Przez umysł Draco przeszła jakby trąba powietrzna. Za każdym razem, kiedy był przekonany, że zaczyna się rozwiewać, kolejny podmuch rozsadzał mu głowę, docierając do najpilniej strzeżonych zakamarków.
Dyszał z bólu. Wiedział, że ktoś go podtrzymuje, ale to uczucie pojawiało się i znikało, zagłuszane przez agonię, w której się zanurzył.
Niektóre rzeczy były prawdziwe, akceptowane bez chwili zastanowienia, po prostu niekwestionowalne. To wyrzeczenie doń nie należało, aczkolwiek poskutkowało.
Klątwa została przełamana i teraz unosiła się w powietrzu, wymachując na oślep swoimi ciemnymi mackami. Draco w momencie przestał być pewien swojej miłości względem Harry’ego, a potem doświadczył najdziwniejszego uczucia, jakiego mógł doświadczyć człowiek — żar zaczął się rozpadać na mniejsze kawałeczki, a potem zupełnie zniknął, pozostawiwszy po sobie zaledwie nicość. Wtem pomyślał, że wciąż mógłby mieć w Harrym oparcie i niezawodnego partnera, mimo niezadowolenia ojca, gotowego wpaść w zimną furię i wyrzec się go na miejscu.
Nova Cupiditas została rozproszona, tego był pewien. Co pozostało, żeby zastąpić pustkę, którą po sobie pozostawiła?
Nic.
Zapłakał, aczkolwiek nie umoczył policzków łzami. Nie wiedział, czy był zdolny do prawdziwego, niepohamowanego szlochu.
Wszystko zniknęło.
Kiedy trąba powietrzna wreszcie się rozwiała, emocje, które dotąd w nim buzowały, opadły na dno jego umysłu niczym pył.
Czy mogło być inaczej? Draco w momencie stracił wszystko, co Harry w nim wzbudził lub zainspirował, bo klątwa okazała się mieć więcej powiązań, niż pierwotnie przypuszczali.
Leżąc na podłodze, cierpiąc w milczeniu, stopniowo uświadamiał sobie, że ręce, które przed chwilą próbowały go podtrzymać, teraz dawały mu ulgę poprzez głaskanie po plecach i ramionach. Z wysiłkiem uniósł powieki i zobaczył pochylonego nad sobą Harry’ego, z szeroko otwartymi oczami, załzawionymi i ewidentnie przestraszonymi.
— Draco…? — Mężczyzna brzmiał na załamanego albo bliskiego wybuchnięcia płaczem.
Powoli przypomniał sobie, co właściwie miało na celu wywołanie tego tornada i instynktownie uderzył faceta pięścią w twarz.
Harry zatoczył się do tyłu i przycisnął dłonie do złamanego nosa. Granger, o której obecności prawie zapomniał, natychmiast podniosła larum, ale zanim doń podbiegła, brunet zagrodził jej drogę.
Draco miał to gdzieś. Zebrawszy siły, pozbierał się z podłogi i stanął z nim twarzą w twarz. Facet opuścił ręce i ograniczył się do przepełnionego smutkiem spojrzenia, czemu towarzyszyła spływająca mu po brodzie strużka krwi.
— Nie wyciągnąłeś żadnych wniosków — powiedział ostro. — Nadal myślisz, że możesz kontrolować moje życie. Chociaż temu zaprzeczasz, postępujesz dokładnie tak samo, jak mój ojciec — próbujesz dyktować mi, co powinienem robić i co powinienem czuć.
Harry potrząsnął głową.
— Chciałem tylko przywrócić ci możliwość wyboru — odparł dziwacznie pustym głosem, czego nie poprawiał fakt, że wciąż krwawił z obitego nosa. — Wybacz, że nie wyszło tak, jak sobie wyobrażałeś, ale…
Znowu to samo, pomyślał ze wzburzeniem. Egoistyczne przeprosiny i bzdury o tym, że pragnął tego, co słuszne. Szczerze mówiąc, nienawidził tej postawy.
Poddał się emocjom i rzucił na Harry’ego. W momencie przyparł go plecami do ściany i uderzył jego głową o mur tak mocno, że facet zmrużył oczy i wyglądał, jakby miał zaraz stracić przytomność. Nie chcąc do tego dopuścić, zacisnął mu dłonie na ramionach, domagając się uwagi.
W międzyczasie Granger spróbowała innego podejścia. Zamiast przeć naprzód, wyciągnęła przed siebie rękę, zamierzając cisnąć weń zaklęciem. Oczywiście, musiał temu zapobiec, dlatego też bez wahania chwycił zwisającą bezwładnie w dłoni mężczyzny różdżkę i odpowiednio wycelował, wyczarowawszy w kuchni barierę ochronną. Następnie odrzucił oręż. Nie potrzebował go, ponieważ nie chciał nikomu wyrządzić krzywdy.
Musiał się ograniczyć do słów, bo w innym przypadku Harry niewątpliwie spróbuje usprawiedliwić jego czyny.
— Przed chwilą rozdarłeś mi umysł — zaczął niebezpiecznie cichym głosem, nie ukrywając tego, co czuł, cokolwiek to było. Buzowało w nim wiele różnorakich emocji, przez co naprawdę nie wiedział, jaką dokładnie przyjmą formę. — Już się poddałeś. Hm, całkiem możliwe, że nigdy ci nie zależało. Chciałeś tylko zyskać pewność, że nie zostaniesz obarczony odpowiedzialnością za zranienie mnie. Gdyby rzeczywiście ci zależało, nie wahałbyś się przyznać, że twoja miłość jest prawdziwa, nawet jeżeli moja była fałszywa, i zerżnąłbyś mnie — kontynuował, a Harry otworzył usta, żeby coś odpowiedzieć, ale mu na to nie pozwolił. Uwolnił jedno ramię mężczyzny, a potem zacisnął mu dłoń na ustach. Teraz jego kolej na wylanie żalów. — Gdy padłem ofiarą klątwy, wszystko musiało się zmienić i nie było od tego odwrotu. Czemu rozumiałem to lepiej od ciebie? Byłeś czystym i szlachetnym bohaterem badaczem, który próbował mi pomóc, a jednak nie dostrzegałeś najważniejszych kwestii. — Lepiej zapanował nad głosem, dzięki czemu brzmiał na znacznie spokojniejszego. Szczerze mówiąc, podobał mu się ton. Możliwe, że przemówi facetowi do rozsądku i uświadomi mu, jakim był dotąd dupkiem.
Harry z uporem pokręcił głową. Zielone oczy były szeroko otwarte, przestraszone i zranione, ale nawet zbierające się w kącikach łzy nie zdołały zmiękczyć Draco.
— Chciałem dzielić z tobą łoże. Mogłeś uszanować moją decyzję. Chciałem po prostu być z tobą. Zamiast pomyśleć o nas na poważnie, udawałeś, że uczucia, które ci okazywałem, były spowodowane wyłącznie klątwą, co w praktyce oznaczało, że nie mogłem nad nimi zapanować. Naprawdę nie rozumiesz, że to nijak się zmieniło, pieprzony dupku? — warknął. Niemal poddał się wściekłości, eksplodującej w jego wnętrzu niczym rozkwitający czerwony kwiat. — Nawet teraz, gdy całkowicie zneutralizowaliśmy przekleństwo, wciąż we mnie wątpisz. Kiedy powiem wprost, że mam ochotę cię pocałować, zaczniesz wymyślać wymówki, aby temu zapobiec. „Och, to nie może być prawda”, burkniesz. Stwierdzisz, że doznałem pomieszania w głowie przez wzgląd na poklątwowe doświadczenia. Uznasz, że zamierzam ci w ten sposób podziękować, bo najzwyczajniej w świecie jestem wdzięczny za znalezienie przeciwzaklęcia. Jeśli pewnego dnia oświadczę, że chcę od ciebie odejść, bez wahania mi na to pozwolisz i nie zaakceptujesz faktu, że mówiłem pod wpływem emocji, a następnego dnia zmienię zdanie — kontynuował, z sekundy na sekundę podnosząc głos. — Zawsze będziesz podejrzewać, że jestem nieszczery, nawet kiedy po jakiejś kłótni stanę się obojętny. Stwierdzisz, że powinienem cię nienawidzić, a nie starać się naprawić nasz związek. — Potrząsnął głową. — Gdybym jednak zaczął uważać cię za odrażającego i uczynił nienawiść centrum mojego życia, powiedziałbyś, że klątwa wciąż ma mnie we władaniu i nie wiem, co czynię. Jakbym odkrył, że skoczyłeś w bok i dałeś komuś dupy, uznałbyś, że jestem zraniony i zazdrosny przez Novę Cupiditas, a nie dlatego, że mnie zdradziłeś. — Westchnął przeciągle. — Tropiciele Sprawiedliwości próbowali odebrać mi autonomię. Chociaż niby próbujesz mi ją zwrócić, z uporem maniaka powtarzasz, że bez względu na wszystko nigdy nie będę wolny, chyba że wrócę do zachowywania się niczym rozpieszczony mały gnojek, za jakiego mnie zawsze uważałeś. Gdzie w tym wszystkim prawdziwa wolność?
Harry wytrzeszczał nań oczy, więc wypuścił go z uścisku i trochę się odsunął. Draco oddychał ciężko, niepewny, co będzie dalej, dotkliwie świadomy obecności Granger za barierą ochronną, pieniącej się z oburzenia i wymachującej różdżką…
Wyładowanie poskutkowało lepszym samopoczuciem.
Harry ponownie dotknął złamanego nosa, a potem obejrzał pokrwawione palce. W międzyczasie zastanawiał się nad wszystkim, co zostało powiedziane.
Draco miał w gruncie rzeczy rację, ale wciąż nie pojmował, dlaczego tak bardzo mu zależało. Szczerze mówiąc, z początku odniósł wrażenie, że klątwa albo zniknęła, albo znacząco osłabła, ale teraz zaczynał mieć wątpliwości — z drugiej strony, sam nie wiedział, bo strasznie bolała go głowa. Najważniejsze, że facet przestał rezonować. Jakby nie patrzeć, podczas gdy Harry pozostał spokojny, Malfoy poddał się gniewowi.
Odzyskał wolność.
Chociaż powinien się cieszyć, nie mógł powstrzymać kłucia w sercu, a tym bardziej wyobrazić sobie, że blondyn wciąż pragnął zwojować świat.
— Odpowiedz mi wreszcie!
Draco wbił weń wyczekujące spojrzenie, które podpowiedziało mu, że ten ciąg pytań, które uznał za retoryczne, jednak takowymi nie są. Bez słowa przełknął ślinę, a następnie uniósł różdżkę i uleczył swój nos. Mimowolnie zarejestrował, że mężczyzna się nie wzdrygnął, zobaczywszy przygotowaną do czegoś broń, co mogłoby wskazywać, że nadal darzy go zaufaniem.
— Co mam właściwie powiedzieć? — zapytał i potrząsnął głową. — Nie planowałem brać udziału w tym projekcie badawczym, ale nie pozostawiono mi wyboru. — Zacisnął usta w cienką linię. — Naprawdę uważam, że musiałbyś być szalony, żeby wciąż chcieć dzielić ze mną życie, skoro wiesz, że to klątwa roznieciła sam pomysł.
Draco się roześmiał. Przybliżył się do ściany i oparł o nią, a następnie przymknął powieki i odchylił do tyłu głowę, nie mogąc pohamować rechotu.
Harry ponownie przełknął ślinę i zerknął na Hermionę. Przyjaciółka wciąż stała za barierą ochronną z szeroko rozpostartymi rękoma i sfrustrowanym spojrzeniem, gotowa do przebicia się przez tarczę. Niestety, wyglądało na to, że nie wiedziała, jak to zrobić najefektywniej, aby nikogo nie skrzywdzić.
Najlepiej, jakby została po drugiej stronie. Może i jest małostkowy, ale uznał, że mogłaby im przeszkodzić, gdyby się przedostała. Teraz powinien przede wszystkim przemówić Draco do rozsądku bez niepotrzebnego przerywania.
— Jak dotąd, byłeś pod wpływem klątwy. Ostatnie dni mogły wydawać ci się inne, ale wciąż byłeś jej częściowo podporządkowany — zaczął, starannie dobierając słowa. — Im więcej czasu minie od dzisiaj, tym lepiej na tym wyjdziesz. Z dnia na dzień będziesz się czuł lepiej. Zdecydowanie pomogłoby ci unikanie mojego towarzystwa i zachowanie dystansu. — Kiedy wypowiedział te słowa, musiał przełknąć ślinę i zignorować rozchodzący się po sercu ból. Tyle dobrego, że facet miał półprzymknięte oczy i najprawdopodobniej nie zauważył niczego podejrzanego. — Możesz poszukać prawdziwej miłości — kogoś, z kim chciałbyś spędzić resztę życia.
— Dlaczego związek z tobą miałby być nieszczery? — zapytał z chłodną obojętnością mężczyzna, co stało w sprzeczności ze wcześniejszym wybuchem gniewu.
Harry wolał, aby zdecydował się na jedną emocję, a nie pokazywał swą labilność. Z drugiej strony, zachowałby się niesprawiedliwie, gdyby zażądał dostosowania się do jego emocji niedługo po tym, jak zerwali połączenie.
Naprawdę nie wiedział. Zagubił się w ciemnym tunelu, daleko od światła, i nade wszystko pragnął, aby ktoś wskazał mu drogę. Chwilę później przypomniał sobie, że chciał samodzielnie załatwić tę sprawę, dlatego też zebrał siły i stawił czoła rzeczywistości.
— Bo nigdy nie będziemy mieli stuprocentowej pewności — odpowiedział, patrząc mu prosto w oczy. — Co, jeżeli połączyła nas tylko fizyczna atrakcja pomieszana z niebezpieczeństwem, a potem, gdy sytuacja się uspokoi i wrócimy do naszej rutyny, przestaniemy się sobą interesować?
Draco się zaśmiał, mrocznie i bez krztyny radości. Z jakiegoś powodu Harry spodziewał się, że odejdzie od ściany i wyjdzie z kuchni, przez co zaczął się zastanawiać, jak to zniesie. Musiał pozwolić mu podejmować samodzielne wybory i nauczyć się je akceptować.
Zawsze o tym wiedział.
— Brzmisz, jakby to był koniec świata. — Blondyn uniósł brew. — Cenisz tylko wieczny rodzaj miłości. Jakby ten, który się kończył z wielorakich powodów — tutaj ci przypomnę, że jesteśmy innymi ludźmi i pochodzimy z różnych środowisk — był z natury bezwartościowy.
Harry przełknął ślinę. Dlaczego nieustannie popełniał błędy, których nawet nie zauważał? To wręcz niesamowite, jak Draco wyłapywał wszystkie nieścisłości, wszem wobec pokazując, że naprawdę dobrze do siebie pasują — a przynajmniej tak mu się wydawało.
— Zasługujesz na coś więcej po tym, co przeszedłeś.
— W porządku, już rozumiem. Jesteś romantycznie zainteresowany tylko tymi ludźmi, którzy nie zostali dotknięci klątwą — nienaruszonymi, niewinnymi i naiwnymi. — W głosie mężczyzny pobrzmiewała pogarda, a ostre słowa uderzyły w bruneta niczym splunięcie prosto w twarz.
— Nie! — zaprzeczył. — To nie jest… — urwał i potrząsnął głową w geście poddania. Czemu w pierwszej kolejności próbował się wykłócać? Przecież obaj podjęli już swoje decyzje. Powinien się cieszyć, że wyrzeczenie podziałało, a przekleństwo wydawało się osłabione albo po prostu zniknęło, czego jeszcze nie zarejestrowali.
Sęk w tym, że był daleki od szczęśliwego.
Machnął różdżką i zneutralizował barierę ochronną. Hermiona natychmiast doń podbiegła. Najpierw sprawdziła, czy dobrze naprawił sobie nos, a potem spiorunowała Draco wzrokiem.
— Najwyższy czas, żebyś sobie poszedł, Malfoy — burknęła, rozeźlona nie na żarty.
— Zaczekaj moment — poprosił i rzucił zaklęcie ujawniające, które pokazało mgiełkę pożądania i zazdrości, ograniczająca się do bladego odcienia. Skinął głową, usatysfakcjonowany. — Jeżeli wrócisz za kilka dni, sprawdzę, czy Nova Cupiditas przypadkiem nie powróciła.
— Nie przewiduję podobnej możliwości. Nic, nawet przekleństwo, nie przetrwałoby bólu rozdzieranego na kawałki umysłu. — Uśmiechnął się bez cienia humoru Draco, podczas gdy Harry się skrzywił. — Niemniej jednak rzeczywiście wpadnę w odwiedziny — kontynuował, nie czekając na odpowiedź. — Mamy zbyt wiele do załatwienia, żeby niepotrzebnie tracić czas.
— Czemu zawsze wszystko komplikujesz i mówisz takie rzeczy? — Hermiona zrobiła markotną minę, ale nie sposób było stwierdzić, do którego z nich mówiła. — Harry zrobił, co mógł, aby ci pomóc, a ty jeszcze mu to wyrzucasz!
Szare oczy w momencie przybrały bezlitosny wyraz. Brunet napiął mięśnie, gotowy do zasłonięcia sobą przyjaciółki, ale Malfoy ograniczył się do stanowczej miny i zbierania myśli.
— Owszem, robię to, ponieważ Harry najprawdopodobniej nie zdaje sobie sprawy z motywów, dla których mi pomógł.
— Zauroczyłem się w tobie — odpowiedział, starając się brzmieć nadzwyczaj surowo. Lepiej wyszliby na tym, gdyby Draco zdołał się od niego odwrócić. Musiał w to wierzyć, bo w przeciwnym razie usiadłby w kącie, sromotnie pokonany i zrozpaczony, i zacząłby wypłakiwać sobie oczy. — Kierowałem się wyłącznie pożądaniem i radością pomagania innym w potrzebie — wytłumaczył. — Nigdy nie chodziło konkretnie o ciebie.
— Widzisz? Twój ukochany przyjaciel jest po prostu masochistą. Uwielbia cierpieć. Lubi się przekonywać, że są rzeczy, których mieć nie może, choć w rzeczywistości wystarczyłoby, aby wyciągnął po nie rękę — powiedział Draco do Hermiony, zupełnie jakby stali w kuchni tylko we dwoje. Z pozoru wydawał się spokojny, aczkolwiek przeczyło temu surowe spojrzenie. — Gdybym chciał po wojnie normalności, wywalczyłbym ją sobie. W przeciwieństwie do mnie Harry czułby się winny, jakby cieszył się życiem. Właśnie dlatego wciąż zachowuje się niczym udręczony święty, a tym samym wpasowuje się w wykreowany przez czarodziejskie społeczeństwo obrazek. Wycofał się i niemal zamknął w domu, a potem mi pomógł, ponieważ zobaczył w tym dobry sposób na wymierzenie sobie następnej kary. Och, nie zaprzeczam, naturalnie, w tym miejscu pokładom empatii i współczucia, którymi się kieruje, a tylko stwierdzam fakty — kontynuował, podczas gdy dziewczynie opadła szczęka. — Te cechy mają jednak drugorzędne znaczenie dla jego potrzeby cierpienia. Wplątał się w idealny dla siebie rodzaj romansu — taki, który sprawia różnego rodzaju ból. Kiedy się skończył, będzie kontynuował nurzanie się w żalu i boleści, zamiast próbować ruszyć naprzód.
— To niemożliwe. — Harry nie wytrzymał i się wtrącił. — Jaką mamy pewność, że naprawdę coś do siebie czuliśmy? Równie dobrze mogłeś po prostu reagować na otrzymaną pomoc, a ja na szansę niesienia pomocy! — Podniósł głos. — Przed kilkoma sekundami mówiłeś coś podobnego!
— Nie widzisz podstawowej zależności. — Uśmiechnął się lekko Draco. — Nigdy nie można mieć pewności co do prawdziwości uczuć drugiej osoby, nawet jeżeli jesteś utalentowanym legilimentą — powiedział. — Gdybyśmy spotkali się w zupełnie innych, bardziej normalnych okolicznościach, musiałbyś mi uwierzyć na słowo, bo właśnie tak rodzą się związki. To naturalne, że czasem budzisz się w nocy i dopadają cię wątpliwości. Jestem przekonany, że kiedyś nakryłbym cię o trzeciej nad ranem siedzącego na łóżku i zastanawiającego się nad naszą przyszłością — dodał z namysłem. — Nie wierzysz, że zasługujesz na niebolesny i szczęśliwy związek, prawda?
— Kurwa, odwal się wreszcie! — Hermiona prawie podskoczyła w miejscu, wyglądając na gotową do wkroczenia pomiędzy nich. — Harry zrobił to, co obiecał — zneutralizował klątwę i zwrócił ci wolność; dokonał czegoś niemożliwego. Można powiedzieć, że zyskałeś drugą szansę od losu, Malfoy. Dlaczego nie możesz po prostu być za to wdzięczny, zamknąć dziób na kłódkę i odejść w swoją stronę?
— Bo nie możemy tego tak po prostu zakończyć — odparł blondyn. — Wydaje ci się, że wiesz, co razem przeszliśmy, chociaż w rzeczywistości przysłużyłaś się dopiero na samym końcu. — Nie spuszczał z Harry’ego wzroku. — Skoro również nalegasz, na razie wrócę do domu. Muszę odpocząć, trochę pomyśleć i zaakceptować fakt, że mężczyzna, z którym chcę być, jest kompletnym idiotą. Jeżeli zostanę tutaj, stanę się zgorzkniały.
— Nie musisz wracać do siebie — odpowiedział dziwacznie przytłumionym głosem. Ledwo się poznawał. — Masz prawo podjąć każdą decyzję.
— Nawet tę? — Draco uniósł brew.
— Ja… Zrozum, że naprawdę powinieneś wziąć pod uwagę, że to, co przeszedłeś, wywarło na ciebie znaczący wpływ. Musisz dać sobie trochę czasu, żeby dojść do właściwych wniosków… — burknął, niepewny, co jeszcze powiedzieć. Malfoy mógł się oszukiwać, a to, że on chciał urzeczywistnić marzenie, nie miało najmniejszego znaczenia.
— Właśnie obserwujesz następny przykład tego, co Harry robi, kiedy czuje się niekomfortowo. — Draco ponownie skupił się na Hermionie. — Jeżeli nadal będziesz się upierał, że nasze drogi powinny się rozejść, odpuszczę — dodał w kierunku bruneta. — Niemniej jednak najpierw pokażę ci, co tracisz.
Harry potrząsnął głową. Powoli brakowało mu słów. Chciał, aby mężczyzna, w którym się zauroczył, był szczęśliwy — nade wszystko pragnął, aby związał się z kimś, do kogo żywi szczere uczucia. Jeśli jedno wyklucza drugie, to nie wie, jak rozwiązać problem.
Wyglądało to tak, jakby przeznaczenie chciało, aby żył z tą niepewnością.
Już zdecydowałem.
Draco przewrócił oczami. To wręcz absurdalne — że on, człowiek z rozdartym umysłem i radykalnie zmienionym spojrzeniem na świat, miałby nieść komuś pocieszenie. Granger była zdecydowanie lepszą kandydatką, ale zamiast coś robić, po prostu stała w miejscu i gapiła się to na jednego to na drugiego z pustym wyrazem twarzy.
W przeszłości też radziła sobie marnie, bo w przeciwnym razie Harry zachowywałby się zupełnie inaczej, podsumował z irytacją. Przyjaciele najprawdopodobniej ciągle mu powtarzali, że smutek, w gruncie rzeczy bezużyteczny, uszlachetnia.
— Wysłuchaj mnie — poprosił. — Całkiem możliwe, że wciąż cię pragnę. Jeżeli mnie nie chcesz lub naprawdę uważasz, że znajdę szczęście u boku kogoś innego, musisz mi to powiedzieć wprost i bez żadnych podniosłych słówek. Nie możesz się zawahać i poczekać, aż podejmę decyzję — wytłumaczył bez ogródek. — Doskonale wiem, dlaczego tak postępujesz, ale z tego miejsca ci oświadczam, że ta taktyka się na mnie nie sprawdzi.
Mężczyzna spojrzał nań zdezorientowany.
— Nie rozumiem, o czym właściwie mówisz.
Świat byłby lepszym miejscem, gdyby Harry Potter był bardziej samoświadomy, stwierdził.
— Jeżeli zostawisz mi podjęcie decyzji, będziesz miał kogo obwiniać, gdy nie spodoba ci się werdykt; będziesz mógł wzdychać pod nosem i zastanawiać się, jak potoczyłoby się nasze życie, bez konieczności stawienia czoła brudnej, cuchnącej rzeczywistości — powiedział. — Gdybyś jednak to ty podjął decyzję, musiałbyś zaakceptować, że nasz związek nie byłby idealny, czasem nawet bardzo daleki od ideału; że pewnego dnia może się po prostu skończyć albo że w emocjach zrobiłbyś coś nieodwracalnego i gorszącego. — Zrobił kilka kroków naprzód. W zielonych oczach zobaczył nerwowy błysk, który jasno wskazywał, że ich właściciel jedynie udaje dzielnego. — Musiałbyś zaakceptować również fakt, że wyrządzenie komuś krzywdy może być wybaczone, a osoba, którą zraniłeś, może nadal chcieć spędzać z tobą czas.
— Wiem o tym. — Harry wydawał się pokonany. Gdy się zorientował, że wyszedł słabo, zakaszlał, odchrząknął, aby przeczyścić gardło i spróbował podjąć temat z większą siłą. — Czemu chcesz ze mną być, skoro jestem taki żałosny?
— Och, właśnie odhaczył następną taktykę obronną z listy. — Draco rzucił Granger wszechwiedzące spojrzenie. Jak dotąd, jeszcze go nie przeklęła, a tylko gapiła się nań z najprawdziwszym zdziwieniem. Uznał, że to dobry znak i kontynuował: — Liczy, że mnie tym przestraszy, dzięki czemu będzie mógł później usiąść na kanapie i poużalać się nad swoim nędznym losem, albo oczekuje, że podzielę jego punkt widzenia, przyznam mu rację i nagle zacznę mu współczuć stania na z góry przegranej pozycji. Jedno i drugie rozwiązanie jest dla niego satysfakcjonujące, bo gwarantuje mu nurzanie się w bólu i rozpaczy. Nie zamierzam brać w tym udziału — podsumował i ponownie skupił się na Harrym, który stał przed nim bezradnie, sprawiając wrażenie człowieka, który zaraz straci przytomność. — Wedle powyższych argumentów, do zobaczenia — dodał słodkim tonem i opuścił kuchnię.
Gdy wyszedł z domu, zatrzymał się przed bramą i przymknął na chwilę powieki. Jakimś sposobem ta konfrontacja dała mu siły na zmierzenie się z ojcem, co — jak mniemał — czeka go po przekroczeniu progu rodowej rezydencji.
Nie, najpierw priorytety, zdecydował po namyśle i aportował się do swojej letniej kryjówki. W sypialni zrzucił ze stóp buty, położył się na łóżku i natychmiast zamknął oczy.
Spał niczym kamień.
Harry musiał usiąść, bo stał na miękkich z nerwów nogach. Jego sytuacji nie poprawiał fakt, że Hermiona nad nim prawie że zawisła z szeroko otwartymi oczami. Jeżeli i ona zemdleje, nie pozbierają się z podłogi przez długie godziny.
Myślał o wszystkim, co dziś usłyszał. Powinien zapomnieć o całej sprawie, ponieważ przez Draco przemawiały pozostałości po klątwie. Prawdę powiedziawszy, nawet nie wiedział, jak bardzo polegał na tej linii obrony, dopóki, naturalnie, mógł się nią zasłonić.
Ukrył twarz w dłoniach i wziął głęboki, uspokajający oddech. Wiedział, że co poniektóre kwestie zostały podniesione słusznie — że był z natury pesymistą, widział świat w czarnych barwach, że obwiniał się, kiedy nie zdołał komuś pomóc, że zachowywał się męczeńsko, aby zapewnić komfort swoim przyjaciołom — aczkolwiek wolał, by zostały przemilczane.
Argument, że bardziej dbał o własny ból niż o to, czego obaj pragnęli, ponieważ wyciągnięcie ręki po odrobinę szczęścia było dlań zbyt przerażające, zwłaszcza że łatwiej mu było podważać motywację innych, uznał za lekko przekłamany.
Naprawdę nie chciał się mylić.
Najgorsze, że chociaż Draco nie przekroczył granicy, dostrzegał w jego zachowaniu podobieństwo do bezwzględnego Lucjusza Malfoya i Tropicieli Sprawiedliwości. Oni również nie zważali na czyjąkolwiek opinię i brnęli naprzód, forsując własną wolę.
Harry przełknął ślinę.
Nie może się po prostu poddać i zgodzić się na ten układ — wpakowałby się wówczas w sytuację, w której to Draco nosiłby na ramionach ciężar wszystkich innych decyzji.
Wiedząc, że będzie musiał dokonać wyboru, złożył sobie cichą obietnicę, że przetrwa falę nieuchronnej malfoyowskiej krytyki.
A przynajmniej spróbuje.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz