5. ROZDZIAŁ PIĄTY

— Niemożliwe! — Severus uniósł wyżej pochodnię i przez moment patrzył na odbijające się od płomieni światło. Przez dwadzieścia lat pracy jako archeolog i przez wszystkie odkrycia, których dotąd dokonał, nic nie mogło się równać temu, co właśnie zobaczył. — Zawołaj Draco! — powiedział do stojącego za nim mężczyzny. Nawet na sekundę nie odwrócił wzroku od skarbu w obawie, że rozpłynie się w powietrzu. — Natychmiast!

Za plecami słyszał pospieszne kroki, a więc zyskał pewność, że jego polecenie zostało spełnione. Usatysfakcjonowany, zrobił kilka chwiejnych kroków naprzód, aby lepiej przyjrzeć się odkryciu.

Mimo obaw, że grobowiec królowej został splądrowany przez rabusiów, był cholernie przyjemnie rozczarowany. Zgodnie z przewidywaniami, wejście odkryli wczesnym rankiem, a ogromna kamienna płyta, która je blokowała, była w nienaruszonym stanie. Od wczesnych godzin ekipa zajmowała się fotografowaniem, mierzeniem i dokumentowaniem znaleziska. Ludzie zrobili wszystko, co w ich mocy, żeby przypadkiem nie uszkodzić tej płyty podczas podnoszenia i osiągnęli spektakularny sukces. Ze względu na ograniczoną przestrzeń, potrzeba było sześciu silnych mężczyzn, aby ją na spokojnie odsunąć i tym samym odsłonić wejście do grobowca Hetephernebti, królowej małżonki faraona Dżesera, najbardziej znanego władcy Trzeciej Dynastii Starego Państwa.

Zamiast pustej komnaty, grobowiec był po brzegi wypchany skarbami pogrzebowymi. Słoje i urny, biżuteria i stele, wszystkie wciąż nienaruszone, z wysuszonymi resztkami tego, co niegdyś było bełtami tkanin i snopami zboża leżały porozrzucane po całej ziemi. W centralnym punkcie komnaty usytuowano ogromny kamienny sarkofag, którego zewnętrzna część została bogato ozdobiona hieroglifami. Na wszystkim leżał kurz czterdziestu pięciu wieków, ale to nijak umniejszało widokowi.

Prawdziwa praca zaczęła się, kiedy przybył Draco. Zatracony w swoim świecie, Severus zajął się długim, żmudnym i czasochłonnym inwentaryzowaniem i dokumentowaniem każdego znalezionego przedmiotu. Prawdę powiedziawszy, nie miałby nic przeciwko, gdyby trwało to wieczność. W pewnym momencie przyniesiono mu jedzenie i picie, więc podjadał podczas krótkich przerw pomiędzy pisaniem notatek na laptopie, a robieniem zdjęć aparatem fotograficznym. Robotnicy poprowadzili przewód elektryczny w głąb grobowca od obozowego generatora, dzięki czemu miał światło i moc. Całkiem szybko stracił poczucie czasu, do reszty zaabsorbowany przeszłością.

— Doktorze Snape? — Usłyszał i podniósł głowę, żeby zobaczyć wchodzącego do komnaty Lupina. Mężczyzna sprawiał wrażenie bardzo podekscytowanego, gdyż patrzył na skarby szeroko otwartymi oczami. — Znalazłeś królową! Moje gratulacje! To niesamowite.

Wziął głęboki oddech, na chwilę go wstrzymał, a potem wypuścił ustami. Stanął na nogach i dopiero wtedy uzmysłowił sobie, ile czasu spędził w niewygodnej pozycji. Miał wrażenie, że ziemia się pod nim osunęła. Aby nie stracić równowagi, wyciągnął rękę i złapał się krzesła, na którym dotąd siedział. Był zirytowany swą nagłą słabością.

— Owszem — odparł chrapliwie, nie mogąc powstrzymać dumy i przyjemności w swoim głosie. — Zostałeś tutaj przysłany? Przepraszam, sam powinienem cię odwiedzić, ale byłem zbyt zaabsorbowany…

Lupin doń pospieszył, nie tracąc czasu, i objął go ramieniem w pasie.

— Nikt nic nie powiedział. Nie wiedziałem nawet, że znalazłeś grobowiec królowej, dopóki tu nie zszedłem. — Uśmiechnął się ciepło. — Zdecydowałem się pofatygować, bo nadszedł czas na naszą herbatę. Byłem po prostu zaniepokojony twoją nieobecnością.

— Och. — Zamrugał, zaskoczony faktem, że zupełnie stracił poczucie czasu. Nie spodziewał się, że nastał już wieczór. Odsunęli kamienną płytę mniej więcej o szóstej rano, a teraz najprawdopodobniej była ósma wieczorem. — Naprawdę nie zdawałem sobie sprawy. Tyle jest do zrobienia. Oględziny zajmą miesiące, a muszę jeszcze poinformować Najwyższą Radę Starożytności…

— Spokojnie — powiedział stanowczym tonem mężczyzna, popychając go ku prowadzącym na powierzchnie schodom. — Nie mam żadnych wątpliwości, że gdy Rada i egipski rząd dowiedzą się o twoim odkryciu, dadzą ci wystarczająco dużo czasu na inwentaryzację znalezisk. W tej chwili potrzebujesz przede wszystkim czegoś do zjedzenia i świętowania.

— Nie mogę przestać, bo jest tyle do zrobienia! — zaprotestował, machając ręką na wszystkie zgromadzone w komorze rzeczy.

Lupin całkowicie go zignorował.

— Musisz odpocząć, bo się wykończysz. Królowa leży tu od czterdziestu pięciu wieków. Uwierz, że nie ucieknie pod twoją nieobecność. Jutro też tutaj będzie.

Gdyby Severus był mniej roztrzęsiony, może miałby szansę na zwycięstwo. Niestety, z trudem chodził na galaretowatych nogach, dlatego też w duchu przyznał przyjacielowi rację.

— W porządku — burknął, oparłszy się na mężczyźnie bardziej, niż potrzebował. — Rzeczywiście jestem spragniony.

— I bez cienia wątpliwości głodny — dodał Lupin, wzmocniwszy swój uścisk, gdy wychodzili na zewnątrz. — Chodź, pojedziemy do miasta. Będziemy świętować w towarzystwie dobrego szampana i kolacji. Co myślisz?

— Rozumiem, że Rahmad zamknął już kuchnię? — zapytał, chociaż dobrze znał odpowiedź. Z całą pewnością potrzebował więcej kalorii, niż te kilka herbatników, które miał pod ręką w namiocie. Co więcej, po prostu miał ochotę na toast. — Muszę się przebrać i potrzebuję chwili na odświeżenie. Jestem cały umorusany. Założę nowe szaty i możemy ruszać, dobrze?

— Oczywiście, ale lojalnie uprzedzam, że jeżeli pod wpływem emocji postanowisz zapisać sobie na szybko „jeszcze jedną notatkę” i nie zjawisz się pod moim lokum za dziesięć minut, wejdę do twojego namiotu, niezależnie od tego, czy będziesz w negliżu, czy też nie.

— W porządku, poczułem się należycie ostrzeżony — burknął i uniósł w powietrze drżącą dłoń, żeby mężczyzna zobaczył, że naprawdę potrzebuje porządnego posiłku. — Szczerze mówiąc, jestem przekonany, że nie mógłbym utrzymać długopisu, a tym bardziej czegoś napisać. Naprędce zjem ciastko i do ciebie dołączę.

Lupin rozejrzał się wokół, a potem, upewniwszy się, że okolica jest opustoszała, złożył delikatny pocałunek na wierzchu trzymanej dłoni.

— W takim razie na spokojnie poczekam.

Severus prychnął, po czym wślizgnął się do namiotu. Wyciągnięcie ciastka z puszki zajęło mu dosłownie chwilę, a w trakcie przeżuwania szybko się rozbierał. Gdy nogi odmówiły mu posłuszeństwa, musiał usiąść na moment, żeby zebrać siły. Z trudem, bo bolały go także ręce, przetarł się mokrą chusteczką i wciągnął nową szatę przez głowę. Wsunął stopy w sandały i z szuflady wyciągnął plik banknotów, które wcisnął do pojedynczej kieszeni. Zanim wyszedł, ponownie przetarł się szmatką.

Cukier zdecydowanie dodał mu energii. W umówionym miejscu znalazł się w ciągu mniej więcej dziesięciu minut.

— Jestem gotowy — zakomunikował na wstępie. — Co z tobą?

— Jak wyżej. — Uśmiechnął się pogodnie Lupin. — Zasłużyłeś na świętowanie.

Severus machnął ręką, aczkolwiek w głębi duszy był szczęśliwy, że Remus podziela jego entuzjazm i cieszy się z osiągniętego sukcesu. Niejednokrotnie mu się zdarzało, że koledzy archeolodzy byli zazdrośni i szybko przechodzili do uszczypliwości, wiec był bardzo zadowolony, że ten wykazał się większym zrozumieniem.

— Doskonale. Możemy pojechać jeepem, ale musisz prowadzić. Nie pomyślałem o zabraniu prawa jazdy.

— Żaden problem — powiedział Lupin. W drodze do samochodu położył mu dłoń na plecach, pozornie w ramach asekuracji. — Odpręż się trochę, oddaj w moje ręce i dobrze się baw.

To była pociągająca myśl, może nawet za bardzo, ale czuł, że naprawdę zasługuje na odrobinę wytchnienia. Właśnie dokonał największego odkrycia w swojej karierze, takiego, o którym marzył każdy archeolog, dzięki czemu zapewnił sobie uznanie i pracę praktycznie do końca życia. Katalogowanie przedmiotów, fotografowanie ich, dokumentowanie, napisanie książki, wykłady na konferencjach, może podróż… Tak, to zdecydowanie było warte świętowania, póki miał czas i energię.

— W porządku — stwierdził, rzuciwszy towarzyszowi krzywe spojrzenie. — Niemniej jednak, jeżeli nie odstawisz mnie z powrotem o przyzwoitej godzinie, to Draco najprawdopodobniej zarządzi poszukiwania. — Wsiadł do samochodu, usadowił się wygodnie i zapiął pasy.

— Zakładając, że Draco sam wróci do domu o przyzwoitej godzinie — skontrował Lupin, siadając na miejscu kierowcy. — Znalazłem w namiocie karteczkę, że nasi asystencji również postanowili świętować. — Uruchomił silnik i ruszył.

W trakcie drogi Severus ze szczegółami opisywał grobowiec królowej i wszystko, co zapamiętał z inskrypcji na sarkofagu. Czterdzieści pięć minut później dotarli do małego miasteczka, ot jedynego źródła cywilizacji w promieniu kilku mil w dowolnym kierunku. Nie było ogromne, ale znajdowały się w nim udogodnienia, takie jak stacja benzynowa, hotel, służący głównie odwiedzającym naukowcom, badaczom i turystom, którzy przyjeżdżali tutaj na kilkudniowe wycieczki, kilka pomniejszych sklepów oraz dwie większe restauracje. Jedna z nich była otwarta przez całą dobę, dlatego też stanowiła ulubioną miejscówkę archeologów.

— Ach, dom z daleka od domu — podsumował, kiedy zaparkowali pod Oazą. Odpiął pasy i wysiadł z auta, a kiedy poczuł zapach pieczonej jagnięciny, zaburczało mu w brzuchu. — Umieram z głodu. Mam nadzieję, że będą mieli wolny stolik, najlepiej jak najdalej od Draco i Pottera.

Remus się zaśmiał, wyłączył silnik i również wysiadł z samochodu. Sekundę później stanął obok Severusa.

— O tej godzinie tłumy z kolacji najprawdopodobniej się rozpierzchły. Zgaduję, że nasi asystenci również.

— To zdecydowanie mój szczęśliwy dzień — podsumował z radością.

Zgodnie z przewidywaniami Lupina, kiedy tylko weszli do restauracji i zostali usadzeni przy stoliku, okazało się, że mieli to miejsce praktycznie tylko dla siebie. Pozwoliwszy sobie na odprężenie, Snape zamówił nawet kieliszek wina do dania z jagnięciny, które było specjałem dnia.

— Za co konkretnie będziemy dziś pić? — zapytał, czując, że dopiero się rozkręca. — Za odnalezienia grobowca królowej i zlokalizowanie jego budowniczego?

— Wznieśmy toast po prostu za grobowiec i archeologa, który go odkopał — powiedział blondyn, unosząc swój kieliszek. — W pełni zasługujesz na zaszczyty dzisiejszego wieczoru. Mamy niesłychanie rzadką okazję do cichego świętowania bez światła reflektorów.

— W porządku, niechaj będzie. — Stuknęli się szkliwem, a potem obaj pociągnęli pierwszego łyka. — W ciągu ostatnich kilku lat nie miałem żadnego dobrego powodu do świętowania, więc dziś nadrobię zaległości. To rzeczywiście miła odmiana.

Lupin uzupełnił kieliszki.

— Mam nadzieję, że naprawdę się odprężysz i należycie odpoczniesz. Najwyższy czas, aby spotykały cię również dobre rzeczy.

Severus zauważył w niebieskich oczach wyłącznie szczerość. Nie wiedział, czemu za każdym razem był tym zaskoczony, a potem przypominał sobie, że przecież Remus był nim romantycznie zainteresowany. To dziwne, bo nawet po tylu tygodniach spędzonych w jego towarzystwie, wspólnej pracy, dzieleniu się doświadczeniami i odpowiedzialnością, wciąż zachodził w głowę, jakim cudem facet jeszcze nie zrezygnował z pomysłu spędzenia razem starości, zwłaszcza że na co dzień mierzył się z uszczypliwościami i ostrym tonem. Wbrew zdrowemu rozsądkowi wydawało się, że sprawiało mu to prawdziwą przyjemność. Prawdę powiedziawszy, to nieszczególnie dobrze świadczyło o jego zdrowiu psychicznym.

— Dziękuję. — Upił łyk wina i zastanowił się nad własnymi uczuciami. Ostatecznie zdecydował, że najwyższa pora postawić na szczerość. — Mam nadzieję, że uda ci się znaleźć grobowiec Imhotepa. Tym razem mogę się przyznać do pomyłki w tłumaczeniu.

— Również dziękuję, doktorze Snape. — Lupin był bardzo zadowolony z tej uwagi. — Doceniam gest.

— Na litość boską. — Nie wytrzymał. — Myślę, że po kilku zapoznawczych tygodniach możemy wreszcie zapomnieć o tych tytułach, prawda? Mów mi po imieniu lub nazwisku, jak wolisz, ale skończ z doktorowaniem.

— W porządku. — Uśmiechnął się blondyn. — Jeżeli uważasz, że powinniśmy wejść na wyższy poziom znajomości.

Najprawdopodobniej to alkohol i oczekiwanie na jedzenie sprawiły, że Severus poczuł się równie wyeksponowany. Powoli skinął głową.

— Dobrze, Remusie. Ustalone — powiedział, smakując to imię na czubku języka. — Wszystko dzięki koleżeństwu, partnerstwu na poziomie zawodowym i sympatii do Egiptu.

— Oczywiście. — W niebieskich oczach zabłyszczało znajome rozbawienie. Mężczyzna ponownie uniósł kieliszek. — Za Egipt i przyjaznych współpracowników. Jestem szczęśliwy, że mogę się cieszyć jednym i drugim.

Snape odkrył, że nie może oderwać od niego wzroku. Lupin miał bardzo charakterystyczne oczy. Bardziej błękitne niż pustynne niebo, pomyślał w przypływie chwili i zdecydował, że podoba mu się ten kolor.

— Tak, tak. — Stuknęli się szkliwem, a potem zmaterializowało się przed nim jedzenie. Zamrugał z niedowierzaniem i zaczął gdybać, skąd się tu właściwie wzięło. Dopiero po chwili zorientował się, że przyniósł je kelner, który właśnie kładł na stole drugi talerz. — Umieram z głodu — oznajmił, aby zatuszować swą pomyłkę, po czym podniósł widelec i zaczął jeść. — Smakuje wspaniale.

— Cóż, to oczywiste, biorąc pod uwagę fakt, że doprowadziłeś się dzisiaj na skraj wyczerpania fizycznego. — Lupin zmierzył go surowym spojrzeniem. — Draco powinien mieć na ciebie większy wpływ. Gdybym wiedział, co się dzieje, nie pozwoliłbym ci na dzień pracy bez minimum przerwy.

Severus prychnął.

— Draco jest moim asystentem, a nie niańką. Chłopak dobrze wie, co ma robić — odparł, machnąwszy widelcem w geście podkreślenia swoich słów. — Lubisz się rządzić, a potem mrugasz tymi swoimi wielkimi niebieskimi oczami i próbujesz obrócić kota ogonem. Dobrze wiem, co za bestia w tobie siedzi. Jesteś dziesięć razy bardziej władczy ode mnie, ale po prostu lepiej się z tym kryjesz.

Remus przez chwilę wyglądał na zaskoczonego, a następnie zaśmiał się pod nosem i potrząsnął głową.

— Powinienem był przewidzieć, że szybko odkryjesz mój sekret. — Uśmiechnął się złośliwie i pochylił naprzód. — Z największą przyjemnością powiem ci, co masz robić, najlepiej, gdy będziesz miał na sobie tylko kajdanki na nadgarstkach i może obrożę na szyi — wymruczał ponętnie.

W momencie zaczął szybciej oddychać, porażony pomysłem. Zaschło mu w ustach, więc sięgnął po kieliszek z winem i wypił alkohol jednym haustem.

— Czy założyłbyś wówczas fedorę? — zapytał, gdyż trunek dodał mu odwagi. W normalnych okolicznościach nie otworzyłby nawet buzi, żeby to skomentować.

Lupin zakrztusił się winem i zakaszlał, zanim odpowiedział.

— Mówisz poważnie? — Uniósł brew w oczywistym niedowierzaniu.

Severus porzucił samokontrolę na rzecz alkoholu.

— Yhym. — Spuścił wzrok, czując, że się czerwieni. — O ile dobrze pamiętam, przyznałem ci się do zamiłowania do filmów z Indianą Jonesem.

— Owszem. — Remus dopił swój kieliszek i ponownie go napełnił. Po raz pierwszy, odkąd się poznali, wyglądał, jakby brakło mu słów. — Wiem, że jesteś fanem Jonesa. Po prostu nie spodziewałem się, że moim również.

— Nie spędziłbym w twoim towarzystwie nawet pięciu minut, gdybym cię nie lubił — podsumował i przewrócił oczami. Był cholernie zadowolony tym, że faceta zdezorientował, przynajmniej raz. Wreszcie nadszedł czas na długo wyczekiwaną zemstę.

— Hmm, dobrze wiedzieć. — Uśmiechnął się szelmowsko Lupin i oparł podbródek na dłoni. — W takim razie zostawię kapelusz, tylko dla ciebie.

Sposób, w jaki jego usta się rozchyliły, był absolutnie kuszący. Mimowolnie się zagapił, a oczami wyobraźni widział, jak wstaje od stołu i sprawdza, czy tak dobrze smakują, jak wyglądają. Szczęśliwie, nie ufał swoim nogom, żeby spełnić te fantazje. Wino sprawiało, że czuł się bardziej zrelaksowany niż… cóż, kiedykolwiek wcześniej.

— Naprawdę masz w swojej kolekcji pejcz? — Usłyszał samego siebie i doszedł do wniosku, że zupełnie nie przemyślał sensu tego pytania.

— Nie. — Mężczyzna zachichotał i ponownie uniósł kieliszek do ust. Jego postawa i rysy twarzy złagodniały, jakby i on był bardziej odprężony. — Gdybym spróbował się nim zamachnąć, najprawdopodobniej uderzyłbym się w twarz. Obawiam się, że dysponuję tylko kapeluszem.

— Och. — Severus westchnął, dziwacznie rozczarowany. — Fedora będzie musiała nam wystarczyć.

Najedzony się do pełna, odsunął talerz na bok i napełnił oba kieliszki. Wtem się zorientował, że właśnie opróżnił butelkę i zmarszczył brwi, bo nie pamiętał, kiedy wypili całe wino. Niestety w pamięci miał tylko rozmazaną plamę, zamiast przejrzystych wspomnień. Wzruszył ramionami, dochodząc do wniosku, że nie miało to najmniejszego znaczenia. Był z Remusem, a więc mógł się cieszyć zapewnionym bezpieczeństwem.

Upił łyka, obserwując palce mężczyzny zaciśnięte wokół nóżki kieliszka. W ciągu ostatnich kilku tygodni miał okazję zobaczyć, że Lupin był naprawdę silnym człowiekiem. Podczas wykopalisk, w których razem uczestniczyli, dyskretnie przyglądał się ukrytych pod koszulką mięśniom, krzywiznom ciała i ruchom, kiedy się obracał, schylał bądź prostował. Gdyby był ze sobą całkowicie szczery — a na ogół był od tego daleki — najprawdopodobniej spędziłby tyle samo czasu na bezwstydnym gapieniu się, co na wspólnej pracy. Z drugiej strony, skoro blondynowi to nie przeszkadzało, wszystko było w porządku.

Jak czułby się, gdyby te zręczne dłonie zaczęły go pieścić? Nie mógł wyrzucić tej myśli z głowy, chociaż próbował na wiele sposobów. Idąc tym torem, zastanowił się, ile Remus miał dotąd kochanków i zacisnął dłonie, owładnięty nagłą zazdrością. Jakby nie patrzeć, nie miał najmniejszego prawa dotykać innego mężczyzny, skoro on sam zdecydował się na wstrzemięźliwość. Najważniejsze, że wcześniej dobitnie mu powiedział, że pragnie poważniejszego związku, a nie przelotnej przyjemności i przygodnego seksu. To cholernie kusząca myśl. Oczywiście, obecnie był ciekawszy możliwości zaspokojenia palącej potrzeby.

— Nie miałem kochanka od dwudziestu lat — wyznał, patrząc na pustawy kieliszek. Nawet nie zdawał sobie sprawy, że zwerbalizował tę myśl. — Z jasnością mogę stwierdzić, że nie jestem dobry w łóżku.

Lupin zamrugał, ewidentnie zaskoczony usłyszaną rewelacją, a potem potrząsnął w niedowierzaniu głową.

— Od dwudziestu lat? Cóż, przegapiłeś naprawdę wiele wspaniałych rzeczy. — Sięgnął przez stół i wziął go za rękę. — Szczerze wątpię, aby natura poskąpiła ci talentu. Masz w sobie zbyt wiele pasji i ognia, żeby być kiepski w łóżku.

Fakt, że facet odpowiedział na to, co powinno zostać niewypowiedziane, sprawiło, że Severus zamrugał, szczerze zdezorientowany, a potem gwałtownie się zarumienił i spuścił głowę. Nijak poczuł się pocieszony, bo wciąż brakowało mu wiary w siebie.

— Ciężko stwierdzić — podsumował i wzruszył ramionami. — Nie przypominam sobie, żebym wcześniej doskonale sobie radził. — Wiedziony instynktem, uniósł wzrok. — Założę się, że miałeś dziesiątki kochanków.

— Nieszczególnie. — Remus na chwilę zamilkł i dopił resztę wina, zupełnie jakby potrzebował wzmocnienia przed następnym oświadczeniem. Kontynuował, zebrawszy się na odwagę. — To znaczy, nie czekałem dwudziestu lat, ale jestem dosyć wybredny. Nie puszczam się z każdym facetem w zasięgu wzroku. Wiem, czego pragnę i nie zadowalam się pierwszym lepszym brunetem. — Wzruszył nieśmiało ramionami i odwrócił wzrok. — Poza tym do wszystkiego dochodzi jeszcze kwestia pracy. Jak dotąd, była dla mnie najważniejsza.

— Fakt, praca jest bardzo ważną składową ludzkiego życia — zgodził się, po czym spojrzał na rozmówcę, nie wiedząc, czy naprawdę sugerował to, co odczytał z przekazu.

Chociaż alkohol nieźle namieszał mu w głowie, był pewien kilku rzeczy. Po pierwsze, uprawiał seks dawno, dawno temu i już nie pamiętał, jakie to uczucie. Nocne marzenia senne, w których kochał się z Remusem, były dlań niesatysfakcjonujące, ale stanowiły namiastkę fizycznej czułości i przypomnienie czasów młodości. Po drugie, nawet jeżeli był kiepski w łóżku i nie miał dużego doświadczenia, jeżeli nie przyjmie hojnej oferty, ta relacja mogła zakończyć się czterdziestoma, o ile nie więcej, latami wstrzemięźliwości seksualnej. Po trzecie, lubił Lupina i przyznał to głośno — był przecież szalenie atrakcyjnym mężczyzną. Sam fakt, że pożądanie jest odwzajemnione, mąciło Severusowi w głowie. To zadziwiające, bo po pewnym czasie spędzonym razem, zaczął darzyć gościa zaufaniem. Zajęło mu to kilka długich tygodni, ale Remus wytrwał. Po czwarte, wreszcie zyskał prawdziwy powód do świętowania, więc czemu by nie zaryzykować? Miał na to ogromną ochotę.

Sięgnąwszy do kieszeni szaty, wyciągnął na blat pieniądze, a następnie wstał trochę chwiejnie i spojrzał na towarzysza z iście królewskim wyrazem twarzy, zupełnie jakby był potomkiem egipskich władców.

— Skoro obaj jesteśmy wybredni, to może razem wykombinujemy coś satysfakcjonującego — powiedział i wyciągnął doń rękę, zanim poszedł po rozum do głowy i zmienił zdanie. Alkohol zdecydowanie dodał mu odwagi. — Chodź ze mną, jeżeli nadal jesteś zainteresowany.

Lupin sprawiał wrażenie zdezorientowanego, bezmyślnie gapiąc się na zaoferowaną dłoń. Po chwili jednak zebrał się w sobie i wstał od stołu, również lekko się chwiejąc.

— Jesteś pewien? — zapytał ostrożnie. — Oczywiście, że jestem zainteresowany, ale wolałbym, żebyś jutro niczym we mnie nie rzucał.

— Mogę czymś w ciebie rzucić, niezależnie od finału dzisiejszej nocy — zauważył nadzwyczaj logicznie. Ręka mężczyzny była przyjemnie ciepła, dlatego też ją pociągnął, aby podkreślić znaczenie przekazu. — Jeżeli masz jakieś opory i nagle chcesz się wycofać, być może będę musiał cię zamordować i zakopać twe zwłoki na pustyni. — Machnął wolną dłonią i rzucił Remusowi ostrzegawcze spojrzenie. — Osobiście dopilnuję, żeby nikt nie znalazł twojego martwego ciała — dodał, gwoli wytłumaczenia. — Kradzież nie leży w mojej naturze, ale nigdy nie wspominałem, że morderstwo także.

Lupin zamrugał, wyglądając na lekko zaniepokojonego.

— Jestem za młody, żeby umierać, więc chodźmy się pieprzyć.

Severus przewrócił oczami, co okazało się okropnie złym pomysłem, bo restauracja mu zawirowała. Musiał chwilę poczekać, aż wszystko wróci do normy, a potem pociągnął faceta w stronę drzwi wyjściowych. Niejasno zarejestrował, że kelner obserwuje ich poczynania ze zmieszaniem wypisanym na twarzy, ale po raz pierwszy miał gdzieś, co sądzą o ich relacji inni. Dziś będzie świętował w sposób, który uzna za najodpowiedniejszy.

Na zewnątrz owiało go chłodne powietrze, przyniósłszy odrobinę otrzeźwienia. To wystarczyło, aby zwątpił w swój pomysł i tylko mocniej się pobudził. Zerknął na Remusa, skupiwszy się na jego przystojnej twarzy i szerokim ramionom, po czym podjął decyzję. Nie zamierzał stchórzyć. Jeżeli coś pójdzie nie tak, w najgorszym wypadku zwali winę na alkohol. Nigdy nie będzie miał lepszej okazji na podążanie za głosem serca, tak więc to naturalne, że pragnął wykorzystać okazję — zwłaszcza że wypite wino dało mu możliwość niebrania pełnej odpowiedzialności za własne czyny.

Hotel znajdował się zaledwie kilka metrów dalej, tak więc po prostu kawałek się przeszli.

— Tędy.

— W porządku.

Lupin posłusznie pomaszerował za nim. Wyglądał na zadowolonego, że Severus wreszcie przejął inicjatywę, bo jeszcze nie wiedział, że zmarkotnieje, kiedy zamkną się w pokoju, a sprawy nabiorą tempa.

Gdy weszli do hotelu, puścił trzymaną dłoń, a w zamian objął mężczyznę w pasie i przyciągnął bliżej siebie. Udawał, że pomaga mu zachować równowagę, chociaż w duchu cieszył się z bliskości. Westchnął i przewrócił z irytacją oczami, kiedy recepcjonistka spojrzała na nich z uniesioną brwią.

— Trochę za dużo wypiliśmy, żeby wracać do Sakkary — powiedział, gwoli wytłumaczenia. — Zapomniałem też portfela. Lupin, pokaż pani swój dowód tożsamości i kartę kredytową — rzucił do towarzysza. — Chcielibyśmy wynająć pokój z dwoma łóżkami — dodał w kierunku kobiety.

Remus również wcielił się w rolę i udawał, że potrzebuje dłuższej chwili, aby wyciągnąć portfel z kieszeni spodni.

— Proszę bardzo!

Recepcjonistka odebrała dokumenty, a potem ich zarejestrowała. Wykonawszy pracę, grzecznie oddała dowód i kartę.

— Macie panowie szczęście, że ostał nam się wolny pokój — podsumowała uprzejmie. — Jest na trzecim piętrze — dodała, wyciągając z gablotki klucz. — Niestety z tylko jednym łóżkiem. Jest jednak dodatkowa kanapa…

— W porządku, to wystarczająco — odpowiedział, pomagając Remusowi schować portfel, zanim sięgnął po klucz. — Kolega prześpi się na sofie. Chodź, bo zaraz mi się tutaj przewrócisz. — Odwrócił ich w kierunku schodów prowadzących na piętro i zacisnął ze zniecierpliwienia zęby. Chciałby już przejść do rzeczy. — Myślisz, że dasz radę pokonać dwa piętra? — zapytał ściszonym głosem archeologa, wciąż grając rolę troskliwego kompana.

— Mhm… — wymruczał mężczyzna i mocniej się na nim oparł. Sekundę później, gdy wznowili krok, zaczął nucić coś pod nosem. — Tylko mnie nie upuść! — dodał.

— Spokojnie. Jeżeli się przewrócimy, upewnię się, żebyś upadł na głowę, a nie ważniejszą część ciała — burknął cierpko, uświadomiwszy sobie, że był tym bardziej trzeźwym. Wtem sapnął, owładnięty pewną niepokojącą myślą. Czy Remus rzeczywiście był na tyle pijany, że mógłby zasnąć w trakcie baraszkowania? Severus zawsze miał mało szczęścia, ale przecież razem ustalili, że należy mu się nagroda i coś od losu.

Lupin się zaśmiał i ścisnął go za ramię.

— Niektórym bardziej zależy na moim wyglądzie, aniżeli umyśle. — Uśmiechnął się zadziornie. — Na uniwersytecie prowadzę kilka grup. Wiedziałeś, że czasem param się nauczaniem? Na moje wykłady chodzą całe rzesze dziewcząt, których zupełnie nie interesuje archeologia, ale chodzą w charakterze słuchacza, bo jestem „słodki”. — Westchnął z żałością. — To szczególnie męczące.

— Straszne, że masz powodzenie u kobiet. Bycie tak pożądanym musi być naprawdę kłopotliwe — podsumował beznamiętnie, kiedy wchodzili po schodach. — W pełni rozumiem twój punkt widzenia.

— Taka prawda. Ciężko jest uczyć studentów, którzy zupełnie nie są zainteresowani omawianymi tematami — odpowiedział z cichym westchnieniem mężczyzna. — Mam nadzieję, że czegoś się nauczą na moich zajęciach, ale przeważnie wszyscy wychodzą z pustą głową. Zawsze próbuję kogoś zaintrygować, opowiadam, dlaczego tak pasjonują mnie starożytne kultury i języki, a kiedy podnoszę głowę, żeby omieść uczniów wzrokiem, jedyne, co widzę, to pochylając się do przodu dziewczęta, chcące wyeksponować swój biust.

— To nie twoja wina, że chodzą na zajęcia z bzdurnego powodu — podsumował zgodnie z prawdą, również urażony. Nie spodziewał się, że Remus jest na uniwersytecie poniekąd molestowany przez stado naiwnych dziewcząt, chcących mu zaimponować swoim ciałem. — Powinieneś wypraszać uczennice, które odsłaniają zbyt wiele. Albo lepiej pozwól mi się z nimi rozprawić. — Uśmiechnął się złośliwie. — Obiecuję, że po rozmowie ze mną odechce im się tych beznadziejnych umizgów. Z przyjemnością załatwię ci spokój.

Lupin przystanął w miejscu i spojrzał na Severusa uważnym, choć wciąż upojonym alkoholem spojrzeniem.

— Brzmisz tak, jakbyś chciał, abym był w pobliżu po zakończeniu wykopalisk.

Całkiem prawdopodobne, że Snape nie był tak pijany, jak myślał, bo szybko zwerbalizował swą myśl.

— Zobaczymy — burknął, gdy przystanęli pod pokojem, który wynajęli. Dwukrotnie sprawdził numer wyryty na kluczu, żeby upewnić się, że dobrze trafili. — Nadal zastrzegam sobie prawo do pogrzebania cię w piaskach pustyni.

— Gdy jednak posuniesz się do morderstwa i zatarcia śladów, będę miał duże szczęście, jeżeli ktoś mnie odkopie za następne czterdzieści pięć stuleci. — Zachichotał niczym mały chłopiec.

Snape uniósł brew i pchnął drzwi.

— Położę cię do łóżka, Lupin. Najwyraźniej dzisiaj nic z tego — powiedział, szczerze zdruzgotany. Naprawdę miał ochotę na trochę czułości, ale alkohol popsuł te plany.

— Myślisz, że nie stanę na wysokości zadania? — Remus sprawiał wrażenie urażonego insynuacjami. Z trzaskiem zamknął drzwi i przycisnął doń Severusa. — Cóż, jesteś w błędzie — dodał i namiętnie go pocałował; jeszcze gwałtowniej niż podczas randki w restauracji.

Wzięty z zaskoczenia, brunet z początku nie zdawał sobie sprawy z tego, co się właśnie dzieje, albo jego mózg miał trudności z nadążaniem za bieżącymi wydarzeniami. Całe szczęście, że jego ciało nie cierpiało z powodu dziwacznego opóźnienia, bo po sekundzie zaczęło się topić w uścisku i poddało się pieszczocie. Nieświadomie rozchylił usta, podczas gdy serce waliło mu niczym młotem. Wyrwawszy się z odrętwienia, z uczuciem odwzajemnił pocałunek. Remus zamruczał, zadowolony z jego reakcji, a potem postawił na delikatność, zupełnie jakby od nowa chciał zapoznać się ze smakiem Severusa. Nie szczędził dotyku, zapuszczając się dłońmi w coraz to bardziej skryte rejony. Ostatecznie położył je na biodrach.

Snape objął Lupina i jęknął, kiedy został pocałowany, jak nigdy wcześniej. Najprawdopodobniej rzeczywiście się mylił, kiedy stwierdził, że Remus jest zbyt pijany, żeby się pieprzyć, ale nie zamierzał przepraszać za swoje wątpliwości, zwłaszcza że stanowiły one punkt zapalny igraszek. Westchnął z przyjemności, gdy blondyn przesunął usta na jego szczękę, składając mokre pocałunki w okolicach ucha i śledząc językiem wrażliwą małżowinę. Chwilę później skoncentrował się na odsłoniętym gardle.

Czuł, że wreszcie żył. Skóra mrowiła mu wszędzie, gdzie dotknęły go te cudownie miękkie usta, zupełnie jakby nigdy wcześniej nikt go nie dotykał. Sapnął, gdy Remus skubnął mu płatek ucha, a potem przechylił głowę w bok, aby dać mu lepszy dostęp do szyi.

— Tak… — wyszeptał, pragnąc więcej wszystkiego, co zostało mu zaoferowane. Sekundę później ponownie poczuł te cudowne usta, a minutę potem ugryzienie na obojczyku.

Dobrze, że opierał się plecami o drzwi, bo obawiał się, że gdyby tak po prostu stał i pozwalał się całować, szybko opadłby na podłogę, gdyż nogi miał niczym z waty. Uczucie zębów na skórze cholernie go podniecało i sprawiało, że niekontrolowanie drżał. Z emocji podwinął nawet palce u stóp. Pożądanie trawiło go od środka, praktycznie pozbawiając zmysłów.

— Więcej! — zażądał, zacisnąwszy palce na pogniecionym materiale koszuli kochanka.

— Czego dokładniej? — zapytał z nikczemnym uśmieszkiem na twarzy Remus. I pomyśleć, że nawet teraz się z nim drażnił.

— Wszystkiego! — syknął ze zniecierpliwieniem, przyciągnąwszy mężczyznę bliżej. Następnie zniżył głos do niebezpiecznego, zwiastującego kłopoty szeptu. — Chyba że naprawdę ci nie stanie i tylko próbujesz odwlec to, co nieuniknione.

— Jesteś strasznie natarczywy — wymruczał zmysłowym tonem Lupin, unosząc głowę, żeby nań spojrzeć. — Czy wciąż będziesz równie władczy, gdy będę cię miał nagiego na łóżku z szeroko rozłożonymi nogami?

Severus oblizał wargi, a potem uniósł wyzywająco brew.

— W tym tempie szczerze wątpię, abyś zdążył się dowiedzieć.

Remus się roześmiał i spojrzał nań z drapieżnym błyskiem w oku. Wyglądał nieziemsko i z pewnością przeczył obrazowi grzecznego profesora.

— Wbrew przeciwnie. Wszystko przede mną — odpowiedział i wyciągnął rękę, żeby odpiąć guziki severusowej szaty. Poruszał się niespiesznie i trochę niezdarnie, ale ostatecznie poradził sobie z zadaniem.

— Teraz? — zapytał bardziej szorstko, niż zamierzał, ale zwalił to intensywne spojrzenie kochanka, które dziwacznie nań działało. Z jakiegoś powodu miał trudności z oddychaniem. Spojrzał w dół i zadrżał, zobaczywszy te przepiękne palce. Mimowolnie wyobraził sobie, że przesuwają się po jego nagiej skórze i przymknął z przyjemności oczy. — Jesteś zbyt pewny siebie jak na kogoś zalanego w trupa.

— Uwierz, że niejednokrotnie robiłem to pod wpływem alkoholu, zwłaszcza kiedy wykładałem na uniwersytecie — powiedział Lupin, marszcząc w skupieniu brwi. Wciąż walczył z guzikami szat. — Wolałbym cię przelecieć na trzeźwo, ale jutro możesz zmienić zdanie. Jeżeli dziś ci się spodoba, może pozwolisz mi ponownie, tym razem, gdy nie będziemy wypiwszy.

— Nie chcę słyszeć o twoich dzikich romansach na uniwersytecie — warknął, a płomień zazdrości sprawił, że przyciągnął mężczyznę bliżej. — I nie jestem aż tak bardzo pijany.

— Cóż, ja sporo wypiłem, ale to nie powstrzyma mnie przed bzykaniem — odparł wesoło Remus, zsuwając szaty Severusa z ramion. — Też nie chcę wracać myślami do uniwersyteckich przygód — dodał po chwili namysłu i z podziwem spojrzał na odsłoniętą skórę. — Nie są ważne, bo daleko im do ciebie.

— Cholerna racja — burknął, trochę uspokojony usłyszanym wyznaniem i tym wygłodniałym spojrzeniem. Jednym z efektów ubocznych zdenerwowania było to, że zupełnie zapomniał, że stoi przed kimś półnagi i jest obserwowany przez cholernie atrakcyjnego mężczyznę. Uniósł podbródek i wyzywająco uniósł brew. — Więc lepiej się postaraj i przekonaj mnie, że warto zaryzykować następny raz.

— Tak właśnie zrobię. — Remus spojrzał na niego z zaskakującą i trochę przerażającą powagą, a następnie wyciągnął rękę i położył mu dłoń na policzku. — Z pewnością będę chciał to powtórzyć.

Severus wciągnął ze świstem powietrze i zastanowił się, skąd pochodzi to przekonanie, skoro ogólnie rzecz biorąc, do niczego poważniejszego jeszcze nie doszło. Nie potrzebując teraz następnego wybuchu, ograniczył się do uniesienia brwi.

— Skupmy się na tym, co najważniejsze.

— W porządku. — Uśmiechnął się Lupin i potraktował tę uwagę za sygnał do kontynuowania ataku. Natychmiast wznowił swe pocałunki, schodząc ustami coraz to niżej — z wrażliwego gardła na szeroką klatkę piersiową — zaś dłońmi sunął po odsłoniętej skórze, jakby chciał zapamiętać jej strukturę.

Doznania były intensywne, niemal przytłaczające. Severus złapał się ramion Remusa, żeby przypadkiem nie zsunąć się po drzwiach. Palce mężczyzny wręcz parzyły, sprawiając, że raz za razem drżał. Zanurzony w przyjemności, wygiął się w łuk. To wszystko było jeszcze bardziej podniecające, aniżeli z początku przypuszczał.

— Proszę! — sapnął, nie rozpoznając własnego głosu. — Chcę cię wreszcie poczuć…

— W swoim czasie. — W niebieskich oczach rozgorzał najprawdziwszy żar. — Najpierw musisz się rozebrać. — Zerknął na siebie. — Ja również.

Zniecierpliwiony Severus zrzucił szatę z ramion, a potem bioder, stając przed Lupinem tylko w ciemnozielonych bokserkach. Wyciągnął rękę i jednym ruchem rozpiął koszulę kochanka. Niestety pośpiech sprawił, że stał się niezdarny.

— Też powinieneś nosić szaty — mruknął, po czym parsknął. — Nawet nie masz na głowie fedory.

— Następnym razem — obiecał Remus, masując dłonią okolice pępka. — Wyglądasz nawet bardziej seksownie, niż sobie wyobrażałem. Jesteś wysoki i szczupły. — Przesunął kciukiem po odstającym sutku i oblizał łakomie usta. — Cholernie mi się podoba.

Snape znów zadrżał, bo dotyk go pobudził, lecz nie zaspokoił. Mógłby zacząć szydzić, ale potrzeba w niebieskich oczach była niezaprzeczalna. Z jakiegoś niewyobrażalnego powodu Lupin naprawdę go pragnął i najprawdopodobniej właśnie to było dlań najbardziej podniecające.

— Yhym — wymruczał, gdy wreszcie wyszarpnął koszulę kochanka ze spodni i z lubością przesunął palcami po gładkiej, klatce piersiowej, nie mogąc uwierzyć, że dotyka tego, czego sobie dotąd odmawiał. — Lubię twoje mięśnie — dodał i zaczął drażnić paznokciami odstające sutki.

Mężczyzna odchylił głowę i jęknął, a niebieskie oczy pociemniały z pożądania.

— I to mi się podoba — sapnął.

— Mi również — odpowiedział, czując rozchodzące się po ciele ciepło, jakby emitowane przez moc pochodzącą ze środka organizmu. Chcąc przekonać się, co jeszcze sprawi kochankowi przyjemność, zgiął palce i pociągnął paznokciami w dół, aż do paska jego spodni, co sprawiło, że skóra się ładnie zaróżowiła, a mężczyzna sapnął. — Co ty na to?

— Och, tak! — Remus aż zawarczał, odchyliwszy się do tyłu. — Nie mam nic przeciwko odrobinie szorstkości. — Uśmiechnął się drapieżnie, po czym zacisnął zęby na sutku Severusa. — Co myślisz?

Jęknął, zaskoczony intensywnością doznania i zadrżał.

— Tak! — syknął, zanim przeciągnął paznokciami w górę, tym razem znacznie mocniej.

Lupin chwycił go za ramiona i popchnął w kierunku łóżka.

— Zdejmij to, co zostało z twoich ubrań i połóż się na posłaniu — powiedział stanowczym tonem, jasno dając do zrozumienia, że pod żadnym pozorem nie przyjmie odmowy.

Severus nawet nie zamierzał się sprzeczać. Szybko zdjął sandały i wyskoczył z bokserek, po czym posłusznie odsunął kołdrę i ulokował się pośrodku materaca. Oblizawszy wargi, spojrzał na kochanka z jedną ręką za głową, wystawiając tym samym swe ciało na pokaz.

— Co dokładnie zaplanowałeś? — zapytał, zaintrygowany wilczą stroną, którą miał okazję przed sekundą zobaczyć.

— Myślałem, że to oczywiste — stwierdził, zrzuciwszy koszulę, zdjąwszy buty i rozpiąwszy spodnie. Nim minęła chwila, bez skrępowania stanął przed Snape’em nagi i pozwolił się oglądać. — Jeżeli jednak naprawdę potrzebujesz podpowiedzi, to najpierw sprawię, żebyś krzyczał.

Patrzenie, jak Remus się obnaża, było cholernie podniecające. Cudownego obrazu dopełniał sztywno sterczący fiut, ot dowód, że rzeczywiście jest pożądany.

Wciągnął ze świstem powietrze, marząc, aby skorzystać ze sposobności.

— W takim razie chodź do mnie i bierz się do roboty — poprosił. — Czekałem dwadzieścia lat, więc nie nadużywaj pokładów mojej cierpliwości.

Lupin zaśmiał się pod nosem i grzecznie spełnił polecenie. Pozbywszy się ubrań, wskoczył na łóżko i usiadł okrakiem na Severusie.

— Skończyłeś z czekaniem — odparł, a następnie pochylił się do pocałunku.

Snape przyciągnął go bliżej, z entuzjazmem, chociaż nieudolnie, odwzajemniając pieszczotę. Pragnął zmaksymalizować kontakt, więc wygiął plecy w łuk, co zostało przyjęte z aprobującym pomrukiem. Miał wrażenie, że niezaspokojony apetyt, który skutecznie tłumił przez dwadzieścia lat, nagle się odezwał z niemożliwą do okiełznania mocą. Jeszcze nigdy nikogo tak nie pożądał.

Na szczęście Remus wychodził mu naprzeciw, chętny do zaspokojenia tego głodu.

— Wspaniale — wymruczał, poruszywszy na próbę biodrami.

Tarcie sprawiło, że Severus krzyknął i zapragnął (potrzebował) jeszcze więcej.

— Nie zapomnij przypadkiem o gorących piaskach pustyni — ostrzegł, a następnie przejechał paznokciami po zachęcającej skórze pleców. Aby podkreślić swój punkt widzenia i wystosowaną właśnie groźbę, wymierzył kochankowi mocnego klapsa.

— Och, gwarantuję, że nie zapomnę. — Uśmiechnął się nikczemnie. — Zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby nie zostać zakopany na pustyni — dodał i pochylił się do następnego pocałunku, tym razem znacznie bardziej namiętnego.

Ledwo mógł złapać oddech, zatracony z przyjemności. Przymknął z rozkoszy powieki, podczas gdy Lupin schodził ustami coraz to niżej. Potrzeba spełnienia narastała z sekundy na sekundę, aż wreszcie stała się nie do zniesienia.

— Cholerny z ciebie kusiciel — podsumował z niecierpliwością, wplątując palce w blond kosmyki, dzięki czemu przekonał się, że rzeczywiście są jedwabiście miękkie. — Zamiast spełnić swą prośbę, próbujesz mnie podstępnie zabić.

Mężczyzna zachichotał i wznowił wędrówkę ustami w dół, zapoznając się z coraz to nowszymi rejonami, dotąd niedostępnymi. Mokre pocałunki wydawały się nie mieć końca.

Severus krzyknął, gdy Remus wziął go do buzi. Mimowolnie zacisnął palce na jego włosach i uderzył głową o poduszkę, niezdolny do żadnej racjonalnej myśli. Z ogromnym wysiłkiem powstrzymał się od poruszania biodrami, bo wiedział, że kilka pchnięć sprawiłoby, że doszedłby w okamgnieniu. Wziął głęboki, uspokajający oddech i, upewniwszy się, że zdobył odrobinę kontroli nad własnym ciałem, spojrzał w dół.

— Zdecydowanie… próbujesz mnie wykończyć… — wydukał, walcząc z intensywnością doznania.

Lupin wyglądał na cholernie z siebie zadowolonego i zaczął mocniej ssać, skupiwszy się na wrażliwej główce. Sprawiał wrażenie zdeterminowanego, żeby doprowadzić go orgazmu w zaledwie kilka minut, zupełnie jakby nic innego się nie liczyło.

Severus zawsze był dumny z pokładów swojej samokontroli i opanowania, ale nie było sposobu, żeby przeciwstawił się temu atakowi. Nigdy wcześniej nie czuł się tak przytłoczony i jednocześnie bezbronny. Całkowicie poddał się przyjemności, w której nurzał się i nurzał, dopóki nie zobaczył gwiazd przed oczami. Rozkosz wzięła go we władanie i krzyknął, mając wrażenie, że rozlatuje się na miliony kawałeczków.

W pewnym momencie wrócił do rzeczywistości i zdał sobie sprawę z tego, co się właściwie wydarzyło. Z niemałym trudem uspokoił rozszalały oddech, ale wciąż szumiało mu w uszach. Spojrzał w dół na Remusa, nadal lekki i poruszony, próbując znaleźć odpowiednie słowa, które uwieńczyłyby to, co się stało — niestety, nadaremnie, bo wykrztusił tylko bezsensowne „Och”.

Oblizawszy wargi, kochanek podniósł się i położył obok niego. Wyciągnął rękę i zaczął głaskać go po szybko unoszącej się klatce piersiowej.

— Czy wywalczyłem sobie pustynny odpust?

Delikatna pieszczota sprawiła, że Severus znów zaczął się rozpuszczać, o ile było to w pierwszej kolejności możliwe. Mimowolnie poddał się poorgazmowemu znużeniu, chociaż z początku stawiał mu opór.

— Na dzisiejszą noc, owszem — stwierdził wyniośle. — Jutro wszystko przed tobą.

Lupin uśmiechnął się i pochylił do pocałunku, tym razem niespiesznego, pełnego czułości i oddania.

— Zadowolę się tym, co mi ofiarujesz — wyznał, głaszcząc go po piersi.

Odwzajemnił pocałunek, aczkolwiek był z natury drażliwym typem — ta noc była po prostu wyjątkowa pod wieloma, wieloma względami. Rozleniwiony, przewrócił się na bok i przesunął dłonią po ramieniu mężczyzny.

— Skoro już o tym wspomniałeś, żyłem w przekonaniu, że chcesz mnie zobaczyć z szeroko rozłożonymi nogami — zagaił, unosząc brew. — Czyżbyś zmienił zdanie?

— Och, nadal tego pragnę — odpowiedział blondyn, kładąc mu dłoń na policzku. — Niestety potrzebujemy lubrykantu.

— Naturalnie. — W momencie poczuł się zażenowany, że zapomniał o podstawach gejowskiego seksu. Naprawdę minęło sporo czasu od ostatniej upojnie spędzonej nocy, dlatego też powinien był zawczasu odświeżyć sobie pamięć. Po przyjemności zafundowanej mu przez Remusa doszedł do wniosku, że nie zamierza czekać następnych dwudziestu lat. Sęk w tym, że to nie eliminowało najważniejszej przeszkody na drodze. — Owszem, trochę zardzewiałem — przyznał z lekkim uśmiechem i owinął dłoń wokół twardego fiuta kochanka, ot eksperymentalnie. — Może rzeczywiście zapomniałem o lubrykancie, ale przypuszczam, że to coś podobnego do jazdy na rowerze. — Zadrżał, gdy zobaczył, że niebieskie oczy ciemnieją z podniecenia.

— Tak jest dobrze — mruknął blondyn, zaciskając dłoń na włosach Severusa.

— Zawsze przodowałem na tle klasy — odpowiedział z nikczemnym uśmieszkiem. Chwilę popieścił główkę, a potem wzmocnił uścisk wokół trzonu. Zaczął też całować kochanka, schodząc ustami po szczęce. Upewniwszy się, że radzi sobie nie najgorzej, zniżył głos do zmysłowego szeptu i przysunął się do ucha mężczyzny. — Nie myśl, że zapomnę o Fedorze. Obiecałeś, że będziesz mnie w niej pieprzył i osobiście dopilnuję, żebyś się z tego wywiązał.

— Cokolwiek zechcesz. — Lupin przymknął z rozkoszy oczy, wychodząc mu naprzeciw biodrami. — Spełnię każdą twoją fantazję, tylko nie przestawaj!

— Nie mam najmniejszego zamiaru — zapewnił, zadowolony ze słyszanych dźwięków i sposobu, w jaki kochanek się poruszał. Usatysfakcjonowany, kontynuował zmysłowe szeptanie, drażniąc ucho ciepłym oddechem. — Pragnę się upewnić, że ci się podoba, żeby mieć pewność, że następnym razem naprawdę mnie przelecisz. Chcę, żebyś mnie związał i zrobił wszystko, na co masz tylko ochotę, aż obaj będziemy krzyczeć z rozkoszy.

Słowa te zdawały się podniecać Remusa, bo do tej pory wydawane przez niego dźwięki zmieniły się w niezrozumiałe westchnięcia i sapnięcia; niekontrolowanie drżał, będąc na krawędzi. Żeby sięgnąć nieba, wystarczyło mu zaledwie kilka mocniejszych ruchów. Ostatecznie doszedł z imieniem Severusa na ustach, a potem opadł bezwładnie na łóżko.

Nawet na sekundę nie spuścił z niego wzroku, nie chcąc uronić ani chwili tego wspaniałego widoku. Fakt, że to on sprawił mu przyjemność, działała nań pobudzająco. Był też poniekąd zmieszany i zawstydzony, ale w gruncie rzeczy bardzo zadowolony. Jakby nie patrzeć, dokonał dziś podwójnego odkrycia — odnalazł długo poszukiwany grobowiec królowej oraz praktycznie podbił świat, lądując w łóżku z szalenie atrakcyjnym mężczyzną. Spełnił swe ciche pragnienia. Sprawił, że Lupin prawie oszalał dzięki jego dłoniom i ustom, dzięki zaledwie kilku wyszeptanym słowom, a to z kolei równało się satysfakcji, którą dał mu niesamowity orgazm.

Z cichym pomrukiem zabrał rękę.

— Zaraz wracam — powiedział i poszedł do łazienki. Umycie się i otrzeźwienie zajęło mu tylko chwilę. Wrócił do łóżka z mokrą szmatką i pomógł się oporządzić również Remusowi.

Mężczyzna przysunął się bliżej i weń wtulił, mrucząc z zadowoleniem.

— Dziękuję. — Westchnął sennie i pogłaskał nagą skórę Severusa, jakby nie chciał jeszcze tracić możliwości kontaktu.

— Żaden problem — odparł zgodnie z prawdą.

Szczerze mówiąc, zupełnie nie był zaskoczony zachowaniem kochanka. Spodziewał się, że po udanym seksie zostanie przytulony niczym pluszak, chociaż nigdy wcześniej nie dzielił z nikim łoża, nawet gdy okazjonalnie nocował u kogoś za czasów uniwersyteckich. Nim minęła jednak chwila, rozluźnił się i ułożył wygodniej na poduszkach, rozkoszując się powolną pieszczotą ciepłej dłoni. Oczywiście znalazł ku temu dobrą wymówkę. Nie mógł wykopać Remusa z posłania, bo dzielili razem pokój, a hotel nie oferował dwóch wolnych apartamentów. Czuł się co najmniej dziwacznie, ale był najedzony, zmęczony i wciąż lekko podchmielony wypitym przy kolacji winem. Miał świadomość, że zasypianie mogło trochę potrwać, ale przynajmniej było mu ciepło i po prostu wygodnie.

Ukołysany głębokimi, miarowymi oddechami Lupina, zasnął prawie tak szybko, jak tylko przymknął powieki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz