W porządku, porozmawiajmy. Tym razem spotkajmy się u mnie, dziś o dwudziestej drugiej. Moje komnaty mieszczą się na końcu korytarza do wieży Gryffindoru. Wejściem są drewniane drzwi po prawej stronie posągu gryfa.
H.
Draco przez chwilę po prostu przyglądał się notce, a potem pogładził kartkę kciukiem. Znalazł ją schowaną w jednej ze swoich ksiąg o eliksirach po ostatniej lekcji. Nie miał najmniejszego pojęcia, jakim cudem Potter zdołał przekazać mu tę wiadomość, ale podejrzewał, że w okolicach śniadania lub obiadu, bo pomiędzy tymi dwoma porami siedział w klasie, uniemożliwiając podobne podchody.
Prawdę powiedziawszy, czekał na to przez cały tydzień. Starał się być cierpliwy, ale nie mógł się powstrzymać od uważnej obserwacji. Chociaż usilnie próbował dostrzec oznaki podjęcia decyzji, Potter go przechytrzył, gdyż zachowywał się zupełnie normalnie — wciąż odnosił się doń przyjaźnie, ani nie wydawał się go unikać ani specjalnie szukać. To było dość frustrujące, ale do przebolenia.
Teraz jednak wreszcie doszło do przełomu, aczkolwiek facet równie dobrze mógłby po prostu do niego podejść i poprosić o prywatną rozmowę, zamiast wysyłać mu potajemną notkę. Tyle dobrego, że implikacje, jakie niosła za sobą wiadomość, były obiecujące. Z pewnością nie zostałby zaproszony do profesorskich kwater, gdyby miał dostać kosza. Co więcej, wieczór we dwoje znacząco zmniejszał szansę, że ktoś im przeszkodzi. Wychodziło więc na to, że musiał wierzyć, że na zwyczajnej rozmowie się nie skończy.
Niestety, tej nocy miał wyznaczony patrol. Zaczynał o drugiej w nocy, co w praktyce oznaczało, że mogli się spotkać na kilka godzin przed obowiązkowym dyżurem. Nie było to idealne rozwiązanie, ale nie chciał przekładać terminu. Był zbyt podekscytowany, aby usłyszeć, co Potter ma do powiedzenia na temat ich potencjalnego układu oraz miał serdecznie dość robienia sobie dobrze przed snem, myśląc o czymś zgoła lepszym. Chciał prawdziwego seksu.
*
W trakcie kolacji podłapał uniesioną brew Pottera, jakby ten zadawał mu ciche pytanie.
Czy przyjdziesz dziś wieczorem?
Opanował cisnący się na usta uśmiech i niezauważalnie przytaknął. W przeciwieństwie do niego Potter nie próbował ukryć swej radości, bo uroczo się wyszczerzył. To zaś sprawiło, że Draco poczuł motylkową sensację w brzuchu, mimowolnie oblizał wargi i patrzył, jak zielone oczy ciemnieją, z uwagą śledząc ruch koniuszka jego języka.
Wszystko świetnie się zapowiadało.
Odwrócił wzrok i z powrotem skoncentrował się na Babbling, która nawet na sekundę nie przestała paplać. Całkiem dobrze się złożyło, bo naprawdę potrzebował czegoś, co zajmie mu myśli przez następnych kilka godzin.
Ostatecznie strasznie mu się dłużyło.
*
Zapukał do drzwi dwie minuty po umówionym czasie. Chociaż był na miejscu punktualnie, potrzebował dobrej minuty, żeby uspokoić nerwy i rozwiać wrażenie, że jest zbyt niecierpliwy. Chciał poczekać dłużej i nie spieszyć się przejściem z pokoju do pokoju, ale okazało się, że mieszkają całkiem niedaleko i ten plan spalił na panewce.
Nie mogąc przedłużać czekania w nieskończoność, zebrał się na odwagę i zapukał.
Potter otworzył drzwi zaledwie kilka sekund później.
— Dobry wieczór, Draco. Zapraszam — powiedział i się odsunął, aby mógł wejść do środka.
— Dziękuję — odpowiedział i natychmiast rozejrzał się po nauczycielskich komnatach, zatrzymawszy na moment wzrok na rozpalonym palenisku. Salon był urządzony w bardzo podobnym stylu, co jego własny, aczkolwiek był odrobinę większy i lepiej ozdobiony. Ścianę tuż obok biblioteczki z książkami zdobiła zawieszona miotła, a róg pomieszczenia manekin do ćwiczeń pojedynków. Wszystko wskazywało na to, że Potter nadal doskonalił swe umiejętności aurorskie, nawet nie będąc na czynnej służbie.
— Usiądź. — Mężczyzna wskazał dłonią kanapę przed kominkiem. — Napijesz się czegoś?
— Tak, poproszę.
— Odgena?
— Wspaniale.
Zajął miejsce na końcu sofy, aby mieć lepszy ogląd na Pottera, który swobodnie otworzył szafkę i wyciągnął butelkę whisky oraz dwie szklanki.
Wyglądał fenomenalnie. Chociaż miał na sobie tylko czarne spodnie i zielony sweter, ot całkiem zwyczajne ubranie, sposób, w jaki na nim leżało, uwidaczniając twarde mięśnie i kuszący kształt ciała, sprawiał, że było na czym zawiesić wzrok.
Jak mogłem kiedykolwiek uważać się za całkowicie heteroseksualnego?, pomyślał mimochodem, nie mogąc wyjść z podziwu nad apetycznością Harry’ego Pottera. Najwyraźniej presja otoczenia i siła zaprzeczenia miały nań większy wpływ, niż początkowo przypuszczał.
Jakby wyczuwając na sobie spojrzenie, Potter się odwrócił i znacząco uśmiechnął. Draco automatycznie się zarumienił i skupił na zawieszonym nad kominkiem obrazie. Ze zmarszczonymi brwiami zauważył, że rama była pusta.
— Czyj to portret? — zapytał, aby zainicjować rozmowę.
— Syriusza Blacka, jeden z kilku — odpowiedział brunet. — Inny wisi na Grimmauld Place. Chciałem, żeby miał do mnie dostęp, niezależnie od tego, czy jestem w domu, czy też w szkole.
Skinął głową. To było całkowicie zrozumiałe, że Potter od czasu do czasu lubił sobie porozmawiać ze wspomnieniem po ojcu chrzestnym. Szczerze mówiąc, po wojnie pragnął dokładnie tego samego, dlatego też powiesił portret Severusa Snape’a w swoim gabinecie w rodowej posiadłości. Niestety, okazało się, że Snape był na wskroś nauczycielem i większość czasu spędzał na obrazie w Hogwarcie.
Mógłbym się z nim spotkać w biurze dyrektorki, pomyślał, a potem zdał sobie sprawę, że Severus z pewnością nie będzie zadowolony z wieści, że jego chrześniak chce dzielić łoże z Harrym Potterem. Tknięty przeczuciem, wyobraził sobie przerażenie na bladej portretowej twarzy.
— Coś zabawnego? — zapytał gospodarz, usiadłszy obok.
— Hm? — mruknął, wyrwany z zamyślenia.
— Uroczo się uśmiechałeś.
— Och, wspominałem Severusa. Też ma dwa portrety — jeden w moim domu, a drugi w szkole.
— Oczywiście — powiedział łagodnie Harry, a Draco zamrugał z zaskoczenia. — Snape był twoim ojcem chrzestnym, prawda?
— Skąd wiedziałeś?
— Właściwie to nie jestem pewien. Całkiem możliwe, że wspominano o tym na jego pogrzebie. — Brunet wzruszył ramionami. — Jakoś utkwiło mi to w pamięci.
— W każdym razie długo nie rozmawialiśmy. Jestem ciekawy, co by pomyślał o… wszystkim, co się wydarzyło.
— Zastanawiałeś się, co by pomyślał o mnie — podsumował dobrodusznie Potter. — To właśnie sprawiło, że się uśmiechałeś.
— Owszem. Jego reakcja byłaby co najmniej… interesująca.
— Byłby przerażony — dodał mężczyzna, sprawiając wrażenie zachwyconego podobną perspektywą.
— Nie inaczej.
— Syriusz nie był szczególnie zaskoczony, kiedy powiedziałem mu, że przyjdziesz wieczorem. — Uśmiechnął się nostalgicznie Potter. — Nigdy nie oceniał moich wyborów życiowych. Zawsze pozwalał mi na rzeczy, które niosły za sobą radość, bez zbędnych ceregieli. Gdy stało się jasne, że zamierzam przez jakiś czas prowadzić… bujne życie towarzyskie, z braku lepszego określenia… doradził mi tylko, abym stosował zabezpieczenia i nikomu nie zrobił dziecka.
Draco parsknął śmiechem.
— Oczywiście żartował. Wie, że jestem gejem.
— I akceptuje cię takim, jakim jesteś.
— Naturalnie, ale w sumie to zawsze starałem się otaczać ludźmi, którzy nie mają problemu z moją orientacją seksualną.
— Nic dziwnego. — Malfoy upił łyka. — Niemniej jednak twój chrzestny nie został, aby zobaczyć przedstawienie.
— Mam zapewnioną prywatność, gdy przyjmuję gościa. — Potter zrobił efektowną pauzę. — Poza tym, nie jest typem podglądacza.
— Wyobrażam sobie.
— Myślałem o twojej propozycji — zagaił brunet, kiedy pili swe drinki.
— Mam taką nadzieję — odparł, czując motyle w brzuchu. Nade wszystko był zadowolony, że przechodzą do sedna sprawy.
— O tobie również myślałem.
W sposobie, w jaki Potter to powiedział, było coś, co sprawiło, że krew Draco zaczęła szybciej krążyć. Facet ewidentnie mu zasugerował, że zrobił więcej, aniżeli tylko marzył. Może fantazjował…? Może się zadowalał…?
Czy doprowadzał się do orgazmu, mając mnie przed oczami? Zaintrygowany, drgnął poniżej pasa.
— Chcę z tobą być. — Potter upił łyka, przyjąwszy bardziej biznesową postawę. — W większości akceptuję warunki, które mi postawiłeś. Zgadzam się na niewyłączność, bo lubię mieć wielu partnerów. Rozumiem też, dlaczego chcesz utrzymać nasz związek w tajemnicy. Gdybyś zaczął pojawiać się u mojego boku, dodam, że dość regularnie, z pewnością zostałbyś zauważony przez prasę. Jeżeli stanie się oczywiste, że ze sobą sypiamy, w okamgnieniu staniesz się sensacją. Utrzymanie nas w sekrecie rzeczywiście wydaje się korzystniejsze. Ograniczmy się do wzajemnych odwiedzin w Hogwarcie i nic nikomu nie mówmy. Jeżeli reszta personelu albo któryś z uczniów by się dowiedział, mogłoby to być dla nich krępujące, a tego zdecydowanie wolałbym uniknąć.
— W porządku — powiedział, czując rozprzestrzeniające się po piersi ciepło. Wszystko się ułoży.
— Gdy przemyślałem sprawę, doszedłem do wniosku, że muszę dodać kilka własnych warunków do naszej umowy.
— Cóż, do przewidzenia — podsumował, upiwszy łyk alkoholu. Szczerze mówiąc, aż nie mógł się doczekać.
— Po pierwsze — pragnę narzucić tempo. Chcesz się ode mnie uczyć, a nie tylko zdobywać doświadczenie w kontaktach z mężczyznami. Jeżeli nadal to podtrzymujesz i naprawdę chcesz przybliżyć się do mojej… hm, perspektywy… to musisz pozwolić mi zostać twoim mentorem. — Brunet spojrzał nań z oczekiwaniem, dlatego też powoli mu przytaknął. — Można powiedzieć, że będę odpowiedzialny za… program nauczania.
Draco się roześmiał, a Potter po sekundzie doń dołączył.
— To sprawiedliwe — podsumował. — Jak już powiedziałem, całkowicie ci ufam.
— Dobrze. Mam więc nadzieję, że będziesz szczery i powiesz mi, kiedy czegoś zdecydowanie nie chcesz robić, nawet w ostatnim momencie, gdy sobie to uświadomisz. Jeżeli narzucę zbyt szybkie tempo, również chcę zostać poinformowany. W każdej chwili mogę dostosować… program nauczania, o ile mówisz prawdę i niczego przede mną nie ukrywasz.
— To również sprawiedliwe — stwierdził. — Na pewno dam ci znać, jeżeli coś mi się nie spodoba.
— Czy na ten moment przychodzi ci do głowy coś niedozwolonego? Wolę to wiedzieć, zanim zaplanuję pierwsze lekcje.
To pytanie sprawiło, że Draco zamrugał. W rzeczywistości nie zastanawiał się szczególnie nad wszystkimi czynnościami, którym się poddadzą. Oczywiście, częściowo wynikało to z nieznajomości tajników seksu gejowskiego, a po części z obawy nad tym, co wiedział.
— Sam pomysł… — tu podrapał się po brodzie, czując się po prostu niezręcznie; wciąż nie był przyzwyczajony do rozmowy na temat seksu — …bycia pasywnym… hm, no wiesz, dawania tyłka… — Wziął głęboki oddech. — Idea wydaje mi się dość… onieśmielająca.
Potter skinął głową.
— W pełni zrozumiałe. Szczerze mówiąc, wielu mężczyzn ma takie odczucia. Znaczna część woli kochać się, będąc stroną dominującą. Możliwe, że masz podobne preferencje. Z drugiej strony, może kiedy poczujesz się bardziej komfortowo, postanowisz spróbować uległości. Oczywiście, nic na siłę — dopiero kiedy najdzie cię ochota.
Odetchnął z ulgą.
— Zgoda.
— Nie mam żadnych oporów przed byciem pasywną stroną — kontynuował brunet, a Draco aż sapnął z wrażenia.
— Och — wykrztusił po kilku sekundach.
— Jesteś zaskoczony?
— Ja… chyba wyobrażałem sobie ciebie w aktywnej roli — odparł, po raz pierwszy posługując się slangiem.
— W większości przypadków preferuję dominację. — Uśmiechnął się szeroko Potter. — Niemnie jednak kiedyś ulegałem i, szczerze mówiąc, bardzo mi się podobało. Co prawda, minęło sporo czasu. — Upił łyk whisky. — Za bardzo skupiamy się na odległej przeszłości. Nie chcę od razu przechodzić do seksu. Przedtem możemy zrobić wiele innych rzeczy. To tylko jeden element znacznie większej całości.
— W porządku — odpowiedział. Warunki, które usłyszał, są sprawiedliwe, a myśl o pieprzeniu Harry’ego Pottera była… cholernie podniecająca. Chociaż widział już ten tyłek w akcji i chciał go wypróbować, nie miał nic przeciwko dostosowaniu się do tempa mentora i nauczenia się wszystkich sztuczek, które znajdą się w „programie nauczania”.
— Czy jest coś jeszcze, czego nie chcesz robić lub co do czego masz wątpliwości?
— Nie sądzę. Podchodzę do sprawy z otwartym umysłem. — Uniósł brew. — Jeżeli nie spróbuję nowości, skąd będę wiedział, co mi się podoba?
— Święta prawda. — Brunet dopił resztę drinka, a potem wstał, żeby nalać sobie kolejnego. — Też chcesz?
— Jasne.
— W porządku, przejdźmy więc do drugiego warunku — kontynuował Potter, usiadłszy z powrotem na kanapie. — Muszę przyznać, że trochę mnie… odstręczyło to, co powiedziałeś na temat odejścia bez chowania urazy i nieporuszania tego tematu.
— Z jakiego powodu?
— Zabrzmiałeś, jakbyś sugerował, że będziemy się zabawiać i pieprzyć, póki mamy na to ochotę, a potem, gdy któremuś z nas się odechce, zaczniemy udawać, że to nigdy się nie wydarzyło.
Draco się zawahał przed odpowiedzią, próbując zrozumieć, która część tego stwierdzenia wydała się Potterowi obraźliwa. Najprawdopodobniej ostatnia.
— Miałem na myśli tylko to, że jeżeli chcesz udawać, że nic nas nigdy nie łączyło, możemy tak zrobić. Nie powiedziałem, że musimy.
— Okej, teraz rozumiem. — Mężczyzna skinął głową. — Takie udawanie jest koszmarne i prawie nigdy nie wychodzi. Nie obchodzi mnie, co mówią ludzie, ale sypianie ze sobą zmienia relację. — Znów sobie przytaknął. — To, że coś się zmieni, niekoniecznie musi oznaczać udziwnienia sytuacji. Poza tym mam wrażenie, że odkąd przybyłeś do Hogwartu, w powietrzu unosi się nasze napięcie seksualne. Nie wiem, czy masz podobne odczucia.
— Owszem — stwierdził, uznawszy, że powinien postawić na prawdę.
— W takim razie zmiana natury naszej relacji nie będzie dziwna. Sprawy by się skomplikowały, gdybyśmy… zaczęli zachowywać się nienaturalnie.
— Jak rozumiem, mówisz z doświadczenia.
— Oczywiście. Przeżyłem kilka bolesnych rozstań. — Potter westchnął przeciągle. — Seks naprawdę wszystko komplikuje. Uważam, że kluczem jest szczerość i jasne określenie, czego od siebie oczekujemy już na początku. Jestem niezmiernie rad, że właśnie to robimy. Chociaż nie zamierzam nikomu zdradzać, że poszliśmy do łóżka, to z pewnością nie zapomnę o naszych zbliżeniach. I nie zamierzam cię unikać tylko dlatego, że nagle zrobiło się niezręcznie. Obaj pracujemy w szkole. Mieszkamy razem w zamku przez dziewięć miesięcy w roku. Jeżeli zdecydujesz się zostać na następny rok, będziemy się widywali jeszcze częściej. Naprawdę nie chcę, żebyśmy odstawiali cyrk w Hogwarcie, bo to wpływałoby na innych.
— Masz rację. — Draco nie zastanawiał się nad tym wcześniej.
— Szczerze mówiąc, chciałbym, żebyśmy wciąż byli przyjaciółmi — kontynuował brunet. — Co prowadzi mnie do ostatniego wniosku. — Wziął głęboki oddech. — Spałem w wieloma mężczyznami. Nie mam najmniejszych oporów przed powiedzeniem tego na głos i nie wstydzę się moich preferencji. Zawsze starałem się dobrze traktować moich kochanków i postępować wobec nich właściwie, niezależnie od tego, jak długo się spotykaliśmy. Uważam, że to ważniejsze niż fakt, że prowadzę bujne życie erotyczne.
— Jasne — odparł, zaskoczony tą nagłą żarliwością.
— Sypiam tylko z mężczyznami, których naprawdę lubię. Nie przepadam za szybkimi numerkami w łazience ani jednorazowymi przygodami. Lubię spędzać czas z osobami, z którymi chodzę do łóżka; lubię z nimi rozmawiać. To dla mnie część przyjemności. Wiem, że przed momentem uzgodniliśmy zakaz publicznego pokazywania się razem, ale chciałbym wierzyć, że… może nas łączyć coś więcej niż seks. To się nudzi. Nie chcę się tylko z tobą pieprzyć, Draco. Jesteś inteligentnym i naprawdę interesującym facetem. Często mówisz od serca i wbrew temu, co ci się wydaje, często bywasz odważny. Nie wspominając już o pyskatym poczuciu humoru, którego nie sposób mieć dość. — Potter skrzyżował z nim spojrzenie. — Jeżeli mam się zgodzić na ten układ, chcę się dobrze przy nim bawić i czerpać przyjemność z twojego towarzystwa. Nie interesuje mnie wyłącznie seks, który przypomina transakcję biznesową. Właśnie dlatego zależy mi, aby wszystko przebiegało naturalnie i bez sztywnych ram. Kiedy uznamy, że najwyższy czas się rozstać, nie zerwiemy kontaktu, a pozostaniemy przyjaciółmi; nadal będziemy spędzać ze sobą czas, nawet jeżeli przestaniemy ze sobą sypiać. — Wziął głęboki oddech. — W przeciwnym razie jestem zmuszony odmówić.
Draco siedział przez chwilę zupełnie nieruchomo, próbując przyswoić usłyszane warunki i informacje. Z jednej strony słowa Pottera dotyczące tego, co lubił, sprawiały, że po piersi rozchodziło mu się cholernie satysfakcjonujące ciepło, a z drugiej wyobrażenia związane z dalszą przyjaźnią sprawiały, że czuł się po prostu nieswojo. Czy to właściwie miało rację bytu? Nie miał tak dużego doświadczenia z byłymi partnerkami, co Potter, ale intuicja podpowiadała mu, że rozstania w pokojowej atmosferze wciąż mogą stać się dość problematyczne. Mimo to facet wydawał się przekonany, że wszystko im się uda, a przecież często się z kimś rozchodził. Może nie byłoby to takie dziwne, biorąc pod uwagę fakt, że zawierali umowę ze świadomością, że będzie miała pewien czas trwania. W rzeczywistości nawet by nie zerwali.
Draco zaszedł zbyt daleko, żeby teraz zrezygnować.
— Potter…
— Harry. Mam na imię Harry. — Mężczyzna uniósł brew. — Jeżeli mamy się bliżej poznać, jak obaj tego pragniemy, zrezygnujemy ze zwracania się do siebie po nazwisku. Niech mnie diabli, jeśli pozwolę ci wykrzykiwać moje nazwisko, kiedy doprowadzam cię do orgazmu.
— W porządku… Harry. — Szczerze mówiąc, był w połowie rozbawiony oburzeniem Pottera, a w połowie zachwycony wszystkimi możliwymi sposobami, w jaki osiągnie spełnienie w najbliższej przyszłości. — Wygląda na to, że wreszcie przechodzimy na ty i zgadzamy się na wieczną przyjaźń.
Brunet spojrzał nań uważnie, jakby nie do końca pewien, czy mówi na poważnie. Draco przechylił głowę, zastanawiając się, co chodzi mu po głowie.
— Wątpisz we mnie? — zapytał.
Harry zacisnął usta, co sprawiło, że Malfoy zapragnął zakończyć tę rozmowę i przejść do części właściwej spotkania, czyli sesji całowania. Odstawił szklankę po drinku na stolik, po czym się zbliżył.
— Nie odpowiedziałeś. Zaraz uznam, że to nieszczególnie dobry znak.
— Chodzi o coś innego. Czasem trudno cię rozgryźć.
— Co dokładnie próbujesz ustalić?
— Mam mówić szczerze?
— Cóż, to nasza pierwsza schadzka, Po… Harry. Byłoby miło, gdybyśmy przynajmniej zaczęli szczerze.
— Zastanawiam się, czy w ogóle mnie lubisz.
Draco uniósł brwi, zaskoczony.
— Naprawdę?
— Ano, owszem. — Potter westchnął. — Właśnie wyznałem, że cię lubię oraz co chciałbym z tobą robić, a ty nic nie odpowiedziałeś. Chyba nie powinno mnie to szczególnie dziwić, bo przecież zainicjowałem każdy etap tej przyjaźni. Przez cały ten czas nie miałem najmniejszego pojęcia, czy po prostu mnie tolerujesz, czy naprawdę dobrze się bawisz w moim towarzystwie. Byłem przekonany, że czujesz po trochu jednego i drugiego.
Malfoy pozwolił sobie na delikatny uśmiech. Potem wyciągnął rękę i kokieteryjnie przesunął palcem po kołnierzyku zielonego swetra.
— Nie byłoby mnie tutaj, gdybym cię nie lubił — stwierdził.
— Chciałbym wierzyć, że to prawda.
— Tak właśnie jest. — Draco przysunął się bliżej. Obecnie ich twarze dzieliło zaledwie kilka centymetrów.
— Z tego miejsca ci przypomnę, że dałeś mi jasno do zrozumienia, że jesteś zainteresowany wyłącznie seksem. — Harry uniósł brew. — To dało mi sporo do myślenia.
— Skończ główkować — odpowiedział z figlarnym uśmiechem, ale Potter tylko przewrócił oczami. — Chcesz, żebym ci to wytłumaczył? Chcesz poznać prawdę?
— Oczywiście.
— Kiedy po raz pierwszy zobaczyłem cię w pokoju nauczycielskim, musiałem zagryźć zęby. Strasznie mi się to nie podobało — wyznał, a mężczyzna wytrzeszczył nań oczy. — Byłeś szczęśliwy i emanowałeś pewnością siebie. Było widać, że wszyscy cię uwielbiają. Zmieniłeś się od czasów szkolnych. Wydoroślałeś, wyrzeźbiłeś sobie trochę mięśni i… wyglądałeś cholernie seksownie. — Kontynuował swe uwodzenie, przesunąwszy palcem po odsłoniętym obojczyku, co sprawiło, że brunet wyraźnie złagodniał. — Miałem wrażenie, że świat się przeciwko mnie sprzeniewierzył, bo sam czułem się jak gówno. Ty się jednak nie poddałeś i ciągle do mnie podchodziłeś — żeby porozmawiać pomiędzy zajęciami czy z zaproszeniem na drinka. Strasznie ciężko było cię nie polubić, a uświadomienie sobie tego sprawiło, że jeszcze bardziej cię znienawidziłem. — Wygiął usta, zaś Potter wybuchnął śmiechem i również się doń zbliżył. — Gdzieś po drodze… — Draco nie był pewien, ile kart chce odsłonić, ale wyglądało na to, że Harry najzwyczajniej w świecie potrzebował usłyszeć najważniejszą. Aby podkreślić wagę swoich słów, przesunął dłonią po karku mężczyzny. — W pewnym momencie zrozumiałem, że pielęgnowanie tej nienawiści jest absolutnie bezsensowne, więc sobie odpuściłem. Niedługo potem odkryłem, że tak naprawdę twoje towarzystwo sprawia mi przyjemność. Potrafisz mnie rozśmieszyć, czego się nie spodziewałem, i jesteś taki… — urwał, nie wiedząc, jak to określić, aby przypadkiem nie zabrzmiało zbyt romantycznie. Zwilżył wargi i patrzył, jak Potter robi dokładnie to samo. — Cóż, jesteś taki, jaki się spodziewałem, że będziesz — pełen pasji, szczery… dobry w każdym tego słowa znaczeniu. Okazałeś się wolny, bezkompromisowy i… owszem, piekielnie inteligentny. I masz w sobie tę cholerną przebiegłość, której nie sposób mieć dość. — Dzieliły ich dosłownie minimetry, bo czuł na ustach powiew ciepłego powietrza. — Mam teraz nadzieję, że poczułeś się usatysfakcjonowany moją odpowiedzią. Bardzo cię lubię, Harry. — Całkowicie zmniejszył tę odległość i zainicjował najdelikatniejszy pocałunek. — Pragnę cię całym sercem, Harry.
Potter wydawał się rozkoszować zawisłym w powietrzu napięciem, bo nijak zareagował na muśnięcie warg. Ewidentnie oddawał mu pałeczkę, ciekawy, który pierwszy się złamie.
Draco nie wytrzymał. To było zbyt wiele. Musiał ponownie skosztować tych wybornych ust. Czekał na to wystarczająco długo.
W momencie zrezygnował z dalszego kuszenia i zaczął całować się na poważnie. Kochanek natychmiast odwzajemnił pocałunek, wsuwając mu dłoń we włosy, co sprawiło, że po kręgosłupie przeszedł mu elektryzujący dreszcz, prawie identyczny, jak kiedy po raz pierwszy wsiadł na miotłę i odbił się stopami od ziemi — otwarte niebo i przestrzeń pozwalająca na wiele możliwości były zarówno w nim, jak i na zewnątrz.
Otworzył usta, aby umożliwić taniec języków, szalenie pobudzony entuzjazmem partnera. Jedną ręką chwycił miękki zielony sweter, a drugą zaczął błądzić po nim, przez materiał dotykając jędrnych mięśni pleców. Jęknął, uświadomiwszy sobie, że chciałby poczuć tę skórę bardziej bezpośrednio; potrzebował kilkusekundowej chwili, żeby zrozumieć, że ma do tego pełne prawo.
Wsunął dłoń pod dolną krawędź swetra i pod koszulkę, a następnie musnął palcami ciepłą skórę. Harry zadrżał pod wpływem tego dotyku, a Draco, zafascynowany i ośmielony, kontynuował swą podróż dłonią w górę. Skóra, której miał przyjemność doświadczyć, była gładka z wyjątkiem cienkich pasków blizn, zaledwie lekko wyczuwalnych pod palcami. Zamiast odczuwać odrazę, poddał się fali nieziemskiego podniecenia na myśl o intymności, jaką dawało mu śledzenie tych niewidocznych szram i sprawianie, że kochanek sapał i wzdychał.
— Draco…
Ten dźwięk dodał mu odwagi. Pochylił się naprzód i praktycznie przewrócił Pottera na plecy. Mężczyzna zachichotał, ale nie wydawał się mieć coś przeciwko — zamiast tego, zaczął wyszarpywać mu koszulę ze spodni.
W tej pozycji przylegali do siebie bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Draco czuł nie tylko cudownie wyrzeźbione twarde mięśnie, ale również oczywistą erekcję, która wbijała mu się w biodro. Naturalnie, też był podniecony, ale poczucie dowodu pożądania Harry’ego sprawiło, że stał się jeszcze twardszy, teraz niemalże do bólu. Zanim się zorientował, zaczął kołysać biodrami, dążąc do spełnienia.
Wtem brunet postanowił przejąć kontrolę i, objąwszy go nogami w pasie, odwrócił ich pozycje. Spojrzał nań błyszczącymi oczami, a potem uśmiechnął się kokieteryjnie; usta miał opuchnięte i zaczerwienione od całowania.
— Lekcja pierwsza — wyszeptał zmysłowo. — Dochodzenie w ubraniu.
Draco się roześmiał, a potem zamilkł, kiedy Potter przystąpił do działania. Czując nacisk na biodrach i wrażliwej erekcji, zaczął jęczeć, szczerze zdumiony tym, jak cholernie wspaniałe to było. Automatycznie objął mężczyznę nogami, głównie dla lepszego podparcia, i odpowiedział na jego dobrze wymierzone ruchy własnymi, ponownie smakując tych cudownych ust.
Całowali się dość niechlujnie, ale to w niczym nie przeszkadzało. Ocierali się o siebie, dążąc do słodkiego spełnienia.
Potter miał jednak inne plany. Uśmiechnął się półgębkiem, a potem zjechał ustami niżej, do miękkiego policzka, potem szczęki, a następnie szyi, ssąc i podgryzając go po drodze. Zręczną ręką majstrował mu przy koszuli i zanim Draco się zorientował, guziki zostały odpięte, a klatka piersiowa odsłoniona. Mężczyzna oblizał językiem jego sutek, który prawie natychmiast stwardniał, a potem skubnął go zębami. Malfoy sapnął, bo iskry rozkoszy przebiegły mu prosto do członka.
— Po… — urwał, gdyż przez mgłę przypomniał sobie, co ustalili. — Harry… — wykrztusił, ledwo łapiąc oddech. — O tak, kurwa! — jęknął, gdyż kochanek nawet na sekundę nie przestał go pieścić.
Wiedział, że zaraz dojdzie. Gdzieś w środku nie mógł uwierzyć, że osiągnie orgazm, po prostu ocierając się o Harry’ego Pottera na kanapie, ale tak właśnie było. Dążył do fenomenalnego finiszu całym sobą, miarowo kołysząc biodrami. Wreszcie nie wytrzymał, chwycił partnera za tyłek i ścisnął jędrne pośladki, niemo prosząc o przyspieszenie.
— Draco!
W głosie Pottera usłyszał najprawdziwszą potrzebę, więc ponownie zacisnął dłonie, tym razem znacznie mocniej.
— Kurwa. O kurwa! — powtarzał raz za razem, zdając sobie sprawę, że za chwilę będzie szczytował. — O, tak, tak! — Zacisnął uda na biodrach mężczyzny i poddał się przyjemności. Orgazm przetoczył się po nim z całą siłą. Nie kontrolował swego ciała i drżenia, ale niejasno zarejestrował, że Harry również trzyma go mocno, ostatkami sił szarpiąc biodrami, jakby wystrzeliwał ostatnie krople nasienia.
Wkrótce obaj się rozluźnili. Draco czuł w spodniach niezaprzeczalną lepkość, ale poza tym czuł się cholernie fantastycznie. Potter częściowo nań opadł i oddychał przez usta, owiewając mu ciepłym oddechem kawałek odsłoniętego obojczyka.
Leżeli tak przez chwilę, dysząc po przeżytych orgazmach i słuchając bicia swoich serc, po czym brunet się podniósł i delikatnie go pocałował.
— Posprzątam ten bałagan — zakomunikował.
— Sprawa jest przegrana — odpowiedział Draco, choć nie przejmował się lepkością. Najzwyczajniej w świecie przebierze się przed ruszeniem na patrol. — Nigdy nie próbowałeś usunąć spermy z tkaniny? Uwierz, że to bezcelowe.
— Znam skuteczną metodę. — Harry machnął różdżką i rzeczywiście uprzątnął bałagan. Znów byli susi i czyści.
— Jak to zrobiłeś? — zapytał, zanim zdołał się powstrzymać. — Nieważne. To oczywiste, że opanowałeś wszystkie niezbędne zaklęcia.
— Właściwie to nauczyłem się tego na szkoleniu aurorskim. W zasadzie jest używane do usuwania krwi z odzieży, ale sprawdza się z każdego rodzaju trudnym zabrudzeniem.
— Często dochodzisz w spodniach? — Uśmiechnął się przekornie.
— Od dawna mi się to nie zdarzało — odparł Potter, odłożywszy różdżkę; potem ponownie na wpół położył się na kanapie. — Szczerze mówiąc, nawet to lubię. Powinienem robić to częściej.
— Ostatni raz miałem mokre spodnie, kiedy skończyłem szesnaście lat — przyznał. — To przywraca wspomnienia. Znów czuję się jak dziecko. — Obaj zachichotali, zadowoleni i szczęśliwi. Draco przeczesał palcami ciemne włosy i pozwolił sobie na jeszcze większe rozluźnienie. Było mu naprawdę przyjemnie, tak lekko przygnieciony drugim ciałem.
Z zamkniętymi oczami zdał sobie sprawę, że byłoby mu bardzo łatwo tutaj zasnąć. Oczywiście, musiał zachować trzeźwość umysłu. Za kilka godzin zaczynał obchód zamku.
— Nie pozwól mi usnąć — poprosił na wpół przytomnie. — Zaczynam zmianę o drugiej.
Mężczyzna podniósł głowę.
— Nie wiedziałem. Inaczej zaprosiłbym się w następny wieczór.
— Wszystko w porządku. Mogłem cię poinformować na wstępie, ale nie chciałem niczego przekładać. Miałem serdecznie dość czekania. — Zamilkł, bo zdał sobie sprawę, że w poorgazmowym zamroczeniu zdradza zbyt wiele. Odchrząknął, lekko zawstydzony. — W zamian jednak wymagam pomocy, żeby nie zasnąć.
Harry sięgnął po różdżkę.
— Ustawmy budzik, tak na wszelki wypadek — stwierdził, a Draco uniósł brwi. — Nigdy nie wiadomo. Przezorny zawsze ubezpieczony. Mamy mniej więcej dwie godziny oczekiwania. Kto wie, może znów najdzie nas ochota.
Aż się zaśmiał.
— Po powtórce z pewnością zasnę.
— Się przekonamy — odparł brunet, po czym nastawił budzik.
— Hmm. — Draco był sceptyczny, ale nie drążył tematu. Czuł, że powieki zaczynają mu ciążyć, a ciało wiotczeje z powodu bliskości kochanka i ciepła bijącego z kominka.
Nie!, zrugał się w myślach. Musiał coś zrobić, żeby nie zasnąć. Rozmowa była doskonałym rozwiązaniem problemu.
— Co sprawiło, że po wojnie zdecydowałeś się zostać aurorem? — zapytał, przerywając ciszę. Zawsze się zastanawiał, dlaczego po tylu latach walki z Czarnym Panem Potter nadal pragnął ścigać mrocznych czarodziejów. Sam pomysł wydawał się wyczerpujący.
Facet nie odpowiedział od razu, skupiwszy się na zabawie z paskiem spodni Draco.
— Chyba nie wiedziałem, co innego mógłbym robić w życiu. Miałem wrażenie, że zostałem stworzony do zwalczania zła i tylko to mnie definiowało. Wydawało mi się, że jestem w tym dobry.
— W łapaniu przestępców?
— Zasadniczo tak. — Harry uniósł głowę i spojrzał nań zamglonym wzrokiem. — W walce, pojedynkach, wymierzaniu sprawiedliwości i znajdywaniu się w niebezpiecznych sytuacjach. To było wszystko, co znałem. — Westchnął przeciągle. — Wiem, że to brzmi dziwacznie, ale przez dłuższy czas czułem się bardziej komfortowo w zagrożeniu niż poza nim. Hermiona powiedziała, że to przez traumę, bo Voldemort dyszał mi w kark przez większość życia i właśnie dlatego nie wiedziałem, co to znaczy bezpieczeństwo.
— Myślisz, że miała rację?
— Ciężko stwierdzić. — Potter oparł brodę na dłoni. — Hermiona ma tendencję do wymyślania różnych teorii i choć zazwyczaj brzmią one całkiem sensownie, czasem zdaję sobie sprawę, że się z nimi nie zgadzam. W tej konkretnej sprawie mam pewne wątpliwości. Jakby nie patrzeć, w Hogwarcie prawie zawsze czułem się bezpiecznie.
— Yhym, rozumiem, o czym mówisz.
— Najprawdopodobniej dlatego tutaj wróciłem. Nie martwię się zbytnio o przyczyny. Bycie aurorem i praca w terenie, która była moją ulubioną częścią, bardzo mnie męczyły. Wcześniej z kolei nie podobało mi się to, że pół dnia siedziałem za biurkiem i wypełniałem papierki. Lubiłem wyłapywać podejrzanych, ale nie przepadałem za ich przesłuchiwaniem. — Wtem uśmiechnął się szeroko. — Zawsze byłem kiepski w maglowaniu, ale teraz trochę się wyrobiłem.
Draco przechylił z zainteresowaniem głowę.
— Co masz na myśli?
— Sprawiłem, że przyznałeś, że mnie lubisz. To najprawdziwszy wyczyn.
— Głupek — burknął i uszczypnął go w bok.
— Palant — odpowiedział Harry, odwzajemniwszy gest.
Wybuchnął śmiechem i próbował się bronić, ale Potter znów zaczął go całować i pieścić przez na wpół rozpiętą koszulę. Szczerze mówiąc, nie miał najmniejszej ochoty się temu opierać.
Znajdziemy mnóstwo sposobów, żeby nie zasnąć, pomyślał z satysfakcją, odpowiadając na pocałunki z równie wielką żarliwością. Chwilę później zmobilizował mięśnie i zmienił ich pozycje, aby znów górować nad Harrym.
W istocie.
*
Szczerzył się niczym głupiec, kiedy wyszedł na korytarz. Ostatnich kilka godzin spędzili na całowaniu się, rozmowach, śmiechach i, zgodnie z wcześniejszymi przewidywaniami Harry’ego, na ponownym doprowadzeniu się do orgazmu, tym razem przy większym użyciu rąk. Draco nie narzekał. Uczucie bycia ściskanym przez ciepłą i lekko zrogowaciałą męską dłoń pozostanie z nim na długo.
Chyba rzeczywiście powinienem nazywać go po imieniu, pomyślał. Choćby po to, aby uniknąć nieporozumień i przejęzyczeń.
Widział w Potterze „Harry’ego” bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, aczkolwiek wciąż wydawało mu się to dziwaczne. Zdecydowanie potrzebował czasu, aby oswoić się z tą myślą.
W swoich komnatach przebrał się w czyste nauczycielskie szaty i zrobił, co mógł, żeby doprowadzić fryzurę do względnego porządku. Nie był pewien, czy zdoła dokonać cudu, jeżeli chodzi o roziskrzone oczy i podejrzanie zaczerwienione usta. Aby zniwelować rumieniec na policzkach, opłukał twarz zimną wodą. Tuż przed wyjściem z komnat Pottera — Harry’ego — postanowił skorzystać z ostatniej okazji dzisiejszego wieczoru i przyszpilił kochanka do ściany. Mężczyzna nalegał, żeby szedł na patrol, ale po prostu nie mógł odmówić sobie ponownego skosztowania tych namiętnych ust. Oderwanie się od nich i sprawdzenie czasu wymagało od niego ogromnego wysiłku i pokładów samokontroli.
Merlinie. Naprawdę zachowuję się niczym zakochany szczeniak, podsumował, ale zamiast czuć się zawstydzony, był raczej podekscytowany.
To niesamowite, jak spełnienie poprawia człowiekowi nastrój.
Niestety, współpracowniczką, którą miał dziś zmienić, była Franceska, a to oznaczało, że powinien się mieć na baczności, bowiem czarownica z pewnością zauważy, że polepszył mu się humor. Oj tak, kiedy się doń zbliżał, patrzyła na niego z uniesionymi brwiami.
— Czyżbyś miał przyjemny wieczór? — zapytała na wstępie.
— Nie najgorszy — odpowiedział, walcząc z uśmiechem. — Mam nadzieję, że i u ciebie obyło się bez żadnych problemów.
— Przyłapałam tylko jedną parę na małej schadzce w alkowie. Na szczęście dopiero się całowali — odparła.
— Z doświadczenia wiesz, jak to jest, Młodzi nie mogą oderwać od siebie rąk przez większość czasu. Są po prostu dziećmi.
— Rzeczywiście. — Franceska obrzuciła go podejrzliwym wzrokiem. — W każdym razie, na twoim miejscu zaczęłabym od biblioteki i przeszukała całe skrzydło. Minęła godzina, odkąd ostatni raz tam sprawdzałam.
— Wspaniale, miłego wieczoru — powiedział serdecznie.
— I tobie, Draco. — Wyglądała, jakby miała ochotę się roześmiać.
No cóż, westchnął w duchu, kierując się w stronę czytelni. Był w zbyt dobrym nastroju, żeby martwić się tym, czy Franceska Bianchi uważa jego zachowanie za dziwne.
Szczęśliwie, noc minęła mu bardzo szybko. Wędrując po ciemku po zamku, nieustannie wracał myślami do Harry’ego.
*
Zawsze lubił dotyk kredy pomiędzy palcami, ale nigdy nie potrafił wytłumaczyć z jakiego powodu. Było coś przyjemnego w suchym pyle gromadzącym się na skórze, co sprawiało, że czuł, jakby praca intelektualna równała się fizycznej; jakby podczas nauczania uczniów, zbierania danych lub rozwiązywania skomplikowanych problemów cieniutkie warstwy bieli zaznaczały czas, który poświęcił, ot symboliczny wysiłek włożony w dobrze wykonaną pracę.
Wiedział, że wielu studentów uważało to za dziwne, że pisał instrukcje ręcznie, a nie za pomocą magii, ale nie przejmował się ich opiniami. Nie lubił odmawiać sobie prostych codziennych przyjemności. Jeżeli chcieli go za to osądzać, proszę bardzo, droga wolna.
— Kto mi powie — zaczął, rozejrzawszy się po klasie pełnej czwartorocznych — w jaki sposób znana alchemiczka Agatha Alkew sprawiła, że eliksiry uzupełniające krew stały się bardziej popularne na przełomie XIX i XX wieku? — zapytał, ale nie doczekał się żadnej podniesionej ręki. — Oto podpowiedź. Zmieniła kluczowy składnik — dodał. — Czy ktoś wie, na jaki?
Spotkał się z ciszą i nerwowym poruszeniem w pierwszym rzędzie. W takich chwilach niemalże żałował, że nie nosi okularów, aby spojrzeć na uczniów znad szkieł z dezaprobatą.
Westchnął.
— Najwyraźniej nikt nie przeczytał zadanego rozdziału w podręczniku. Albo pomyśleliście, że wystarczy pobieżnie go przejrzeć i zapamiętać, że ogólnikowo dotyczy podstawowych eliksirów leczniczych — podsumował. — W takim razie odejmuję po dziesięć punktów zarówno od Hufflepuffu, jak i Slytherinu.
Puchoni momentalnie zaczęli mruczeć pod nosem, podczas gdy ślizgoni dobitniej wyrazili swe oburzenie, najwyraźniej święcie przekonani, że nauczyciel, który wychował się w ich domu, nigdy nie pozbawiłby wężowiska punktów. Draco był gotów odjąć więcej, byleby tylko im pokazać, że są w ogromnym błędzie.
— Naprawdę jesteście tym zszokowani? Może zamiast dziesięciu, powinienem zabrać wam po dwadzieścia?
Szepty natychmiast ucichły, więc z usatysfakcjonowanym uśmiechem na twarzy zapisał na tablicy zadanie domowe.
— Skoro nie potrafiliście mi powiedzieć, że to solanum, potocznie zwane diabelskim cierniem, Alkew zastąpiła czułkami rosiczki, oczekuję od was dwustronicowego eseju na temat właściwości zarówno psianki, jak i rosiczki. Chcę, żebyście porównali ich działania w eliksirach uzupełniających krew. Jeżeli wyczuję, że nie zrozumieliście tematu lub podeszliście do sprawy pobieżnie, jak dzisiaj, spodziewajcie się nocy spędzonej na szorowaniu kociołków. Czy wszystko jasne?
Ogłoszenie kary za nieprzygotowanie do lekcji wywołało następną falę sprzeciwu i narzekań, tym razem całkowicie sprawiedliwą i zasadną. Horacy Slughorn miał nie tylko zwyczaj rażącego faworyzowania co poniektórych uczniów, o czym wiedzieli dosłownie wszyscy, ale również dawał ciche przyzwolenie uczniom na oszukiwanie podczas przygotowywania mikstur — całkiem możliwe, że w ostatnich latach nauczania w Hogwarcie stał się nieco apatyczny. Niezależnie od powodu, sprawował pieczę nad studentami, którzy byli przyzwyczajeni do absolutnie minimalnego wysiłku i udawania, że coś robią podczas preparowania ingrediencji, zamiast się przykładać do pracy. Draco miał serdecznie dość podobnego podejścia. Zamierzał doprowadzić do porządku tych leniwych dzieciaków, w ten czy inny sposób.
Zwolnił klasę i przez chwilę patrzył, jak uczniowie wychodzą z pracowni, powłócząc nogami. Usiadł za biurkiem, aby zanotować sobie zadanie, które właśnie zlecił. Oznaczało to, że będzie miał więcej wypracowań do sprawdzenia, ale lepsze to, aniżeli dalsze życie w ignorancji.
Jestem pewien, że McNeal odpowie mi jutro na to pytanie, pomyślał, poprawiwszy sobie humor. Wiedział, że dziewczyna przeczyta rozdział w podręczniku. Jeżeli jutrzejsi gryfoni i krukoni okażą się bardziej kompetentni, może nawet daruje im pisanie dodatkowego eseju.
Uniósł wzrok, wyczuwszy czyjąś obecność w drzwiach. W progu stał Harry i przyglądał mu się w milczeniu. Draco momentalnie się zarumienił, wróciwszy wspomnieniami do ostatnich wieczornych przyjemności. Od czasu pierwszej schadzki spotykali się tylko na gruncie publicznym, jadali ze sobą posiłki lub gawędzili na korytarzu pomiędzy zajęciami, ale jeszcze nie byli sam na sam. Szczerze mówiąc, liczył, że mężczyzna przyszedł, aby coś z tym zrobić.
— Powinieneś usłyszeć, co uczniowie mówią o tobie na zewnątrz — zagaił Harry, ewidentnie rozbawiony.
— Jak przypuszczam, nazywają mnie kosą i wrednym dupkiem — odpowiedział, starając się trzymać emocje na wodzy.
— Mniej więcej, łagodnie rzecz ujmując. — Uśmiechnął się brunet, po czym wszedł do pracowni i zamknął za sobą drzwi. — Czym zasłużyłeś sobie na tak ogromną niechęć?
— Oczekiwaniem, że wykonają zlecone im zadanie.
Harry udał zaskoczenie.
— Ale masz tupet!
— Yhym, jestem najprawdziwszym tyranem — odpowiedział. Facet się roześmiał, a Draco po chwili do niego dołączył. — Czemu zawdzięczam tę przyjemność, profesorze? — wymruczał sugestywnie.
Potter zwilżył wargi, ewidentnie zadowolony z usłyszanego podtekstu.
— Mam dla ciebie prezent.
— Ach tak?
Harry skinął głową, a następnie wyciągnął coś z kieszeni. Ów przedmiot był malutki, mieścił się w dłoni, a Draco nie mógł go dobrze obejrzeć, dopóki nie został położony na biurku.
Był to papierowy smok, na tyle skomplikowany — z łuskami, zębami, a nawet kolcami na grzbiecie — że musiał zostać wykonany przy pomocy magii.
Zamrugał, szczerze zaskoczony.
— Nieźle się nad nim napracowałeś?
— Może troszkę, ale to nie jest zwyczajna ozdoba. Smok ma swoje przeznaczenie — wytłumaczył Harry. — Spójrz. — Wyjął z kieszeni kawałek pustego pergaminu, sięgnął po leżące na biurku pióro i coś zanotował. Następnie dotknął czubkiem różdżki kartki, a papierowy potwór rozłożył skrzydła i buchnął dymem z małych nozdrzy. — Dotknij go różdżką — poprosił.
Draco zrobił to, wciąż zdekoncentrowany, a smok zaczął się rozkładać; po kilku sekundach stał się płaskim kawałkiem pergaminu. Zmarszczywszy lekko brwi, pochylił się nad nim i zobaczył napis: „Zechcesz zjeść ze mną obiad?”.
Spojrzał na Harry’ego.
— Całkiem efektowny sposób wystosowania zaproszenia — podsumował.
Mężczyzna się roześmiał.
— Właściwie to była zaledwie demonstracja, aczkolwiek miałem też nadzieję, że się umówimy. — Zabłysnął zębami. — Smok przekazuje informacje. Dzięki niemu odczytasz wszystko, co do ciebie napiszę, praktycznie w każdym możliwym momencie. Co równie istotne, nikt, oprócz ciebie, nie rozszyfruje tej wiadomości.
— Użyłeś zaklęcia Proteusza, prawda? — W okamgnieniu zrozumiał insynuacje.
— Owszem. — Harry skinął głową. — Jest dwukierunkowe, tak więc też możesz mi coś napisać. — Uśmiechnął się pogodnie. — Wystarczy, że dotkniesz różdżką pergaminu, aby usunąć wiadomość, a potem napiszesz własną i zrobisz to, co samo. Mój papierowy zwierzak poinformuje mnie o notce w dokładnie ten sam sposób, co twój. Dzięki temu będziemy mogli się komunikować w sprawie spotkań bez wzbudzania jakichkolwiek podejrzeń. Wiesz, po prostu doszedłem do wniosku, że jak zaczniemy częściej odwiedzać się w klasach, trochę byśmy się… odsłonili.
— Świetnie to wykombinowałeś — powiedział i naprawdę tak myślał. Forma sekretnego komunikatora, idealne połączenie zaklęć i funkcji — to było genialne. Nie wspominając już o tym, co symbolizowało samo stworzenie.
— Wpadłem na ten pomysł niedługo po tym, jak wysłałem ci zaproszenie do moich komnat i uzmysłowiłem sobie, że miałeś ograniczone możliwości wysłania mi odpowiedzi. Origami wydawało mi się dobrym rozwiązaniem problemu.
— W istocie — przytaknął. — Teraz zaś zyskałem przepięknego papierowego gada, którego mogę bez przeszkód postawić na biurku — dodał, a Harry się uśmiechnął, wyraźnie zadowolony. — Sobie też stworzyłeś smoka? Czy może lwa? — zapytał, unosząc brew.
— Jelenia. — Harry stuknął różdżką w swój pergamin, a ten złożył się w pięknego ssaka z rozłożystym porożem. Z dumą go podniósł, aby Draco mógł się lepiej przyjrzeć.
— Czyżbyś coś sobie rekompensował? — parsknął.
— Odwzorowałem tylko mojego patronusa! — odparł z udawanym oburzeniem brunet, po czym przewrócił oczami. — Głupek.
Malfoy zachichotał, ucieszony przesadzoną irytacją Harry’ego.
— Chodźmy na obiad. Umieram z głodu.
— Zaczekaj — poprosił mężczyzna i schował papierowego jelenia do kieszeni szaty. — Skoro jesteśmy tu tylko we dwoje…
— Tak? — spytał, czując motyle w brzuchu.
— Kiedy możemy się spotkać? To znaczy, prywatnie. Mam wolne wszystkie wieczory oprócz środy i soboty; wtedy patroluję zamek.
Draco pomyślał przez moment nad swoim harmonogramem dyżurów. Nie chciał czekać zbyt długo, bo miał ochotę na małe co nieco.
— Może… dziś wieczorem?
— Jesteśmy więc umówieni. — Uśmiechnął się szeroko Harry. — Wpadniesz do mnie? Co powiesz na dziesiątą? — zapytał, a kiedy blondyn skinął głową, podszedł doń bliżej. — Cudownie — wyszeptał i się pochylił, złożywszy na jego ustach delikatny pocałunek, który sprawił, że serce Draco zabiło mocniej. Niestety, szybko się odsunął. — Nie powinniśmy robić tego w klasach. Nie chcemy przecież, aby nas przyłapano — stwierdził. — Niemniej jednak pragnąłem cię pocałować.
Malfoy z początku zamierzał coś powiedzieć, ale uzmysłowił sobie, że nie da rady. Z trudem przełknął ślinę i ponownie facetowi przytaknął.
Harry się zaśmiał.
— W porządku. Chodźmy zjeść obiad.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz