13. ROZDZIAŁ TRZYNASTY

Draco sprawił, że kępka włosów Bulstrode zniknęła. Ślizgoni zachichotali, a dziewczyna się odwróciła, obrzucając ich wszystkich podejrzliwym spojrzeniem. Była całkowicie nieświadoma powiększającej się na środku głowy łysinki. Po chwili ponownie skupiła się na podręczniku do eliksirów.

Życie wróciło do normy.

Draco był po prostu znudzony i kompletnie nie mógł się skoncentrować na swoich książkach. Właśnie miał ponownie unieść różdżkę, by pozbawić współdomowniczkę kolejnej kępki włosów, gdy na kolana wskoczył mu czarny kot. Uśmiechnął się kącikiem ust i opuścił zastygłą w powietrzu rękę.

— Co to, do diabła, jest? — zapytała Pansy.

— Mój kot — odpowiedział Draco, drapiąc animaga za uchem.

— Myślałem, że jest bezpański — powiedział Blaise.

— Ma na imię Spec. Jest głupi, śmierdzący i absolutnie niekompetentny — stwierdził, ciągnąc sierściucha za wąs. Zwierzę zasyczało i ugryzło rękaw jego szaty, drąc kawałek materiału. — Do jasnej cholery! Specs! — powiedział podniesionym tonem, unosząc rękę, na której wciąż zwisał kot.

— Uroczy — podsumowała stworzonko Pansy, a następnie ich rozdzieliła i usadowiła sobie kotka na udach. Podrapała go po brodzie, a mały uniósł głowę, dając jej lepszy dostęp.

Twarz Draco wykrzywiła się ze wściekłości. Szybko wyrwał przyjaciółce zwierzę.

— Jest do mnie bardzo przywiązany. To żałosne — burknął, a kot zamiauczał z niezadowoleniem. Znaczące spojrzenia Pansy, Blaise'a, Crebbe'a, Goyle'a, a nawet sierściucha sprawiły, że uświadomił sobie, co właśnie robił. Otóż przytulił zwierzaka do piersi. Zaczerwienił się gwałtownie, zaś kot zaczął mruczeć z zadowolenia. — Chodź, Specs. Muszę cię ukarać za zrujnowanie mojej szaty.

Zwierzę walczyło, ile miało sił w łapkach, gdy było niesione do dormitorium szóstorocznych.

Gdy następnego ranka ktoś odsłonił mu kotary łóżka, Draco mimowolnie napiął mięśnie, przygotowany na najgorsze. Był nagi i okryty wyłącznie prześcieradłem na biodrach. Ze spokojem, jak gdyby nigdy nic, wyciągnął rękę i pomacał miejsce obok siebie. Westchnął, nie natrafiwszy na żadne ciało. Niechętnie otworzył oczy i zobaczył, że nad nim stał Nott, przyglądając mu się uważnie.

— Czy z twoim kotem wszystko dobrze, Malfoy? Jakoś dziwnie chodził.

— Nic mu nie jest. — Uśmiechnął się złośliwie.

— Wiem, że twoja rodzina morduje ludzi i w ogóle, ale nie mogę tolerować przemocy wobec zwierząt — oświadczył mu zdecydowanie Teodor.

— Zaufaj mi, zasłużył na to, co go spotkało — powiedział i nie przejmując się nagością, podszedł do drzwi, gdzie kot miauczał i drapał w drewno. Gdy tylko otworzył wrota, zwierzę prysnęło.

Dopiero rozpoczął trening.


Życie Harry'ego przybrało dziwny, choć satysfakcjonujący obrót.

Draco zaczął spotykać się z nim w pustych salach lekcyjnych i schowkach na miotły, ilekroć miał ku temu okazję. Na wspólnych zajęciach patrzył nań pożądliwym wzrokiem, najprawdopodobniej rozbierając w myślach, a Harry musiał unikać skrzyżowania spojrzenia i walczyć z wybrzuszeniem w spodniach.

Był bezbronny, kiedy siedzieli obok siebie. Za każdym razem, gdy wszyscy byli skupieni na robieniu notatek, Draco przyciągał go do siebie i szeptał mu do ucha. Gdy nauczyciel odwracał się do klasy, natychmiast przywdziewał znudzoną minę, podczas gdy Harry wiercił się w ciasnych spodniach, czerwony niczym burak.

Malfoy zachowywał się zupełnie inaczej, kiedy byli sami. Pomimo tej całej bezceremonialności i braku pewności, które ewidentnie kolidowały ze sobą, zastanawiał się, na ile będzie w stanie go kontrolować. Pewnego dnia wyznał mu, że nie ma najmniejszego zamiaru go torturować, a jedynie użyczać sobie fiuta. Z jakiegoś powodu Harry nie miał nic przeciwko.

— Draco — zagaił w bibliotece, gdy jakimś cudem udało mu się powstrzymać chodzące po głowie brudne myśli.

— Potter?

Harry się skrzywił.

— Czy mógłbyś wybrać jeden wariant i używać go konsekwentnie?

— Co?

— Albo zwracasz się do mnie po nazwisku, albo po imieniu — wytłumaczył.

Chłopak podniósł wzrok znad czasopisma, które czytał.

— Podobają mi się oba warianty. — Uśmiechnął się sadystycznie.

— No… dobrze — burknął, lekko zaczerwieniony. Chwilę później zainteresował się rozłożoną na stole lekturą. — Na co tam patrzysz?

— Na domy.

— Co takiego…? — Harry rzucił mu zszokowane spojrzenie.

Draco leniwym ruchem przewrócił stronę.

— Widziałem to w dormitorium Pansy.

— Słucham? — skrzeknął, zacisnąwszy z gniewu zęby. Gdy blondyn zignorował go, wziął głęboki, uspokajający oddech i przełknął swoją zazdrość. Nie chciał stracić panowania nad sobą, bo zdecydowanie było za wcześnie na taką… znajomość. Będzie musiał wyczaić, co konkretnie Draco robił w dormitorium Pansy Parkinson. Jak już ochłonie. Na spokojnie. Odzyskawszy w miarę równowagę, przyjrzał się katalogowi. Chciał się nieco rozproszyć. — Draco, to są najprawdziwsze zamki!

— Mhm, właśnie.

Harry próbował przetworzyć tą informacje. Malfoy oglądał nieruchomości! To znak, że rzeczywiście planował wspólne życie. To było najbliższe szczeremu zaangażowaniu i mogło się już więcej nie powtórzyć. Trzeba wykorzystać okazję. Merlinie, miał dopiero szesnaście lat!

— To… to wspaniale — wyjąkał, mając nadzieję, że nie trzęsie się niczym osika. — Właściwie… właściwie to mam już dom... Chciałbyś może... może… się... prze… przeprowadzić...?

Blondyn ledwo zwrócił na niego uwagę. Leniwym ruchem znowu przewrócił stronę magazynu.

Harry przełknął z trudem ślinę.

— Może lepiej… Najlepiej będzie krok po kroku. Strasznie się cieszę, że myślisz o mnie na poważnie… Chciałbym, żebyś wiedział, że cię ko…

— Muszę iść — przerwał mu chłodnym tonem chłopak i z trzaskiem zamknął magazyn. Potem złapał swoją torbę i wyszedł bez słowa.

Harry patrzył za nim, zdolny jedynie do mrugania.


Potter zapytał go, czy chce z nim zamieszkać. Niemal się oświadczył!

Draco był tym bardzo zaniepokojony. Facet ewidentnie stracił rozum! Byli ledwo co znajomymi — okazjonalnie kochankami… Przynajmniej do czasu, kiedy momenty, w których byli kochankami, zaczęły się nakładać na te, w których byli tylko znajomymi ze szkoły. Właśnie przez ten misz-masz Potter zaczął paplać dziwne rzeczy.

Tej nocy leżeli razem w łóżku w ślizgońskim dormitorium. Byli sprytni, więc zawczasu zaczarowali zasłony tak, żeby nikt postronny nie mógł się do nich dobrać. Rzucili też odpowiednie zaklęcia wyciszające. Dzięki temu zapewnili sobie prywatność. Nikt nie słyszał ich urywanych oddechów.

Draco jako pierwszy odzyskiwał zdolność w miarę logicznego myślenia. Zaczął pospiesznie podawać Harry'emu jego ubrania, wyrywając go z radosnego otępienia.

— Draco… Co? — wyjąkał, unosząc się na łokciu.

Blondyn z roztargnieniem spojrzał na pelerynę niewidkę, którą trzymał w dłoniach.

— Czasami mam wizję — powiedział cicho, zanim zasłonił sobie usta ręką. Po seksie był stawał się gadatliwy i nienawidził tego całym sercem. Sprawiał wrażenie dziwnie przyjemnego i rozmownego, a Potter z przyjemnością to wykorzystywał.

— Tak?

— Głównie związane z Teddym.

— Tym małym chłopcem?

Draco kiwnął głową.

— Widzisz też Molly? — zapytał podniecony Harry.

— Nie — przyznał cicho.

Potter wyraźnie próbował się kontrolować. Ostatecznie ograniczył się do rzucenia mu zamyślonego spojrzenia.

— Co jeszcze widzisz?

Draco poczuł, że zaczyna się czerwienić. W tym momencie nienawidził swojej jasnej karnacji.

— Takie tam... rzeczy... — burknął niepewnie.

Wargi Pottera drgnęły — wiedział o jego dyskomforcie psychicznym odnośnie emocjonalnej intymności.

— Rozumiem. — odpowiedział ostrożnie Harry. — Więc jaki jest Teddy?

— Jak każde inne dziecko — powiedział bezczelnie. — Irytujący. Potrzebujący — dodał, wpychając w ręce Pottera więcej ubrań. Miał cichą nadzieję, że dostawszy wskazówkę, zrozumie przekaz i sobie pójdzie.

— Dlaczego mnie odpychasz? Trzymasz mnie na dystans. — Chłopak stawiał opór.

Ślizgon nie zaprzeczył oskarżeniu, tylko i wyłącznie dlatego, że faktycznie, fizycznie wypychał go z łóżka.

— Trzymasz mnie na dystans — powtórzył z naciskiem brunet. — Czemu nie możemy być razem?

Draco zastygł w bezruchu.

— Co?

— Powiedz mi. Podaj mi prawdziwy powód — poprosił poważnie Harry. — Nie przyjmuję wyssanych z palca argumentów w stylu „bo jesteś Potterem”, czy „bo jesteś chodzącą szkaradą”. Nie wciskaj mi też kitu o tym, że natura poskąpiła ci uczuć. Chciałbym usłyszeć od ciebie klarownej odpowiedzi, prawdy.

Ślizgon zamilkł — w rzeczywistości nie wiedział, co powinien powiedzieć.

— Bo jestem półkrwi?

— Nie — odparł szczerze.

— Ponieważ twoja rodzina mnie nienawidzi?

— Nie.

Potter przygryzł wargę.

— Ponieważ... masz glamour na lewym przedramieniu? — zapytał delikatnie, dotykając skóry partnera. Ten wyszarpnął natychmiast rękę, wyglądając na zmartwionego.

Draco wziął głęboki oddech.

— Jeśli będziemy bliżej, on to zobaczy.

— Wszystko sprowadza się do niego? — zapytał Harry. — Czyli mam rozumieć, że jednak pragniesz być bliżej.

— Absolutnie nie — odpowiedział naprędce. — To czysta rozrywka, Potter. Tak czy inaczej, jesteś po prostu chodzącym trupem.

W powietrzu rozbłysła magia. Strumień był ciepły i oszałamiający. Porażony mocą, Draco z głośnym jękiem zwalił się wprost na Pottera. Ten objął go ramieniem.

— Przepraszam — burknął. — Zakon może zapewnić ci ochronę. I obiecuję, że nie dam się... ee… — przerwał. Nawet teraz był męczennikiem.

Malfoy pokręcił przecząco głową.

— Co z tobą?

— Draco? — mruknął słabo Harry.

— Najpierw pozbądź się Czarnego Pana — wyszeptał i pozwolił na ponowne zainicjowanie kontaktu. — Wróć do mnie, gdy wojna się skończy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz