Była północ, a Draco siedział na kanapie w swoich kwaterach, popijając ognistą whisky Ogdena tak powoli, jak mógł, w oczekiwaniu na ryknięcie papierowego smoka na stoliku kawowym.
Około 20:30 Harry wysłał mu niepokojącą wiadomość, a potem zamilkł. „Mam małe zamieszanie związane z uczniem. Całkiem możliwe, że się dziś spóźnię”, brzmiała.
Odpowiedział, że rozumie i poprosił, aby dał mu znać, kiedy będzie znów dostępny.
To było ponad trzy godziny temu.
Wstał, aby nalać sobie więcej ognistej.
Wiedział, że nie był zwodzony, bo Harry jest człowiekiem z zasadami. Nie miał żadnych wątpliwości, że naprawdę coś się wydarzyło (najprawdopodobniej zawinił jeden z gryfonów) i, będąc opiekunem domu, musiał wyjaśnić sytuację, może nawet angażując w nią dyrektorkę.
Wiedział też, że najlepiej zrobi, jeżeli w międzyczasie zajmie się ocenianiem prac, czytaniem czegoś przyjemnego lub po prostu czymkolwiek innym, aniżeli siedzeniem na dupie nad papierowym smokiem i czekaniem na wiadomość, ale najzwyczajniej w świecie nie mógł się powstrzymać.
Żałosne, podsumował swoje zachowanie, popijając alkohol. Żałosne i głupie.
Mimo to wciąż siedział na kanapie i się gapił na origami.
Odkąd wrócili do Hogwartu i rozpoczęli nowy semestr, sprawy się nieco skomplikowały. Z początku cieszyli się dwoma tygodniami spokojnego szkolnego tempa, kiedy to mogli się regularnie spotykać. Wciąż było to zupełnie inne, aniżeli mieszkanie razem na Grimmauld Place, gdzie spali w jednym łóżku, czasem nawet nie uprawiając seksu, tylko rozmawiając lub śpiąc obok siebie.
Teraz znów musieli koordynować swe harmonogramy zajęć i skradać się po Hogwarcie nocą. Z jakiegoś niewytłumaczalnego powodu było to bardziej stresujące i mniej przyjemne niż zapamiętał z poprzedniego semestru. Część z niego pragnęła, aby upublicznili swój związek, aby nie musieć zajmować się potencjalnym przyłapaniem na gorącym uczynku.
Harry czuł to samo. Zaledwie kilka dni temu Draco obudził go, kiedy wstawał z łóżka, jeszcze zanim wzeszło słońce, przez co usłyszał niezłą wiązankę, ewidentnie spowodowaną wstaniem lewą nogą i złym humorem.
— Jeżeli mam zostać na noc, to muszę wyjść wcześnie, żeby nikt się nie dowiedział — powtórzył mu po raz kolejny z niebywałą wręcz cierpliwością. — Dobrze o tym wiesz.
— Och, niech wiedzą — burknął w odpowiedzi brunet. — Szczerze mówiąc, kogo to obchodzi?
— Mnie — odpowiedział ostrzejszym tonem. — I ciebie też. Sam niejednokrotnie to podkreślałeś. Umawialiśmy się na otwarty, dyskretny związek.
Harry milczał, kiedy Draco się ubierał. W pewnym momencie przymknął powieki, czując się diablo winnym bycia opryskliwym. W rzeczywistości był po prostu zmęczony i w nie najlepszym nastroju z powodu konieczności zwleczenia się z łóżka o nieludzkiej godzinie, ale to nie było dobre usprawiedliwienie. Podszedł więc do mężczyzny i przysiadł na posłaniu.
— Przepraszam — powiedział miękko, kładąc trochę uspokojonemu partnerowi dłoń na szyi. — Wiem, że to nie najlepsze rozwiązanie dla nas, ale nie jestem gotowy na ujawnienie swej biseksualności. Nie chcę, żeby ludzie o mnie wiedzieli.
— Masz na myśli „o nas” — poprawił go Harrym, skierowawszy jego dłoń niżej — ostatecznie spoczęła na nagiej klatce piersiowej, tuż nad sercem.
Z trudem przełknął ślinę, ponieważ kochanek najprawdopodobniej nie zdawał sobie sprawy, jak intymny gest wykonał. Oczywiście, nie zamierzał go uświadamiać, bo facet miał czasem tendencję do traktowania niektórych spraw bardzo zażyle — aż zbyt często wypowiadał słowa lub robił rzeczy, które słyszeli i czuli jego byli i obecni kochankowie; nie zastanawiał się nad tym nawet dwa razy, bo przychodziło mu to naturalnie. Sęk w tym, że dla Draco miało to większe znaczenie i musiał sobie przypominać, na czym właściwie stoją, aby nie dać się ponieść emocjom.
— O niczym, będąc dokładnym — odpowiedział wymijająco. — Nie chcę być dłużej uzależniony od życzeń moich rodziców, ale jeżeli podam do wiadomości publicznej, że lubię również mężczyzn, będę musiał zmierzyć się z wieloma konsekwencjami. Gdy czarodziejski świat się dowie, nasza sytuacja w Hogwarcie również ulegnie zmianie i może stać się dla nas o wiele trudniejsza. Po prostu… nie możemy pozwolić sobie na otwartość. To nie jest odpowiedni moment.
— Wiem. — Harry westchnął i wziął go za rękę. — Wiem o tym.
— Jeszcze raz przepraszam — powtórzył, pochylił się i delikatnie go pocałował.
— W porządku. Jak przypuszczam, latem znów będzie nam łatwiej.
Draco musiał ukryć zdziwienie. Harry naprawdę spodziewał się, że ten układ będzie obowiązywał do następnych wakacji? Nie, żeby miał zamiar narzekać, oczywiście. Był po prostu pewien, że partner zerwie z nim na długo przed końcem roku szkolnego albo że obaj dojdą do wniosku, że wystarczy tych lekcji. Jakby nie patrzeć, Harry z pewnością wyczekuje randek ze swoimi kochankami, zwłaszcza że dotąd on monopolizował mu czas. Draco zaś zamierzał w pełni wykorzystać wszystko, czego się nauczył z innymi mężczyznami.
Nawet wtedy możemy sporadycznie ze sobą sypiać, podsumował.
— Raczej — powiedział, co uznał za stosowną dozę niezobowiązującej odpowiedzi. Nie zamierzał robić sobie nadziei ani niczego oczekiwać. Jakby nie patrzeć, nie o to chodziło w umowie.
Obecnie zaś patrzył w papierowego smoka, nade wszystko pragnąc, aby rozłożył skrzydła i zaryczał, wracając wspomnieniami do uczucia bicia serca Harry’ego pod dłonią. Siedział wówczas razem z nim na łóżku i wiedział, że powinien wymknąć się do swoich komnat, ale coś go powstrzymywało — ot bliżej niezidentyfikowany błysk w zielonych oczach, unieruchamiający go na dłuższą chwilę.
Czy nasz związek wymyka się spod kontroli?, zapytał sam siebie, nadal koczując na kanapie w salonie. Właśnie minęła północ, a poniedziałkowa noc zamieniła się we wtorkowy poranek. Szczerze mówiąc, powinien iść spać, ale najzwyczajniej w świecie nie mógł zamknąć oczu. W sercu wciąż tliła mu się nadzieja.
Wtem smok rzeczywiście zaryczał.
Z gulą w gardle stuknął weń różdżką i pochylił się nad pergaminem, aby odczytać wiadomość.
Bardzo mi przykro. Spotkanie trwało dłużej, niż się spodziewałem i jestem kompletnie wykończony. Najlepiej zrobimy, jeżeli przełożymy nasze plany na inny wieczór.
Zapatrzył się w te słowa, czując rozprzestrzeniające się po ciele chłodne i gorzkie rozczarowanie. Harry dziś nie przyjdzie.
Westchnął i spojrzał na zegar. Prawdę powiedziawszy, średnio mógł go za to winić, bo było dobrze po północy, a z rana obaj mieli zajęcia do przeprowadzenia. Mimo to czuł się niczym głupiec, że siedział w prawie grobowych ciemnościach i wyczekiwał notki.
To żałosne i głupie, skarcił się w duchu. Nie zamierzał jednak pokazać Harry’emu, że tak mu zależało.
Wyczyścił origami i chwycił do ręki pióro.
Rzeczywiście lepiej przełożyć spotkanie. Daj mi znać, kiedy będziesz miał wolny wieczór.
Wysłał wiadomość i poczekał kilka minut na odpowiedź. Niestety, nie doczekał się jej.
Zniechęcony i nieco zirytowany, poszedł wreszcie spać. Nie zamierzał dłużej zwlekać.
*
Następnego ranka, gdy pospiesznie jadł śniadanie we własnym pokoju przed pierwszą lekcję, papierowy smok rozpostarł skrzydła i zaryczał. Draco niemal wyciągnął różdżkę, żeby przeczytać notkę, ale się powstrzymał. Musiał czekać na zainteresowanie Harry’ego przez dobrych kilka godzin, żeby facet odwołał umówione spotkanie. Gorycz wczorajszego rozczarowania sprawiła, że doszedł do wniosku, że tym razem on pozwoli na siebie poczekać.
Przez chwilę obserwował, jak smok macha skrzydłami, kończąc resztę duńskiego ciastka i ignorując lekki niepokój narastający w piersi. Stłamsił w sobie potrzebę dotknięcia origami i sprawdzenia, co Harry ma mu do powiedzenia.
Uznając, że nie będzie zależny od niczyich kaprysów, dopił herbatę, wezwał skrzata domowego, aby posprzątał brudne naczynia, po czym opuścił swe komnaty, nie obejrzawszy się przez ramię.
*
Harry podszedł doń w drodze na obiad. Draco został wzięty z zaskoczenia, bo w jednej chwili szedł sobie na spokojnie, rozważając projekt, który właśnie przydzielił piątorocznym w ramach przygotowań do owutemów pod koniec roku szkolnego, a w drugiej poczuł delikatny, aczkolwiek stanowczy nacisk dłoni na swoim ramieniu i plecach, prowadzący go w kierunku najbliższej pustej klasy.
— Co…? — urwał, kiedy dostrzegł roziskrzone zielone oczy i półuśmiechnięte usta, które po sekundzie wzięły go w posiadanie.
Automatycznie pozwolił sobie na moment relaksu. Nigdy nie miał nic przeciwko temu, że był całowany, kiedy tylko Harry miał na to ochotę, i nie zamierzał tego teraz zmieniać. Odwzajemnił pieszczotę, a potem prawie jęknął, gdy mężczyzna się odsunął.
— Dostałeś moją wiadomość dziś rano?
— Rano? — zapytał, udając niewinność. — Przepraszam, musiałem wyjść wcześniej z pokoju.
— Wybacz, że nie odpowiedziałem wczoraj wieczorem, ale po wysłaniu pierwszej notki wczołgałem się do łóżka i bardzo szybko zasnąłem. Byłem po prostu wykończony. — Usłyszał. Draco przyjrzał się twarzy Harry’ego i zauważył ciemne worki pod oczami, spowodowane najprawdopodobniej przemęczeniem lub stresem. — Bardzo mi przykro, że wczoraj nam się nie udało — kontynuował mężczyzna. — Liczyłem, że wreszcie się zobaczymy. Myślałem o tym przez cały weekend.
Skinął głową. Szczerze mówiąc, również miał nadzieję na coś więcej niż przelotną krótkotrwałą rozmowę pośrodku korytarza. Pech chciał, że obaj mieli dyżury w sobotę i w niedzielę, dlatego też nie mogli się spotkać aż do poniedziałku.
— Potem musiałem rozwiązać sprawę, o której ci wspomniałem. Ostatecznie okazała się czymś zupełnie innym — zakończył Harry.
— Czy wszystko już w porządku? — spytał.
— Nieszczególnie. Wciąż mam kilka rzeczy do załatwienia. — Brunet westchnął. — Sprawa dotyczyła bójki pomiędzy jednym z moich gryfonów a ślizgonem w weekend. Według wszystkich zeznań, jakie udało nam się uzyskać, została wywołana przez ślizgona. Franceska wyciągnęła odpowiednie konsekwencje. Chłopak dostał tydzień szlabanu, co uznałem za wystarczające, ale potem mój gryfon, Roger Paine — z pewnością go kojarzysz…
— Ach, tak — powiedział. Paine nie był złym dzieciakiem, ale kierował się w życiu przeświadczeniem, że wszystko mu się należy. Miał też tendencję do obwiniania innych za swoje niedociągnięcia, zamiast brać za nie odpowiedzialność. — Jest piątorocznym, który przygotowuje się do SUMów.
— Właśnie. — Harry skinął głową. — Napisał więc do domu i pożalił się na tę karę. Jego rodzice oburzyli się, ponieważ uważali, że Creedmoor, ten ślizgon, został potraktowany po macoszemu. Co więcej, wczoraj kilku przyjaciół Paine’a postanowiło zemścić się na Creedmoorze…
— O nie — burknął Draco, domyślając się, do czego to wszystko zmierza.
— Yhym. Chłopak trafił do skrzydła szpitalnego z wieloma poklątwowymi obrażeniami. — Mężczyzna znów westchnął. — To była prawdziwa katastrofa. Spędziłem całą noc w towarzystwie Minerwy, Franceski i tych głupich dzieciaków, próbując zażegnać konflikt, uspokoić nastroje i wymierzyć odpowiednie kary. Uzyskanie pełnego obrazu sytuacji zajęło mi normalnie wieki.
— Brzmi okropnie. Naprawdę mi przykro.
— To jedyna rzecz, której szczerze nienawidzę w pełnieniu funkcji opiekuna domu. — Harry potrząsnął głową. — Najgorsze, że to jeszcze nie koniec. W czwartek mam spotkanie z rodzicami wszystkich zamieszanych uczniów. To ostatnie, na co mam ochotę, ale jest nieuniknione. Z uczniami sobie radzę, ale niewspółpracujący i oporni rodzice to zupełnie inna bajka.
Draco parsknął ze zgodą, przypominając sobie czasy, kiedy Lucjusz szturmował Hogwart, będąc członkiem Rady Nadzorczej. Gdy był w szkole, bardzo mu to imponowało — czuł, że swym poparciem i zatwardziałością, ojciec okazuje mu troskę. Patrząc na to z perspektywy nauczyciela, musiał stwierdzić, że Lucjusz Malfoyem był najgorszym możliwym rodzicem do rozwiązywania konfliktów.
— W każdym razie jestem pewien, że podczas następnego zebrania kadry pedagogicznej dowiesz się wszystkich nieprzyjemnych szczegółów.
— Z pewnością. — Skinął głową. — Co tymczasem mogę dla ciebie zrobić? Czy potrzebujesz w czymś pomocy?
— Skoro już zaoferowałeś mi wsparcie… — Uśmiechnął się szeroko Harry. — Myślę, że długa noc namiętnego rżnięcia dobrze by mi zrobiła.
Aż się roześmiał.
— To da się zorganizować.
— Świetnie. Dziś mam patrol, więc co powiesz na jutro?
— Niestety odpada. Wtedy dyżuruję.
— Cholera. Nie wiem, jak długo potrwa spotkanie z rodzicami w czwartek.
— Więc w piątek — stwierdził.
— Niech będzie piątek. — Harry przytaknął. — Chciałbym zobaczyć się wcześniej, ale — tu objął go w pasie — wezmę to, co mogę.
— Jestem przekonany, że będzie warto.
— Do tego czasu będę musiał po prostu zaciągać cię w ciemne kąty i całować, żeby złagodzić napięcie. — To powiedziawszy, przyciągnął go bliżej i spełnił swą obietnicę.
Uśmiechnąwszy się, Draco odwzajemnił pocałunek.
— Jest coraz trudniej, prawda? — zapytał brunet, gdy ich usta się rozdzieliły. — Nie pamiętam, żebyśmy w zeszłym semestrze też się tak natrudzili.
— Grimmauld Place nas rozpieściło. Przyzwyczailiśmy się do codziennej dostępności i bliskości — odparł zgodnie z prawdą. — W szkole straciliśmy ten przywilej. Właśnie dlatego wydaje nam się to trudniejsze. Nawał obowiązków sprawia też, że mamy mniej wolnego czasu.
Harry przez chwilę patrzył nań z zamyślonym wyrazem twarzy.
— Tęsknię za Grimmauld Place.
Nie mogąc się powstrzymać dziwacznego, słodkiego bólu wewnątrz siebie, Draco zaczął się bawić kołnierzykiem jego szaty.
— Ja również.
*
Zgodnie z przewidywaniami Harry’ego, reszta personelu rzeczywiście usłyszała wszystkie szczegóły incydentu podczas środowego zebrania kadry pedagogicznej. Pani dyrektor przekazała im także inną interesującą informację.
— Jak wszyscy wiecie, nasza droga Pomona przechodzi na emeryturę w przyszłym roku — powiedziała McGonagall, rozglądając się po współpracownikach. Większość się zaśmiała i pokiwała głowami, uśmiechając się z nostalgią do Sprout, która zapowiedziała swoje odejście przed końcem poprzedniego semestru. — Z radością ogłaszam, że jej stanowisko przejmie w przyszłym roku obiecujący młody mistrz zielarstwa, a zarazem jeden z najlepszych uczniów Pomony — pan Neville Longbottom.
Wokół stołu nauczycielskiego rozległy się okrzyki radości i zaskoczenia, ale Draco milczał. Nie chodziło o to, że nie darzył Longbottoma sympatią, bo przecież prawie w ogóle go nie znał, ale facet miał wszelkie powody, aby go nie lubić albo nawet nienawidzić, biorąc pod uwagę długoletnie szkolne znęcanie. Wiedział też, że Harry się z nim przyjaźnił w trakcie nauki.
Mam nadzieję, że nie będzie niezręcznie, pomyślał z pewną dozą niepokoju.
— Neville przyjedzie w piątek na spotkanie orientacyjne. Weźmie udział w piątkowych zajęciach zielarstwa, aby poobserwować przebieg lekcji i zachowanie uczniów, a następnie spędzi w szkole weekend, żeby zapoznać się z cieplarniami — kontynuowała McGonagall do swoich podwładnych. — Proszę, bądźcie dla niego mili i serdeczni oraz pokażcie mu, że jesteśmy bardzo zadowoleni, że dołączy do naszego grona. Wie, że zostanie postawiony przed trudnym do wykonania zadaniem, ale chce przyłożyć się do pracy. Będzie potrzebował naszego pełnego wsparcia i zachęty.
Wszyscy pokiwali głowami, wyrażając swe poparcie, zaś Draco rzucił ukradkowe spojrzenie na Harry’ego i zauważył, że ten słucha pani dyrektor z rozradowanym uśmiechem na twarzy. To oczywiste, że był bardziej niż szczęśliwy, że jeden z jego przyjaciół przybędzie uczyć do Hogwartu.
Jeżeli chcę zatrzymać Harry’ego, powinienem być miły dla Longbottoma. Jeśli trzeba, również wynagrodzić mu krzywdy, stwierdził.
Ta myśl go zszokowała. Od kiedy martwił się zatrzymaniem mężczyzny, z którym zawarł czysto biznesowy układ?
Jako przyjaciela, poprawił się dla własnego dobra psychicznego. Oczywiście, że chcę się dalej z nim zadawać.
*
Kiedy Longbottom przybył w piątek, Draco napotkał pewne problemy, żeby rzeczywiście być dlań miłym.
Po pierwsze, był znacznie bardziej przystojny i wysportowany, niż miał do tego prawo, biorąc pod uwagę nadwagę i niezdarność z czasów dzieciństwa. Wyglądało na to, że jego tłuszczyk zamienił się w mięśnie, a twarz wystarczająco się wyszczupliła, aby jego asymetryczne rysy twarzy stały się surowsze i niekonwencjonalnie atrakcyjne. Był opalony, mimo że właściwie była zima, i wydawał się roztaczać wokół siebie blask, który jasno sugerował, że spędza na dworze dużo czasu. Całkiem prawdopodobne, że latem pachniałby naturą, ziemią i słońcem, świeżością i powietrzem.
Po drugie, Harry wręcz promieniał przez cały poranek, gdy wszyscy zgromadzili się w pokoju nauczycielskim, aby powitać Longbottoma jeszcze przed śniadaniem. Kiedy się zobaczyli, natychmiast wpadli sobie w ramiona, a potem zaczęli się doń szczerzyć, od czasu do czasu rozmawiając z innymi profesorami. Swą zażyłość okazywali przez okazjonalnie klepanie się po plecach lub ramieniu.
Czyli niegdyś ze sobą spali?, zastanawiał się Draco, nie mogąc pozbyć się tego okropnego uczucia w środku. Albo, co gorsza, nie byli kochankami, ale Harry zawsze tego pragnął. Może skorzysta z okazji, jeśli mu się nadarzy.
Uspokój się, wymierzył sobie mentalnego kopniaka. Nawet nie wiesz, czy Longbottom jest gejem.
Chwila, moment. Z pewną ulgą wrócił myślami do podsłyszanej plotki, jakoby Neville spotykał się z jakąś puchonką, o ile dobrze zapamiętał. Puchonki są kobietami, a więc Longbottom nie mógł być homoseksualistą.
Bi to co innego, dodał zrzędliwie. On sam nie był gejem, a mimo to wylądował z Harrym w łóżku.
Nie mam żadnej gwarancji, podsumował. Jasna cholera. Aż nie mógł się doczekać, kiedy Longbottom wreszcie wyjdzie z pokoju nauczycielskiego.
Mimo to grzecznie wyciągnął rękę i uścisnąć mężczyźnie dłoń, gratulując przy tym objęcia nowego stanowiska. Neville był więcej niż uprzejmy, a nawet przyjazny, bo powiedział mu (całkiem wylewnie), że z niecierpliwością wyczekuje współpracy na pełnym etacie, bo profesorowie zielarstwa i eliksirów mają wiele wspólnych tematów. Chociaż był spięty, Draco zdołał się uśmiechnąć i dał się wciągnąć w small talk. Jeżeli zdecyduje się kontynuować karierę nauczyciela, a jak dotąd właśnie to planował, rzeczywiście będą musieli zacieśnić więzy. Chcąc nie chcąc, będzie musiał znaleźć sposób, aby się z tym pogodzić.
Gdy spotkanie zapoznawcze dobiegało końca, a profesorowie zaczęli się szykować do wyjścia do Wielkiej Sali na śniadanie, Longbottom postanowił przybliżyć wszystkim swoje plany na weekend. Najwyraźniej czekała go bardzo intensywna sobota.
— Nie mogę uwierzyć, że Hogwart ma teraz pięć cieplarni do zarządzania — powiedział do Franceski i Harry’ego, którzy słuchali go z uwagą. — Wiedzieliście, że jedna z nich jest przeznaczona dla uprawiania wyłącznie roślin nocnych?
— Nie miałam pojęcia — stwierdziła Bianchi.
— W sobotę do niej przysiądę, ale wiem, że będzie warto, biorąc pod uwagę zakres wiedzy, jaką zdobędą uczniowie. — Spojrzał na bruneta. — Skoro w weekend jestem zajęty, to może wyskoczymy dziś wieczorem na drinka? Od dawna nie byłem w Trzech Miotłach.
Serce Draco zamarło. Oczywiście, że Longbottom chciałby spotkać się z Harrym właśnie tego samego wieczoru, kiedy wreszcie znaleźli dla siebie czas. Zanim zdążył cokolwiek zrobić, brunet spojrzał nań z przeprosinami w oczach, co tylko potwierdziło teorię, że picie w pubie jest dziś nieuniknione. Znów będą musieli zmienić plany.
Jaką Harry miałby właściwie wymówkę? „Wybacz, ale jestem niedostępny, bo umówiłem się z Draco na pieprzenie do nieprzytomności”? Och, to zdecydowanie odpadało. Jak inaczej mógłby się z tego wykręcić?
O ile w pierwszej kolejności zamierzał odmówić, pomyślał, a potem skarcił się w duchu. Przecież dobrze wiedział, że Harry go pragnął — a nawet gdyby był zainteresowany seksualnie Longbottomem, czemu miałby się temu przeciwstawiać, skoro żyli w otwartym związku?
— W takim razie ustalone — podsumował Neville. — Zanim zacznę ciężką pracę, idziemy na drinka. Zapraszam wszystkich chętnych. W tym was dwoje — dodał, patrząc na Draco i Franceskę. — Chętnie z wami porozmawiam i powspominam szkolne czasy.
Draco naprawdę trudno było w to uwierzyć, zwłaszcza że gryfoni nie sympatyzowali ze ślizgonami, aczkolwiek przyjął zaproszenie. W praktyce oznaczało to, że przynajmniej nie puści kochanka samego.
Longbottom zdominował cały dzień, monopolizując czas Harry’ego podczas wszystkich posiłków i pozostając w centrum nauczycielskiej uwagi. Malfoy znosił to z nadludzką cierpliwością, a nawet od czasu do czasu przyłączał się do rozmowy. Przeważnie jednak ograniczał się do słuchania i jedzenia w milczeniu.
Jedynym pocieszeniem był fakt, że gdy co jakieś kilka minut podnosił wzrok, zauważał badawcze spojrzenie Harry’ego na sobie. Mężczyzna się doń uśmiechał, a w jego oczach pojawiało się to tajemnicze ciepło, które sprawiało, że Draco się rumienił i spuszczał nieśmiało głowę. Sekundę później Longbottom ponownie wciągał bruneta w rozmowę i przyciągał jego uwagę.
Te drobne gesty pokazywały, że partner wciąż o nim myśli i nie jest zauroczony swoim przyjacielem.
Dopiero gdy sobie to uzmysłowił, zauważył, że ktoś inny był — Franceska.
— Ten Neville jest całkiem niezły, prawda? — wyszeptała do Draco, kiedy wieczorem szli razem do Hogsmeade. Zaproponował, że ją odprowadzi do Trzech Mioteł, skoro Harry i Longbottom już tam siedzieli. Z radością przystała na tę propozycję. — Miły, inteligentny, przystojny… i czystokrwisty. Przybywa do Hogwartu z całym pakietem.
— Naprawdę podoba ci się Longbottom? — zapytał, bardziej zaskoczony niż cokolwiek innego.
— Jasne. Jak już powiedziałam, jest niezłą partią, a dodatkowo w przyszłym roku dołączy do kadry pedagogicznej. Będziemy mieli mnóstwo czasu, żeby się poznać. — Spojrzała nań uważnie. — Masz coś przeciwko niemu? Od spotkania zapoznawczego jesteś raczej cichy.
— Najzwyczajniej w świecie nie dogadywaliśmy się w szkole. Obecnie zupełnie go nie znam, więc nie mogę go oceniać.
Franceska wydała z siebie cichy dźwięk świadczący o namyśle, ale nie odpowiedziała. Przez dłuższą chwilę szli w milczeniu, a kiedy dotarli do drzwi wyjściowych i wyszli na mroźną zimową noc, Draco wyciągnął różdżkę i rzucił na nich zaklęcie ogrzewające.
— Byłem po prostu zaskoczony. To wszystko — kontynuował, gwoli wytłumaczenia. — Owszem, jest czystej krwi, ale to gryfon.
Bianchi uniosła brwi, a potem wybuchnęła śmiechem. Draco zaś cierpliwie poczekał, aż się uspokoi.
— I ty to mówisz — stwierdziła, wciąż rozbawiona.
To sprawiło, że zatrzymał się wpół kroku i wbił weń pełne niezrozumienia spojrzenie.
— Słucham?
— Nie udawaj niewiniątka, Draco. Wiem, że spotykasz się z pewnym gryfonem co najmniej raz w tygodniu — powiedziała, a on aż zaniemówił. — Musisz uważać mnie za wyjątkowo mało spostrzegawczą, skoro sądzisz, że przeoczyłam wszystkie wskazówki — dodała, zobaczywszy jego bezbrzeżne zdziwienie. — Widać to we wszystkim, co robicie — w sposobie, jaki na siebie patrzycie i rozmawiacie… Chociaż zapewne uważacie inaczej, jesteście cholernie oczywiści. Nie wspominając już o tym, że nigdy wcześniej nie widziałam tak zakochanego Harry’ego. Ty, naturalnie, jesteś trudniejszy do odczytania, bo zachowujesz się bardziej subtelnie, ale z czasem dałam radę. To, co was łączy, jest czymś wyjątkowym.
— Nie wiem… co powiedzieć — odparł, bo nie widział sensu w zaprzeczaniu powyższemu. Gdyby spróbował, Franceska by mu nie uwierzyła, a poza tym nie sprawiała wrażenie uprzedzonej. Chociaż wydawało mu się to w porządku, zawsze istniała szansa, że coś gdzieś usłyszała i postanowiła zweryfikować plotkę. — Kto jeszcze wie? — zapytał w zamian.
— Nie mam pojęcia — odparła, sprawiając wrażenie szczerej. — Jeżeli ktoś jeszcze coś zauważył, nie jestem o tym poinformowana. Ja nikomu nie powiedziałam. Uznałam, że gdybyście chcieli wyjść z tym publicznie, sami byście to zrobili.
Draco przytaknął.
— Ano, owszem. Obecnie wolimy pozostać w tajemnicy.
— Rozumiem. Zakładam, że wynika to z faktu, że w waszym bliższym otoczeniu są osoby, które nie wiedzą o waszej orientacji seksualnej.
Parsknął śmiechem. Franceska naprawdę była bystrą kobietą.
— Wiele osób jest nieświadomych. Właściwie to większość.
Bianchi westchnęła.
— To zrozumiałe, zwłaszcza że wychowałeś się pod presją czystokrwistych wartości i przekonań. Mimo wszystko… jestem zasmucona faktem, że nie możesz być sobą we wszystkich aspektach życia.
— Może kiedyś się uda. — Uśmiechnął się delikatnie.
— Oby. Szkoda, że nie wywęszyłam was wcześniej. Wtedy nie zrobiłabym z siebie takiej idiotki.
Draco wziął ją za rękę.
— Nie zrobiłaś z siebie idiotki.
— Och, niestety zrobiłam. Ignorowałam wszystkie wskazówki, które mi dawałeś. Starałeś się być gentlemanem i naprawdę to doceniam. Zostałeś dobrze wychowany i, co ważniejsze, kierujesz się w życiu wrodzoną dobrocią — powiedziała z pełnym samokrytycyzmu uśmiechem. — Chyba wolałabym jednak, żebyś wprost mnie odrzucił i przyznał, że jesteś gejem. Wtedy mogłabym szybciej przejść z tym do porządku dziennego.
Draco znów zaniemówił, niepewny, czy powinien poprawiać przyjaciółkę i wytłumaczyć, że w pierwszej kolejności jest biseksualny, ale doszedł do wniosku, że to kłamstwo przez zaniechanie jest całkiem wygodne. Jeżeli Franceska naprawdę wierzyła, że jest gejem, swoim potwierdzeniem oszczędziłby jej okropnego poczucia odrzucenia.
— Nie zrozum mnie źle. Nie obwiniam cię — kontynuowała, błędnie interpretując jego milczenie. — Nie oczekiwałabym, że powiesz mi o swojej orientacji przy pierwszym wspólnie zjedzonym posiłku w Wielkiej Sali, zwłaszcza że innych też nie wtajemniczałeś, ale… cóż, to najważniejsze, abyś wiedział, że to nie ma większego znaczenia.
Właśnie przekroczyli bramę Hogsmeade, co samo w sobie sugerowało, że powinni zakończyć tę rozmowę.
— Longbottom będzie głupcem, jeżeli nie odwzajemni twojego zainteresowania — powiedział, gdy idąc główną ulicą, coraz to bardziej zbliżali się do Trzech Mioteł. — Jeśli naprawdę ci się podoba, uważam, że powinnaś z nim spróbować.
W odpowiedzi delikatnie położyła mu dłoń na ramieniu.
— Dziękuję, Draco.
— Niestety słyszałem, że się z kimś spotyka. Musisz przeprowadzić dokładniejsze rozeznanie. Jestem przekonany, że Harry wie więcej na ten temat.
— Już trochę powęszyłam. Neville przez jakiś czas umawiał się z Hanną Abbott, ale to przeszłe dzieje. Słyszałam, jak rozmawiał o tym z Harrym.
— Czyli jest wolny. Skorzystaj z tej szansy.
— Zasieję przynajmniej ziarno zainteresowania. Longbottom może potrzebować trochę czasu, żeby zapomnieć o byłej dziewczynie — stwierdziła. — W przyszłym roku będziemy spędzać razem mnóstwo czasu. Wtedy sprawię, że się we mnie zakocha.
— Och, stawiasz na długofalową strategię. — Uśmiechnął się zadziornie.
— W stosunku do niektórych warto. — Odwzajemniła gest, tylko odrobinę drapieżniej.
Gdy przystanęli przed Trzema Miotłami, otworzył przed nią drzwi. Podziękowała mu skinieniem głowy i weszła do środka.
Longbottom, Gibbs, Babbling i Harry siedzieli już przy stoliku z kuflami w rękach. Draco i Franceska zostali ciepło przywitani po przybyciu.
— Usiądź — powiedział do przyjaciółki, celowo odsuwając dla niej krzesła obok Neville’a. — Skoczę do baru po drinki. Co sobie życzysz?
Uśmiechnęła się doń skromnie, ale z wdzięcznością.
— Poproszę grzane wino.
— Się robi.
Podszedł do baru i złożył zamówienie. Poprosił o wino dla Franceski i ognistą dla siebie. Właśnie wtedy ktoś doń podszedł i oparł się o ladę. Odwróciwszy się, zobaczył Harry’ego.
— Cześć — przywitał się mężczyzna.
— Hej.
— Wybacz, że nie mogłem się z tobą skontaktować przez cały dzień. Z Neville’em u boku miałem utrudnione zadanie.
— W porządku, rozumiem.
— I przepraszam za dzisiejszy wieczór. Nie mogłem znaleźć sposobu, żeby…
— Wszystko dobrze, Harry. Naprawdę rozumiem.
— Cóż, prawdę mówiąc, to nie jest w porządku — powiedział po dłuższej chwili milczenia mężczyzna. — Cholernie potrzebowałem się z tobą spotkać. Liczyłem na randkę. Myślenie o niej pomagało mi przetrwać tydzień.
Malfoy poczuł przyjemne ściskanie w piersi.
— Też jej potrzebowałem — przyznał.
— Boże, Draco. — Harry pochylił się naprzód i zniżył głos do szeptu. — To straszne — widzieć cię codziennie i nie móc… Gdybyś tylko wiedział, ile czasu spędziłem ostatnio na robieniu sobie dobrze z myślą o tobie. Tak bardzo pragnąłem cię poczuć w środku. Nie masz najmniejszego pojęcia.
Stłumił jęk.
— Harry — powiedział łagodnie, ale też ostrzegawczo. — Nie możesz mówić mi takich rzeczy w miejscu publicznym.
— Dlaczego nie? Nikt nas nie słyszy.
Draco spojrzał mu prosto w oczy, świadomy swoich zaczerwienionych policzków.
— Bo mam wielką ochotę rzucić się na ciebie, a oboje wiemy, że to nieodpowiednie miejsce.
— Nie mam nic przeciwko, gdziekolwiek zechcesz — wyznał wyzywającym głosem brunet. — Możemy pójść do łazienki i… — urwał, bo podszedł do nich barman z zamówionymi drinkami.
Malfoy podziękował mu delikatnym uśmiechem, jednocześnie oddychając głęboko, żeby złagodzić bolesną erekcję.
Harry skorzystał z okazji i poprosił o ognistą, a następnie znów skoncentrował się na Draco.
— Może spotkamy się jutro wieczorem? Jeżeli nie chcesz tutaj, dzisiaj, to, błagam cię, weź mnie jutro, dobrze?
— Kiedyś przez ciebie zginę — odpowiedział, walcząc z szerokim uśmiechem. — W takim razie jesteśmy umówieni na jutrzejszy wieczór. Nie chcę szybkiego numerka w ciasnej, obskurnej toalecie. Chcę spędzić z tobą trochę czasu. — Spojrzał nań z uniesioną brwią. — I lepiej bądź przygotowany na porządne rżnięcie, bo teraz cholernie mnie podnieciłeś. Nie zamierzam się w ogóle powstrzymywać.
Barman postawił na ladzie ognistą whisky. Harry podziękował mu skinieniem głowy i uiścił rachunek, po czym pochylił się w stronę blondyna.
— To obietnica? — zapytał ochryple.
— Jak najbardziej.
Mężczyzna się roześmiał i odszedł w stronę stolika. Draco pomaszerował za nim.
Franceska była głęboko zaangażowana w rozmowę z Longbottomem, ale rzuciła mu wdzięczne spojrzenie, kiedy postawił przed nią kieliszek z winem. Usiadł pomiędzy Babbling a Harrym i chociaż nauczyciel starożytnych run natychmiast wciągnął go w rozmowę, a do Pottera dołączyli się Longbottom i Franceska, bliska obecność partnera podnosiła go na duchu. Stykali się kolanami pod stołem, a mężczyzna od czasu do czasu drażnił go, dotykając czubkiem buta jego kostki. Harry nawet kilka razy ścisnął go za udo, wcześniej upewniwszy się, że nie są obserwowani.
To doprowadzało go do szału i sprawiało, że nieustannie wracał myślami do propozycji szybkiego numerku w łazience. Naturalnie, starał się maskować, rozmawiając z Babbling o nauczaniu, a następnie rozpoczynając dyskusję z Gibbsem na temat nielegalnych praktyk hodowli magicznych stworzeń.
Gdy starsze grono opuściło lokal, pozostawiając na miejscu młodszych współpracowników, Longbottom, ku najszczerszemu zaskoczeniu Draco, usiadł obok niego i zapytał, co sądzi o najnowszych badaniach nad jadowitymi tentakulami. Tak się złożyło, że niedawno przeczytał traktujący o tym artykuł we Współczesnym Zielarstwie, więc chętnie podzielił się opinią. Okazało się, że Neville był całkiem oczytany i na przestrzeni lat zainteresował się również eliksirami. Oczywiście, Malfoy wspomniał, że to dość niespodziewane, biorąc pod uwagę nastawienie do przedmiotu w szkolnym czasie.
— Właściwie to nigdy nie uważałem eliksirów za mało pasjonujące — powiedział z zaczerwienionymi policzkami mężczyzna — ale… hm, cóż, po prostu nie miałem najlepszych relacji z profesorem Snape’em.
Było to ogromne niedopowiedzenie, zwłaszcza że świętej pamięci Severus Snape zawsze uważał Longbottoma za bezużytecznego głupka. Chociaż Draco szczerze tęsknił za swym ojcem chrzestnym i nadal darzył go uczuciem, doskonale zdawał sobie sprawę, że swoimi uprzedzeniami znacząco utrudniał co poniektórym edukację.
— Był genialnym nauczycielem dla tych, których faworyzował — zgodził się po chwili milczenia. — Względem uczniów, których nie darzył sympatią zaś… myślę, że sukcesywnie podcinał im skrzydła.
Neville spojrzał nań z zaskoczeniem, ale potem złagodniał.
— Był skomplikowanym człowiekiem — potwierdził z wdzięcznością w głosie.
— Rzeczywiście. — Draco westchnął przeciągle. — My z kolei dorastaliśmy w trudnych czasach. Teraz Hogwart sporo się zmienił. Jedność pomiędzy wszystkimi domami jest priorytetem. Oczywiście, nie sposób zniwelować pewnej rywalizacji między Gryffindorem a Slytherinem, ale zdecydowanie nie jest ona wzmacniana przed kadrę — kontynuował, wróciwszy myślami do incydentu z Rogerem Paine’em, ot całkowicie świeżą sprawą, jeszcze będącą w toku. — Prawdę powiedziawszy, jest zupełnie na odwrót.
— Dobrze to słyszeć. Nie sądzę, abym pragnął pracować w takim samym klimacie, w jakim sam się kształciłem. — Longbottom zmarszczył brwi, co sprawiło, że Malfoy poczuł doń sympatię. Nastoletniemu Neville’owi, w gruncie rzeczy nieudacznikowi, ofierze znęcających się nad nim kolegów, żyjącym w cieniu bohaterów pokroju Harry’ego Pottera, z którym dodatkowo dzielił dormitorium, z pewnością nie było łatwo, a mimo to nie poddał się na pierwszym zakręcie losu i, wbrew wszystkiemu, wspiął się na wyżyny, aby zabłysnąć. To było imponujące.
— Nauczyciele nie faworyzują żadnego domu — dodał. — Może trudno będzie ci w to uwierzyć, ale moją ulubienicą jest pewna gryfonka.
— Naprawdę? — Uśmiechnął się szeroko Longbottom. — Opowiedz coś więcej — poprosił. — Chciałbym poznać szczegóły.
— Jest genialna. Wyprzedza swoich rówieśników o co najmniej rok lub dwa lata. Harry potwierdzi. — Skinął głową na bruneta, który rozmawiał po drugiej stronie stołu z Franceską, ale podniósł wzrok, usłyszawszy swe imię. — Mówię o McNeal — doprecyzował, gwoli ścisłości.
— Ach. Ta dziewczyna jest po prostu niesamowita.
W ten sposób rozmowa zeszła na temat wyróżniających się uczniów. Neville słuchał wszystkiego bardzo uważnie, zupełnie jakby robił mentalne notatki, ot na przyszłość.
No dobrze, przyznał w duchu Draco. Longbottom wyrósł na porządnego faceta.
Wkrótce zaczęli wspominać ludzi, z którymi we czwórkę chodzili do szkoły i tego, czym się obecnie zajmują; potem zatopili się we wspominkach ze swoich początków w Hogwarcie.
W końcu Franceska stwierdziła, że jest zmęczona i najchętniej wróciłaby do zamku. Spojrzała z nadzieją na Longbottoma, być może licząc na odprowadzenie, ale ten właśnie zamówił następnego drinka i wydawał się zadowolony, że może posiedzieć dłużej w pubie.
— Wrócę z tobą, jeżeli nie masz nic przeciwko — zaoferował się Draco. — Też najchętniej bym się położył.
— Dziękuję. To bardzo miłe z twojej strony.
Malfoy omiótł gryfonów wzrokiem.
— Do zobaczenia jutro? — zapytał wszem wobec, ale wiedział, że Harry zrozumie sugestię.
— Jasne. — Uśmiechnął się ciepło brunet.
— Najprawdopodobniej będę koczował w cieplarniach, ale z pewnością spotkamy się podczas posiłków — odpowiedział Longbottom, a potem zwrócił się bezpośrednio do Franceski: — Miło było z tobą porozmawiać. Nie mogę się doczekać przyszłej współpracy.
— I nawzajem, Neville. — Bianchi odwzajemniła nieśmiało uśmiech.
Pożegnawszy się, w milczeniu wrócili do zamku. Draco mimowolnie zauważył, że przyjaciółka próbowała robić neutralną minę, aczkolwiek średnio jej wychodziło. Najprawdopodobniej wprowadziła swój długoterminowy plan w życie i zasiała ziarno, bo sprawiała wrażenie naprawdę zadowolonej. Chociaż nie byli sobie przeznaczeni, Malfoy był rad, widząc ją szczęśliwą.
*
Co zrobię najpierw?, zastanawiał się, spacerując po pokoju w oczekiwaniu na upragnioną schadzkę. Była sobota wieczorem i Harry miał przyjść za moment.
Już niedługo, pomyślał z satysfakcją. Był bardziej niż pewien, że tym razem nikt im nie przeszkodzi.
No ale co najpierw?, wrócił do głównego nurtu. Przez głowę przeleciało mu mnóstwo możliwości. Oczami wyobraźni zobaczył, jak przyciska Harry’ego do drzwi i całuje do utraty zmysłów. Chwilę później westchnął, bo ujrzał przechylnego przez oparcie kanapy mężczyznę ze spuszczonymi do kostek spodniami — zadrżał, bo miał ochotę wejść weń jednym, sprawnym ruchem. Może jednak powinien zwolnić trochę tempa? Zawsze mógł podrażnić kochanka w łóżku, sprawić mu przyjemność ustami i rękoma, aż będzie zdesperowany i bełkotliwy, a następnie wziąć go z rozkoszą i bezlitosną powolnością, która potęgowałaby orgazm.
Wtem przypomniał sobie, że był uczniem w tej relacji. Umawiając się na spotkanie, Harry najprawdopodobniej miał coś konkretnego na myśli. Oczywiście, to też było w porządku. Z ochotą zrobi wszystko, co zostało zaplanowane.
O, dzięki Merlinowi, pomyślał, usłyszawszy pukanie, podczas gdy jego członek aż drgnął na wyobrażenie tego, co miało się zaraz wydarzyć.
Otworzywszy drzwi, zobaczył uśmiechniętego łagodnie mężczyznę. Jeżeli Draco miał być szczery, wyglądał na trochę wymęczonego — miał worki pod oczami, widoczne lepiej niż wczoraj, oraz przymrużone powieki; mimo to sprawiał wrażenie całkiem szczęśliwego z możliwości schadzki.
— Nareszcie. — Harry westchnął, wchodząc do pokoju, a następnie pochylił się do pocałunku. Kiedy się odsunął, oblizał usta, zupełnie jakby delektował się smakiem.
— Wszystko w porządku? — zapytał, czując, że musi się upewnić.
— Teraz już tak — odparł mężczyzna i znów go pocałował.
Draco przez chwilę nań patrzył, po czym w czułym geście położył mu dłoń na policzku.
— Na pewno?
— Naprawdę jest dobrze. — Harry ponownie westchnął. — Jestem tylko trochę zmęczony. Wiesz, wszystkiemu są winni uczniowie. Spotkania z rodzicami też zrobiły swoje…
— Rozumiem.
— A potem Neville nie dał mi zasnąć do późna w nocy.
— Och? — Dołożył wszelkich starań, aby zachować swobodny ton.
— Yhym, sporo rozmawialiśmy o Hannie.
— Jego byłej?
Brunet skinął głową.
— Właśnie się rozstali. To znaczy, od pewnego czasu mieli problemy, o których już słyszałem, ale dopiero teraz przeszli z tym do porządku dziennego. Neville’owi było bardzo ciężko. Nic dziwnego, że potrzebował kogoś, komu może się wygadać… — urwał, wziął Draco za rękę i poprowadził go do kanapy. Usiadł nań z wdzięcznym westchnięciem i kontynuował opowieść. — Zawsze byliśmy dla siebie oparciem. Merlin wie, że zawsze stał u mego boku i kocham go jak brata, ale…
— Biorąc pod uwagę wszystko inne, nie potrzebowałeś rozmowy, a odpoczynku — dokończył za niego ze zrozumieniem.
— Dokładnie. — Uśmiechnął się z wdzięcznością Harry. — Szczerze mówiąc, chętnie bym go wysłuchał, ale w każdym innym tygodniu. W tym zaś… ograniczyłem się do kiwania głową i współczującego mruczenia. Musiałem się też mocno namęczyć, aby powiedzieć mu coś pomocnego. Co więcej, przez cały ten czas myślałem o pieprzeniu się z tobą. — Sprawiał wrażenie zawstydzonego. — Chyba nie jestem najlepszym przyjacielem. Źle to zabrzmiało.
— Ja jestem zadowolony — odpowiedział szczerze, co sprawiło, że facet się lekko zaśmiał.
— Cóż mogę powiedzieć? Czasem nachodzą mnie egoistyczne myśli. Daleko mi do doskonałego i nieskazitelnego człowieka.
— I chwała Merlinowi — podsumował, bawiąc się ciemnymi kosmykami. Mężczyzna przymknął na chwilę oczy, poddając się przyjemności. — Dziwię się, że Franceska postanowiła wrócić wcześniej do zamku i nie dotrzymała Longbottomowi towarzystwa — dodał swobodnym tonem.
Harry zamrugał.
— Spędziła znaczną część nocy na rozmowie z nim. To dość dziwne, prawda?
— Nie, gdy ktoś się komuś podoba. — Uśmiechnął się złośliwie.
— Neville podoba się Francesce? — Harry trochę się ożywił i podniósł głowę. — Skąd wiesz?
— Wprost mi powiedziała.
— Naprawdę?
— Ano.
— Czy to oznacza, że przestała się tobą interesować…?
— W istocie.
Brunet odetchnął głęboko. Wyglądał, jakby mu szczerze ulżyło.
— Dobrze. Bardzo dobrze.
— Całkiem szybko uświadomiła sobie, że stoi na przegranej pozycji.
— Jasne. — Harry pokiwał bezmyślnie głową.
— Bo nas wyczaiła.
Mężczyzna spojrzał nań szeroko otwartymi oczami.
— Co takiego…? Jakim cudem…?
— Cóż, po prostu się domyśliła.
— Dzięki biernej obserwacji?
— Owszem.
— W takim razie najwyraźniej nie byliśmy tak ostrożni, jak nam się wydawało — podsumował ściszonym głosem Harry, bardziej do siebie, aniżeli do Draco.
— Jestem przekonany, że przyglądała nam się uważniej od innych. Jako kobieta, do tego żywiąca względem nas zainteresowanie, dostrzegła szczegóły, których w normalnych okolicznościach by nie zauważyła.
— Albo wszyscy o nas wiedzą, a myśmy się oszukiwali — odpowiedział ostrożnie brunet, po czym spojrzał nań z zapytaniem. — Czy to ci przeszkadza? Że Franceska dowiedziała się prawdy?
Malfoy przygryzł dolną wargę. Czy miał coś przeciwko? Szczerze mówiąc, nawet się nad tym nie zastanawiał.
— Nie sądzę. W pewnym sensie nawet się cieszę. Nie podobała mi się myśl, że gdy przyjdzie co do czego, będę musiał zranić nowo poznaną przyjaciółkę swoim odrzuceniem. Jest mi łatwiej i lżej na duchu, odkąd poznała prawdę — przyznał. — Co więcej, nie poprawiłem jej, kiedy wspomniała, że jestem gejem.
Harry uniósł ze zdziwienia brwi.
— Nie chciałeś zranić jej uczuć?
— Mniej więcej.
Brunet przytaknął i ponownie oparł głowę o wezgłowie kanapy. Zamknął oczy, a potem ziewnął.
— Harry? — zagaił Draco.
— Hm?
— Jednak jesteś zmęczony, prawda?
Mężczyzna uniósł powieki.
— Chciałem się z tobą spotkać.
— Nigdy temu nie zaprzeczałem. — Uśmiechnął się delikatnie. — Po prostu zwracam uwagę, że możesz być przemęczony do tego stopnia, że zaraz mi tutaj uśniesz. — Cholernie pragnął Harry’ego, ale miał dziwaczne wrażenie, że jeżeli spróbowaliby się teraz pieprzyć, tak jak z początku planowali, kochanek odpadłby mu w połowie zabawy, a nie miał ochoty na ruchanie nieprzytomnego mężczyzny. To nie byłoby zbyt przyjemne i podniecające, prawda?
Potter ewidentnie zamierzał zaprotestować, ale szybko stracił motywację do zaprzeczania oczywistemu. Zamiast tego westchnął przeciągle.
— Możliwe. — Spojrzał na Draco spod rzęs. — Jesteś na mnie zły?
— Nieszczególnie — odpowiedział, pogładziwszy go po policzku.
— Chcesz, żebym sobie poszedł?
— Zdecydowanie nie. — Złapał partnera za nadgarstek. — Chodź do łóżka. Pójdziemy spać i zobaczymy, co przyniesie nam ranek.
Harry uśmiechnął się doń sennie, pozwolił zaciągnąć się do sypialni i rozebrać do naga. Obaj wczołgali się pod kołdrę i westchnęli z zadowoleniem, kiedy się wreszcie położyli. Malfoy machnął różdżką, aby zgasić światło, a potem zmienił pozycję, położywszy się na plecach, co dało partnerowi sposobność, aby się doń przytulić.
— Draco — wyszeptał. Nie było to pytanie ani sposób na zwrócenie na siebie uwagi, a najzwyczajniejsze wyrażenie swego szczęścia.
— Harry — odpowiedział i przymknął powieki, zapadając w głęboki, spokojny sen.
*
Unosił się w powietrzu. Nie był pewien, gdzie się dokładnie znajduje, bo nad nim górowały drzewa, pełne bujnych, liściastych gałęzi. Całkiem możliwe, że taplał się w wodzie, gdyż czuł coś ciepłego i przyjemnego, otulającego go niczym duże, miękkie dłonie.
Dryfował, obserwując piękną przyrodę, pojawiającą się i znikającą z pola widzenia, podczas gdy czyste, bezchmurne niebo pozostawało bez zmian.
Wtem zdał sobie sprawę, że było zbyt ciepło jak na drugi miesiąc w roku. Gałęzie drzew powinny być nagie, pokryte błyszczącym lodem, a niebo szare i w gruncie rzeczy ponure. Woda, w której się unosił, powinna być zamarznięta lub przynajmniej lodowato zimna.
Lekko się wzdrygnął, gdy poczuł coś łaskoczącego go w uda, aczkolwiek był zbyt zrelaksowany, żeby się zdenerwować.
Czy pod wodą pływało jakieś stworzenie?
Kiedy coś mokrego i miękkiego musnęło jego członka, zrozumiał, że jest nagi.
Nigdy wcześniej nie pływał na golasa.
To wszystko przestało mieć wkrótce znaczenia, gdyż poczuł narastającą przyjemność płynącą z mocniejszego drażnienia wrażliwego penisa.
— Och — jęknął głośno.
Spojrzał w dół, ale obraz zamazał mu się przed oczami i zniknął, zanim zdążył zorientować się w sytuacji. Dopiero wtedy zrozumiał, że wcześniej śnił o przyrodzie i pływaniu.
Rozczarowanie trwało tylko chwilę, ponieważ został pochłonięty przez następną falę przyjemności, teraz ewidentnie skupionej na twardym, nabrzmiałym fiucie. Natychmiast uniósł powieki. Jak się okazało, nadal leżał w swojej sypialni w Hogwarcie, na wpół przykryty kołdrą, która unosiła się i opadała w równomiernym tempie w okolicy jego bioder.
— Harry — wyszeptał i uniósł pościel, żeby mieć lepszy widok.
Brunet odrobinę się odsunął i uśmiechnął.
— Dzień dobry.
— Yhym, dzień dobry. Z pewnością wiesz, jak najlepiej obudzić mężczyznę.
— Czekałem na to ponad tydzień — wyznał z uniesioną brwią. — Pomyślałem, że twój fiut mógł się poczuć trochę zaniedbany. Chciałem się nim dobrze zająć — stwierdził, po czym wrócił do przerwanej pracy, biorąc cieknącego członka do ust i ssąc go z widoczną na twarzy rozkoszą.
Draco odchylił głowę do tyłu i poddał się przyjemności. To prawda, zaniedbywali się przez ten cały czas i teraz należy nadrobić zaległości.
Czy zadowolisz się samym lizaniem?, zapytał głos w jego głowie. Przez bity tydzień myślałeś o spuszczeniu się w tym ślicznym tyłku.
Właśnie wtedy został wzięty jeszcze głębiej, przez co sapnął i chwycił kochanka za włosy, decydując, że to nie ma najmniejszego znaczenia.
— O bogowie. Tęskniłem za tobą.
Było to prawdziwie szczere wyznanie. Harry, ewidentnie z niego zadowolony, zamruczał z przyjemnością przy podstawie jego członka, nawet na sekundę nie przerwawszy pieszczoty.
Gdy się wreszcie od niego odsunął, Draco jęknął z frustracji. Uniósł powieki i zobaczył, że mężczyzna przyklęknął.
— Chciałbym cię ujeżdżać — wyznał brunet, gdy ich spojrzenia się spotkały. — Wiem, że prawdopodobnie miałeś na myśli coś innego i nie chciałeś się spieszyć, ale… — przesunął dłonią po jego brzuchu — …tak bardzo chcę cię dosiąść. Czy mogę?
Malfoy przełknął ślinę. Wiele odpowiedzi utknęło mu w gardle, dlatego też zadowolił się bezsłownym, ale energicznym skinieniem głowy.
Harry natychmiast się podniósł i usiadł nań okrakiem, sprawiając, że ich fiuty się zetknęły. Jęknął cicho, a następnie sięgnął po różdżkę i wyczarował odrobinę lubrykantu, żeby się przygotować.
Nie zdawał sobie sprawy, że obserwowanie palcującego się mężczyzny będzie takie seksowne, ale tak właśnie było. Harry poruszał w sobie palcami, cicho wzdychając pod nosem, gdy sięgał coraz to głębiej. Draco marzył, żeby ogarnąć wzrokiem cały obraz, ale jego uwagę przykuły rozchylone czerwone usta i różowy język, który wysuwał się, aby je nawilżyć. Kiedy pomyślał o złapaniu go swoimi zębami, brunet najprawdopodobniej dotknął swojej prostaty, bo krzyknął z czystej rozkoszy. Zobaczywszy to, musiał chwycić podstawę swego członka, bo inaczej doszedłby w okamgnieniu.
Automatycznie zaczął pocierać o siebie dwa fiuty, co sprawiło, że usta Harry’ego wykrzywiły się w tym zmysłowym uśmiechu, który tak straszliwie kochał. Wtem mężczyzna otworzył oczy i nań spojrzał.
— Gotowy? — zapytał ochrypłym głosem.
— Kiedy ty będziesz — odpowiedział, równie podniecony. W zaborczym geście przesunął dłońmi po umięśnionych udach kochanka. — Wskakuj na mnie, Harry.
Ten nie tracił czasu i przesunął się naprzód, aby dopasować swe wejście do czubka penisa. Chwycił go mocno, żeby dobrze nim pokierować, a następnie opadł nań biodrami.
Draco był już wcześniej ujeżdżany i śmiało mógł powiedzieć, że nigdy nie znudzi mu się uczucie gorąca ogarniającego go centymetr po centymetrze, dopóki cały nie znajdzie się w środku. To w połączeniu z ciasnotą odbytu i widokiem czerwonego, kołyszącego się, cieknącego sokami fiuta Harry’ego, szczupłego, odpowiednio umięśnionego, chętnie przyjmującego go ciała oraz wyrazu najczystszej rozkoszy wypisanej na twarzy partnera… było o niebo lepsze.
Z początku narzucili sobie wolne tempo. Harry unosił się i opadał w sposób, który sprawiał, że Draco z trudem łapał powietrze i chwytał go za biodra w szczytowych momentach. Co więcej, brunet co jakiś czas podszczypywał mu sutki, oparłszy dłonie na jego klatce piersiowej dla lepszej stabilności, co tylko potęgowało narastającą przyjemność.
— Szybciej — zażądał, unosząc swe biodra w proszącym geście.
Brunet się uśmiechnął i spełnił polecenie, poruszając się z większą prędkością, nadal pozwalając swoim mięśniom wykonywać większość pracy. Draco był wciągany coraz to głębiej, czemu sprzyjał fakt, że nie wrócił do biernego leżenia, a unosił rytmicznie biodra.
Zielone oczy były zamknięte w skupieniu, podczas gdy ich właściciel próbował ponownie odnaleźć swą prostatę. Malfoy instynktownie podniósł się do siadu, zmieniwszy nieco kąt, co sprawiło, że Harry jęknął przeciągle i pochylił się do namiętnego pocałunku. Gdy dotknęli się językami, ich tempo zwolniło, ale dosłownie chwilę potem przyspieszyli.
— Draco. — Mężczyzna ponownie przymknął powieki, poruszając biodrami, jak nigdy dotąd. — O bogowie, Draco. Dokładnie tam. Och, jak dobrze.
Czując zbliżający się orgazm, złapał fiuta kochanka i zaczął go drażnić. To nie wystarczyło, aby ten doszedł, ale wciąż jęczał jego imię, a tego właśnie pragnął.
— Harry. Kurwa, tak głęboko — sapnął, podczas gdy kochanek owinął wokół niego nogi, aby uzyskać lepszą pozycję. — Jesteś niesamowity. Jesteś cholernie niesamowity.
Mężczyzna zadrżał i przyspieszył tempa, ujeżdżając go z ogromną prędkością, niezdolny do udzielenia sensownej odpowiedzi. W pewnym momencie ich ruchy stały się chaotyczne, gdyż obaj dążyli do spełnienia.
— Muszę… dojść… — zdołał wykrztusić brunet.
Draco wziął ciężkiego, podskakującego fiuta w dłoń i zaczął go masować. Wystarczyły zaledwie trzy ruchy, żeby Harry zamarł w całkowitym bezruchu i odrzucił do tyłu głowę, zacisnąwszy na nim mięśnie odbytu. Malfoy potrzebował jednego mocnego pchnięcia, żeby również poddać się orgazmowi. Chwilę później miał klatkę piersiową i brzuch pokryte ciepłą spermą, co zarejestrował z opóźnieniem, ponieważ wciąż pulsował w dziurce, wyładowując tydzień oczekiwania i odmawianej przyjemności.
Mężczyzna opadł nań bezwładnie, a Draco natychmiast przewrócił go na plecy, aby znaleźć się na górze. Jeszcze nie skończył, więc kilkukrotnie poruszył biodrami, głęboko i powoli, czerpiąc z tego jeszcze więcej rozkoszy. W ten sposób wycisnął z siebie ostatnie kropelki nasienia. Chociaż był cholernie wyczerpany, Harry uniósł ręce i owinął je wokół jego szyi, pozwalając mu na wszystko.
Gdy się zeń wysunął, grawitacja zrobiła swoje i opadł na kochanka. Przez chwilę obaj po prostu leżeli i sapali, z trudem biorąc oddechy. Uspokoiwszy tętno, Draco pomyślał o zsunięciu się na posłanie, ale miał ogromne trudności z zebraniem sił. Wciąż był obejmowany, dlatego też pochylił głowę i się zaciągnął. Harry pachniał seksem, piżmem i… sobą w najlepszym możliwym wydaniu. Prawdę powiedziawszy, był całkiem zadowolony z pozycji, w jakiej się znajdował.
Kiedy wyczuł ruch pod sobą, wreszcie postanowił oprzeć się na łokciach i dobrze przyjrzeć facetowi, którego właśnie przeleciał.
— Warto było czekać? — zapytał, złożywszy na jego ustach delikatny pocałunek.
— Tak, zdecydowanie — odpowiedział Harry, patrząc nań wciąż zamglonymi z rozkoszy oczami. — Niemniej jednak nie mam najmniejszej ochoty czekać tak długo na następne pieprzenie.
— Jak wyżej, ale wygląda na to, że możemy mieć pewne trudności przez najbliższych kilka tygodni. Czuję, że czeka nas bardzo pracowity okres.
— Zauważyłem, że przychodzi falami. — Brunet zaczął się wiercić, więc Draco przesunął się na bok, że leżał na nim tylko częściowo. — Przed nami egzaminy śródokresowe, końcowe i kilka wydarzeń pomiędzy nimi. Niektóre tygodnie mogą się okazać cholernie wyczerpujące. Właśnie dlatego uważam, że powinniśmy wykorzystać czas, który jest lżejszy.
— Jasne. Oczywiście.
Harry przez moment nic nie mówił, dlatego też mimowolnie zaczął się zastanawiać, czy zakończyli tę rozmowę, ale właśnie wtedy ich spojrzenia się skrzyżowały.
— Myślę, że powinniśmy… — Mężczyzna przysunął się doń bliżej. — Myślę, że powinniśmy po prostu się dogadać, że każdą noc, kiedy żaden z nas nie patroluje zamku, spędzamy razem. W ten sposób, kiedy nadejdzie trudny okres i będziemy okropnie zajęci, wstrzemięźliwość okaże się mniej straszna.
Draco spojrzał nań badawczo.
— W porządku, ale nie mogę pieprzyć się każdej nocy. Po pierwsze, brak mi wytrzymałości. Po drugie, mam… cóż, zatrudnienie wymusiło na mnie pewne obowiązki, głównie związane z ocenianiem zadanych esejów…
— Tak, to zrozumiałe, ale nie widzę powodu, dla którego nie moglibyśmy oceniać prac przy jednym biurku — albo po prostu sobie towarzyszyć i razem leniuchować. Jeżeli najdzie nas ochota na pieprzenie, pójdziemy do łóżka. Gdy będziemy zmęczeni, położyły się spać. Nic więcej.
Malfoy przez moment milczał, bojąc się skomentować to, co usłyszał. Harry brzmiał, jakby proponował mu prawdziwy związek, a nie kontynuowanie lekcji.
Dobrze wiedział, że Harry Potter, choć doświadczony w seksie, był nieśmiały w kwestiach miłosnych, a przecież nie chciał go odstraszyć — zwłaszcza że umawiali się wyłącznie na zaspokojenie podstawowych potrzeb, a nie przygotowanie sobie gruntu na podwaliny wspólnej przyszłości.
Żaden z nich nie szukał długotrwałego związku. Draco chciał zapomnieć o kobiecie, z którą się rozwiódł, zaś Harry… cóż, nie był do końca pewien, czego pragnął, ale zależało mu na nieskrępowaniu i wolności seksualnej — najprawdopodobniej chciał mieć przestrzeń, aby robić to, co mu się podobało.
To, co proponował brunet, nie było stricte związkiem, ale… mogłoby nim być, gdyby tego zapragnęli.
— Myślę, że to byłoby w porządku — powiedział wreszcie. — O ile nie spowoduje żadnych opóźnień w mojej pracy i nie będzie mi przeszkadzało w wykonywaniu innych obowiązków. Jeżeli zauważę, że jestem mniej wydajny, będziemy musieli przemyśleć naszą sytuację.
— Naturalnie.
— Czy to oznacza, że zobaczymy się również dziś wieczorem? — zapytał, złożywszy delikatny pocałunek na ramieniu bruneta.
— Jak najbardziej. Pełnię dyżur podczas obiadu i kolacji, ale po ósmej jestem wolny.
— Doskonale. — Draco przesunął palcami po brzuchu Harry’ego. — Już teraz wiem, że wkrótce zapragnę powtórki. Im szybciej, tym lepiej.
Mężczyzna zamruczał z zadowoleniem i ponownie się przybliżył, owinąwszy kostki wokół jego łydek.
— W takim razie proponuję szybki numerek, zanim będę musiał się wykąpać i przygotować do rozpoczęcia zajęć. Ostrożny zawsze ubezpieczony.
— Możemy też upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. — Uśmiechnął się złośliwie Draco. — Wykąpmy się razem.
— Seks pod prysznicem? — Harry wydawał się zaintrygowany. — Nie uwzględniłem tego w moim sylabusie.
Wzruszył ramionami.
— Czy ma to większe znaczenie? — zapytał, udając nonszalancję.
Wiedział, że trochę ryzykuje, kwestionując naturę ich układu, ale to Harry zaproponował wspólne spędzanie czasu. Głupotą byłoby myśleć, że wszystkie spotkania, począwszy od dosłownie następnego, będą „lekcjami”. Może wreszcie nadszedł czas, żeby zaakceptowali fakt, że część edukacyjna dobiegła końca, a teraz pozostało im wspólne czerpanie przyjemności ze zbliżeń.
To naprawdę mu odpowiadało, zwłaszcza że partner wydawał się równie entuzjastycznie doń nastawiony, co potwierdzało się w muskaniu mu językiem płatka ucha i sunących mu po ciele zrogowaciałych dłoniach.
Szczerze mówiąc, od dawna umawiamy się na randki. Nasze spotkania szybko przestały przypominać lekcje, podsumował.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz