Wieczorem Harry sporządził listę.
Przyjaciele zajęli pokój gościnny na końcu korytarza, starannie ominąwszy ten, w którym wcześniej rozgościł się Draco. Wiedział, że gdyby dokonali innego wyboru, wpadłby w najprawdziwszy szał, ale na szczęście byli wystarczająco rozsądni — albo po prostu nie chcieli spać w łóżku człowieka, którego nie znosili.
Szczerze mówiąc, wolałby, żeby wrócili do swojego domu, ale Hermiona uparła się, że przez wzgląd na ostatnie wydarzenia nie powinien kisić się we własnym sosie, co najprawdopodobniej rzeczywiście by zrobił, a Ron gorąco jej przytaknął. Zamiast tego, mając towarzystwo, postanowił zrobić coś produktywnego, aniżeli się lenić, dlatego też nie tracił czasu na niepotrzebne kłótnie i zaakceptował ich decyzję.
Tyle dobrego, że po wyjściu Draco nie próbowali się z kim wykłócać. Kumpel okazał mu nawet wsparcie poprzez ściśnięcie ramienia i wydukanie kilku niezręcznie pocieszających słów. Harry uśmiechnął się ze smutkiem w odpowiedzi. Zanim przyjaciele poszli spać, co kilka chwil zerkali nań z troską w oczach.
Kiedy został sam, wyciągnął atrament i nowy zwój pergaminu. Zaczął sporządzać listę rzeczy, jakie należy zrobić, aby Draco nie został oskarżony o masowe morderstwo, próbę gwałtu, czy coś jeszcze gorszego.
Fakt pozostawał faktem, że Malfoy zamordował osiem osób na łące, a wcześniej dwie torturował. Zaatakował Rona przy użyciu czarnej magii i rzucił klątwę niewybaczalną na Lucjusza. Prawdę powiedziawszy, Harry szczerze wątpił, aby patriarcha rodu zgłosił tę napaść odpowiednim władzom, biorąc pod uwagę to, że jako pierwszy dopuścił się czynu zabronionego, ale lepiej dmuchać na zimne. Zasadniczy problem w tym, że nie sposób długo tuszować tak wielkiej rzezi.
Skończywszy, westchnął i się zastanowił, czy powinien dodać do tej listy własne napaści na tle seksualnym. Zacisnął dłonie w pięści i stanowczo potrząsnął głową.
Nie. Zdecydowanie nie. Wolał z pokerową twarzą skłamać Ministrowi Magii prosto w twarz, niż pozwolić, aby Draco musiał odpokutować za czyny, które wymusiła na nim Nova Cupiditas. Harry stawił czoła tej klątwie i nie został zgwałcony. Gdyby przydarzyło się inaczej, mógłby sporządzić odpowiednią notatkę. Teraz jednak powinien zmierzyć się z rzeczywistością, zamiast nurzać się w niezręcznych wspomnieniach.
Zbyt skupiał się na fałszywie zakochanym Draco i obrazie, który sobie wykreował w głowie. Prawdziwy Malfoy, ten, który bez większych emocji wspiął się po schodach na piętro, był chłodny i zdystansowany.
Tak właśnie miało być. Znów stali się osobnymi bytami, mogącymi za siebie decydować. Obaj wymagali uzdrowienia, a także zapomnienia o klątwie, odseparowania od przeszłości i kontynuowania bezproblemowego życia, w przypadku Draco, z piękną czystokrwistą małżonką u boku.
Owszem, dystans był kluczowy, zwłaszcza biorąc pod uwagę metody, którymi zamierzał rozwiązać sporządzoną listę problemów.
Usiadł na krześle i przez moment przyglądał się zapisanemu pergaminowi. Usatysfakcjonowany, pozwolił sobie na uśmiech.
Spodziewał się twardego, niczym niezakłóconego snu. Zamiast tego, siedział oparty o wezgłowie łóżka, mając pod plecami miękką poduszkę, zapatrzony w przestrzeń i błądzący myślami. Nieustannie wracał wspomnieniami do powrotu do domu i tego, w jaki sposób został przyjęty przez rodziców. Prawdę powiedziawszy, miał inne wyobrażenia i się przeliczył.
Wszedł do rezydencji i przez chwilę słuchał odgłosu zamykających się wrót. Chociaż to irracjonalne, czuł się niczym nieszczęśnik zamykany za życia w najprawdziwszym grobowcu. Wiedział, że zachowywał się idiotycznie, a że daleko mu było do głupca, potrząsnął głową i wznowił kroku. Żył, choć zapłacił za to wysoką cenę i nie miał najmniejszego zamiaru umniejszać złożonej ofierze ponurymi myślami.
— Matko? — zapytał głośniejszym tonem. — Ojcze?
Zaskoczył go szelest dochodzący z boku i odwrócił się w porę, żeby zobaczyć wychodzącą z biblioteki matkę — dźwigała w dłoniach ogromną księgę. Zatrzymała się wpół kroku, zagapiwszy się nań szeroko otwartymi oczami. Nawet nie drgnęła, dlatego też obawiał się, że zaraz zemdleje z powodu niedostatecznej ilości tlenu. Gdy tylko otworzył usta, żeby coś powiedzieć, Narcyza spojrzała przez ramię i zawołała męża.
Lucjusz wyszedł z biblioteki, także trzymając w dłoniach duże tomiszcze. Kulał i podpierał się na lasce, jakby potrzebował jej bardziej, aniżeli zazwyczaj. On również się przystanął, ewidentnie zaskoczony wizytą syna, a potem powoli odłożył księgę na mahoniowym stole nieopodal drzwi.
— Wróciłeś, aby umrzeć na rodowych włościach? — zapytał, uważnie mu się przyglądając. — Nie sądzę. Nie wytrzymałbyś tak długo z daleka od Pottera.
Draco zwilżył usta, bo w głowie ujrzał obraz Harry’ego, jaśniejszy niż przeszywającą ciemne niebo błyskawicę, a w sercu musiał zdusić potrzebę. Szczęśliwie, była ona mniej paląca niż wcześniej, dzięki czemu mógł ją zignorować.
— Zostałem wyleczony, ojcze. Harry’emu udało się zmniejszyć siłę klątwy o połowę, a to, co mi pozostało, pozwala na prowadzenie normalnego życia.
Matka przymknęła powieki i chociaż nawet nie drgnęła, Draco postanowił dać jej chwilę prywatności. Wiedział, że w tym momencie pozwoliła sobie na chwilę słabości, dlatego też nie zamierzał jej dodatkowo zawstydzać. Ojciec pochylił się naprzód i spojrzał na zbielałe kostki swoich dłoni.
— Nie kłamiesz — podsumował nadzwyczaj łagodnie.
— Mówię prawdę. — Uśmiechnął się niepewnie Draco. Lucjusz nie odwzajemnił gestu, ale najprawdopodobniej wynikało to z oszołomienia, a nie niechęci do dokonanego cudu. — Trudno to wytłumaczyć, ale Harry jest badaczem magii. Wymyślił zaklęcie, które pozwoliło mu zobaczyć kształty klątwy na moich ramionach, a potem naruszył połączenie. Właśnie w ten sposób przekleństwo straciło na swej mocy.
Narcyza podeszła bliżej, aby go uściskać. Lucjusz pozostał jednak w miejscu, sprawiając wrażenie boleśnie zdezorientowanego. Draco z przyjemnością poddał się opiekuńczym ramionom matki i uznał, że ojciec potrzebuje czasu, aby zaakceptować nowy stan rzeczy. To całkiem oczywiste, nawet bez dłuższego zastanawiania się, gdyż nawet on jeszcze do siebie nie doszedł, a tym bardziej nie uporządkował własnych myśli, pełnych sprzeczności i dwojakiej perspektywy. Miał jednak nadzieję, że po pewnym czasie zapomni o swoich odczuciach i emocjach powiązanych z klątwą.
Niestety, dopóki to nie nastąpi, pozostało mu próbować znaleźć złoty środek pomiędzy dawnym sobą, a tym przeklętym mężczyzną, którym się stał pod wpływem Novy Cupiditas.
Matka zaprowadziła go do jadalni — największej w całej rezydencji — i praktycznie posadziła go na końcu wielkiego stołu, po czym klasnęła w dłonie, przywoławszy skrzata domowego, i rozkazała przygotować ciepły posiłek. Draco próbował zaprotestować, mówiąc, że właściwie to nie potrzebuje wystawnego obiadu, ale Lucjusz pokręcił energicznie głową, jakby wiedział lepiej. Nie mając innego wyjścia, zamilkł po chwili cichego marudzenia. Zrozumiał, co niósł za sobą ten z pozoru mało znaczący gest. Niech matka robi to, co musi, aby podtrzymać pozory normalności, zdawały się tłumaczyć szare oczy ojca. Cóż, wychodzi na to, że będzie miał większe prawo głosu, gdy rodzice pojmą, że nie umrze lada dzień.
Rada okazała się słuszna, ponieważ gdy tylko wszyscy zajęli miejsca, Narcyza wbiła weń pełne zapytania spojrzenie.
Draco wytłumaczył to, co uczynił Harry, na tyle, na ile wszystko zrozumiał. Kiedy skrzaty podały obiad — gorące puree ziemniaczane z cienko pokrojonymi plastrami jagnięciny w sosie, na widok którego prawie pociekła mu ślinka — uzmysłowił sobie, że naprawdę był głodny. Gdy sięgnął po deser, ot duży kawałek ciasta czekoladowego oraz kieliszek białego wina, był zbyt zajęty pochłanianiem swej porcji, aby rozmawiać.
Rodzice cierpliwie czekali, aż skończy jeść. Matka zajęła wygodniejszą pozycję i rzucała mu cierpliwe, przenikliwe spojrzenia, jakby wreszcie oswajała się z myślą, że może przestać myśleć o organizowaniu pogrzebu, a ojciec z kolei po prostu ograniczył się do stukania palcami w laskę i cichej obserwacji.
— Ile jesteśmy winni panu Potterowi? — Narcyza pochyliła się naprzód, kiedy przełknął ostatni kęs przepysznej jagnięciny.
Draco zamrugał, szczerze zaskoczony. Prawdę powiedziawszy, zapłata nawet nie przyszła mu wcześniej do głowy, ale to raczej oczywista sprawa, ponieważ miał dług życia do spłacenia. Gdy zrekompensuje Potterowi wysiłek i poświęcony na badania czas, raz na zawsze uwolni się od ciężaru wdzięczności, a także przypieczętuje zerwanie więzi, która w pewnym momencie mogłaby okazać się cholernie krępująca.
— Nie jestem przekonany, czy chciałby otrzymać zapłatę — stwierdził. Grał na zwłokę i z nerwów zaczął bawić się widelcem. Upił również łyka wina. Nie próbował niczego innego, bo dobrze wiedział, że matka w okamgnieniu by go przejrzała. — Nie wydaje się osobą, która doceniłaby podobny gest.
— Ach, tak? — Narcyza rzuciła mu ostrzejsze spojrzenie. — Myślałam, że w międzyczasie lepiej go poznałeś. — Zmieniła podejście. — Skoro nie przyjąłby pieniędzy, to z pewnością zależy mu na czymś innym.
Draco westchnął.
— W zupełności wystarczy mu nasza wdzięczność — wyznał, choć wiedział, że ta odpowiedź nie zadowoli jego rodziców.
Lucjusz potrząsnął z niesmakiem głową. Szare, obecnie lekko rozgniewane oczy, przybrały srebrzystą, bardzo chłodną barwę.
— Absurd. Potter dokonał cudu. Nie wystarczy mu jedynie ładnie podziękować.
Draco przytaknął, chociaż nie podzielał tego przekonania. W pełni rozumiał, co kryło się za naleganiem ojca — aby całkowicie zerwał powstałą więź i nie pozostawił miejsca na ewentualne przyszłe roszczenia.
— Rozwiązał sprawę bez naszej pomocy i bez dostępu do naszej biblioteki — dodała ściszonym głosem matka. — To zaś sprawia, że dług jest bardziej palący i pilny.
— Owszem, ale Harry wyrazi sprzeciw.
— Synu.
Oczywiście, wiedział, co oznacza to ostrzeżenie. Musiał przestać nazywać faceta po imieniu i przestawić się na nazwisko. Musiał również pójść po rozum do głowy i skończyć ze słuchaniem serca, które podpowiadało mu żal z tego powodu. W przeciwnym razie jego rodzice mogliby pomyśleć, że jest mniej wdzięczny za ocalenie życia niż sfrustrowany faktem, że powinien zachować dystans od swojego wybawcy. Draco wbił wzrok w swój talerz i odepchnął resztki sosu nożem, a potem w ciszy poczekał, aż pojawi się skrzat domowy i zabierze mu zastawę.
Będę się musiał przyzwyczaić, podsumował. Ta ciągła obsługa. Co prawda, przez całe życie towarzyszyła mu służba, ale po dniach spędzonych pod klątwą wydawało się to odległym wspomnieniem.
Nade wszystko chciał mieć więcej czasu na przemyślenia, uporządkowanie myśli i zrozumienie własnych emocji. Było to pobożne życzenie, ponieważ po władczym tonie ojca zrozumiał, że nie dostanie nawet minuty wyłącznie dla siebie.
— Uraczmy się winem w bibliotece, Draco.
Nie mógł odmówić temu stanowczemu zaproszeniu, tak więc po prostu skinął głową, a następnie wstał od stołu.
Matka na odchodne objęła go za szyję i ucałowała w usta, nie szczędząc przy tym siły, bo pozostawiła mu na skórze ślady szminki. Z zaskoczeniem dotknął miękkich warg i bez słowa patrzył, jak znika za drzwiami. Najprawdopodobniej zmierzała do pokoju muzycznego, wnioskując po jej pospiesznych krokach, aby zagrać symfonię w podziękowaniu za odzyskanie dziecka.
Jeżeli rzeczywiście bardzo się martwiła, może podzieli przekonanie, że nie możemy tylko wzruszyć ramionami i zapomnieć Harrym, pomyślał z nadzieją, idąc za ojcem do biblioteki.
Na stołach leżały wciąż porozstawiane księgi, ale Lucjusz w momencie przestał zwracać nań uwagę i rozkazał skrzatowi domowemu posprzątać bałagan. Gdy usiadł na krześle, rzucił synowi przeszywające spojrzenie.
— Cisnąłeś we mnie niewybaczalnym — zagaił, rozpoczynając dyskusję.
Draco się wyprostował, choć w środku zbierało mu się na mdłości. Owszem, to rzeczywiście się wydarzyło, ale w głowie miał niezły mętlik, ponieważ wciąż mierzył się z dwojakim rodzajem wspomnień, jak również towarzyszącym im emocjami — przerażeniem i agonią oraz triumfem i ogromnym szczęściem.
— Chciałeś zabić człowieka, który miał realne szanse na uratowanie mi życia — odpowiedział, postawiwszy na fakty.
Ojciec uniósł powątpiewająco brew.
— W porządku, przewinienia są równe. — Wskazał nań dłonią. — Czy możemy o nich zapomnieć?
Chociaż Draco przytaknął, w gruncie rzeczy wiedział, że przebaczenie jest niemożliwe. Możliwe, że po części skłaniałby się do udzielenia rozgrzeszenia, bo Lucjusz desperacko poszukiwał lekarstwa na Novę Cupiditas i naprawdę wierzył, że zlikwidowanie obiektu przywróci ofierze wolną wolę, ale zbyt dobrze pamiętał, co się wydarzyło na tych korytarzach — żałował wówczas, że ojciec nie zginął.
To oczywiste, że choć zgodzili się na odpuszczenie win, nie sposób zignorować powagi „sprzeczki”. Zamiast to wytknąć, siedział na swoim krześle i popijał lampkę wina przyniesioną przez skrzata domowego. Czekał na więcej informacji, bo Lucjusz nie zaprosił go na błahe pogaduszki.
Ojciec dopił trunku, a potem spojrzał nań z ogniem w oczach. Sprawiał wrażenie zamyślonego i jednocześnie odrobinę zatroskanego. Szczerze mówiąc, nie wiedział, czy to dobrze, czy źle, dopóki nie usłyszał prawdziwego powodu pogawędki w bibliotece.
— Musisz zrozumieć, że nie możemy pozwolić, aby ktokolwiek podejrzewał cię o popełnienie przestępstwa pod wpływem przekleństwa. To zniszczyłoby twoją reputację, a nade wszystko pragnę, żebyś żył pełnią życia.
Interesujące, podsumował Draco, zaniepokojony tonem, jakim ojciec zakończył swą wypowiedź. Ostatecznie skinął głową.
— Potter powiedział, że jutro się tym zajmiemy — wyznał, kładąc nacisk na nazwisko mężczyzny.
— W porządku. Skoro jedno mamy odhaczone, skupmy się na drugim. — Uśmiechnął się Lucjusz, wyglądając zgoła odmiennie od zadowolonego Harry’ego. — Musimy koniecznie odciąć cię od Novy Cupiditas, synu. Przez bity tydzień czytałem o jej długofalowych skutkach na mózg czarodzieja.
Zmrużył oczy.
— Co masz na myśli? — zapytał, starając się nie brzmieć oskarżycielsko. Przez pewien czas będzie się musiał pilnować w towarzystwie ojca. — Nigdy wcześniej nie przełamano tej klątwy. Nie mamy żadnych podstaw przypuszczać, że pozostawiła po sobie ślady.
Lucjusz potrząsnął głową.
— Wybacz, chodziło mi o podobne jej przekleństwa; to na nich bazowałem w swoich badaniach. We wszystkich przypadkach, których zanotowano wyleczenie ofiary, utrwalone wspomnienia tworzą w zasadzie podwójne życie. Uzdrowiciele zajmujący się powyższymi pacjentami kładli szczególny nacisk na zaobserwowane wewnętrzne rozdarcie.
Draco się skrzywił. Aż nazbyt dobrze rozumiał, co autorzy publikacji mieli na myśli. Nieustannie zderzanie się dwóch perspektyw, słuchanie dwóch niemożliwych do pogodzenia głosów w głowie, może doprowadzić człowieka do skraju szaleństwa.
— Zdecydowanie potrzebujesz teraz czegoś, czemu oddasz całe swe serce, ot zainteresowania, które bez reszty cię pochłonie. Ważne jest, aby opierało się na podobnej obsesji — kontynuował ściszonym głosem ojciec. — Ożenisz się, synu.
Całkiem dobrze się złożyło, że Draco zdążył odstawić pusty kieliszek na stół, ponieważ istniało prawdopodobieństwo, że szkliwo roztrzaskałoby mu się w rękach. Szczęśliwie, zdołał opanować przebiegający po kręgosłupie dreszcz.
— Czy naprawdę doszedłeś do wniosku, że regularny seks zwiększa szanse powrotu do zdrowia?
— Niczego nie rozumiesz. — Lucjusz westchnął pod nosem, a potem zacisnął dłoń w pięść. — Klątwa miała charakter seksualny, a więc i nowe zainteresowanie powinno wypływać z tego kręgu. Z informacji, które pozyskałem, wynika, że lekarstwem na wszelkiego rodzaju przekleństwa jest zastąpienie nienaturalnego zainteresowania czymś naturalnym. W przypadku uroku, który zachęcał do ciągłego mówienia, zalecaną aktywnością było spędzenie czasu z gawędziarskimi przyjaciółmi lub sprawienie sobie zwierzęcia domowego. W przypadku zaklęcia przymuszającego do aktywności fizycznej zalecano branie udziału w treningach quidditcha lub innego, lecz równie wymagającego sportu. I tak dalej.
Draco spuścił wzrok i przytaknął, jakby naprawdę rozważał zaproponowane przez ojca rozwiązanie. W rzeczywistości odrzucił opcję małżeństwa w chwili, gdy o niej usłyszał.
Właściwie dlaczego?, zastanowił się sekundę później. Teoria, którą postawił ojciec, z pewnością jest słuszna. Żona najprawdopodobniej pomogłaby mu przezwyciężyć seksualny aspekt Novy Cupiditas, aktualnie wciąż ukierunkowany na Harry’ego. Muszę się od niego zdystansować.
Cóż, odpowiedź była prosta — nie chciał nikogo innego — i bez względu na wszystko, pozostawała do bólu prawdziwa. Nie odczuwał przytłaczającego pożądania względem obiektu klątwy, ale nadal miał ochotę zaciągnąć go do łóżka. Chciał go dotykać, zobaczyć, jak to jest mu obciągać albo być w nim, a może nawet odwrócić role i wypiąć tyłek, żeby poczuć w sobie twardego fiuta. Nie zamierzał sypiać z nikim innym, zwłaszcza z delikatną, wyrafinowaną czystokrwistą czarownicą, którą wybrałby dlań ojciec.
W tym momencie potrzebował kogoś silniejszego, lepiej zbudowanego, pełnego pasji i szczerze oddanego; kogoś, kto z dobroci serca ryzykował dlań życie; kogoś, kto potrafiłby skrzyżować z nim spojrzenie bez wzdrygnięcia się ze strachu czy też wstrętu przez wzgląd na niedawną próbę gwałtu.
Właśnie to podpowiadało mu pożądanie. Co ciekawe, racjonalna część jego umysłu również przyklasnęła temu pomysłowi. Zbyt szybkie zdystansowanie się od Harry’ego również zniweczyłoby proces powrotu do zdrowia.
Draco potrząsnął głową. Wiedział, że ojciec oczekiwał innej odpowiedzi, ale nie miał najmniejszej ochoty mu przytakiwać. Zdeterminowany, uniósł wzrok i spojrzał krytycznie na rozmówcę, zastanawiając się, czy starsze serce zniesie szok związany z usłyszeniem prawdy.
— Wciąż nie wyraziłeś swej aprobaty, synu. — Uśmiechnął się drapieżnie Lucjusz, sprawiając wrażenie gotowego do ataku drapieżnika. Oczywiście, ojciec nigdy nie posunąłby się do zwyczajnej groźby, bo darzył go uczuciem. Zastraszeniem i łapówkarstwem zjednywał sobie czarodziejskich urzędników. — Mam nadzieję, że rozumiesz, że dostaniesz kilka kandydatek do wyboru. Nigdy nie zmusiłbym cię do ożenku z kobietą, której nawet nie lubisz.
Wiem, pomyślał i naprawdę tak sądził. Aby grać na zwłokę, uniósł kieliszek z winem i upił łyka, wyglądając na poważnego mężczyznę, który rzeczywiście rozważa propozycję.
Lucjusz pochylił się naprzód.
— Mimo to nakazuję ci się ożenić. Od tego zależy przetrwanie naszej rodziny i świata, który wokół siebie zbudowałeś — kontynuował. — Szczerze mówiąc, powinieneś stanąć na ślubnym kobiercu już dawno temu. Dzięki odpowiedniemu małżeństwu zyskasz nie tylko stabilność życiową, ale także towarzyszkę, z którą będziesz mógł dzielić smutki i szczęśliwe chwile, oraz, naturalnie, osobę, która pomoże ci zapomnieć o Potterze.
To wykluczone.
Pożądanie było zbyt silne, a zazdrość kłębiła się pod skórą. Draco z początku przypuszczał, że to tylko tymczasowe, ale teraz stracił na swej pewności. Całkiem możliwe, że Święty Mung będzie mógł temu zaradzić, zwłaszcza że klątwa przestała zagrażać jego życiu. Mógł trzymać się z daleka od Harry’ego i liczyć, że za niedługo chęci osłabną z uwagi na chociażby zniwelowany do minimum kontakt fizyczny.
Sęk w tym, że nie chciał się odizolowywać.
Tkwił w najprawdziwszym impasie.
W sytuacji, w której się znalazł, musiał głównie przytakiwać ojcu, paplać bezsensowne bzdury i w chwili wolnej wrócić do Harry’ego, aby razem wypracowali satysfakcjonujące… cóż, trwałe rozwiązanie problemu — o ile właściwie istnieje.
— Wiem, że możesz nakazać mi ożenek, ojcze, niemniej jednak dziś przeżyłem szczególnie stresujący dzień — odpowiedział ze spokojem, o który się nie podejrzewał. — Zostałem uwolniony spod działania zabójczej klątwy, ale również prawie zgwałciłem Pottera, który był na tyle wspaniałomyślny, że mi wybaczył, ale również uratowałem mu życie przed grupą fanatyków, którzy są odpowiedzialni za to zamieszanie. — Wstał od stołu. — Czy mogę w pierwszej kolejności odpocząć, a potem zająć się wszystkim innym?
Lucjusz wyraźnie chciał go zatrzymać.
— O jakiej grupie mowa? — zapytał i zacisnął usta. Spojrzał nań krytycznie, a następnie skinął głową. — Oczywiście, synu. Merlin jeden wie, że zasługujesz na chwilę odpoczynku, zwłaszcza że masz przed sobą przyszłość, której możesz wyczekiwać z nadzieją.
Draco uśmiechnął się ze zmęczeniem i uścisnął mu dłoń, po czym wyszedł z biblioteki, wszedł po schodach na piętro i z westchnieniem ulgi zamknął drzwi do swojego pokoju.
Leżąc w łóżku, zastanawiał się, co powinien zrobić, oraz analizował reakcję rodziców. Szybko doszedł do wniosku, że spodziewał się większego wsparcia ze strony matki. Wydawała się lepiej rozumieć, jak wiele zawdzięcza Harry’emu, podczas gdy ojciec chciał jak najszybciej o wszystkim zapomnieć.
To zrozumiała reakcja, ale Draco nie potrafił jej zaakceptować.
Rano spotka się z Harrym. Ustaliwszy plan, zmusił się, żeby przymknąć powieki.
— Harry. — Kingsley Shacklebolt sprawiał wrażenie zaskoczonego, ale stłumił ziewnięcie, które mogłoby poskutkować zwichnięciem szczęki. — Cieszę się ze spotkania. I że przeżyłeś — dodał niezręcznie.
Jak widać, plotki szybko się rozchodziły. Odkąd razem z Draco opuścił szpital Świętego Munga, informacja o pacjencie obciążonym Novą Cupiditas bardzo szybko dotarła do uszu samego Ministra Magii. Ron i Hermiona mogli mieć z tym coś wspólnego.
Skinął głową.
— Mam prośbę, panie Ministrze.
— Wiesz, że chętnie ze wszystkim ci pomogę. — Uśmiechnął się Kingsley. — Może pragniesz obdarować kogoś następnym Orderem Merlina?
Harry zaprzeczył i rozluźnił się na tyle, aby odwzajemnić gest. Po zakończeniu wojny przez dłuższy czas walczył o odznaczenie dla Severusa Snape’a, aż wreszcie ugrał to, na czym mu zależało i przypiął wyróżnienie do portretu upartego głupca w gabinecie dyrektora Hogwartu.
— Nieszczególnie. Właściwie to potrzebuję twojego słowa, że zapewnisz ułaskawienie człowiekowi, który popełnił przestępstwo pod wpływem klątwy.
Minister zamrugał, a następnie spojrzał nań przenikliwie.
— Nie możesz oczekiwać, że… Cóż, przestępstwa muszą zostać osądzone, nawet jeżeli ostatecznie zdecydujemy się nie skazywać sprawców.
— W zamian zaoferuję ci dwie rzeczy — odpowiedział. — Dziś zneutralizowałem Novę Cupiditas. Chcę podzielić się tą wiedzą i właśnie dlatego za darmo udostępniłbym Ministerstwu wszystkie sporządzone notatki. Oczywiście, tylko i wyłącznie wtedy, gdy otrzymam wiążące zapewnienie, że ofiara klątwy, niebędąca przy zdrowych zmysłach, nie będzie traktowana jak przestępca.
Kingsley zamrugał.
— Mówisz poważnie? — zapytał. — Słucham dalej.
Harry odgarnął grzywkę z czoła.
— Kiedyś mi powiedziałeś, że Wielka Brytania jest mi winna przysługę z powodu tej blizny i poświęcenia, którego dokonałem — powiedział ściszonym głosem. — Nigdy nie prosiłem o spłatę długu. Robię to teraz.
Upomnienie się o przysługę sprawiło, że dyskusja szybko przeobraziła się w mało zrozumiałe bełkotanie. Shackleboltowi nie podobała się wizja skandalu, jaki by rozgorzał, dlatego też niechętnie ustąpił, kiedy dowiedział się, że ofiara i obiekt przeżyli klątwę oraz nie doszło między nimi do stosunku seksualnego. Minister zbladł, kiedy usłyszał o ośmiu zabitych Tropicielach Sprawiedliwości, ale powstrzymał się od komentarza, gdy Harry przypomniał mu, że jak dotąd aurorzy nie złapali żadnego fanatyka mugolskiego pochodzenia, co może wskazywać na skorumpowanie Biura Aurorów, a może nawet całego departamentu. Co więcej, dzięki udostępnionym notatkom, uzdrowiciele zyskają środki, aby odwrócić działanie Novy Cupiditas u każdego, kto stanie się następnym celem.
Zakończywszy rozmowę, Harry usiadł na piętach przed paleniskiem i pozwolił sobie na chwilę słabości.
Gardził tym, co uczynił. Nigdy wcześniej nie wykorzystał swej sławy i pozycji w równie nikczemny sposób, ale po prostu nie mógł znieść myśli, że Draco będzie musiał odpokutować za zbrodnię, którą popełnił pod wpływem klątwy. Jeżeli ktoś tu był odpowiedzialny, to tylko i wyłącznie on, bo przecież mógł zawczasu związać gościa i na stałe pozbawić go różdżki.
To będzie ostatni prezent, jakim obdarzy Draco — zapewnieni mu powrót do normalnego życia bez żadnych konsekwencji prawnych.
Zadowolony, postanowił przekazać mu wieści na jutrzejszym spotkaniu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz