6. ROZDZIAŁ SZÓSTY

Severus obudził się przed świtem w stanie najwyższej gotowości. Zmarszczył brwi, nasłuchując odgłosu, który wybudził go ze snu, ale jedyne, co zwróciło jego uwagę, to miarowy oddech śpiącego obok mężczyzny.

Odwrócił głowę i zapatrzył się w zrelaksowane rysy twarzy Remusa, który podczas snu wyglądał jeszcze młodziej, niż zazwyczaj i bardziej chłopięco. Minęły ponad dwa tygodnie, odkąd po raz pierwszy spędzili wspólnie noc, a on wciąż nie mógł uwierzyć, że po dwudziestu latach wstrzemięźliwości naprawdę znalazł chętnego kochanka. Lupin był atrakcyjny, inteligentny (pod tym względem zdecydowanie mu dorównywał), w odpowiednich momentach agresywny i niezwykle kreatywny. W ciągu tych czternastu dni uprawiali tyle seksu, że starczyłoby im na całe życie. Nie, żeby Snape narzekał — jeżeli facet był usatysfakcjonowany jego chudym ciałem, to w porządku.

Wciąż nie mógł pojąć, jakim cudem był obiektem czyjegoś zainteresowania, ale powoli zaczął to akceptować. Od poranka po wszystkich uroczystościach związanych z odkryciem grobowca królowej Remus dał mu jasno do zrozumienia, że właśnie się związali w każdym tego słowa znaczeniu — oczywiście, tuż po tym, jak upewnił się, że nie zostanie zamordowany we śnie i pochowany w piaskach pustyni oraz że Severus nie żałuje tego, co się między nimi wydarzyło. Szczerze mówiąc, był trochę niespokojny, ale zdecydowanie nie miał żadnych wyrzutów sumienia, zwłaszcza po tym, jak doprowadzili sprawy do końca i został wypieprzony na wszystkie możliwe sposoby; był zbyt zadowolony, żeby w ogóle myśleć o żałowaniu.

Wznowienie wykopalisk stanowiło małe wyzwanie w połączeniu z ich związkiem. Jak się szybko okazało, Lupin był genialnym taktykiem i potrafił się w życiu ustawić, albo wyłudził informację od Pottera, jakim cudem w tajemnicy uprawia seks z Draco. W rzeczywistości kochali się w różnych miejscach, w tym również w nowo odkrytym grobowcu królowej, głównym namiocie obozowym i na tylnym siedzeniu jeepa — daleko od ich małej archeologicznej społeczności, w świetle ogromnego księżyca w pełni — ale także spędzali razem każdą noc. Wymagało to późnego kładzenia się spać i wczesnego wstawania, ale seks rekompensował brak snu.

Co więcej, odkładając na bok sprawy sypialniane, doskonale układało im się również na tle zawodowym, a pomoc Remusa przy rozczytywaniu hieroglifów na sarkofagu królowej była nieoceniona. Mogli godzinami rozprawiać na temat najróżniejszych znalezisk, katalogowaniu przedmiotów i omawianiu znaczenia bardziej interesujących przedmiotów. Prawdę powiedziawszy, Severus dotąd nie widział się w roli stałego partnera, ale jego opór bardzo szybko osłabł, a perspektywa się zmieniła. Oczywiście, wszystko przed nimi, gdyż musieli się przekonać, czy będą się równie dobrze dogadywać podczas nielicznych powrotów do Anglii, życia wśród ludzi i stresów dnia codziennego. Warto było jednak podjąć to ryzyko i zobaczyć, jak sytuacja się rozwinie.

Westchnął, uświadomiwszy sobie, że powinien wstać i wymknąć się z namiotu, zanim reszta pracowników zwlecze się z łóżek i któryś się zorientuje. Musiał być bardzo ostrożny. Raz czy dwa, kiedy przedzierał się przez skąpany w mroku piasek, odniósł wrażenie, że dostrzegł ruch, zaś dwa dni temu przyłapał Draco wślizgującego się z powrotem do swojego namiotu. Gdyby w obozowisku nocowała tylko ich czwórka, wszystko byłoby łatwiejsze, ale społeczność wykopaliskowa była znacznie liczniejsza. Na miejscu byli również Rahmad ze swoimi pomocnikami, kilku patrolujących okolicę strażników oraz kilkunastu bardziej wykwalifikowanych pracowników, którym nie opłacało się wracać wieczorem do domu. Snape nawet nie chciał myśleć, co by było, gdyby sprawa się wydała i wzniesiono by publiczny protest, jakoby dwójka starszych rangą archeologów wdała się w romans i przekładała go ponad prowadzone wykopaliska.

Zasadniczy problem w tym, że wiedza a wykonanie to dwie różne rzeczy. Remus poprzedniego wieczoru pojechał do miasta załatwić kilka spraw i wrócił dosyć późno, podczas gdy Severus leżał już w łóżku i odpoczywał. Naturalnie to nie przeszkodziło im w powolnym i sennym seksie, ale jednocześnie oznaczało, że stracili szansę na rozmowę. Czasem zdarza się i tak, pomyślał. W najgorszym przypadku porozmawiają po skończonej pracy.

Westchnąwszy ponownie, pochylił się i złożył na ustach kochanka delikatny pocałunek. Mężczyzna poruszył się, otworzył jedno oko i uśmiechnął się sennie — z opóźnieniem odwzajemnił pieszczotę, wyszeptał jego imię, po czym znów zapadł w sen.

Snape wstał, zawczasu przygotowany na powiew chłodu, opatulił Lupina kołdrą, a następnie pospiesznie się ubrał. Aby mieć przynajmniej odrobinę klaryfikacji i rozeznania, napisał krótką notkę, że dziś będzie pracował nad stelami w komorze głównej, i położył ją na widoku. Rzuciwszy ostatnie spojrzenie na śpiącego kochanka, wyszedł z namiotu, skręcił za róg i udał się do swojego.

Zrobił zaledwie dwa kroki, kiedy na coś nadepnął i usłyszał dziwaczne chrupnięcie. Zmarszczył brwi i uniósł stopę, po czym wytrzeszczył oczy, widząc wgnieciony w piasek fajansowy kolczyk z charakterystycznych egipskich koralików, obecnie częściowo roztrzaskany. Wiedział, że pochodził on z grobowca królowej, jak zresztą cała biżuteria, został dawno skatalogowany i spakowany do odpowiedniego pudła, które w niedługim czasie miało zostać posłane do Kairu, całkiem możliwe, że pod koniec tygodnia.

Schylił się i podniósł resztki kolczyka. Zdekoncentrowany, zauważył również, że haczyk, który miał być włożony do ucha, był podejrzanie zakrzywiony i wygięty. Istniało naprawdę małe prawdopodobieństwo, że była to jego robota, a większe, że o coś się przypadkowo zaczepił. Możliwe, że właśnie tym sposobem wylądował w piasku — zawisł na czymś luźnym rękawie, a potem został przeniesiony i upadł komuś po drodze, tuż pod namiotem Remusa. Kto wie, może winowajcą był właśnie Lupin, Draco, a może nawet on sam, ot nieumyślny błąd zagubionego w myślach archeologa. Severus w momencie się zirytował, bo przez czyjś błąd zniszczono skarb starożytnego Egiptu. Najgorsze, że mleko zostało rozlane i zostało mu tylko przeprowadzić ze wszystkimi ostrą rozmowę na temat większej dbałości o skatalogowane dobra i delikatności w obchodzeniu się z pomniejszymi elementami. To prawda, że musieli pracować szybko i na wysokich obrotach, ale tego typu sytuacje nadszarpywały mu wizerunek i reputację — były po prostu niedopuszczalne.

Wślizgnął się do swojego namiotu, schował kolczyk do malutkiego pudełka, a potem usiadł przed komputerem. Zawsze było coś do zrobienia, zapisania i zaraportowania, więc zabrał się do roboty, chcąc wszystko skończyć wcześniej. Może wtedy uda mu się wziąć wieczorem wolne i namówić Remusa na wycieczkę w głąb pustyni. Niedawno odkrył, że cholernie go podnieca seks na świeżym powietrzu, co kochanek przyjął z wielkim entuzjazmem.

Czas minął mu zaskakująco szybko, dlatego też był zaskoczony, słysząc gong zwiastujący porę śniadaniową. Wyłączył dokument tekstowy, zamknął laptopa i wstał, zniecierpliwiony, żeby zobaczyć swojego partnera. Nie będą sami, ale przynajmniej na spokojnie porozmawiają przy herbacie. Przy okazji się zorientuje, czy wieczorny wypad jest wykonalny.

W namiocie stołówki było niewiele osób, ale przez prawie godzinę ludzie przychodzili i wychodzili, żeby skorzystać z pryszniców. Nalał sobie filiżankę gorącej herbaty, skinął głową Rahmadowi, który się doń uśmiechnął i podał mu talerz z zapieczonymi tostami i usmażonym bekonem, a następnie zajął miejsce przy jednym z mniejszych stolików.

Nie czekał długo. Remus wszedł do środka kilka dłużących się minut po nim i uprzejmie się ze wszystkimi przywitał. Severus wiedział, że zaraz doń podejdzie, dlatego też się rozluźnił, a potem uniósł brew, gdy partner musnął go stopą, kiedy siadał.

— Dzień dobry, doktorze Lupin — powiedział, rzuciwszy mu znaczące spojrzenie znad wciąż parującej filiżanki. — Mam nadzieję, że dobrze spałeś.

— Wspaniale, doktorze Snape. Dziękuję za troskę. — Uśmiechnął się dobrotliwie mężczyzna. — Liczę, że ty również miałeś udaną noc.

— Owszem, aczkolwiek nie oszczędzono mi małej pobudki o późnej porze. Coś przywróciło mnie do rzeczywistości.

— Naprawdę? — Remus zdołał zachować niewinny wyraz twarzy, chociaż zdradzały go błyszczące z rozbawienia oczy. — To musiało być coś poważnego, skoro cię obudziło.

— Tak, o ile dobrze pamiętam, było duże i dość natarczywe — odpowiedział, kontynuując tę słowną grę. — Na szczęście szybko uporałem się z zaistniałym problemem, dzięki czemu znowu mogłem przyłożyć głowę do poduszki. — Machnął lekceważąco ręką. — Wiesz, tutaj człowiek uczy się przyjmować różnorakie ciosy.

— Jestem pewien, że dobrze sobie poradziłeś, doktorze. — Uśmiechnął się Lupin.

— Nie słyszałem żadnych skarg. — Upił łyka herbaty. — Wróciłeś naprawdę późno — dodał, przechodząc do konkretów. — Czy twoja wyprawa do miasta zakończyła się sukcesem?

— Och, eee… — Remus odwrócił wzrok i nerwowym ruchem potarł kark. — Można tak powiedzieć — stwierdził i zaczął smarować swojego tosta masłem. Kiedy się znów odezwał, brzmiał wymuszenie. — Napisałeś mi notkę, że będziesz się dziś zajmował stelami. Jak ci idzie?

Severus spojrzał nań z ukosa, zaskoczony tą nagłą zmianą zachowania mężczyzny i ogólnym zaniepokojeniem. Momentalnie stał się podejrzliwy. Cokolwiek Lupin robił wczorajszego wieczoru, wydawało się to mieć duże znaczenie, ponieważ ewidentnie próbował odwrócić uwagę.

Oczywiście, nie dał się zbić z tropu.

— Wszystko dobrze — powiedział. — Co dokładnie porabiałeś w mieście? Nawet się nie zająknąłeś.

Gdy facet ponownie odwrócił wzrok, poczuł się dotknięty nie na żarty. Remus zawsze był otwarty i bardzo bezpośredni.

— Musiałem załatwić pewną… sprawę osobistą — odparł niepewnie. — Nic ważnego, naprawdę.

— Czyżby? — zapytał ostrzejszym tonem. Zachowanie partnera wprawiało go w niemałe zakłopotanie i niezmiernie irytowało, dlatego też z miejsca postanowił dotrzeć do sedna sprawy.

Zanim jednak zdążył zadać następne pytanie, do namiotu stołówkowego wszedł Draco i prawie natychmiast skrzyżował z nim spojrzenie. Był blady nawet pod opalenizną i miał szeroko otwarte oczy. Sprawiał wrażenie co najmniej zaniepokojonego. Ostrożnie, żeby nie wzbudzać większych podejrzeń, podszedł do stolika, który zajmowali i westchnął pod nosem. Severus znał go zbyt dobrze, żeby dać się zwieść pozorom.

— Zapraszam za mną, doktorze Snape. Zaistniała pewna… niedogodność, wymagająca pańskiej obecności.

— Ach, tak? — Coś zimnego osiadło mu na żołądku. Najpierw zmierzył się z dziwacznym zachowaniem Lupina, a teraz miał do czynienia z niecodziennie spanikowanym Malfoyem. Ten dzień zdecydowanie nie zapowiadał się dobrze. — W porządku, prowadź. — Wstał i rzucił kochankowi trochę urażone spojrzenie. — W takim razie porozmawiamy później — dodał na odchodne.

Remus wyglądał, jakby mu ulżyło i powoli skinął głową.

— Dobrze, pod wieczór.

Zerknąwszy nań po raz ostatni, Severus wyszedł za asystentem na zewnątrz.

— O co właściwie chodzi? — zapytał ostrzej. — Ktoś został ranny?

Chłopak rozejrzał się wokół.

— Nie, nic podobnego. Niech pan poczeka, aż będziemy sami. Tak będzie… bezpieczniej.

Obrzucił go uważnym spojrzeniem, ale zastosował się do prośby. Nie zadał ani jednego pytania, dopóki nie znaleźli się w odosobnionym namiocie.

— Możemy już przejść do szczegółów. Lepiej, żeby to było coś ważnego, bo naprawdę nie jestem w nastroju…

— Właśnie wróciłem z magazynu. — Z niewiadomego powodu Draco potrząsnął głową. — Doktor Saleef z Kairu poprosił nas o ponowne sprawdzenie inskrypcji na jednym z pomniejszych uszebti, bo najprawdopodobniej pasowała do hieroglifów na steli z wykopalisk w Sekemkhet. Otworzyłem sejf, żeby wyciągnąć figurkę, ale… cóż, zniknęła — powiedział bez ogródek.

— Uszebti? — zapytał, czując, że strach ściska mu żołądek.

— Nie tylko, doktorze. — Asystent zacisnął usta w wąską linię. — Brakowało dwóch skrzynek z biżuterią oraz małych rzeźb, które również zamknęliśmy. Zniknęły wszystkie najcenniejsze przedmioty, które skatalogowaliśmy w ciągu ostatnich dwóch tygodni.

— To niemożliwe! — krzyknął, co cna przerażony, a potem zrobiło mu się słabo. Jakim cudem do tego doszło, skoro był tak ostrożny…?

Wszyscy ludzie, mający styczność z wykopaliskami, mogący wiedzieć cokolwiek na temat przechowywanych artefaktów i dokładnej lokalizacji namiotu służącego w formie tajemnego magazynu, pracowali z nim od ponad dziewięciu miesięcy, a większość znacznie dłużej. Wszyscy pracownicy przeszli kontrolę lokalnej policji, aby upewnić się, że nie zatrudniają żadnych przestępców, czy pomniejszych rzezimieszków. Najwyższa Rada Starożytności zadbała o szczegóły, nie chcąc ryzykować najdrobniejszego potknięcia, a tym bardziej kradzieży odnalezionych dóbr.

Owładnięty najprawdziwszą furią, odwrócił się na pięcie, wyszedł z namiotu i udał się do tego, gdzie przechowywano sprzęt i sejf. Szedł szybkim krokiem, nie przejmując się faktem, że Draco ma problem, żeby za nim nadążyć. Musiał na własne oczy zobaczyć opustoszały skarbiec. W duchu łudził się, że to tylko chory żart albo że jego asystent doświadczył chwilowej ślepoty, miał niepokojące, aczkolwiek zupełnie niegroźne omamy wzrokowe, albo po prostu nie zauważył opisanych pudeł. Jeżeli miał stracić karierę i wszystko, na co tyle lat ciężko pracował, to jasna cholera, musiał się upewnić.

Niestety los postanowił roztrzaskać nadzieje, które pokładał. Pudła, które własnoręcznie umieścił w sejfie, co widzieli Draco i Remus, rzeczywiście rozpłynęły się w powietrzu. Z trudem ustał w miejscu, zmrożony przeszywającym zimnem.

— Natychmiast zamknąć obóz. Nikt nie wchodzi, nikt nie wychodzi — rozkazał nieznoszącym sprzeciwu głosem. — Wszyscy stają się podejrzani. Oczywiście, włącznie z nami. Rozumiesz? — Spojrzał na chłopaka z goryczą. — Skontaktuj się z Radą przez krótkofalówkę. Wyślą patrol policji, ale dotarcie na miejsce trochę im zajmie, może dzień lub dwa. Gdy skończysz, zbierz ludzi w namiocie stołówkowym; niech tam pozostaną. Osobiście wszystkich przesłucham, a nasza ochrona w międzyczasie przeszuka obozowisko i okoliczne tereny. I nie chcę słyszeć żadnych bzdur o posiadanych prawach i naruszeniu prywatności. Od tej pory te aspekty życia nie istnieją, dopóki nie odnajdziemy skradzionych przedmiotów, albo do momentu przyjazdu policji.

— Naturalnie. — W głosie chłopaka słychać było ulgę i szacunek. Z pewnością był cholernie zadowolony, że może przerzucić odpowiedzialność na kogoś innego i zdjąć sobie ciężar z ramion.

Prawdę powiedziawszy, Draco był jedyną osobą w obozie, co do której nie miał żadnych wątpliwości, że nie maczał palców w tej haniebnej kradzieży. Gdy w grę wchodziły potencjalne zyski i pieniądze, po prostu wiedział. Malfoy dysponował ogromnym majątkiem i gdyby chciał, mógłby kupić te wszystkie dobra. Problem w tym, że dla Severusa były najcenniejsze w świecie, nawet bardziej od życia, które wiódł.


Niecałą godzinę po tym, jak usłyszał o rabunku, siedział przy stole w swoim namiocie i notował przebieg przesłuchań na komputerze. Zebrał już informacje od Draco i wszystkich ochroniarzy. Zawczasu wysłał również czterech strażników, żeby pilnowali stołówki i zatrzymywali każdego chcącego wyjrzeć na zewnątrz oraz dwóch mężczyzn do magazynu, będącego jednym obecnie wystarczająco dużym miejscem mogącym pomieścić maksymalnie trzy osoby. Reszta pracowników przeszukiwała okolice, podczas gdy Malfoy po kolei przyprowadzał mu przesłuchiwanych. Zaczął od lekarza obozowego i Rahmada, aby w razie wypadku byli dostępni przez resztę dnia. Teraz czekał z najczystszym przerażeniem, aż Draco przyprowadzi mu Remusa.

Chociaż bardzo nie chciał podejrzewać swojego partnera, toczył wewnętrzną wojnę z głosikiem, który szeptał mu okropne, przyprawiające go o mdłości rzeczy. Starał się być obiektywny, ale instynkt podpowiadał mu, że został oszukany przez pierwszą osobę, przed którą opuścił pieczołowicie wznoszone osłony. Istniało też prawdopodobieństwo, że tym razem nie zdoła się oprzeć temu, co będzie mu w zamian oferowane.

— Przyszedł doktor Lupin, doktorze Snape — powiedział zza wejścia do namiotu Malfoy, a Severus się wyprostował i przybrał chłodny, surowy wyraz twarzy.

— Proszę wejść — odpowiedział, a potem zebrał się na odwagę, żeby stawić czoła człowiekowi, którego wolał dzisiaj nie widzieć.

Remus wszedł do środka, rozejrzał się wokół i spojrzał nań z zaciekawieniem wypisanym na twarzy.

— Co się dzieje, Severusie? — zapytał, z pozoru szczerze zdezorientowany. Od zawsze był dobrym aktorem.

— Proszę usiąść, doktorze — powiedział i wskazał dłonią krzesło naprzeciwko biurka, zachowując grzeczny, aczkolwiek zdystansowany ton. — To oficjalne śledztwo. Jako kierownik wykopalisk i należycie mianowany przedstawiciel Najwyższej Rady Starożytności w Sakkarze mam za zadanie ustalić okoliczności kradzieży znalezisk, które są własnością Rady i egipskich obywateli. Jeżeli odmówi pan współpracy podczas przesłuchania, zostanie pan zatrzymany do czasu przybycia na miejsce policji.

— Co takiego? — Lupin się zagapił, komicznie wytrzeszczywszy w zdumieniu oczy. — O czym ty mówisz? Coś zostało skradzione?

— Właśnie to powiedziałem, prawda? — zapytał zgryźliwie, marszcząc brwi. — Wróćmy na właściwe tory, dobrze? — Uniósł brew. — Najpierw potwierdzę pańską tożsamość. Jest pan doktorem egiptologii, Remusem Lupinem, przebywającym obecnie na terenie Sakkary dzięki udzielonej przez Najwyższą Radę Starożytności licencji, aby prowadzić wykopaliska w poszukiwaniu rzekomego grobowca Imhotepa. — Wziął głęboki oddech. — Potrzebuję pełnego sprawozdania, co pan dokładnie robił pomiędzy godziną czwartą po południu wczorajszego dnia do dziewiątej rano dzisiaj, łącznie z listą świadków lub innymi potwierdzającymi pańskie zeznania dowodami, jak na przykład pokwitowania z wynajmowanego hotelu bądź rachunku z restauracji. Radzę współpracować, doktorze Lupin.

— Doktorze Lupin…? — Mężczyzna potrząsnął głowę i zmarszczył w niedowierzaniu brwi. — O co w tym wszystkim chodzi, Severusie? — Zamilkł na moment i zmierzył go uważnym spojrzeniem. — Nie podejrzewasz, chyba że naprawdę mam coś z tym wspólnego, prawda…?

Remus sprawiał wrażenie szczerze zdezorientowanego i w gruncie rzeczy niewinnego, że jedyne, czego Snape pragnął, to złożyć parafkę u dołu pisemnego oświadczenia i wyprosić go z namiotu, w pełni oczyszczonego z potencjalnie postawionych zarzutów. Chciał też zapomnieć o tym okropnym demonie, siedzącym mu na ramieniu i szepczącym najgorsze podłości. Wiedział, że nie powinien poddawać się emocjom, dlatego też zacisnął z gniewu usta i z ciemniejącymi oczami zwerbalizował swe obawy.

— Jestem w stu procentach pewien własnej niewinności, a w dziewięćdziesięciu dziewięciu Draco. Wszyscy inni są w takim samym stopniu podejrzani, a proszę mi wierzyć, zamierzam dotrzeć do sedna tej sprawy. — Westchnął pod nosem. — Wróćmy do najważniejszych kwestii, doktorze Lupin. Czy zechciałby mi pan powiedzieć, gdzie był pan wczoraj po południu? Żaden inny obozowicz nie opuścił miejsca wykopalisk. Co więcej, pan i pański asystent, Harry Potter, jesteście jedynymi osobami, które uczestniczyły w wykopaliskach krócej niż dziewięć miesięcy, a więc jesteście najmłodsi stażem. Nigdy wcześniej nie doszło do żadnej kradzieży. Obaj mieliście dostęp do klucza do skarbca dzięki… waszym powiązaniom z prawomocnymi posiadaczami wyżej wymienionego klucza. — Zamilkł na moment. — Draco już złożył swe zeznania i potwierdził wszystko, co powiedział pan Potter. W obliczu tych argumentów został nam tylko pan, doktorze.

Remus siedział kompletnie nieruchomo, po prostu się nań gapiąc. Na twarz przywdział nieodgadnioną maskę.

— Żywisz przekonanie, że popełniłem przestępstwo — wyszeptał z wyrzutem. — Śledztwo jest tylko formalnością. Już zdecydowałeś, kto jest winny.

Severus się zaczerwienił.

— Teraz wszystko nabrało sensu — stwierdził z goryczą, a ból i wyrzuty sumienia sprawiły, że zupełnie przestał się kontrolować. — Głównie twoje zainteresowanie moją osobą i te bzdury o grobowcu Imhotepa — wyliczył. — Wykorzystałeś przetłumaczoną przeze mnie inskrypcję, żeby się zbliżyć, zdezorientować mnie i zaślepić, żebym nie dostrzegł, co się w rzeczywistości święci. Od samego początku doskonale wiedziałeś, że każda kradzież w Sakkarze spadnie na moją głowę. Nikt nigdy nie podejrzewałby nieszkodliwego doktora Lupina o obrobienie grobowca królowej, nie w obecności Severusa Snape’a, bo przecież Snape’owie mają dryg do rabunków, prawda? Jaki ojciec, taki syn. Zacząłeś mnie wykorzystywać od naszego pierwszego spotkania, prawda? W ostatecznym rozrachunku odszedłbyś ze wszystkim, podczas gdy ja zostałbym z niczym — stwierdził z żalem i się zaśmiał bez cienia humoru. Żołądek skręcił mu się na myśl, co stracił. Najgorsze, że nie miało to nic wspólnego ze skradzionymi dobrami. — Jak trudno było udawać, że naprawdę mnie pożądasz, doktorze Lupin? Wyobrażałeś sobie stado napalonych studentek z biustem na wierzchu, czy po prostu podniecała cię myśl, że możesz mnie bezkarnie wypieprzyć, dosłownie i w przenośni?

Remus sapnął i złapał się oparcia krzesła, aby nie upaść. Niebieskie oczy wypełnione były najczystszym zranieniem, przeszywającym niemal na wskroś. Sprawiał wrażenie udręczonego.

— Myślałem, że mnie znasz. Myślałem, że wreszcie mi zaufałeś. — Wziął głęboki, uspokajający oddech i z trudem się wyprostował. Opanowawszy nerwy, stał się zblazowany. — Niczemu nie zawiniłem — kontynuował beznamiętnie. — Zaświadczam, że jestem niewinny. Jeżeli nie masz żadnych obciążających mnie dowodów, to chciałbym odejść. Mam dużo pracy do wykonania.

Severus wstał.

— To błędne założenia — podsumował chłodno, nie mogąc uwierzyć, że Lupin wciąż śmiał udawać niewinnego. Zamierzał zmusić go do pokazania prawdziwej twarzy, bez względu na wszystko, zanim zacznie go dręczyć i kusić tym, czym został skuszony Tobiasz Snape. Rozwścieczony, podszedł do pudełka, które zabezpieczył z samego rana i wyciągnął z niego nadkruszony kolczyk. — Znalazłem to dzisiaj pod twoim namiotem. Podczas katalogowania zostało spakowane do sejfu — zakomunikował. — Nie mogłem zrozumieć, jak się znalazło w piasku, ale byłem po prostu głupi, bo założyłem, że przez przypadek. Gdy w stołówce zapytałem cię, co robiłeś w mieście, wymigałeś się i szybko zmieniłeś temat. To dziwne, zwłaszcza że podobno nie masz nic do ukrycia.

— Jak już powiedziałem, to sprawa osobista. Nie powinieneś się wtrącać. — Remus skrzyżował ramiona i także przyjął chłodną postawę. — Niczego nie ukradłem i nie mam najmniejszego pojęcia, czemu znalazłeś kolczyk pod moim namiotem.

— Oczywiście. — Zacisnął ze złości zęby i schował biżuterię z powrotem do pudełka. Chociaż stwarzał zupełnie inne wrażenie, Lupin był oschły i wyrachowany, cholernie podobny do Tobiasza. Był ogromnym głupcem, czując się naprawdę pożądany. Nie mógł sobie wybaczyć bezmyślności i chwilowej niepoczytalności, że uwierzył w te słodko szeptane kłamstwa. Cóż, zapłacił za to wysoką cenę. Stracił wszystko, co było dla niego ważne. — Ostateczną decyzję podejmą policja i sąd, ale dopiąłeś swego, bo, tak czy inaczej, moja kariera jest skończona. Gratulacje, Lupin. Wygrałeś tę wojnę. Może jednak jesteś mądrzejszy ode mnie.

— Wręcz przeciwnie, doktorze Snape — powiedział ściszonym głosem Remus. — Oboje przegraliśmy i wszystko straciliśmy.

— Wynoś się stąd. Nie chcę cię tu więcej widzieć — syknął, a potem zacisnął usta, kiedy bez zaproszenia do namiotu wtargnął jego asystent.

 — Znaleźli pudła, doktorze Snape! — ogłosił podekscytowany. — Wszystkie, co do jednego, były ukryte na zapleczu stołówki.

— Co takiego? — Severus się zagapił, jakby Draco mówił w obcym języku. — Jak to w namiocie stołówki?

— Cóż, dokładniej w magazynie żywnościowym — doprecyzował chłopak, szczerząc się z entuzjazmem i ulgą. — Z początku podejrzewaliśmy Rahmada, ale to Hakim, jego bratanek, przyznał się do kradzieży. Kucharz o niczym nie wiedział i prawie by zabił krewniaka. Zdążyliśmy go na czas obezwładnić.

Nie mógł uwierzyć w to, co słyszał. Remus naprawdę był niewinny. Cholernie się pomylił. Uświadomiwszy sobie prawdę, musiał zwalczyć okropny ból, który przeszył mu serce — o wiele większy niż ten, kiedy pomyślał, że został zdradzony przez bliską osobę. Wtedy też zrozumiał, że jedynym, który dopuścił się zdrady, był on sam.

— Hakim zostanie zatrzymany do czasu przybycia policji — kontynuował Draco. — Boże, cieszę się, że to koniec. Strasznie się martwiłem.

— Owszem. Najwyższy czas wypuścić ludzi z namiotu stołówki.

Malfoy mu przytaknął, uśmiechnął się do Lupina i wyszedł na zewnątrz. Severus stał zmrożony w miejscu, niczym słup soli, dusząc się w niemożliwej do zniesienia ciszy.

Nie potrafił się zmusić, aby spojrzeć na Remusa, świadomy wagi tego, co uczynił. Przez chwilę obaj trwali w milczeniu, a potem mężczyzna bez słowa go opuścił.

Snape stracił więcej, niż z początku przypuszczał.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz