11. CORAZ MNIEJ CZASU

— Nie poradzisz sobie samodzielnie, Harry.

Zacisnął usta, ale nie odpowiedział na zaczepkę, nadal uparcie patrząc w ogień. Chciał zaznaczyć, że ma po swojej stronie Narcyzę Malfoy, ale wiedział, że Hermiona i tak machnęłaby na to ręką. Najgorsze, że nie poczynił tak wielkich postępów w sprawie zdjęcia klątwy, jak z początku pragnął. Niestety, ale pod tym względem przyjaciółka ma całkowitą rację. Potrzebował kogoś, kto pomógłby mu w badaniach, ponieważ większą część swego czasu poświęcał na opiekę nad Draco.

Szczerze wątpił, aby Hermiona zgłaszała się na ochotniczkę. I rzeczywiście, gdy pochyliła się naprzód i położyła mu dłoń na ramieniu, po współczuciu w jej oczach natychmiast zrozumiał, co zamierza zaproponować.

— Święty Mung…

— Wykluczone! — Skoczył na równe nogi i zaczął w nerwach spacerować po salonie, w którym zazwyczaj odpoczywał po skończonym projekcie lub kiedy chciał poczytać w spokoju, nie mając bezpośredniego dostępu do wyników badań, notatek i przedmiotów zgromadzonych w warsztacie na dole. — Uzdrowiciele potraktują go niczym drapieżnika, którego należy przede wszystkim unieszkodliwić. Będą z niego wyciągać informacje, zamiast uczyć się rzeczy, które mogłyby mu pomóc.

— Cóż, Malfoy jest teraz praktycznie zwierzęciem, Harry. — Ron stał po przeciwnej stronie pokoju, jakby bał się podejść zbyt blisko, mimo że Draco nadal spał pod ochronną półkopułą przy kominku. Był tak blady, że z łatwością można było policzyć piegi na jego policzkach. — Wkrótce nie dasz rady go okiełznać. Stanowi zagrożenie dla ciebie i każdego, kto do ciebie podejdzie. Nie zasługujesz na to, stary. Dlaczego musisz wypruwać sobie flaki, bo ktoś przeklął Malfoya? — zapytał i rozłożył ręce. — Proponuję, żebyśmy oddali go w jedynym osobom, które mogą pomóc mu odejść w mniej bolesny sposób, czyli uzdrowicielom ze szpitala. Dzięki temu wreszcie wrócisz do normalnego życia.

Harry rzucił przyjacielowi przeszywające spojrzenie. Ron zmarszczył brwi, zamiast się zaczerwienić i wbić zawstydzony wzrok w podłogę, jak się spodziewał. Boże, czy w ogóle siebie słyszał?

— Co, gdybym powiedział to samo o czarodziejskim świecie? — zapytał ściszonym głosem. — Według tej logiki nikt nie zasługiwał na ocalenie przed Voldemortem. Co mnie obchodziło, że panoszył się wokół i rzucał niewybaczalnymi na lewo i prawo? Mogłem podwinąć ogon i uciec, gdzie pieprz rośnie albo zamieszkać wśród mugoli i bronić się tylko wtedy, gdybym został zaatakowany. Zachowałem się zupełnie inaczej, a Draco wciąż jest człowiekiem. Nadal zasługuje na ochronę i humanitarne traktowanie.

— W pełni się zgadzam. — Hermiona rzuciła Ronowi surowe spojrzenie, które zapowiadało, że rozliczą się później. — Wciąż… uważam, że za niedługo sobie nie poradzisz. Jesteś zbyt blisko ognia i się sparzysz. Jesteś zbyt… przepraszam, ale muszę to powiedzieć… zbyt skłonny do współczucia. Malfoy potrzebuje kogoś, kto w razie potrzeby potraktuje go z należytą surowością, aby przestał się krzywdzić i cię atakować.

— Albo innych, którzy jego zdaniem stoją mu na drodze — dodał przyjaciel, pocierając ramię. Najprawdopodobniej nadal odczuwał skutki klątwy, którą oberwał w warsztacie podczas ostatnich odwiedzin. Harry się skrzywił, bo naprawdę było mu przykro z tego powodu. Nie odważył się powiedzieć bliskim, że Draco dodatkowo cisnął w Lucjusza zaklęciem niewybaczalnym, ponieważ z pewnością pomyśleliby, że to oznacza, iż zabrnął już za daleko i nie ma dlań możliwości powrotu.

Już tak sądzą, podpowiedział mu wewnętrzny głos, zimny i kalkulujący. Byłeś głupi, prosząc ich o wsparcie. Jedyne, o czym potrafią myśleć, to odebranie ci Draco i umieszczenie go w celi, w której przyjdzie mu spędzić ostatnie dni życia, aż zupełnie straci rozum i popełni samobójstwo.

Zacisnął usta. Tak się stanie, bez względu na okoliczności. Złożył przecież obietnicę, że kiedy dojdzie do najgorszego, zapewni Draco godną śmierć. Naprawdę zamierzał dotrzymać słowa.

— W porządku, dam radę — powiedział. — Jeżeli mi pomożesz i nie będziesz mnie jakkolwiek dotykał, to myślę, że sobie poradzę i udźwignę ten ciężar.

Hermiona spuściła głowę.

— Wybacz, ale nie zamierzam patrzeć, jak mój najlepszy kumpel wypruwa sobie żyły dla kogoś, kto w szkole był dla nas strasznym dupkiem. — Ron był bardziej bezpośredni. — Gdyby chodziło o innego gościa, miałbyś moje poparcie. Gdyby to Ginny spotkało nieszczęście, wspierałbym cię całym sercem — oświadczył. — Niemniej jednak nie w ten sposób.

— W porządku. — Uśmiechnął się lekko Harry. Ron pozostawił lukę w swojej argumentacji i nawet nie zdawał sobie z tego sprawy. — Czyli uważasz, że mogę przełamać Novę Cupiditas, ale jednocześnie twierdzisz, że to niemożliwe — zaczął ze spokojem. — Chciałbyś, abym próbował, gdyby chodziło o Ginny lub innego członka twojej rodziny, prawda? Sprzeciwiasz się tylko ze względu na Draco?

Kumpel rzucił mu rozgniewane spojrzenie, a Hermiona potrząsnęła głową.

— Nie złapiesz mnie na to, Harry. Uważam, że wdepnąłeś w beznadziejną sprawę. Owszem, dokonałeś w życiu niezwykłych rzeczy, ale ludzie od lat studiują tę klątwę i próbują się z niej wykaraskać. To wyrok śmierci i tyle.

— Yhym, podobnie jak sprzeciwianie się Voldemortowi — odpowiedział z naciskiem. — Idąc twoim rozumowaniem, powinniśmy byli się poddać w momencie, kiedy dowiedzieliśmy się, że stworzył horkruksy. Przypomnij sobie, ile wysiłku kosztowało nas ich zniszczenie.

Przyjaciele znów wymienili pomiędzy sobą znaczące spojrzenie. Harry w międzyczasie zerknął na śpiącego pod kopułą Draco.

Nie, chwila moment — nie do końca śpiącego. Gdy przez chwilę na niego popatrzył, zauważył, że mężczyzna się poruszał, jego oczy biegały wściekle pod powiekami, a z ust wydobywały mu się pełne niezadowolenia westchnięcia i pomruki. Przeklął w duchu. Żadne inne zaklęcie nie działało tak długo, jak w normalnych okolicznościach powinno. Nova Cupiditas okazała się zadziwiająco oporna nawet na Chłodny Prysznic, więc w gruncie rzeczy nie powinien być zaskoczony.

— Muszę wiedzieć, czy mi pomożecie, czy nie — podsumowuje ostrzejszym tonem, przechodząc przez pokój i przyklęknąwszy obok kopuły sennej. — Miejcie na uwadze to, że nie zamierzam zrezygnować z Draco, bez względu na wszystko. Będę z wami walczył, jeżeli spróbujecie przetransportować go do Munga. Gdy mnie ogłuszycie i postąpicie wbrew mojej woli, nigdy więcej wam nie zaufam — kontynuował, cholernie zdecydowany, aby dopiąć swego. — Musicie więc zdecydować, co jest dla was ważniejsze — uprzedzenia wobec Malfoyów, czy zrezygnowanie z łączącej nas przyjaźni.

Ron i Hermiona mieli udręczone miny, ale nie poświęcił im więcej uwagi. Zrobił w kopule wystarczająco duży otwór, aby zmieścić weń rękę, po czym sięgnął do środka i położył dłoń na ramieniu Draco. Uznał, że tym razem będzie bezpieczniejszy, bo urok trzeźwiący wciąż był w mocy. Oczywiście, najgorsze dopiero nadejdzie, gdy facet się obudzi.


Draco odwrócił głowę w bok. Czemu było mu zimno? Leżał przykryty kocami, chociaż powinien wylegiwać się w łóżku.

I to razem z Harrym.

Chwileczkę. Czuł ciepło na ramieniu. Sięgnął w górę i splótł palce z palcami, które tam odnalazł. Usatysfakcjonowany, przesunął dłonią wyżej, aż natrafił na twardą przeszkodę w miejscu, gdzie powinno znajdować się ramię.

Natychmiast otworzył oczy.

Powietrze, którym oddychał, wydawało mu się czystsze i bardziej przejrzyste, aniżeli zazwyczaj. Oczywiście, wiedział, że to niemożliwe, więc zwietrzył podstęp. Zamrugał i chciał się podnieść, ale właśnie wtedy zorientował się, że został zamknięty w srebrnej kopule. Z doświadczenia pamiętał też, że uderzenie w nią głową nie jest przyjemne. Przyklęknął, zamiast wstać i odwrócił głowę, nawet na sekundę nie puszczając trzymanej dłoni. Miał wrażenie, że po prostu nie mógł tego uczynić, chociaż zupełnie nie rozumiał dlaczego.

Potter patrzył na niego z przygnębioną miną. Był blady niczym trup.

Draco zadrżał i przymknął powieki. Na chwilę wrócił do zmysłów i jakby przez mgłę przypomniał sobie, co się wydarzyło, kiedy wrócili z posiadłości. W okamgnieniu zrozumiał, czemu spał pod kopułą ochronną, a Potter dotykał go wyłącznie przez dziurę w zabezpieczeniu. Mimo to nie miał najmniejszej ochoty puszczać namiastki ciepła, którą mu oferowano.

— Nie ma sposobu, żeby przełamać tę klątwę — wyszeptał.

— Jest. — Gdy mężczyzna gwałtownie pokiwał głową, musiał zwalczyć ogromną pokusę przyłożenia sobie jego dłoni do policzka. Sama taka potrzeba świadczyła o istnieniu przekleństwa. — Pokonamy Novę Cupiditas, Draco. Z góry przepraszam z powodu tego, co będziesz musiał w międzyczasie przejść.

— Cholernie się upokorzyłem. Nienawidzę tego — kontynuował bez zająknięcia. Teraz wracały do niego następne szczegóły. Skrzywił się, przypomniawszy sobie głupie wyznania miłości, bowiem naprawdę brzmiał niczym zakochany idiota. To oczywiste, że Potter nie odwzajemniał tego „uczucia”.

Zarejestrował również rozczulające spojrzenie Harry’ego i niepodważalny fakt w postaci zawahania się przed wzniesieniem bariery — nie chciał się wówczas odsunąć, a więc pragnął się poddać.

Mimowolnie oblizał spierzchnięte wargi. To zdecydowanie był poważny problem. Co się stanie, jeżeli rzeczywiście mu ulegnie? Chociaż wiedział, że stąpa po cienkim lodzie, zamiast zdruzgotania poczuł zadowolenie i przepełniającą go przyjemność.

Klątwa wciąż była w mocy.

— Zrozumiałem jednak, że potrzebuję pomocy — kontynuował spokojnym tonem Potter. — Jeżeli znów oszalejesz, nam obu przyda się trzecia para rąk, głównie do prowadzenia badań i analizowania wyników — wtedy też będę miał więcej czas na roztoczenie nad tobą opieki i pilnowanie, żebyś nie zrobił sobie krzywdy. Czy pozwolisz moim przyjaciołom dołączyć do naszej drużyny?

Draco poczuł przebiegający po kręgosłupie cholernie nieprzyjemny dreszcz, kiedy zdał sobie sprawę, że jest pod pilną obserwacją Weasleya i Granger. Jak dotąd, nawet nie zorientował się, że przebywają w ich domu. Teraz patrzyli nań z drugiej strony bawialni, z pewnością rozważając możliwości i czekając, aż wywinie jakiś numer. Kiedyś nie miałby najmniejszych wątpliwości, że mają towarzystwo, ale w obecnym stanie był dość otumaniony. Oparł się o barierę i przyjrzał im się bliżej.

Wyglądali na wrogo nastawionych. Z nienawiścią skupiali się głównie na ich wciąż splecionych dłoniach, co sprawiło, że mimowolnie warknął pod nosem. W sercu rozprzestrzeniła mu się zazdrość, o wiele ciemniejsza i gęściejsza, aniżeli pamiętał, całkowicie wypierając zimno, które wróciło go do rzeczywistości. Nieświadomie zacisnął palce na dłoni Harry’ego, z pewnością pozostawiwszy po sobie ślady, a potem w zaborczym geście przycisnął ją do piersi. Żałował, że odgradza ich ta głupia bariera, bo w przeciwnym razie mógłby po prostu stanąć pomiędzy nimi a zagrożeniem.

— Jak długo byliście sam na sam? — zapytał.

— W ogóle — odparł ze spokojem brunet i nie zaprotestował, że wciąż się trzymają za ręce. Wspaniale. To było naprawdę ważne. Usatysfakcjonowany, Draco z czułością pogłaskał go po wierzchu dłoni. — Wpadli bezpośrednio do salonu, gdzie ciągle byliśmy we czwórkę. Spałeś wtedy w kącie.

— Nie usprawiedliwiaj się przed nim, stary. Boże! — Weasley sprawiał wrażenie obrzydzonego samą możliwością.

Najprawdopodobniej od lat chciał się pieprzyć z Harrym, podsumował z pogardą. Zapewne był szalenie rozczarowany, że facet jego marzeń znalazł sobie inny obiekt zainteresowania.

— Malfoy nie może oczekiwać od ciebie wyłączności — dodał z przekonaniem rudzielec.

— Cóż, wyłączność wypływa z moich przekonań — odpowiedział beznamiętnie Harry z błyszczącymi uporem oczami. — Obiecałem to też Draco.

Blondyn przełknął ślinę, a po sercu rozprzestrzeniło mu się kolejne, dziwne uczucie, tym razem pozbawione żaru zazdrości, czy słonego ciepła upokorzenia, które brało go we władanie, gdy skupiał się na swoich wyznaniach miłosnych. Zastanawiał się, co to takiego. Może jakaś nowa manifestacja klątwy…?

— Martwimy się o twoje bezpieczeństwo — dodała Granger. Mówiła łagodnym, książkowym tonem, takim jak zawsze, ale Draco nie dał się zwieść. Granger nie byłaby zmartwiona, gdyby pod kopułą leżał ktoś inny. Jeżeli ci szlamowaci fanatycy rzuciliby Novę Cupiditas na jej ukochanego Weasleya, błagałaby Harry’ego na kolanach, żeby znalazł przeciwzaklęcie. — Jak możemy zostawiać cię z nim samego? Właśnie tak brzmi propozycja, którą nam złożyłeś. Przypomnę, że chodziło ci o przeprowadzanie badań i zbieranie wskazówek.

— Owszem, nie cofam swoich słów. — Draco czuł pod palcami, że puls Harry’ego jest niespokojny. Chciał pochylić głowę i przejechać mu językiem po nadgarstku, ale zdołał opanować ten impuls, ponieważ wolał wysłuchać wszystkiego, co Potter miał do powiedzenia. — Nie sądzę, żeby było to naprawdę konieczne, Hermiono, a przynajmniej nie na długo. Jeżeli wyjdziesz, żeby przeprowadzić kilka testów, Ron może z nami zostać i na odwrót. Jeśli będę potrzebował wyjść na zewnątrz…

— To pójdę z tobą — powiedział naprędce.

Weasley prychnął.

— Co cna oszalałeś, Malfoy? Równie dobrze możesz go zacząć molestować na samym środku ulicy Pokątnej. W zamian możesz poświęcić ten czas na coś bardziej pożytecznego.

Draco z radością poddał się fali irytacji, ponieważ była to całkiem normalna emocja w takiej chwili, jak również nijak związana z Harrym, a więc rzadka i niezwykle mile widziana.

— Nie mam zbyt wielu opcji, Weasley — odparł. — Gdyby coś się stało, a jego nie byłoby w pobliżu, żeby mnie uspokoić, sprawy mogą przybrać niefajny obrót. I, jakbyś nie zauważył, jestem zaangażowany w poszukiwanie przeciwzaklęcia.

Chociaż ciężko było stwierdzić, czy to klątwa kazała mu wypowiedzieć te słowa, czy też nie, powiedział prawdę. Harry go poparł, bez zastanowienia skinąwszy głową. Draco spojrzał nań, chłonąc prezentowany mu widok i w duchu przeklinał, że nie wyglądał podobnie, kiedy trzymał go w swoich ramionach.

Z drugiej strony, gdyby to miało miejsce, obaj padliby ofiarą gwałtu. Bez względu na to, jak straszliwie pragnął czegoś więcej, aniżeli niewinnego trzymania się za ręce, skrycie wiedział, że to dobrze, że został powstrzymany.

Mogę mu zaufać.

Może właśnie to wyjaśniało ciepłotę, którą czuł. Zatracił się w delikatnych, miarowych i najprawdopodobniej nieświadomych pieszczotach dłoni Harry’ego, zupełnie ignorując fakt, iż sprzeczał się on ze swoimi przyjaciółmi. Dopóki był dlań najistotniejszy i mógł go w ten sposób dotykać, wszystko było w porządku.


Harry westchnął i oparł się pokusie powrotu do łóżka. Był późny wieczór, kiedy Hermiona udała się do hogwardzkiej biblioteki, gdzie wrota zawsze stały przed nią otworem, uzbrojona w przekazane jej informacje na temat zmiany natury klątwy. Szczęśliwie, zobaczył w orzechowych oczach niechętne zainteresowanie, ale dobrze wiedział, żeby nie uznawać tego za przebłysk nadziei. Jeżeli Nova Cupiditas rzeczywiście ewoluowała, wskoczyła na następny poziom, czy jak to tam zwał, z pewnością nie wróżyło niczego dobrego — cel pozostał jeden: aby Draco łatwiej zaciągnął Harry’ego do łóżka.

Teraz ślęczał w warsztacie, z Draco w ponownie naprawionym i zabezpieczonym kręgu i Ronem z tyłu. Kumpel ciągle wiercił się na krześle i mruczał pod nosem, jakie to niesprawiedliwe, że Harry podjął się wysiłku dla kogoś, kto jest najprawdziwszym dupkiem.

Tę część z łatwością ignorował. Wiedział, że próbowałby pomóc każdemu, kto zostałby przeklęty. Jak niegdyś powiedział mu Malfoy, był po prostu uczciwym człowiekiem.

Niestety, Ron oddziaływał również na Draco, który był niezadowolony, a to utrudniało im obu skupienie się na pracy i zaklęciach, które mieli testować.

Klątwa ewoluowała, a więc powinna wyglądać inaczej, niż przy poprzednim sprawdzeniu. Ostatecznie okazało się, że jedyną różnicą była decyzja o rzucaniu uroków w obecności osoby trzeciej.

Mężczyźni mierzyli się gniewnym spojrzeniem przez barierę ochronną. Harry pokręcił głową. Wiedział, że przyjaciel po prostu się o niego martwił, co manifestował charakterystyczną dla Weasleyów złością, ale miał nadzieję, że Ron będzie wystarczająco mądry, żeby postępować zgodnie z instrukcjami, które mu przekazał — mimo wszelkich pokus musiał pozostać po drugiej stronie warsztatu, nie przekraczać granicy połowy pomieszczenia i absolutnie nie go nie dotykać, pod żadnym pozorem. Nie było to coś, do czego miał naturalną skłonność, ale złamałby tę ostatnią zasadę z czystej upartości.

— W porządku? — zapytał wszem wobec. — Zacznę, kiedy niektórzy się uspokoją i przestaną zachowywać się niczym dzieci.

— Słyszałeś Harry’ego, Weasley. — Draco brzmiał całkiem normalnie i dlatego wzbudził jego zainteresowanie. Właśnie tego człowieka starał się przywrócić — kolesia, który rzucał obelgami na lewo i prawo oraz widział w Weasleyach wrogów. Nade wszystko pragnął zachować integralność mężczyzny, który szczerze nim pogardzał.

To wciąż bolało, ale w gruncie rzeczy zdążył się przyzwyczaić.

— Skąd wiesz, że nie mówił do ciebie, Malfoy? — Ron nie pozostał mu dłużny.

Harry zamknął oczy, głęboko żałując, że nie może po prostu wyciszyć sobie uszu, ale nie chciał przegapić sygnałów ostrzegawczych typu błagań o bliskość i intymność. Wziąwszy głęboki, uspokajający oddech, rzucił pierwsze zaklęcie ujawniające, trzymając w lewej ręce żar z wygasłego czarnomagicznego ognia. Nova Cupiditas wydawała się mieć więcej wspólnego z ciepłem, aniżeli z zimnem.

— Cóż, jestem przeklęty. — Uśmiechnął się szyderczo Draco. — To z kolei znaczy, że nie odpowiadam za swoje czyny. Nie słuchałeś?

Harry zakończył zaklęcie i gwałtownie się doń obrócił, aby stanąć twarzą do kręgu ochronnego. W chwili, gdy Malfoy zobaczył, że jest obserwowany, stracił ochotę na dalsze drwiny. Wyciągnął rękę, aby go dotknąć, ale bariera go powstrzymała. Był całkowicie na nim skupiony, a oczy hipnotyzowały spojrzeniem. Kiedy był pod wpływem klątwy, może naprawdę darzył go miłością.

Wciąż to nie uczucie, które w normalnych okolicznościach by wybrał, przypomniał sobie w oczekiwaniu na rezultaty zaklęcia. Muszę o tym pamiętać. Zachowanie i czyny dyktuje Draco Nova Cupiditas. Nic, co mówi i robi, nie jest prawdziwe.

Stop. Teraz musi się bardziej skupić na efektach zaklęcia, a mniej na własnych poplątanych uczuciach, prawda? Zdeterminowany, pochylił się naprzód i z uwagą zaczął obserwować, jak urok przeciska się przez bariery i gromadzi się wokół głowy i ramion mężczyzny. Skumulował magię wokół górnej części jego ciała, ponieważ wcześniej widział tam postrzępioną, brzydką, mackowatą koronę.

Znów się zmaterializowała. Zmarszczywszy brwi, rzeczywiście zauważył nowy element, a więc najprawdopodobniej potwierdził swą teorię. Z drugiej strony, może wcześniej niewystarczająco się skupił i ujrzał zaledwie część korony?

— Harry? — zainteresował się Ron.

— Chwileczkę — opowiedział naprędce, szkicując zmianę na pergaminie. Musiał się pospieszyć, bo zaraz zniknie. Element przypominał drzemiącego węża. Jego „łeb” spoczywał w odnóżach owiniętych wokół twarzy Draco, a „cielsko” wiło się i podwijało wzdłuż górnej części spływającej mu po ramionach. Upewnił się, że idealnie odwzoruje każdy szczegół. To zdecydowanie było ważne.

Dlaczego?

Oblizawszy usta, uśmiechnął się w duchu. Ta specyficzna pewność siebie, błyskotliwa i stymulująca, nie była mu obca. Gdzieś w głębi umysłu, w warstwie, do której jeszcze nie mógł dotrzeć, zrodził mu się pomysł. Niedługo nabierze odpowiedniejszego, jaśniejszego kształtu, a wtedy wcieli go w życie.

Musiał oddać wszystko, począwszy od góry korony, aż po jej najmniejsze wici. Przesunął się w bok, aby móc lepiej zobaczyć spiralę owiniętą wokół ucha czarodzieja i zaklął pod nosem. Z tej perspektywy nie był w stanie stwierdzić, czy był to pojedynczy ślimaczek, czy też wielokrotny, skręcony wokół siebie na podobieństwo sznura.


Draco oparł się o barierę ochronną i pociągnął nosem. Wiedział, że przeszkoda jest nieprzepuszczalna i nie wyczuje nawet mgiełki zapachu Harry’ego, ale wydawało mu się, że powietrze jakby się rozrzedziło. To było pomocne, gdyż powstrzymywało go przed próbą przedarcia się przez pole, wyskoczenia z kręgu i przeszkadzaniu w pracy naukowej.

Potter był piękny, gdy pozostawał skupiony. Najprawdopodobniej też nie był tego świadomy, podobnie jak Weasley, który nieustannie narzekał, marudził i domagał się uwagi, zachowując się niczym zniecierpliwione, rozkapryszone dziecko, nierozumiejące powagi sytuacji — swoimi humorkami sprawiał, że badania wyglądały na bezsensowną igraszkę i traciły podniosły charakter.

Chcę być w centrum Harry’ego.

Draco przełknął ślinę. Owszem, teraz w nim był, ponieważ razem współpracowali. Aby się uspokoić i stłumić narastającą w piersi zazdrość, skoncentrował się na wspomnieniu, w którym facet mówi, że będzie do samego końca walczył o usunięcie klątwy.

Obecnie mrużył oczy i coś szkicował, co rusz rzucając mu uważne spojrzenie, więc na spokojnie można było założyć, że badał sygnaturę zaklęcia i wyciągał wnioski. Włosy miał potargane, ale zawsze tak wyglądały i nie były oznaką mile spędzonej nocy w towarzystwie kochanka, co odejmowało mu trochę stresu. Wpadająca do oczu grzywka nie zdołała ukryć ich niesamowicie zielonego koloru. Ze zdecydowaniem trzymał w rękach zwój pergaminu, a szczękę miał zaciśniętą z najczystszą determinacją. Poruszał się z gracją tancerza, zmierzając do celu, który w ostatecznym rozwiązaniu pomoże im obu.

Draco automatycznie wyciągnął rękę i znów dotknął bariery. Zmarszczywszy lekko brwi, opuścił ją wzdłuż ciała, jednym uchem słysząc niekończące się narzekania Weasleya. Gdy się trochę przysłuchał, pojął, że rudzielec bredzi coś o nocowaniu Harry’ego u przyjaciół i zostawieniu Draco przykutego łańcuchami pod jakąś kopułą. Oczywiście, uznał to za najzwyczajniejsze w świecie pierdolenie, bo wiedział, że Potter nigdy się na coś takiego nie zgodzi — nie miał więc żadnego powodu do zmartwienia.

Potrząsnąwszy głową, skupił się z powrotem na brunecie. Obecnie skończył szkicować, odchylił się do tyłu i potrząsał głową. Czoło miał skropione potem, ale kiedy go otarł, momentalnie się rozjaśnił.

— Rozwiążemy nasz problem — podsumował. — Zdołałem uchwycić zmianę, o której wcześniej rozmawialiśmy. Zastanawiam się, czy to nowy element, czy po prostu wcześniejsze zaklęcie ujawniające średnio się sprawdziło. Czymkolwiek jest, więcej informacji to świetna wiadomość.

Draco otworzył usta, aby się zgodzić, ale właśnie wtedy Weasley znów się odezwał.

— Na pewno nie chcesz u nas przenocować, stary?

Harry pokręcił głową.

— Jestem wdzięczny, że razem z Hermioną postanowiliście mi pomóc, Ron, ale nie mogę zostawić Draco samego. — Spojrzał nań i przestał się uśmiechać. Mimo to intensywność, z którą go oglądał, niemal wystarczała klątwie i prawie rekompensowała wszystkie bariery i kopuły, które nieustannie ich oddzielały. — Nigdy tego nie zrobię.

Musiał przymknąć powieki, gdyż został porażony ciepłym dotykiem promieni słonecznych.

Ciężko mu było nazwać to uczucie. Nie wiedział, skąd pochodziło — czy od Novy Cupiditas, czy naprawdę od serca, bo po prostu ciężko mu było dokonać rozróżnienia.

Mimo to rozumiał, czego teraz pragnął. Gdyby potrafił się kontrolować, gdyby Weasley zniknął z warsztatu, a bariera zostałaby zniesiona, wziąłby Harry’ego w ramiona i pocałowałby go z łatwością. Chciał dotknąć jego twarzy, poznać kształt kości i zabrać go do łóżka, gdzie mogliby na spokojnie omówić klątwę, ciesząc się wzajemną bliskością.

Gdyby spróbował zdefiniować to uczucie, poczułby się co najmniej zdezorientowany, zawstydzony i zniesmaczony tokiem własnych myśli, choć nie wystarczająco.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz