— Draco — mruknął Harry, chwytając go za kołnierz i przyciągając bliżej. — Cholera, strasznie za tobą tęskniłem...
— Ty…
Potter pocałował go łapczywie, zupełnie tak, jakby wcale nie minął rok. Jego wnętrzności zapłonęły, a mózg kompletnie wyparował. Nic nie było tak dobre, jak właśnie to.
Draco ukrył twarz w ramieniu mężczyzny i rozkoszował się kontaktem. Za nic nie chciał się teraz odsunąć. Harry się zatrząsł — blondyn nie był w stanie powiedzieć, czy od śmiechu, czy też szlochu. Malfoy pragnął znacznie więcej. Kontaktu, uprawomocnienia. Chciał złapać Pottera za rękę i zaciągnąć go do swojej sypialni, nie zważając na obecność rodziców, czy nawet niespodziewany pożar niszczący wszystkie te antyczne fotele.
Zamiast tego, odsunął się z trudem.
— Pieprz się — powiedział, wstając i zatrzaskując za sobą drzwi rezydencji.
Wbrew zdrowemu rozsądkowi zdecydował się dołączyć do Armat. I to tyle.
Z pierwszego treningu zapamiętał wyłącznie najprawdziwszy szok. Ścigający nie trafiliby w kafla, nawet gdyby obręcze były wielkości domów, a strzegłaby ich nieżywa żyrafa. Pałkarze zamykali oczy bezpośrednio przed zamachnięciem się na tłuczka, przez co częściej uderzali swoich kolegów z drużyny, aniżeli piłkę. Obrońca ledwo co trzymał się na miotle i sprawiał wrażenie, jakby bardzo się jej bał. Draco nie szukał znicza, w osłupieniu przyglądając się tak żałosnemu treningowi. Złoty błysk sam zwrócił na niego uwagę, a kiedy złapał piłeczkę, wpadł na Burnetta, który wciąż dziko wymachiwał kijem.
— Jasna cholera — powiedziała Minnick, jedna ze ścigających, gdy wyhamowała.
— Czy to Harry Pieprzony Potter? — zapytał Snyder, pałkarz. — Obserwuje nasze zmagania?
— Widzisz go, Malfoy? — zapytał Peterson, kapitan drużyny. — Nie sądzę, żeby pofatygował się tutaj wyłącznie dla nas.
— Hej! Może przyszedł do mnie? — zapytała Jones, zajmująca pozycję obrońcy, poprawiając swoje włosy.
— Jego nie kręcą takie ptaszynki, Rita. Tak przynajmniej słyszałem — zachichotał Burnett, odwracając się do Draco. — Byłem rok nad wami w Hogwarcie. Słyszałem te wszystkie plotki, że pieprzyliście się po kątach.
Draco drgnął.
— Ciężko cię winić, Malfoy — nadąsała się Jones. — Ma całkiem słodki tyłek — dodała, wyciągając szyję, by lepiej się przyjrzeć przybyszowi, powodując tym samym, że blondyn zacisnął mocniej zęby.
Zanim Draco się zorientował, dlaczego właściwie się zezłościł, jego koledzy z drużyny już lądowali, więc nie miał wyjścia i zrobił to samo. Potter uśmiechnął się głupkowato, sprawiając wrażenie znużonego.
— Panie Potter, to zaszczyt — powiedział Peterson, natychmiast ściskając mu dłoń — dość niezgrabnie, należy dodać — Dziękujemy za wsparcie. — Ciało Pottera zaczęło się niemal kołysać pod wpływem silnego uścisku. Draco prychnął, a Harry delikatnie wyrwał swoją dłoń.
— Nie ma za co dziękować. — Uśmiechnął się nieszczerze brunet.
— Zapraszamy do przyłączenia się do naszej praktyki. Chętnie przyjmiemy każdą wskazówkę — kontynuował kapitan zespołu, puszczając mu oczko.
Draco aż poczerwieniał z oburzenia.
— Och nie, nie mógłbym — burknął Potter, gdy Armaty go niemal otoczyły.
— Normalnie nie mogę w to uwierzyć! Harry Potter! — Wyszczerzyła się Jones, kładąc mu obie ręce na ramionach.
Harry odchrząknął.
— Właściwie to przyszedłem, żeby porozmawiać z waszym szukającym.
Drużyna zamilkła i szybko się rozpierzchła. Draco skorzystał ze sposobności i skierował się ku szatni. Oczywiście Potter podążył za nim.
— Draco...
Przeszedł przez drzwi, ale nie zdążył ich zamknąć — natręt również wszedł do środka. Uśmiechnął się szyderczo, jednocześnie robiąc krok w tył.
— Możemy zamienić słowo?
— Dlaczego nie porozmawiasz sobie z Jones? — zapytał, rozzłoszczony. — Ewidentnie dobrze się dogadujecie.
Harry zamrugał i zmarszczył brwi, po czym potrząsnął głową.
— Nie, nie — odpowiedział, ignorując zmianę tematu. — Draco. Voldemorta już nie ma.
Wzdrygnął się, słysząc ten pseudonim. Wciąż nie wyplenił z siebie tego nawyku.
Harry uśmiechnął się przepraszająco.
— Chciałem kontynuować to… co zaczęliśmy w Hogwarcie...
Draco siłą powstrzymywał się od ciśnięcia weń klątwą.
— Czego chcesz? — zapytał chłodno.
— Ciebie.
Malfoy przełknął ciężko ślinę.
— Nie jestem towarem, który możesz tak po prostu sobie wybrać. Szósty rok… był pieprzoną fantazją. Minął rok, Potter. Nie chcę cię rozczarować, ale my raczej... — Błysk wspomnienia malutkiego Teddy'ego. Jego pierwsze kroczki. Upadek na podłogę. — My nie…
— W porządku?
— Odwal się wreszcie!
— Co powiesz na obiad? Na Grimmuald Place... W sobotę. Proszę?
— Harry... — zaczął, a potem to zobaczył — chłopak lgnął do każdego słowa, które usłyszał, a z bliska wcale nie był tak pewny siebie, jak na trybunach. Potter był wrakiem. Jest uszkodzony. W zielonych oczach widać tylko matowość, nieraz ujrzaną również w wizjach. Skąd właściwie czerpał energię, aby go błagać o spotkanie? — W porządku, wpadnę — powiedział z niechętnym współczuciem.
Potter odetchnął z widoczną na twarzy ulgą. Natychmiast też zrobił krok naprzód, ale Draco zręcznie uniknął próby pocałunku.
— No to do zobaczenia w sobotę. — Wyszczerzył się niezręcznie Harry.
— W sobotę. — potwierdził blondyn, łapiąc swoją torbę i wychodząc.
Wszystko musiało być perfekcyjne. Całą noc spędził na sprzątaniu, żeby rozegnać wrażenie nieczystości tego miejsca.
Znalazł nawet sposób na portret Walburgi Black — była teraz ułagodzona. Być może wydawała się sądzić, że w jej domu może przebywać czystokrwisty potomek Blacków.
Stworkowi kazał przygotować stół ze wszystkimi fantazyjnymi przyborami i przynieść najstarsze wino z piwnicy. Na środku postawił wazon z pojedynczą czerwoną różą z nadzieją, że Draco jej nie znienawidzi. Czy było wystarczająco subtelnie?
W salonie zaczął wydreptywać dziurę w podłodze i z nerwów przygryzać paznokcie. W głowie wyobrażał sobie najgorsze scenariusze, jakoby Draco miał nań patrzeć z obrzydzeniem — zawsze miał starannie wypielęgnowane dłonie, więc Harry również powinien o swoje należycie zadbać.
Och, Draco miał też piękne, jasne włosy i…
Gdy zadzwonił dzwonek do drzwi, niemal wyskoczył z siebie. Naprędce wygładził zielone szaty, które założył specjalnie na tę okazję, bo wiedział, że przypadną mężczyźnie do gustu. Biorąc głęboki oddech, otworzył drzwi z nadzieją, że nie zaliczy pierwszej wtopy. Malfoy przecisnął się obok niego z masą papierzysk i zmarszczonym nosem, od razu kierując się do jadalni. Harry zamrugał, oszołomiony tym zachowaniem, po czym podreptał za nim.
— Gdzie jest Teddy? — zapytał nonszalancko blondyn, przyglądając się wszystkiemu z niesmakiem.
— Och, z Andromedą — odpowiedział, wciąż zaskoczony. — Tak właściwie to przygotowuję teraz dla niego pokój. Będzie ze mną mieszkał...
— Cztery dni w tygodniu, wiem. — Draco rzucił pozwijane pergaminy na stół i tym samym gdzieniegdzie zniszczył wytworną aranżację.
Harry załamał ręce.
— Co to właściwie jest?
— Kontrakty. Chciałem uporządkować papierzyska, zanim... sam wiesz.
Zagapił się z niezrozumieniem — nie miał zielonego pojęcia, o co w tym wszystkim chodzi. Gdy chłopak zauważył jego dekoncentrację, westchnął cierpiętniczo i zabrał się na wyjaśnienia.
— Mój adwokat będzie chciał spotkać się z tobą i twoim przedstawicielem w dogodnym dla ciebie terminie, jeśli uznasz to, oczywiście, za konieczne. Na razie pozwól, że podsumuję najważniejsze kwestie. — Draco rozejrzał się raz jeszcze po otoczeniu. — Ten dom jest na początek akceptowalny, ale zdecydowanie nie w późniejszym czasie. Jest dość brzydki i stary. Obowiązki rodzicielskie będziemy dzielić po połowie, aczkolwiek wydaje mi się, że masz do tego większy talent. Potter, nie będę zmieniał pieluszek. Nie chcę też żadnych twoich śmiesznych mugolskich wynalazków w mojej przestrzeni życiowej — nie myśl, że mnie do czegoś przekonasz. Nie będę mieszkał w domu, w którym będziesz uważał to za właściwe…
Harry poczuł, że jego głowa zaczyna pękać z oszołomienia. Zamrugał gwałtownie.
— ...seks trzy razy w tygodniu, minimum. I przynajmniej raz będę na dole. Potrzebuję cię do...
— Czekaj, czekaj! — przerwał mu szybko, czując, że zaraz naprawdę przeciąży przewody i dojdzie do zwarcia. — To jesteśmy w końcu razem?
Podskoczył, gdy wazon eksplodował, a róża, której poświęcił tyle czasu, opadła bezwładnie na stół. Draco nie poruszył się ani o minimetr, ale jego oczy ciskały gromy.
— Jaki masz z tym, kurwa, problem? — zażądał.
Harry odruchowo się skulił, przytłoczony nową rzeczywistością. Miał dziwaczne wrażenie, że ich role tymczasowo się odwróciły, co zrozumiał z nagłym przerażeniem. Od kiedy to Draco był tym dominującym?
— Po prostu myślałem, że będę musiał skakać wokół ciebie… przez całe tygodnie... albo i dłużej... i ee... nie spodziewałem się, że...
— Skończyliśmy już szkołę. Sam to powiedziałeś — podsumował chłodno mężczyzna. — Czarny Pan nie żyje.
Harry przełknął ślinę, walcząc z narastającą paniką.
— Tak, oczywiście... ale czy nie możemy pozwolić, żeby to wszystko rozwijało się... naturalnie?
— Nie będę dłużej czekał — odpowiedział zrezygnowany Malfoy.
— Nie musisz — odparł z nadzieją, że serce nie wyskoczy mu z piersi. Draco naprawdę go pragnął — bardzo, ale to bardzo mocno. Nie spodziewał się jednak, że przyjdzie tutaj i w rzeczowy sposób wyłoży kawę na ławę. — Czy mogę... Czy mogę cię pocałować…? Tak na początek?
Blondyn w momencie zrobił zirytowaną minę. Nawet odwrócił się w kierunku drzwi.
— Kocham cię — powiedział dobitnie Harry, a Draco jakby poddał się wyrzutom sumienia.
Jak na kogoś, kto przez większą część roku uchylał się od zobowiązań, zachowywał się teraz bardzo niecierpliwie. Na szczęście, poszedł za gospodarzem do salonu i usiadł obok niego na kanapie. Gdy został pogładzony po policzku, spiorunował go wzrokiem. Harry kupił sobie odrobinę czasu, ale kiedy minęła dłuższa chwila, znów zrobił się niespokojny.
— Nie wiem, dlaczego jestem taki zdenerwowany — przyznał, wyciągając ze swoich szat małe pudełko. Przełknął ślinę i zmusił się do spojrzenia drugiemu mężczyźnie w oczy. — Zwiążesz się ze mną?
Draco praktycznie wytrzeszczył oczy. Najprawdopodobniej nie sądził, aby Harry był lepiej od niego przygotowany. Mimo to wziął pierścionek i posłusznie włożył go na palec. Chwilę po tym zdjął ze swojej ręki srebrną opaskę — możliwe, że rodzinną pamiątkę. Kiedy obwiązał nią wystawioną dłoń bruneta, ta zmieniła się w sygnet.
Sekundę później się pocałowali.
— Gotowy?
— Tak.
Malfoy posłał mu mały uśmiech i Harry stwierdził, że przynajmniej coś dobrego wyszło z tej wojny. Spletli ze sobą palce i wymruczeli inkantację, która ich związała.
Mówił z pamięci, bo dobrze wiedział, że to zaimponuje partnerowi. W duchu zaś rozkoszował się magią wiążącą. Obaj delektowali się tym wspaniałym uczuciem.
— Łał — podsumował, gdy uniósł powieki.
Skończywszy oficjalną część ceremoniału, przeszli do nieoficjalnej. Z początku całowali się dość łagodnie, jakby badając teren, a potem porzucili samokontrolę, oparłszy się na czystej desperacji.
Kurwa, wreszcie.
W pewnym momencie blondyn spróbował się odsunąć,, aby go zaciągnąć do sypialni, ale nawet nie zamierzał się ruszać z tej kanapy.
— Draco…
— Wiem.
Jakąś chwilę później skonsumowali swą więź.
Harry obudził się dość wcześnie. Uświadomiwszy sobie, że jest sam, zamrugał ze zdziwieniem. Przez jeden straszliwy moment myślał, że to wszystko, co się wydarzyło, było tylko wytworem jego wyobraźni, a potem zrozumiał, że jest nagi. Nie miał zwyczaju sypiać nago na Grimmuald Place.
Złapał koc, który zsunął się przy siadzie. Czyżby został porzucony? Gdy zwiesił głowę, zarejestrował blask pierścionka i odetchnął z nieskrywaną ulgą. Czyli jednak się związali.
Właśnie ten moment wybrał sobie Draco na wejście do sypialni z innego pokoju, odziany pożyczone od niego spodenki i podkoszulek. Wyglądał rozkosznie, taki rozczochrany i domowy. Usiadł obok Harry’ego i podał mu jeden z dwóch trzymanych przez siebie kubków. Kawa była cudowna — mógł to stwierdzić, a nawet jej jeszcze nie spróbował.
Cholernie podobał mu się sposób, w jaki zachowywał się Draco. Powiercił się przez chwilę, żeby zmaksymalizować kontakt skóry ze skórą, po czym odrobinę się zsunął, ostatecznie kładąc głowę na ramieniu blondyna. Mentalnie zaś przygotował się zbesztanie. Noc wcisnął w zagłębienie szyi i z rozkoszą zacisnął się znajomym zapachem. Draco drgnął, ale równie dobrze mógł zostać połaskotany włosami. Mile się rozczarował, gdyż ślizgon tylko westchnął i odłożył swój kubek na stół.
Chłopak wyciągnął rękę i zaczął go bezmyślnie głaskać po głowie. Zadowolony z obrotu sytuacji, Harry przymknął powieki i pozwolił sobie na odprężenie. Był taki szczęśliwy. Gdy minęła jakaś chwila, poczuł, że blondyn się odsuwa, zupełnie jakby chciał wstać z kanapy i odejść, więc automatycznie przysunął się bliżej. Okazało się, że Draco tylko zabrał mu kubek z chłodną już kawą i również położył go na stole.
Usiadł prosto, chcąc coś powiedzieć, ale właśnie wtedy został delikatnie pocałowany, a tym samym wprawiony w stan leniwej błogości.
— Kocham cię — wyszeptał z widoczną na twarzy ostrożnością ślizgon.
Gardło Harry'ego zacisnęło się gwałtownie, przez co nie mógł wydusić z siebie słowa. Zamiast tego, przygryzł wargę i pokiwał słabo głową. Następnie patrzył, jak Draco wstaje i wychodzi z pokoju. Osunął się na kanapie i wlepił wzrok w sufit. Chcąc nie chcąc, zaczął się zastanawiać nad tym, jak zmieniło się jego życie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz