— Przepraszam, czy mógłbyś powtórzyć…?
Harry przechylił głowę, uważnie obserwując jego reakcję.
— Jesteś zdziwiony? To nic nadzwyczajnego.
— Naprawdę?
— W istocie.
Spokój w głosie bruneta sprawił, że Draco zamrugał i się nań zapatrzył, zamiast bełkotać z oburzeniem, jak to robił wcześniej. Szczerze mówiąc, nadal był lekko zdenerwowany.
— Jak myślisz, w jaki sposób mężczyźni przygotowują się do seksu analnego, jeżeli nie używając najpierw palców, a potem nawet innego rodzaju gadżetów? — kontynuował Harry. — Kanał odbytu musi być rozciągnięty i przygotowany na penetrację. Można to zrobić samodzielnie, ale najczęściej zajmuje się tym partner.
— Yhym, rozumiem. — W rzeczywistości nie zastanawiał się nad mechaniką gejowskiego seksu, ale to, co słyszał, miało sens. — Nie zamierzasz jednak… Hm, to znaczy, umówiliśmy się, że nie… wejdziesz we mnie.
— Z naszej rozmowy wywnioskowałem, że nie chcesz być pasywny podczas seksu — odparł ze spokojem facet, zachowując się, jakby miał do czynienia z osaczonym zwierzęciem, które w każdej chwili może się przestraszyć i uciec gdzie pieprz rośnie. — Nie byłem świadomy insynuacji, że to dotyczy również różnych zabaw analnych.
— Ja… — Draco był zaskoczony. — Nawet nie pomyślałem o podobnej możliwości.
Harry skinął głową, a następnie odstawił swą na wpół opróżnioną szklankę z ognistą whisky na stolik obok kanapy w salonie. Potem odwrócił się do właściciela komnat.
— W porządku. Cóż, to oczywiste, że będziesz chciał jeszcze raz przemyśleć sprawę. Zapewniłem cię, że będziemy unikać wszystkiego, z czym nie czujesz się komfortowo. Sęk w tym, że jeżeli naprawdę pragniesz pieprzyć się z drugim mężczyzną, nawet w dominującej pozycji, musisz oswoić się z dotykaniem odbytu.
— W porządku. — Draco upił łyka.
— To z kolei prowadzi nas do palcówki. Myślę, że na początek zdecydowanie wystarczy. Możemy zacząć ode mnie, żebyś się nieco nauczył. Jeżeli zmienisz zdanie i wyrazisz chęć spróbowania czegoś nowego, z radością wyrucham cię palcami.
— Czemu miałbyś to robić? — zapytał, bo najzwyczajniej w świecie nie rozumiał powodu mechanizmu. Oczywiście, miało to sens w postaci środka do osiągnięcia celu, bo trzeba było się przygotować, ale nic ponad tym.
— Żeby sprawić ci przyjemność. Czy kiedykolwiek pieściłeś kobiety palcami?
— Naturalnie.
— Szczerze mówiąc, idea jest podobna.
— Chodzi o to, że kobiety… że sprawia im to przyjemność, bo są wyposażone w… odpowiednie narządy przeznaczone właśnie do tego celu.
— Masz na myśli łechtaczkę? — Harry uniósł wyzywająco brew.
Draco wziął głęboki oddech.
— Naprawdę chciałbym, żebyś przestał to robić. Skończ z tym dopowiadaniem.
— Zależy mi, żebyś nazywał rzeczy po imieniu. — W głosie mężczyzny dało się słyszeć irytację. — Zaledwie kilka tygodni temu błagałeś mnie, żebym zaciągnął się twoim zapachem i poczuł, jak bardzo jesteś podniecony. Wydawałeś mi polecenia, krok po kroku, czego pragniesz i poprosiłeś, żebym ci obciągnął — pospieszył z wytłumaczeniem. — Właśnie dlatego nie mogę pojąć, czemu w jednej chwili jesteś bezpośredni, a w drugiej obawiasz się użyć fachowego nazewnictwa i krążysz wokół tematu, zamiast przejść do rzeczy.
— Zachowywałem się tak pod wpływem chwili! W trakcie seksu sprośne gadki przychodzą… naturalnie — argumentował. — Fakt, że podchodzisz do nich klinicznie, psuje nastrój.
Wstał, udając, że idzie po następną flaszkę ognistej, ale w rzeczywistości po prostu potrzebował czegoś do roboty. Był to chyba pierwszy raz od momentu zawarcia umowy, kiedy poczuł się niekomfortowo w obecności Harry’ego. Chciał mówić otwarcie, naprawdę chciał, ale po pięciu minutach normalnej rozmowy facet wprost powiedział, że pragnął pogrzebać mu w tyłku. To było… niepokojące i zawstydzające. Nie kłamał, mówiąc, że nawet nie rozważał podobnej możliwości. Wypięcie się przed kimś wymagało znacznie większej wrażliwości i odwagi, niż był przygotowany.
— Cóż, gdy uczysz się na temat męskiego tyłka, potrzebna jest pewna kliniczna perspektywa, przynajmniej na samym początku — powiedział Harry, ponownie sięgając po szkliwo. — Wiele rzeczy może pójść nie po twojej myśli. Właśnie dlatego tak ważne jest, żebyś był ostrożny i wiedział, co robisz — tego próbuję cię nauczyć. Chcę ci się pomóc psychicznie przygotować do wykonania niezbędnych czynności, abyś czuł się bardziej komfortowo. Mogę ci też obiecać, że w ferworze chwili palcówka może być całkiem seksowna i cholernie przyjemna.
— Jak to?
— Z powodu prostaty.
Draco spojrzał nań bez zrozumienia. Wiedział, że mówią o części męskiej anatomii, ale nie miał zielonego pojęcia, co ów gruczoł miał wspólnego z seksem.
— Prostatę można zbadać wyłącznie przez odbyt mężczyzny — wytłumaczył nauczycielskim tonem Harry. — Kiedy jest stymulowana — no wiesz, dotykana, pocierana i w ogóle — może sprawić niesamowitą przyjemność. Właśnie dlatego bycie pasywnym jest tak atrakcyjne, o ile, naturalnie, masz partnera, który wie, co robi.
Draco przetrawił tę nowinę.
— Czyżbyś próbował mnie przekonać?
— Nie wciskałbym ci nieprawdziwych informacji. Szczerze mówiąc, jestem zaskoczony, że słyszysz o tym po raz pierwszy.
— Cóż, jesteś pierwszym gejem, którego poznałem — odparł defensywnie, siadając z powrotem na sofie. — Nikt mnie nie wtajemniczył.
— W rzeczywistości nie tylko homoseksualiści mogą czerpać przyjemność z drażnienia swojej prostaty. Każdy mężczyzna może — bi, hetero…
— Z kobietą w parze? Jakim cudem?
— Wiesz, okazuje się, że kobiety również mają palce. — Harry uniósł brew. — A niektóre zakładają na biodra sztuczne dildo i w ten sposób penetrują swoich partnerów. Fachowo nazywa się to peggingiem.
— Niemożliwe. — Draco potrząsnął głową. — Po prostu próbujesz mnie przekabacić.
— Uwierz, że nie kłamię. Znam jednego lub dwóch heteroseksualnych facetów, którzy bardzo to lubią.
— Hmm. — Wiedział, że się gapi, ale nijak mógł temu zaradzić. Zamknął usta, głównie po to, aby nie ulec przemożnej pokusie poproszenia o konkretna nazwiska i poświęcił chwilę na zastanowienie się, czy nie poznał właśnie pikantnego szczegółu z życia seksualnego Weasleya. Mimowolnie wyobraził sobie tę sytuację — Hermionę Granger przypinającą sobie dildo, a potem biorącą Weasleya od tyłu. O dziwo, zamiast poczuć się zgorszony, zaniepokojenie zmieszało się z iskrą podniecenia. — Czy nie byłoby to poniżające? No wiesz, pozwolenie kobiecie na zrobienie czegoś takiego?
Harry prychnął.
— W przeciwieństwie do seksu dwóch mężczyzn? — Spojrzał na Draco, tym razem ewidentnie zirytowany, co w rzeczywistości było niezwykle rzadkim widokiem. — Jeżeli naprawdę uważasz, że lubienie seksu analnego jest niemęskie i uwłaczające, napotkaliśmy ogromny problem. — Wypił resztkę whisky i wstał, aby nalać sobie następny kieliszek.
— Nie to miałem na myśli — powiedział niemal błagalnym tonem. — Między dwoma facetami ma to jakiś sens…
— Czyli po prostu borykasz się z kompleksami dotyczącymi płci — podsumował brunet, napełniając szkliwo alkoholem.
— Nieszczególnie…
— Wręcz przeciwnie, Draco. — Harry odwrócił się doń twarzą. Jeszcze nigdy nie wyglądał równie poważnie. — Z jakiego innego powodu postrzegałbyś pegging jako coś zniewieściałego? No chyba, że jesteś zagorzałym tradycjonalistą i żywisz przekonanie, że mężczyźni są od dominacji, a kobiety od uległości. — Uniósł brew. — Chociaż nie mówię z własnego doświadczenia, wiem, że seks heteroseksualny jest tak samo różnorodny, jak ten homoseksualny. Wszyscy jesteśmy tylko ludźmi i mamy różne zainteresowania oraz upodobania. Żadne nie zagrażają męskości, kobiecości, czy innym bzdurom związanym z płcią, które bardzo chcesz im przypisać.
Malfoy milczał, chociaż w głowie kłębiło mu się mnóstwo odpowiedzi. Jak dotąd, myślał, że podoba mu się perspektywa Harry’ego, która z pasją broniła swych przekonań, nawet z nutą zadufania. Kiedy robiła to w obronie tego, co sam lubił i czego potrzebował, była dość inspirująca, ale teraz pokazała mu drugą stronę medalu i sprawiła, że czuł się niezręcznie, niczym zamknięty w sztywnych ścianach umysłowych, pruderyjny czystokrwisty.
W duchu rozważał poproszenie bruneta, żeby wyszedł. Ta rozmowa potoczyła się w zupełnie innym kierunku, niż miał nadzieję i po prostu działała mu na nerwy. Co więcej, czuł, że partner ma podobne odczucia.
— Może poruszyłem ten temat zbyt wcześnie — powiedział niespodziewanie Harry, patrząc nań uważnie. — Może to nieodpowiednia noc na takie gimnastyki umysłowe. Nie chcę na ciebie naciskać — dodał, co tylko udowadniało, że cechował się niezwykłą umiejętnością poprawnego odczytywania sytuacji. To wręcz niesamowite, że mógł odczytać jego myśli bez uciekania się do legilimencji.
— Nie odchodź — poprosił, zerwawszy się z kanapy, nagle przestraszony. W momencie złapał mężczyznę za nadgarstek i pogłaskał go po wewnętrznej stronie dłoni, co spotkało się z uniesieniem brwi. — Zostań, proszę. Obiecuję, że… Najzwyczajniej w świecie potrzebuję czasu, żeby się dostosować, ale zrobię to. Chcę, żebyś przy mnie był.
— Wiem. — Harry uniósł głowę i skrzyżował z nim spojrzenie. — Lekcja, którą na dziś zaplanowałem, miała ci pomóc zrozumieć przyjemność, jaką niesie za sobą drażnienie prostaty. Chciałem najpierw nauczyć cię poprawnego przygotowania, a potem pokazać to na własnym przykładzie — W porządku, jeżeli nie masz ochoty. Możemy spróbować w zamian czegoś innego.
— Chcę cię przygotować — zaoponował. — Chcę sprawiać ci przyjemność na wszystkie możliwe sposoby.
— Ale nie na odwrót. — Harry uśmiechnął się ostrożnie. — Nie chcesz nauczyć się, jak czerpać taką przyjemność?
Szczerze mówiąc, zupełnie nie wiedział, co odpowiedzieć, więc zdecydował się na milczenie.
— Wszystko dobrze, Draco. — Mężczyzna pokręcił głową. Aby podkreślić wagę swoich słów, podszedł bliżej i objął go w pasie. — Nie miałem najmniejszego zamiaru… Przyrzekam, że nie chciałem na ciebie naciskać. — Momentalnie złagodniał. — To też jest dla mnie nowość, wiesz? Jestem przyzwyczajony do relacji z mężczyznami, którzy mają na koncie kilka homoseksualnych związków, a nie z nowicjuszami. Nie zastanawiałem się, jak możesz się czuć…
Przerwał mu delikatnym pocałunkiem. Prawdę powiedziawszy, podobała mu się ta troskliwość, ale nie był pewien, czy da radę znieść jej więcej, zwłaszcza biorąc pod uwagę wszystko, co dotąd powiedział.
— Chodźmy do sypialni — zaproponował. — Tam powiesz mi dokładnie, co powinienem zrobić, żeby sprawić ci rozkosz.
Harry odwzajemnił pieszczotę, a potem się uśmiechnął.
— W takim razie chodźmy.
Między zdejmowaniem kolejnych części garderoby, powoli się całowali. Draco specjalnie nie przyspieszał tempa, dzięki czemu mógł się oderwać myślami od nieprzyjemnej rozmowy, jaką przeprowadzili kilka minut temu w salonie, i wrócić do tej komfortowej relacji, którą nawiązali z niespodziewaną łatwością. Świadomość bycia zrozumianym bez użycia słów była po prostu cudowna. Kiedy szturchnął partnera ręką, ten wiedział, że pragnie, aby mu pomógł zsunąć koszulę z ramion. Gdy Harry wygiął się w łuk na łóżku, w okamgnieniu zrozumiał, że chce się pozbyć spodni, a następnie zostać pocałowany w okolicach bioder.
Całkiem prawdopodobne, że posługiwali się cichą komunikacją — albo po prostu już wiedzieli, co sprawiało drugiemu dużą przyjemność. Zachowywali się naturalnie.
Kiedy wreszcie rozebrali się do naga, Harry położył się na płasko na plecach, zaś Draco uklęknął nad nim, podziwiając to, co widział.
— Możesz pobawić się moim fiutem — zagaił brunet z leniwym uśmieszkiem, gdyż zauważył, że Malfoy czekał na jakąś wskazówkę. — Jak tylko chcesz — ustami lub rękoma. Zrób to, gdy będziesz mnie penetrował. To pomoże mi się zrelaksować.
Skinął głową, a następnie wziął do ręki erekcję Harry’ego. Partner nie był jeszcze w pełni twardy, ale gdy wzmocnił uścisk, poczuł, że napływa doń krew. Chwilę później pochylił się i złożył delikatny pocałunek na zaczerwienionej główce.
Mężczyzna się roześmiał.
— Będziesz potrzebował lubrykantu — powiedział. — Znasz zaklęcie, które go wyczarowuje, prawda? No chyba, że wolisz użyć tego, który masz pod ręką.
Draco uniósł różdżkę.
— Wolę zaklęcie.
— Żaden problem, zwłaszcza że będziesz również musiał wyczyścić mnie w środku.
Skinął głową, walcząc z rumieńcem. Właśnie taka była rzeczywistość gejowskiego seksu. Miał swe przypuszczenia, dlatego też nie było sensu się wzdrygać przed zadaniem.
— Zwyczajne Chłoszczyć jest zbyt inwazyjne w stosunku do ludzkiego ciała. Proponuję użyć Tergeo Lenis. Jest znacznie łagodniejsze, ale równie skuteczne. — Harry złapał go za nadgarstek. — Nakieruj czubek na moje wejście — powiedział. — I wypowiedz inkantację.
Draco spełnił polecenie, czując, jak magia przepływa mu przez rękę. Wstrzymał oddech, zobaczywszy, że partner na chwilę przymknął powieki, a potem go wypuścił, kiedy się uśmiechnął.
— Zawsze trochę łaskocze. Niemniej jednak dzięki temu wiesz, że rzuciłeś zaklęcie poprawnie. — Usłyszał w ramach wytłumaczenia. — Teraz możesz wyczarować lubrykant i włożyć we mnie jeden palec.
Skinął głową i wziął głęboki, uspokajający oddech. Niewerbalnie wyczarował sobie oleistej cieczy, ale z powodu zdenerwowania przesadził z ilością, bo spłynęła mu po palcach i poplamiła prześcieradło.
— Żaden problem — zapewnił go Harry. — W tej sytuacji lubrykant jest twoim najlepszym przyjacielem. Nigdy nie można go mieć za dużo.
Draco parsknął śmiechem, wdzięczny za słowa pocieszenia i wyrozumiałość, jak zresztą zawsze. Uspokojony, rozprowadził nawilżacz po dłoni, upewniając się, że hojnie pokrył palec wskazujący. Następnie opuścił rękę w poszukiwaniu wejścia partnera. Znalazł je bez większych trudności, ale dotknięcie pomarszczonego otworu sprawiło, że znów poczuł się zdenerwowany.
Czy miał taką tremę, kiedy po raz pierwszy dotykał Pansy w łazience prefektów na piątym roku? Szczerze mówiąc, nawet nie pamiętał — najprawdopodobniej tak, ale musiał się szybko nauczyć, bo potem przychodziło mu to naturalnie.
Teraz było inaczej.
— Możesz kontynuować. — Usłyszał.
Zwiększył nacisk na dziurkę i, nim minęła chwila, zanurzył się w środku, napotkawszy pierwszy pierścień mięśni, który uniemożliwił mu wejście do końca.
— Musisz użyć odrobiny siły, ale to nic wielkiego. Zaraz się rozluźnię i wpuszczę cię do środka.
Draco prychnął pod nosem, uświadomiwszy sobie, że znów wstrzymuje oddech. Wypuścił powietrze, dopiero kiedy Harry wydał z siebie długie, powolne westchnienie. Właśnie wtedy poczuł, że mięśnie otaczające jego palec najpierw go wypychają, a potem wciągają głębiej. Sapnął, zaskoczony siłą tych mięśni.
— Możesz pchnąć mocniej. I nie zapomnij pobawić się moim fiutem. — Usłyszał zachętę.
— Jasne.
Erekcja Harry’ego trochę osłabła, więc ponownie wziął ją w dłoń i zaczął delikatnie masować. Mężczyzna wydał z siebie coś pomiędzy pomrukiem i jękiem, cholernie podniecające; potem przymknął powieki.
— Śmiało. Możesz wsunąć się głębiej.
Automatycznie poruszał dłonią, rozprowadzając preejakulat po całym penisie, ale większą uwagę poświęcił odbytowi partnera.
Zauważył, że w środku było zaskakująco miękko i szalenie gorąco. Jego fiut pulsował z potrzeby, zachęcony tym odkryciem.
To było cudowne. Harry był cudowny. Taki miękki, taki ciepły, taki…
— Ciasny — wyszeptał, świadomy podziwu w swoim głosie.
Brunet uśmiechnął się doń spod półprzymkniętych oczu.
— Mmm, mówiłem, że minęło sporo czasu, odkąd ostatnim razem dałem komuś dupy. Zdecydowanie będę potrzebował porządnego rozciągnięcia.
— Czuję się dobrze — odpowiedział, chcąc dać kochankowi do zrozumienia, że daleko mu do zniesmaczenia, czy też zgorszenia omawianym tematem. — Cholernie podoba mi się to uczucie.
— To wspaniale. W takim razie najwyższy czas, żebyś włożył następny palec.
— Jesteś pewien…?
— Śmiało. Jestem zrelaksowany i dam radę.
Draco wyczarował więcej lubrykantu, ot dla pewności, i skinął głową, widząc aprobujący uśmiech Harry’ego. Podniecony do granic możliwości, wsunął do środka drugi palec, zaskoczony, że tym razem mięśnie odbytu ustąpiły mu bez większego wysiłku.
— Dobrze — wyszeptał brunet. — Teraz mnie rozciągnij. Rozsuń palce. — Tutaj zaprezentował mu ruch, choć nie było takiej potrzeby.
Wykonał polecenie, czując, jak mięśnie z początku stawiają opór. Gdy mężczyzna odetchnął, przejście się rozluźniło, dzięki czemu Draco zyskał swobodę w manewrowaniu. Zaczął więc eksperymentować, skręcając palcami, krzyżując je w środku i poruszając nimi w przód i w tył, uważnie obserwując zmianę w zachowaniu kochanka.
— Świetnie ci idzie, Draco. — Harry bezwiednie przygryzł dolną wargę. — Cholernie mi się to podoba. Nie przestawaj. Pieprz mnie palcami.
Usłyszawszy pochwałę, Malfoy zaczął poruszać dłonią z większą pewnością siebie, wchodząc głębiej w kanał.
Wtem brunet jęknął i szarpnął biodrami.
— Naprawdę dobrze sobie radzisz. Jeżeli chcesz, możesz… Och! — Nie zdołał dokończyć zdania, gdyż nagle zesztywniał, odrzucił do tyłu głowę i zacisnął mocno oczy. Draco momentalnie zamarł w miejscu, całkowicie spanikowany, że zrobił coś źle i go skrzywdził; nade wszystko obawiał się, że wyciągnięcie palców sprawi mu jeszcze większy ból. Wtem Harry uniósł powieki i spojrzał nań z olśniewającym uśmiechem. — Znalazłeś — stwierdził. — Dobra robota — dodał, podczas gdy Malfoy zamrugał, potrzebując chwili na połączenie faktów. — Zrób to jeszcze raz — poprosił brunet. — Spróbuj ponownie znaleźć prostatę.
Chciał powiedzieć, że nie ma zielonego pojęcia, jakim cudem znalazł ją za pierwszym razem, ale pomyślał, że lepiej przemilczeć temat i spróbować swych sił. Postanowił po prostu wsunąć głębiej palce i zobaczyć, co z tego wyniknie…
— Tak! — Harry wygiął się w łuk.
Draco nie za bardzo wiedział, co o tym myśleć, bo nie widział różnicy pomiędzy prostatą a resztą tyłka, ale kontynuował, bo podobała mu się reakcja. Cholernie podniecony, powtórzył ruch sprzed chwili i dodał doń zgięcie palców.
— Draco! — Mężczyzna jęknął z rozkoszy.
Dysząc z pożądania, zaczął pocierać to konkretne miejsce małymi okrężnymi ruchami.
Harry wił się i jęczał pod nim. W pewnym momencie chwycił się prześcieradła i wbił pięty w materac, aby utrzymać się w miejscu i jednocześnie móc ujeżdżać zaoferowane palce.
— Kurwa mać! — podsumował, oglądając przestawienie. Więc to miał na myśli Harry, kiedy mówił o doświadczaniu przyjemności podczas seksu analnego i stymulacji prostaty. To wręcz niewyobrażalne.
Czy pasywny partner mógł w ten sposób dojść? Tak po prostu?
Facet jakby czytał w jego myślach, bo odpowiedział mu na pytanie, którego nawet nie zadał. Chwycił go za nadgarstek, ten, którym pieścił jego fiuta, po czym spojrzał mu głęboko w oczy.
— Nie wytrzymam dłużej — wysapał z trudem. — Muszę… — Oblizał wargi. — Chcę, żebyś mi obciągnął. Zaraz dojdę. Proszę, Draco. Weź mnie w usta.
Malfoy się uśmiechnął. Jak mógł odmówić mężczyźnie, który poprosił go z taką desperacją, który po kilku minutach palcówki wyglądał równie grzesznie?
Skinął głową i jeszcze przez sekundę podziwiał prezentowany mu widok — rumieniec rozprzestrzeniający się po ciele Harry’ego, wilgotne ciemne kosmyki włosów przyklejone do czoła i błyszczące z pożądania, trochę załzawione szmaragdowe oczy.
Jestem za to odpowiedzialny. Ta myśl rozgrzała go do czerwoności i zmotywowała do działania. Natychmiast się pochylił i polizał członka od podstawy aż do czubka.
Jęknął, gdy kochanek jęknął. Fiut, którego właśnie obrabiał, był twardy niczym skała, pulsujący i cieknący. Z przyjemnością wziął główkę do ust i zakręcił kółko językiem, bo wiedział, że to potęguje rozkosz.
Zacisnął usta i wciągnął policzki, a następnie zaczął poruszać głową w górę i w dół, ponownie skupiając się na robieniu palcówki. Wtem Harry niekontrolowanie szarpnął biodrami, najprawdopodobniej dlatego, że musnął mu prostatę, i prawie uniósł się do siadu, przez co Draco się zakrztusił.
Gdy ustabilizował oddech, poczuł wilgotną dłoń we włosach, muskającą go w przepraszający sposób. Chociaż w pewien sposób było do podniecające doświadczenie, wciąż był nowicjuszem i wolał mieć trochę kontroli nad sytuacją. Właśnie dlatego położył brunetowi dłoń na biodrze i przytrzymał go w miejscu. Następnie skoncentrował się na ponownym znalezieniu czułego punktu.
Gdy zaczął nań naciskać, Harry zupełnie stracił kontrolę — jakby zupełnie stracił możliwość mowy, ograniczając się do zduszonego szlochu, różnego rodzaju jęków i westchnień, przypominających tantryczny śpiew, podczas którego Draco kręcił palcami i ssał twardego fiuta. Kiedy partner krzyknął, zdał się na instynkt, do czego zawsze był zachęcany, i wzmocnił nacisk na coś, co wydawało mu się prostatą. Sekundę później ciepła sperma zalała mu usta.
Zadowolony z osiągniętego rezultatu, przełknął wszystko, co do kropelki i wylizał fiuta do czysta.
Uśmiechnął się z dumą, a potem pochylił nad rozanielonym kochankiem.
— Świetnie sobie poradziłeś.
W odpowiedzi delikatnie Harry’ego pocałował.
— Teraz moja kolej — powiedział brunet, kiedy zaczął pieścić swojego penisa. — Chcę się odwdzięczyć.
— Nie musisz — odparł ze świadomością, że tak potężny orgazm musiał być wyczerpujący.
Harry nie zamierzał się jednak poddawać. Władczym ruchem chwycił go za pośladki i pociągnął do góry, dzięki czemu miał twarz mniej więcej na wysokości jego krocza.
— O tak! — syknął i wziął go w usta.
Draco jęknął z rozkoszy, nagle uświadamiając sobie, że trochę zapomniał o własnym przyrodzeniu. Nie mógł być wzięty głęboko pod tym kątem, ale nie miało to najmniejszego znaczenia. Harry nadrabiał to zręcznością języka, siłą zaciśniętych warg i pomocną ręką, którą masował podstawę. Zatracony w przyjemności, Malfoy po prostu chwycił się wezgłowia łóżka i patrzył, jak jego fiut znika w zaczerwienionych ustach. Ten widok był równie pobudzający, co sama stymulacja.
Gdy poczuł dłonie na swoich jądrach, szukające wrażliwego punktu, nie wytrzymał i poddał się narastającej przyjemności.
— Harry — wyszeptał, niezgrabnie złapawszy go za kark.
Mężczyzna starał się, aby przyjąć wszystko, co zostało mu zaoferowane, ale kąt był nieodpowiedni i odsunął się przed ostatnim tryśnięciem, co poskutkowało pobrudzoną szczęką i szyją.
Draco nie miał nic przeciwko, zwłaszcza że Harry natychmiast wysunął język i zlizał spływające mu z kącika ust nasienie. Wyglądał rozkosznie — na porządnie wypieprzonego i piękniejszego niż kiedykolwiek wcześniej. A to naprawdę coś znaczyło.
— Oto i cała historia — podsumował brunet, nadal ciężko oddychając. — Zasłużyłeś na wybitny — dodał z szerokim uśmiechem.
Draco zachichotał, po czym zsunął się w dół, aby go pocałować. Miał gdzieś fakt, że dalej rozmazuje swoją spermę.
— Ciężko się nie zgodzić, profesorze — odpowiedział, po czym wrócił do pocałunków.
*
Wspomnienia tej nocy pozostały z Draco przez resztę tygodnia. Nie sądził, że kiedykolwiek znudzi mu się odtwarzanie szczegółów tego, jak Harry traci kontrolę pod wpływem jego dotyku.
Gdy nie oddawał się nieskrywanemu podziwianiu miękkości i ciepła męskiego tyłka lub smaku fiuta, rozważał kwestię, która coraz to natarczywiej nie dawała mu spokoju.
Co dokładnie sprawiało, że tak bardzo nie podobała mu się idea rozłożenia nóg i otrzymania palcówki? Z początku sądził, że rozumie powody swego wahania. Cóż, nie sposób zaprzeczyć, że ten koncept był dlań obcy i wcześniej żył w przekonaniu, że stymulacja prostaty nieszczególnie sprawia przyjemność.
Harry udowodnił mu, że był w ogromnym błędzie — ot na własnym przykładzie pokazał mu, że można osiągnąć orgazm, dając komuś tyłka.
Co więc go powstrzymywało przed odrzuceniem hamulców?
Z początku sądził, że ten strach może mieć fizyczne podłoże. Jakby nie patrzeć, odbyt był wrażliwą częścią ciała, a przecież nie chciał, żeby cokolwiek go bolało, albo żeby po wszystkim odczuwał długofalowy dyskomfort. Niedawno obalił tę teorię, na własne oczy zobaczywszy, że mogło się obyć bez nawet cienia bólu. Co więcej, nawet jeżeli by go coś zaszczypało, Harry z pewnością natychmiast przestałby. W tej kwestii ufał mu całkowicie.
Czy więc chodziło o wewnętrzny niepokój, że różni się od innych mężczyzn; że nie poczuje nawet grama przyjemności; że będzie potem rozczarowany? Wiedział, że to bzdura — przynajmniej pierwsze zapytanie — bo przecież nie różnił się niczym od reszty czarodziejów pod względem fizjonomicznym. Jeśli palcówka nie przyniosłaby mu tak ogromnej rozkoszy, jak Harry’emu, to też nie koniec świata. Nie wspominając już o tym, że jeżeli ktoś byłby w stanie na czuja zlokalizować mu prostatę, to z pewnością Harry Potter, bóg gejowskiego seksu. Prawdopodobieństwo, że dołożyłby wszelkich starań, aby było mu dobrze, było nadzwyczaj wysokie.
Nie, chodziło o coś innego — coś, czego nie chciał zbyt dokładnie analizować. Mimo to wciąż był bombardowany pytaniami.
Co mnie powstrzymuje?
Już wiesz, odpowiedział mu inny głos — taki, którego nie rozpoznawał, ewidentnie należący do zatwardziałego czarodzieja czystej krwi, zły i osądzający. Wypięcie się do palcówki jest po prostu zbyt gejowskie. I zdecydowanie przekracza pewną granicę, prawda?
Draco skrzywił z obrzydzeniem. Nie wierzył w to, czyż nie? Jak mógł, skoro tak chętnie i entuzjastycznie ssał drugiemu mężczyźnie fiuta? Właśnie to, a nie danie tyłka, było chyba najbardziej homoseksualną rzeczą, jaką mógł zrobić, prawda? I nawet się nad tym dłużej nie zastanawiał.
Z drugiej strony, zawsze uważał usta za ważne narzędzie seksualne. Całowanie, lizanie, podgryzanie i ssanie były niezwykle erotyczne. Nigdy też nie szczędził przyjemności swoim partnerkom. Całował ich szyje, ssał sutki i lizał cipki. Jakby nie patrzeć, w przypadku mężczyzn było podobnie. Owszem, fiut wymagał innej techniki i inaczej to wyglądało w przypadku orgazmu, ale plasowało się w kategorii „do zaakceptowania”. W gruncie rzeczy chodziło o odczytywanie reakcji partnera, wykazywanie się kreatywnością i, jak został nauczony przez Harry’ego, podchodzenie do sprawy z należytym entuzjazmem.
Jakoś nigdy nie pozwalał kobietom na zbliżanie się do swojego tyłka; nie miał podobnych zachcianek i ciągotek. Szczerze mówiąc, nawet nie przyszło mu do głowy poproszenie Astorii o włożenie do środka palca, a co dopiero dildo.
Mężczyźni pragną penetrować, a nie być penetrowani.
Błąd, zaoponował. To przecież nieprawda — wiedział to z doświadczenia. Wielu czarodziejów lubiło wcielać się w pasywną rolę i nie oznaczało to, że byli gorszymi mężczyznami niż ci, którzy woleli być dominujący. Harry bywał na dole, a przecież nijak mu to umniejszało — wciąż był seksowny, pewny siebie i opanowany. Czemu więc on miał problem ze zwyczajną palcówką?
Jesteś Malfoyem, odpowiedział mu ten okropny głos, tym razem łagodniejszy i bardziej wyniosły. Inni mogą obniżać swe standardy, ty nie.
Draco prychnął, bo zorientował się, że głos, który go strofuje, należy do Lucjusza Malfoya.
— Profesorze?
Uniósł głowę znad biurka, przywrócony do rzeczywistości. W drzwiach klasy stała Raisie McNeal i patrzyła nań z nieśmiałą ciekawością.
— Panno McNeal — odpowiedział na powitanie, automatycznie prostując zgarbione plecy.
— Przepraszam. Czy przyszłam w nieodpowiednim momencie?
— W żadnym wypadku. Niech pani wejdzie. — Szczerze mówiąc, był bardziej niż zadowolony z możliwości oderwania się od ponurych myśli.
— Ostatnio prosił mnie pan, żebym podzieliła się wynikami moich badań nad właściwościami neutralizującymi asfodelusa. Przygotowałam kopię notatek, aby mógł pan sprawdzić, czy jestem na właściwej drodze.
— Wspaniale. — Draco odebrał od uczennicy rolkę pergaminu i pobieżnie ją przejrzał. Dziewczyna ewidentnie się postarała, bo nie dość, że pisała schludnie, to jeszcze wyraźnie zaznaczyła nagłówki i podkreśliła co ważniejsze akapity. Zmierzył Raisie uważnym spojrzeniem. — To wszystko?
— Ja… — Zawahała się, a potem dodała: — Tak, profesorze.
— Nie zauważyłem, aby wspomniała pani o korelacji z truciznami.
— Rzeczywiście, profesorze. — Nerwowo zmieniła pozycję.
— Mogę zapytać dlaczego?
Zacisnęła usta i wzruszyła ramionami, gapiąc się nań szeroko otwartymi oczami. Draco uniósł brew, dając jej bezsłownie do zrozumienia, że to nie jest wystarczająca odpowiedź.
— Ten temat sprawia, że czuję się trochę… nieswojo, proszę pana.
— Trucizny?
— Zgadza się, profesorze.
— Z jakiego powodu? — zapytał, bo chociaż miał nieodparte wrażenie, że zna odpowiedź, chciał ją usłyszeć z jej ust.
— Bo są stworzone, aby wyrządzać krzywdę; są złe — odparła, podczas gdy Draco musiał powstrzymać uśmiech, słysząc typową dla Gryffindoru uwagę, podszytą pewnością siebie. Odkąd ją poznał, niejednokrotnie się zastanawiał, co sprawiło, że stała się gryfonką, ale teraz to zrozumiał. — Nie jestem zainteresowana badaniem niebezpiecznych eliksirów, które mogłyby kogoś skrzywdzić. Co, jeżeli moja analiza doprowadziłaby do opracowania kolejnej trucizny? Ja… nie mogłabym z tym żyć.
— Zechce pani usiąść? — zapytał z ojcowskim uśmiechem na twarzy, wyczarowując przed dziewczynką krzesło.
— Ja… — Przez chwilę rozważała propozycję. — Dobrze. — Zajęła miejsce i przysunęła się bliżej biurka.
Draco pochylił się naprzód i położył złożone dłonie na blacie.
— Ile istnieje obecnie trucizn, panno McNeal?
— Nie znam dokładnej liczby — odpowiedziała ostrożnie. — Najprawdopodobniej setki.
Skinął głową.
— Ile z nich ma w swoim składzie liście asfodelu?
— Nie wiem, profesorze. — Uśmiechnęła się nieśmiało.
— Bo nie zbadała pani tematu.
— Zgadza się, proszę pana. — Zwiesiła ramiona.
— Ile znanych antidotum zawiera asfodelusa?
— Odtrutek? — Natychmiast uniosła głowę.
— Owszem — odpowiedział, ale spotkał się z niezrozumieniem, dlatego też kontynuował: — Przedstawię pani podstawowe fakty. Antidotum zawierających asfodel jest o wiele więcej, aniżeli znanych trucizn.
— Naprawdę?
— W istocie. Chce pani wiedzieć dlaczego?
— Tak, profesorze. — Pochyliła się do przodu na krześle, ewidentnie zainteresowana.
Draco się uśmiechnął, bo najzwyczajniej w świecie nie mógł się powstrzymać. Chwycił pusty kawałek pergaminu i coś na nim napisał.
— W takim razie proszę przeczytać tę książkę — powiedział, podsunąwszy dziewczynce notkę. — Jest w pełni poświęcona truciznom i właśnie z tego powodu znajduje się w dziale ksiąg zakazanych. Moje upoważnienie pozwoli pani na jej wypożyczenie i przestudiowanie w zaciszu dormitorium.
— „Zrozumieć trucizny i ich właściwości” — przeczytała na głos z zaintrygowaniem.
— Napisał ją alchemik z dawnych czasów, który poświęcił całe życie na badania nad truciznami, Edgar Versa, ale nie z powodów, o których z pewnością pani myśli. Proszę przeczytać pierwsze rozdziały i zobaczyć, co miał do powiedzenia. Gwarantuję, że będzie pani zaskoczona. W swojej publikacji poświęcił cały rozdział na omówienie właściwości asfodelusa i jego znaczenia w kontekście antidotum. Proszę sporządzić notatki i przynieść mi je do wglądu. Naprawdę uważam, że uzna to pani za bardzo pouczające.
McNeal przez chwilę wpatrywała się w pozwolenie, a potem powoli skinęła głową.
— Tak zrobię, profesorze — stwierdziła, po czym schowała notkę do szkolnej torby.
— Wiedza sama w sobie nie jest ani zła, ani dobra — kontynuował Draco, kiedy dziewczynka odwróciła się do wyjścia. — Dopiero kiedy zaczynamy stosować ją w praktyce w oparciu o intencje, do głosu dochodzą kwestie etyczne — dodał. — Nie powinna się pani obawiać informacji, którą ma możliwość pozyskać. Z tego, co zaobserwowałem, jest pani stanowczą osobą, o silnym kompasie moralnym. Nie skrzywdzi pani nikogo samym posiadaniem wiedzy, jeżeli nie ma pani podobnych zamiarów.
— Naprawdę pan tak uważa, profesorze?
— Owszem. Ignorancja jest bardziej niebezpieczna niż samoświadomość.
McNeal się zastanowiła.
— Albo dysponowanie tylko częściową informacją, a co za tym idzie, działanie w oparciu o niekompletną wiedzę. To również może być niebezpieczne.
— Właśnie tak. — Skinął głową, zadowolony z wniosków, które wyciągnęła. — Jak możemy przeciwdziałać działaniu trucizny, jeżeli nie wiemy wszystkiego o każdej zastosowanej w niej ingrediencji? Jak mamy stworzyć antidotum, jeśli wcześniej nie przebadaliśmy trucizny? Ignorancja jest prosta, ale nieskuteczna, zaś wiedza daje nam możliwości, narzędzia do walki i leczenia.
Uczennica przez moment nań patrzyła.
— Rzeczywiście, profesorze. Dziękuję.
Draco grzecznie jej przytaknął, a następnie wstał od biurka.
— Żaden problem — stwierdził. — Zatrzymam pani notatki i, gdy będę miał chwilę wolną, dokładniej je przejrzę. Schowam je do folderu, kiedy dostarczy mi pani drugą część pracy.
McNeal również wstała.
— Jeszcze raz dziękuję za wszystko, proszę pana. — Zawahała się, stukając palcami w blat biurka. — Bardzo się cieszę, że ma pan z nami przyjemność w tym roku — powiedziała i zaczerwieniła się z wyznania. — Jest pan naprawdę dobrym nauczycielem.
— Miło mi to słyszeć, panno McNeal — odparł, czując rozprzestrzeniające się po sercu ciepło. — Wiele to dla mnie znaczy.
Uśmiechnęła się doń po raz ostatni, ewidentnie zawstydzona, a potem się odwróciła i wyszła na korytarz. Draco zaś usiadł z powrotem na krześle, świadomy faktu, że szczerzy się jak głupi.
Nakierowywanie młodych ludzi nie powinno było go tak radować, bo przecież nie wiedzą jeszcze tak wiele, bądź nie rozumieją, a co za tym idzie, podejmują niewłaściwe decyzje, mając obsesję na punkcie trywialnych rzeczy. Czemu tak się cieszy z możliwości wyciągnięcia doń pomocnej ręki?
Przewrócił oczami, zirytowany tą częścią siebie, która nieustannie kwestionowała każdy wybór, który podjął, dręczyła go o to, jaki powinien być, czym powinien się przejmować i co powinien robić. Czy wspominał już, że miał serdecznie dość słowa „powinność”?
Skup się na tych wszystkich rzeczach, które mógłbym osiągnąć, poczuć i objąć troską, gdybym dał sobie szansę i choć raz w życiu podjął ryzyko; gdybym żył zgodnie z własnymi przekonaniami.
Ignorancja jest prosta, ale nieskuteczna, zaś wiedza daje nam możliwości.
Był dobrym nauczycielem. Szczycił się wiedzą, którą mógł przekazać swoim uczniom.
Co więcej, sam miał mentora — najlepszego, gwoli ścisłości — który najzwyczajniej w świecie chciał mu pomóc.
*
Kolejnego dnia skontaktował się z Harrym za pomocą papierowego smoka w sprawie następnej lekcji i z uśmiechem odnotował, że umówili się na spotkanie. Zazwyczaj to Potter podejmował inicjatywę, ale najprawdopodobniej pomyślał, że Draco potrzebuje przestrzeni do uporządkowania myśli — zawsze miał dobrą intuicję.
Rzeczywiście miał sporo do przeanalizowania. Ciągle walczył z oczekiwaniami dotyczącymi czarodziejów czystej krwi, nieustannie wzmacnianymi przez rodziców i rówieśników. Nadal odczuwał resztki wrodzonego poczucia nieprawidłowości, kiedy myślał o otrzymaniu palcówki, ale wiedział, że było błędne.
Zawitał do komnat Harry’ego o zwyczajowej porze, gdy zamek pogrążył się w ciemnościach, a uczniowie zaszyli się w dormitoriach i pokojach wspólnych. Wszedł praktycznie na paluszkach i od razu został przywitany delikatnym pocałunkiem; ledwo zdążył zamknąć za sobą drzwi.
— Cieszę się, że tutaj jesteś — powiedział brunet, brzmiąc jak echo Raisie McNeal z poprzedniego dnia.
Naturalnie, byli radzi z dwóch różnych powodów.
— Ja też — odparł, choć żołądek skręcał mu się z nerwów na samą myśl o tym, co zamierzał zrobić.
— Czego byś się napił? — zapytał Harry, zmierzając w kierunku barku z alkoholem. Malfoy milczał, nawet nie ruszywszy się z miejsca, co sprawiło, że partner nań spojrzał. — Draco?
Miał coś do powiedzenia — coś ważnego, zanim ruszą dalej. Zebrawszy się na odwagę, poczekał, aż mężczyzna zmarszczy brwi i zerknie nań przenikliwie.
— Wiem, że mam kompleksy. Jestem ich świadom. Czasami ich nie rozumiem, ale dotąd mi to nie przeszkadzało.
— Draco…
Uniósł rękę, chcąc dokończyć wyznanie.
— Nie zastanawiałem się dwa razy, zanim postanowiłem nauczyć się ssać fiuta, ani kiedy wystąpiłeś z propozycją zabawy z twoim tyłkiem. Jeżeli zaś chodzi o mój… Sam nie wiem. Jakoś automatycznie zaczynam rozważać, co pomyślą sobie moi przyjaciele, a na dodatek słyszę w głowie głos ojca, który poucza mnie, że Malfoyowie nie robią takich rzeczy. To po prostu… — urwał, nie wiedząc, jak lepiej wytłumaczyć sedno problemu.
— Wszystko w porządku, Draco — powiedział łagodnie Harry. — Rozumiem.
Przytaknął, bo wiedział, że mężczyzna nie kłamał.
— Mam dosyć kompleksów. Wiem, że nie znikną z dnia na dzień i wiem, że muszę nad nimi ciężko popracować, ale pragnę zmiany. Powiedziałeś, że widzisz, że jestem odważny. Nie czuję się taki, ale chcę. Wolałbym być też bardziej otwarty. Chcę, abyś spróbował czegoś więcej, choćby palcami, ot na początek, żeby zobaczyć, czy mi się spodoba… Mówiłeś, że zasługuję na przyjemność i naprawdę wierzę, że miałeś rację. Nie chcę, żeby te wszystkie… bzdury w mojej głowie mnie powstrzymywały. — Z trudem przełknął ślinę. — Jeżeli nie masz nic przeciwko, chciałbym spróbować dzisiaj.
Harry przysunął się bliżej.
— Jesteś naprawdę cudowny, wiesz? — zapytał, a następnie objął go w talii i przytulił. — Jesteś też bardzo odważny — dodał, a Draco przymknął powieki i położył dłonie na jego ramionach. — Obiecuję, że się o ciebie zatroszczę. Sprawię, że poczujesz się naprawdę dobrze — zapewnił go głosem, który był niczym balsam i mógł wyleczyć wszystkie bolączki świata. To sprawiało, że był wiarygodny.
— Wiem. — Choć nie do końca wyzbył się niepewności, zdołał przynajmniej odrobinę ukoić nerwy, dzięki czemu był teraz nawet trochę podekscytowany.
— Chcesz się napić, porozmawiać, zrelaksować? — Harry podszedł doń bliżej, jakby z zamiarem pocałowania go, ale zatrzymał się tuż przy jego wargach. Draco momentalnie poczuł się stęskniony.
— Nie. Chcę cię teraz. Zanim stracę całą odwagę.
To było bardziej niż oczywiste.
— W takim razie przejdźmy do sypialni.
Tam szybko się rozebrali. Zupełnie nie był zainteresowany powolną gierką i przez chwilę obawiał się, że Harry może zażartować z jego niecierpliwości. Szczęśliwie, nic podobnego nie miało miejsca, bo partner poszedł za jego przykładem.
Kiedy był już nagi, położył się na łóżku i wbił wzrok w sufit.
Będzie dobrze, przypomniał sobie. Nawet lepiej niż tylko dobrze. Będzie fenomenalnie.
Sprężyny łóżka zaskrzypiały, gdy Harry się nań wgramolił, a Draco uniósł głowę, aby mu się przyjrzeć.
— Nadal masz na sobie spodnie — zauważył.
— Yhym, pomyślałem, że może wolisz… w ten sposób; że może będzie ci wygodniej, jeżeli… — urwał i lekko się uśmiechnął. — Wygląda jednak na to, że pomyliłem się w ocenie sytuacji.
— Chcę widzieć cię całego. Zawsze.
Harry zerknął nań uważnie, a potem zeskoczył z łóżka i zsunął z siebie bieliznę. Draco nie spuszczał wzroku z wiszącego penisa, obserwując, jak zaczyna ożywać pod wpływem intensywnego spojrzenia.
— Jestem podniecony tym, że na mnie patrzysz. — Zaśmiał się brunet. — Co to oznacza?
— Że dobrze się dogadujemy?
— Tak. — Uśmiechnął się Harry i pocałował go na prawo od pępka. — Zdecydowanie tak. — Sięgnął do szuflady nocnej i coś wyciągnął. Potem rozłożył dłoń i pokazał Draco niewielką tubkę. — Mój ulubiony lubrykant — powiedział, gwoli wytłumaczenia. — Łatwo się rozgrzewa i pomaga się zrelaksować — dodał, a Malfoy skinął głową na znak zgody. — Najważniejsze, abyś się nie spinał. — Jego głos złagodniał i stał się bardziej melodyjny, zupełnie jakby próbował wprowadzić go w trans. Może tak właśnie było. Cokolwiek nie zaplanował, faktycznie działało. — Oddychaj głęboko. Pozwól, żeby twoje ciało zapadło się w łóżko.
— Robisz mi palcówkę, czy układasz mnie do snu? — zapytał z leniwym uśmieszkiem. Rzeczywiście czuł się dość zrelaksowany.
— Cokolwiek działa.
— Jeśli odpłynę, nie będę się mógł cieszyć tym, co zamierzasz.
— To prawda. — Harry również się uśmiechnął. — Zadbam, żeby było ci dobrze. — Nasmarowaną olejkiem dłonią złapał go za fiuta. Lubrykant w istocie był przyjemnie ciepły. Draco mruknął pod nosem i poruszył biodrami, zachęcając partnera do dalszego działania. — W porządku — kontynuował brunet łagodnym tonem. — Skup się na odczuwaniu. Ciesz się każdym dotykiem.
Było to łatwe zadanie. Zamknął oczy i odchylił głowę, poddając się pieszczącej mu fiuta dłoni. Z sekundy na sekundę stawał się coraz to twardszy, a wkrótce jego ciche westchnienia przerodziły się w jęki.
Usłyszał, jak Harry coś szepcze i doświadczył najdziwniejszego uczucia w swoim życiu — jakby wirującego mrowienia od środka. Aż krzyknął z zaskoczenia.
— Wszystko w porządku — powiedział Harry, a nasmarowany olejkiem palec zaczął okrążać wejście Draco. — Skup się na odczuwaniu. Nie myśl o niczym.
To było trudne, zwłaszcza mając wiedzę na temat tego, co zaraz nastąpi. Zgodnie z wcześniejszym poleceniem skupił się na miarowym oddychaniu i ruchach dłoni na swoim penisie, a następnie ponownie spróbował rozluźnić mięśnie. Palec krążył wokół jego odbytu, przyzwyczajając go do dotyku, a następnie wsunął się do środka. Draco momentalnie zesztywniał, ale Harry nie poprzestał na tym — wysunął go odrobinę, zatoczył małe kółeczko, a potem znów go wsunął, zdecydowanie głębiej.
— Najpierw mnie wypchnij, a potem wciągnij. — Usłyszał polecenie.
Z początku nie rozumiał, co właściwie ma uczynić, ale potem przemyślał komendę i spróbował swych sił. Napiął mięśnie dolnych partii, a wtedy palec wsunął się weń do połowy.
— Haa. — Wypuścił powietrze, które nie wiadomo kiedy wstrzymał.
— Wszystko dobrze. Naprawdę dobrze. — Uśmiechnął się zachęcająco Harry. — Jakie to uczucie?
Draco się zastanowił. Właściwie to czuł się, jak przewidywał, że będzie — jakby miał coś w tyłku. Nie było to nieprzyjemne, ale też nie sprawiało mu szczególnej przyjemności.
— W porządku.
— Mogę kontynuować?
— Tak, jasne.
Harry wsunął palec głębiej. W odpowiedzi Draco mimowolnie zacisnął mięśnie. Gdy uświadomił sobie, że nadal nic go nie bolało, troszkę się rozluźnił.
— Wspaniale ci idzie, naprawdę — wyszeptał brunet. — Użyję dziś tylko jednego palca, dobrze? Zaczniemy małymi kroczkami.
Malfoy uniósł powieki i zamrugał.
— Nie tak straszne, prawda?
— Co teraz? — zapytał.
— To. — Harry zaczął poruszać palcem do tyłu i do przodu, co rusz go zginając i prostując.
Szczerze mówiąc, Draco był zdezorientowany, bo nie czuł niczego specjalnego…
— Ach!
Co to było…? Miał wrażenie, że trzepnął go piorun — ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu.
— Właśnie tak — wyszeptał Harry, bardziej do siebie, niż do niego. Jeszcze raz poruszył palcem, a uczucie powróciło, tym razem silniejsze i dłużej trwające.
Draco krzyknął, nie mogąc uwierzyć, jak dobrze było być palcowanym. Nie pojmował, dlaczego tak długo żył w błogiej nieświadomości. Czemu mężczyźni odmawiają sobie równie wielkiej przyjemności?
— Harry! — stęknął przy trzecim naciśnięciu. — Jasna cholera!
— Dobrze ci, Draco? — zapytał zdyszany partner, brzmiąc na piekielnie podnieconego.
Oczywiście, że tak, chciał powiedzieć, ale zdołał wykrztusić tylko „Kurwa mać, tak!”.
— Mam więc kontynuować?
Doskonale wiedział, że Harry się z nim droczy, ale i tak otworzył oczy i spiorunował go wzrokiem.
— Nawet się, kurwa, nie waż przestać — warknął.
Mężczyzna się zaśmiał, a potem pochylił głowę i zaczął mu obciągać. Otoczony przez cudowną wilgoć i ciepło, Draco poddał się narastającej przyjemności, próbując się skupić na poruszającym się okrężnymi ruchami palcu.
Przed oczami raz za razem wybuchały mu fajerwerki, ale nie wiedział, z jakiego konkretnie powodu — czy były spowodowane fachową laską, czy może penetracją.
Z rozkoszy podwinął palce u stóp. Fale przyjemności co rusz go pochłaniały, oczy go piekły, przez co tracił na ostrości widzenia, a gardło otwarcie odmawiało mu posłuszeństwa, bo jedyne, co mógł z siebie wykrzesać, to nieskładne szlochy.
Właśnie wtedy Harry przyspieszył i zaczął go mocniej ssać. Wulkan, który urósł w piersi Draco, szykował się do erupcji — falująca, wrząca magma uderzała o powierzchnię, czekająca, aby… wybuchnąć.
— Harry! — Był świadomy, że bardziej wyje, aniżeli krzyczy, ale najzwyczajniej w świecie nie potrafił inaczej. Harry Potter był wszystkim, co słyszał, wszystkim, co widział i wszystkim, co czuł…
A czuł naprawdę wiele: intensywne, oślepiające białe ciepło, chwilowe zawieszenie się w powietrzu, a potem niesamowicie szybki upadek w dół, prosto w ramiona przyjaznego uwolnienia.
— O kurwa! — podsumował, nagle zatopiony w pościeli, lżejszy niż kiedykolwiek wcześniej. Miał wrażenie, że to, co nosił w sobie praktyczne od zawsze, co mocno ściskało mu gardło, wreszcie puściło, spadło z jego ramion, zniknęło w ciemności i zwróciło mu wolność. Zamrugał, uzmysłowiwszy sobie, że miał załzawione oczy.
Moment później poczuł ruch wokół siebie. Kołdra, na której leżał, została spod niego wyciągnięta, a następnie posłużyła za narzutkę. Częściowo przykryty, zarejestrował ciepło drugiego ciała przyciśniętego do jego boku.
Harry’ego.
Mężczyzna przyciągnął go siebie, pozwalając mu schować wilgotną twarz w zagłębieniu swojej szyi. Zrogowaciała dłoń w międzyczasie pocierała mu plecy.
— Czy warto było zaryzykować? — Usłyszał przy swoim uchu.
— Cholernie — odpowiedział i pocałował go w policzek.
Harry wzmocnił swój uścisk, a Draco westchnął i odpłynął.
*
Następnego ranka obudził z poczuciem, że coś jest nie w porządku. Wystarczyło jednak, aby obrócił głowę, a zorientował się w sytuacji.
Spał w nieswoim łóżku i miał towarzystwo.
Nie wrócił wczorajszego wieczoru do swoich komnat, jak powinien. Został, nawet się nad tym nie zastanawiając.
Wtem Harry się poruszył, a Draco automatycznie zamarł w bezruchu i czekał na dalszy rozwój wydarzeń.
Gdy mężczyzna otworzył oczy, obdarzył go cudowniejszym uśmiechem ze swojego repertuaru. Następnie jeszcze bardziej zmniejszył dzielącą ich odległość i pocałował go delikatnie w usta, ot na powitanie.
Draco odwzajemnił gest i pozwolił się przewrócić na plecy. Harry usiadł mu okrakiem na biodrach i pogłębił pocałunek. Rozumieli się bez słów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz