— No naprawdę, Harry. Draco Malfoy?
Harry przewrócił lekceważąco oczami i wrócił do przyrządzania śniadania. Hermiona nie zmieniła tematu, odkąd tylko przekroczyła próg jego domu i poznała prawdę. Oczywiście, nie wpadła tylko na przyjacielską pogawędkę przy herbacie. Słyszała już, że widziano go w Mungu z Malfoyem, więc powinna być przygotowana na wszelkiego rodzaju wytłumaczenia.
Albo przynajmniej na kilka bardziej wiarygodnych. Szczerze mówiąc, miał nadzieję, że zapach smażonych jajek wywabi gościa z łóżka, bo Hermiona ewidentnie odmawiała przyjęcia faktu do wiadomości, dopóki nie ujrzy niezbitego dowodu.
— Yhym. — Sprawdził, czy bekon wciąż jest dobrze przyrumieniony, gdyż wcześniej rzucił nań urok podgrzewający. Uśmiechnął się, czując ciepło nad wyciągniętą dłonią i ponownie skupił się na jajecznicy. — Wiesz, jest czarodziejem czystej krwi z mroczną przeszłością, a to czyni go potencjalnym celem mugolaków, którzy pragną się zemścić za zbrodnie wojenne. — Zerknął w przelocie na kobietę.
Hermiona westchnęła i wbiła wzrok w podłogę.
— Cóż, po prostu sympatyzuję z jedną stroną, a nie drugą — stwierdziła. — Oczywiście, jestem przeciwna Novie Cupiditas. Używanie jej na kimkolwiek jest przestępstwem i uważam, że powinno być surowo karane. Niemniej jednak mogę zrozumieć silny gniew, stojący za pobudkami rzucającego zaklęcie.
Harry potrząsnął głową.
— To właśnie różnica pomiędzy nami. W przeciwieństwie do ciebie nie dbam o emocje ludzi i ich zrozumienie. Nade wszystko uważam, że odczuwanie gniewu, a kierowanie się gniewem, to dwie różne rzeczy. Jeżeli myślę o rozwaleniu tobie głowy, to w porządku, bo każdy ma czasem ochotę kogoś palnąć. Gdybym rzeczywiście to zrobił, zostałbym oskarżony o morderstwo.
Zamrugała.
— Odnoszę dziwaczne wrażenie, że to odniesienie do rozwalenia mi głowy nie jest przypadkowe.
— Owszem. — Harry zdjął patelnię z ognia i podzielił jajecznicę na trzy porcje; wcześniej przygotował sobie talerze. — Malfoy tutaj jest i naprawdę rzucono na niego klątwę, o której mówiłem. Czy to ci się podoba, czy też nie, zamierzam mu pomóc.
— W porządku. — Hermiona spojrzała nań z powątpiewaniem. — Wciąż myślę, że to zły pomysł.
— Z powodu naszej szkolnej nienawiści? — zapytał z gniewem i syknął, kiedy poparzył sobie palce o brzeg gorącej patelni. Wyciągnął różdżkę i opatrzył zranienie niewielkim czarem leczniczym, zanim przyjaciółka dobyła własnej — z jakiegoś powodu wydawała się niezadowolona. — To niecodzienne, ale uzdrowiciele poddali się już w szpitalu. Widziałem w ich oczach najprawdziwsze zrezygnowanie. Gdybym nie spróbował mu pomóc, najprawdopodobniej zostałby z tym sam.
— Chodziło mi o coś innego — powiedziała i zamilkła. Zmarszczyła czoło, najwyraźniej niepewna swoich własnych myśli.
— Daj mi, proszę, znać, kiedy będziesz gotowa przedstawić rozsądne argumenty — burknął i spojrzał w głąb korytarza, gdzie przydzielił Malfoyowi sypialnię. Mimowolnie się zastanowił, czy powinien obudzić go na śniadanie.
Właśnie ten moment wybrał sobie Draco na wyjście z pokoju, więc wyglądało na to, że zapach jajecznicy spełnił swe zadanie. Miał na sobie tylko spodnie od piżamy i już na wstępie rzucił mu pożądliwe spojrzenie, z którym dobrze się zaznajomił poprzedniego wieczoru.
Harry uniósł rękę, kiedy Hermiona wstała z krzykiem.
— Spokojnie — poprosił. — Klątwa wydaje się działać podobnie do… silnej migreny — pojawia się nagle i jest trudna do opanowania. Naprawdę ciężko się jej przeciwstawić.
— Pragnę cię, Potter — powiedział ni stąd, ni zowąd Malfoy z zawziętą miną. Brzmiał, jakby usilnie próbował powstrzymać gniew, który w normalnych okolicznościach uniemożliwiałby mu wyrażenie własnego zdania.
— Wiem — odparł. Podszedł do mężczyzny i machnął różdżką, tworząc grubą barierę niebieskawego światła pomiędzy nim a Hermioną. Urok był przepuszczalny, więc dziewczyna widziała wszystko, co się dzieje, dzięki czemu nie wpadła w panikę, że zaraz stanie się świadkiem morderstwa, ale też dawał Malfoyowi odrobinę prywatności i pozwalał zachować im obu godność — nie, żeby martwił się reputacją przed najlepszą przyjaciółką, która trzymała mu włosy, kiedy wymiotował do toalety. — Możesz mnie mieć, jeżeli naprawdę potrzebujesz.
Draco przymknął z ulgi powieki. Z niewiadomego powodu klątwa wydawała się wymagać chętnego podporządkowania się ze strony obiektu pożądania, co było całkowicie pozbawione sensu. Obiektywnie rzecz biorąc, gdyby napotkała opór, zmusiłaby go do gwałtu, więc dlaczego tak istotne były chęci Pottera?
Kiedy położył na nim ręce, wszystkie te myśli momentalnie zeszły na dalszy plan. Natychmiast podciągnął mu koszulkę aż po brodę, wplótł palce we włosy i przycisnął ich nagie klatki piersiowe do siebie. Gdy zetknęli się biodrami, usłyszał ciche sapnięcie.
Draco uznał to za zachętę. Znów podciągnął mu koszulkę, tym razem prawie zrzuciwszy ją z ramion; prawie strącił mu również okulary. Musiał skosztować tych kuszących ust. Żądza, która nim zawładnęła, gdy ich wargi się spotkały, sprawiła, że się zachwiał. Nade wszystko pragnął zakołysać biodrami, ale wątpił, aby starczyło mu sił.
Jęknął i odczekał chwilę, żeby się upewnić, że tym razem musi zapomnieć o tańcu języków. Klątwa wymagała od niego znacznie więcej, niż niewinnej zabawy, więc sięgnął dłonią w dół klatki piersiowej mężczyzny i uszczypnął go w sutek.
— Jasna cholera, Malfoy! — krzyknął Potter. — Co ty wyprawiasz?
— Moje małe niewiniątko. — Uśmiechnął się zadziornie, ale w rzeczywistości nie wiedział, czy był pod wpływem uroku, czy po prostu miał ochotę trochę go podrażnić. — Nigdy wcześniej nie zaznałeś takiej pieszczoty? — Przejechał językiem po odsłoniętej szyi, smakując mydła i wdychając zapach szamponu.
— Nie — odpowiedział zamyślonym tonem brunet, świadczącym o naukowym zainteresowaniu tematem. — Zastanawia mnie jednak, dlaczego klątwa nakłania cię do myślenia o podobnych rzeczach.
Draco prychnął i zaczął skubać odsłonięte gardło. Całkiem możliwe, że przesadził, bo Potter sapnął i uniósł w proteście prawą rękę.
— Od zawsze wiedziałem, że sutki, nawet męskie, są wrażliwe, bo po prostu miewałem kochanków. Nie musisz zapisywać tej informacji na swoim pergaminie, ale uważam, że zaklęcie nie może dodać mi wiedzy, której nie posiadam; opiera się wyłącznie na instynktach seksualnych. — To powiedziawszy, rozejrzał się wokół w poszukiwaniu miejsca, na którym mógłby go położyć. Właśnie, tak odnośnie popędu, cholernie potrzebował leżącego pod nim Harry’ego.
— To istotne spostrzeżenie — odparł mężczyzna, podczas gdy jego ręka automatycznie drgnęła w poszukiwaniu zwoju, z którym się prawie nie rozstawał.
Albo klątwa, albo Draco był zirytowany sposobem, w jaki był lekceważony. To już drugi raz, kiedy nie jest pewien, czy kieruje nim Nova Cupiditas. Jeżeli miał się kochać z Potterem, ten powinien uznać jego istnienie i dominację.
— Nieważne — podsumował i ugiął kolana, nogę oparłszy na jednym z krzeseł — dzięki temu z łatwością mógł wziąć sutek do ust.
Tym razem mężczyzna zesztywniał i to na więcej, niż jeden sposób. Zaczął też szybciej oddychać, o czym sugerowała gwałtowniej unosząca się klatka piersiowa. Draco uśmiechnął się triumfalnie i ponownie uszczypnął zębami odstający sutek. Facet krzyknął i się odsunął, utworzywszy między nimi barierę niebieskiego światła.
Z trudem przełknął ślinę. Dopiero teraz zauważył, że druga blokada odcina spory kawałek kuchni oraz że ktoś weń wali pięściami. Szybko zepchnął te myśli na dalszy plan. Liczyła się tylko i wyłącznie pustka, którą czuł w środku i uczucie niezaspokojenia. Wyciągnął przed siebie rękę, chociaż doskonale wiedział, że nie przejdzie przez barierę.
— Potter. — Nienawidził sposobu, w jaki załamywał mu się głos, ale musiał się odezwać. — Przepuść mnie.
— Przypadkowo przekroczyłem granicę. Ta blokada jest dla mnie, nie dla ciebie. W pewnym momencie się rozproszyłem i skupiłem bardziej na własnych odczuciach, aniżeli na obserwowaniu twoich reakcji i wyciąganiu wniosków — powiedział brunet. — Wybacz moje zaniedbanie.
Chociaż z pewnością mówił prawdę, dla Draco nie miało to najmniejszego znaczenia, ponieważ jak dotąd nawet nie przypuszczał, że fiut może tak boleć z podniecenia.
— Proszę — wyszeptał, z ledwością zarejestrowawszy cichutki dźwięk uderzających o drugą blokadę pięści. Nie zważywszy na wszystko inne, dotknął dłonią poświaty, choć dobrze wiedział, że za niedługo zmieni swą formę na mniej pasywną. W głębi duszy pragnął uniknąć przemiany w szaleńca, który pod wpływem klątwy gdzieś się w nim czaił. — Pozwól mi się dotknąć, proszę — dodał na przekór sobie. — Jeszcze tylko kilka minut.
Potter spojrzał nań intensywniej, a Draco zacisnął usta. Kiedy wyobrażał sobie, jak to będzie, gdy zawładnie nim zaklęcie, postawiłby wszystkie pieniądze, że to on posłuży rozumem i będzie głosem racjonalności, rozumiejącym ograniczenia i konsekwencje Novy Cupiditas; Pottera widział z kolei w roli spragnionego dotyku kochanka, który z radością wskoczy mu do łóżka. Rzeczywistość zweryfikowała te głupie wyobrażenia — otóż było zupełnie na odwrót.
Westchnął i zacisnął dłonie w pięści. Jak miał zwalczyć to pragnienie…?
— Wiesz, co się stanie, kiedy pójdziemy na całość, prawda? — Usłyszał niczym przez mgłę. — Już zapomniałeś?
Zamiast na przesłaniu pytania, skoncentrował się na frazie „pójścia na całość”. Sam pomysł sprawił, że zakręciło mu się w głowie, a ból pomiędzy nogami odrobinę zelżał.
— Moglibyśmy? — spytał z nadzieją. — Potrzebuję cię, Potter. — Powinien być zniesmaczony faktem, że żebrze, ale obrzydzenie zniknęło równie szybko, co się pojawiło.
Mężczyzna potrząsnął głową.
— Coś przypuszczałem, że zapomnisz — stwierdził, co w gruncie rzeczy było okrutne, co jakim prawem w pierwszej kolejności oczekiwał, że Draco skupi się na pierdołach, kiedy wizja w umyśle naprowadzała go na właściwą ścieżkę. — Jeżeli wylądujemy razem w łóżku, klątwa przybierze na sile, a twoje… pragnienie stanie się trudniejsze do zaspokojenia.
— Trudniejsze? — zapytał i się wzdrygnął. — Jak to możliwe? Straszliwie bredzisz.
— Nie spojrzę na świat twoimi oczami. Nie podzielam twoich uczuć. — Na twarzy Pottera odbiło się współczucie. — Uwierz, że nie jestem skłonny do tak ogromnego poświęcenia. Jeżeli posuniemy się dalej, dopuścimy się gwałtu, w mniej lub bardziej szerokim rozumieniu. Nie dopuszczę do tego.
— I znów pleciesz głupoty — powiedział uspokajającym tonem. Czy mówił szczerze, czy też przemawiała za niego klątwa? Nie wiedział. Wciąż zdezorientowany zachowaniem kochanka, zaczął przechadzać się naokoło bariery. Udawał, że po prostu spaceruje, ale w rzeczywistości szukał słabego punktu. — Gdy wyrazisz zgodę, będziemy się tylko kochać.
— Jeżeli przespałbym się z tobą pod wpływem klątwy, zostałbym gwałcicielem.
Draco przystanął i wybuchnął gromkim śmiechem. Naiwność, niewinność i delikatność Pottera nie zasługiwała na żaden inny komentarz.
— Wręcz przeciwnie, bo — uwaga — też wyrażam zgodę. Chętnie zaprowadzę cię do łóżka. W tym miejscu daję ci również pozwolenie na zrobienie ze mną wszystkiego, co tylko zapragniesz.
Z jakiegoś powodu facet się skrzywił, zamiast zarumienić i pokiwać posłusznie głową. Naprawdę nie był w stanie wyobrazić sobie płynącej z seksu przyjemności i korzyści wynikających z regularnych igraszek? Szczerze mówiąc, nawet nie przypuszczał, że jest aż tak niewinny.
— Och, Draco. — Potter sprawiał wrażenie człowieka, który zaraz się rozpłacze. — Naprawdę sporo zapomniałeś przez tę paskudną klątwę albo po prostu nie dobrowolnie pomijasz najważniejsze kwestie. — Zamilkł i zmarszczył brwi, jakby rozważał problem do rozwiązania.
Ewidentnie nie pojmował podstawowych faktów, podsumował z przekonaniem. Skoro to on był dziś bardziej kreatywny, powinien wykazać się zrozumieniem i wskazać mu prawidłową drogę.
— W porządku, po kolei. — Uśmiechnął się i oparł o niebieską poświatę. — Jesteśmy w stanie dojść do porozumienia w trzech prostych krokach. Pierwszy: usuń barierę. Drugi: zrzuć szatę. Trzeci: chodźmy się pieprzyć. Widzisz? Żaden problem.
Potter sprawiał wrażenie skonfundowanego, ponieważ stał nieruchomo w miejscu, obecnie z zamkniętymi oczami, i poruszał bezdźwięcznie ustami. Draco w międzyczasie studiował punkt w barierze, który wyglądał na krawędź fasetowanego klejnotu. Całkiem prawdopodobne, że to słabsza część magicznej ścianki, więc może zrobić weń wyrwę.
Był niemal chory z pożądania. Ten facet nie mógł naprawdę oczekiwać, że będzie siedział naprzeciw bufetu, umierając z głodu i po prostu się przyglądając najwspanialszemu w świecie deserowi, prawda?
Z drugiej strony, Potter był czasami zbyt wrażliwy.
Gdzieś z odległego kąta słyszał krzyki i jakby walenie pięściami w ścianę. Z jakiegoś powodu bardzo mu to przeszkadzało, więc dobył różdżki.
— Confringo — burknął, a poświata zadrżała, ale nie zniknęła. Niezadowolony, przeklął łagodnie pod nosem. Chociaż spektakularnie zawiódł, dokonał małego odkrycia — otóż teraz przynajmniej wiedział, że ma na nią wpływ. Świadomość mocy, nawet minimalnej, pomogła mu złagodzić odczuwany niepokój. Jeszcze chwila, a zupełnie się uspokoił.
Właśnie wtedy Potter dźgnął go różdżką poprzez blokadę. Draco otworzył usta i spróbował pokazać, jak bardzo jest utalentowany oralnie, ale facet nie wydawał się pod wrażeniem.
— Aqua alsia. — Usłyszał i w momencie poczuł, jakby ktoś wylał mu na głowę kubeł lodowatej wody.
Harry się skrzywił, patrząc na miotającego się po drugiej stronie bariery Malfoya. Urok Chłodnego Prysznica nie służył wyłącznie kąpieli w zimnej wodzie, ale wpływał również na libido ofiary, zmniejszając je na okres do siedemdziesięciu dwóch godzin. Było to bolesne i dezorientujące doświadczenie, ale z pewnością kończyło z zażenowaniem, które obaj odczuwali na tym etapie.
Wpadli w szalenie niebezpieczne i grząskie bagno, będące najprawdziwszą pułapką. Widział to w spojrzeniu blondyna. Żądza, która nim zawładnęła, wykraczała poza normalny poziom pożądania, z jakim dotąd się spotykał — niejednokrotnie odrzucał propozycję szybkiego numerki z fanem lub fanką, którzy zastanawiali się, jak to jest pieprzyć się z bohaterem czarodziejskiego świata. W szarych oczach zobaczył szczerze przekonanie o łączących ich przeznaczeniu i przeświadczenie, że należy zabić każdego, kto stanie im na drodze.
Nie było słów, aby wyrazić grozę związaną z Novą Cupiditas, popychającą swą ofiarę w ramiona szaleństwa. Harry potrząsnął głową, starannie unikając spojrzenia mężczyzny, a potem odwrócił się doń plecami i usunął zawczasu wzniesioną barierę, tę oddzielającą go od Hermiony. Wiedział, że prawie została zneutralizowana, bo przyjaciółka w międzyczasie nie próżnowała, ale wolał samodzielnie cofnąć zaklęcie, aniżeli pozwolić jej się przebić.
Hermiona podeszła bliżej i spojrzała na Malfoya pod kątem, pod którym Harry nie mógł. Ewidentnie kontrolowała swój wyraz twarzy i ton głosu, więc ktoś, kto zobaczyłby i usłyszałby ją z daleka, stwierdziłby, że zdołała zachować spokój. Nic bardziej mylnego.
— Musisz fiuknąć do Świętego Munga, Harry. Natychmiast.
— Odpada — powiedział. Wiedział, w jakim kierunku potoczy się ta rozmowa, kiedy tylko na własne oczy zobaczy efekty klątwy. Szczęśliwie, był przygotowany na konfrontację.
Wyglądała na równie obłąkaną, co Draco.
— Nie masz wyboru. Malfoy jest niebezpieczny. Widziałam, jak się zachowywał. Gdybyś nie był przygotowany na najgorsze, skończyłbyś na podłodze, albo zgwałcony, albo zamordowany w trakcie. Ja z kolei stałabym po drugiej stronie muru, który wzniosłeś, całkowicie bezradna. Zapłakałabym się na śmierć, nie mogąc ci pomóc. — Zacisnęła dłonie wokół uchwytu swojej różdżki, a Harry ponownie się skrzywił. To oczywiste, że bezradność w obliczu zagrożenia życia przyjaciela jest najgorszym koszmarem, jaki może spotkać człowieka walczącego na wojnie. Szczerze mówiąc, nie chciał postawić jej w takiej sytuacji. — Musisz, Harry. Nie poradzisz sobie z Malfoyem.
— Myślisz, że uzdrowiciele ze szpitala obeszliby się z nim łagodniej? — zapytał w zamian. — Naprawdę jesteś przekonana, że użyliby mniej śmiercionośnej klątwy, aby powstrzymać zagrożenie, jakie stworzył swoim zachowaniem? W Mungu również pracują ludzie, którzy doświadczyli przekleństw wojny. Nie wszyscy zapomnieli, że to głównie czystokrwiści popierali Voldemorta. Niektórzy wciąż żyją w bajce, gdzie czysta krew równa się byciu śmierciożercą. — Zacisnął z determinacją usta. — Szpital odpada, Hermiono. Zamknęliby go w jakimś pokoju niczym rozwścieczone zwierzę i albo próbowaliby przeprowadzić na nim eksperymentalną terapię, która w niczym by nie pomogła, a tylko zaszkodziła, albo…
— Nova Cupiditas jest nieodwracalna — przerwała mu wywód. — Wybacz mi, Harry, ale muszę ci uświadomić prawdę. Im szybciej przyjmiesz ją do wiadomości, tym mniej będziesz rozczarowany swoim brakiem postępów w sprawie.
Potrząsnął głową.
— Harry. — Hermiona się pochyliła, wykorzystując swą przewagę wzrostu, którą wciąż nad nim miała. Jednocześnie położyła mu dłoń na ramieniu. To oczywiste, co pragnęła mu przekazać. — Nie chcę, żebyś skończył ze złamanym sercem.
— Wiem, jak o siebie zadbać — powiedział i skinął głową w kierunku drzwi. — Wybacz, ale będę musiał odesłać cię do domu bez obiecanego śniadania. Najlepiej zrobisz, jeżeli zaraz wyjdziesz.
— Zastanów się, proszę. — Stanęła w rozkroku, jakby pomyślała, że może spróbować wypchnąć ją na zewnątrz przy użyciu siły.
— Zrozum, Hermiono. Nie przyjąłbym Draco pod swój dach, gdybym żył w przekonaniu, że naprawdę nie mogę mu pomóc — podsumował ze spokojem. Specjalnie użył imienia Malfoya, bo na świecie powinna być przynajmniej jedna osoba, która się go nie wyrzekła. — Jeśli będzie trzeba, stanę na głowie, aby odwrócić działanie klątwy. Kiedy jednak polegnę, po prostu zapytam go, czego pragnie.
Kobieta spojrzała powątpiewającym wzrokiem na blondyna, który nadal miotał się po drugiej stronie kuchni, teraz z twarzą ukrytą w dłoniach.
— Wtedy będzie mu zależało wyłącznie na jednym — aby się z tobą pieprzyć.
Harry potrząsnął głową.
— Istnieją przecież zaklęcia, które na krótki czas przywracają świadomość umysłu. Wykorzystam ten moment, żeby wprost zapytać, co zamierza dalej zrobić. I spełnię to życzenie, jakiekolwiek nie będzie.
Hermiona wyglądała, jakby wymierzył jej siarczystego policzka. Spojrzała nań z zatroskaną miną.
— Co, jeżeli poprosi o pomoc w popełnieniu samobójstwa?
— Cóż, to prawdopodobne. Niektórzy czystokrwiści rzeczywiście woleliby śmierć. — Wziął głęboki, uspokajający oddech. — Jak już mówiłem, wypełnię jego wolę.
— Nie możesz. Harry, proszę. Nie możesz tego zrobić…
Gdy zaczęła płakać, ponownie się skrzywił. To był moment, w którym powinni zakończyć tę rozmową, bo do niczego innego nie dojdą.
— Idź zjeść śniadanie, Hermiono — powiedział, uprzednio położywszy jej dłoń na ramieniu. — Wrócimy do tego tematu, kiedy się ukoisz nerwy i spojrzysz na sprawę racjonalnym okiem — dodał, stanowczo popchnąwszy dziewczynę w stronę drzwi. — Wybacz, ale naprawdę musisz wyjść. Wpadnę w międzyczasie w odwiedziny, dobrze?
Szczerze mówiąc, spodziewał się większego oporu — całkiem możliwe, że Malfoy nieświadomie mu pomógł, ponieważ przestał się miotać i odsłonił twarz razem z pełnymi bólu oczyma. Powoli skinęła głową, co automatycznie uznał za uznanie wyłożonej argumentacji, a potem otworzyła drzwi i praktycznie uciekła.
Chwilami miał ochotę zrobić dokładnie to samo — powstrzymywała go złożona obietnica. Przez kilka minut stał w kuchni, patrząc na zamknięte wrota, a następnie wziął głęboki oddech i zneutralizował niebieskawą barierę.
— Jeżeli chcesz, wciąż możemy zjeść śniadanie — zagaił, rzuciwszy szybkie spojrzenie w bok, aby potwierdzić swoje słowa. Owszem, jedzenie się nie zepsuło i wymagało jedynie czaru podgrzewającego. Machnął różdżką i bekon syknął, a jajecznica zaczęła parować. — Jesteś głodny?
— Cholernie dwuznaczne pytanie, Potter. — Draco nawet nie przypuszczał, że jest w stanie zdobyć się na tak niski głos — brzmiał, jakby przemawiał z głębokiej krypty.
Mężczyzna przymknął na moment powieki, aby ukryć to, co wyglądało na falę współczucia, a potem skinął głową i zmienił postawę.
— Słuszna uwaga, nie pomyślałem. Jeżeli jesteś zainteresowany posiłkiem, śniadanie leży na stole. — Odwrócił się i chwycił jeden z talerzy.
Minęła dłuższa chwila, zanim Draco poszedł jego śladem. Był straszliwie obolały od klątwy, aczkolwiek urok Chłodnego Prysznica zwrócił mu rozum, czasowo odegnawszy pożądanie.
Nietuzinkowe rozwiązanie problemu, ale Potter wiedział, co robi.
Niespotykane, ale do przyjęcia.
Malfoy potrząsnął głową. Uświadomił sobie, że kiedy dał się ponieść żądzy, w kuchni była również Granger i wszystko widziała. Nie pojmował, dlaczego stała tak blisko Pottera i czemu wyciągała ku niemu ręce, ale czuł się podwójnie upokorzony. Ze wszystkich możliwych ludzi, przed którymi mógłby stracić nad sobą panowanie… trafiła mu się pieprzona Hermiona Granger.
Słyszał, co powiedziała, bo bariera normalnie przepuszczała dźwięk. Szczerze mówiąc, był przekonany, że Harry przyzna jej rację. Jaka zdrowa na umyśle osoba przyjęłaby go pod wpływem Novy Cupiditas pod swój dach i znosiła codzienne napaści o charakterze seksualnym?
Usłyszane odpowiedzi napełniły Draco nadzieją, która stała w kompletnej opozycji do ciągłego upokorzenia.
Ukradkiem obserwował Pottera podczas śniadania. Wyglądało na to, że klątwa na razie mu odpuściła, chociaż jajecznica smakowała nijako. Gdzieś w środku zżerał go inny głód, dlatego też nie powinien być pytany o zachcianki. Automatycznie i bez większego zastanowienia wkładał widelec do buzi, ponieważ jedzenie pomagało mu utrzymać się przy życiu — był bardzo zdeterminowany, żeby pokazać swoim wrogom, kto tutaj właściwie rządzi. Czerpanie przyjemności z normalnego posiłku odpadało na wstępie.
Potter nie tylko znosił napaści, ale powiedział Granger, że będzie mu służył pomocą do samego końca, a nawet spełni jego ostatnią prośbę.
Naturalnie, gdy dojdzie do najgorszego. Jajecznica stanęła mu w gardle, dlatego też popił śniadanie herbatą. Miejmy nadzieję, że rozwiążemy problem.
Czuł dziwaczne odrętwienie, gdy myślał o Potterze. Nie była to niepohamowana żądza, którą wymuszała nań klątwa, ani znajoma mieszanina pogardy i niecierpliwości, jaką niegdyś go darzył; nie był to nawet wyobrażony czarny wir w postaci zazdrości, nakłaniającej do uderzenia i obezwładnienia każdej osoby, która zbliżała się do Harry’ego i próbowała go dotknąć. Ciężko mu było zidentyfikować tę emocję, ponieważ nigdy wcześniej nie spotkał kogoś, kto tak bezinteresownie wyciągnąłby doń pomocną rękę — naturalnie, z wyjątkiem rodziny. To oczywiste, że nijak potrafił dojść do ładu ze swoimi uczuciami. Mętlik, który miał w głowie, również działał na niekorzyść. Najbliższym na nim zależało, ponieważ byli częścią tej samej linii krwi i wychowywali się na dokładnie takich samych tradycjach.
Co miał wspólnego z Potterem?
Byli razem na roku w Hogwarcie, ot co. I brali udział w wojnie, obaj przerażeni i przytłoczeni koszmarną rzeczywistością.
Wtem Potter zorientował się, że jest pod pilną obserwacją. Zamiast coś skomentować, skupił się na istotnych kwestiach.
— Chcesz z rana przeprowadzić następny eksperyment? — zagaił, a jego ton sugerował, że ma w głowie jakąś alternatywę.
Draco uniósł brwi.
— Albo?
— Moglibyśmy też wszcząć prywatne śledztwo w sprawie napaści na ciebie. Obaj pragniemy odszukać ludzi, którzy rzucili klątwę. — Harry westchnął. — Nie zatrzymamy jej w ten sposób, ale przynajmniej przestaniemy się czuć bezradni, co z kolei znacząco poprawi nasze samopoczucia. — Zamilkł na moment, podłapawszy uważne spojrzenie. — Co? — Wytarł serwetką kącik ust. — Upaprałem się jajecznicą?
— Nie — odpowiedział, zastanawiając się, skąd wiedział, że zemsta pomoże mu odzyskać przynajmniej odrobinę wewnętrznego spokoju?
Cóż, mniej więcej z tego samego źródła, co wiedział, że najlepszym sposobem na poradzenie sobie z upokorzeniem przed Granger, jest przemilczenie sprawy i unikanie drażliwego tematu.
Ze wszystkich ludzi, którzy porywacze mogli wybrać na obiekt jego pożądania, Harry Potter okazał się najlepszy pod wieloma, wieloma względami.
— W porządku. Urządźmy polowanie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz