie szczerze oburzonej. Prawdę powiedziawszy, rozumiał to, co czuła, ponieważ był w ten sposób atakowany przez Snape’a i swoje przeżył. Legilimencja nie była przyjemnym, a wręcz bolesnym doświadczeniem — nie tak bardzo, jak fizyczne tortury, ale wciąż stanowiła poważne naruszenie integralności umysłu. Całkiem prawdopodobne, że powinien poprosić o zaprzestanie penetracji, żeby jednak przekazali schwytanych przestępców oddziałowi aurorów, a następnie zapomnienie, z kim mieli do czynienia i dlaczego padli ofiarą klątwy. W gruncie rzeczy powinni się skoncentrować na tym, co słuszne, a nie na uchybieniach, które przyniosą im korzyść.

Wtem Draco poruszył sugestywnie biodrami i Harry poczuł ocierającą się o pośladki twardą erekcję.

W momencie zapragnął zasłonić dłonią oczy, ale dla większości tu zgromadzonych oznaczałoby to przyznanie się do słabości, a co gorsza wzbudziłoby niepokój najważniejszej dlań osoby, dlatego też postanowił nie pogarszać i tak kiepskiej sytuacji. Malfoy wykazywał się nadzwyczajnym rozsądkiem i z tego powodu niemalże zapomniał o ciążącej nad nim klątwie. Szczerze mówiąc, miał szczęście, że facet wytrzymał tak długo i dopiero teraz upomniał się o co nieco.

Był w poważnych tarapatach.

Stał w miejscu, pozornie spokojny, i pozwalał, aby legilimencja zrobiła swoja. W międzyczasie znosił zaciskające się na ramionach dłonie i napierające nań biodra. Gdy Draco zakończył przesłuchanie, kobieta osunęła się do przodu, ewidentnie wyczerpana i wbiła zrezygnowany wzrok w ziemię.

— Nazywa się Ariadne Kitchen. — W głosie mężczyzny pobrzmiewało kilka różnych emocji. Ustami musnął małżowiną uszną Harry’ego, na co ten zareagował cichym westchnieniem, a potem kontynuował, zupełnie jakby nic się nie wydarzyło. Ten drobny gest łamał dotychczasowy schemat, dlatego też wydawał się istotny i godny zapamiętania. — Ich grupa zwie się Tropicielami Sprawiedliwości — kontynuował Draco, wymawiając tę nazwę z nieskrywaną pogardą. Brunet starał się zachować w pamięci ten sarkastyczny ton, ponieważ równie dobrze mógłby wykorzystać go w postaci bariery przed pokusą — ot przypomnienie, że tak właśnie powinien brzmieć, a nie kochliwie. — Ci ludzie są zamieszani w większość napaści na czystokrwistych, ale nie we wszystkie. Zostałem wzięty na cel przez wzgląd na niewystarczające, w ich mniemaniu, odpokutowanie win mego ojca oraz fakt, że mnie ominęła akcja zadośćuczynienia za popełnione na wojnie zbrodnie. Niczym jeden mąż byli przekonani, że najokropniejszą, najstraszniejszą rzeczą, jaka może mi się przytrafić, jest sprawienie, abym się w tobie zakochał. — Westchnął mu wprost do ucha. — Nie mieli zielonego pojęcia. — Znów poruszył sugestywnie biodrami, a Harry poczuł, że wilgotna główka wyznacza sobie mokry szlak wzdłuż jego pleców.

Z trudem przełknął ślinę i dołożył wszelkich starań, żeby się nie odsunąć. Zdecydowanie nie był gotowy zmierzyć się z konsekwencjami klątwy i dłuższej abstynencji seksualnej.

Teraz musieli zająć się ważniejszymi sprawami.

— Tak, absolutnie — powiedział. — Jestem ciekawy, jaką miałem odegrać rolę w tym misternie uknutym planie. Czy dokopałeś się do ich przypuszczeń?

— Oczywiście. — Draco brzmiał na lekko zaskoczonego. — Jako pierwszym przyjrzałem się ich intencjom wobec ciebie. — Zacisnął ramiona wokół jego talii. — Jesteś przecież moim priorytetem.

Harry potrząsnął głową i zaczął szybko mrugać powiekami, aby odpędzić napływające do oczu łzy. Zanim zdążył cokolwiek odpowiedzieć, pogawędkę przerwało im szydercze parsknięcie jednego z pojmanych mężczyzn. Niemalże zadowolony z rozwoju sytuacji, natychmiast się doń odwrócił.

— Chcesz coś dodać?

Opryskliwy czarodziej miał małą, starannie przystrzyżoną brodę i ciemnoczerwonawe, opuchnięte od płaczu oczy. Chociaż Harry nie wypowiedział na głos swych obaw, w duchu modlił się, aby żadna z poległych w walce osób nie była członkiem jego rodziny. Nie to miałem w planach, zapragnął się usprawiedliwić, ale milczał. Kiedy mnie pojmaliście, też nie sądziłeś, że tak się skończy.

I pomyśleć, że do niczego by nie doszło, gdyby po prostu zostawili Malfoyów w spokoju.

— To obrzydliwe — syknął nieznajomy. — Czy właściwie zastanawiałeś się nad tym, co wyprawiasz? Wybraniec i Zbawca czarodziejskiego świata nie może wiązać się ze śmierciożerczym kochankiem. Jesteś czarodziejem półkrwi, więc powinieneś opowiedzieć się po naszej stronie. Czy naprawdę ci się wydaje, że czystokrwiści z otwartymi ramionami przyjęliby twoją matkę, gdyby przeżyła wojnę? — zapytał i pokręcił z niedowierzaniem głową. — Lepiej niż ktokolwiek inny wiesz, z kim masz do czynienia oraz co oznacza bycie śmierciożercą, ale zamiast stawiać czoła rzeczywistości, okazujesz mu współczucie, jakby był godzien litości — stwierdził. — To obrzydliwe — powtórzył z pogardą.

Harry otworzył usta, ale znów został uprzedzony.

— Kiedy rzucaliście klątwę, nawet wam przez myśl nie przeszło, że po prostu się w sobie zakochamy. — Głos Draco był niski, aczkolwiek pobrzmiewało w nim zarówno zdenerwowanie insynuacjami, jak i zadowolenie z możliwości pochwalenia się „związkiem”. — Och, nieszczególnie dobrze rozumiesz naturę czarnej magii, a zemsta, twoja tak zwana sprawiedliwość, obróciła się przeciwko tobie. Los bywa przewrotny. Myślałeś, że wszechświat działa zgodnie z twoimi zasadami, a tu niespodzianka, ludzie potrafią się zbuntować. Wybacz, że poczułeś się rozczarowany.

— Najprawdopodobniej już zgwałciłeś swój obiekt, ale Harry Potter jest zbyt miękki, aby złożyć zawiadomienie do Biura Aurorów i zesłać cię do Azkabanu, gdzie twoje miejsce. — Uśmiechnął się szyderczo czarodziej.

— Któż zaczął? — zapytał chłodno Malfoy, a Harry automatycznie przysunął się bliżej niego z nadzieją, że to trochę go uspokoi, ale po raz pierwszy od momentu przeklęcia, facet jakby go nie zauważył. — Gdybyście nie posunęli się do haniebnej napaści, wasz cenny Zbawiciel nie splamiłby się moim towarzystwem. To wasza ingerencja spowodowała to, co rzekomo potępiacie.

Mężczyzna potrząsnął głową, nie chcąc zaakceptować prawdy.

— Tylko ci się wydaje, że go kochasz, a to uczucie nie jest odwzajemnione. Z jednej strony zadziałała magia, a z drugiej błędne współczucie… — urwał i wrzasnął wniebogłosy. Z ust momentalnie trysnęła mu krew, bo w przypływie bólu ugryzł się w język. Zadrżał, a potem zaczął się tarzać po ziemi. Jak się okazało, Draco zdołał niewerbalnie rzucić nań Cruciatusa, a Harry, który stał dosłownie obok, nawet nie zauważył, żeby sięgnął po różdżkę.

Jasna cholera! Automatycznie dobył własnego oręża, a następnie odwrócił się, żeby stanąć twarzą w twarz z blondynem. Cicho wyszeptanym Finite zakończył niewybaczalne. Mimochodem zauważył, że gdy był rozwścieczony, z łatwością mógł się uwolnić z uścisku.

— O co chodzi, Harry? — Malfoy spojrzał nań z niezrozumieniem. — Ta miernota nas obraziła i opowiadała same kłamstwa. Musiałem gada uciszyć. Gdybym wiedział, że będziesz wzburzony, użyłbym innego sposobu.

Szczerze mówiąc, miał ochotę wrzeszczeć ze wściekłości, ale wówczas nie wyraziłby swego zdania. Wziął więc głęboki, uspokajający oddech i postanowił zachować się rozsądniej.

— Owszem, sprzeciwiłbym się zaklęciu torturującemu, bo Nova Cupiditas zmienia nas w potwory, za które jesteśmy uważani — powiedział z naciskiem. — Jesteś… zdecydowanie ponad tym paskudnościami. Nie byłeś mordercą, ale zostałeś zmuszony do rzezi, torturowania i… to musi się wreszcie skończyć. Zrozum, błagam, że nie można tak postępować. Nie mogę być z kimś, kto lubuje się w zadawaniu innym cierpienia — z kimś, kto uważa, że torturowanie jest słuszne. Nie chcę być broniony w ten sposób. Musimy zmienić strategię działania. Znamy już kilka nazwisk i motywację grupy. Jeżeli chcesz, możesz ponownie użyć legilimencji na Kitchen i zdobyć więcej informacji, ale potem przekażemy naszych więźniów w ręce aurorów.

Draco zwiesił głowę, sprawiając wrażenie pogrążonego w myślach. To interesująca kwestia — czy pożądanie przezwyciężyło wreszcie zazdrość — ale ostatecznie zacisnął usta w cienką linię.

— To co innego, Harry. Zgadzam się, że nie mogę bez powodu zadawać ludziom bólu, ale to są kanalie, które mnie skrzywdziły i miały gdzieś fakt, że skrzywdzą również ciebie. Prawdę powiedziawszy, uznali, że jesteś dupkiem i dlatego masz wszystko gdzieś. Każdy rozsądny czarodziej wie, że jest inaczej. — Zmarszczył brwi. — Najzwyczajniej w świecie odpłacamy im tym samym. Jeżeli nie chcesz się zemścić, wciąż jestem tutaj dla ciebie.

Brunet przymknął powieki. Musiał być bardziej zmęczony, aniżeli wcześniej przypuszczał, bo argumenty, które wysunął Malfoy, sprawiały wrażenie logicznych. Co więcej, dobrze wiedział, że niektórzy pracujący w Ministerstwie urzędnicy spojrzą na sprawę z tej samej perspektywy.

Draco był pod wpływem Novy Cupiditas, a więc można było przymknąć oko na użycie zaklęcia niewybaczalnego oraz popełnione zbrodnie.

Z drugiej strony antyczystokrwista frakcja będzie przeciwko okazaniu mu łaski.

Harry wypuścił wstrzymywane powietrze. Kurwa mać. Bez względu na to, jak próbował się ukierunkować, zawsze szedł w niewłaściwym kierunku. Albo miał problem z przełamaniem klątwy, albo usprawiedliwiał występki Draco, albo popychał go dalej w ramiona szaleństwa. Szczerze mówiąc, nie wiedział już, co robić. Nade wszystko pragnął, żeby ktoś przejął kontrolę i podjął za niego decyzję.

Tyle że nie mógł się zgodzić na niewłaściwe rozwiązanie — takie, które nie przełamałoby klątwy, zawierało w sobie odosobnienie faceta i pozostawienie sprawy losowi, albo uniemożliwiało mu przetrwanie. Nawet jeżeli wyrzekłby się swoich uczuć, zainwestował w tę sprawę zbyt wiele, żeby pozwolić zaprzepaścić wysiłki.

Otworzył oczy, zdeterminowany, aby znaleźć inną drogę. Prawie natychmiast skrzyżował spojrzenie z Draco, który spoglądał nań z wypisanym na twarzy pragnieniem.

— Potrzebuję cię — wyszeptał mężczyzna. — Ulżysz mi trochę?

Harry chwycił się pierwszej deski ratunki, jaka przyszła mu do głowy.

— Na oczach ludzi, którzy nami gardzą? — zapytał i dla podkreślenia wagi swoich słów wskazał dłonią na schwytanych jeńców.

— Nawet lepiej. Zobaczą, jak dochodzę swych praw. — Szare oczy w momencie stały się zamglone. — Naprawdę cię potrzebuję, Harry. — Pochylił się naprzód i namiętnie go pocałował.

Najgorsze, że znów poczuł pokusę, aby się poddać przyjemności. Mógłby to porównać do z pozoru logicznych i rozsądnych argumentów Draco — chciał, aby rzeczywiście miały sens, pragnął się roztopić w jego ramionach, zaspokoić faceta, a następnie wykorzystać ten jakże rzadki moment prawdziwej jasności umysłu na podjęcie niezbędnych decyzji.

Oczywiście, nie mógł postąpić tak okrutnie. Wykorzystanie Malfoya nie pomogłoby na dłuższą metę, a tylko pogłębiłoby problem.

Wciąż trzymając się swego lekko zwichrowanego kompasu moralnego mimo wszystkiego, co się dziś wydarzyło, przyłożył blondynowi różdżkę do skroni.

Somnus.

Nie spodziewał się, że zamiast zasnąć, jak to miał w zwyczaju, Draco chwyci go za nadgarstek i spojrzy nań z poczuciem zdrady.


Harry próbował go uśpić.

To przeważyło szalę, bo oznaczało, że wolał wszystko inne, byleby tylko nie pójść z nim do łóżka. Ewidentnie nie odwzajemniał jego uczucia. Szczerze mówiąc, podejrzewał to od pewnego czasu, bo zawsze wydawał się czuć niekomfortowo w obliczu wyznań miłosnych, próbował ich unikać i zachowywał się, jakby miał coś ważnego do zrobienia, ilekroć naciskał na seks. Sęk w tym, że dotąd łudził się, że jeżeli da mu wystarczająco dużo czasu, uczucie rozgorzeje i rozkwitnie niczym pączek kwiatu.

Najwyraźniej się pomyliłem, skoro zamierzał mnie uśpić, podsumował ze smutkiem. W momencie dopadły go mdłości. Chociaż był bardzo zraniony, nie chciał tego po sobie pokazać w obawie, że Harry wykorzystałby jego chwilę słabości i parsknąłby śmiechem.

— Zaklęcie usypiające — zauważył ściszonym głosem. — Czy powinienem się czuć zaszczycony, skoro jesteś przekonany, że musisz mnie siłą powstrzymywać, zamiast po prostu poprosić o zrobienie kroku wstecz i odpuszczenie? A może powinienem być urażony, że uciekasz się do tak podstawowego i prostego uroku?

Zielone oczy rozszerzyły się do tego stopnia, że prawie zobaczył w nich pustkę, w której miejscu powinna rozkwitnąć miłość.

To naturalne, że się zbuntował. Nie mógł uwierzyć, że poświęca się na próżno, że odsłania przed ukochanym swą duszę, a on wciąż jest obojętny, albo odwraca się doń plecami, co jest jeszcze gorsze.

Nie, to z pewnością nie wszystko. Musiało być coś jeszcze, ktoś jeszcze — ktoś, kogo Harry nadal darzył szczególnym uczuciem. Czyżby Wiewióra? Czy ostatnio kogoś spotkał i postanowił skoczyć w bok?

Absolutnie niedopuszczalne. Owszem, nie sposób zmusić człowieka do odwzajemnienia miłości, ale można odpowiednio go ukierunkować, upewnić się, że będzie okazywał mu pewne względy i wstrzyma się od spoglądania na innych.

Sprawnie rzucił dwa zaklęcia, jedno po drugim.

Iussu castitas. Somnus.

Harry ledwo poderwał głowę w przerażeniu, a potem zwiotczał i się osunął. Draco złapał go, zanim upadł na ziemię i delikatnie pogłaskał po policzku. Gdzieś w środku miał nadzieję, że ukochany uniesie powieki, uśmiechnie się czule i spojrzy nań z najprawdziwszą miłością w oczach, ale nic takiego się nie wydarzyło, bo oberwał zaklęciem usypiającym. Westchnąwszy pod nosem, potrząsnął głową i skoncentrował się na schwytanych więźniach.

Szybko ich unieruchomił, pozbawił przytomności i związał niewidzialnymi linami, dzięki czemu jakiś przypadkowy przechodzień nie zauważy nic nadzwyczajnego poza kilkoma śpiącymi na trawie czarodziejami i czarownicami. Chciał mieć z nich pożytek, dlatego też musiał odwlec w czasie zawiadomienie aurorów i odstraszyć ciekawskich gapiów przed ingerowaniem. Wróci tu razem z Harrym, gdy ten zaakceptuje rzeczywistość i zostanie przekonany o słuszności zemsty.

Wkrótce wszystko się ułoży.

Uśmiechnął się pod nosem, podniósł mężczyznę i wyszeptał zaklęcie piórkowe. Harry nie miał nadwagi, ale Draco nie chciał się poruszać chwiejnym krokiem, zbyt zmartwiony możliwością potencjalnej wywrotki.

— Sprawię, że zrozumiesz — powiedział do nieprzytomnego bruneta. Żądza i zazdrość zasnuły mu umysł, a po chwili dołączyła doń jeszcze miłość, szklista i czysta niczym najjaśniejsze światło. — Wkrótce pojmiesz, że musisz kochać wyłącznie mnie, bo jesteśmy sobie przeznaczeni. Będziemy razem już na zawsze. Zabiorę cię w miejsce, gdzie nikt nam nie przeszkodzi.

Był cholernie wdzięczny za ten czas, mniej więcej dwa lata temu, kiedy postanowił trochę się usamodzielnić i wyprowadził z dworu, żeby uniknąć ciągłego towarzystwa rodziców. Nie wytrzymał w samotności zbyt długo, ale przynajmniej wciąż utrzymywał nieduży domek, o którym nikomu nie powiedział. Była to jego tajna miejscówka, gdzie mógł wyskoczyć w tajemnicy i oczyścić myśli. Tam z pewnością nikt nie będzie ich szukał.

Upewnił się, że ma przy sobie różdżkę Harry’ego, a następnie się deportowali.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz