PRZYZWOITE WESELE, NIEPRZYZWOITY SEKRET [T] [Z]

HARRY POTTER

FANFICTION

[Pre–Harry Potter Times]


PRZYZWOITE WESELE, NIEPRZYZWOITY SEKRET

Przekład: Glenka, 2018

Korekta: Glenka, 2025

Oryginał: „A Proper Wedding, An Improper Secret” Tinylexie, 2018

Pairing: Lucjusz Malfoy/Narcyza Black

Rodzaj: Miniatura

Zgoda: Jest

Uwagi: Postacie mogą być nieco OOC, ale to dlatego, że są świeżo po ukończeniu szkoły. Lucjusz zakończył edukację rok temu, a Narcyza chwilę temu

Streszczenie: Lucjusz wreszcie może poślubić Narcyzę


Słowem wstępu: Jestem teraz w trakcie poprawiania moich starszych tłumaczeń i kiedy przyszła kolej na „Martwe Dzieci”, stwierdziłam, że po prostu nie — z wielu, wielu powodów. Do upublicznienia nadawał się tylko pierwszy tekst, dlatego też zdecydowałam się na korektę. Reszta serii nie będzie kontynuowana


Disclaimer: This story is based on characters and situations created and owned by JK Rowling, various publishers including but not limited to Bloomsbury Books, Scholastic Books and Raincoast Books, and Warner Bros., Inc.

No money is being made and no copyright or trademark infringement is intended.

Alternative Universe Story.


PRZYZWOITE WESELE, NIEPRZYZWOITY SEKRET


— Wyglądasz wspaniale, córko — powiedziała Druella Black do swojej najmłodszej latorośli.

Narcyza nie odpowiedziała, gdyż w głosie matki nie było ani krztyny prawdziwego uczucia czy emocji. Kobieta była jedynie zadowolona, że jej córka wypełni swój święty obowiązek i wyjdzie za mąż za czystokrwistego, szanowanego w społeczeństwie czarodzieja.

W tym momencie niemal zrozumiała, dlaczego Andromeda wybrała ucieczkę i ślub ze szlamą.

Co więcej, wciąż miała w pamięci wesele Bellatriks, ot ostatnie największe wydarzenie w arystokratycznych kręgach — z pozoru niezwykle doniosłe, a w rzeczywistości puste i nijakie. Od samego początku było jasne niczym słońce, że małżeństwo Belli i Rudolfa Lestrange’a będzie pozbawione miłości. Wiele ich łączyło, głównie przekonań i życiowych celów, ale nie nawiązali żadnej emocjonalnej więzi.

Narcyza nie chciała, żeby i jej małżeństwo wyglądało w taki właśnie sposób. Pragnęła kochać przyszłego męża i być kochaną. Całkiem prawdopodobne, że była równie beznadziejną romantyczką, co Andromeda, ale nie przejmowała się opinią innych. Oczywiście nikomu się nie zwierzała i trzymała język za zębami. Nikomu nie zdradziła swych brudnych, zdradzieckich myśli, a zwłaszcza matce.

Właśnie dlatego wspaniale się złożyło, że została obiecana Lucjuszowi Malfoyowi. Znali się od dziecka i na przestrzeni lat zdołali nawiązać silną więź emocjonalną. Prawdę powiedziawszy, Lucjusz był jedynym człowiekiem, który w pełni ją rozumiał i akceptował. Co więcej, sam niejednokrotnie pokazywał, że czuje się podobnie.

Gdyby została zmuszona do wyjścia za mąż za innego dobrze urodzonego czarodzieja, najprawdopodobniej zrobiłaby dokładnie to, co Andromeda. Nie miała przecież żadnej pewności, że zostanie wydana za Lucjusza. Było wszak wielu innych czystokrwistych i majętnych mężczyzn.

— Cieszę się, że suknia ślubna jednak pasuje — kontynuowała Druella. — Zmartwiłam się, gdy zaczęłaś przybierać na wadze.

— Nie przytyłam, matko — odpowiedziała ostro, nagle zmartwiona, że kobieta dokopała się do prawdy.

— Nie odzywaj się do mnie w ten sposób, Narcyzo — warknęła Druella. — Wiesz, że chcę dla ciebie jak najlepiej. Stracenie przez nadwagę tak doskonałej partii, jak Lucjusz Malfoy byłoby plamą na honorze i wielkim upokorzeniem.

— Akceptuje mnie taką, jaka jestem — argumentowała. — Uwierz, że o wiele bardziej zwraca uwagę na inteligencję, aniżeli wygląd. Docenia też fakt, że potrafię prowadzić z nim błyskotliwą konwersację.

— Nie bądź głupia, dziewczyno. Szanowani czystokrwiści mężczyźni nie dbają o podobne nonsensy. Zależy im na przyzwoitym i reprezentacyjnym wyglądzie żon oraz aby nie przynosiły im wstydu w oczach społeczeństwa.

Upewniwszy się, że matka jest skupiona na czymś innym, Narcyza przewróciła oczami. Druella zupełnie nie rozumiała Lucjusza i nie wiedziała, czego w rzeczywistości pragnie.

— Skończ wreszcie z tą butą w stosunku do matki — kontynuowała wywód Druella. — Najważniejsze, abyś nie spóźniła się na ślub i kazała przyszłemu mężowi czekać przed ołtarzem.

— W rzeczy samej — zgodziła się z uśmiechem na twarzy. To była najprawdopodobniej jedyna kwestia, w jakiej zgadzała się z rodzicielką. 

Narcyza nie pragnęła bowiem niczego innego, jak tylko zostać Lady Malfoy, oczywiście z zupełnie innych powodów, aniżeli jej matka. Pech chciał, żeby nie mogły dość do porozumienia.


— Lepiej mnie dzisiaj nie zawiedź — powiedział ostro Abraxas Malfoy. — Nie waż się nawet otwarcie pokazywać, jak bardzo będziesz znudzony. Żonę możesz ignorować dopiero po tym, jak urodzi ci dziedzica.

— Ma na imię Narcyza — odpowiedział równie ostro Lucjusz, chcąc zatuszować wytrącenie z równowagi, spowodowane ostatnim zdaniem ojca. — Czy naprawdę zabiłoby cię, gdybyś wypowiedział jej imię od czasu do czasu?

— Kogo ono obchodzi? Liczy się tylko to, że poczynając od dnia dzisiejszego, będzie nazywać się „Malfoy”. Reszta jest nieistotna. Dzięki tej kobiecie będziesz mógł kontynuować linię naszego rodu. Nie zapominaj o swoich powinnościach, Lucjuszu.

— Nie widzę w niej wyłącznie klaczy rozpłodowej — odburknął.

— Zatem jesteś głupcem, od zostania którym próbowałem cię uchronić. — odpowiedział bezlitośnie Abraxas. — Prawdziwi czystokrwiści nie bawią się w tak zwany romantyzm. Zaraz mi jeszcze powiesz, że się o nią troszczysz.

— Całkiem prawdopodobne — stwierdził z nutą satysfakcji.

Senior machnął ręką, jakby chciał wymierzyć mu policzka, ale opamiętał się w ostatniej chwili i powoli opuścił dłoń.

— Wspaniały wybór, ojcze — parsknął Lucjusz. — Nie chciałbyś przecież marnować czasu na ukrywanie kolejnego siniaka. Spóźnienie się na własny ślub również nie byłoby mile widziane, prawda? Zwłaszcza z tak błahego powodu.

— Po prostu postaraj się nie przynieść mi dzisiaj wstydu — podsumował nieczule Abraxas.

— To moje wesele, ojcze. Nie twoje — zauważył, po czym się uśmiechnął, widząc rozgniewaną minę ojca.

— To jeden z wielu dni, chłopcze. Radzę zważać na słowa — wycedził niebezpiecznie senior.

Przechodząc obok Abraxasa, Lucjusz nadal się uśmiechał.


Narcyza była niepewna.

Zaraz poślubi mężczyznę, którego darzy uczuciem.

Lucjusz wyglądał jeszcze bardziej dostojnie, niż zwykle i zdecydowanie coś mówił. Miał piękne, długie platynowe włosy oraz cudownie arystokratyczną twarz. Był charyzmatyczny i tryskał pewnością siebie. Posiadał też naturalną umiejętność kontrolowania całego pokoju. Wspaniale szare, intensywnie przenikliwe oczy miękły, ilekroć nań spoczęły.

Był kimś znacznie potężniejszym niż majestatyczną figurą wśród czarodziejskiej śmietanki towarzyskiej. Jego umysł nieustannie pracował, dając mu przewagę kilku kroków przed wszystkimi innymi.

Narcyza poddała się nerwom, które skutecznie stłumiły dotychczasowe motylki w brzuchu. Co było z nią nie w porządku? Nie denerwowała się przecież zawiązania węzła małżeńskiego z mężczyzną, którego szczerze kochała. Wiedziała, że będzie dobrze traktowana. Lucjusz darzył ją szacunkiem i był zbyt wielkim gentlemanem, żeby było inaczej.

Z więcej niż jednego powodu miała naprawdę wielkie szczęście, że została mu przyrzeczona. Chociaż nie mówiło się o tym głośno, było naprawdę wiele czystokrwistych kobiet, które poślubiły dobre partie, a potem nędzniały, ponieważ ich mężowie stracili nimi zainteresowanie bądź od samego początku małżeństwa nie były dobrze traktowane. Najgorsze, że nie mogły się sprzeciwić, czy nawet po cichu pożalić. Oczernianie męża jest niewłaściwe i źle świadczy o żonie. W taki właśnie sposób funkcjonuje czarodziejskie społeczeństwo — ważniejsze jest słowo czarodzieja, a nie czarownicy.

Lucjusz był inny. Zawsze uważnie słuchał jej opinii i pozwalał, aby podejmowała własne działania oraz kroczyła drogą, którą sobie obrała.

Szczerze mówiąc, była strasznie rozpieszczona.

Dlaczego więc była taka zdenerwowana? Czy to było normalne?


Lucjusz nie mógł powstrzymać wpływającego na twarz uśmiechu, gdy zobaczył wystrojoną Narcyzę. Jego narzeczona zawsze była piękna, ale dzisiaj wręcz promieniowała. Cudowna suknia wspaniale podkreślała idealne kształty i była kontrastem względem tego, co zazwyczaj nosiła. Już nigdy nie pokaże się publicznie w bezkształtnej, nijakiej sukni. Zawsze miała dobry gust, a teraz mogła osobiście wybierać sobie stroje.

Oczywiście, uroda była dlań zaledwie uroczym dodatkiem. Nie mógł być większym szczęściarzem — jej inteligencja i przebiegłość dorównywały jemu. Gdyby musiałby ożenić się z pustą, aczkolwiek piękną kobietą, szybko by się znudził.

Kątem oka zauważył, że Abraxas zmarszczył z naganą brwi. Och tak, zupełnie zapomniał — na ślubie należało zachować odpowiednią dla statusu społecznego powagę, a nie sprawiać wrażenie zadowolonego.

Nie mogąc się powstrzymać, rzucił ojcu mały uśmiech. Abraxas mógł gromić go sobie wzrokiem, gdyż ten dzień w pełni należał do pary młodej. Dla Lucjusza liczyła się tylko i wyłącznie przyszła żona.

Co do Narcyzy — nie mógł zobaczyć jej twarzy, gdyż była zakryta welonem. Mimo to nawet z tej odległości zauważył, że trochę się denerwowała. Momentalnie zalała go fala ulgi. Jak dotąd żył w przekonaniu, że tylko on zaczął się stresować. Czy to było normalne w dniu ślubu? Nie miał wszak żadnych powodów do niepokoju. Narcyza zawsze go traktowała, jakby był najwspanialszym mężczyzną na świecie, nawet jeżeli zachowywał się całkiem normalnie. Czemu więc poddawał się nerwom?

Nie, nie powinien się teraz rozpraszać, a wręcz przeciwnie — musiał skupić się na kobiecie swego życia. Narcyza była dlań najważniejsza i zdecydowanie nie chciał, aby się przy nim denerwowała, czy też, co gorsza, bała.

Uśmiechnął się szerzej. Łagodne, szczęśliwe oblicze z pewnością uspokoi narzeczoną. Dodatkowym plusem tej sytuacji były mocniej zmarszczone brwi Abraxasa.


Zobaczywszy uśmiech na twarzy narzeczonego, Narcyza się rozluźniła. Lucjusz zawsze wiedział, jak najlepiej ją pocieszyć bez użycia zbędnych słów.

Naturalnie, odwzajemniła gest, aczkolwiek pozostał on niewidoczny, gdyż twarz miała przesłoniętą welonem. Może to i lepiej, bo nie wszyscy by go aprobowali.

Z zadowoleniem odnotowała, że przyszły mąż zarejestrował tę zmianę i również przestał napinać mięśnie.

To była jedna z wielu rzeczy, która ich łączyła. Oboje na siebie oddziaływali.


Narcyza nie zwróciła uwagi na matkę, która przyglądała się szczęśliwemu spacerowi córki ze zmarszczonymi brwiami. Dzięki Merlinowi, że to wciąż wyglądało przynajmniej trochę dystyngowanie i wyrafinowanie…

Ojciec Narcyzy również nie był zadowolony z poczynań swojej najmłodszej córki. Czy zapomniała kim była? Zawiera dziś ważny układ, a nie sprzedaje swe serce. Nie powinna wyglądać jak panna młoda z niższych sfer. Tyle dobrego, że daleko jej było do wyglądu skończonego głupca. Mimo to…

Bellatriks było to obojętne. Jej młodsza siostra zawsze zachowywała się niczym naiwna trzpiotka, gdy w grę wchodził Lucjusz Malfoy. Wciąż była młoda, więc najprawdopodobniej myślała, że może od czasu do czasu zrobić głupotę. No cóż, przynajmniej szczerze wierzyła w czystość krwi i nie skończy jak Andromeda. Na wspomnienie zdradzieckiej siostry warknęła pod nosem i została zgromiona wzrokiem przez rodziców. Jak zazwyczaj ich zignorowała.

Na ślubie obecni byli też bracia Lestrange — Rudolf i Rabastan. Oni także mieli to gdzieś. Rudolf przyszedł na uroczystość przez wzgląd na swoją żonę, a Rabastan dzięki bratu. Od czystokrwistych wymagano obecności na podobnych wydarzeniach. Jakby nie patrzeć, wykonywali tylko swoje obowiązki.

W przeciwieństwie do wszystkich zgromadzonych Regulus cieszył się szczęściem kuzynki. Zarówno Narcyza, jak i Lucjusz byli dla niego niczym starsze rodzeństwo. Nie przejmował się też tym, że Syriusz „zachorował” z rana, przez co ojciec został z nim w domu. Rzucił dyskretne spojrzenie swojej matce i zauważył, że wręcz promieniała radością. Zawsze lubiła parę młodą — zapewne tylko przez wzgląd na to, że idealnie wpasowuje się w obraz czystokrwistych czarodziejów. Gdy Narcyza go mijała, posłała mu mały uśmiech — była na tyle blisko, że welon nie stanowił większej przeszkody. Regulus odwzajemnił gest.

Przyjaciółki Narcyzy — Flora, Georgina i Nicole'a — także wydawały się zadowolone. Wszystkie wiedziały, że najprawdopodobniej nie otrzymają ani krztyny ciepła od swoich przyszłych mężów (Notta, Crabbe'a, Goyle'a), ale chciały pokazać koleżance swoje wsparcie.


Narcyza w końcu dotarła do ołtarza i bez wahania złapała wyciągniętą dłoń Lucjusza. Stali tak blisko siebie, że welon nie stanowił żadnej przeszkody. Sekundę później wypowiedzieli słowa przysięgi małżeńskiej i w przeciwieństwie do większości czystokrwistych par, zamierzali się trzymać jej treści.

Najwyraźniej co poniektórzy zauważyli nacisk na „wieczne oddanie małżonkowi”, bo potrząsnęli w niedowierzaniu głowami. Miłość w aranżowanym małżeństwie była widziana jako szczyt głupoty, bowiem należało się skupić na ważniejszych kwestiach, zwłaszcza gdy w grę wchodziło tak szanowane nazwisko, jak Black czy Malfoy.

Oczywiście czasem zdarzają się wyjątki od reguły, gdyż kilku gości posłało im aprobujący uśmiech, pełen zrozumienia. Cóż poradzić, młodość kieruje się swoimi zasadami. Lucjusz i Narcyza jeszcze wiele się w życiu nauczą. Miłość jest zaledwie mrzonką, bajką, którą lubią się karmić mugole, szlamy i zdrajcy krwi.


Nie spieszył się, kiedy dostał pozwolenie na pocałowanie panny młodej. Oczywiście, zgodnie z przewidywaniami, pocałunek był zbyt powolny i zbyt chętny, żeby zostać uznanym za stosowny.

Lucjusz był świadomy wściekłości Abraxasa, który dałby popis swego lodowatego gniewu, gdyby wokół nich nie tłoczyli się goście. Nie mogąc się powstrzymać, zachichotał pod nosem, a Narcyza rzuciła mu pytające spojrzenie.

— Ojciec — wyszeptał.

— Założę się, że moi rodzice czują się dokładnie tak samo. — Uśmiechnęła się ze zrozumieniem.

Lucjusz odwzajemnił gest. To właśnie był jeden z powodów, dla których tak szanował Narcyzę — nie bała się być odważną, kiedy to naprawdę miało znaczenie.


Wesele trwało do późna i strasznie się dłużyło, przywodząc na myśl wieczność. Świeżo upieczone małżeństwo było szalenie zadowolone, kiedy wreszcie mogło zamknąć się w sypialni.

Od dzisiaj to jest mój dom, pomyślała Narcyza, czując nerwowe podekscytowanie.

— Cieszę się, że wesele wreszcie się skończyło — powiedział Lucjusz. — Byłem naprawdę zmęczony wymuszonymi konwenansami i przyjmowaniem nieszczerych życzeń.

— Ja także, aczkolwiek to przypomniało mi, dlaczego tak bardzo lubię spędzać czas w domu.

Lucjusz się zaśmiał.

— Jesteś cudowna — stwierdził. — Nie dałbym sobie bez ciebie rady. Bardzo doceniam, że nie chciałaś puścić mojej ręki.

— Wyłącznie dlatego, żebyś pamiętał, do kogo należą te dłonie — zachichotała żartobliwie.

— Nie mam z tym najmniejszego problemu. — Uśmiechnął się łagodnie. — Jestem cały twój — dodał, z miłością kładąc dłoń na brzuchu żony. — Jak z ekscytacją dzisiejszego dnia poradziło sobie nasze maleństwo? — zapytał z zatroskaną miną, ewidentnie zaciekawiony.

Narcyza uśmiechnęła się i nakryła dłoń męża swoją własną.

Och tak, ich dziecko, niepodważalny dowód miłości. Nieprzyzwoity sekret. Jakiż wybuchłby skandal, gdyby ktokolwiek ze śmietanki towarzyskiej dowiedział się, że mieli w drodze dziecko, a jeszcze nie byli małżeństwem.

Narcyza była bardzo szczęśliwa, że do rozwiązania jest jeszcze kilka miesięcy, a lekko odstający brzuch zauważyła tylko jej matka. Lucjusz stanął praktycznie na głowie, żeby przyspieszyć datę  ślubu. Skradali się wokół tego tematu na paluszkach, żeby przypadkiem nie wzbudzić czyichś podejrzeń. Jakby nie patrzeć, Lucjusz walczył dla Czarnego Pana, więc istniało prawdopodobieństwo (nie daj Merlinie!), że w pewnym momencie spotka go nieszczęście. To całkowicie zrozumiałe, że chciał spłodzić następną głowę rodu tak szybko, jak to tylko możliwe. Sprawa była wszak poważna, gdy chodziło o przedłużenie rodu…

Ich wysiłki i skrupulatne planowanie się opłaciły. Wszystko wyszło tak, jak powinno. Narcyza pochodzi z wielodzietnej rodziny, więc nie mieli żadnych wątpliwości, że szybko zajdzie w ciążę.

— Myślę, że nasze maleństwo jest równie szczęśliwe, co my. — Uśmiechnęła się z czułością.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz