4. ROZDZIAŁ CZWARTY

— Skończyliśmy siatkę A19. Mam już też wszystkie zdjęcia z adnotacjami. — Draco wręczył Severusowi teczkę. — Zamierza pan zacząć rano od A20, czy poczeka do południa?

Otworzył folder i przelotnie spojrzał na sprawozdanie z postępów w piramidzie królowej. Usatysfakcjonowany dokładną pracą asystenta, wyciągnął pióro i z typową dla siebie drobiazgową precyzją złożył podpis na dole strony.

— Zacznę z rana — odpowiedział, oddając z powrotem teczkę. — Nie chcę zostać za bardzo w tyle.

— Słuszna decyzja. — Draco skinął głową, a następnie niecodziennie się zawahał. — Jeżeli nie ma pan nic przeciwko, doktorze Snape, chciałbym pojechać dziś wieczorem do miasta razem z Ha… to znaczy, Potterem. Potrzebujemy zapasów i wolałbym nie powierzać tego zadania komuś innemu, zaś Potter chciałby zadzwonić do domu.

Severus uniósł brew, ale w gruncie rzeczy nie widział powodu, dla którego powinien odmówić tej prośbie. Malfoy pracował ciężej niż jakikolwiek inny asystent, z którym miał nieprzyjemność pracować, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że właściwie w ogóle nie musiał harować, bo i tak dysponował pokaźnym majątkiem.

— W porządku — stwierdził i machnął lekceważąco dłonią.

Draco nie marnował czasu i po prostu podziękował mu skinieniem głowy, po czym wyszedł na zewnątrz. Zapewne chciał przebrnąć przez przynajmniej część papierkowej roboty przed udaniem się do miasta.

Snape zapatrzył się w klapę namiotu, mając dziwaczne wrażenie, że coś mu właśnie umyka, ale gdy nie wpadł na żaden sensowny pomysł, po prostu wzruszył ramionami i wstał, żeby się przeciągnąć i rozprostować kończyny. Tego popołudnia zrobił sobie przerwę od obu wykopalisk, aby nadrobić zaległości w dokumentacji, ale prawdę powiedziawszy, nie mógł się doczekać skontrolowania sytuacji. Znaleźli jeszcze kilka urn kanopskich, a także całkiem dobrze zachowane koraliki w siatce, którą właśnie skończyli, więc ze spokojnym sumieniem mogą przejść do następnej. Z jakiegoś powodu miał wrażenie, że wkrótce odnajdą coś znacznie ważniejszego.

Wyszedł zza biurka, napełnił czajnik i nastawił wodę. Razem z Lupinem wypracowali pewien schemat. Gdy praca dzienna chyliła się ku końcowi i zapadał zmierzch, wypijali razem herbatę, nadrabiając zaległości. Był to czas, na który Severus czekał z niecierpliwością mimo początkowych zastrzeżeń.

W ciągu ostatnich sześciu tygodni naprawdę wiele się zmieniło. Próbował trzymać Remusa na dystans, ale ten okazał się wytrwały i nie dał się odstraszyć. Oczywiście, wciąż z nim flirtował i się drażnił, ale zdołał mu też zaimponować swoimi umiejętnościami i poświęceniem dla pracy, a więc zaskarbił jego szacunek. Gdyby był idiotą, z łatwością by go zignorował, ale podobny poziom intelektualny sprawiał, że w gruncie rzeczy świetnie się dogadywali. Musiał też przyznać, że posiadanie w okolicy rówieśnika, z którym można było na spokojnie podyskutować na temat pracy i postępów, działało nań stymulująco. W międzyczasie starał się również ignorować lub pomijać milczeniem reakcje własnego ciała na bliskie towarzystwo atrakcyjnego mężczyzny. Najgorsze bywały noce. Pozbawiony ścisłej kontroli umysł puszczał wodze fantazji i gnębił go erotycznymi marzeniami, po których budził się z poczuciem niezaspokojenia i palącej potrzeby.

Otworzył puszkę ciastek, które lubił Lupin i wysypał je na talerzyk. Kiedy się zobaczą, wypiją na zewnątrz herbatę, zwróceni na zachód, aby się odprężyć przy obserwowaniu znikającego za horyzontem słońca nad wspaniałym grobowcem faraona Dżesera.

Remus przyszedł punktualnie. Mimo dość swobodnej postawy i nieustannego flirtowania nigdy nie wszedł do namiotu bez zaproszenia i zawsze zawiadamiał o swoim przybyciu — grzecznie czekał na zaproszenie, jakby była to granica, której nie zamierzał przekroczyć, nawet kiedy dokuczał Severusowi z powodu oparzeń słonecznych i piasku w intymnych miejscach.

Zignorowawszy fakt, że jego puls przyspieszył na dźwięk znajomego głosu, udzielił zezwolenia.

— Wejdź, Lupin — powiedział i postawił talerzyk z ciasteczkami na tacy, tuż obok wcześniej przygotowanych dwóch filiżanek, cukru i łyżeczek. Usatysfakcjonowany, odwrócił się do swego gościa.

— Cześć, kochanie. Wróciłem. — Uśmiechnął się blondyn.

Snape przewrócił oczami i wskazał dłonią na czajnik elektryczny.

— W takim razie bądź użyteczny — burknął. — Nalej wody do dzbanka i przynieś go tutaj. — Schylił się do małej lodówki i wyciągnął zeń pojemniczek ze śmietanką. Mimo wszystko wysoka ranga miała swe przywileje.

Mężczyzna bez słowa sprzeciwu wykonał polecenie, aczkolwiek został przyłapany na bezwstydnym podglądaniu. O dziwo, nie wydawał się zawstydzony czy zażenowany.

— Widzę, że Harry i Draco poszli na randkę — zagaił. — Mógłbyś się czegoś od nich nauczyć.

Słucham? — Severus gwałtownie się wyprostował, a potem spojrzał na Lupina, jakby wyrosła mu druga głowa. — Sugerujesz, że nasi asystenci są w rzeczywistości… — urwał, zawiesiwszy głos w niemym pytaniu i machnął dłonią w niesprecyzowanym geście, przez co o mały włos nie wylał śmietanki; ze względów bezpieczeństwa najpierw odstawił pojemnik na tackę — …zaangażowani emocjonalnie?

Remus zamrugał, szczerze zaskoczony. Ostatecznie skinął głową.

— To oczywiste. Nie zauważyłeś?

Zmarszczył w dekoncentracji brwi.

— Nie, ponieważ nie wymagam od Draco, żeby mi się zwierzał ze wszystkich swoich zauroczeń — parsknął sarkastycznie. — To naturalne, że żyłem w nieświadomości. Z asystentem łączą mnie wyłącznie relacje zawodowe. — Uśmiechnął się krzywo. — Potter wygląda mi na mięczaka, więc najprawdopodobniej papla ci o zamiłowaniu do blondynów.

— Jesteśmy na koleżeńskim pułapie, ale nie łączy nas aż taka zażyłość. — Lupin potrząsnął głową, ewidentnie rozbawiony najnowszym odkryciem. — Owszem, Harry mnie poinformował, ale nawet gdyby postanowił przemilczeć sprawę, ich wzajemne zainteresowanie byłoby dość oczywiste. Wystarczy przeanalizować to, jak się zachowywali wobec siebie od czasu pierwszego spotkania. Szybko między nimi zaiskrzyło. Dowiedziałem się po mniej więcej tygodniu. Harry zapewnił mnie, że ten związek nie będzie stanowił żadnego problemu. Wyraziłem aprobatę, o ile normalnie będziemy kontynuować pracę na wykopaliskach — dodał, wzruszając ramionami.

Severus poczuł się nagle zirytowany faktem, że Draco nie kłopotał się pytaniem go o zgodę.

— Jeżeli zostaną deportowani za swoje zachowanie, nie zamierzam naginać dla nich karku — zaznaczył. — Chociaż nie przebywam w ich towarzystwie tak często, jak ty, nie zamierzam ryzykować wykopalisk, jeżeli wywołają skandal, zwłaszcza że nie pofatygowali się poinformować mnie o zaistniałej sytuacji.

— Wszystko będzie dobrze. — Uśmiechnął się uspokajająco Lupin. — Uważają w miejscach publicznych, nawet jeżeli po godzinach bzykają się jak króliki. Zacząłem ten temat, bo po prostu wcześniej zauważyłem pewne sygnały. — Zamilkł na moment. — Może dlatego, że sam jestem równie ostrożny.

Severus podniósł tacę, rzuciwszy rozmówcy sceptyczne spojrzenie. Ostatnie zdanie sprawiło jednak, że się zarumienił.

— Możemy się wreszcie napić? Jestem spragniony.

— Oczywiście. — Uśmiechnął się promiennie Remus, po czym otworzył mu klapę namiotu. Na zewnątrz czekał na nich składany stolik i dwa krzesła. — Czy chcesz się ze mną podzielić jeszcze jakimś wielkim odkryciem? Naturalnie, poza romansem naszych asystentów.

Odstawiwszy tacę na stół, usiadł i rzucił towarzyszowi podejrzliwe spojrzenie. Chwilę później podniósł dzbanek z wrzącą przegotowaną wodą, nasypał liści do dwóch filiżanek i zalał herbatę.

— Skończyliśmy przedostatnią siatkę na południowym skraju — odpowiedział zgodnie z prawdą, a następnie dolał do swojego napoju kapkę śmietanki i dosypał łyżeczkę cukru. — Znaleźliśmy kilka luźnych koralików i parę potrzaskanych urn koptyjskich. To niedużo, ale mam wrażenie, że mocno się zbliżyliśmy do komory grobowej. — Upił łyka i westchnął z uznaniem. — Nie mam żadnych wątpliwości, że będzie puściutka, bo wszystkie rozrzucone przedmioty, które dotąd znaleźliśmy, jasno wskazują na splądrowanie głównej komnaty przez złodziejaszków. Może jednak dopisze nam szczęście i odkryjemy sam sarkofag.

— Brzmi naprawdę obiecująco. Powodzenia! — Lupin uniósł filiżankę w geście toastu i napił się łyka. — Wygląda na to, że masz więcej szczęścia ode mnie. Dziś natrafiliśmy na następny ślepy zaułek — dodał z markotną miną.

— Och? — Severus uniósł brew i był szczerze zaskoczony współczuciem, które momentalnie wypełniło mu serce. — Czy planujesz zmienić kierunek? Może lepiej zacząć od innej siatki wykopalisk?

— Najprawdopodobniej ograniczę się jeszcze do dwóch dni w tym miejscu, a jeżeli wciąż na nic nie trafię, spojrzę gdzie indziej. Chcę mieć pewność, że wyczerpałem wszystkie możliwości, zanim ruszę dalej.

— To ma sens — odpowiedział. Napił się herbaty i zastanowił nad radą, którą mógł zaoferować. Dobrze znał frustrację związaną z długotrwałym, nawet miesięcznym, przekopywaniem terenu i druzgoczącym brakiem postępów. Biorąc pod uwagę fakt, że były to też pierwsze wykopaliska, w których Lupin bierze udział w roli głównodowodzącego archeologa, nieszczęście musiało być naprawdę przytłaczające. Zazwyczaj nie oferował nikomu pocieszenia, zwłaszcza że wciąż był przekonany, że facet ugania się za krasnoludkami, z jakiegoś niewyobrażalnego powodu poczuł się zmuszony do zabrania głosu. — Czasem nasza praca wydaje się nie mieć końca, ale należy brnąć dalej. Uważam, że rzeczy, które wymagają więcej czasu i poświęcenia, niezależnie od swej wagi i wielkości, przynoszą najwięcej satysfakcji. Zdecydowanie docenia się je bardziej, gdy miesiącami stajesz na głowie, jeżeli wiesz, co mam na myśli.

— Oczywiście, że rozumiem. I popieram. — Uśmiechnął się porozumiewawczo Remus. — Nie jestem jeszcze gotowy, żeby porzucić nadzieję albo zacząć wątpić we własne umiejętności, ale owszem, to strasznie frustrujące. Ciągle mam jedno w głowie — że mam przed sobą kilka miesięcy, a być może jutro dokonam przełomu.

— Racja, dobre podejście. — Severus odstawił pustą filiżankę, po czym zmienił temat. Spojrzał na spektakularnie zachodzące słońce i skupił się na przyjemnych dla oka barwach. Blade piaski pustyni wyglądały, jakby stały w najprawdziwszych płomieniach, wspaniale odbijając jaskrawe żółcie i czerwienie nieba. Zobaczywszy to piękno, westchnął pod nosem. — Oglądałem zachód słońca już milion razy, ale nigdy mi się nie znudzi. W porównaniu z Sakkarą Anglia zawsze wydaje mi się mdła i wilgotna.

— W pełni się zgadzam — powiedział mężczyzna, również wpatrzony w wydmy. — Nie urodziłem się w Egipcie i nie mam do niego żadnych praw dziedziczonych przez geny, jednakże, gdy tutaj przyjechałem, poczułem, jakbym odnalazł fragment duszy. Nie lubię stąd wyjeżdżać.

Wyznanie zaskoczyło Snape’a.

— To przytrafia się wielu ludziom — podsumował, gestykulując w kierunku piramidy schodkowej, która rzucała o tej godzinie dużo cienia na ziemię. — Mój dziadek wracał do Anglii ze trzy lub cztery razy, zanim osiadł tu na stałe i ożenił się z Egipcjanką. Od zawsze zwykł mawiać, że piramida zawładnęła jego sercem i duszą w chwili, gdy po raz pierwszy ją zobaczył. — Zmarszczył brwi i zacisnął z goryczą usta. — Zbrodnie mego ojca prawie zabiły dziadka. Spędził praktycznie całe życie na odkrywaniu tajemnic piramidy, jej ochronie i konserwacji, a fakt, że jego zięć dokonał kradzieży, był dlań największym ciosem. Horacy przeszedł zawał serca i nigdy w pełni nie wyzdrowiał. — Mimowolnie zadrżał. — Gdyby rząd uznał, że jestem w to zamieszany, w żadnym wypadku nie dostałbym pozwolenia na powrót do kraju. Nigdy nie wybaczę ojcu tej kradzieży. W ostateczności przeżyłbym utratę kariery, ale nie dałbym sobie rady z brakiem podobnych widoków.

Lupin skinął ponuro głową.

— Mogę to zrozumieć. Na twoim miejscu czułbym się tak samo. Szczerze mówiąc, na poważnie rozważałem emigrację, ale najpierw muszę zdobyć tutaj szacunek i rozwinąć swą karierę. To kolejny powód, dla którego mam nadzieję odnaleźć grobowiec Imhotepa. Jeżeli uda mi się go zlokalizować, zostanę tu na stałe i będę na spokojnie pracował.

— Zapewniłbyś sobie dom i miejsce na świecie — podsumował delikatnie, a potem spojrzał na ostatnie promienie zachodzącego słońca. Kiedy sączyli herbatę, na niebie zaczęły pojawiać się gwiazdy. — Jak przypuszczam, to czas na kolację. Powinniśmy się zbierać, bo czeka mnie krótka noc. Chcę o brzasku rozpocząć nową siatkę.

— W porządku. — Mężczyzna odstawił filiżankę na tackę. — Dziękuję za herbatę i towarzystwo — powiedział i wstał, po czym wyciągnął ku niemu rękę. — Jak zwykle, było wybornie.

Severus również podźwignął się na nogi, a następnie uścisnął wyciągniętą dłoń. Zrobił to automatycznie, nie poświęciwszy ani sekundy na rozważania. Gdyby o tym pomyślał, najprawdopodobniej by się zirytował własną bezmyślnością.

— Jutro twoja kolej — zakomunikował. — Nie zapomnij przypadkiem o śmietance.

— Nie wybaczyłbym sobie takiej pomyłki. — Uśmiechnął się zadziornie Lupin. — Śmietanki, twojej ulubionej herbaty i ciasteczek. Przygotuję wszystko tak, jak lubisz.

Szczerze mówiąc, zawsze się wywiązywał z umowy, ale Snape nie mógł sobie darować uszczypliwego przypomnienia.

— W porządku — powiedział, wciąż czując ciepło w miejscu, gdzie ich palce się dotknęły. — W takim razie zobaczymy się jutro wieczorem, chyba że skończymy pracę wcześniej i wpadnę do ciebie po południu.

— Nie krępuj się, proszę. — Uśmiechnął się blondyn. — Zawsze jesteś u mnie mile widziany.

— Nadal twierdzę, że naprawdę łatwo cię zadowolić — parsknął i, nie mając żadnego powodu, żeby zwlekać (nie, żeby chciał przebywać w towarzystwie dłużej, niż to konieczne), podniósł tacę i się odwrócił. — Zatem dobranoc.

— Przyjemnej nocy, doktorze Snape. Do zobaczenia jutro. — Głos Remusa był nadzwyczaj miękki i czuły, zaś spojrzenie, którym obrzucił gospodarza, nim odszedł w swoją stronę, sugestywne i obiecujące.

Severus nie spuścił wzroku z jego oddalających się pleców, z uporem ignorując tę część mózgu, która szeptała mu, aby zrezygnował ze zdrowego rozsądku, popędził za Lupinem i skorzystał z tego, co oferował mu od tygodni. Zacisnął usta w cienką linię i pokręcił dezaprobująco głową. Jakkolwiek była to kusząca propozycja, nie zamierzał się zgodzić. Był zbyt ostrożny, żeby angażować się we flirt, nawet z szalenie atrakcyjnym mężczyzną, który uparcie twierdził, że jest nim mocniej zainteresowany.

Westchnąwszy, odwrócił się na pięcie i wrócił do namiotu, gdzie wpełzł do samotnego łóżka. Zanim zasnął, obiecał sobie, że jeżeli Draco odważy się zjawić rano wypoczęty, szczęśliwy i przede wszystkim spełniony, po prostu go walnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz