Gość II

HARRY POTTER

FANFICTION

[Harry Potter Times]


[2] GOŚĆ

Przekład: Glenka, 2018

Korekta: Glenka, 2025

Oryginał: „The Guest” BummedOutWriter, 2018

Pairing: Harry Potter/Draco Malfoy

Rodzaj: Miniatura

Zgoda: Jest

Streszczenie: Draco się nudzi i postanawia zmienić zawód


Disclaimer: This story is based on characters and situations created and owned by JK Rowling, various publishers including but not limited to Bloomsbury Books, Scholastic Books and Raincoast Books, and Warner Bros., Inc.

No money is being made and no copyright or trademark infringement is intended.

Alternative Universe Story.


[2] GOŚĆ


— Ehm... to jest... — wydukał Draco, przeglądając wróżbę Daisy Dursley. — Przewidziałaś, że zostaniesz zjedzona przez pannę Nott przed końcem roku?

— Och — skomentowała Elara Nott, podczas gdy Dursley rzuciła jej zjadliwe spojrzenie.

Draco siłą woli powstrzymał się od całkowitej destrukcji wróżby dziewczynki. Wszystkie przepowiednie jego uczniów były wyssane z palca, ale nijak mógł ich obarczyć winą. Sam był jasnowidzem, ale podobnie jak uczniowie, nie mógł znaleźć przynajmniej odrobiny sensu w hogwardzkim programie nauczania wróżbiarstwa. Spoglądanie w przyszłość było rzadką umiejętnością, więc jakim prawem wymagano tego od wszystkich?

W wieku trzydziestu czterech lat Draco zmęczył się monotonią quidditcha i postanowił zostać nauczycielem. Zgłosił swoją kandydaturę na stanowisko przed wojną zajmowane przez Snape'a — a nawet był gotów zostać instruktorem quidditcha — ale McGonagall uznała, że nadaje się do czegoś znacznie bardziej wartościowego (dla niej) — i tak właśnie został profesorem wróżbiarstwa.

Ledwo wiedział, co on tutaj, do jasnej cholery, robił, więc całkiem szybko uznał, że nie będzie się zagłębiał w szczegóły. Jakby nie spojrzał w kubek herbaty, rozmoczone liście wciąż pozostawały liśćmi, a prognozę pogody mógł przewidzieć, patrząc na zbierające się na niebie chmury, a nie w kryształową kulę.

Mimo to próbował przekazać uczniom przynajmniej odrobinę wiedzy.

— Silne emocje mogą być katalizatorem dla wizji — stwierdził z przekąsem, mając wielką nadzieję, że zabrzmiał wystarczająco profesjonalnie. Nie zamierzał się przecież zwierzać.

Richard Wood uniósł dłoń.

— O jakich konkretnie emocjach mówimy?

— To nie twój cholerny interes! — warknął, a w sali zapadła cisza. Uczniowie gapili się na niego zszokowani. — Hm, miałem co innego na myśli... — Odchrząknął, aby rozładować powstałe napięcie. Chociaż pytanie było z pozoru niewinne, zbliżyło się do granicy jego spraw osobistych, których nie miał ochoty upubliczniać. — Wizje... mają różnorakie podłoże emocjonalne... — powiedział bezradnie, napinając mięśnie. — Czasami podyktowane są romantycznym uczuciami, a czasem czymś mniej skomplikowanym, aczkolwiek ich podłożem są zmienne stany emocjonalne. W rzadszych przypadkach są to hormony oraz czynniki środowiskowe w postaci ludzi i miejsc — w gruncie rzeczy wszystkiego, co ma dla nas znaczenie.

Uczniowie natychmiast zaczęli między sobą szeptać, jakby nie mogąc uwierzyć w tak istotną rolę emocji. Szczęśliwie, szybko się opanowali i przeszli do zadawania pytań.

Draco udzielił głosu uczennicy.

— Słucham.

— Dlaczego zrezygnował pan z Armat? — zapytała twardo Rose Weasley.

— Czy naprawdę jest pan mężem Harry'ego Pottera? — zapytał niepewnym głosem inny uczeń.

— Co robić, gdy gargulki pokazują swój tyłek?

— Lekcja się skończyła! — od razu im przerwał.

Uczniowie zamknęli usta.

— Panie profesorze! — Weasley znowu podniosła rękę. Wyglądała na oburzoną. — Zostało nam jeszcze czterdzieści minut zajęć...

— Koniec! — krzyknął, a dzieciaki potrzebowały tylko kilku sekund na przyswojenie informacji, po czym w pośpiechu zaczęły pakować swoje rzeczy i tłoczyć się ku wyjściu z sali — na niższy poziom zamku prowadziła drabina, dlatego też musiały schodzić pojedynczo. Niektórzy w panice pozsuwali się po szczebelkach, ale Draco był zbyt rozdrażniony, żeby się tym przejmować. Gdy ostatni uczeń opuścił klasę, zatrzasnął za nim klapę i przypadkowo skrzywdził palce Pranava Patila. Westchnąwszy ciężko, wrócił do biurka.

Nalał sobie herbaty i w okamgnieniu opróżnił całą filiżankę. Umyślnie zignorował przy tym pozostałe na dnie liście i fakt, iż przypominały kształtem fiuta. Z irytacją potarł skronie. Nauczanie tych bachorów to było nie lada wyzwaniem. Jak się okazało, nauczyciel wiódł ciężki żywot. Zacisnąwszy usta, postukał stopą w podłogę, a potem ponownie napełnił filiżankę. Mimowolnie omiótł wzrokiem gabinet i zatrzymał się na leżącej po prawej stronie kryształowej kuli. Spróbował się na niej skupić i przewidzieć, czy w ciągu pięciu dni straci serdeczny palec.

Znów westchnął.

Całkowita strata czasu. Wysiłki, których się podjął celem rozproszenia uwagi, tylko potęgowały zaniepokojenie. Od miesięcy nie widział męża na oczy, a teraz miał zawitać do Hogwartu i wygłosić gościnny wykład na zajęciach obrony przed czarną magią siódmego rocznika.

Gdy zadzwonił dzwonek, uniósł głowę znad kryształowej kuli, opróżnił trzecią filiżankę herbaty i ze spokojem wstał. Na koniec wygładził szaty.

Siedząca w Wielkiej Sali Rita Skeeter wpatrywała się w niego z zachwytem, jakby miała zamiar wciągnąć go w jakąś cholernie pouczającą rozmowę, którą potem odpowiednio zredaguje i opublikuje w jednym ze swoich pamiętników. Nauczycielem historii magii został profesor Bint, niedługo po tym, jak Binns dzięki uprzejmości subtelnych krukonów wreszcie uzmysłowił sobie, że od dawna nie żyje. Duch, który dotąd nauczał w Hogwarcie, odszedł do lepszego świata w iście oszałamiająco majestatyczny sposób — zaczął migotać, potem wspaniale błyszczeć, aż wreszcie zniknął. W dzisiejszych czasach na zajęciach historii magii uczniowie poznawali szczegóły eskapad pani Minister Magii H. Granger–Weasley, jej przelotne romanse z wampirami oraz mało znaną karierę Toma Riddle'a jako tancerza liturgicznego.

Draco usiadł na swoim zwyczajowym miejscu, raczej w ponurym nastroju, wciąż nigdzie nie widząc Harry'ego. Uczniowie wtłaczali się do Wielkiej Sali, gdzie część już była pochłonięta jedzeniem posiłku. Nowy duch Hufflepuffu — Fenrir Greyback — groźnie warczał na co poniektórych. Próbował też zmiażdżyć jednego ze swoich pierwszorocznych, ale ten tylko wzdrygnął się i odsunął.

Naprzeciw niego siedział instruktor quidditcha, Aidan Lynch. Draco nie wiedział, jakim cudem zdobył tę fuchę, ponieważ miał niemały problem z oczami, ponieważ mrugał bardzo powoli i to jeszcze tylko jednym okiem na raz. Obecnie próbował nabić ziemniaka widelcem, ale spudłował, minąwszy go zaledwie o kilka cali. Zniesmaczony, blondyn się wzdrygnął i odwrócił wzrok.

Flitwick był już sędziwym czarodziejem, ale tak energicznym, że sprawiał wrażenie czyjejś marionetki. Westchnąwszy pod nosem, Draco przestał się nim interesować, bo wiedział, że przyłapawszy go na gapieniu się, profesor zaklęć szybko wciągnie go do rozmowy i zacznie wymachiwać swoimi małymi rączkami.

Właśnie wtedy oczy Draco zamigotały.

— Tęskniłem za tobą. — Uśmiechnął się Harry i złapał go pod stołem za rękę.

Zamrugawszy, zerknął na podwójne wrota, które po sekundzie się otworzyły i do Wielkiej Sali — w końcu — wszedł Harry.

Uczniowie natychmiast skoczyli na równe nogi i wyciągnęli szyje, chcąc przez chwilę popodziwiać tego słynnego aurora z blizną na czole. Wszyscy szeptali z podekscytowaniem.

Mężczyzna przebiegł wzrokiem po siedzących przy stole uczniach, a potem zmarszczył z rozczarowaniem brwi. Gdy zerknął na stół nauczycielski, szybko się rozpogodził. Przyspieszył kroku i spróbował przecisnąć się pomiędzy innymi wykładowcami, wymieniając pospieszne pozdrowienia i uściski ręki.

— Pani prof... Minerwo. Miło mi cię znowu widzieć — powiedział naprędce, obejmując jej dłoń oburącz. Uśmiechnął się niezręcznie i rzucił jej znaczące spojrzenie.

Wreszcie dotarł do pustego miejsca obok Draco. Zazwyczaj to krzesło było zarezerwowane dla Goyle’a, ale ten na szczęście był świadomy wagi dzisiejszego dnia i wiedział, że lepiej będzie, jeżeli zje ten obiad w schowku na miotły na czwartym piętrze.

Czarodziej usiadł z cichym westchnieniem.

— Tęskniłem za tobą. — Uśmiechnął się Harry i złapał go pod stołem za rękę. Chwilę później pochylił się i złożył na ustach męża niechlujny pocałunek, zupełnie ignorując sapnięcia wszystkich dookoła. Młode dziewczęta zaczęły się wiercić na krzesłach, nagle zainteresowane przedstawieniem, chłopcy otwarcie się gapili, zaś McGonagall chrząknęła nań agresywnie.

Gdy się od siebie odsunęli, brunet sprawiał wrażenie szczerze rozbawionego, podczas gdy blondyn przywdział na twarz neutralną maskę.

— Gdzie są dzieci?

— Kogo to obchodzi?

— Draco! — Usłyszał.

Mężczyzna westchnął.

— Naprawdę? W szkole nie jesteśmy rodzicami, a nauczycielami. Myśmy nie mieli żadnych opiekunek. Masz w ogóle pojęcie, jakie byłoby to problematyczne?

Harry się skrzywił i Draco z ukłuciem żalu zrozumiał, że najwidoczniej nie potrafił przejrzeć na oczy.

— Czyli po prostu ich ignorujesz? — zapytał delikatnie brunet.

— Zazwyczaj tak — odpowiedział bezwstydnie. Harry rzucił mu paskudne spojrzenie, więc postanowił zmienić temat. — Jak tam Syriusz? — zapytał (jak mu się wydawało) nonszalancko.

— Dobrze, przesyła pozdrowienia — burknął mąż, posyłając mu pełne hipokryzji spojrzenie.

Draco mruknął coś pod nosem i wrócił do jedzenia. Starał się nie wyglądać na bardzo rozczarowanego. Sprowadzenie do Hogwartu dzieci poniżej jedenastego roku życia było wbrew polityce szkoły, gdyż uznano to za zbyt niebezpieczne. Co za bzdury.

Uśmiechnąwszy się lekko, Harry sięgnął do kieszeni szaty i wyjął mugolskie urządzenie komunikacyjne.

— Mam dla ciebie wiadomość. Rzuciłem na to kilka zmyślnych zaklęć, więc powinno działać przez jakąś chwilę — stwierdził, klikając jeden z guzików. Gdy przekazał urządzenie Draco, ten przyjął je z pewną dozą ostrożności.

Na małym ekranie zobaczył Syriusza — choć w rzeczywistości to nie był on. Harry nazwał to coś „nagraniem”.

— Cześć, ojcze — wymamrotał siedmiolatek. Przedziałek miał idealnie pośrodku głowy, przez co włosy rozchodziły mu się na dwie strony. — Tęsknię za tobą. — Chłopiec przygryzł wargę, wyglądając na zawstydzonego. Spuścił wzrok i zaczął się wiercić na swoim miejscu. — Hm, nie musisz się martwić, bo jest całkiem spoko. Tata mnie karmi i w ogóle. I, eee… dużo się uczę. Matematyki i innych podobnych. Takich tam. Tak czy inaczej, mam nadzieję, że Teddy nie sprawia ci wielu kłopotów. Molly też. Jestem ci bardzo wdzięczny za ten zestaw szachów, który mi niedawno przysłałeś. Wieże są całkiem...

Draco wydał z siebie przesadne ziewnięcie.

— Serio? — zapytał z niedowierzaniem Harry.

W odpowiedzi uśmiechnął się ponuro.

— Niemal zapomniałem, jaki potrafi być drobiazgowy.

— Och, teraz trochę psoci.

Draco uniósł brwi.

— No poważnie. Jednej nocy włożył ręczniki do szuflady ze sztućcami, a potem sztućce do szafki w łazience. Mógłbym przysiąc, że zrobił to celowo. Uważniej go pilnuję.

Blondyn ponownie skupił się na nagraniu.

— Naciśnij „off”, żeby obejrzeć następne. — dodał Harry, biorąc do ręki bułkę.

— Jeżeli chcesz zobaczyć Teddy’ego, sprawdź potem korytarz na trzecim piętrze. Molly uwielbia wpychać go tam do wnęki.

Mąż ponownie wziął go za rękę.

— Do zobaczenia dziś wieczorem — mruknął, uśmiechając się zmysłowo.

Draco momentalnie spuścił wzrok na telefon komórkowy. Jedno spojrzenie wystarczyło, żeby się gwałtownie zaczerwienił.

Harry, strasznie z siebie zadowolony, po prostu wstał i wyszedł z Wielkiej Sali.


— To właśnie jest malutki buchorożec — powiedział Bill Weasley, wskazując na różowoskórego, przypominającego skrzyżowaną świnię i chomika, nosorożca, który przypałętał się w okolice chaty.

Klasa będąca na zajęciach opieki nad magicznymi stworzeniami przyglądała się uważnie. Krukoni zaciekle robili notatki, zaś puchoni trzęśli się ze strachu.

Teddy ziewnął.

— W niektórych kulturach ich mięso jest uważane za największy przysmak… — Bill zamilkł. Jego spojrzenie straciło na ostrości, zaś usta otworzyły się szerzej, ukazawszy kły. Nieświadomie oblizał wargi i zaczął się ślinić. — Jest tłuściutkie i soczyste… Jędrne…

Zgromadzeni w pobliżu uczniowie zaczęli między sobą szeptać, bo po co komu szczegółowy opis smaku buchorożca. Widząc tę scenę, Harry uśmiechnął się z zakłopotaniem.

— Przepraszam, Bill — przerwał nauczycielowi, obejmując ramieniem Teddy'ego. Poczochrał czuprynę nastolatka, a granatowe kosmyki natychmiast zmieniły kolor na czarne. To niesamowicie urocze, jak włosy chłopca reagowały na jego emocje.

William zamrugał, wyrwany z głębokiej zadumy.

— Och, żaden problem, Harry. Dobrze cię widzieć. Klaso, to Harry Potter.

Uczniowie zaczęli szeptać z większym podekscytowaniem. Oderwawszy wzrok od buchorożca, w pełni skoncentrowali się na słynnym aurorze.

— Harry ma duże doświadczenie z magicznymi stworzeniami, prawda? — zagaił profesor.

— Ehm, chyba tak — odpowiedział nieśmiało. — Zwłaszcza z testralami i hipogryfami...

— Czy to prawda, że umie pan rozmawiać z wężami? — zapytał odważnie jeden z krukonów.

Harry skinął głową.

— Słyszałem, że ma pan też doświadczenie w oswajaniu smoków.

— Można tak powiedzieć. Wybaczcie, naprawdę nie zamierzałem wam przeszkadzać w lekcji. Chciałem tylko zobaczyć się z synem, zanim znowu będę musiał lecieć — wyjaśnił, klepiąc Teddy'ego po plecach.

— Jesteś synem Harry'ego Pottera?! — wykrzyknął zaskoczony bliżej niezidentyfikowany puchon.

Mężczyzna zamrugał.

To miała być tajemnica?

Teddy poróżowiał. Szczerze mówiąc, jeszcze nigdy nie miał tak wściekle różowych włosów. Całkiem prawdopodobne, że zaczął się po prostu kamuflować, upodabniając do buchorożca, którego dzisiaj omawiali na zajęciach. W normalnych okolicznościach Harry byłby tym zaniepokojony, ale wiedział, że chłopiec jest metamorfomagiem.

Teddy pospiesznie odskoczył w bok i, bez krztyny gracji, potknął się o własne stopy i runął na trawę jaki długi. Ojciec wypuścił ze świstem powietrze i subtelnie się wycofał. Najwyraźniej niewiele się zmieniło…

Gdy tylko zrobił trochę miejsca, nastolatek został otoczony przez grupę przyjaciół.

Zanim Harry się ewakuował, rzucił ostatnie spojrzenie na syna. Chłopiec znalazł się w potrzasku i najprawdopodobniej został trochę podeptany przez nagle nim zainteresowany szósty rocznik.


Wieczorem przyszedł do kwater przydzielonych Draco.

Mówiłem ci.

— Nie wiedziałem, że to tajemnica — odpowiedział, wciąż nieco zaniepokojony faktem, że Teddy sprytnie zatuszował wszelkie koligacje rodzinne. Mąż tylko przewrócił oczami. — I nadal nie udało mi się złapać Molly — dodał, coraz to bardziej zmartwiony.

— Nie mam żadnych wątpliwości, że się przed tobą ukrywa.

Harry spojrzał na niego gniewnie.

— Jak możesz być taki nonszalancki?

— Przepraszam. — Draco westchnął i oparł się plecami o biurko. — W rzeczywistości ciągle są blisko mnie. — Zamilkł, usłyszawszy ciche pukanie do drzwi. — O właśnie. O wilku mowa.

Kiedy otworzył, Harry akurat ściągał buty. Zanim został zaatakowany, zarejestrował tylko jakąś jasną rozmazaną smugę światła i rozradowany wrzask „Tato!”. Upadł na podłogę i jęknął, gdy córka na niego skoczyła i natychmiast się przytuliła.

— Molly — sapnął i kątem oka zauważył, że Draco stoi przy drzwiach z niewielkim uśmiechem na twarzy.

Dziewczynka trochę się odsunęła. W szmaragdowych oczach błyszczała radosna złośliwość, a kolanem tratowała mu lewą nerkę.

Warto było pocierpieć.

— Tęskniłam za tobą! — Uśmiechnęła się i poprawiła okulary.

Harry usiadł.

— Też się strasznie stęskniłem — powiedział i wziął córkę w ramiona. Uwielbiał się ściskać na niedźwiadka.

— Jak tam Syriusz? — zapytała.

— Aż do bólu poprawny — odparł z uśmiechem. — Pozwól mi się obejrzeć. — Wstał i przytrzymał dziewczynkę na wyciągnięcie ręki.

W wieku trzynastu lat nadal była mała i rozczochrana. Miała długie włosy, a kilka skołtunionych pasemek ładnie okalało jej twarz. Wciąż nosiła okrągłe okulary, a jej ślizgoński krawat był krzywo i niedbale zawiązany. Nawet wymiętoszona na wszystkie strony, wciąż była zaskakująco śliczną panną.

— Wciąż prześladujesz starszego brata? — zażartował.

— Och, tato! — Molly uderzyła go figlarnie, a mimo to sapnął z bólu. Zatoczył się i przycisnął dłoń do obolałego boku. — Dobrze wiesz, że to Teddy zawsze zaczyna!

Jeśli miał być szczery, to w życiu nie widział, aby syn pierwszy wszczynał burdę.

— Słyszałem coś innego.

Molly obróciła się z prędkością światła i rzuciła Draco podejrzliwe spojrzenie. Ten uniósł ręce w geście absolutnej niewinności i kapitulacji.

— Jak twoje stopnie? — zagaił brunet.

Córka zrobiła markotną minę.

— Teddy'ego też pytałeś o oceny?

— Oczywiście — skłamał. Odkąd pamiętał, Teddy zawsze był najlepszym uczniem w swojej klasie.

Molly skrzyżowała ramiona.

— Lubię obronę.

— To jej najlepszy przedmiot — zapewnił go mąż. — W eliksirach również radzi sobie świetnie.

Harry prawie pękł z dumy.

— Nie ma też za grosz cierpliwości do wróżbiarstwa. Gdy trzeba będzie wybierać dodatkowe przedmioty, zapisz się na numerologię — kontynuował Draco, wymieniając szybkie spojrzenie z Harrym.

— To nie ma sensu! — jęknęła ślizgonka.

— I musisz się bardziej postarać na mugoloznawstwie — dodał blondyn.

Harry prychnął. O ironio.

— Kiedy znów cię zobaczę? — Molly z powrotem skupiła się na Harrym.

— Na Boże Narodzenie. Tak sądzę.

Córka wzmocniła swój uścisk, przez co prawie pokruszyła mu żebra. Mimowolnie się skrzywił. Nie wiedział, skąd wytrzasnęła tyle siły, ale ta „gwałtowność” w wyrażaniu uczuć była po prostu przerażająca.

— Jest prawie cisza nocna, Molly — przypomniał dziewczynce Draco.

— Nieee! — jęknęła w proteście, zgniatając Harry'ego jeszcze mocniej.

— Mówię poważnie — warknął ostrzej nauczyciel, udowadniając, że naprawdę nie żartuje.

Trzynastolatka sapnęła i zakopała twarz w szatach taty, zupełnie jakby chciała przejąć jego ciało, duszę i młodość. Gdy się wreszcie odsunęła, wyglądała na przygnębioną.

— Pa, tato — burknęła pod nosem.

— Zobaczymy się wkrótce — obiecał Harry, głaszcząc córkę po włosach.

Ślizgonka przygryzła wargę, ale posłusznie odwróciła się w stronę drzwi. Całkowicie zignorowała przy tym patrzącego nań uważnie Draco. Wychodząc, z zupełnie niepotrzebną siłą zatrzasnęła za sobą wrota.

Blondyn oparł się o przeciwległą ścianę, skrzyżował ramiona i uśmiechnął się leniwie.

— Jest dobrą aktorką.

— Ciekawe, po kim odziedziczyła ten talent.

Draco przewrócił oczami.

— Zaraz przyjdzie moja kolej, żeby za tobą zatęsknić — zauważył.

Brunet zwilżył wargi.

— Naturalna kolej rzeczy — odpowiedział z ciemniejącymi oczami. — Niemniej jednak mamy czas do rana.

— Więc lepiej dobrze go wykorzystaj.

Zadrżawszy, Harry wypuścił wstrzymywany oddech i przyjrzał się mężowi. Podszedł doń zdecydowanym krokiem i położył jego ręce na swoim tyłku. Draco prychnął, ale ścisnął jędrne pośladki i przysunął się bliżej. Dopiero wtedy Harry przycisnął go do ściany, włożył kolano między nogi i mocno go pocałował.

Zanim się zorientował, mąż dobył różdżki i zgasił światło.

Nox.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz