3. ROZDZIAŁ TRZECI

3. ROZDZIAŁ TRZECI

Egipskie słońce mocno przypiekało, sprawiając, że na odległych wydmach jawiły się miraże. Severus od dawna był przyzwyczajony do pustynnych upałów i, prawdę powiedziawszy, wolał ukrop od mdłej londyńskiej wilgoci. Urodził się w tej krainie i tutaj spełniał się zawodowo. Czas, który spędzał w Anglii, plasował się w kategorii nieprzyjemnych konieczności.

Zazwyczaj przerwa w pracy przypadała na sam środek dnia, podczas najgorętszych godzin, tak więc wycofał się do swojego namiotu. W środku zmienił przepoconą koszulkę i spodnie na tradycyjną kremową dżellabę wykonaną z przewiewnej bawełny. Westchnąwszy z ulgi, usiadł na krześle i zajął się aktualizowaniem na laptopie raportów z porannych wykopalisk. W międzyczasie jeden z pracowników przyniósł mu pełen dzbanek herbaty, dlatego też napełnił sobie filiżankę. Był tak pochłonięty sprawozdaniem, że zupełnie nie zwrócił uwagi na charakterystyczne odgłosy wjeżdżającego do kompleksu samochodu. Przez ten teren nieustannie przejeżdżały auta, przywożąc potrzebny ekspedycji ekwipunek, czy też zabierając do Kairu nowo odkopane odkrycia, ot chleb powszedni. Zignorował warkot silnika, gdyż właśnie takimi sprawami zajmował się Draco, dzięki czemu on miał więcej czasu na prawdziwą pracę.

Nic więc dziwnego, że drgnął, szczerze zaskoczony, kiedy usłyszał, że ktoś go woła pełnym radości głosem. Uniósł wzrok znad ekranu i zastanowił się, czy mógłby pozostać w namiocie i ukryć się przed światem. Niestety chwilę później podsłuchał, jak Lupin pyta jednego z pracowników, gdzie dokładnie obozuje i już wiedział, że ten plan jest z góry skazany na niepowodzenie.

Kilka chwil później Remus stanął przed jego miejscówką.

— Puk, puk, doktorze Snape. Mogę wejść?

Chciał nie odpowiedzieć albo odmówić, ale wiedział, że to tylko opóźniłoby nieuniknione. Szczerze mówiąc, nie spotkali się od czasu „randki” w restauracji, ale ich losy się przeplatały, ponieważ Lupin znaczył swą obecność w mailach, gdy dogrywali szczegóły wykopalisk. W miarę możliwości podsyłał mu w odpowiedzi Draco, ale niektórymi sprawami musiał się zająć samodzielnie. Szczęśliwie, Remus nie był tak irytujący przez Internet, jak na żywo. Gdy się nie widzieli, praktycznie zapomniał, jaki miał nań wpływ. Teraz jednak, nie będąc w stanie uniknąć spotkania, westchnął i przygotował się na najgorsze.

 — Proszę! — powiedział władczym tonem, podnosząc się na nogi. Nie był to gest grzecznościowy, a bardziej wynikający z chęci samoobrony. Wolał znaleźć się z Lupinem na tym samym poziomie, aniżeli dawać mu przewagę wysokościową.

Mężczyzna odchylił klapę namiotu, wszedł do środka i uśmiechnął się ciepło, gdy zobaczył naburmuszonego Severusa.

— Dzień dobry — przywitał się uprzejmie trochę ochrypłym głosem, powoli skanując go wzrokiem. — Nie miałem pojęcia, że tak dobrze wyglądasz w szatach. Na twoim miejscu nigdy więcej nie zaprzątałbym sobie głowy ubraniami w zachodnim stylu.

Uznanie w niebieskich oczach wpłynęłoby na niego bardziej, gdyby właśnie nie walczył z własnym pożądaniem. Lupin był ubrany w spodnie khaki, luźną białą koszulę, która ładnie podkreślała jego opaloną skórę i ciemnobrązowe buty. Cudownego obrazu dopełniała fedora na głowie, odwołująca się bezpośrednio do jego skrytej miłości i jednocześnie jednego z największych przekleństw, a mianowicie słabości do filmów o Indianie Jonesie. Oczywiście, żadna dwuwymiarowa wersja Harrisona Forda nie mogła się równać z żywym, oddychającym, niewiarygodnie seksownym mężczyzną stojącym u progu jego namiotu.

Chociaż było to szalenie trudne, jakoś oderwał język od podniebienia i zabrał głos, żeby przypadkiem nie wyjść na zauroczonego głupca.

— Jestem w jednej czwartej Egipcjaninem — przyznał. — W młodości nieustannie nosiłem szaty, ale wątpię, aby zostały dobrze przyjęte w Muzeum Brytyjskim.

— Naprawdę wielka szkoda. — Lupin wciąż pożerał go wzrokiem, co sprawiało, że po kręgosłupie przechodziły mu przyjemne dreszcze. — Może powinieneś przestać się martwić o to, co będą mówić ludzie. Jestem przekonany, że to wygodniejsze ubranie, aniżeli garnitur. Wyglądasz seksownie.

Snape gwałtownie się zarumienił, co przypomniało mu, dlaczego facet miał tendencję do wyprowadzania go z równowagi. W normalnych okolicznościach pękłby szybciej, ale teraz był przygotowany, bowiem spędził ostatnich kilka tygodni na panowaniu nad nerwami.

— Owszem, są znacznie wygodniejsze, zwłaszcza biorąc pod uwagę tutejszy klimat — powiedział. — Czy świadomie naśladujesz Indiana Jonesa? — zapytał, wskazując dłonią na strój rozmówcy. — Jeżeli tak, to gdzie podziałeś swój bicz?

Lupin wyglądał na zawstydzonego, co podsunęło Severusowi myśl, że jednak dało się go speszyć.

— Zostawiłem w bagażniku. — Zaśmiał się pod nosem. — I tak, przyznam, że trochę się na nim wzorowałem. Uwielbiam tę serię i nawet dodam, że Indiana Jones pomógł mi zainteresować się archeologią.

Chociaż nie chciał tego robić, nie miał innego wyjścia, jak przyznać mu kilka punktów za podobny gust filmowy. Nie zaszkodziło też, że wreszcie zdołał go jakoś zdezorientować. Warknięcia i złośliwości nie zdały rezultatu, ale warto byłoby poszukać innych sposobów, żeby zaleźć mu za skórę. Lupin z pewnością wykorzystałby każdą okazję, żeby zbić go z pantałyku — nie powinien się ograniczać.

— Też obawiasz się węży, czy to zbyt daleko idące porównanie? — kontynuował, unosząc wyzywająco brew.

— Nieszczególnie — odpowiedział mężczyzna, przysuwając się bliżej. — Nie boję się również szczurów i robaków.

— Przed czym więc drżysz? — Nie ustępował, a w duchu się zastanowił, czy rzeczywiście uzyska odpowiedź na to pytanie. Gdyby chodziło o niego, w życiu nie przyznałby się otwarcie do największej słabości.

— Nie jestem bojaźliwym człowiekiem. — Lupin wziął Severusa za rękę i ucałował wierzch dłoni. — Myślę, że spędzenie większości dzieciństwa na walce z chorobą pozwoliło mi spojrzeć na strach z zupełnie innej perspektywy.

Ciepło rozprzestrzeniło się po ciele Snape’a. To niesprawiedliwe, że Remus ma nad nim taką władzę. Z drugiej strony, to może być po prostu wina nagle rozbudzonego widokiem atrakcyjnego mężczyzny libido. Zdesperowany, próbował wmówić sobie tę prawdę, chociaż w głębi duszy wiedział, że się oszukuje. Facet miał w sobie coś, co sprawiało, że zmysły Severusa szalały. Gdyby jakiś inny człowiek wkroczył na jego teren i rzucił mu wyzwanie, z pewnością nie walczyłby równie zaciekle.

— Albus napomknął o twojej chorobie — przyznał bez cienia skrępowania. Był zdeterminowany, aby kontynuować tę rozmowę w normalnym tonie. — Wspomniał też, że posługiwałeś się starożytną greką, zanim skończyłeś dziesięć lat.

— Owszem, wszystko się zgadza. — Lupin wzmocnił swój uścisk. Nie wydawał się spieszyć, aby puścić trzymaną dłoń. — Moi rodzice wcześnie zdali sobie sprawę, że mam dryg do nauki języków, a ponieważ bardzo często chorowałem i musiałem leżeć w łóżku, nie miałem niczego innego do roboty. Naturalnie, poza czytaniem.

— Teraz sprawiasz wrażenie całkowicie zdrowego — zauważył i zastanowił się, jak powinien oswobodzić rękę, żeby mężczyzna tego nie zarejestrował. — Rozumiem, że wyszedłeś z choroby.

— Można tak powiedzieć. — Uśmiechnął się Lupin i pogładził palcem wierzch trzymanej dłoni. — Kiedy byłem brzdącem i miałem mniej więcej pięć lat, zapadłem na paskudne zapalenie płuc, w wyniku czego przeleżałem w szpitalu parę dłużących się tygodni. Lekarze martwili się, że przez kilka następnych lat będę miał ciężej niż rówieśnicy i rzeczywiście tak było. Nawet teraz muszę być ostrożniejszy, ponieważ zwykłe przeziębienie przy niesprzyjających okolicznościach i warunkach może przerodzić się w zapalenie oskrzeli, albo, co gorsza w zapalenie płuc. Tutejszy klimat bardzo mi odpowiada i, prawdę powiedziawszy, był jednym z przełomowych argumentów.

— Rozumiem. — Delikatna pieszczota dłoni sprawiała, że severusowe serce co rusz fikało koziołka. W końcu odciągnął tę rękę, zanim zrobiła coś naprawdę głupiego. — Cóż, skoro twoje zdrowie obecnie ma się całkiem dobrze, z pewnością będziesz chciał zabrać się do pracy najszybciej, jak to tylko możliwe. — Wskazał na schludny stos fotografii na biurku, wszystkich z odpowiednią etykietą. — To są zdjęcia obszaru, który uważasz za lokalizację grobowca, wraz ze wskazaniami głębokości skał pod piaskiem. Jeżeli rzucisz na to okiem, przekonasz się, że nie ma żadnych oznak echa wykopalisk.

— Co niekoniecznie oznacza, że to miejsce niewarte kopania. — Lupin sprawiał wrażenie rozczarowanego, że stracił dłoń do pieszczenia. — Całkiem prawdopodobne, że będziemy musieli użyć innych, mniej konwencjonalnych metod poszukiwania grobowca.

— Mniej konwencjonalnych? — powtórzył, zakładając ręce na piersi i unosząc wyniośle podbródek. — Zapewniam cię, że podchodzę do sprawy w bardzo drobiazgowy, naukowy i logiczny sposób. Skorelowałem wszystkie dane i domniemane parametry. Jeżeli nie będziesz ukontentowany, dopóki nie przekopiesz łopatą kilku ton gorącego piasku, to masz problem. Wybij to sobie z głowy.

— Właśnie taki mam zamiar — odpowiedział ze spokojem mężczyzna, niewzruszony usłyszanym wywodem. — Zyskałem sześć miesięcy i zamierzam w pełni wykorzystać ten czas. Wyczerpię wszystkie możliwości.

— W porządku. Draco opracował harmonogramy pracy dla robotników, których przydzieliliśmy ci do pomocy. Nadal, co prawda, prowadzę wykopaliska po drugiej stronie piramidy, ale zgodziłem się pomóc i dlatego wesprę cię czynnikiem ludzkim — pospieszył z wyjaśnieniami. — Jak właściwie chciałeś zacząć?

— Mój przekład wskazuje drogę do konkretnej lokalizacji. Mam ze sobą kilka map z adnotacjami, ale prześlę ci je w późniejszym czasie. Zależy mi, żebyś razem ze swoimi pracownikami wiedział, gdzie dokładnie będę kopał. Zgodnie z umową, zapewniał połowę robotników, więc jeżeli być któregoś potrzebował, mów śmiało. Chętnie się podzielę, jeśli mam coś, czego potrzebujesz. — Uśmiechnął się drapieżnie. — Mogę dać ci naprawdę wiele — dodał z figlarnym błyskiem w oku.

Severus uniósł brew, owładnięty jakimś dziwacznym impulsem.

— W takim razie poproszę bicz z bagażnika — mruknął. — Podejrzewam, że znacząco poprawiłby mój wizerunek jako poganiacza niewolników.

Lupin się roześmiał, raczej z rozbawieniem, aniżeli kpiną.

— To rzeczywiście może zmotywować twoich pracowników, ale obawiam się, że skutecznie mnie zdekoncentruje. Gdy zobaczę cię z pejczem, nie zdołam utrzymać rąk z daleka. — Niebieskie oczy pociemniały, zaś uśmiech stał się zawadiacki. — Stojąc w swoich szatach i z biczem w dłoni, musisz być cholernie seksowny.

Jakiejkolwiek odpowiedzi się spodziewał, zupełnie nie przygotował się na coś podobnego. Potrzebował dłuższego momentu, żeby pozbierać szczękę z podłogi.

— Spokojnie. Jesteś wyjątkiem od reguły — burknął, wciąż zakłopotany. — Zdecydowanie musiałbyś zasłużyć na ten przywilej.

— Właśnie się staram. — Uśmiechnął się drapieżnie Remus. — Myślałem, że jasno przedstawiłem swe stanowisko na naszej randce.

Z jakiegoś niewyobrażalnego powodu — może przez ubrania, a może przez postawę Lupina — Severus poczuł się niczym prześladowany przez tygrysa królik. Jakby zareagował, gdyby facet rzeczywiście się nań rzucił, popchnął go na miękki dywan, którym wyściełany był namiot i spełnił swe obietnice?

Samo wyobrażenie tej sytuacji mocno namieszało mu w głowie. W momencie się zirytował, że zezwolił na te wszystkie podteksty, a jego ciało zareagowało.

— Tak twierdzisz — podsumował uszczypliwie, zły na własną głupotę i zdradzieckie libido. — W porządku, przejdźmy do konkretów. Zobaczmy, czy jesteś dobrym archeologiem, doktorze Lupin. Chodźmy obejrzeć miejsce, które pragniesz rozkopać.

— Naturalnie, doktorze Snape — odpowiedział mężczyzna, zrobił krok wstecz i odsunął klapę namiotu. — Zapraszam na włości. Po drodze opowiem ci o teorii stojącej za moim tłumaczeniem.

Z opanowaniem godnym faraona Severus wyszedł na zewnątrz z wysoko uniesionym podbródkiem. Niestety, przypadkowo musnął Remusa, bo przejście było zwyczajnie wąskie. Po jego ciele momentalnie rozprzestrzeniło się znajome ciepło, co sprawiło, że uzmysłowił sobie, że będzie musiał tolerować tę nienaturalną bliskość przez cały czas trwania wykopalisk, a więc przez bite sześć miesięcy. Jak wytrzyma tę torturę, skoro zwykły dotyk doprowadzał go na skraj gorączki?

— Za mną — burknął i z gracją ruszył przed siebie, wyznaczywszy kierunek. Całkiem szybko opuścili cień, który dawała skupisku namiotów ogromna piramida schodkowa. Ostatnie dni były dla ekspedycji łaskawe, ponieważ nie zdarzyła się żadna burza piaskowa, dlatego też ziemia była przyjemnie ubita, co pozwalało Severusowi na łatwe poruszanie się w sandałach. Zazwyczaj, gdy wychodził na zewnątrz, zakładał skarpetki i zmieniał obuwie na cięższe, ale nie zamierzał zbroić Lupina w więcej amunicji, unosząc dół szaty i odsłaniając bose stopy.

Kilku mężczyzn w podobnym odzieniu skrywało się w skrawkach cienia, gdziekolwiek się one znajdowały, popijając z bukłaków lub paląc papierosy. Wszyscy czekali, aż słońce przestanie tak prażyć. Snape zaczął się już pocić, ale była to cena, którą płacił za pracę na wykopaliskach. Sięgnął ręką do tyłu i pociągnął kaptur, aby zakryć czubek swojej głowy i w ten sposób przynajmniej trochę się ochronić. Nie było sensu ryzykować udaru słonecznego. Lupin z łatwością dotrzymał mu kroku, aczkolwiek również poprawił swą fedorę. Idąc przez pustynię, rozglądał się wokół z zainteresowaniem.

— Myślę, że główną różnicą między naszymi przekładami jest stopień dosłowności tłumaczenia — zagaił konwersacyjnym tonem. — Uważam, że piękno każdego języka tkwi w najmniejszych niuansach. Niektóre znaczenia słowa są tracone przy postawieniu na prostotę, co zaburza odbiór całego zdania. Czasem postrzeganie jednego symbolu może wpłynąć na resztę.

Severus zmarszczył sceptycznie brwi.

— Twierdzisz, że ktokolwiek nabazgrał te hieroglify, mówił zagadkami lub sobie żartował? W jakim konkretnie celu?

— Ciężko stwierdzić. Wszystko może być odpowiedzią, począwszy od formy starożytnego tagowania, aż po przypomnienie w formie obecnej karteczki samoprzylepnej na lodówce. — Lupin wzruszył ramionami. — Jeżeli czegoś się nauczyłem podczas studiowania języków świata, to to, że konotacje, podwójne znaczenia i różnorakie niuanse znacząco wpływają na to, co mówimy i w jaki sposób się wysławiamy. Wszystkie drobiazgi tak typowe dla danej kultury, są bardzo trudne do wykrycia i rozszyfrowania dla obcych.

Niestety trudno było obalić tak solidny argument, więc chrząknął, co mogło sugerować niejasną zgodę. Następnie spojrzał na towarzysza z uniesioną brwią, postanowiwszy się zrewanżować.

— Naprawdę nazywasz mnie obcym? — zapytał, rzucając mu kpiące spojrzenie. — Uświadomię cię, że oprócz staroegipskiego, mówię również po arabsku i koptyjsku.

Lupin miał na tyle przyzwoitości, że zrobił zawstydzoną minę. Szybko się jednak otrząsnął i mrugnął doń zawadiacko.

— Wybacz. Nie chciałem określać cię tym mianem. Myślałem raczej o całej społeczności lingwistycznej.

— Och, czyli wreszcie przyznajesz, że nie jesteś wszechwiedzący — podsumował z delikatnym uśmiechem. — Niemniej jednak wydajesz się wystarczająco pewien prawidłowości swoich bazgrołów, żeby zastawić sześć miesięcy swojego życia i niewiarygodną ilość zasobów.

Mężczyzna uniósł brew, sprawiając wrażenie szczerze zaskoczonego.

— Nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek twierdził, że jestem wszystkowiedzący. Zdaję sobie sprawę, że mam dobrą reputację w tej dziedzinie, ale nigdy nie próbowałem się wywyższać. Moim celem jest bycie najlepszym uczonym i historykiem, jakim tylko mogę się stać — powiedział. — Owszem, właśnie z tego powodu jestem gotów poświęcić sześć miesięcy i liczne zasoby. Jeżeli jestem w błędzie, otwarcie przyznam się do porażki i, naturalnie, odpuszczę, ale chcę zaryzykować na wypadek, jakbym jednak miał rację.

Ku własnemu zaskoczeniu Severus się zaśmiał.

— Właśnie mnie poparłeś — mruknął, kręcąc w niedowierzaniu głową. — Żartowałem, Lupin. Owszem, w żaden sposób się nie wywyższałeś — nie musiałeś, bo Albus wykonał za ciebie doskonały kawał roboty. Nabijałem się w ramach rewanżu za to, że zbyt często sprawiasz, że brakuje mi słów.

— Cóż, nie sposób kontrolować tego, co mówią o mnie inni. — Remus zerknął nań a przelocie, a potem się uśmiechnął. — Jeżeli chodzi o twoje momenty, to nie zamierzam przepraszać. Jesteś wówczas bardzo ujmujący.

— Ujmujący? — parsknął. — Zapewniam, że daleko mi do czarującego człowieka. Jakkolwiek jest to błędne przekonanie, zostanie bardzo szybko rozwiane, kiedy tylko zobaczysz mnie naprawdę rozzłoszczonego.

— Te dwie rzeczy się nawzajem nie wykluczają. — Uśmiechnął się figlarnie Lupin. — Jesteś atrakcyjny, nawet jeśli nie dajesz temu wiary. — Przez chwilę milczał. — Suniesz przez życie z wypaczonym spojrzeniem na siebie pod paroma względami. Uważam, że od czasu do czasu powinieneś spróbować innej perspektywy. Nie wiem tylko, czy moja będzie obiektywna.

— To znaczy? — zapytał, gdy zbliżali się do miejsca, w którym według nowego przekładu powinien znajdować się grobowiec Imhotepa. — Poznaliśmy się zaledwie kilka tygodni temu, a wiem, że reputacja mnie wyprzedza. Miałeś świadomość, czego się spodziewać, więc zaryzykuję przypuszczenie, że wykazałeś się obiektywizmem.

— Jak już wcześniej mówiłem, wyrobiłem sobie zdanie na twój temat przez pryzmat pracy, którą prowadzisz i kariery zawodowej. Nie sugerowałem się plotkami czy pogłoskami. — Lupin pokręcił głową. — Gdyby skończyło się tylko na tym, zdecydowanie byłbym obiektywny. Sytuacja się jednak skomplikowała, bo zacząłem się w tobie podkochiwać. Wiem, że wszystko, co powiedziałem, wydaje się nierealne, ale takie są fakty.

Severus ponownie zmarszczył brwi. Był to drugi raz, kiedy Remus przyznał, że obdarzył go uczuciem jeszcze przed spotkaniem na żywo. Za pierwszym razem uznał, że facet próbował wyprowadzić go z równowagi, ale teraz widział, że uparcie trzymał się swojej historii. Nie wiedział, czy powinien się czuć tym mile połechtany, czy zaniepokojony. Nie wspominając już o subtelnej presji bycia postawionym pod ścianą.

— Nie jestem dobrym obiektem westchnień — powiedział w zamian. — Nie zamierzam spełniać również twoich oczekiwać, o ile takowe posiadasz. Ograniczenia uważam za zbędne i bezwartościowe. Gdy przyjdzie potrzeba, podniosę na ciebie głos i nie będę oszczędzał twoich uczuć tylko dlatego, że coś sobie wyobraziłeś. Mam gdzieś, czy naprawdę darzysz mnie szacunkiem. Skończysz głęboko rozczarowany, jeżeli postanowisz o mnie zawalczyć.

Lupin wybuchnął głośnym śmiechem. Żeby utrzymać równowagę, musiał się przytrzymać jego ramienia.

— Już na mnie krzyczałeś, Severusie. I byłeś bliski odcięcia się ode mnie. Co więcej, potraktowałeś mnie chłodno, bez oporów zakwestionowałeś zarówno moją inteligencję, jak i kierujące mną motywy. Zaprzeczyłeś praktycznie wszystkiemu, co powiedziałem, jakby przyznanie mi racji sprawiło ci fizyczny ból. Uwierz, że nie mam żadnych złudzeń, że oszczędzisz mi przykrych słów. Zniosę wszystko, co mi zafundujesz. — Uśmiechnął się, rzuciwszy brunetowi rozbawione spojrzenie. — Z tego, co piszesz i nagrań wideo z twoich prezentacji wynika, że masz własne zdanie, nie boisz się go wyrażać, zarówno publicznie, jak i prywatnie oraz jesteś otwartą osobą. Od początku wiedziałem również, że charakteryzuje cię niespotykana siła i zawziętość, dlatego też nie zadowalasz się głupcami. — Jego uśmiech się poszerzył, sprawiając wrażenie drapieżnego. — Dobrze wiem, w co się pakuję i mam nadzieję, że nie będziesz próbował się zmieniać.

Prychnął pod nosem.

— Wspaniale, że wyjaśniliśmy sobie najważniejsze kwestie — podsumował, nie przepraszając za trafną ocenę sytuacji. Lupin był ewidentnie szalony, upierając się przy szansie na udowodnienie swej wartości i przekonaniu go do nawiązania bliższej znajomości, tudzież związku, podczas gdy w rzeczywistości mógł wybierać spośród przyjemniejszych dla oka mężczyzn. Z drugiej strony, jeżeli naprawdę pragnął zabiegać o jego względy, to kim był, żeby mu tego zabronić? Szczerze wątpił, by robił to tylko dla zabawy, bo każdy rozsądny facet zrezygnowałby po pierwszym odrzuceniu. Oczywiście, nie zamierzał dać pełnej wiary jego zapewnieniom, ale może niedługo trochę bardziej się przekona. — Jeżeli pozbierałeś się wreszcie po tym napadzie śmiechu, to jesteśmy już prawie przy miejscu, które zaznaczyłeś na mapie — kontynuował i wskazał dłonią szczyt wydmy oddalonej o kilka metrów. — Idziemy?

— Naturalnie. — Uśmiechnął się ciepło blondyn, w szarmanckim geście oferując mu ramię. — Jestem gotowy przyjrzeć się wszystkiemu, co zechcesz mi pokazać.

Przez dłuższą chwilę patrzył podejrzliwie na wyciągniętą rękę, niczym na szalenie niebezpieczną broń, po czym skapitulował i skorzystał z pomocy. Jakby nie patrzeć, opuścił namiot średnio przygotowany i miał na stopach zwyczajne sandały. Wspinanie się na wydmę w nieodpowiednim obuwiu może mieć poważne konsekwencje, a wolał uniknąć wykluczenia z pierwszych dni wykopalisk. Co więcej, długie szaty nie ułatwiały mu sprawy. Nie przeżyłby, gdyby przypadkowo zsunął się po piasku i wylądował na tyłku.

Zignorowawszy ciepło ramienia mężczyzny, Snape skoncentrował się na dotarciu na szczyt. Gdy znalazł się na wydmie, natychmiast je puścił i samodzielnie stanął na nogach. Zdecydowanie nie chciał wyglądać na słabego lub zniedołężniałego, a tym bardziej jakby celowo zabiegał o względy Lupina po tej przepięknej przemowie, która została mu przed kilkoma sekundami zaserwowana. Zmrużywszy oczy, wskazał na niskie kopczyki piasku rozciągające się od nich w kierunku odległych wzgórz na wschodzie. Między miejscem docelowym a początkowym istniał tylko piach.

— Oto twoje królestwo. Jeżeli uważnie się przyjrzysz, zobaczysz kilka niziutkich palików, na których dokonywaliśmy pomiarów głębokości — zagaił i spojrzał kątem oka na towarzysza, żeby przekonać się, jak zniesie tę antyklimatyczną chwilę. — O ile grobowiec Imhotepa rzeczywiście tutaj jest, to stanowi zaledwie igłę w stogu siana.

Lupin sprawiał wrażenie mocno skoncentrowanego i wyglądało na to, że naprawdę przeszukuje wzrokiem pokazany teren. Zachowywał się też niczym profesjonalny archeolog, kiedy przechadzał się wokół wytyczonych siatek.

— Na początek będę potrzebował trochę sprzętu geodezyjnego, abym mógł określić, gdzie powinniśmy rozpocząć nasze poszukiwania. — W niebieskich oczach błyszczało podekscytowanie. — Nie mogę uwierzyć, że wreszcie tutaj jesteśmy!

— Yhym, zaiste bardzo ekscytujące. — Severus przewrócił oczami. — Można by pomyśleć, Lupin, że nigdy nie byłeś na wykopaliskach.

— Cóż, przynajmniej nie o takim wielkim potencjale — odpowiedział mężczyzna, jakby nieświadomy uspokajającego tonu głosu rozmówcy. — Nigdy też nie byłem w stanie dzielić się podobnym doświadczeniem z wyjątkową dla mnie osobą. To wszystko sprawia, że to wykopalisko jest podwójnie fascynujące.

— Im większe nadzieje, tym gorsze rozczarowanie — zauważył, chociaż jemu również udzieliła się dziecinna radość i podekscytowanie. To śmieszne, bo nie był typem niepoprawnego optymisty. — Jeżeli zobaczyłeś swoje królestwo, możemy wracać. Poproszę Draco, żeby przygotował mapy lotnicze. Nie są, oczywiście, idealne, jeżeli chodzi o szczegóły topologiczne, ale piasek nieczęsto się przesuwa, więc dobrze sprawdzą się w roli punktu odniesienia. Kiedy przybędzie twój asystent? Lepiej zawczasu ostrzeż go, że Draco ma od dawna opracowany system i nie będzie zadowolony, gdy ktoś nowy zapragnie weń ingerować.

— Harry przybędzie jutro. Zbiera dla mnie materiały na ostatnią chwilę — odpowiedział uprzejmie Remus. — Jestem pewien, że nasi asystenci szybko odnajdą wspólny język.

— Mało prawdopodobne. Draco jest inteligentny, zdyscyplinowany, opanowany i bogatszy, niż jakikolwiek inny młodzieniec w jego wieku powinien być, ale nie powiedziałbym, że jest miły. Czarujący i uroczy? Może, głównie zależy od okazji. Mimo to sugeruję, żeby twój pomocnik stanął po właściwej stronie. Zdecydowanie nie będzie chciał mieć wroga w moim.

Zamiast wyglądać na zmartwionego, Lupin zachichotał.

— Chyba rozumiem, dlaczego go właściwie zatrudniłeś. W każdym razie dołożę wszelkich starań, żeby Harry poczuł się odpowiednio ostrzeżony. — Zdjął z głowy fedorę i przez chwilę się nią powachlował. — W porządku, rzućmy okiem na te mapy. Nie czerpię nieziemskiej przyjemności w prażeniu się na skwarkę. Zejdźmy z wydm, dopóki się trochę nie ochłodzi.

— Czyli jednak natura obdarzyła się jakimś instynktem samozachowawczym — podsumował z rozbawieniem Severus. — Spodziewałem się, że od razu zażądasz łopaty, żeby próbować czerpać wodę przez sitko. — Uśmiechnął się delikatnie. — Masz rację, wracajmy. Nawet nie skończyłem herbaty. Oczywiście, pustynia nie opływa w wiele luksusów, ale zawsze nalegam na możliwość wypicia porządnej herbaty.

— Oto następny powód, dla którego jestem tobą zauroczony. Zarezerwowałeś dla mnie kilka liści, czy muszę rozpakować własne? — Uśmiechnął się kpiąco Lupin.

— Mógłbym się ewentualnie podzielić zapasami — prychnął, machnąwszy lekceważąco ręką, kiedy zaczęli powoli schodzić z wydmy. Szczęśliwie, było to o wiele łatwiejsze, aniżeli wspinaczka. — Niemniej jednak musisz odpowiednio się zachowywać. W obozie mamy kucharza, który współpracuje ze mną od lat. Jeżeli się zdenerwuję, kolacja może nie trafić w twe gusta. Nie, żebym wydał mu instrukcje, oczywiście — dodał z niewinną miną. — Rahmad charakteryzuje się szóstym zmysłem. Jeśli cię nie polubi bądź zaakceptuje, przez następnych sześć miesięcy będziesz jadł z puszek.

Chwilę później znalazł się w uścisku, ponieważ mężczyzna doń dopadł i objął go ręką w pasie, przyciągnąwszy bliżej.

— Będę wyjątkowo przyjemny i zrobię wszystko, aby cię uszczęśliwić, ale nie dla jedzenia i aprobaty Rahmada — wyszeptał mu do ucha.

Severus skamieniał. Intymny dotyk sprawił, że w momencie się pobudził, a po kręgosłupie zaczęły przechodzić mu dreszcze. Ciepły oddech owiewał mu szyję, która nie przestawała mrowić. Przez cienki materiał szaty czuł ciepło otaczającego go ramienia i prawie poddał się myśli, żeby się doń odwrócić, położyć mężczyźnie dłonie na ramionach i przyciągnąć go do namiętnego pocałunku. Czyste szaleństwo, doprawdy.

Gdy podniósł na Remusa wzrok, był święcie przekonany, że jego emocje są wypisane na twarzy.

 — Więc lepiej zachowuj się publicznie — burknął, zmarszczywszy groźnie brwi. — Jesteśmy daleko od Anglii i zdecydowanie nie chcemy testować stopnia tolerancji naszych pracowników, prawda?

— Niestety. — Lupin z żalem odsunął się na bezpieczną odległość. Przez chwilę milczał, a potem spojrzał na Severusa z iście diabelskim błyskiem w oku. — Widzę, że ciekawie dobrałeś słowa — powiedziałeś „publicznie”. Czy to znaczy, że prywatnie mogę pozwolić sobie na więcej?

Jeżeli facet nie wiedział, kiedy należy przestać jako dorosły, z łatwością można było sobie wyobrazić, jak się zachowywał, będąc dzieckiem. Snape mimowolnie się zastanowił, ile kłopotów sprawił rodzicom i spróbował się zorientować, ile problemów sprawi jemu. Oczywiście, zakładając, że nie nadrabia zaległości z czasów dziecięcej choroby, odgrywając rolę niegrzecznego ucznia. Ta myśl, choć bez żadnego podtekstu, podsunęła mu w głowie niepokojący obraz, który szybko spróbował odepchnąć. W duchu zaczął się przekonywać, że nie ma najmniejszej ochoty zobaczyć Remusa w szkolnym mundurku — ani siebie z linijką w dłoni.

— Mam dziwne wrażenie, że nie potrzebujesz mojego zezwolenia — burknął nieprzychylnie, chociaż zdradzały go unoszące się kąciki ust. — Wygląda na to, że i tak będziesz rzucał sugestywnymi komentarzami przy każdej możliwej okazji.

— Ciężko opanować odruch. — Lupin próbował, ale zawiódł na całej linii w przyjęciu niewinnego wyrazu twarzy. — Ciągle mam nadzieję, że jeżeli przekonam cię, że nie kłamię i naprawdę mnie pociągasz, pozwolisz mi się znowu pocałować. Poza tym lubię spędzać czas w twoim towarzystwie. Odnoszę wrażenie, że jak dotąd nie poświęciłeś zwyczajnej zabawie zbyt dużo czasu.

— Hmm. — Nie musiał przyznawać mu racji, dlatego też zdecydował się na mało zobowiązujące mruknięcie. W rzeczywistości powoli zaczynał facetowi wierzyć, przynajmniej w kwestii przyciągania. Oczywiście, nie powiedziałby tego na głos, ale odwzajemniał to uczucie. Lupin był człowiekiem pełnym sprzeczności i absurdalności, potrafił być niesamowicie irytujący, drażliwy i nie przypominał nikogo, z kim miał dotąd styczność, nawet na marginesie swojego życia, ale to nie zmieniało faktu, iż cholernie go pożądał. To wręcz niesamowite, jak na siebie wzajemnie oddziaływali — albo z wiekiem stał się zwyczajnie słabszy.

Sytuacji nie poprawiało również to, że pragnął być pocałowany, co w praktyce oznaczało, że za wszelką cenę należało się wystrzegać tej bliskości.

— Nie jestem imprezowym typem — stwierdził zgodnie z prawdą, wzruszywszy lekko ramionami. — W pełni poświęciłem się pracy i to mi wystarczało.

— Wiesz, co mówią o pracy i zabawie, prawda? — Lupin pogroził mu palcem. — „Wystarczający” nie jest synonimem słowa „szczęśliwy”, czy nawet „zadowolony”. Nigdy nie wiadomo. Może się okazać, że spodoba ci się posiadanie u boku figlarnego lingwisty, który podczas seksu będzie ci świntuszył do ucha w tuzinie języków.

Severus uniósł brew. Musiał przyznać, że obraz, który podsunęła mu spragniona wrażeń wyobraźnia, miał potencjał i wzbudził w nim zainteresowanie. Szybko uzmysłowił sobie jednak, że Remus mówił w sposób, który sugerował, że pragnie czegoś więcej, aniżeli jednonocnej przygody, a to wystarczyło, żeby się zatrzymał i spojrzał nań podejrzliwie.

— Czego ode mnie tak naprawdę chcesz? — zapytał i machnął ręką, chcąc zawczasu odrzucić zabarwioną żartem lub lubieżnością odpowiedź. — Zaprosiłeś mnie na randkę, więc poszedłem, wbrew zdrowemu rozsądkowi, pragnę dodać. Zaproponowałeś mi współpracę na gruncie zawodowym, czemu z jakiegoś szalonego powodu ochoczo przyklasnąłem. Gdy zacząłeś się pokrętnie tłumaczyć, z opóźnieniem zrozumiałem, że chciałeś uprawiać ze mną seks, bo twierdzisz, że od jakiegoś czasu jesteś mną dziwacznie zauroczony. — Potrząsnął w niedowierzaniu głową. — Co dokładnie planujesz? Nie mam najmniejszego zamiaru niespodziewanie znaleźć się z ręką w nocniku i wszędzie rozrzuconymi twoimi rzeczami, o ile właśnie to masz na myśli.

Lupin zamrugał, sprawiając wrażenie zaskoczonego. Chwilę później twarz rozjaśnił mu pogodny uśmiech.

— Jeżeli jest to zawoalowana forma zaproszenia pod dach, to się zgadzam. — Spoważniał i kontynuował temat: — Myślałem, że wyraziłem się wystarczająco jasno, kiedy powiedziałem, że uważam, że będzie nam razem dobrze na gruncie zawodowym i osobistym. Chciałem współpracować na wykopaliskach, bo wiem, że we dwoje osiągniemy znacznie więcej, aniżeli w pojedynkę. Chcę uprawiać z tobą seks, ale nie jestem dwudziestokilkulatkiem, który pragnie tylko upuścić trochę pary. Szukam czegoś, co może być trwałe.

— Ale… — Severus czuł się niczym najprawdziwszy idiota. Wystarczająco trudno było mu zaakceptować, iż po dwudziestu latach wszelkiej abstynencji szalenie atrakcyjny mężczyzna jest nim zainteresowany, a teraz przeżył drugie bombardowanie, gdy usłyszał, że pragnie związać się z nim na stałe. — Po prostu nie pojmuję, skąd u ciebie ta pewność — zaprotestował, potrząsnąwszy w niedowierzaniu głową. — Czytanie moich prac i analizowanie badań to jedno, ale zaproszenie na randkę i proponowanie wspólnej starości… to szaleństwo w najczystszej postaci, występujące jedynie w bajkach i niedorzecznych powieściach romantycznych. Coś takiego nie spotyka czterdziestoletnich naukowców, a zwłaszcza mnie!

— Dlaczego? — Lupin wyglądał na szczerze zaciekawionego. — Jestem wystarczająco dorosły, żeby wiedzieć, czego chcę. Nie jestem zainteresowany w nudnym, przytłaczającym badaczem, którego pomysł na przygodę to próba dosięgnięcia książek na najwyższej półce w domowej biblioteczce. Pociągasz mnie zarówno fizycznie, jak i intelektualnie, co uważam za doskonały fundament udanego związku. Oczywiście, obaj będziemy musieli się dotrzeć, ale to naturalny proces utrzymania relacji na satysfakcjonującym poziomie. Jestem gotów zaryzykować i przekonać się, czy będzie nam ze sobą dobrze.

Snape się zapatrzył, z trudem akceptując usłyszane słowa, mimo że pozornie sprawiały wrażenie całkiem rozsądnych. Wszystko przerwało im dotarcie do obozowiska.

— Poszukam Draco i wezmę dla ciebie mapy — powiedział do Lupina, po czym wskazał dłonią na namiot niedaleko swojego. — Tam się zatrzymasz. Namiot jest wyposażony w podstawowy ekwipunek, ale jestem pewien, że przywiozłeś trochę własnych zapasów. Co kilka dni oddelegowujemy kogoś do pobliskiego miasta po sprawunki, więc zawsze możesz sporządzić listę wszystkiego, co niezbędne i przekazać ją Draco. — Chociaż w pewnym sensie nie chciał wracać do wcześniej wysuniętych argumentów, wiedział, że powinien wyjaśnić tę sprawę. Westchnął pod nosem. — Co do reszty — sam nie wiem, co czynić. Jeszcze przed kilkoma tygodniami nawet o tobie nie słyszałem, a jak już zdążyłeś się zorientować, nigdy nie działam pod wpływem impulsu. — Uniósł podbródek. — Z miejsca ostrzegam cię również, że jeżeli staniesz się zbyt natrętny lub sprawisz mi kłopoty, zaszkodzisz swojej sprawie.

— Obiecuję, że zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby było dobrze — odparł Lupin i położył dłoń na sercu. — Naprawdę chcę cię do siebie przekonać, nie podkopując przy tym żadnych szans.

— To chyba pierwsza rozsądna rzecz, jaką dziś powiedziałeś, ale wiedz, czeka cię niełatwe zadanie — parsknął z rozbawieniem. — Może pójdziesz obejrzeć swój namiot, a potem spotkamy się za jakieś piętnaście minut? Skoro masz na wszystko sześć miesięcy, możemy zacząć praktycznie od razu.

— Jak najbardziej. — Uśmiechnął się Remus i skierował się we wskazane miejsce.

Severus przez moment stał w miejscu, pogrążony w myślach. Coś w głosie mężczyzny sprawiło, że zastanowił się, czy aby na pewno obaj mówili o wykopaliskach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz