LEKCJA SIÓDMA: ODROCZONA W CZASIE SATYSFAKCJA

— Jestem przekonana, że masz ogromne powodzenie u uczennic. Niektóre sprawiają wrażenie zauroczonych — zauważyła Pansy, kiedy spacerowali główną uliczką Hogsmeade, mijając dużą grupę czwarto– i piąto rocznych, zgromadzonych przy wejściu do sklepu Zonka.

Draco obejrzał się przez ramię i zobaczył, że wielu studentów śledziło ich wzrokiem i chichotało pod nosem.

— To nie tak — podsumował i przewrócił oczami. — Najprawdopodobniej myślą, że jesteś moją dziewczyną albo partnerką. Romans zawsze wprawia nastolatki w podekscytowanie — wytłumaczył. — Małe plotkary.

Przyjaciółka się zaśmiała, co sprawiło, że i Draco parsknął. Jak dotąd, nawet nie zdawał sobie sprawy, że strasznie tęsknił za tym dźwiękiem.

— Słyszałem o małej restauracji za rogiem, którą uczniowie omijają szerokim łukiem. Serwują tam francuskie dania, najprawdopodobniej dla nich zbyt drogie — zagaił.

— Wspaniale.

Umówili się na spotkanie w pierwszy weekend w Hogsmeade w tym semestrze, a że Malfoy miał szczęście uniknąć obowiązku pełnienia funkcji opiekuna wycieczki, mógł na spokojnie zjeść lunch z Pansy. W pełni docenił fakt, że chciała poświęcić mu odrobinę swojego czasu, ponieważ ostatnio miał masę roboty, głównie przez przygotowania do przeprowadzenia egzaminów. Między ślęczeniem nad zagadnieniami i ocenianiem cotygodniowych wypracowań uczniów ledwo co znajdował chwilę dla Harry’ego.

W L’Oiseau Bleu zostali przywitani dość serdecznie. Kelner grzecznie się ukłonił i zaprowadził ich do jednego z małych kwadratowych stolików nakrytych śnieżnobiałym obrusem, ot prosto, ale gustownie. Wystroju dopełniały jasnoniebieskie serwetki, odpowiednio złożone i wymodelowane, oraz mały wazon ze świeżymi kwiatami.

— Całkiem przyjemne miejsce — powiedziała Pansy, kiedy kelner pospieszył, aby przynieść im dzbanek wody. — Nie miałam pojęcia, że mieści się w Hogsmeade.

— Z tego, co wiem, powstało po wojnie. Nie istniało, gdy chodziliśmy do szkoły.

— Jak się o nim dowiedziałeś?

— Dostałem rekomendację od kolegi. — Tak się złożyło, że ów znajomym był Harry, gdy wspomniał, że chce zabrać Pansy do jakiegoś miłego miejsca, aby uniknąć tłumów i wątpliwej jakości potraw w Trzech Miotłach. Uznał jednak, że lepiej przemilczeć ten szczegół, bo sprowokowałby nim lawinę pytań, na które wolałby nie udzielać odpowiedzi.

Kelner przyniósł im wodę i menu, więc poświęcili dłuższą chwilę na zapoznaniu się z serwowanymi specjałami, od czasu do czasu komentując dania, które brzmiały dosyć smacznie. Draco nie mógł się zdecydować, czy ma większą ochotę na stek z frytkami, czy na kaczkę w sosie z foie gras. Właśnie wtedy poczuł na sobie wzrok przyjaciółki i uniósł głowę — obserwowała go znad swojego menu.

— Wydajesz się szczęśliwy — zagaiła.

Był zaskoczony, ale spróbował zachować twarz.

— Zmierzam w dobrym kierunku — odparł niezobowiązującym tonem, zmarszczywszy uprzednio brwi w zamyśleniu.

— To dobrze — stwierdziła. — Cieszę się, że widzę cię w lepszym stanie. Wyglądasz o wiele lepiej, niż się spodziewałam.

Opuścił menu i spojrzał nań z udawanym obrażeniem.

— Myślałaś, że wciąż będę w ruinie?

Pansy prychnęła.

— Nie podejrzewałam cię o taki melodramat. Aczkolwiek widzę, że nadal jesteś trochę przewrażliwiony. — Złagodniała, kiedy zauważyła, że się figlarnie uśmiecha. — Nauczanie bardzo przypasowało ci do gustu.

— Ano, owszem. To bardzo trudna i czasem wyczerpująca praca, ale nawet we frustrujące dni mogę wyżalić się innym profesorom. Atmosfera w Hogwarcie jest naprawdę dobra. Nawiązałem nawet kilka przyjaźni.

— To wspaniale. — Uśmiechnęła się lekko. — Spotkałeś kogoś wyjątkowego? — dodała, na co uniósł brew. — Hm, no wiesz, czy ktoś wzbudził twoje zainteresowanie? O charakterze romantycznym? — wytłumaczyła, aczkolwiek było to całkowicie zbędne.

Wiedział, o czym mówiła, ale postanowił udawać nieświadomego.

— Nieszczególnie.

— Cóż, nic dziwnego. Jesteś przecież otoczony starszymi ludźmi o akademickim typie osobowości. Nie masz za dużego pola do wyboru.

— W szkole pracuje też kilku młodszych pracowników, choćby Franceska Bianchi, zaledwie o kilka lat od nas starsza. Jest nauczycielką transmutacji i opiekunką Slytherinu — całkiem urocza kobieta.

Pansy uśmiechnęła się jak kot, który właśnie zjadł kanarka.

— Och, a mówiłeś, że nie ma nikogo wyjątkowego.

— To zupełnie nie tak.

— Mhm, skoro tak twierdzisz — odparła sceptycznie.

— Ano.

— Nie ma niczego złego w poszukiwaniu uczucia drugiej połówki — kontynuowała, niezrażona. — Zdaję sobie sprawę, że nie minęło dużo czasu od twojego rozwodu, ale po świństwie, którego padłeś ofiarą, nie musisz się martwić o niepotrzebne czekanie z powodu przyzwoitości lub innych podobnych bzdur.

— To nie wstyd czy przyzwoitość mnie powstrzymują — odpowiedział szczerze.

Pansy spojrzała nań z zaskoczeniem, ale wstrzymała się od komentarza, gdyż podszedł do nich kelner, aby przyjąć zamówienie. Do posiłku dobrali butelkę wina („Nie mam dziś dyżuru”, zapewnił przyjaciółkę, kiedy sugestywnie uniosła głowę), a mężczyzna ukłonił się i odszedł, zostawiwszy ich samych.

— Draco?

— Tak?

— Co cię powstrzymuje?

— Głównie niegotowość.

— Do czego właściwie?

— Randek i następnego związku.

Pansy zmarszczyła w zastanowieniu brwi, a Draco spoglądał na nią uważnie, od czasu do czasu biorąc łyka wody. Szczerze mówiąc, dojrzewanie wyszło jej zdecydowanie na dobre. W dzieciństwie miała szczupłą twarz i trochę skrzywione usta, jakby była wiecznie niezadowolona, ale teraz wyglądała o wiele lepiej — wygładzone rysy twarzy nadały jej poważny i zamyślony wygląd. Nigdy nie miała jasnej i delikatnej urody sióstr Greengrass ani zmysłowego uroku ciemniejszej Franceski, ale bardzo mu to odpowiadało. Pansy miała twardy charakter i niekonwencjonalny wdzięk, a dodatkowo zyskiwała na nieoczekiwanym poczuciu humoru.

Chociaż Draco nigdy nie tęsknił na bliższym towarzystwem przyjaciółki, nie mógł powstrzymać się od myślenia, że Teo jest prawdziwym szczęściarzem. Jego żona jest piękna, inteligentna i przede wszystkim niezwykle wierna. W duchu skrycie marzył, żeby pewnego dnia znaleźć równie wspaniałą kobietę.

— Czy jesteś zainteresowany niezobowiązującym flirtem? Mogłabym coś zorganizować — zagaiła, zmuszając go do ponownego skupienia się na rozmowie. — Znam kilka samotnych czarownic. Większość z nich nie jest czystej krwi, ale jeżeli nie masz nic przeciwko…

— Nieszczególnie się przejmuję statusem krwi — odparł zgodnie z prawdą. — Może zacznę, kiedy będę szukał kobiety na stałe, głównie po to, aby uniknąć kłopotów, jakie sprawiliby mi rodzice, gdybym zdecydował się ożenić z czarownicą półkrwi.

— Zaraz mi powiesz, że rozważyłbyś poślubienie mugolaczki. — Pansy obrzuciła go niedowierzającym spojrzeniem, jakby nadal nie mieściło jej się to w głowie, nawet czysto hipotetycznie.

— Może i bym rozważył.

Trudno stwierdzić, czy tym wyznaniem zszokował przyjaciółkę, bo tylko doń mrugnęła.

— W takim razie postanowione — stwierdziła z mocą. — Znajdę ci jakąś miłą czarownicę do rżnięcia… to znaczy, do niezobowiązującego randkowania… — poprawiła się naprędce, po czym puściła mu oczko. — To pomoże ci przetrwać, dopóki nie będziesz gotowy na poważniejszy związek.

Draco pokręcił głową.

— To nie jest konieczne.

— Kiedy właśnie powiedziałeś, że…

— Na nic się nie zgodziłem — wypomniał, zachowując swobodny ton i lekki uśmiech na twarzy. — Wspomniałem tylko, że gdybym szukał czegoś niezobowiązującego, pochodzenie nie miałoby dla mnie żadnego znaczenia. Wcześniej z kolei mówiłem, że nie jestem zainteresowany swataniem.

— Dlaczego nie?

— Nie potrzebuję swatki.

— No proszę.

Pansy pochyliła się naprzód, nawet na sekundę nie spuściwszy z niego wzroku, ale w pilnej obserwacji przeszkodził jej kelner, który przyniósł butelkę wina i dwa kieliszki.

Draco czuł się nieswojo, ale zamaskował to, dziękując szeptem za usługę. W duchu cieszył się, że chociaż przez chwilę mógł podziwiać pachnący rubinowy trunek, zanim znów znalazł się przed sądem.

— Już kogoś znalazłeś, prawda?

— Skąd ten wniosek? — zapytał i upił łyka.

— Bo lubisz seks i nie zrezygnowałbyś z niego, gdybyś miał wybór — odpowiedziała prosto z mostu. — A biorąc pod uwagę fakt, że jesteś czarującym i cholernie przystojnym facetem, znalezienie chętnej, jeżeli nie przypadkowej, partnerki do łóżka nie byłoby dla ciebie żadnym wyzwaniem.

— Nie szukam kochanki — zaprotestował.

— Nic dziwnego, skoro już sobie jedną przygruchałeś.

— Wiedz, że ta pokręcona logika przyprawia mnie o zawrót głowy.

— Skąd ta nagła nieśmiałość, Dracusiu?

— Nie zdrabniaj mojego imienia — poprosił i przewrócił oczami.

— Wplątałeś się w coś skandalicznego? — kontynuowała, zupełnie go ignorując. — Związałeś się z mężatką?

Draco momentalnie spoważniał.

— Jak możesz sugerować taką możliwość? Jakbym kiedykolwiek… — urwał, nie mogąc nawet dokończyć myśli.

Pansy otworzyła usta, a potem je zamknęła. Wyglądała na szczerze skruszoną.

— Przepraszam. Chciałam cię trochę rozruszać, ale palnęłam coś w złym guście. Dałam się ponieść emocjom.

W duchu rozważał wykorzystanie tej nieszczęsnej gafy dla własnych korzyści, głównie po to, żeby uniknąć dalszej rozmowy na temat swojej domniemanej kochanki, ale ostatecznie zdecydował, że dzisiaj sobie odpuści i będzie litościwym ślizgonem. Nie chciał zamieniać tego lunchu w coś nieprzyjemnego.

— W porządku — powiedział ściszonym głosem.

— Naprawdę przepraszam.

— Wiem, w porządku.

Przez minutę lub dwie panowała pomiędzy nimi cisza, podczas której Pansy wyglądała na strasznie zmartwioną, że go zdenerwowała. Aby załagodzić atmosferę, wyciągnął rękę i przez stół położył dłoń na dłoni przyjaciółki.

— Naprawdę już dobrze — zapewnił ją. — Porozmawiajmy o czymś przyjemniejszym, w porządku? Jak się ma Gideon?

Kobieta uśmiechnęła się doń z wdzięcznością.

— Wspaniale. — Zrobiła szyderczą minę. — Właściwie to jest małym rozrabiaką, ale i tak go kochamy.

Draco się zaśmiał.

— Dwulatki wywołują takie uczucia u większości rodziców.

— W istocie. — Upiła łyk wina. — Gideon tęskni na swoim ojcem chrzestnym — dodała, rzuciwszy mu sugestywne spojrzenie. — Oczywiście, zrozumiem, jeżeli po tym wszystkim nie masz ochoty na…

— Może przyjadę z wizytą podczas świąt? — zaproponował.

— Byłoby cudownie. — Uśmiechnęła się uroczo.

Gdy podano im przystawki, rozmowa zeszła na temat interesów prowadzonych przez Teo. Zanim przyniesiono na stół danie główne, przeszli do najnowszych plotek z czystokrwistych salonów, o których Draco nie miał najmniejszego pojęcia, bo po rozwodzie zrezygnował z życia towarzyskiego.

Szczerze mówiąc, liczył, że zdoła przetrwać posiłek bez kolejnej wzmianki o swoim życiu seksualnym, ale Pansy znów przekierowała rozmowę w tę stronę. Akurat kończyli zamówioną kaczkę.

— Mogę pogodzić się z tym, że chcesz utrzymać tożsamość swej kochanki w tajemnicy — zagaiła w pewnym momencie. — Chcę się tylko dowiedzieć, czy jesteś z nią szczęśliwy.

— Jestem szczęśliwy.

— Ale czy twoje szczęście jest jakoś zależne od innych ludzi? — naciskała, bo odpowiedział jej ogólnikowo.

Draco się zawahał.

— Wiele osób sprawia, że jestem szczęśliwszy — moi uczniowie, współpracownicy i przyjaciele… — Uniósł w górę kieliszek w geście uznania, a Pansy uśmiechnęła się lekko, ewidentnie czekając na kontynuację. Westchnął ze świadomością, że się z tego nie wywinie. — Jesteś nieugięta, więc przyznam, że rzeczywiście jest ktoś, kto zaspokaja moje potrzeby. To nic poważnego i oboje wolelibyśmy o tym z nikim nie rozmawiać. Już na samym początku ustaliliśmy jasne zasady i zdradzę ci tylko, że to związek z ograniczeniem czasowym.

Nott oparła brodę na dłoniach.

— Intrygujące, doprawdy. Czy kiedyś zdradzisz mi tożsamość tej uroczej kobiety?

— Możliwe — odparł niezobowiązująco, stawiając na powściągliwość. Nie zamierzał składać przyjaciółce żadnych obietnic. Wiele zależało od tego, czy po zakończeniu związku z Harrym nadal będzie się spotykał z mężczyznami. To, czy kiedykolwiek zbierze się na odwagę, aby wyznać najbliższym, że jest biseksualny, jest zupełnie inną sprawą. Co więcej, najprawdopodobniej przemilczy fakt, że to Harry Potter wprowadził go w świat homoseksualizmu.

Z drugiej strony, ujrzenie czystego szoku na twarzy Pansy byłoby warte zachodu.

*

Gdyby mnie teraz zobaczyła, padłaby na zawał, podsumował, przeżuwając czekoladowe ciasto i popijając ciepłą herbatę.

Od czasu spotkania w Hogsmeade często miewał takie myśli, zwłaszcza gdy zdawał sobie sprawę, jak wiele się zmieniło, odkąd związał się z Harrym.

Na przykład zaczął jeść w łóżku — naprawdę jeść, nawet takie rzeczy jak ciasteczka, po których trzeba było strzepywać okruchy z pościeli, co zazwyczaj uważał za barbarzyństwo w najczystszej postaci, ale z jakiegoś powodu nie mówił tego Harry’ego (najprawdopodobniej dlatego, że było coś pociągającego w sposobie, w jaki poruszał gardłem, kiedy przełykał; normalnie nie mógł wtedy skupić na się na niczym innym i gubił wątek).

Gdy dopił herbatę, wstał i wyszedł do toalety. Wiedział, że był bacznie obserwowany, bo brunet wciąż opierał się o wezgłowie łóżka, ubrany wyłącznie w ciemne bokserki.

Oboje mieli na sobie tylko bieliznę. Harry nalegał na to, wysunąwszy argument, że jest to „doświadczanie leniwego niedzielnego popołudnia”.

Kiedy Draco przyznał, że nigdy nie spędzał w ten sposób weekendu, Potter wybałuszył nań oczy z udawanym przerażeniem, dlatego też bąknął, że leniwe niedziele nie istnieją, zaś Harry wymyślił je na potrzeby właśnie takich sytuacji. W odpowiedzi usłyszał, że coś, co zostało wymyślone, nie oznacza, że jest mniej przyjemne. Niestety, nie miał na to żadnego sensownego argumentu, więc w milczeniu przyznał się do porażki.

Tak oto zaczęło się niedzielne paradowanie w samej bieliźnie, wcinanie ciasteczek w łóżku i wygłupianie się, kiedy mieli na to energię.

Skorzystał z toalety, a potem zatrzymał się przy umywalce, żeby umyć ręce, i mimowolnie spojrzał w lustro. Niedowierzającym wzrokiem omiótł swoje potargane włosy i bezwstydne czerwonawe malinki na szyi, po czym zapatrzył się na usta, bo w kąciku dostrzegł ślad po czekoladzie. Barbarzyństwo, pomyślał i zlizał słodycz. Barbarzyństwo i rozpusta, dodał.

Wróciwszy do sypialni, zobaczył, że Harry założył okulary i zabrał się za studiowanie ostatnich stron porannego wydania Proroka Codziennego. Draco oparł się ramieniem o framugę drzwi i przez moment obserwował sposób, w jaki sposób mężczyzna pochylał się nad gazetą, jakby to, co czytał, było naprawdę fascynujące i wciągające do cna — z lekko rozchylonymi ustami uważnie śledził linijki tekstu, co rusz marszcząc w skupieniu brwi.

Ta scena spowodowała, że poczuł dziwną sensację w brzuchu, którą po chwili zinterpretował jako tęsknotę za domem.

Wiedział, że sypianie z Harrym oznacza nieuniknioną bliskość, ale, prawdę powiedziawszy, nie spodziewał się takiej zażyłości i… intymności.

Teraz wydawała się nieodłącznym elementem sytuacji. Jak się okazało, facet, z którym się zaczął spotykać, miał naturalny talent do znoszenia barier i zacierania wszelkich granic. To oznaczało, że Draco nawet na sekundę nie powinien opuszczać gardy, bo zatoczą błędne koło przy ponownym ich wyznaczeniu.

Sprawie pomogłoby też, gdyby ruszyli do przodu. Spróbowanie czegoś nowego przypomniałoby mu, że to nie jest stricte związek, a mentoring — ot zwyczajne doświadczenie edukacyjne. Harry nalegał, aby się nie spieszyć i nabrać wprawy w tym, co dotąd zrobili, więc utknęli na etapie zaspokajania się rękoma. Oczywiście, było to szalenie przyjemne, bo facet był bardzo kreatywny, kiedy chodziło o robótki ręczne, ale najzwyczajniej w świecie posuwali się zbyt wolno.

— Niewiarygodne — mruknął pod nosem brunet, potrząsając głową. Potem z cichym westchnieniem złożył gazetę.

— Co takiego? — zapytał, usiadłszy obok niego na łóżku.

— Artykuł o śledztwie, które kończy Ron. Dawno z nim nie rozmawiałem, więc pomyślałem, że postudiuję trochę Proroka. Mogłem się domyślić, że opublikują fałszywe informacje. Nie pozostaje mi nic innego, jak fiuknąć do Rona i dowiedzieć się więcej.

— Nie wysyłacie sobie sów, kiedy pomieszkujesz w Hogwarcie?

— Wręcz przeciwnie. — Harry położył okulary na stoliku nocnym. — Mamy jednak niepisaną umowę, żeby nie dzielić się szczegółami aurorskiego dochodzenia w korespondencji, którą ktoś może przechwycić. Ostrożności nigdy za wiele.

— Oczywiście — odpowiedział, zastanawiając się, dlaczego sam na to nie wpadł.

Mężczyzna się uśmiechnął i przysunął bliżej. Draco w milczeniu obserwował, jak przycisnął doń biodra, co sprawiło, że po kręgosłupie przeszedł mu pełen przyjemności dreszcz, i objął go w pasie. Odwzajemnił spojrzenie, którym został uraczony, po czym zaczął gładzić palcami bicepsa bruneta.

— Kiedy nauczysz mnie, jak ssać fiuta? — spytał, gdy tylko uformował tę myśl.

Harry wytrzeszczył oczy i wybuchnął śmiechem.

— Widzę, że jesteś niecierpliwy. Nie za bardzo się spieszysz?

— Uważam, że wykazałem się dużą cierpliwością — odpowiedział wyniośle. — Zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że nie wyszliśmy poza temat rękodzielnictwa, który całkiem dobrze opanowałem samodzielnie.

— Mhm, ale nie potrafisz zrobić tego samego ustami?

— Narzuciłeś nam powolne tempo, więc nie miałem okazji. Co więcej, robienie loda jest najprawdopodobniej trudniejsze niż trzepanie ręką, prawda? Wymaga wiedzy o odpowiedniej technice, rozluźnieniu gardła i używania języka. Jestem ciekawy wskazówek, jakich mi udzielisz, to wszystko.

Harry przechylił głowę.

— Wydaje mi się, że za bardzo skupiasz się na technice.

— Co masz na myśli? — Draco zmarszczył brwi.

— W robieniu loda nie chodzi o technikę, prawda? Wiedza nigdy nie zastąpi entuzjazmu.

— To znaczy?

— Profesjonalny lodzik jest fajny, ale jeżeli nie ma w nim iskry… — tu pokreślił głową — no wiesz, nawet jeśli facet weźmie mnie całego w usta i zassie z odpowiednim naciskiem, nie roniąc nawet jednej kropelki, ale będzie to robił mechanicznie i bez żadnego entuzjazmu, jakby klęczał na kolanach milion razy wcześniej… dojdę, bo to naturalne, ale skończę zniesmaczony. Zdecydowanie wolę partnera, który może nie ma dużego doświadczenia w dawaniu głowy, ale za to ssie fiuta, jakby nigdy nie miał niczego pyszniejszego w ustach. To podniecające, wiesz? Bycie prawdziwie pożądanym. — Spojrzał nań, czekając na potwierdzenie.

— Nie zdawałem sobie sprawy, że zapisałem się na kurs filozofii. — Uśmiechnął się złośliwie.

— Czyżby? — Harry uniósł brew.

Draco się nad tym zastanowił. Owszem, pragnął perspektywy na seks, którą prezentował mu nauczyciel, ale spodziewał się czegoś więcej.

— Szczerze mówiąc, myślałem, że twój sylabus będzie połączeniem teorii i praktyki. Właśnie dlatego mam wrażenie, że przekazujesz mi naprawdę dużo wiedzy, ale stoimy w miejscu z nabieraniem doświadczenia.

— Och, rozumiem. — Harry się zaśmiał. — Widzę, że świetnie się dobraliśmy. Jestem filozoficznym typem, a ty zaś technicznym.

— Zachowujemy równowagę — podsumował. — Mogę ci obiecać, że kiedy wezmę twojego fiuta w usta, będę bardzo, ale to bardzo entuzjastyczny. — Musnął stopą łydkę bruneta, sprawiając, że ten zaczął się o niego ocierać w przyjemny sposób. — Chciałbym po prostu wiedzieć, co robię i co sprawia ci rozkosz. Nade wszystko pragnę, aby to było niesamowite doznanie od samego początku do końca — tak dobre, że gdy dojdziesz, nie będziesz w stanie myśleć o niczym innym. Zależy mi, żebyś czuł się… dobrze.

W sypialni zapadła cisza, podczas gdy Harry patrzył nań z niewątpliwym pożądaniem wymieszanym z jakąś dziwną ciekawością; później się uśmiechnął. Draco uznał to za satysfakcjonujący znak. Czyżby miał dostać to, czego pragnął?

— Zagrajmy w grę — zaproponował brunet.

— Jaką? — zapytał, szczerze zaintrygowany.

— Właśnie próbuję wykombinować zasady. — W zielonych oczach pojawił się zamyślony błysk.

— Nigdy wcześniej w nią nie grałeś?

— To mój pierwszy raz. — Mężczyzna przygryzł wargę i się zastanowił. — W porządku. Zróbmy więc tak, że zrobię ci loda…

— Lubię kierunek, w którym zmierzasz — przerwał mu Draco, walcząc z całych sił, żeby zachować powagę.

— Jeszcze nie skończyłem. Zrobię ci loda, ale będziesz mi wydawał polecenia, wyraźne i szczegółowe.

Uniósł brew.

— Słucham?

— Zrobię tylko to, co mi każesz — nic więcej. Będziesz miał wszystko pod kontrolą, dosłownie i w przenośni.

— Dlaczego?

— Cóż, powiedziałeś, że chcesz się nauczyć robić dobrze ustami. Najlepszym na to sposobem jest praktyka, czasami polegająca na odczuwaniu. Skąd będziesz wiedział, co działa, a co nie, jeżeli od razu zaoferujesz mi głowę, zamiast najpierw doświadczyć trochę przyjemności?

— Umyka ci pewien istotny fakt — wytknął. — Nieraz robiono mi loda.

— Bycie z mężczyzną zmienia całą perspektywę.

Draco się zastanowił.

— Mam po prostu wrażenie, że ta gra jest zbyt prosta. Nie, żebym miał coś przeciwko temu, że chcesz mi obciągnąć.

— Prostota bywa zwodnicza.

— W jaki sposób wygrać tę grę? Dochodząc? To wydaje się nieuniknione.

— Och, twoim celem nie będzie orgazm, a… — tutaj Harry dotknął ust, ewidentnie zamyślony — …czerpanie jak największej przyjemności, zanim dojdziesz.

Draco musiał przyznać, że ten pomysł był cholernie podniecający. Strasznie mu się podobało, jak czasem działał umysł Harry’ego Pottera.

— W porządku, zagrajmy — powiedział.

— Wspaniale. — Mężczyzna uśmiechnął się szeroko, a potem przyklęknął i spojrzał nań z oczekiwaniem.

— Jak mam zacząć? — zapytał.

— Ty tutaj rządzisz. Jak już mówiłem, dziś ci się podporządkuję, mój panie. — Harry pochylił głowę w geście udawanej czci, co sprawiło, że Draco parsknął.

— No dobrze — stwierdził. — W takim razie zdejmij bieliznę.

Czarodziej się nie zawahał, tylko uśmiechnął i spełnił polecenie. Zszedł na chwilę z łóżka, zdjął ciemne majtki i z półtwardym fiutem wspiął się z powrotem na posłanie, wyglądając na bardzo chętnego do wysłuchania dalszych instrukcji.

Draco otworzył usta, żeby wydać następne polecenie, ale potem się wstrzymał, zmieniwszy zdanie.

— Pocałuj mnie.

— Gdzie?

Uśmiechnął się szeroko i położył palec na swoich wargach.

— Tutaj — powiedział, a Harry natychmiast się nad nim pochylił. — Delikatnie — dodał, kiedy dzieliło ich tylko kilka centymetrów.

Mężczyzna zniwelował dystans i musnął go ustami. Draco rozkoszował się lekkim, prawie niewyczuwalnym naciskiem i sposobem, w jakim ich nosy się dotknęły, gdy powolutku pogłębili pocałunek.

W pewnym momencie zarejestrował, że pragnie więcej, ale niczego nie otrzyma, dopóki nie wyda odpowiedniego polecenia.

— Ocieraj się o mnie.

Harry wypuścił drżący oddech, najwyraźniej bardzo, ale to bardzo zadowolony z usłyszanej komendy.

— O co dokładnie?

— O moje udo. — Zgiął kolano i odsłonił bladą, delikatną skórę wewnętrznej strony uda, aby ułatwić mu sprawę.

Gdy brunet spełnił prośbę, obaj sapnęli z wrażenia. Fiut Harry’ego zareagował, stając się twardszy z każdą chwilą, podczas gdy członek Draco zaczął napierać na bieliznę, którą wciąż miał na sobie.

— Pocałuj mnie w szyję, w miejscu tętna — powiedział, a potem przymknął z rozkoszy oczy. — Użyj odrobiny zębów.

Ostra przyjemność sprawiła, że zadrżał. Albo po prostu pierwsze krople preejakulatu pozostawiające chłodny ślad na wrażliwej skórze.

— Delikatnie przygryź, a potem possij.

Nigdy nie zastanawiał się nad logistyką dawania (lub otrzymywania) malinek, ale ta gra sprawiła, że rozważał każdy z kroków — musiał zwerbalizować swą prośbę, ale też sposób, w jaki miała zostać spełniona. Sama myśl jednak o podporządkowaniu sobie partnera sprawiała, że był twardy.

— Wyznasz zębami szlak wzdłuż mojego obojczyka, a potem w dół, ku sutkowi. — Wygiął szyję, żeby mieć nań lepszy widok, aczkolwiek kilkakrotnie musiał przymknąć powieki, aby opanować drżenie. Nigdy wcześniej nie przypuszczał, że łaskotanie ciepłego oddechu może sprawiać tak ogromną przyjemność.

Zatrzymawszy się nad lewym sutkiem, Harry spojrzał na Draco znad ciemnej grzywki, gotowy do wysłuchania następnego polecenia.

— Otocz go ustami.

Merlinie, nie sądził, że ma tak wrażliwe sutki. Prawdę powiedziawszy, mógłby spędzić wieczność, obserwując, jak te różowe zapraszające usta drażnią mu klatkę piersiową. I ten język. Nie sposób zapomnieć o mokrym języku.

— Poliż go — poprosił, a Harry natychmiast spełnił polecenie. — Obrysuj go językiem. Tak, właśnie tak. O kurwa. — Zanurzywszy się w potrzebie, wygiął się trochę w łuk. — Weź mojego fiuta w dłoń. — Nade wszystko pragnął czegoś, co złagodziłoby napięcie, to wszystko.

Mężczyzna wyciągnął rękę i położył dłoń na podstawie pokrytego materiałem członka, a potem powolnymi ruchami zaczął drażnić główkę. To tylko roznieciło w Draco ogień.

— O bogowie. O kurwa, Harry! — Szarpnął biodrami, podczas gdy kochanek wciąż dostarczał mu przyjemności, bawiąc się sutkiem. Na próżno szukał tarcia, bo przecież o niego nie poprosił.

Gdyby to Harry był panem w tym momencie, Draco już dawno błagałby — miał co do tego stuprocentową pewność. Tyle dobrego, że świadomość, że kiedy wyda odpowiednią komendę, partner ściągnie mu bokserki i weźmie go w usta, pomagała mu zachować zdrowie psychiczne. Pewność, że dostanie to, czego pragnie, oznaczała, że mógł pozwolić sobie na chwilowe udręczenie — dzięki niemu orgazm, który wkrótce osiągnie, będzie po prostu fenomenalny.

Wyciągnął rękę i dotknął policzka mężczyzny. Ten wypuścił jego sutka spomiędzy zębów i spojrzał nań z nieskrywanym pożądaniem.

— Co teraz? — zapytał ochrypłym głosem.

— Wyznacz pocałunkami drogę od tego miejsca — tu wskazał wrażliwą skórę nad kolanem — do tego — przesunął palcem w górę uda, kończąc tuż przy krawędzi bielizny. Harry podążył za tą ścieżką wzrokiem, a potem uśmiechnął się diabelsko zmysłowo.

Lubi wykonywać polecenia, zauważył mimochodem Draco i poddał się dreszczowi przyjemności. To nam daje wiele możliwości, dodał i odpłynął, bo partner zabrał się za pieszczotę.

Harry robił dobry użytek z czasu. Draco mógł mu powiedzieć, żeby przyspieszył, ale właściwie to nie chciał — rozkoszował się napięciem i uczuciem wilgoci zbliżającym się do wrażliwych okolic krocza. Mimowolnie napiął mięśnie pośladków, podczas gdy jego erekcja moczyła materiał bokserek. Z pewnego rodzaju fascynacją obserwował, jak mokra plama na przedzie bielizny powiększa się z sekundy na sekundę.

Już niedługo, zapewnił się w duchu. Jeszcze tylko chwila, a potem przejdziemy do głównej części.

Harry zastygł w bezruchu we wskazanym miejscu i spojrzał nań pytająco. Co dalej?, zdawały się mówić zielone oczy.

Draco znów się zawahał. Doskonale wiedział, czego chce, ale nie był pewien, czy jest w stanie o to poprosić. W końcu zebrał się na odwagę i wychrypiał polecenie. Szczęśliwie, przemógł się, przypomniawszy sobie, z kim właściwie jest w łóżku i że nie musi się powstrzymywać od sprośności.

— Przysuń się bliżej — powiedział, wskazawszy na swoje krocze. — Mocno się zaciągnij.

Harry go nie osądził — ba, nawet nie mrugnął okiem, tylko chętnie spełnił prośbę. W zaledwie kilka sekund zagrzebał twarz w mokrych majtkach i wziął głęboki oddech. Jęknął tak erotycznie, że Draco prawie stracił resztki samokontroli.

— Właśnie tak — wyszeptał. — Czujesz, jak bardzo jestem podniecony? — zapytał i w odpowiedzi usłyszał drugi gardłowy jęk. — Przesuń nosem po moim fiucie. Zobacz, jaki jest twardy — rozkazał, a partner posłusznie się dostosował. — To z twojego powodu, Harry. Ty doprowadziłeś mnie do takiego stanu.

— O tak, kurwa.

— Nie mogę się doczekać, aż weźmiesz mnie w usta — kontynuował, z zadowoleniem odnotowując, że brunet zamruczał z podniecenia. — Chcesz tego? Chcesz zająć się moim fiutem?

— Tak…

— Chcę usłyszeć, jak bardzo tego pragniesz.

— Cholernie, Draco. Na samą myśl leci mi ślinka. Oczami wyobraźni widzę, jak biorę cię całego w usta i smakuję każdy centymetr. Mam ochotę cię ssać, aż dojdziesz, a potem wylizać cię do czysta.

— Kurwa mać. — Malfoy odchylił głowę, bo te słowa zostały wypowiedziane tuż przy jego członku. Przez cienki materiał bokserek czuł ciepły oddech bruneta. — Kurwa, ściągnij mi majtki. Natychmiast.

Harry wyraźnie usłyszał w jego głosie najprawdziwszą potrzebę i nie zwlekał ani momentu dłużej. Chwycił brzeg gumki, po czym płynnym ruchem ściągnął mu bieliznę.

Draco spojrzał na swą uwolnioną erekcję i przez chwilę podziwiał to, jak czerwona i twarda była. Szczerze mówiąc, z trudem łapał oddech.

Merlinie, to była naprawdę świetna zabawa. Gdzieś w środku nie chciał, aby się skończyła.

— W pierwszej kolejności zajmij się moimi jądrami — polecił ze świadomością, że kiedy Harry weźmie go w usta, nie wytrzyma zbyt długo. — Najpierw possij jedno, a potem drugie.

To powiedziawszy, rozłożył szeroko nogi, aby partner miał doń pełen dostęp. Czuł się cholernie nieprzyzwoicie i rozwiąźle, ale w gruncie rzeczy był podniecony do granic możliwości. Właśnie tego był uczony — bezwstydnego sięgania po przyjemność.

— Zacznij mnie drażnić — powiedział. — Masuj mnie kciukiem… Właśnie tak… — Odchylił głowę do tyłu. Każdy dotyk, czy to ustami, czy też rękoma, doprowadzał go do szaleństwa. — Kurwa, Harry. Tak mi dobrze. Cholernie dobrze.

Brunet zamruczał z aprobatą, co sprawiło, że Draco nie wytrzymał. Nadszedł czas na główne wydarzenie dzisiejszego wieczoru. Nawet jeżeli będzie trwało tylko dziesięć sekund, wciąż warto.

— Dotknij mnie ustami — poprosił, drżąc z pożądania na samą myśl o uczuciu, którego zaraz doświadczy. — Z każdej strony — dodał, a Harry go posłuchał, przymknąwszy wcześniej oczy, jakby naprawdę delektował się smakiem. — Ucałuj główkę. Zliż preejakulat.

Mężczyzna podparł się na łokciach i ustawił w odpowiedniej pozycji. Uniósł powieki, spojrzał wprost na Draco i rozchylił usta. Chwilę później złożył na czubku erekcji zmysłowy pocałunek.

Uczucie było tak bliskie orgazmowi, że z gardła wydobyło mu się desperackie westchnienie. Ostatkiem sił powstrzymał się przed zamknięciem oczu — nade wszystko chciał obejrzeć przedstawienie.

— Zrób to jeszcze raz — powiedział chrapliwie. — Tym razem weź mnie troszkę głębiej — wystarczy o centymetr.

Zdał sobie sprawę, że jest w niebie. Jego świat zawęził się do tych wspaniałych ust i mokrego języka.

— Obliż główkę — niemal błagał. — Potem weź mnie głębiej. Tak głęboko, jak tylko możesz.

Z zapartym tchem patrzył, jak jego fiut znika pomiędzy tymi spuchniętymi wargami. Harry zatrzymał się tylko raz, aby wziąć kilka głębokich wdechów przez nos, a potem kontynuował, dopóki Draco nie poczuł, że uderza końcówką w tył jego gardła.

Mimo wszystkich swoich komentarzy na temat zbędności posiadania eksperckiej wiedzy facet doskonale wiedział, jak obciągać.

— Harry! — sapnął, balansując niebezpiecznie blisko krawędzi. Najgorsze, że nie był pewien, czy uda mu się wykrztusić dalsze instrukcje. Nie wiedział nawet, czego właściwie potrzebuje. — Proszę, Harry! Nie mogę… Muszę… Merlinie, po prostu spraw, żebym doszedł… Jestem tak blisko… Kurwa, muszę…

Chociaż bełkotał, został zrozumiany. Harry zacisnął usta wokół podstawy erekcji i zaczął poruszać głową w górę i w dół, zapewniając Draco wystarczająco mocne tarcie, aby go przygotować. Chwilę później wziął go jeszcze głębiej, nawet na sekundę nie spuściwszy zeń intensywnego spojrzenia. Gdy zacisnął wargi i jakby spróbował przełknąć, Malfoy doszedł, dysząc i sapiąc, w serii rozkosznych pulsacji. Harry nie uronił nawet kropelki.

Na moment stracił głos, więc nie był w stanie wydusić z siebie słowa. Najzwyczajniej w świecie gapił się na partnera w błogim szoku, obserwując, jak ten oblizuje usta z nasienia.

W końcu, po jakiejś wieczności, wyczerpany, ale cholernie usatysfakcjonowany, opadł na poduszki.

Czemu wcześniej nie doświadczyłem czegoś podobnego?, zastanowił się leniwie. Jakim cudem spędził tyle lat, czując się skrępowany seksem i tracąc czas na bezowocne gdybania, czy aby na pewno zachowywał się poprawnie? Dlaczego właściwie kochał się dla samego kochania? Nie miał najmniejszego pojęcia.

Uniósł powieki, aby pochwalić Harry’ego za genialny pomysł i fenomenalne umiejętności, ale słowa utknęły mu w gardle na widok klęczącego przed nim mężczyzny, robiącego sobie dobrze bez opamiętania.

— Co ty…? — wykrztusił.

— To była najseksowniejsza rzecz, jaką kiedykolwiek zrobiłem — powiedział brunet, patrząc nań intensywnie. — Muszę dojść.

— Nie w ten sposób. — Pokręcił głową.

— Co…?

Harry nie miał szansy dokończyć pytania, bo Draco usiadł, chwycił go w talii i rzucił na łóżko, tak że wylądował na plecach. Ot na wszelki wypadek, złapał go za nadgarstki.

— Moja kolej — stwierdził i od razu przeszedł do rzeczy.

Wiedział, że to nie czas na powolne drażnienie, dlatego też wziął partnera w usta, nie pomyślawszy nawet, czy robił to poprawnie. Automatycznie zaczął ssać i poruszać głową, pobudzany tym, że Harry zaczął się pod nim wiercić i szlochać. Wziął go tak głęboko, jak tylko potrafił i prawie się zakrztusił. Trochę się odsunął, a potem wpadł na inny pomysł. Zacisnął mocniej usta i zaczął manewrować językiem, bo i jemu sprawiło to przyjemność.

Nie musiał się przecież stać ekspertem w robieniu loda podczas pierwszej lekcji. W tej chwili upajał się świadomością, że doprowadzi kochanka do orgazmu, dlatego też, napędzany zachęcającą dłonią we włosach, sięgnął ku jądrom mężczyzny.

— Dochodzę, Draco! — Usłyszał. — O bogowie, kurwa!

W przygotowaniu na nieuniknione Malfoy wziął głęboki oddech. Kiedy Harry zaczął tryskać potężnymi strumieniami, starał się przełknąć wszystko, co zostało mu zaoferowane; w międzyczasie lekko się zadławił, bo sperma uderzała w tył jego gardła. Poszło mi całkiem dobrze, jak na pierwszy raz, podsumował, gdy w pewnym momencie musiał się odsunąć — to wszystko stało się zbyt intensywne. Oczywiście, nie poprzestał na oblizaniu ust. Aby dokończyć robotę, użył ręki, delikatnie masując cieknącą erekcję.

Wtem zauważył, że po boku członka Harry’ego spływa odrobina nasienia. Uniósł brew, zaintrygowany, po czym doszedł do wniosku, że równie dobrze może poczynić następny krok w przyzwyczajaniu się do smaku. Pochylił głowę i wylizał fiuta do czysta, tak jak wcześniej zrobił to jego partner.

Kiedy skończył, uniósł wzrok i zobaczył, że ten obserwuje go uważnie spod półprzymkniętych powiek.

To uczucie przypominało orgazm, dlatego też jęknął z desperacją. Nie zamknął oczu, chcąc chłonąć każdy, nawet najmniejszy szczegół.

— Słodki Merlinie, Draco. — Harry westchnął przeciągle. — Nie przypuszczałem, że możesz być jeszcze bardziej seksowny — dodał, podczas gdy blondyn uśmiechnął się zmysłowo. — Chodź tutaj — poprosił.

Natychmiast usłuchał i się zbliżył, uważając na ich wciąż wrażliwe fiuty. Odrzuciwszy wahanie, namiętnie pocałował kochanka, rozkoszując się przekazywaniem smaku spermy.

— Mówiłem, że entuzjazm przebija fachową wiedzę — zagaił brunet, kiedy położyli się obok siebie.

— Brak pośpiechu i stopniowe zwiększanie napięcia również — odpowiedział. — Nigdy wcześniej nie doświadczyłem tak cudownego loda. Naprawdę. — Spojrzał na Harry’ego. — Następnym razem powinniśmy zamienić się rolami, żebyś i ty mógł sobie pofolgować — zasugerował.

— Mam wrażenie, że właśnie to zrobiłem, słuchając twoich jęków i westchnień. — Mężczyzna odwrócił się doń twarzą i przyciągnął go do uścisku. Wyćwiczonym ruchem prześledził mu palcami linię kręgosłupa, podczas gdy Draco się do niego przytulił. — Zostań na kolację — poprosił.

— Hmm?

— Nie schodźmy do Wielkiej Sali na kolację. Chciałbym, żebyś został w moich komnatach, dopóki nie będziesz musiał się wymknąć.

Uniósł głowę, aby lepiej mu się przyjrzeć. W zielonych oczach zobaczył spokój i łagodność, dlatego też całkowicie im się poddał.

W momencie opuścił swe bariery, nie mogąc sobie przypomnieć, dlaczego w pierwszej kolejności zawsze się nimi otaczał. Wszystko miał zamazane. Gdy odzyska zmysły i wróci mu zdrowy rozsądek, z powrotem je wzniesie.

Uśmiechnął się, zadowolony z obrotu sytuacji, a następnie pochylił do delikatnego, przepełnionego obietnicą pocałunku i mruknął na zgodę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz