2. WĄTPLIWOŚCI

— Czemu leżałeś pokrwawiony na Pokątnej?

To było pierwsze, o co zapytał Potter, odkąd wyszli ze szpitala. Draco był na tyle zadowolony z obrotu sytuacji, że pozwolił mu zająć się wszystkimi impertynenckimi żądaniami uzdrowicieli, aby jednak pozostał pod opieką medyczną, żebraniem o garść informacji ze strony natrętnych dziennikarzy, którzy czekali na nich pod głównymi wrotami oraz zdegustowanymi spojrzeniami ludzi, którzy albo nieco usłyszeli, albo domyślali się, co jest nie w porządku. Większość czasu miał zamknięte oczy i trzymał buzię na kłódkę; uniósł powieki, dopiero kiedy Potter oświadczył mu, że zaraz się aportują. Od zawsze kierował się zasadą, aby nie skakać w ciemno.

Mieszkanie, w którym wylądowali, było znacznie większe, aniżeli się spodziewał, nawet biorąc pod uwagę fortunę, którą dysponował właściciel. Jak dotąd, żył w przekonaniu, że facet preferuje skromny dach nad głową, a nie skrzyżowanie dworku z hotelem, dlatego też postanowił pozwiedzać parter (albo to, co uważał za parter), kiedy Potter zajął się urządzaniem dlań sypialni. Bardzo szybko się zorientował, że dom ma jeszcze dwa piętra poniżej poziomu gruntu, zagłębione w ziemi, wykopane i dostawione do mieszkania przy pomocy potężnej, zręcznej magii. Gdy zaciągnął się powietrzem na schodach prowadzących na dół, poczuł zapach jakiejś pracowni. Zmarszczywszy brwi, doszedł do wniosku, że wszystko się raczej zgadza — Potter przyznał przecież w Mungu, że zajmuje się magią eksperymentalną.

Sypialnia, która została mu przydzielona, była akceptowalna — przestronna i urządzona w neutralnych kolorach brązu oraz szarości, z dużym oknem, które równie dobrze mogło się prezentować w jednym z mniejszych salonów we dworze Malfoyów. Draco dotknął łóżka, a potem oparł się o nie, częściowo dlatego, że wyglądało na miękkie i wygodne, a częściowo dlatego, że chciał przekonać samego siebie, że nie miał omamów wzrokowych i naprawdę przyjął zaproszenie do domu mężczyzny, który wiedział o klątwie i jej paskudnych konsekwencjach, a także pragnął pomóc mu znaleźć przeciwzaklęcie.

To naturalne, że przepełniała go nadzieja.

Odwrócił się w stronę Pottera i przez dłuższą chwilę po prostu mu się przyglądał. Ten z początku jakby udawał, że go nie zauważa, bo pochylił się nad garnkiem na ogniu i zmarszczył czoło, dodając do zupy marchewkę, pokrojoną w kostkę cebulę i jakieś delikatne, ciemnie mięso.

— Nie mogłem znieść dłuższego odosobnienia. Wyszedłem z domu, żeby być bliżej ciebie. Aportowałem się na Pokątną i rzuciłem kilka czarnomagicznych zaklęć, licząc, że się trochę dzięki nim wyładuję. — Na chwilę zamilkł i spróbował wybadać, czy Potter jest zniesmaczony tą wypowiedzią. — Oberwałem rykoszetem od własnego uroku. W efekcie skończyłem z rozciętym ramieniem. Ból przywrócił mnie do rzeczywistości i dopiero wtedy zdałem sobie sprawę, co najlepszego wyprawiam. Najgorsze, że publicznie. Ukryłem się przed aurorami, bo przypuszczałem, że zostali zaalarmowani.

— Najwyraźniej byli zajęci gdzieś indziej, bo nikt się nie pojawił, nawet gdy się przez moment pojedynkowaliśmy. — Facet zmarszczył brwi. — Czy twoja rana już się zagoiła?

Skinął głową, walcząc z suchym gardłem. Niebiańska otoczka, którą widział wokół Pottera, sprawiała, że wyglądał on o wiele atrakcyjniej. Zapragnął wziąć go w ramiona, więc wytarł palce o materiał spodni.

— Zaleczyłem zranienie na długo, zanim przybyłeś. — Westchnął przeciągle. — Słuchaj. To naprawdę trudne. Czy mogę cię znów dotknąć? — Umierał w środku z upokorzenia.

Jak się okazało, Potter miał własną metodę radzenia sobie z problemem. Zamiast mu odmówić, przytaknął i odłożył szczypce, których używał do mieszania w garnku.

— Krótko. Nie chcemy, żeby kolacja się spaliła.

Draco przymknął z ulgą powieki. Mógł żyć z odpowiedzią, której mu udzielono. Zrobił krok naprzód i przesunął dłonią po ramieniu mężczyzny.

To było niczym delektowanie się najlepszym gatunkiem sera i winem po długiej diecie złożonej wyłącznie z suchego, niezbyt smacznego chleba. Mimowolnie zadrżał i podszedł jeszcze bliżej.

Część trudności związanych z klątwą wynikała z próby opisania doznań komuś innemu. Był wygłodniały dotyku, ale jednocześnie gardził myślą o nim. Chociaż wydawało mu się, że wciąż posiada wolną wolę, wiedział, że jest inaczej, ponieważ miał ogromną ochotę przytulić swego nieprzyjaciela. Zapoznawanie się z ciałem Pottera można było przyrównać do zaspokajania pragnienia.

Co gorsza, nie mógł się powstrzymać przed wzięciem więcej, aniżeli mu oferowano. Zacisnął dłonie na ramionach mężczyzny, rozkoszując się twardością mięśni pod koszulką, a potem uniósł jedną stopę, żeby pomiziać palcami kuszącą kostkę. Chciał, aby Harry rozłożył przed nim nogi. Naprędce ocenił, że blaty w kuchni były wystarczająco szerokie i solidne, żeby pomieścić dorosłego człowieka. Zaraz popchnie faceta na plecy, a potem…

— Wystarczy. Cofnij się, Malfoy.

Stanowczy, aczkolwiek znajomy głos, odbijający mu się echem w myślach sprawił, że zamrugał, szczerze zdezorientowany; dopiero wtedy zrozumiał przekaz zdania, które przed sekundą usłyszał. Zacisnął dłonie w pięści i zrobił duży krok wstecz. Obrzydzenie wzięło go we władanie, podczas gdy pragnienie dotknięcia Pottera nadal przebijało się na powierzchnię.

— Nienawidzę tego — wycedził.

— W pełni uzasadnione. — Brunet, jak gdyby nigdy nic, przyprawił zupę, a następnie skosztował wywar łyżką. Uśmiechnąwszy się pod nosem, nalał go do dwóch misek. — Gdy zjemy kolację, powinniśmy zejść do mojego warsztatu i wyodrębnić pierwsze składowe. Och, i najprawdopodobniej powinieneś wysłać skrzata domowego po swoje ubrania. Nie sądzę, aby moje na ciebie pasowały.

Na wpół zamroczony, Draco przyjął miskę. Kiedy wyobrażał sobie, że wreszcie odnajduje Pottera i próbuje zaspokoić swą żądzę, spodziewał się wielu wrzasków i oskarżenia o atak na cnotę bohatera. Zamiast tego był trzymany na bezpieczny dystans, a nawet zdołali podtrzymać pozory. Prawdę powiedziawszy, radzili sobie lepiej, niż przypuszczał.

Jedzenie było dobre, ale nie satysfakcjonujące. W trakcie posiłku przyglądał się czarnym, potarganym włosom i zielonym oczom, spragniony zupełnie czegoś innego.


— W porządku. Stań, proszę, pośrodku okręgu na podłodze — powiedział.

Od czasu kolacji — a raczej od sesji dotykowej w kuchni — Malfoy zachowywał się mniej więcej po ludzku. Teraz nawet spojrzał nań sceptycznym wzrokiem jasno mówiącym, że nie pozwoli złożyć się w ofierze potencjalnie przywołanej istocie.

Harry się roześmiał.

— Zobaczysz, wszystko będzie dobrze. Krąg chroni laboratorium przed uszkodzeniem od odbitych klątw. Jest więc swego rodzaju zabezpieczeniem.

— Nie przypuszczałem, że zaklęcia ujawniające są tak niebezpieczne — mruknął mężczyzna, ale posłusznie spełnił polecenie. Harry machnął za nim różdżką i zamknął krąg, a w uszach przez chwilę brzęczała mu cicha magia. Malfoy również coś wyczuł, ponieważ poruszył się niespokojnie i otworzył usta, jakby chciał coś powiedzieć; ostatecznie jednak tylko westchnął.

— Szczerze mówiąc, niewiele bardziej od zwyczajnych przedmiotów czy ludzi — przyznał, chwyciwszy czysty zwój pergaminu. Zdecydowanie wolał mieć go pod ręką, bo zamierzał na bieżąco sporządzać notatki. — Wiesz, wiele ze zgromadzonych tutaj przedmiotów jest zaczarowana i wpływa na mój odbiór magicznych sygnatur, zwłaszcza kiedy są w użyciu. Nade wszystko nie chcę, żeby zakłóciły mi interakcję z innymi zaklęciami ujawniającymi.

Malfoy potrząsnął głową.

— Nie sposób się do tego przyzwyczaić.

— To znaczy? — Sprawdził odległość pomiędzy swoimi stopami a kręgiem, po czym się wycofał. Stał zbyt blisko, aby użyć uroku wykrywającego na człowieku, przynajmniej w teorii. Nigdy wcześniej nie eksperymentował na żywej osobie, z wyjątkiem tego jednego razu, kiedy Ron przyszedł doń przeklęty mrocznym zaklęciem. Musiał wtedy je zidentyfikować i zneutralizować, zanim się rozprzestrzeniło po całym domu. — Idealnie — podsumował.

— Ciężko się przyzwyczaić, że stałeś się typem naukowca, badacza. Nigdy nie siedziałeś nad książkami. — Malfoy rzucił mu sugestywne spojrzenie znad przymrużonych powiek. Nie ukrywał również swojego pożądania.

— Wedle powyższych argumentów sam muszę przyznać, że i mnie trochę zajęło przyzwyczajenie się do tego określenia — odpowiedział wesoło. Gdy się nad tym zastanowił, doszedł do wniosku, że najprawdopodobniej więcej zyska na współpracy z Malfoyem przy pomocy nonszalanckiego podejścia. Sprawa była wystarczająco poważna i obaj doskonale o tym wiedzieli. Harry wciąż czuł na skórze gorące, spragnione bliskości pocałunki, które przypominały mu o tym, co się wydarzyło. Chociaż facet zawsze sprawiał wrażenie chłodnego i zdystansowanego, miał naprawdę ciepłe, niosące komfort dłonie.

Och, ciepło.

To ciekawe, ale nawet najmniejsze, najbardziej nieistotne szczegóły mogą czasem wpłynąć na jego zdolność dostrzegania magicznych sygnatur analizowanych zaklęć. Zdeterminowany, aby sprawdzić swe przypuszczenia, sięgnął po pojemniczek z popiołem z paleniska, wybudowanym w miejscu, w którym niegdyś zdechł smok. Wziął solidną garść, a potem chwycił Malfoya za rękę. Chociaż była już zimna, gdy się skoncentrował, wyczuł znikomy ślad ciepła.

Mężczyzna wytrzeszczył oczy.

— Co ty wyprawiasz, Potter?

Chyba jest świadomy wagi popiołu, stwierdził, co było całkiem obiecującym znakiem. W późniejszym czasie Nova Cupiditas bierze człowieka w pełne władanie, więc jedynym, co wyczuje, gdy weźmie go za rękę, będzie niemożliwy do zaspokojenia głód.

— Sza — mruknął i zacisnął dłoń na popiele, myśląc o płomieniach paleniska, o kolorze ognia i odczuwanym na twarzy cieple. Skupiwszy się, wycelował różdżką w Malfoya. Zaczął od najprostszego zaklęcia, które niegdyś ujawniło urok przyklejony do pleców Rona. — Videtur — powiedział i skrzywił się z niesmakiem.

Powietrze w momencie przybrało żółto–czarną barwę, a po warsztacie poniósł się kwaśny, bardzo nieprzyjemny zapach.

— Co widzisz? — zapytał blondyn i zakaszlał. Albo zmusił go do tego smród siarki, albo jego organizm zareagował na czar wykrywający. Jeżeli tak, to wciąż mogli mieć nadzieję.

Harry zapisał wszystkie spostrzeżenia, a potem poświęcił cały akapit kolorowi — próbował być jak najdokładniejszy. Gdy skończył, zamrugał i odwrócił głowę, żeby spojrzeć na półkę ustawioną wzdłuż przeciwległej ściany, na której stały różnego rodzaju fiolki i słoiczki. W jednym z nich był przechowywany ciemny płyn, usiany fragmentami kości.

— Interesujące, doprawdy — podsumował powoli.

— Co takiego? — spytał niższym tonem Malfoy.

Zerknął nań w przelocie i zauważył, że znalazł się bliżej krawędzi okręgu i bacznie go obserwował.

Będę się musiał przyzwyczaić, stwierdził ze świadomością, że się rumieni. W ciągu ostatnich kilku lat znacznie dojrzał, a przynajmniej lubił tak myśleć. Mimo to wciąż nie znosił uwagi, którą był obdarzany. Oczyścił gardło i skupił się z powrotem na pergaminie.

— Wygląda na to, że Nova Cupiditas ma wbudowaną ochronkę uniemożliwiającą działanie zwyczajnych uroków ujawniających. Zupełnie jakby ktoś wiedział, że spróbujesz czegoś podobnego i postanowił to uniemożliwić.

Malfoy zbladł.

— Dranie, którzy mnie przeklęli, zmodyfikowali klątwę?

Harry zaśmiał się, bo w ciągu tych dwóch sekund facet spoważniał, stał się bardziej surowy, wyniosły i zdenerwowany — innymi słowy, na moment wrócił dawny Draco.

— Wybacz. Hermiona ciągle mi powtarza, że przez braki w poprawnym gramatycznie żargonie naukowym wpadam w kłopoty i ma rację — powiedział, gwoli wytłumaczenia. — Chodziło mi o to, że klątwa udaremnia każdą próbę rozebrania jej na części pierwsze. Osoba, która rzuciła zaklęcie, miała to na uwadze. — Skinął na półkę ze szklanymi fiolkami. — Przypomina mi to ciecz, którą analizowałem w zeszłym roku. Okazało się, że poszukiwany przez aurorów mroczny czarodziej, używał specjalnego eliksiru, aby ukryć fakt, iż morderstwa, których się dopuszczał, nie były szczególnie spektakularne, chociaż na takowe wyglądały. Na miejscu przestępstwa „podrasowywał” zbrodnię, aby sprawiała wrażenie bardziej makabrycznej i tajemniczej. Z jakiegoś powodu pragnął przekonać aurorów, że ścigają geniusza.

— Czemu ktoś chciał uniemożliwić zobaczenie sygnatury klątwy, skoro dyscyplina magii, którą się zajmujesz, jest czymś nowym i innowatorskim? — Blondyn zmarszczył brwi.

— Właśnie, świetnie pytanie.

Facet pokręcił głową.

— W porządku. Może raczysz mi wytłumaczyć, co ci chodzi po głowie, zamiast sugerować pierdoły bez ładu i składu? Zachowujesz się, jakbyś mówił o oczywistości, której nie dostrzegam.

Harry zamrugał, bo nie zdawał sobie z tego sprawy. Malfoy nie utrzymywał z nim bliskich stosunków, a więc nie miał pojęcia, jak zazwyczaj pracuje. To naturalne, że nie wiedział, czego od niego oczekiwał. Hermiona była po prostu inna.

Skinął głową w formie przeprosin.

— Jestem przekonany, że sygnatura pozwoliłaby nam dostrzec słaby punkt klątwy. W przeciwnym razie, dlaczego ktokolwiek pragnął zapobiec majstrowaniu przy czasie, gdy była rzucana? Nova Cupiditas ma setki lat, prawda?

— Owszem. — Z twarzy Malfoya zniknęło trochę napięcia. Całkiem prawdopodobne, że w sprawie pomogło przekazanie mu podstawowych informacji w sposób czysto naukowy i akademicki. — Po raz pierwszy usłyszano o niej mniej więcej w tym samym czasie, co wprowadzono Międzynarodowy Kodeks Tajności. Można powiedzieć, że była sposobem na karanie czarodziejów poprzez przymuszanie ich do pożądania mugoli.

Harry ugryzł się w język, aby przemilczeć to, co sądzi o tej „karze”. Nova Cupiditas miała straszliwe konsekwencje, a rzucanie jej na ludzi powinno być zabronione pod groźbą dożywocia w Azkabanie.

— Czarodziej, który ją wymyślił, musiał być szalenie sprytny i równie okrutny. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że był geniuszem, ponieważ wiedział, gdzie szukać słabości i uniemożliwił nam możliwość dokopania się do prawdy — podsumował. — Szczęśliwie dla nas, nie był w stanie całkowicie zatuszować magicznej sygnatury.

Malfoy zaczął spacerować pośrodku kręgu, wykręcając szyję, żeby mieć Harry’ego w zasięgu wzroku. Blade czoło było zroszone cieniutką warstwą potu, co sugerowało, że klątwa znów dawała mu się we znaki.

Skrzywił się ze współczuciem.

— Jak szybko zamierzasz rozpracować tę słabość?

— Trudno powiedzieć. Przede mną kupa roboty, bo trzeba uwzględnić wiele zmiennych i różnorodnych czynników. Muszę trochę przysiąść i wyodrębnić zupełnie nowy zestaw oddziałujących na siebie praw, a potem nauczyć się ich stosować. To może potrwać kilka miesięcy.

Miesięcy…? — Malfoy wyglądał na załamanego. Szczerze mówiąc, kiedyś może i zapłaciłby za zobaczenie go w takim stanie, ale teraz widok był dlań bardzo nieprzyjemny.

— Przepraszam. Nie wiem, co jeszcze mógłbym ci powiedzieć — wyszeptał. — W najgorszym wypadku potrwa to kilka miesięcy. W najlepszym, krócej.

— Nie wytrzymam tak długo. — Mężczyzna znów podszedł do krawędzi kręgu. Choć kierowała nim żądza, zmusił się, żeby nie przekroczyć niewidzialnej granicy. — Wziąłbym cię nawet teraz. Jak mam się powstrzymywać, skoro będziemy mieszkać pod jednym dachem?

Harry potrząsnął głową.

— Wiem, że to trudne. Obiecuję jednak, że będę naprawdę ciężko pracował. Zapobiegnę też najgorszemu. W tej chwili to mój priorytet.

Malfoy przymknął na moment powieki. Kiedy otworzył oczy, pokazał światu przekrwione białko.

— Proszę, tylko troszkę.

Westchnął i zneutralizował barierę. Draco praktycznie skokiem pokonał dzielącą ich odległość, po czym przyszpilił go do najbliższego kredensu. Szklane fiolki i słoiczki obiły się o siebie, więc otworzył usta, aby dać mu reprymendę i przypomnieć o ostrożności w laboratorium, ale właśnie wtedy Malfoy skorzystał z okazji i wsunął mu język pomiędzy rozchylone wargi; chwilę później wyciągnął rękę i podniósł nogę Harry’ego, po czym owinął ją sobie wokół biodra.

Sapnął, czując rozchodzące się po ciele ciepło i stłumił potrzebę podniesienia larum. Nie spodziewał się, że tak mocno zareaguje. W życiu, owszem, pociągało go paru facetów, dlatego też uznał, że może pozwolić na kilka pocałunków, ale nie zamierzał odwzajemniać pieszczoty i zawstydzić ich obu. To było podobne do pozwolenia komuś przygnębionemu wypłakać się na swoim ramieniu — dzięki pocałunkom Draco spuści trochę z pary, a potem wrócą normalnie do pracy, unikając wszelkiej niezręczności.

Malfoy miał ewidentnie inne zdanie na ten temat, gdyż sprawiał wrażenie zdeterminowanego, aby posunąć się znacznie dalej — jedną ręką gładził go po lewym ramieniu, a drugą po prawej nodze; wszystko komplikował zwinny język. Facet zaczął cicho pojękiwać i szybciej kołysać biodrami, przyciskając doń swoją erekcję.

Harry również zaczął twardnieć.

Nie sposób temu zaradzić, pomyślał obronnie. On też jest bezradny. Zawinili ci dranie, którzy rzucili nań klątwę. Muszę o tym pamiętać, dodał, uznawszy, że wystarczy tych pieszczot.


To był najlepszy pocałunek w życiu i to nie tylko z powodu głodu, który zniknął, gdy tylko wsunął język między te kuszące wargi.

Czuł moc pod swoimi dłońmi, powściągliwość przed atakiem. Potter, całkowicie wbrew sobie, odpowiadał mu na pieszczoty i reagował, ewidentnie spragniony dotyku. Draco słyszał ciche, tłumione pojękiwania i jeszcze bardziej się nakręcał.

Był zbyt zafascynowany, żeby zarejestrować szarpnięcie za włosy. Nade wszystko pragnął zobaczyć, jak to skrępowanie pęka i odchodzi w niepamięć; poczuć, jak Potter przesuwa mu dłońmi po klatce piersiowej — nie dlatego, że próbuje czmychnąć. Naparł więc do przodu i sięgnął w dół, ku chętnemu członkowi.

Na drodze do fiuta stanęły mu szaty. Zamruczał z uznaniem, zacisnąwszy na nim dłoń przez materiał, choć nie zabrzmiało to zbyt efektownie. Ponownie się pochylił i niechlujnie pocałował kącik ust mężczyzny, po czym zaczął go dotykać.

Potter przez chwilę po prostu drżał mu w ramionach i poddał się przyjemności, co Draco zobaczył w zielonych oczach. Usatysfakcjonowany, uśmiechnął się szyderczo i przysunął bliżej. Pozwól mi na więcej. Trochę się rozerwiemy, a ja poczuję się lepiej. Skończę z samodzielną bezradnością, jeżeli znajdziemy się w tym we dwoje. Wkrótce wszystko się ułoży.

Gdzieś z tyłu głowy wciąż świtała mu myśl, że jeżeli ulegnie żądzy, to klątwa upomni się o swoje i wszystko pogorszy, ale zupełnie to zignorował. Wiedział, że poczuje się lepiej, kiedy zaspokoi pragnienie i zaciągnie Harry’ego do łóżka. Fakt, iż obaj dojdą, przyćmiewał abstrakcyjne, daleko idące konsekwencje.

Wtem Potter się spiął, a Draco mruknął z zaskoczenia. Czyżby znalazł się na krawędzi? Cóż, nie, żeby spodziewał się czegoś innego. Miał tylko nadzieję, że szybko znów stwardnieje, bo z pewnością nie wystarczy im jedna rundka. Zakołysał biodrami, mocniej ścisnął erekcję kochanka i pochylił głowę, aby ugryźć go w szyję.

Miał tylko jedną sekundę na reakcję i nie zdążył. Poddawszy się klątwie, mruczał niczym olbrzymi kot i właśnie wtedy został porażony prądem oraz odrzucony do tyłu. Wylądował na plecach. W szoku uniósł rękę i z niedowierzaniem dotknął opuszkami palców poparzonych warg oraz obolałych od upadku pośladków.

— Wybacz, Malfoy. — Tylko Potter mógł go przepraszać z pozoru opanowanym głosem, chociaż sam miał erekcję, zmierzwione włosy i opuchnięte od pocałunków usta. Przykucnął teraz na podłodze, zupełnie jakby podciągnięte kolana mogły ukryć wybrzuszone spodnie i niemrawo sobie przytaknął. — To była jedyna rzecz, jaka przyszła mi do głowy, żebyś się odsunął.

Draco nie odpowiedział, tylko schował twarz w dłoniach. Był rozbity i nie wiedział, co ze sobą zrobić. Owszem, gdy przyszło otrzeźwienie, momentalnie poczuł się zażenowany, ale silniejsze było sfrustrowanie spowodowane odrzuceniem. Co gorsza, klątwa nie dawała mu o sobie zapomnieć. Wciąż swędziały go palce, więc wbił paznokcie w ramiona.

Nie chciał się okaleczać.

— Zrobiłeś, co musiałeś — podsumował, z trudem przełknąwszy ślinę. — Chroniłeś swój honor, Potter — dodał i uniósł wzrok.

Facet się roześmiał, co było zupełnie nie na miejscu, biorąc pod uwagę horror, w którym uczestniczył.

— Żadna ze mnie dziewica — stwierdził, a Draco znieruchomiał, zastanawiając się nad przyczyną okropnego ucisku w piersi. — Rzuciłem na ciebie zaklęcie, bo nie chcę, żebyś został przymuszony do gwałtu. Jak już mówiłem w szpitalu, obaj zasługujemy na odrobinę człowieczeństwa.

Nie mogąc znieść przepełnionego współczuciem spojrzenia, odwrócił głowę i niezręcznie wzruszył ramionami.

— W porządku, przyjęte do wiadomości. Idę spać.

Potter przytaknął ze zrozumieniem i nie odezwał się, zanim Draco wyszedł z pokoju.

— Znajdziemy skuteczny sposób na unieważnienie klątwy, Malfoy. Obiecuję.

Udał, że nie słyszy, ponieważ udzielenie spójnej odpowiedzi wykraczało poza jego obecne możliwości. Zamknął za sobą drzwi do warsztatu i wspiął się po schodach prowadzących z powrotem na parter. Nogi odmawiały mu posłuszeństwa. W pewnym momencie musiał się zatrzymać, oprzeć o ścianę i przymknąć powieki. Miał wrażenie, że żądza odebrała mu wszystkie mięśnie, zostawiwszy zamiast nich sam tłuszcz.

I pomyśleć, że to przez kilka pocałunków. Omotany pożądaniem, doszedł do przekonania, że zaciąganie Pottera do łóżka. Nawet przez sekundę nie pomyślał o katastrofie, która byłaby konsekwencją lekkomyślności.

Gdyby nie żelazna siła woli Harry’ego, doszłoby do najgorszego. Samodzielnie poległby na całej linii.

Straszliwie się upokorzył. Napastnicy, którzy rzucili nań klątwę, doskonale wiedzieli, co robią. To bardziej niż oczywiste, że nie zdoła się powstrzymać przed kolejnym podejściem.

Nawet z tą wiedzą, pragnąc psychicznie odizolować się od Pottera, był spragniony widoku ciemnych włosów i zielonych oczu. Cholernie łatwo byłoby mu odwrócić się na pięcie i wrócić do pracowni pod pretekstem kilkuminutowej, całkowicie bezsensownej rozmowy.

Zanim się opamiętał, zszedł kilka kroków po schodach. Zdeterminowany, wszedł wreszcie na parter, a potem pomaszerował do pokoju, który od dziś może swobodnie nazywać swoją sypialnią. Po drodze wmawiał sobie, że nie czuje się pusty w środku, głodny bliskości i spragniony dotyku, a do szczęścia potrzebuje wyłącznie szklanki chłodnej, orzeźwiającej wody.

Automatycznie się rozebrał, położył w łóżku i przymknął powieki. Zgodnie z przypuszczeniami, było całkiem wygodne.

Sen, oczywiście, nie nadszedł, dopóki nie chwycił swojego członka i się nie zadowolił. W głowie miał obraz roziskrzonych, przepełnionych pożądaniem szmaragdowych oczu oraz kuszących, czerwonych i chętnych ust rozciągniętych wokół jego fiuta. Gdy doszedł, klątwa się wycofała — mimo to czuł jej ostre pazury wbite w brzuch.

Westchnąwszy z niezadowoleniem, ponownie przymknął powieki i odpłynął. Nienawidzę tego, powtarzał w kółko, aż pogrążył się w ciemności.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz