— Węże wcale nie są złe. — Tom, prefekt naczelny, spojrzał chłodno na Hermionę. — Wystarczy prześledzić bieg historii. Symbolem Asklepiosa, greckiego boga sztuki lekarskiej, jest wąż owinięty wokół drewnianej laski. Prawdę powiedziawszy, gady straciły na reputacji dopiero wtedy, gdy chrześcijaństwo uznało je za źródło wszelkiego grzechu. Inne religie podchodzą do sprawy inaczej. W buddyzmie jest rozpowszechnione przekonanie, że Mucalinda, tak zwany naga, ochronił samego Buddę podczas medytacji. W nordyckiej mitologii z kolei Jormungand, gigantyczny wąż, opasa Midgard, trzymając go w kupie. Musisz przyznać, że to całkiem pozytywne podejście do tematu…
Uniosła rękę, aby go uciszyć.
— Wiesz, że nie mam nic przeciwko gadom, Riddle — powiedziała. — Oczywiście, tym przynależącym do świata zwierząt — dodała ze złośliwym błyskiem w oku.
— Mimo to kojarzysz je ze złem — podsumował, przybrawszy gniewną minę. — Nie każdy czarodziej, który zapała do nich sympatią, jest mroczny.
— W porządku, zobaczmy. — Uniosła brew, zignorowawszy promieniujący od chłopaka chłód. — Czemu żywię przekonanie, że węże są znakiem czarnoksiężników? Cóż, wszystko zaczęło się na moim drugim roku, kiedy to prawie zostałam zabita przez bazyliszka. — Uśmiechnęła się beznamiętnie. — Jak się z pewnością domyślasz, był posłuszny mrocznemu czarodziejowi, który miał również jadowitą kobrę, lubującą się w ludzkim mięsie. Jakbyś nie zauważył, Salazar Slytherin i Herpon Podły również udomowili sobie bazyliszka. Obaj byli czarnoksiężnikami. Animagiczną postacią Morgany Le Fay była żmija, a ona sama parała się mrocznymi sztukami. Merwyn Złośliwy zajmował się hodowlą czarnym mamb i, naturalnie, maczał palce w czarnej magii — wytłumaczyła z udawaną niewinnością w głosie, a następnie leniwie odchyliła się na kanapie. Czerpała naprawdę ogromną przyjemność z irytowania Toma. — Jak sam widzisz, wcale nie jestem uprzedzona. Węże są z automatu przypisane czarodziejom z ciągotami ku ciemności. Oczywiście, w tym całym szaleństwie są tylko niewinnymi ofiarami, niemniej jednak nadal są symbolem czarnoksiężników. — Uśmiechnęła się triumfująco, a potem odwróciła wzrok od Riddle’a i ponownie pochyliła się nad wypracowaniem z numerologii. — Ta dyskusja raczej dobiegła końca, prawda? — zapytała, wziąwszy do ręki pióro.
Usłyszawszy pukanie, ziewnęła głośno, zwlokła się z łóżka i stanęła bosymi stopami na podłodze. Chłód sprawił, że się zatrzęsła, zwłaszcza że miała na sobie skąpą piżamę. Z cichym westchnieniem przetarła zmęczone oczy i otworzyła drzwi. Aż uniosła ze zdziwienia brwi, gdy zobaczyła stojącego w progu Toma.
— Co…? — mruknęła i sprawdziła zegarek. — Zdajesz sobie sprawę, że jest naprawdę późna godzina? — zapytała, ale nie doczekała się odpowiedzi. Chłopak wyciągnął doń rękę, w której trzymał pudełko owinięte w zielony papier ozdobny. Szczerze zdezorientowana, przyjęła pakunek. — Co mi przyniosłeś?
— Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin. — Uśmiechnął się czarująco, czym sprawił, że zmiękły jej kolana. Wielka szkoda, że przez większość czasu tego typu gesty, były równie urocze, co fałszywe.
Z trudem zwalczyła rumieńce.
— Nie mam dziś urodzin — powiedziała.
Tom wzruszył niedbale ramionami.
— W takim razie to prezent bez żadnej specjalnej okazji.
Hermiona rzuciła mu podejrzliwe spojrzenie, a potem otworzyła pudełeczko. Gdy zdjęła wieko, sapnęła z wrażenia. Na dnie leżał maleńki, limonowy wąż zwinięty w kłębek. Szczerze mówiąc, wyglądał całkiem uroczo.
Zamrugała, trochę zdezorientowana.
— Co…? Czemu kupiłeś mi węża…?
— Stałaś się dumną posiadaczką węża, a nie jesteś mroczną czarownicą. — Uśmiechnął się triumfalnie. — Właśnie obaliłem twoją teorię dotyczącą chowańców — dodał protekcjonalnie.
Sprawiał wrażenie cholernie z siebie zadowolonego, dlatego też zmarszczyła brwi i jeszcze raz przyjrzała się leżącemu w pudełku gadowi. Wyglądał słodko, prawda? Mimowolnie się uśmiechnęła. Kiedy uniosła wzrok, zauważyła, że nań patrzył z iskierką w oku. Zrobiła krok naprzód i z przyjemnością zaciągnęła się znajomym zapachem. Stanąwszy na palcach, delikatnie pocałowała go w policzek. Gdy się odsunęła, zarejestrowała, iż starł z twarzy samozadowolenie na rzecz lekkich rumieńców.
— Dziękuję — powiedziała z miłością.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz